Chwała Bogu

OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Drugi lockdown, czyli oczko mu się odlepiło. Temu misiu

I stało się. Mamy lockdown, choć jeszcze nie tak dawno rząd zapewniał, że o kolejny raz to się nie wydarzy. Nadchodzi czas mroku. Tym smutniejszy, że pozostaje nam nieprzyjemna świadomość, iż wszyscy zostaliśmy nabici w butelkę.  

Co tu kryć: premier Morawiecki zrobił z nas wszystkich idiotów. Najpierw zapewnił o funkcjonowaniu trzech stref tym samym wprowadzając nowy system ograniczeń, by niedługo potem zaostrzać zasady rygoru sanitarnego w poszczególnych strefach, włącznie z zamykaniem szkół i branż. Wreszcie rząd postanowił… rozciągnąć na całą Polskę czerwoną strefę. Teoretycznie zatem o żadnym lockdownie nie może być mowy, po prostu strefa czerwona objęła obszar całego kraju. Za chwilę możemy dowiedzieć się o zmianach rygorów w strefie zielonej i nawet wówczas, gdy rząd pokoloruje kraj na ten nieco bardziej przyjazny kolor – obostrzenia zostaną. No, ale przecież to nic takiego, po prostu działamy w zgodzie z założeniami. Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi. Szczególnie, że – no wiecie państwo – oczko mu się odlepiło. Temu misiu.

To oczko, jak się domyślacie, łatwo się nie przyklei. Lockdown dla gastronomii to katastrofa. Wiadomo, że już teraz wiele knajp musiało zostać zamkniętych z powodu braku płynności finansowej, a jesienne zamykanie kraju pogłębi ten stan. Kilka dni temu rozmawiałem z młodą sprzedawczynią w jednym ze sklepów odzieżowych i przyznała mi naprawdę przestraszona, że jeśli zamkną sklep, to z pewnością nie zostanie on już kolejny raz otwarty. A – jak wyznała – bardzo nie chce stracić pracy i środków do życia. To, niestety, widmo prześladujące dzisiaj wielu Polaków. Badania pokazują jednoznacznie: nie chcemy drugiego lockdownu. Szczególnie, że jakakolwiek pomoc dla zagrożonych upadkiem firm to już całkowita iluzja. Wicepremier Jarosław Gowin wcieli się zatem w handlarza marzeń, bo środki, którymi będzie chciał obdarować przedsiębiorców będą raczej skąpe a w dodatku wyrwane wręcz z naszych portfeli i kieszeni. Bez względu na to, czy rząd „dodrukuje” pieniądze czy zastosuje jakiś rodzaj kreatywnej księgowości, efekt będzie ten sam: nowe daniny i wzrost inflacji. Koszmar cenowego szaleństwa lat 90. niebezpiecznie wraca i nie jest już tylko jakimś widem, ale realnym zagrożeniem.

Warto na koniec postawić pytanie: dlaczego? Dlaczego stało się tak, że kolejny lockdown jest koniecznością? Jak to możliwe, że jeszcze trzy miesiące temu premier Morawiecki przekonywał, że wirusa nie trzeba się bać, a dzisiaj w panice wprowadza kolejne – znów niestety miejscami absurdalne – obostrzenia? Odpowiedź jest prosta: wbrew zapewnieniom rząd nie zrobił niczego, by przygotować nas na tę tzw. drugą falę pandemii. Przespał ostatnie miesiące i teraz płacimy za to wszyscy. Przede wszystkim płacimy własnymi pieniędzmi, ale także ponosimy koszty psychiczne.

Czy jest zatem możliwa zmiana strategii? Wydaje się, że do mainstreamu medialnego przebijają się już głosy lekarzy, matematyków i prawników postulujących zmianę reguł tej opętańczej gry z wirusem. Ale rząd nadal stosujemy raz obraną metodę. Mam wrażenie, że wynika to trochę z charakteru ludzi władzy – na czele rządu stoi przecież technokrata, otoczony wianuszkiem epidemicznych specjalistów, a ci siłą rzeczy biorą pod uwagę jedynie takie wskaźniki jak kolejne „rekordy” zachorowań. Niektórzy – jak jeden z antybohaterów walki z COVID, który jako „dyżurny specjalista” rządowy okazał się niewypałem – wierzą zapewne i w to, że mają być może jedyną szansę w życiu, by odegrać jakąkolwiek rolę w życiu publicznym, odwiedzić kilka stacji telewizyjnych czy radiowych i obserwować headline’y na portalach, ze swoim nazwiskiem w tytułach.

I żeby była jasność: wierzę, że ograniczenia są konieczne. Jednak oczekiwałbym, że po kilku miesiącach od ostatniego zderzenia z COVID rząd wzbogaci się o pewne analizy, zdobędzie nowe narzędzia kontrolowania epidemii. Zapewniał o tym zresztą sam minister Łukasz Szumowski, twierdząc, że jesień będzie zupełnie innym czasem w walce z COVID. Jest? Nie. Zmieniły się tylko nazwy miesięcy – październik zastąpił marzec. Poza tym: wszystko pozostaje tak samo.

Zachęcam do tego, by nie tylko dbać o swoje zdrowie, ale też twardo rozliczać rząd z tej prowizorki. Nie, jak chciałaby Jadwiga Emilewicz, latem 2021 roku – dlaczego akurat wtedy? – ale już teraz. Bezmyślność i dezynwoltura będą nas słono kosztować. Nie zapominajmy, kto jest winien temu wszystkiemu.

Tomasz Figura

[Wybrane wypowiedzi internautów pod w/w tekstem na stronie źródłowej:]

nawet komunie nie udało się zamienić Polski w czerwoną strefę, a tu proszę, pisizm, na dobrej drodze, żeby wyprzedzić swoich nauczycieli i tego dokonać
qwerty

Autor Tomasz Figura powinien się zastanowić samodzielnie w cym bierze udział i do czego to wszystko zmierza. Tak jak komentujący tu Pejot i Murem powinien widzieć co jest wprowadzane za parawanem rzekomej pandemii. Ogromne kłamstwa sączone od początku tej hucpy, oszustwa i manipulacje statystykami, jednostronne ogłupiające wypowiedzi rzekomych ekspertów i żądzą niszczenia tego co ludzkie jest tak widoczne że ten kto tego nie dostrzega a stara się to tłumaczyć jest po prostu głupcem. Cel jest jeden i niezmienny od wielu już lat to NWO. Wprowadzane przez strach człowieka do śmierci wyolbrzymionym zagrożeniem jakim są wirusy paragrypy. Plan jest diabelsko prosty ale też diabelsko skuteczny doprowadzić do upadku gospodarkę zadłużyć ludzi a potem zaproponować rozwiązanie powrotu do “normalności” poprzez zastrzyk a ostatecznie czip. Drogi autorze zastanów się dla dobra swego i swojej rodziny nad tym bo czasu zostało już coraz mniej…
Paweł

Odcina nas się stopniowo od Boga, od Rodziny, od Zmarłych, od Przyjaciół, od Świąt, od Przyrody, od Powietrza…Co będzie dalej?
/ m/.

Czytelnicy i Autorzy tego portalu z wyprzedzeniem minimum rok wiedzieli np o wzroście cen prądu – nikt nic nie zrobił, o zakazie palenia w piecu węglem i drzewem – nikt nic nie zrobil, o kłopotach producentów mięsa – nikt nic nie zrobił, o podwyżce cen benzyny , bo też zostanie objęta opłatami za emisję Co2 – nikt nic nie robi. Nikt nie robi nic z amunicją klasy bomba jądrowa, a później wszyscy się dziwią że zostali nabici w butelkę. Ja nie zostałem nabity bo nie wierzę temu rządowi i wiem co będzie dalej > lockdown aż wszyscy splajtują > wycofanie gotówki > wprowadzenie dochodu podstawowego w zamian za przyjęcie chipa/szczepionki. Zamiast udowodnić panu premierowi, że jest totalnym kłamczuchem rok , czy dwa lata temu na przykładzie ceny prądu wszyscy mu uwierzyli i dali się podprowadzić na skraj przepaści. Zobaczymy ilu wykona krok naprzód. Czuwaj
Pejot

Skoro Autor artykułu, jak napisał, wierzy w konieczność ograniczeń, Pan Premier zapewnia Autorowi możliwość praktykowania kultu “pandemii” obleczonej w szkarłat alarmizmu najwyższego stopnia. Czy Autor nie rozumie, że jednym z celów trwania “pandemii” jest podporządkowanie niszczycielskiemu kultowi śmierci wszystkich, “wierzących” i “niewierzących”, że “pandemia” będzie trwać dotąd aż ogłupieni publicyści zaczną zastanawiać się na poważnie jakiego rodzaju “przestępstwem” jest uchylenie maski miłosierdzia aby spożyć posiłek? Autor tego jeszcze nie pojął, że “pandemia” nie skończy się aż zamaskowani niewolnicy będą błagać o naturalny oddech, rząd zaś łaskawie udzieli im tego przywileju np. pod warunkiem wejścia w zasadzkę, tj. przyjęcia “zbawiennego” zastrzyku? Nie zorientował się autor, że tyrania Kaczyńskiego-Morawieckiego fanatycznymi nieludzkimi restrykcjami chce umożliwić zamordowanie jak największej liczby ludzi, zgodnie z “prawem miłosiernego Samarytanina”?
Murem

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2020-10-23)

Zniesienie Mszy Świętej już w Polsce. Mszał bergogliański i zmienione słowa konsekracji czyli nieważna Msza.

Już oficjalnie księża ogłaszają swoim parafianom, kółkom różańcowym, zelatorom, organizacjom i wspólnotom przykościelnym, że wchodzi do użytku Kościoła w Polsce nowy mszał. Niedawno słyszeliśmy o zmianie mszału dla diecezji włoskich, i po cichu mszał ten, mszał bergogliański, wchodzi do Polski. Nie wchodzi głośno i z rozmachem, aby ludzie wiedzieli, że zmienia się Mszę Świętą na nabożeństwo ekumeniczne, ale po cichu. Kto wie, ten wie, a powszechna wspólnota Kościoła właściwie tej zmiany może zupełnie nie zauważyć. Szczególnie ludzie którzy nie zwracają bacznie uwagi na słowa mówione przez księdza. Ludzie nieświadomi, którzy mogą nawet nie mieć tej świadomości, że zmiana słów konsekracji powoduje, że przeistoczenia nie ma. A taka właśnie zmiana została zaprowadzona w nowym, wchodzącym do Polski, mszale.

Zmiana która dotknie słów konsekracji sprawi, że spotkanie w kościele nie będzie już Mszą Świętą i stanie się tym, na co zasłużyły wspólnoty wiernych biorące Ciało Chrystusa do rąk. Nie godzi się Ciała Pańskiego wziąć do reki, ale skoro powszechny Kościół w Polsce zaakceptował tę formę, zabraknie Ciała Chrystusowego na pożywienie dla dusz, i jest to zasłużona kara dla ludzi, którzy bardziej mieli w cenie własny mit o swojej pobożności, dla której gotowi byli Pana Jezusa podeptać, niż prawdziwą pobożność, która każe klękać przez Bogiem. Polska nie oddała szacunku Bogu i Bóg pozostawi powszechny kościół tam, gdzie liczy się bardziej posłuszeństwo wszelkim bezbożnym władzom, choćby reprezentowanym przez sutanny, niż szczera miłość Boga. Ludzie, którym było wszystko jedno, czy Pana Jezusa podepczą, czy klękną przed Nim, będą mieli to, co chcą mieć: pozory nabożeństwa, pozory Mszy Świętej, nie będzie Pan Bóg pozwalał na deptanie Ciała swego Syna. Ciała Syna Bożego bowiem, przy odprawianiu nabożeństwa według nowego mszału, nie będzie.

Kilka dni temu dowiedzieliśmy się, że pod jednym z lubelskich kościołów znaleziono na chodniku trzy Hostie święte, rzucone na ziemię. Widać, że ktoś je wyniósł, i rzucił. Jest to kolejne świadectwo na wołającą o pomstę do nieba profanację, którą z posłuszeństwa przyjęto i którą narzuca się i praktykuje w polskich kościołach. Z hierarchii płyną słowa oburzenia i obłudne tłumaczenia, że Komunii na rękę nie można utożsamiać z profanacją, jednak fakty mówią same za siebie. Nie ma kościoła w którym choć jedna osoba przyjmuje Komunię na rękę, żeby nie był rozniesiony na podeszwach, sprofanowany, poniżony, splugawiony, zmieszany z błotem chodnika Przenajświętszy Sakrament. I polski Kościół, idąc za Antychrystem, w fałszywym i podłym posłuszeństwie, za to zapłaci. Wielu katolików nawet nie zauważy, że karmią się chlebem a nie Ciałem Chrystusa. Wszystko jedno, jak się przyjmowało, to i wszystko jedno, co się spożywa. Przecież Jezus kocha nas wszystkich. Właśnie to kłamstwo, że bez wiary, bez uczynków, bez przyjęcia i konsekwentnego uszanowania Męki Chrystusa wszyscy są zbawieni, zawarte jest w nowym mszale.

Diabli wierzą w Boga i drżą. Nie czynią dobra i mimo wiary są demonami. Zdemonizowani sataniści uważający się za katolików deptali przez ostatnie miesiące Ciało Chrystusa i uważają, że będą mimo to zbawieni, jak wszyscy bałwochwalcy, sodomici, kłamcy, mordercy i rozpustnicy. To oszustwo o powszechnym zbawieniu dla każdego za darmo znajduje wyraz w nowym mszale i sprawia, że jest ludzka jedność, że każdy może przyjść i się chlebem podzielić. Ale już nie ma ani ofiary, ani Mszy Świętej, ani Ciała Pańskiego. Pozostaje ohyda spustoszenia tam, gdzie nowy mszał będzie używany a bałwochwalcą ten, kto będzie w tym nabożeństwie uczestniczył.

