Chwała Bogu

OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Redakcja Tenete Traditiones

Cytaty

„Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego… i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa”
ks. Coache
„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

piątek, 17 stycznia 2020

SZOK! Franciszek-Bergoglio ogłosił, że jest żydem! Posoborowi „papieże” przed nim też byli!

Prawdziwa radość Bergoglio z daru premiera Izraela Benjamina Netanjahu
Pseudopapież modernistycznego neokościoła  Jerzy Bergoglio nie ukrywa się za bardzo z faktem, iż ​​jest on praktykującym, wierzącym żydem i że poprzedni „papieże” praktykowali także religijny (antychrześcijański, talmudyczny) judaizm. Dwa miesiące przed swoją wizytą w Ziemi Świętej w 2014 r. spotkał się w Watykanie z prezydentem Izraela Szymonem Peresem i premierem Benjaminem Netanjahu. „Cieszymy się, że nasz brat Franciszek w swojej polityce otwartości i szczerości w Kościele katolickim głośno wypowiedział to, co od dawna znane jest w najwyższych kręgach katolickich i żydowskich” – stwierdzają razem we wspólnym oświadczeniu. Chabad, światowy żydowski ruch mesjanistyczny, odpowiedział, że poprzedni „papieże” byli gorliwymi uczniami rabina Schneersona.

Jerzy Bergoglio całujący po rękach żydowskich rabinów.
W liturgii i tradycji chrześcijańskiej pocałunek symbolizuje jedność
i duchowe przywiązanie oraz jest wyrazem wielkiego szacunku.
Kongregacja Nauki Wiary modernistycznego neokościoła ogłosiła wówczas, że​„przez wiele lat katolicyzm został ponownie zintegrowany z judaizmem, który w wyniku niefortunnej interpretacji niektórych wypowiedzi Jezusa i błędnego nauczania [sic!] niektórych Ojców Kościoła został kiedyś uchylony. Proces ten został ponownie zainicjowany II. Sobór Watykański i przechodzi stopniowo, od najwyższych dostojników katolickich do „wspólnego ludu bożego”.
Jan Montini („Paweł VI”) w „efodzie Kajfasza”.
Pamiętajmy, że poprzednicy Bergoglio także nie ukrywali się z swoją miłością do talmudycznego judaizmu. Angelo Roncalli ps. „Jan XXIII” koniecznie chciał otrzymać kapelusz kardynalski z rąk masona, socjalisty Vincenta Auriola, który według słów licznych wielkich mistrzów Masonerii, inicjował Roncalliego w Paryżu. Pierwszą decyzją nowego „papieża” było wyniesienie do godności „kardynała” arcybiskupa Giovanniego Montiniego [przyszły Paweł VI]. Herezjarchę Montiniego ps. „Pawła VI” często widziano w napierśniku (efodzie) żydowskiego arcykapłana. O judeofilii Karola Wojtyły i jego fałszywej „teologii wspólnego przymierza” można by napisać wiele książek… 
 
Jako rzymscy katolicy mamy bezwzględny obowiązek unikać tych ludzi i demaskować ich jako wilków w owczych skórach, których niezmiennym celem jest od 2 tys. lat zniszczenie Kościoła i Wiary katolickiej. 
„Żydzi zabili Pana Jezusa i Proroków. I nas także prześladowali. 
A nie podobają się Bogu i są wrodzy wszystkim ludziom.” 1 Tes. 2.15.
Synagogi żydowskie są źródłem prześladowań. (Tertulian)



Monachomachia z „zarazą” w tle

Polityczna wojna, która za sprawą Naszej Złotej Pani i jej tubylczych kolaborantów przewala się przez nasz nieszczęśliwy kraj, zaczyna dawać przerzuty. Nie mówię już o instytucjach UE, bo to są tylko narzędzia w sprawnych rękach Berlina, ani o takim np. rzeczniku praw obywatelskich naszego bantustanu, bo – podobnie jak inni funkcjonariusze publiczni – jest on partyjnym aktywistą, w tym zresztą celu osadzonym na tej operetkowej posadzie. Okazuje się jednak, że polityczne namiętności ogarnęły również szeregi przewielebnego duchowieństwa. Nie mówię bynajmniej o Dniach Judaizmu, podczas których hierarchowie Kościoła katolickiego angażują się w promowanie żydowskiego przemysłu rozrywkowego, ani nawet o wyskokach duchownych drobniejszego płazu, jak przewielebny Wojciech Lemański, czy przewielebny Grzegorz Kramer – ale o podziale w krakowskim klasztorze OO Jezuitów, jaki powstał na tle wykładu JE abpa Marka Jędraszewskiego na temat sodomii i gomorii, która w języku nowomowy określana jest zagadkowym skrótem „LGBT”. Niektórzy tłumaczą bowiem, że są to pierwsze litery słów: Lej Geja Batem Tatusiu – co byłoby nawet niezłą wskazówką wychowawczą, gdyby nie konstytucyjny zakaz stosowania kar cielesnych. Wprawdzie autorom konstytucji podobno chodziło o zakaz stosowania przez państwo kary chłosty, która takie znakomite rezultaty przynosi w Singapurze – ale za sprawą postępactwa, które coraz wygodniej rozsiadło się w niezawisłych sądach, zaczął on obejmować również odwieczne „ius corrigendi”, czyli znane w prawie rzymskim prawo karcenia dzieci przez rodziców, gwoli wpojenia im kindersztuby. Teraz najwidoczniej przestaje to być potrzebne, no bo jakże tu stosować ius corrigendi na przykład w stosunku do panny Grety, która wodzi za nos największych światowych dygnitarzy? Co oni z tego mają, to jedna sprawa, podczas gdy panna Greta, która nie skończyła żadnych szkół, została autorytetem, zarówno w sprawach globalnego ocieplenia, jak i wszystkich innych. Świadczy o tym klangor, jaki podniósł się gdy JE abp Marek Jędraszewski dał wyraz swemu niedostatkowi wiary w pannę Gretę. Wielce Czcigodna Janina Ochojska np. nie ograniczyła się do napiętnowania myślozbrodni arcybiskupa, ale nawet zamarkowała coś w rodzaju nabożeństwa przebłagalnego do panny Grety, do której – tylko patrzeć – jak będą maszerować pielgrzymki tysiąca nóg.