Chrystus powiedział bowiem, konsekrując po raz pierwszy Ciało i Krew swoją, że to Krew „KTÓRA ZA WAS I ZA WIELU BĘDZIE WYLANA NA ODPUSZCZENIE GRZECHÓW.”.

Bergoglio zaś, zajmując miejsce Boga, uzurpując sobie boskie stanowisko zmienił słowa Pana Jezusa które w nowym mszale brzmią: „za was i wszystkich będzie wylana”.

Zmiana słów konsekracji wina powoduje, że to nabożeństwo, które będzie się odbywać według tej nowej książeczki fałszywie zwanej mszałem, nie będzie Mszą Świętą.

Wierni! Pilnujcie, jakie słowa kapłan wypowiada odprawiając Mszę Świętą! Bo jeżeli zmieni słowa konsekracji, Mszy Świętej nie odprawia. Trzeba wyjść i strząsnąć pył z butów i w tym obraźliwym i bałwochwalczym pogaństwie nie uczestniczyć, by Bogu nie ubliżać.

Weszliśmy w Wielki Ucisk, i w czasy ohydy spustoszenia. Kto nie wyjdzie z tego, co było Kościołem a jest nierządnicą wszystkich herezji i wiar, skalaną wielokrotnym kłamstwem, zmianą praw Bożych, bałwochwalstwem i profanacją, ten bierze na siebie wszystkie te grzechy. Jest jeszcze szansa dołączyć do Mszy Świętych, które jeszcze publicznie i tradycyjnie, ważnie są odprawiane i warto iść na nie, aby i w niedalekiej przyszłości wiedzieć, gdzie iść po sakramenty. Bez nich się nie zbawimy, a Bóg dopuści zdrajcom i tchórzom, którzy oddali swoją duchowną władzę bezbożnemu państwu i dusze ludzkie wydali zarządzeniom polityków, aby ich domy modlitwy i kaplice, kościoły zionęły pustką. To już we drzwiach. Kto nie będzie zatroskany o prawdziwe Ciało Pańskie, zostanie współwinnym bałwochwalstwa i oszustwa i razem z bałwochwalcami i kłamcami będzie potępiony. Jak deptał z nimi Chrystusa, tak sam siebie pozbawi możliwości przyjmowania Jego Ciała i będzie to słuszna kara za bezbożność i pychę.

Zniesienie Mszy Świętej dokonuje się teraz. Dla dusz wiernych i kochających Chrystusa nie jest to zaskoczeniem, bo wiedzieli o tym już dawno, i czując to pilnie szukali miejsc gdzie pożywią się Ciałem Pańskim by duszę zachować w Wielkim Ucisku. Wiemy, że to wszystko było zapowiedziane, więc wierzących to mniej przeraża, niż przerażało patrzenie na deptanie konsekrowanych partykuł. Pytaliśmy się siebie, jak może Bóg pozwolić na to! Pytaliśmy z bólem, kiedy Bóg wystąpi przeciwko takiej zbrodni. Nie czekaliśmy długo. Bóg dozwoli na takich kościołach działanie oszustwa, szatan zamiast Boga będzie im przewodził, a zamiast chleba życia dostaną tylko kawałek chleba, który będą mogli schować do kieszeni. Który życia wiecznego im nie przyniesie. Sprofanowane kościoły zostaną pozbawione Tego, dla kogo były budowane. Ohyda spustoszenia idzie śladami rozdeptanej, sponiewieranej Krwi i Ciała Pańskiego, które zakrwawiło posadzki odstępczych, heretyckich kościołów. Obłuda i pycha ludzka będzie sowicie nagrodzona – opuści Bóg swoje przybytki, i zaprowadzi wierne i kochające dusze na pustynię, gdzie sam będzie je żywił w ukryciu.

Ci, którzy za podpuszczeniem Antychrysta poszli deptać Najświętszy Sakrament, będą Go pozbawieni. Skończy się ta satanistyczna orgia uprawiana w dawniej katolickich kościołach. Nie będzie Ciała Chrystusa i nie będzie profanacji. Antychryst przejmie kościoły i dusze, którym było wszystko jedno.

Jeśli ktoś nie rozpoznaje czasów w jakich żyjemy jest biedakiem i nędzarzem. Ci zaś, którzy płakali nad Ciałem Chrystusa wiedzą, że nie trzeba się bać tego, kto zabija ciało, ale należy się bać tego, kto duszę może zatracić w piekle. Temu zaś piekielnemu zawistnikowi oddają się kościoły, które zamiast Boga obrały za ster posłuszeństwo najbardziej niegodziwym zdrajcom, byle nosili uzurpowane purpury. Współcześni Kajfasze skazali Kościół na śmierć, a większość „pobożnej” gawiedzi nawet nie zauważy, że weszło w satanizm, po partykułach konsekrowanych Hostii.

Wierzący jednak patrzą na to ze spokojem, bo nie mogli znieść tej obłudnej i okrutnej, ciągłej i masowej profanacji i lżej im będzie znosić brak Chrystusa w modernistycznych kościołach, niż to okrucieństwo i bezbożność, którą praktykowano od wielu miesięcy.
Bóg powiedział swoje Non possumus!
I dopuścił ohydę spustoszenia.

Napisane przez Święta Tradycja versus ocean przeciwności.

 

 

Łowcy skór- powtórka z historii

Nowelizacja ustawy „epidemiologicznej” otwiera drogę do bezkarnego mordowania ludzi przez lekarzy!

Nowelizacja ustawy „epidemiologicznej” z roku 2008, zakłada między innymi zwolnienie z odpowiedzialności karnej lekarzy, którzy   szkodząc pacjentom działali  w ramach zwalczania covid-19.

Ta szokująca propozycja otwiera drogę do bezkarnego mordowania ludzi, tak jak to się już stało w szpitalach Nowego Jorku. Zachęty finansowe do mordowania już wprowadzono: dodatki finansowe dla lekarzy i szpitali jeśli „leczą” z covida”. Dodatki dla lekarzy jeśli „leczą” pod respiratorem,itp

Teraz trzeba jeszcze „znieczulić” sumienia lekarzy (albo inaczej zwolnić ich z odpowiedzialności karnej), i machina śmierci ruszy na całego!

Niemożliwe? Możliwe, jak najbardziej możliwe!!!

 

W 2007 roku rozpoczął się w Łodzi proces sądowy tak zwanych „łowców skór”, czyli lekarzy i  sanitariuszy z łódzkiego pogotowia, którzy mordowali pacjentów by następnie ich zwłoki sprzedać firmom pogrzebowym!

Proces dostarczył niezwykle  cennej i szokującej zarazem informacji dotyczącej kondycji moralnej ludzi jako takich. Cóż się dowiem okazało??…Kilkaset osób pracujących w łódzkim pogotowiu albo mordowało pacjentów, albo wiedziało, że taki zbrodniczy proceder jest dziełem ich kolegów!!! Skąd pewność, że o mordowaniu pacjentów wiedzieli wszyscy? Wynika to z zeznań sanitariuszy wprost, oraz z  opisanych przez nich zwyczajów panujących w pogotowiu, które prawdziwość ich zeznań potwierdzają pośrednio. Lekarz który mordował pavulonem, otrzymał pseudonim „Anioł Śmierci”, zaś innemu- mordującemu potasem – pracownicy pogotowia nadali  ksywkę „Potasik”.

Dlaczego pracownicy pogotowia wiedząc o zbrodniach dokonywanych  codziennie na bezbronnych pacjentach, przez wiele lat -wszyscy jak jeden mąż- milczeli? DLATEGO, ŻE  WSZYSCY ONI Z PROCEDERU MORDOWANIA LUDZI, CZERPALI KORZYŚCI FINANSOWE, BEZPOŚREDNIO LUB POŚREDNIO!!!!!

Jeśli  kilkuset pracowników łódzkiego pogotowia uznamy za reprezentatywną próbę socjologiczną  polskiego społeczeństwa (co nie jest dużym błędem metodologicznym!),  to uznać należy, że  jako społeczeństwo jesteśmy zdolni do mordowania innych ludzi, jeśli wiązałoby się to z jakimiś korzyściami finansowymi!!! Wniosek acz szokujący jest niestety prawdziwy. Jeśli kilkaset osób stanowiących intelektualny „kwiat” społeczeństwa( w tym jakieś 30-40 % z wyższym wykształceniem medycznym) akceptuje mord lub bierze w nim udział, dlatego, że na tym zarabia, to logicznym wydaje się wniosek, że zasada taka byłaby zaakceptowana w każdym innym środowisku.  Historia potwierdza powyższe spostrzeżenie.  Mordowanie ludzi w skali masowej przez hitlerowców w czasie II wojny światowej, nie spotkało się z żadnymi protestami Niemców, gdyż jako społeczeństwo czerpali oni korzyści, rabując majątki swoim ofiarom!

Bogatsi o przedstawioną wyżej wiedzę -której dostarczyli nam pracownicy łódzkiego pogotowia- musimy spojrzeć na nas samych z przerażeniem i wyciągnąć z makabrycznych wydarzeń w Łodzi odpowiednie wnioski.

Oto one: jeśli mordowanie ludzi będzie się „opłacało”, to zawsze i wszędzie znajdą się tacy którzy w ten „biznes” wejdą!! Jeśli chcemy spać spokojnie i zakończyć swój żywot w naturalny sposób,  to jako społeczeństwo musimy uczynić z mordowania ludzi dla pieniędzy, „biznes” całkowicie nieopłacalny! Każdy sprawca mordu rabunkowego musi trafić na szafot, zaś sam akt pozbawienia życia zbrodniarza  musi być pokazywany wiele razy w telewizji, , ze wszystkimi makabrycznymi detalami!! Tylko szok wywołany widokiem ginącego na szubienicy zbrodniarza, może powstrzymać innych przed wejściem na drogę „łowców skór” Bydle o nazwie człowiek, jest zdolne do każdej zbrodni, jeśli  przyniesie ona sprawcy finansowe profity! „Kolektyw” łódzkiego pogotowia udowodnił to w sposób bezdyskusyjny!

Wszyscy „światli” Europejczycy, którzy wiele lat temu doprowadzili do zawieszenia wykonywania i orzekania kary śmierci, są współodpowiedzialni za wymordowanie tysięcy ludzi przez pracowników łódzkiego pogotowia!

Pracownicy łódzkiego pogotowia z czasów „łowców skór” powinni otrzymać dożywotni zakaz pracy w służbie zdrowia. Jeśli nawet sami nie mordowali, to wiedzieli, że czynią to ich koledzy. Wiedząc – milczeli całe lata.  Są więc wspólnikami w zbrodni nie mającej precedensu w całej historii medycyny! Byłaby to wyjątkowo łagodna kara, gdyż poczucie elementarnej sprawiedliwości wymagałoby aby ich wszystkich rozstrzelać!

Bestie w ludzkiej skórze. Tylko po to, aby tych zwyrodnialców wybić co do jednego jak wściekle psy, przydałby się choć na jeden dzień jakiś dyktator pokroju Stalina!!!

Ponieważ takowego nie ma, szykują nam powtórkę z „łowców skór”, tym razem w skali całego kraju, zapewniając różnym „Aniołom Śmierci” i ” Potasikom” bezkarność!

 

Anthony Ivanowitz

22.10.2020r.

www.pospoliteruszenie.org

Maseczki i zaklęcia

Jak już wielokrotnie mówiłem, epidemia zbrodniczego koronawirusa rozwija się pomyślnie, to znaczy – zgodnie z planem. Jak zaplanowano nasilenie ataków zbrodniczego koronawirusa na jesień, to zbrodniczy koronawirus swoje ataki posłusznie nasilił.

Drugim plusem dodatnim jest to, że zbrodniczy koronawirus wprawdzie nie ma względu na osoby – o czym świadczy zakażenie prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa – ale też – co trzeba szczególnie podkreślić – jest politycznie wyrobiony, bo pan Joe Biden, walczący z Donaldem Trumpem o prezydenturę, taktownie zakażony nie został.

Podobnie jest i w skali makro. Skoro w Niemczech i w Polsce Ciemnogród protestuje przeciwko obostrzeniom, to zbrodniczy koronawirus atakuje ze szczególną zaciekłością, podczas gdy na Białorusi, gdzie protestują przeciwko Aleksandrowi Łukaszence, nie specjalnie złego się nie dzieje, co świadczy, iż zbrodniczy koronawirus skądciś wie, kiedy ma się srożyć, a kiedy nie.

Ale wyrobiony politycznie koronawirus, to jedna sprawa, a aktywizujący się Jasnogród, to sprawa druga. Zgodnie z leninowskimi normami o organizatorskiej funkcji prasy, niezależne media głównego nurtu z radością i satysfakcją informują o nowych rekordach zakażeń zbrodniczym koronawirusem i rosnącej liczbie jego ofiar, starannie przemilczając fakt ogłoszenia przez epidemiologów zakończenia epidemii w Szwecji, która nie uległa obłędowi, w jaki wpychana jest reszta świata.

Widać, że leninowskie normy zostały wsparte rozkazami pani Very Jourovej, która w swoim bogatym w przygody życiu zaliczyła również epizod korupcyjno-kryminalny. Wywodząca się z Republiki Czeskiej “niezadowolona obywatelka” – bo właśnie tak nazywa się partia, z której wyrastają jej nogi – 56-letnia Vera Jourova, została przez brukselskie “siostry” wciągnięta, jak to się mówi, na członka Komisji Europejskiej, gdzie zajmuje się “wartościami i przejrzystością” – cokolwiek by to miało znaczyć.

Otóż pani Vera ogłosiła świętą wojnę z “dezinformacją” na temat zbrodniczego koronawirusa, to znaczy – z wszelkimi próbami podważania opinii zatwierdzonych i podanych ludowym masom do wierzenia. To nic nowego; podobna wojna została proklamowana za pierwszej komuny, w czasach stalinowskich i później, chociaż nie walczyliśmy wtedy z “dezinformacją”, tylko najpierw “kontrrewolucyjną agitacją”, a potem – “ideologiczną dywersją”.

I w jednym i w drugim przypadku chodziło o podawanie w wątpliwość ówcześnie zatwierdzonych i podawanych ludowi do wierzenia zbawiennych prawd o wyższości ustroju socjalistycznego. Uczestniczyły w tym nie tylko niezależne media głównego nurtu, ale również wybitni przedstawiciele życia publicznego ze świata nauki i kultury oraz “aktywiści”, to znaczy – konfidenci NKWD, KGB. UB i SB. Te kategorie zresztą przenikały się nawzajem, podobnie, jak i dzisiaj, dzięki czemu walka z “dezinformacją” może być prowadzona w sposób planowy i skoordynowany, a leninowskie normy, tak jak i sam Lenin, są wiecznie żywe.

Ale na samej “dezinformacji” świat się nie kończy, toteż rząd “dobrej zmiany” właśnie ogłosił, iż od 10 października cały nasz nieszczęśliwy kraj stanie się tak zwaną “strefą żółtą”. Ciekawe, że data 10 października była wykorzystywana przez siewców “ideologicznej dywersji” za głębokiej komuny. Oto papierosy “Sport” były sprzedawane w paczkach zawierających 10 sztuk i w paczkach po 20 sztuk – co było wydrukowane z boku w postaci napisu: “10 (albo 20) papierosów B/U”. Dywersanci tłumaczyli to tak, że “10 października przyjdzie Ameryka; Stalinowi utnie wąsy, Bierutowi uszy”.

Jak wiadomo, nic takiego się nie zdarzyło, więc zarówno wtedy, jak i teraz “Ciemnogród” poniesie sromotną klęskę, która utwierdzi dominującą pozycję, a może nawet – całkowitą hegemonię Jasnogrodu. Wtedy dokończenie rewolucji komunistycznej, której celem jest zniszczenie cywilizacji łacińskiej, przerobienie historycznych narodów europejskich na “nawóz historii” i zdominowanie świata, a przynajmniej jego części przez mniejszość żydowską, stanie się znacznie łatwiejsze, a Polska, podobnie jak inne nieszczęśliwe kraje, znowu trafi do strefy czerwonej.

Postawienie na instynkt samozachowawczy okazało się skuteczniejsze od likwidacji własności prywatnej, masowego terroru i masowego duraczenia. Teraz wystarczy duraczenie z lekka tylko wspierać terrorem i wszystko będzie gites, tenteges.

Żółta strefa oznacza bowiem rozciągnięcie na wszystkich obywateli obowiązku noszenia kagańców zwanych pieszczotliwie “maseczkami” również na otwartym powietrzu, a każdy, kto ten zakaz złamie, będzie spisany przez policję i ukarany nawet 30 tysiącami złotych. Jestem pewien, że konfidenci będą na wyścigi denuncjowali nieposłusznych policji, która chętnie się swoich obowiązków podejmie, bo jużci – karanie za brak “maseczki” jest łatwiejsze i bezpieczniejsze, niż łapanie złodziei czy bandytów.

Pojawiają się też racjonalizatorskie pomysły, by zamknąć cmentarze, bo wiadomo, że tam śmiertelność sięga 100 procent, a poza tym katolicy nie będą mogli odprawiać tam swoich religianckich zaklęć.

Jestem pewien, że ten stan zagrożenia utrzyma się aż do 11 listopada, dzięki czemu będzie można zakazać urządzania dorocznego “Marszu Niepodległości”, na którym, jak wiadomo, aż roi się od zarażonych, jak nie koronawirusem, to “faszyzmem”. Ciekawe, czy nie zostanie odwołane również Boże Narodzenie, bo po co tu jeszcze jakieś “Boże Narodzenie” skoro możemy obchodzić Chanukę?

Dlatego też na wieść o mianowaniu pana prof. Przemysława Czarnka ministrem edukacji i nauki, runęła na niego fala krytyki, bo zaczął się odgrażać, że zlikwiduje w szkołach pedagogikę wstydu a szkoły wyższe oczyści z pseudonaukowych dyscyplin w rodzaju genderactwa.

Toteż nic dziwnego, że zaraz zaatakował go zbrodniczy koronawirus, nie mówiąc już o setce sygnatariuszy protestu i młodzieży szkolnej, wykrzykującej tradycyjne bojowe zawołanie: “Giertych do wo…”, to znaczy, pardon – jaki tam znowu “Giertych”, który na pasku Jasnogrodu już chodzi, jak w zegarku – tylko oczywiście Czarnek: “Czarnek do wora, wór do jeziora!”

Tylko patrzeć, jak wzorem lat ubiegłych zaprotestują władze bezcennego Izraela, które przy okazji edukowania tubylczych nauczycieli o holokauście, werbują sobie agenturę do Mosadu, no i oczywiście – nasza pani Żorzeta. Etap surowości objawi się w całej straszliwej postaci, dzięki czemu obywatele będą się cieszyli, że żywi-zdrowi i ani słowem nie zaprotestują przeciwko rządowi “dobrej zmiany”, który nie tylko wpycha nas w zaplanowany obłęd, ale również – w coraz głębszą niewolę u lichwiarskiej międzynarodówki.

Stanisław Michalkiewicz
https://www.magnapolonia.org

Co nas czeka?

Co nas czeka?

Mam takie wrażenie, że u nas wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji i łudzi się, że po pojawieniu się szczepionki wszystko wróci do normy. Natomiast politycy od samego początku zaczęli mówić o „nowej normalności”, co oznacza, że powrotu do normalności nie będzie. Pandemia, sztuczna zresztą, jest tylko pretekstem do wprowadzania zmian, które mają uczynić z ludzi niewolników. Te zmiany wprowadzane są, w zależności od kraju, w różnym tempie, a nowe prawo bywa egzekwowane bardziej lub mniej brutalnie. Na portalu ZeroHedge ukazał się ciekawy artykuł: The Totalitarian Future Globalists Want For The Entire World Is Being Revealed (Totalitarna przyszłość, której chcą globaliści dla całego świata, wychodzi właśnie na jaw). Jego autorem jest Brandon Smith. Wydaje mi się, że jego spojrzenie i interpretacja rzeczywistości warte są przybliżenia. Link do oryginalnego tekstu tu: https://www.zerohedge.com/geopolitical/totalitarian-future-globalists-want-entire-world-being-revealed

»Od 11 września 2001 roku (zamach na World Trade Center) w całym zachodnim świecie dążono konsekwentnie do tego, co zwolennicy wolności nazywają państwem policyjnym, w którym rządy nie są ograniczone prawami obywateli i mogą robić to, co chcą pod płaszczykiem bezpieczeństwa publicznego.

Wykorzystanie „prawa” jako narzędzia do wpisania tyrani w kulturę jest podstawą wszelkich totalitaryzmów.

Polega to na prawnym usankcjonowaniu przestępczych działań rządu. I to przestępcze działanie staje się usprawiedliwione, bo stoi za nim prawo. Władza uchwala bandyckie prawo, a później powołuje się na nie. Za każdym razem, gdy rząd narusza prawa obywateli, robi to „dla dobra społeczeństwa jako całości”. W interesie społeczeństwa jednostki, które to społeczeństwo tworzą, muszą być poddane resocjalizacji lub zniszczone. Takie podejście jest w całkowitej sprzeczności z tym, o co walczyli i umierali Ojcowie Założyciele w Ameryce, a co Thomas Jefferson tak wyraził:

Należna nam wolność jest swobodnym działaniem zgodnie z naszą wolą, ograniczającym nas takim samym prawem innych. Nie dopowiadam „w granicach prawa”, ponieważ prawo jest często tylko wolą tyranów i zawsze jest nią, gdy gwałci prawa jednostki.

W krajach takich jak Australia, który należy do kultury zachodniej i jest rządzony przez lud, uważa się, że jej system prawny jest zbliżony do amerykańskiego. Są jednak pewne różnice i stąd wątpliwości, co do podobieństw. Przede wszystkim obywatele Australii, podobnie jak obywatele krajów europejskich, nie mają możliwości, by zmusić swój rząd lub elity, mające wpływ na ten rząd, do samoograniczenia. To są państwa, których obywatele zostali rozbrojeni i spacyfikowani, i w których tyrania będzie wprowadzana w pierwszym rzędzie. Ale do tego dojdziemy za chwilę…

Nie dajmy się oszukać! Istnieje jawy i łatwy do zidentyfikowania plan globalistów, którzy chcą wprowadzić skrajnie scentralizowane państwo policyjne w każdym państwie, w którym będą w stanie to zrobić. To nie jest „teoria spiskowa”, to jest dowód spisku.

Od lat w alternatywnych mediach występuje wielu analityków, ekonomistów, ekspertów od geopolityki, którzy przewidzieli i ostrzegali opinię publiczną przed globalistyczną strategią „porządku powstałego z chaosu”. Innymi słowy, najbogatsi, trzymający władzę, mający wpływ na większość rządów na świecie, chcą „przekształcić” istniejący porządek społeczny poprzez wykreowanie kryzysu i katastrofy. Poprzez sterowanie ludzkim strachem mają nadzieję skłonić nas do zaakceptowania ograniczenia naszej wolności, co nam samym nawet do głowy by nie przyszło.

Elity niejednokrotnie oświadczały, że ich celem jest globalna gospodarka i rząd światowy, a pomimo to nadal uważa się to za „teorię spiskową” lub „paranoidalne urojenia”. Mógłbym ich tak bez końca cytować – te elity i ich organizacje, ale ograniczę się do kilku przykładów, by uzasadnić mój punkt widzenia.

Były Sekretarz Stanu za prezydentury Clintona i członek Rady ds. Stosunków z Zagranicą Strobe Talbot napisał w 1992 roku artykuł dla Time Magazine zatytułowany: „Ameryka za granicą: narodziny globalnego narodu”:

W następnym wieku narody jakie znamy będą należały do przeszłości; wszystkie państwa uznają jedną, globalną wadzę. Ostatecznie suwerenność narodowa nie była taką wspaniałą ideą.

Należący do elity, fabiański socjalista, HG Wells w swoim traktacie zatytułowanym „Nowy porządek świata” pisze:

Chociaż walka wydaje się być nakierowana na osiągnięcie światowej demokracji, to nie obejdzie się bez problemów, zanim stanie się ona wydajnym i dobroczynnym systemem światowym. Wielu ludzi… będzie nienawidzić nowego porządku świata… i umrą protestując przeciwko niemu. Gdy będziemy próbować dokonać jego oceny, musimy mieć na uwadze rozczarowanie przynajmniej jednego pokolenia niezadowolonych, wielu z nich zupełnie przyzwoitych i poczciwych ludzi.

A co z jednym z moich ulubionych, demaskujących cytatów członka Komisji Trójstronnej Richarda N. Gardnera byłego asystenta Sekretarza Stanu do spraw Organizacji Międzynarodowych za prezydentury Kennedy’ego i Johnson’a? W kwietniu 1974 roku pisał on w czasopiśmie Foreign Affairs w artykule zatytułowanym „The hard road to world order”:

Podsumowując, „dom porządku światowego” będzie musiał być zbudowany raczej od dołu do góry niż od góry do dołu. Używając słynnego opisu rzeczywistości Williama Jamesa, będzie wyglądać jak wielkie ‘huczące, brzęczące zamieszanie”, ale końcowy etap dotyczący suwerenności narodowej, niszcząc ją kawałek po kawałku, przyniesie znacznie więcej niż staromodny atak frontalny.

Członkowie globalnych organizacji i think-tanków, takich jak CFR (Council on Foreign Relations), już od wielu dekad dominują w prawie każdej amerykańskiej administracji rządowej i gabinecie prezydenckim. Ponad 20-tu członków CFR wchodzi w skład gabinetu Donalda Trumpa. Osuszenie bagna? Tak się nie stanie.

Jak to otwarcie ujawnił Harpers Magazine w 1958 roku w publikacji „School for Statesmen”:

Najpotężniejsza klika w tych (CFR) grupach ma jeden wspólny cel, chce doprowadzić do rezygnacji z suwerenności i niepodległości Stanów Zjednoczonych. Chcą likwidacji granic państwowych, rasowej i etnicznej solidarności w celu rozwoju interesów i zapewnienia światowego pokoju. To do czego dążą prawdopodobnie doprowadzi do dyktatury i utraty wolności przez ludzi. CFR została stworzona w „celu promowania rozbrojenia i rezygnacji z suwerenności i niezależności Stanów Zjednoczonych na rzecz jednego wszechpotężnego rządu światowego.”

Najprostszym sposobem w jaki globaliści osiągną to, o czym otwarcie mówią jest albo wyczarowanie jakiegoś kryzysu lub wykorzystanie już istniejącego, by „podkopać suwerenność”. Obecna pandemia wpisuje się w ten plan doskonale, ale zanim suwerenność zostanie wyeliminowana na poziomie narodowym, należy podważyć ją na poziomie jednostki.

Działania w Ameryce i wśród jej państw sojuszniczych sugerują, że atak na wolność jednostki jest bliski.

Jest wiele organizacji pokrewnych CFR. I tak przykładowo w Australii jest mocno zakorzeniony i wpływowy Instytut Polityki Strategicznej (Strategic Policy Institute), który, od momentu pojawienia się pandemii koronawirusa, konsekwentnie opowiada się za całkowitą centralizacją rządowych uprawnień. Ich uzgodnionym planem jest koncentracja władzy w rękach nowej „komisji” lub departamentu, utworzonej z „najbystrzejszych umysłów”. Zadaniem takiej komisji nie byłoby przywrócenie w Australii normalności, ale przekonanie opinii publicznej do ZAAKCEPTOWANIA „nowej normalności” po pandemii.

ASPI (Australian Strategic Policy Institute) entuzjastycznie ogłasza ten pomysł w artykule zatytułowanym „Reakcja na koronawirusa szansą na nowe spojrzenie na przyszłość Australii”:

Obecnie planem takiego departamentu jest nie spowodowanie powrotu Australii do normalności po pandemii, ale wykreowanie nowego wyobrażenia, czym może być Australia i jak możemy rozwijać się i prosperować w przyszłości, po koronawirusie i wobec problemu suszy, pożarów buszu i zmian klimatycznych. Pomyślcie o rodzaju nowej ekonomii, którą możemy wprowadzić po wymuszonym, szybkim zaadoptowaniu pracy domowej i takiego nauczania szkolnego poprzez wykorzystanie technologii cyfrowej. Możemy być wiodącą gospodarką cyfrową, której pragnął premier przed pandemią, nie do 2030 roku, ale znacznie wcześniej.

To natychmiast przypomniało mi o szybkim usunięciu konstytucyjnych zapisów po 11 września, w momencie, gdy ludzie byli zastraszeni i zdezorientowani. Jak mawiał amerykański globalista Rahm Emanuel:

Nigdy nie chcemy, by poważny kryzys poszedł na marne. A rozumiem przez to, ze jest to okazja do zrobienia tego, co wcześniej wydawało się niemożliwe.

ASPI odkrywa prawdziwy cel, którym jest ujednolicenie prawa i jego jednostronne wprowadzenie bez społecznej akceptacji. Polega to na maksymalnym wykorzystaniu pandemii, a następnie wprowadzeniu szybkich zmian w strukturze władzy. To będzie przeprowadzone długo po tym, jak zniknie koronawirus, dla dobra gospodarki, programów społecznych i tzw. „globalnego ocieplenia”. Reakcja na pandemię jest tylko środkiem do celu, a celem ostatecznym jest totalne zdominowanie społeczeństwa.

Skupiam się na Australii i okolicach, ponieważ wydaje się, że jest to miejsce, w którym globaliści zaczynają wcielać w życie swoją technokratyczną politykę. Albo przynajmniej testują swoją strategię, wykorzystując Australijczyków jako króliki doświadczalne. Gdy ASPI mówi, że zamierza utrzymać zmiany powstałe w wyniku pandemii po wygaśnięciu wirusa, to mówi nie tylko o zmianie na gospodarkę cyfrową.

Właśnie teraz Australia i Nowa Zelandia poniżają swoich obywateli najbardziej drakońskimi ograniczeniami w zachodnim świecie. To jest działanie, które elity chcą wprowadzić wszędzie, ale w Australii idą pełną parą, a sytuacja wciąż się pogarsza.

W wielu rejonach Australii skrajne środki przeciwdziałania zostały narzucone na przynajmniej następne 6 tygodni, włączając w to stan wyjątkowy, zmuszanie ludzi do noszenia masek na zewnątrz (wbrew temu, co mówią naukowcy i wirusolodzy o niewielkich możliwościach zarażania się na zewnątrz i na słońcu), mieszkańcy nie mogą oddalać się od swoich domów na odległość większą niż 3 mile i tylko jedna osoba z gospodarstwa domowego może opuścić je w określonym czasie. Obywatele, którzy nie przestrzegają tych obostrzeń podlegają karze 10.000 dolarów lub aresztowi. Ależ tak, aresztuje się ludzi po prostu za nienoszenie masek lub będących zbyt daleko od domu.

Sytuacja w Nowej Zelandii stała się wyjątkowo ponura i sądzę, że powinna być traktowana jako ostrzeżenie, szczególnie dla Amerykanów i ich przyszłości, jeśli pozwolimy, by narracja typu „bezpieczeństwo zdrowia publicznego” została przekształcona w tyranię.

Podczas gdy Australia wykorzystuje ośrodki odosobnienia, by zmusić ludzi o podwyższonym ryzyku do izolacji, nowozelandzkie obozy kwarantanny są obecnie pod całkowitą kontrolą wojska i wszyscy obywatele z pozytywnym testem lub podejrzani, że zostali zarażeni wirusem, mogą być odseparowani od swoich rodzin i umieszczeni w obozach, które są hotelami zamienionymi w więzienia.

Jest to całkowite wyrugowanie swobód obywatelskich, a wszystko to z powodu wzrostu liczby przypadków zgonów, które w Australii wyniosły zaledwie 525 i 22 – w Nowej Zelandii.

Sądzę, że powodem, dla którego Australia i Nowa Zelandia zostały wyznaczone dla tego typu poziomu restrykcji był przede wszystkim fakt, że zostały one całkowicie rozbrojone i nie miały środków do obrony przed rządowymi nadużyciami. I dlatego sądzę, że podobne środki zostaną wypróbowane również w USA. W stanach takich jak Nowy Jork są niewinne zamiary do ustanowienia punktów kontrolnych Covida, zatrzymujących i kontrolujących pojazdy wjeżdżające do stanu. To właśnie od tego zaczynają się poważniejsze ograniczenia.

Najpierw punkty kontrolne będą ustanowione po to, by odizolować ludzi zrażonych od reszty. Następnie te same punkty kontrolne będą użyte do zatrzymania ludzi w państwie lub mieście. W końcu punkty kontrolne będą ustanowione gdziekolwiek, by sprawdzać ludziom temperaturę i objawy choroby. Jeśli nastąpi zaakceptowanie tego stanu, kolejnym zadaniem punktów kontrolnych będzie zniechęcenie ludzi do jakiegokolwiek podróżowania gdziekolwiek i z jakiegokolwiek powodu. Jak w Australii i Nowej Zelandii – ludzie zostaną uwięzieni we własnych domach. Na tym etapie wprowadzenie ustaw i rozporządzeń karzących ludzi za wychodzenie z domu będzie łatwiejsze, ponieważ oni już wcześniej zaakceptowali zamknięcie w domach.

Co więcej, elity i globaliści w Ameryce żadają zamknięcia gospodarki na co najmniej 6 tygodni, podobnie jak w Australii. Członek Rezerwy Federalnej Neel Kashkari zapewnił ostatnio, że Amerykanie więcej oszczędzają i dlatego powinni być poddani takiemu zamknięciu, „ponieważ stać ich na to”.

Wirginia planuje obowiązkowe szczepienia, chociaż nie udało się jeszcze opracować szczepionki przeciw wirusowi typu SARS, a niedopracowane szczepionki wyrządzały więcej szkody i zabijały ludzi zamiast ich uodparniać. Inna sprawa, że danie rządowi uprawnienia do przymusowego wstrzykiwania ludziom czegokolwiek w ich ciała jest niemoralne.

Co dalej? Obozy covidowe? Raczej tak, chyba że Amerykanie postawią się. Media głównego nurtu sugerują taką strategię rozłożoną na miesiące. Washington Post entuzjastycznie przychylił się do wykorzystania przymusowych obozów odosobnienia w innych krajach i pyta, dlaczego jeszcze nie wykorzystuje się ich w Ameryce, poza punktami dla zagranicznych turystów. Powód jest taki: Wielu Amerykanów nie zgodzi się na takie zmiany i użyje takiej samej przemocy przeciw każdemu, kto spróbuje ich zamknąć z powodu wirusa, który stanowi niewielkie zagrożenie dla, co najwyżej, paru procent populacji.

Tak więc nie zakładajcie, że władza nie spróbuje w końcu i tu. Spróbuje. Bądźcie gotowi, gdy to zrobią. Spójrzcie na działania w miejscach takich jak Australia i Nowa Zelandia i spytajcie siebie, czy chcę, żeby tak było? A jeśli tak, to na jak długo? Ponieważ globaliści chcą, by te ograniczenia stały się „nową normalnością”. Pragną, by ten koszmar trwał zawsze.«

Autor twierdzi, że z powodu tego, że Amerykanie mają broń i będą się bronić, nie będzie łatwo podporządkować ich nowemu prawu. Pewnie tak, ale rząd przygotowuje się od lat. Willem Middelkoop w swojej książce „Wielki Reset Walki ze złotem i koniec systemu finansowego”, Zysk i s-ka Wydawnictwo, Poznań 2016; pisze:

Jeżeli pertraktacje w sprawie resetu finansowego nie doprowadzą do zadowalającego porozumienia najważniejszych partnerów handlu światowego, sytuacja może stać się naprawdę groźna. Już w 2006 roku rząd amerykański zawarł umowę z firmą Halliburton o wartości 400 miliardów dolarów, na podstawie której utworzono obozy internowania na terenie całych Stanów Zjednoczonych. Obiekty te można by z powodzeniem wykorzystać do internowania wielkiej liczby amerykańskich obywateli w razie poważnych niepokojów społecznych.

Jeśli rząd amerykański przygotowuje się od wielu lat, to trudno uwierzyć w to, że rządy innych krajów, które są zależne od Ameryki, nie robią tego samego. Chciałoby się powiedzieć: no to dożyliśmy ciekawych czasów! Osobiście mam jednak wątpliwości, czy to są ciekawe czasy, raczej straszne, choć jeszcze tego nie czuć. Obawiam się jednak, że to tylko kwestia czasu.

Share this:

17 thoughts on “Co nas czeka?”

Eustachy says:

https://www.salon24.pl/u/emigranta/1073553,jak-dziala-system-odpornosci-organizmu-w-przypadku-korona-wirusa

Koronawirus i odporność, czyli kreatorzy „pandemii” jak dilerzy narkotyków?

 

Jak działa system odporności organizmu w przypadku koronawirusa

image

Antyciała na rysunku symbolizujące Y Y Y blokują wypustki białkowe wirusa, którymi wirus dokuje się do komórki i wnika w nią gdzie następnie jest replikowany. Produktem tej replikacji są odpady, które dostają się na powierzchnię komórki. Odpady te quasi markują zainfekowaną komórkę i dzięki tym odpadom komórka skażona, jest przez kiler lymphozyten rozpoznana i niszczona.

Aby doszło do zakażenia strategia obronna komórki, pierwsza i druga, musi być przez wirusa pokonana.

Dopiero wtedy w organizmie jest wirus pomnażany i dostaje się na zewnątrz organizmu w postaci kropelkowej. Wtedy dopiero można zarazić innego człowieka.

Co to oznacza?

To, że produkcja RNA w organizmie jest również u ludzi niemających zakażenia, jest rzeczą oczywistą.

Dotyczy to przypadków, w których strategia obronna 1 lub 2 ciała, była efektywna i nie dopuściła do replikacji wirusa. RNA jest szczątkową nieaktywną informacją genetyczną wirusa, która nikogo nie może już zarazić. Jednak RNA jest wykrywalna PCR testem, który w tym przypadku będzie pozytywy.

Dlatego PCR test nie nadaje się do celów diagnostycznych, ponieważ nie jest w stanie wykryć zakażenia. PCR test wykrywa jedynie RNA, które nie może prowadzić do zakażenia.

Reasumując. Aby nastąpiło zakażenie wirus musi pokonać dwie strategie obronne komórki i musi dojść do procesu replikowania wirusa.

Niezrozumiałe jest zatem dlaczego pozytywny PCR test jest oficjalnie zrównany z zakażeniem a nawet chorobą. To jest nieporozumienie. Poza tym w Polsce nawet w punkcie informacyjnym Ruch Narodowego mówi się o chorobie bezobjawowej, co sugeruje ludziom, że można mieć chorobę i o niej nie wiedzieć. Nie ma czegoś takiego. Od kontaktu z wirusem do wystąpienia symptomów mamy proces inkubacji. W tym czasie w organizmie trwa walka z wirusem, który jeszcze się nie replikuje.

Aby doszło do replikacji wirus musi pokonać dwie bariery obronne, które wyżej opisałem.

Barierę obronną tworzoną przez antyciała i barierę obronną tworzoną przez kiler lymphozyten.

Dopiero wtedy, kiedy kiler Lymphozyten nie dadzą radę z likwidacją quasi fabryk korona wirusa, jakie stanowi skażona komórka , dopiero wtedy wyprodukowane wirusy mogą zarazić inne osobniki ludzkie. Nie wcześniej.

Czy łatwo zarazić się koronawirusem?

Dla ponad 80% populacji zakażenie koronawirusem jest niemożliwe ze względu na tzw. odporność krzyżową. Pozostała część społeczeństwa może się zarazić i wyleczyć. Tylko dla znikomej części społeczeństwa korona wirus jest zagrożeniem dla życia. Takim samym zagrożeniem jak katar lub zwykłe przeziębienie.

Zadaniem szczepionki jest zmuszenie organizmu do produkcji antyciał, które blokują możliwość zadokowania się wirusa do komórki i wniknięcie w nią. A więc szczepionka wspomaga tylko pierwszą strategię obronną organizmu przed wirusem.

image

Powyższa grafika obrazuje nam zależności przełamania pierwszej bariery obronnej organizmu przed korona wirusem. Jak widzimy zależność ta jest proporcjonalna do dawki wirusa, jaka dostanie się do organizmu. Im większa jest dawka, tym łatwiej przełamać tą barierę obronną 1.

Na grafice widzimy również, że w zależności od dawki wirusa, jaka dostanie się do ciała w organizmie, tworzy się dopasowana do tej dawki liczby antyciał. Antyciała te jednak po kilku tygodniach są redukowane i tym samym ochrona organizmu spada. Powtórny kontakt z wirusem doprowadza do szybkiego i większego wzrostu antyciał i do efektywniejszej obrony organizmu. To jest właśnie proces kondycjonowania organizmu na takie zagrożenie, o czym ostrzegają lekarze Immunolodzy. Dlatego ostrzegają przed noszeniem maski, która hamuje proces kondycjonowania organizmu na zagrożenia wirusowe.

W taki sposób osłabiamy system odpornościowy organizmu, co w przyszłym sezonie zachorowań na choroby układu oddechowego będzie miało negatywny wpływ na zdrowie społeczeństwa. My musimy mieć kontakt z wirusami.

image

Inaczej wygląda sytuacja z drugą strategią obronny organizmu przy pomocy Kiler Lymphozyten.

Strategia ta jest efektywniejsza i odporność organizmu przy pomocy tej strategii trwa latami.

Właśnie taką odporność posiada już około 85% społeczeństwa, dlatego wirus jest zagrożeniem tylko dla małej części społeczeństwa. Większość społeczeństwa nie jest w stanie roznosić wirusa i zarażać innych. To jednak się zmieni, jeśli dojdzie do przymusowych szczepień mRNA. Ta wieloletnia odporność krzyżowa będzie z czasem zatracona, ponieważ szczepionka działa tylko na pierwszą strategię obrony organizmu indukując antyciała, która to strategia jest mało efektywna i obejmuje tylko kilka tygodni.

Można zadać sobie pytanie, dla kogo i po co te obiecane i już przez EU zamówione ponad 300 milionów szczepionek, skoro większość społeczeństwa posiada odporność i nie jest w stanie nikogo zarazić ?

Szczepionki mRNA zniszczą naturalną najefektywniejszą obronę organizmu przed wirusem, strategię przy pomocy kiler lymphozyten i uzależnia trwale społeczeństwo od szczepionek mRNA, ponieważ dojdzie do genetycznej modyfikacji w komórce. Modyfikacja genetyczna będzie sama spełniała rolę szczepionki i zmuszała organizm do tworzenia antyciał. Taka szczepionka będzie musiała być dostarczana organizmowi co najmniej dwa razy w roku, aby utrzymać poziom odporności organizmu. Ponieważ obrona organizmu na poziomie antyciał jest krótko trwała. Jedynym, kto będzie profitował na takim rozwoju jest przemysł produkujący szczepionki. Kto decyduje się na takie szczepienie, decyduje się na zniszczenie naturalnej obrony organizmu, która jest najdłuższa i najefektywniejszy.

Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia ze strategią dilera narkotyków, który jest gotów pierwszą dawkę narkotyku swojej ofierze dać za darmo, aby ją uzależnić i zdobyć źródło zarobku.

 https://www.salon24.pl/u/emigranta/1073553,jak-dziala-system-odpornosci-organizmu-w-przypadku-korona-wirusa

Opublikowano: 31 sierpnia 2020, 11:23

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

50 lat cichej reformacji – ks. Szymon Bańka FSSPX

Przyszło nam obchodzić smutna rocznicę 50-lecia reformy liturgicznej. Bez wątpienia to dobra okazja do ponownego spojrzenia na korzenie tej reformy oraz na to, dokąd doprowadziło nas 50 lat nowego mszału. Nie ma chyba trafniejszego, krótkiego opisu nowej liturgii, od tego sformułowanego przez abp. Lefebvre’a: „Z herezji się wywodzi i do herezji prowadzi” – ten tekst będzie krótką analizą tych słów.

Z jakiej herezji wywodzi się reforma liturgiczna drugiej połowy XX w.? Oczywiście chodzi o herezję modernizmu – aby więc dobrze zrozumieć, dlaczego nowa Msza wygląda tak, jak wygląda, należy zrozumieć podstawy tegoż błędu. Fundamentalnym twierdzeniem modernizmu jest teza o naturalnym pochodzeniu wszelkiej religii – oznacza ona, że każda religia jest tylko ludzkim tworem – w żadnej nie ma obiektywnego – pochodzącego z zewnątrz (spoza człowieka/czyli po prostu od Boga) objawienia. Wszystkie religie, według modernistów, są tworem czysto ludzkim, ot szczególnie wrażliwy religijnie człowiek doświadcza wyjątkowo intensywnie kontaktu z bóstwem, próbuje swoje uczucia wyrazić w ten czy inny sposób, gromadzi uczniów i z czasem powstaje wokół niego zalążek nowej religii. Nie ma więc w tej wizji żadnego obiektywnego przekazu – nie ma żadnej informacji o Bogu, nie ma obiektywnych przykazań i zaleceń przekazanych przez Boga – jest tylko człowiek i jego doświadczenia religijne – które on próbuje ubrać w te czy inne słowa. Według „katolickich modernistów” (choć to oksymoron) Jezus Chrystus miał jak dotąd najwspanialsze doświadczenia religijne, ale był to tylko człowiek doświadczający Boga – podobnie jak Mahomet, czy inni założyciele religii.

Modernizm był swego rodzaju teologiczną ucieczką przed nowożytnym światem – a przede wszystkim przed współczesną nauką. Koniec XIX i początek XX wieku to czas gwałtownego rozwoju nauk przyrodniczych. Wielu teologów – najpierw protestanckich a z czasem i mieniących się katolickimi było – przekonanych, że w obliczu rozwoju tych nauk nie da się obronić większości chrześcijańskich prawd wiary. Uznawali oni, że wiara w Bóstwo Chrystusa czy rzeczywistą/istotową obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie to elementy magiczne wytworzone jako interpretacja nauki Pana Jezusa w wiekach średnich. Dlatego odczuwali oni potrzebę zupełnie nowej interpretacji dogmatów – co więcej zupełnie nowej interpretacji tego, czym jest religia: z tradycyjnego obrazu religii jako rzeczywistej relacji Boga z człowiekiem – w której to Bóg przekazuje człowiekowi konkretne informacje, nakazy i zakazy – do nowego obrazu religii jako czysto ludzkiego systemu wynikającego tylko z uczuć religijnych jakiejś nadzwyczajnej jednostki.

Moderniści w zadziwiający sposób przekonani o słuszności swoich tez, niszczących dosłownie całą tradycję Kościoła, oraz okaleczających straszliwie nauczanie Pana Jezusa, uważali za swoje dziejowe zadanie pozostanie w obrębie Kościoła Katolickiego i powolne przemienianie Go na ich „nowoczesną” modłę. Dlatego też Pius X, bardzo celnie nazywając modernizm „ściekiem wszystkich herezji”, podjął walkę z ukrytym wrogiem i nie tylko potępił twierdzenia modernistów w encyklice „Pascendi Dominici Gregis”, ale również zobowiązał kandydatów do wyższych święceń oraz na stanowiska profesorskie na katolickich uniwersytetach i wyższych seminariach duchownych do składania „Przysięgi antymodernistycznej”. Bez wątpienia te działania wynikające z prawdziwej pasterskiej troski Papieża były silnym ciosem zadanym tej herezji – niestety okazały się niewystarczające do całkowitego jej powstrzymania. Dlatego też okazało się konieczne ponowne potępienie modernistycznych (czy też już wtedy neomodernistycznych) błędów jeszcze w przededniu Soboru Watykańskiego II przez papieża Piusa XII w encyklice „Humani generis” datowanej na 12 sierpnia 1950. Obowiązek składania Przysięgi antymodernistycznej zostaje zniesiony przez papieża Pawła VI w 1967 roku – czy stało się tak dlatego, że, jak twierdził papież, nie jest ona już potrzebna, czy raczej dlatego, że wieloletnia oddolna praca modernistów przyniosła swoje owoce i hierarchia kościelna w dużej mierze była już zarażona rozwodnionym modernizmem? Pomocne w szukaniu odpowiedzi na to pytanie będzie właśnie spojrzenie na wydany wkrótce potem nowy mszał.

W roku 1969 ukazuje się sam ryt nowej mszy oraz niesławne Wprowadzenie ogólne do nowego mszału, natomiast 26 marca roku 1970 kompletny już nowy mszał. Cóż w nim znajdziemy? Czy atakowane przez współczesne herezje prawdy wiary zostały tam mocniej podkreślone? Czy może nowa liturgia skupia się na adoracji naszego Stwórcy i Odkupiciela? Czy czerpiąc z wielowiekowej liturgicznej tradycji Kościoła nowy ryt Mszy św. przepełniony jest duchem modlitwy, kontemplacji i czy stara się poważnym pięknem i dostojeństwem pokazać wiernym, że oto stają przed wielką tajemnicą wiary? Dobrze wiemy, jak brzmią odpowiedzi na te pytania… Jeszcze nie tak dawno temu papieże potępiali aktualne, naturalistyczne herezje negujące nadprzyrodzony charakter łaski uświęcającej – więc można by się spodziewać, że liturgia powinna podkreślać doniosłość wszczepienia w Chrystusa poprzez łaskę uświęcającą – pokazywać, że to zjednoczenie jest konieczne do zbawienia. W obliczu niedawno potępionej herezji modernizmu, uważającej całą tradycję Kościoła za zupełnie już przestarzałe niedopasowane do czasów obecnych wyrazy uczuć religijnych, można by oczekiwać, że liturgia podkreśli wartość kościelnej tradycji. Skoro niedawno potępiona herezja modernizmu nawoływała do powrotu do „pierwotnego, czystego chrześcijaństwa” – według nich najbardziej odpowiadającego religijnym uczuciom Pana Jezusa – to Kościół powinien przecież podkreślić wartość organicznego rozwoju teologii, duchowości i liturgii – powinien głośno przypominać, że Duch Św. wciąż trwa w Kościele i kieruje nim w całej jego historii. Skoro uroczyście potępiona herezja uważała Chrystusa tylko za człowieka, to liturgia powinna przecież z całą mocą podkreślać Jego Bóstwo. Skoro tak bardzo aktualny (dwukrotnie uroczyście potępiony w pierwszej połowie XX w.) modernizm był naturalistyczny – nastawiony na człowieka i jego doczesne życie, to przecież Kościół, walcząc z tym „ściekiem wszystkich herezji”, powinien tym bardziej podkreślać prymat wieczności – tym głośniej mówić, gdzie są prawdziwe dobra i gdzie jest prawdziwe zagrożenie – potępienie wieczne. Skoro modernizm negował istotową obecność Pana Jezusa w Najświętszym sakramencie, to przecież Kościół powinien tym bardziej podnosić ten sztandar swojej wiary.

Cóż jednak otrzymaliśmy w wyniku reformy liturgicznej? Otrzymaliśmy ryt Mszy św. prawie zupełnie milczący o zjednoczeniu z Chrystusem koniecznym do zbawienia. Otrzymaliśmy ryt pogardzający wielowiekową tradycją Kościoła – odrzucający ją prawie zupełnie na rzecz ceremonii uznanych przez „ekspertów” za antyczne – a więc ryt skonstruowany według zasady archeologizmu potępionej przez papieża Piusa XII w encyklice „Mediator Dei” w roku 1947. Otrzymaliśmy ryt, który w obliczu negowania Bóstwa Chrystusa ograniczył wezwania Trójcy Przenajświętszej, z którego usunięto prolog Ewangelii wg. Św. Jana odmawiany dotąd na końcu każdej Mszy św., a będący tak jasnym i pięknym wyrazem wiary w Bóstwo Pana naszego Jezusa Chrystusa. Otrzymaliśmy również ryt w swoim przekazie naturalistyczny – nie jest on już jednoznacznie ukierunkowany na Boga – nieustannie i nachalnie sprawia on wrażenie zwykłego spotkania modlitewnego, w którym centralne miejsce zajmuje wspólnota i jej potrzeby. Pogarda wobec dóbr tego świata tak często polecana w tekstach Mszy św. odtąd znika, podobnie jak zagrożenie wiecznym potępieniem i prawie wszystko, co mogłoby wytrącić wspólnotę z dobrego samopoczucia. Otrzymaliśmy również ryt, w którym konsekwentnie usunięto większą część oznak czci wobec Najświętszego Sakramentu – usunięto większość przyklęknięć przed Nim, niczym ich nie zastępując, usunięto przepisy liturgiczne pokazujące wiarę w rzeczywistą obecność – każdy może odtąd dotykać naczyń liturgicznych będących w kontakcie z konsekrowanymi postaciami, każdy może udzielać komunii św., na partykuły Najświętszego Sakramentu nie trzeba już w zasadzie zwracać uwagi, a kapłan nie musi już osobiście oczyszczać kielicha mszalnego. W 20 lat po uroczystym ponownym potępieniu modernistycznych błędów otrzymaliśmy więc nowy ryt Mszy św. nie tylko niewalczący z tą herezją, ale wręcz odpowiadający jej tezom.

Wielką naiwnością wykazują się ci, którzy twierdzą, że obecny stan wiary katolików nie jest bezpośrednim owocem reformy liturgicznej. Oczywiście nie jest tylko owocem reformy liturgii, ale bez wątpienia 50 lat nowej liturgii odprawianej we wszystkich praktycznie kościołach rzymsko-katolickich na świecie przyniosło konkretne owoce. Jakie? A jakie owoce może przynieść liturgia, która w obliczu niedawno potępionej, więc aktualnej herezji, nie tylko nie przedstawia odważnie katolickiej wiary w opozycji do tej herezji – ale wręcz jeden do jednego odpowiada jej tezom? Nowa liturgia wyrosła z herezji modernizmu i do tej herezji prowadzi. Niestety wciąż prowadzi, wciąż okupuje ona nasze katolickie kościoły i powoli niszczy wiarę katolików, spychając ich w stronę „ścieku wszystkich herezji”.

ks. Szymon Bańka FSSPX

Czy katolik może używać szczepionki powstałej dzięki aborcji?

Z powodu ogłoszenia tzw. globalnej pandemii wielkie koncerny farmaceutyczne trudzą się nad wytworzeniem szczepionki, która miałaby chronić przed Covid-19. Jedną z nich, opracowywaną przez Uniwersytet Oksfordzki i firmę Astra Zeneca, zamówiła także Polska. Niestety, abstrahując od samej oceny kryzysu koronowirusa, sprawa obarczona jest bardzo poważnymi wątpliwościami moralnymi. Zamówiona przez nasz kraj szczepionka powstaje z wykorzystaniem linii komórkowej pochodzącej od zamordowanego dziecka nienarodzonego. Jak ocenia to Kościół? 

Niemoralne szczepionki

Naukowcy i koncerny farmaceutyczne na całym świecie przygotowują obecnie kilkadziesiąt różnych szczepionek na koronowirusa. Wśród najbardziej zaawansowanych znajduje się szczepionka przygotowywana przez Uniwersytet Oksfordzki i firmę Astra Zeneca. Ich produkt został już zamówiony przez wiele krajów europejskich, w tym przez Polskę. Problem w tym, że szczepionka ta nigdy by nie powstała, gdyby nie śmierć nienarodzonego dziecka. Użyto w niej linii komórkowej o nazwie HEK-293. Pochodzi z komórek dziecka zabitego w aborcji w 1972 roku.

We współczesnym przemyśle farmaceutycznym i biotechnologii to nic szczególnego: na bazie ludzkich komórek powstaje wiele rozpowszechnionych szczepionek. Czołowym przykładem jest szczepionka na różyczkę. Powstała dzięki wykorzystaniu komórek dziewczynki zamordowanej w 1964 roku w Stanach Zjednoczonych. Dziecko było zdrowe, rodzice zabili je z powodów pozamedycznych, otrzymując na to zgodę sądu. Komórki pozyskane od zabitego człowieka obecne są w szeregu popularnych preparatów używanych w Polsce jako szczepionka skojarzona przeciwko różyczce, odrze i śwince. Dzieciom w naszym kraju podaje się też szczepionkę przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby, która powstała z wykorzystaniem komórek zamordowanego w 1966 roku w Wielkiej Brytanii chłopca.

Czy katolicy mogą wykorzystywać takie szczepionki, mimo, że nigdy nie powstałyby, gdyby nie zabito dziecka? Stanowisko Kościoła katolickiego nie jest w tej kwestii jasne. Stolica Apostolska nie wydała nigdy zobowiązującego w sumieniach dokumentu nauczycielskiego. Dysponujemy jedynie dwoma stanowiskami Papieskiej Akademii Życia, które w dodatku różnią się od siebie w zaprezentowanych wnioskach. Ponadto wierni mogą kierować się wskazaniami poszczególnych biskupów.

Opinia kardynała Sgrecci

Pierwszy raz Watykan zajął się wątpliwościami moralnymi wokół szczepionek powstałych z użyciem linii komórkowych zabitych dzieci w roku 2005. Stanowisko opublikowała wówczas Papieska Akademia Życia, którą kierował włoski kardynał i specjalista w zakresie bioetyki, zmarły w ubiegłym roku Elio Sgreccia.

Dokument prezentował stanowisko wyważone. Kardynał podkreślił, że stosowanie wspomnianych szczepionek co do zasady stanowi współpracę z aborcją. Kwestia polega na tym, jaki ta współpraca ma charakter. Może być formalna albo materialna, aktywna lub bierna, bliska lub daleka. Formalna zachodzi wówczas, gdy podziela się intencję czynu; materialna, kiedy się tej intencji nie podziela. Gdy idzie o rodzica wykorzystującego dziś taką, a nie inną szczepionkę, który potępia aborcję, a po medykament sięga jedynie z braku alternatywy, chcąc uchronić swoje dziecko i całą populację przed poważnym zagrożeniem chorobowym – mamy wówczas do czynienia ze współpracą jedynie materialną, odległą i bierną. Nie oznacza to jednak, że taki stan rzeczy należy zatem po prostu zaakceptować. Bynajmniej; kardynał wskazał, że katolickie władze oraz ojcowie rodzin są zobowiązani do szukania alternatywnych szczepionek oraz do wywierania nacisku na to, by takie alternatywy się pojawiły.

Podsumowując: według kard. Sgreccii można takich szczepionek używać tylko wówczas, gdy nie ma alternatywy, a sytuacja jest poważna. A to oznacza, że – zgodnie z tym stanowiskiem – w przypadku koronowirusa takich szczepionek wykorzystywać nie wolno. Alternatywy są przecież na świecie opracowywane, a przede wszystkim – ryzyko zachorowania na Covid-19 jest niewielkie. Nie zachodzą więc warunki konieczne dla usunięcia obowiązku unikania tak zwanej biernej współpracy materialnej.

Nowa Akademia, nowe stanowisko

W latach 2016-2017 roku papież Franciszek dokonał głębokiej reformy Papieskiej Akademii Życia, usuwając większość jego poprzednich członków i zastępując ich zupełnie nowymi osobami. Wśród nich znalazły się też postaci co najmniej kontrowersyjne, jak brytyjski naukowiec Niggel Biggar, przeciwnik eutanazji, ale zwolennik częściowo legalnej aborcji. Nowym przewodniczącym Akademii został abp Vincenzo Paglia, hierarcha znany między innymi z zamówienia erotycznego, homoseksualnego fresku do katedry w swojej diecezji, Terni-Narni-Amelia.

W 2017 roku Akademia ogłosiła nowe stanowisko w sprawie szczepionek wykorzystujących linie komórkowe pochodzące od zabitych dzieci. Zniesiono wymóg zachodzenia wyjątkowej sytuacji niebezpieczeństwa, stwierdzając, że wytwarzane dziś szczepionki są tak odległe czasowo od swoich pierwowzorów wykorzystujących komórki zamordowanych, że nie ma już żadnych moralnych przeciwskazań do ich wykorzystywania. Tym samym, zgodnie z najnowszym stanowiskiem gremium, kontrowersyjna szczepionka na koronowirusa może być używana przez katolików; chociaż choroba Covid-19 nie jest szczególnie groźna, to ten warunek nie jest już konieczny, bo szczepionka została uznana za moralnie neutralną.

Którym stanowiskiem się zatem kierować? Nie ma prostej odpowiedzi, bo, tak jak wcześniej podkreślono, Papieska Akademia Życia nie wydaje dokumentów nauczycielskich, które zobowiązałyby katolików w sumieniach. Stąd jej wskazania nie zwalniają poszczególnych biskupów, księży i wiernych od próby samodzielnej oceny danego problemu, o ile tylko pozwalają na to posiadane kompetencje. Praktyka pokazuje, że część hierarchów nie zgadza się do końca ze stanowiskiem Akademii z roku 2017 i bliższych jest ocenie, jaką zaprezentował w roku 2005 kard. Elio Sgreccia. W związku ze szczepionkami na koronowirusa wielu biskupów czy zgoła całe episkopaty wydały oświadczenia i apele, w których proszą władze swoich krajów o zakup i pomoc w opracowaniu w pełni etycznych szczepionek, takich, które nie mają nic wspólnego z mordem na dziecku nienarodzonym.

Głosy biskupów

I tak kilku amerykańskich arcybiskupów i biskupów wystosowała list do szefa agencji żywności i leków USA, w którym wezwano rząd do finansowania prac nad moralnie powstającą szczepionką; stwierdzili, że nie wolno zmuszać Amerykanów do korzystania z powstających obecnie produktów wbrew ich sumieniu. Najbardziej wyraziście wypowiedział się w tej materii biskup Teksasu, Joseph Strickland. „To, że w naszym narodzie aborcja jest uznawana za legalną, nie oznacza, że jest dopuszczalne moralnie używane martwych ciał tych dzieci do leczenia globalnej pandemii. Trzeba podkreślić, że taka praktyka jest złem” – napisał na Twitterze. W swojej diecezji zorganizował też akcję przeciwko wykorzystywaniu niemoralnych w jego ocenie szczepionek.

Do sprawy odnieśli się też biskupi w Australii, protestując przeciwko zamówieniu przez rząd 25 mln dawek brytyjskiej szczepionki na Covid-19 wykorzystującej komórki zamordowanego dziecka. Z kolei hierarchowie Anglii i Walii przypomnieli w specjalnym oświadczeniu stanowisko Papieskiej Akademii Życia z 2017 roku, zarazem wskazując, że jest czym innym używanie szczepionek powstałych na bazie linii komórkowych z lat 60. czy 70., a tworzeniem preparatów wykorzystujących „świeżo” pozyskane komórki dzieci.

Większość Konferencji Episkopatów i poszczególnych biskupów wszakże milczy. Kwestia koronowirusowych szczepionek zamówionych przez władze naszego kraju nie stała się też, jak dotąd, przedmiotem zainteresowania Konferencji Episkopatu Polski.

Udział w cywilizacji śmierci

Co zatem robić, jeżeli w Polsce pojawi się zamówiona przez nasze władze szczepionka? Czy kierując się osądem Papieskiej Akademii Życia z 2017 roku nie przejmować się kwestiami moralnymi i swobodnie ją wykorzystywać?

Wydaje się, że wziąwszy pod uwagę głębokie przemiany, jakim została poddana w ostatnich latach Akademia, całkowite zignorowanie dokumentu tego gremium z roku 2005 byłoby nieroztropne. Tym więcej, że w swojej ówczesnej ocenie kard. Elio Sgreccia podkreślał podstawowy i niezmienny fakt: jeżeli wykorzystujemy niemoralną szczepionkę, to tym samym przykładamy rękę do rozpowszechnienia takiej postawy. Nieważne, kiedy zginęło dziecko, nieważne, kiedy pobrano komórki; ważne jest przede wszystkim to, że dajemy „zielone światło” wielkim koncernom farmaceutycznym na takie postępowanie. A tym samym, chcąc nie chcąc, partycypujemy w wielkim złu, jakim jest cywilizacja śmierci – szczególnie w sytuacji, gdy nie grozi nam bynajmniej śmiertelnie groźna choroba.

Paweł Chmielewski

 

Segregacja pacjentów. Koronawirus parawanem dla eutanazji

W ten sposób odurzonych narkotykami pacjentów doprowadzano do śmierci. Ten rodzaj likwidacji chorych znany jest pod nazwą sedacji terminalnej.

Tegoroczna epidemia COVID-19 uwypukliła pewne zjawiska społeczne obecne w krajach cywilizacji zachodniej. Jednym z nich jest mentalność proeutanazyjna. W czasie pandemii przedstawiciele tego sposobu myślenia zyskali nowy zestaw argumentów.

Po raz pierwszy ujawniło się to na początku marca w Lombardii, gdy na skutek rosnącej liczby pacjentów zarażonych koronawirusem na oddziałach intensywnej terapii zabrakło respiratorów potrzebnych do ratowania życia. Wielu lekarzy stawało wówczas przed dramatycznym wyborem, gdyż mieli tylko jedno wolne urządzenie, a potrzebowało go kilka osób.

Wówczas zdecydowano się wcielać w życie praktykę polegającą na tym, że w tego typu przypadkach nie podejmowano się ratowania osób starszych (powyżej 70. roku życia) lub ciężko chorych, a więc należących do grup, wśród których śmiertelność na koronawirusa była największa. W ten sposób pojawiła się dyskryminacja w dostępie do usług medycznych z powodu wieku, stanu zdrowia, niepełnosprawności czy zdolności poznawczych.

Na początku owa dyskryminacja była wymuszona okolicznościami panującymi w północnych Włoszech, czyli „stanem nadzwyczajnego niedoboru zasobów zdrowotnych”. Przykład Lombardii zmusił jednak władze w innych krajach do opracowania procedur na wypadek, gdyby w ich krajach miała zajść podobna sytuacja.

Wkrótce potem służby medyczne w Szwecji stworzyły więc dokładną instrukcję segregacji pacjentów. Na jej podstawie ułożono listę wskazującą kolejność udzielania przez lekarzy pomocy osobom zarażonym koronawirusem. Jak stwierdziła szefowa Krajowego Związku Zdrowia Olivia Wigzell, ten mechanizm sortowania ludzi służył temu, by w sytuacjach kryzysowych nie podejmować działań ratujących życie, jeśli z góry uzna się to za mało celowe.

Podobne procedury opracowano też w Hiszpanii, gdzie kolejność udzielania pomocy uzależniono od takich kryteriów jak szansa na przeżycie pacjenta, oczekiwana długość życia oraz „wartość społeczna” osoby.

Olivia Wigzell, szefowa Krajowego Związku Zdrowia w Szwecji, mówiła o mechanizmie sortowania ludzi w sytuacjach kryzysowych. Fot. TT News Agency/Janerik Henriksson via REUTERS

W Belgii tego typu mechanizm wdrożono, zanim jeszcze doszło do szczytu pandemii, więc nie było problemu z dostępnością respiratorów. Już wtedy karetki pogotowia odmawiały przyjazdu do osób rokujących – zdaniem dyspozytorów – niewielkie szanse na przeżycie. Nie przyjmowano do szpitali ludzi w podeszłym wieku ani cierpiących na tzw. choroby towarzyszące, by nie blokowali na oddziałach intensywnej terapii miejsc, które w przyszłości mogą przydać się innym. W efekcie wiele osób zmarło, ponieważ odmówiono im pomocy.

Z czasem, gdy epidemia rozprzestrzeniła się na Stany Zjednoczone, rejestr osób, które pozbawiano dostępu do respiratora w przypadku nadmiaru pacjentów, poszerzył się o nowe kategorie.

W stanie Tennessee np. na taki ratunek nie mogli liczyć ludzie dotknięci zanikiem mięśni, a w Minnesocie – cierpiący na choroby płuc, niewydolność serca czy marskość wątroby. Władze stanu Alabama wydały z kolei dokument zatytułowany „Zarządzanie ograniczonymi zasobami”, w którym stwierdzono, że „osoby niepełnosprawne umysłowo są mało prawdopodobnymi kandydatami do udzielania wsparcia w oddychaniu”. Innymi słowy, ludzie upośledzeni umysłowo nie będą ratowani tak samo jak zdrowi.

W takich stanach jak Nowy Jork, Michigan, Waszyngton, Alabama, Utah, Kolorado i Oregon decyzję o tym, czy przychodzić chorym z pomocą, pozostawiono natomiast lekarzom, którzy zostali zobowiązani ocenić „poziom zdolności fizycznych i intelektualnych” pacjentów.

Zaraźliwy pretekst

Kultura przyzwolenia na bierną eutanazję spowodowana pandemią szybko doprowadziła do pojawienia się praktyki czynnej eutanazji, dla której koronawirus stał się parawanem. Widoczne stało się to np. w Belgii, Holandii czy Szwecji, gdzie w domach opieki społecznej chorym na COVID-19 zaczęto podawać za pomocą kroplówki tzw. paliatywny koktajl. Jak opowiadał geriatra prof. Yngve Gustafson, potrzebującym zamiast substancji odżywczych, leków przeciwzakrzepowych, tlenu i antybiotyków podawano morfinę oraz midazolam i haldol, które utrudniają oddychanie.

W ten sposób odurzonych narkotykami pacjentów doprowadzano do śmierci. Ten rodzaj likwidacji chorych znany jest pod nazwą sedacji terminalnej.

Według prof. Gustafsona w ten sposób pozbawiono życia wiele osób, które miały szansę na pokonanie koronawirusa. Przekonuje o tym przykład 81-letniego Jana Anderssona, którego historię opisał dziennik „Dagens Nyheter”. Mężczyzna został poddany sedacji terminalnej, jednak jego syn dowiedział się o tym, wymusił wycofanie „paliatywnego koktajlu” i zażądał rozpoczęcia normalnego leczenia. W rezultacie chory wkrótce wyzdrowiał.

Cytowany przez „Dagens Nyheter” i proszący o anonimowość lekarz ze Szpitala Uniwersyteckiego Karolinska w Sztokholmie przyznał, że w dobie koronawirusa tego typu praktyka jest coraz bardziej rozpowszechniona: pod pozorem opieki paliatywnej stosuje się eutanazję. Ułatwia to fakt, że w czasie pandemii w szpitalach obowiązuje zakaz odwiedzin, więc można uśmiercić pacjenta bez wzbudzenia podejrzeń najbliższej rodziny.

W stanie Nowy Jork decyzję o tym, czy przychodzić chorym z pomocą, pozostawiono lekarzom, którzy zostali zobowiązani ocenić „poziom zdolności fizycznych i intelektualnych” pacjentów. Na zdjęciu: Calvary

Paolo Gulisano na portalu La Nuova Bussola Quotidiana opisał przykład 79-letniej kobiety o imieniu Giusa, która zgłosiła się na izbę przyjęć do jednego ze szpitali w Lombardii z silnym bólem w klatce piersiowej. Rozpoznano u niej śródmiąższowe zapalenie płuc. Jej córce Alessandrze oświadczono, że biorąc pod uwagę panujące z powodu pandemii warunki w placówce, najlepszym rozwiązaniem będzie podawanie matce morfiny, która towarzyszyć jej będzie w łagodnym odchodzeniu z tego świata. „Nie martw się, nie będziesz cierpieć” – usłyszała Giusa od lekarza. Córka zadzwoniła jednak do zaprzyjaźnionego doktora, który kazał zabrać matkę ze szpitala do domu. Potem przepisał chorej kurację antybiotykową, a po 10 dniach kobieta wróciła do zdrowia.

Podzieleni medycy

W środowisku medycznym nie ma jednomyślności, jak postępować w tego typu przypadkach. Widać to było na przykładzie sporu, który rozgorzał we Włoszech między dwiema grupami lekarzy. Zaczęło się od tego, że 6 marca 2020 r. Włoskie Towarzystwo Anestezjologii, Znieczulania, Resuscytacji i Intensywnej Terapii (SIAARTI) wydało dla swych członków wytyczne określające limit wieku dla osób, w których przypadku można rozpocząć proces intensywnej terapii.

W czasach koronawirusa wróciło pytanie, czy dobro społeczeństwa jest warte więcej niż życie pojedynczego człowieka.

Sprzeciwiło się temu zdecydowanie Włoskie Towarzystwo Geriatrii i Gerontologii (SIGG). Jego przewodniczący Raffaele Antonelli Incalzi stwierdził, że nie można dyskryminować pacjentów z powodu ich wieku ani ograniczać im dostępu do usług medycznych ratujących życie. Według niego „bolesny wybór kolejności pierwszeństwa w intensywnej terapii może opierać się wyłącznie na wielowymiarowej ocenie, która uwzględnia funkcjonalny i poznawczy stan zdrowia przed zakażeniem”. Spotkać można bowiem osoby młode, które mają przeciwwskazania czyniące intubację nieskuteczną, a także osoby starsze, dla których jest to jedyny sposób ratowania życia. Nie można więc kierować się mechanicznym wyborem, biorąc pod uwagę jedynie wiek pacjenta.

Zdaniem Antonellego Incalziego wytyczne opracowane przez SIAARTI były więc nienaukowe i nieetyczne. Według prawniczki Laury Oliveri z Genui były one również bezprawne, ponieważ zaprzeczały zapisom zarówno konstytucji, jak i ustawodawstwa włoskiego. Co więcej, zachęcały lekarzy do zaprzestania terapii: „Jeśli z góry zdecydujemy, że dana osoba nie powinna zostać przyjęta na intensywne leczenie w oparciu o nieokreślony »limit wieku oraz prawdopodobieństwo przeżycia i uratowanych lat życia«, to mówimy o rezygnacji z leczenia. Jest wręcz przeciwnie, jedynie adekwatność kliniczna powinna być brana pod uwagę przy ocenie uzasadnionej nadziei na wyleczenie”.

Najwyższy Instytut Sanitarny (ISS), odpowiedzialny za walkę z pandemią we Włoszech, przychylił się do stanowiska geriatrów, a nie anestezjologów, i nie zaakceptował instrukcji określającej limit wieku dla osób podlegających pomocy na oddziałach intensywnej terapii. Sprawa nie jest jednak zamknięta i zapewne będzie pojawiać się w przyszłości, gdy dojdzie do podobnych pandemii.

– Grzegorz Górny
publicysta tygodnika „Sieci” i portalu wPolityce

Tekst się ukazał w numerze 33 kwartalnika „Rzeczy Wspólne”. Tytuł pochodzi od redakcji Tygodnika TVP

[Źródło:] https://tygodnik.tvp.pl/49715766/segregacja-pacjentow-koronawirus-stal-sie-parawanem-dla-eutanazji (11 września 2020)

 


Franciszek-Bergoglio znów majaczy: “Orędzie na Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego

Franciszek-Bergoglio, który w czasie swej rezydencji w Watykanie zdążył podważyć niemal każdy dogmat świętego Kościoła katolickiego, wydał właśnie “Orędzie na Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego“.

Tak jak znamienne dla całego okresu urzędowania tego biskupa w Rzymie, tak i w tym najnowszym orędziu nie pada ani jeden raz słowo “Kościół”, “katolicki”, a nawet nie ośmiela się wymienić ani razu imienia “Jezus”, czy “Chrystus”. Za to mamy aż 3 razy użyte słowa “szabat”, które każdemu w oczywisty sposób kojarzy się z judaistyczną terminologią, choćby nawet bronili takich przenośni hermetyczni teolodzy biblijni.

Franciszek-Bergoglio od początku tzw. pandemii koronawirusa wykorzystuje sytuację do promocji swojej wizji Nowego Porządku Światowego, wszak nie opartego na Władzy Chrystusa, lecz na nowym globalnym autorytarnym i całkowicie laickim Ośrodku Władzy. Cały czas wielbi swoją boginię – Gaję, czyli Matkę-Ziemię, i właśnie w swym Orędziu wykorzystuje te dwa elementy tworząc żenujące narzędzie socjotechniki.

Pisze on: “Obecna pandemia w jakiś sposób doprowadziła nas do ponownego odkrycia prostszego i bardziej zrównoważonego stylu życia. Kryzys dał nam w pewnym sensie szansę na wypracowanie nowych sposobów życia. Można było stwierdzić, że Ziemia może odżyć, jeśli pozwolimy jej odpocząć: powietrze stało się czystsze, woda bardziej przejrzysta, gatunki zwierząt powróciły do wielu miejsc, z których zniknęły.“

Większych bredni nie można wyczytać nawet na stronach ekonazistowskich fanatyków, bowiem mówienie o tym, że spowolnienie gospodarki z powodu tzw. koronawirusa pozwoliło Matce-Ziemi “odżyć”, jest łgarstwem połączonym z pogardą dla ludzi.

Miliardy ludzi straciło pracę, możliwości zarobku, utrzymania rodzin, perspektywy rozwoju, a wiele sfrustrowanych popadło w nałogi, ale dla ekonazistów jest to właśnie powód do chwały i godność ludzka jest niczym. Co tam ludzie, ich rodziny, praca, zarobki, zdrowie – to wszystko nie ma znaczenia, bo Matka-Ziemia mogła “odżyć,”, “odpocząć”, “a powietrze stało się czystsze, woda bardziej przejrzysta, gatunki zwierząt powróciły do wielu miejsc, z których zniknęły“.

Gdyby jeszcze to była prawda! Ale fakty są zupełnie inne! Nawet taki guru jak Bill Gates przyznał ze swoistym przerażeniem, iż spowolnienie gospodarki, zamknięcie fabryk i ludzi w domach, wyłączenie transportu lotniczego i lądowego nie doprowadziło do zmniejszenia emisji CO2, nie poprawiło jakości powietrza, nawet w dotychczas najbardziej zagęszczonych skupiskach miejskich!

Ale dla urzędującego w Rzymie Franciszka-Bergoglio fakty nie mają znaczenia, bo liczy się urabianie dobrodusznych i jeszcze wierzących w autorytet Urzędu Papieskiego katolików i ludzi dobrej woli. To nadużycie ma jednak swoje granice i z czasem najbardziej pokorni postawią pytanie o intencje autorów tego typu apeli. Po czym oszukani odwrócą się szukając gdzie indziej Prawdy.

Ale może właśnie o to chodzi: o stworzenie nowej, uniwersalnej Religii… kosztem Prawdy wyrażonej w jedynej, prawdziwej religii i wiary Chrystusowej.

Red. BIBUŁY

Orędzie na Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego

Prezentujemy cały tekst orędzia Papieża Franciszka opublikowanego w związku ze Światowym Dniem Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego. Dziś także rozpoczyna się tzw. Czas dla Stworzenia, który potrwa do 4 października, czyli do wspomnienia św. Franciszka z Asyżu. W tym roku przypada również 50. rocznica ustanowienia Dnia Ziemi, dlatego obchody Czasu Stworzenia odbywają się pod hasłem „Jubileusz dla Ziemi”.

Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz (Kpł 25, 10)

Drodzy bracia i siostry,

Co roku, zwłaszcza od publikacji encykliki Laudato si’ (LS, 24 maja 2015 r.), pierwszy dzień września wyznacza rodzinie chrześcijańskiej Światowy Dzień Modlitw o Ochronę Świata Stworzonego. Od niego rozpoczyna się Czas dla Stworzenia, kończący się 4 października, we wspomnienie św. Franciszka z Asyżu. W tym okresie chrześcijanie na całym świecie pogłębiają swoją wiarę w Boga Stwórcę i jednoczą się w sposób szczególny na modlitwie i w działaniach na rzecz ochrony wspólnego domu.

Cieszę się, że tematem wybranym przez rodzinę ekumeniczną na obchody Czasu dla Stworzenia 2020 jest „Jubileusz dla Ziemi”, właśnie w roku, w którym przypada pięćdziesiąta rocznica ustanowienia Dnia Ziemi.

W Piśmie Świętym Jubileusz jest świętym czasem służącym przypomnieniu, powrotowi, odpoczynkowi, naprawianiu i radości.

Czas, by sobie przypomnieć

Jesteśmy zaproszeni, aby przede wszystkim przypomnieć sobie, że ostatecznym przeznaczeniem stworzenia jest wejście w „wieczny szabat” Boga. Jest to podróż, która odbywa się w czasie, obejmująca rytm siedmiu dni tygodnia, cykl siedmioletni i wielki Rok Jubileuszowy, wieńczący siedem lat szabatowych.

Jubileusz jest także czasem łaski, żeby przypomnieć o pierwotnym powołaniu stworzenia, by było i rozwijało się jako wspólnota miłości. Istniejemy jedynie poprzez relacje: z Bogiem Stwórcą, z naszymi braćmi i siostrami jako członkami wspólnej rodziny i ze wszystkimi stworzeniami, które zamieszkają w naszym domu. „Wszystko jest ze sobą powiązane i my, wszyscy ludzie, jesteśmy zjednoczeni jako bracia i siostry we wspaniałej pielgrzymce, połączeni miłością, którą Bóg obdarza każde ze swoich stworzeń, a która łączy nas z bratem Słońcem, Księżycem, siostrą rzeką i matką Ziemią” (LS, 92).

Jubileusz jest więc czasem, aby upamiętniać, by strzec pamięci, że istniejemy we wzajemnej relacji. Trzeba nam stale pamiętać, że „wszystko jest ze sobą powiązane i że autentyczna troska o nasze życie i naszą relację z naturą jest nierozerwalnie związana z wymiarem sprawiedliwości i braterstwa oraz wierności wobec innych” (LS, 70).

Czas, by powrócić

Jubileusz to czas, by zawrócić i opamiętać się. Zerwaliśmy więzi, które łączyły nas ze Stwórcą, z innymi ludźmi i z resztą stworzenia. Musimy uzdrowić te zniszczone relacje, które są niezbędne do utrzymania siebie i całej tkanki życia.

Jubileusz jest czasem powrotu do Boga, naszego miłującego Stwórcy. Nie można żyć w harmonii ze stworzeniem, nie będąc w pokoju ze Stwórcą, który jest źródłem i przyczyną wszystkich rzeczy. Jak zauważył papież Benedykt, „brutalna konsumpcja stworzenia zaczyna się tam, gdzie nie ma Boga, tam gdzie materia jest odtąd dla nas tylko materialna, gdzie my sami jesteśmy ostateczną instancją, gdzie wszystko po prostu należy do nas” (Spotkanie z duchowieństwem diecezji Bolzano-Bressanone, 6 sierpnia 2008).

Jubileusz zachęca nas, byśmy ponownie pomyśleli o innych, zwłaszcza o ubogich i najsłabszych. Jesteśmy wezwani, by ponownie zaakceptować pierwotny i życzliwy plan Boga odnośnie do stworzenia jako wspólnego dziedzictwa, uczty, którą należy dzielić ze wszystkimi braćmi i siostrami w duchu braterstwa; nie w bezładnym współzawodnictwie, ale w radosnej komunii, gdzie będziemy się wzajemnie wspierali i chronili. Jubileusz jest czasem dawania wolności uciśnionym i tym wszystkim, którzy są zakuci w dyby różnych form współczesnego niewolnictwa, z handlem ludźmi i pracą małoletnich włącznie.

Ponadto, musimy ponownie słuchać ziemi, wskazanej w Piśmie Świętym jako adamah, miejsce, z którego został wzięty człowiek, Adam. Dzisiaj przerażony głos stworzenia wzywa nas, byśmy powrócili na właściwe miejsce w naturalnym porządku, byśmy pamiętali, że jesteśmy częścią, a nie panami, wzajemnie połączonej sieci życia. Zniszczenie różnorodności biologicznej, zawrotny wzrost liczby katastrof klimatycznych, nierównomierny wpływ obecnej pandemii na najuboższych i najsłabszych, to dzwonki alarmowe w obliczu niepohamowanej zachłanności konsumpcji.

Zwłaszcza w obecnym Czasie dla Stworzenia, słuchajmy tętna stworzenia. Ujrzało ono bowiem światło, aby ukazać i przekazać chwałę Boga, aby pomóc nam odnaleźć w jego pięknie Pana wszystkich rzeczy i do Niego powrócić (por. ŚW. BONAWENTURA, In II Sent., I,2,2, q. 1, concl; Brevil., II,5.11). Ziemia, z której zostaliśmy wzięci, jest więc miejscem modlitwy i medytacji: „rozbudźmy zmysł estetyczny i kontemplacyjny, jaki Bóg w nas umieścił” (Adhort. apost. Querida Amazonia, 56). Zdolność do zadziwienia i kontemplacji jest czymś, czego możemy się nauczyć szczególnie od naszych braci i sióstr z ludów pierwotnych, którzy żyją w harmonii z ziemią i jej różnorodnymi formami życia.

Czas na odpoczynek

W swojej mądrości Bóg zastrzegł dzień szabatu, aby ziemia i jej mieszkańcy mogli odpocząć i się pokrzepić. Dzisiaj jednak nasz styl życia wpycha planetę poza jej ograniczenia. Nieustanne żądanie rozwoju oraz nieustanny cykl produkcji i konsumpcji wyczerpują środowisko naturalne. Zanikają lasy, dochodzi do erozji gleb, giną pola, dochodzi do coraz większego poszerzania się pustyń, morza ulegają zakwaszeniu i nasilają się burze: stworzenie jęczy!

Podczas Jubileuszu Lud Boży był zaproszony do odpoczynku od swoich zwykłych prac, aby pozwolić ziemi się odrodzić i odbudować świat dzięki obniżeniu zwykłej konsumpcji. Dziś musimy znaleźć sprawiedliwy i zrównoważony styl życia, który przywróciłby Ziemi należny jej odpoczynek, takie sposoby utrzymania się, które wystarczyłyby dla wszystkich, nie niszcząc utrzymujących nas ekosystemów.

Obecna pandemia w jakiś sposób doprowadziła nas do ponownego odkrycia prostszego i bardziej zrównoważonego stylu życia. Kryzys dał nam w pewnym sensie szansę na wypracowanie nowych sposobów życia. Można było stwierdzić, że Ziemia może odżyć, jeśli pozwolimy jej odpocząć: powietrze stało się czystsze, woda bardziej przejrzysta, gatunki zwierząt powróciły do wielu miejsc, z których zniknęły. Pandemia doprowadziła nas na rozdroże. Musimy wykorzystać ten decydujący moment, aby położyć kres działalnościom i zamierzeniom zbędnym i destrukcyjnym, a także pielęgnować wartości, powiązania i projekty służące rozwojowi życia. Musimy przeanalizować nasze nawyki w zakresie zużycia energii, konsumpcji, transportu i odżywiania. Musimy usunąć z naszych gospodarek aspekty nieistotne i szkodliwe oraz stworzyć owocne sposoby handlu, produkcji i transportu dóbr.

Czas by naprawiać

Jubileusz jest czasem naprawy pierwotnej harmonii stworzenia i uzdrowienia zagrożonych relacji międzyludzkich. Zachęca nas do przywrócenia sprawiedliwych stosunków społecznych, zwracając każdemu człowiekowi jego wolności jego dobra oraz darując długi innym. Nie możemy zatem zapominać o historii wyzyskiwania Południa planety, które spowodowało ogromny dług ekologiczny, głównie z powodu grabieży zasobów i nadmiernego wykorzystywania wspólnej przestrzeni środowiska przyrodniczego dla składowania odpadów. Nadszedł czas na sprawiedliwość naprawczą.

W związku z tym ponawiam swój apel o umorzenie zadłużenia krajów najsłabszych w świetle poważnych skutków kryzysu zdrowotnego, społecznego i gospodarczego, z jakim borykają się one w wyniku Covid-19. Trzeba też zapewnić, aby bodźce do odrodzenia, które są opracowywane i wdrażane na szczeblu globalnym, regionalnym i krajowym, były rzeczywiście skuteczne, z polityką, ustawodawstwem i inwestycjami skoncentrowanymi na dobru wspólnym i by zapewniały osiągnięcie globalnych celów społecznych i środowiskowych.

Trzeba też naprawić Ziemię. Przywrócenie równowagi klimatycznej jest niezwykle ważne, ponieważ znajdujemy się w sytuacji kryzysowej. Kończy nam się czas, o czym przypominają nasze dzieci i młodzież. Należy zrobić wszystko, co możliwe, aby ograniczyć wzrost średniej temperatury na świecie do poziomu poniżej progu 1,5°C, jak stwierdzono w porozumieniu paryskim w sprawie zmian klimatycznych: jego przekroczenie okaże się katastrofalne, zwłaszcza dla najuboższych wspólnot na całym świecie. W tym krytycznym momencie konieczne jest promowanie solidarności wewnątrzpokoleniowej i międzypokoleniowej. W ramach przygotowań do ważnego szczytu klimatycznego w Glasgow, w Wielkiej Brytanii (COP 26), wzywam wszystkie kraje do przyjęcia bardziej ambitnych celów krajowych w zakresie ograniczenia emisji.

Równie istotne jest przywrócenie różnorodności biologicznej w kontekście bezprecedensowego zanikania gatunków i degradacji ekosystemów. Konieczne jest poparcie apelu ONZ o ochronę 30% powierzchni Ziemi jako siedliska (habitat) chronionego do 2030 r. w celu powstrzymania alarmującego tempa utraty różnorodności biologicznej. Zachęcam wspólnotę międzynarodową do współpracy w celu zapewnienia, aby szczyt w sprawie różnorodności biologicznej (COP 15) w Kunming, w Chinach, był punktem zwrotnym w kierunku przywrócenia Ziemi jako domu, w którym obfituje życie, zgodnie z wolą Stwórcy.

Jesteśmy zobowiązani do naprawy zgodnie z zasadami sprawiedliwości, zapewniając, aby ci, którzy zamieszkiwali daną ziemię od pokoleń, mogli na nowo odzyskać w pełni jej używanie. Trzeba chronić wspólnoty tubylcze przed przedsiębiorstwami, zwłaszcza międzynarodowymi, które, poprzez szkodliwe wydobycie paliw kopalnych, minerałów, drewna i produktów rolno-przemysłowych, „w krajach mniej rozwiniętych czynią to, czego nie mogą czynić w krajach wnoszących kapitał” (LS, 51). To złe postępowanie biznesowe stanowi „nową postać kolonializmu” (Św. Jan Paweł II, Przemówienie do uczestników VII Sesji Plenarnej Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, 27 kwietnia 2001, cyt. w Querida Amazonia, 14), która haniebnie wykorzystuje wspólnoty i kraje najuboższe w desperackim poszukiwaniu rozwoju gospodarczego. Konieczne jest umocnienie ustawodawstwa krajowego i międzynarodowego w celu uregulowania działalności przedsiębiorstw górniczych oraz zapewnienia poszkodowanym dostępu do wymiaru sprawiedliwości.

Czas, aby się radować

W tradycji biblijnej Jubileusz stanowi wydarzenie radosne, rozpoczynające się dźwiękiem trąby, rozbrzmiewającym po całej ziemi. Wiemy, że krzyk Ziemi i ubogich stał się w minionych latach jeszcze głośniejszy. Jednocześnie jesteśmy świadkami tego, jak Duch Święty inspiruje na całym świecie poszczególne osoby i wspólnoty do zjednoczenia się, aby odbudować wspólny dom i bronić najbardziej bezbronnych. Jesteśmy świadkami stopniowego pojawiania się wielkiej mobilizacji ludzi, którzy począwszy od dołu i od peryferii wielkodusznie pracują na rzecz ochrony ziemi i ubogich. Radością napawa, gdy widzimy wielu młodych i wiele wspólnot, zwłaszcza rdzennych, znajdujących się w czołówce, jeśli chodzi o reagowanie na kryzys ekologiczny. Apelują oni o Jubileusz dla Ziemi i nowy początek ze świadomością, że „wszystko może się zmienić” (LS, 13).

Należy również się cieszyć, że specjalny Rok rocznicy Laudato si’ inspiruje wiele inicjatyw na szczeblu lokalnym i globalnym na rzecz troski o wspólny dom i o ubogich. Ten rok powinien spowodować powstanie długofalowych planów operacyjnych, aby doprowadzić do praktykowania ekologii integralnej w rodzinach, parafiach, diecezjach, zakonach, szkołach, uniwersytetach, służbie zdrowia, przedsiębiorstwach, gospodarstwach rolnych i w wielu innych środowiskach.

Cieszymy się również, że wspólnoty wierzących łączą swe siły w celu stworzenia bardziej sprawiedliwego, pokojowego i zrównoważonego świata. Powodem do szczególnej radości jest fakt, że Czas dla Stworzenia staje się inicjatywą prawdziwie ekumeniczną. Wciąż wzrastamy w świadomości, że wszyscy zamieszkujemy we wspólnym domu jako członkowie tej samej rodziny!

Cieszmy się, ponieważ w swojej miłości Stwórca wspiera nasze skromne wysiłki na rzecz Ziemi. Jest ona również domem Bożym, gdzie Jego Słowo „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1, 14), miejscem, które zesłanie Ducha Świętego nieustannie odnawia.

“Ześlij swego Ducha, Panie, i odnów oblicze ziemi” (por. Ps 104, 30).

Rzym, u Świętego Jana na Lateranie, 1 września 2020 r.

Za: VaticanNews (1 września 2020)
https://www.bibula.com

Share this:

Najnowsze komentarze

    037381