Wracając do wykładu abpa Jędraszewskiego, to stosunek prelegenta do sodomii i gomorii został wyeksponowany już w tytule, gdzie mowa o „tęczowej zarazie”. Chyba właśnie to sformułowanie wywołało taki ferment w łonie jezuitów, a zwłaszcza w krakowskim klasztorze. Najwyraźniej niektórzy przewielebni ojcowie wcale nie uważają sodomii i gomorii za jakąś „zarazę”, tylko za dar Boży w postaci przyjemności, jakiej oddawanie się tym dewiacjom może dostarczyć amatorom. Coś może być na rzeczy, bo znana jest odpowiedź świętego Jana Marii Vianney’a na pytanie, dlaczego ludzie popełniają tzw. „grzechy główne”. To oczywiste – wyjaśniał święty francuski proboszcz z Ars. – Każdy grzech główny dostarcza człowiekowi przynajmniej chwili przyjemności – z wyjątkiem jednego: zazdrości. Dlaczego ludzie nagminnie grzeszą zazdrością, która nie tylko nie dostarcza im ani chwili przyjemności, a tylko od początku – samą udrękę – to jest tajemnica natury ludzkiej, a konkretnie – inspiracji szatańskiej, która nie jest obliczona już nawet na pozór korzyści, tylko na udrękę grzesznika. Ciekawe, że głównym narzędziem krzewienia w ludziach komunizmu jest właśnie ekscytowanie przez żydokomunę w ludziach uczucia zawiści. Najwyraźniej jest to poszlaka, że komunizm ma szatańską proweniencję. Warto zwrócić na to uwagę nie tylko dlatego, że rosyjski prezydent właśnie ostentacyjnie wszedł na drogę Lenina i Stalina, którzy – podobnie jak inny wybitny działacz socjalistyczny Józef Goebbels – nie cofali się przed żadnym kłamstwem, jeśli tylko mogło przynieść polityczne korzyści. Ciekawe, że szatańską inspirację przypisuje się obecnie tylko socjalizmowi narodowemu, podczas gdy bolszewizm nawet przywódcy religijni traktują z daleko posuniętą wyrozumiałością. Świadczy o tym choćby słynna umowa z Metz z 1962 roku, kiedy to na polecenie Jana XXIII francuski kardynał Tisserant zobowiązał się wobec metropolity jarosławskiego Nikodema, w cywilu wysokiego rangą agenta KGB o pseudonimie operacyjnym „Adamant”, że Sobór nie potępi komunizmu. Czyżby właśnie przez tę szczelinę „swąd szatana przeniknął do Świątyni Pańskiej” – jak to wyraził papież Paweł VI? Bo że „przeniknął” – to wydaje się pewne, a ilustracją tego są obecne niepokoje w przedsionku Królestwa Niebieskiego, za jaki niekiedy uważany jest Watykan.

Skoro tedy tylko zazdrość nie dostarcza człowiekowi ani chwili przyjemności, to znaczy, że sodomia i gomoria jednak dostarcza. Jest ona jedną z form grzechu głównego numer 3, czyli „nieczystości”. „Nieczystość” dostarcza ludziom nawet sporo przyjemności, to znaczy – dostarczałaby, gdyby nie dwa ryzyka, na które zwrócił uwagę jeszcze przed wojną Karol Irzykowski: ryzyko zapłodnienia i ryzyko zarażenia. Jeśli chodzi o pierwsze ryzyko, to pojawia się ono tylko w przypadku stosunków heteroseksualnych to znaczy – mężczyzny z kobietą. W przypadku sodomii, czyli stosunku między dwoma mężczyznami, albo gomorii, czyli stosunku między dwiema kobietami, ryzyko to się nie pojawia. Ponieważ z uwagi na globalne ocieplenie i w ogóle – przeludnienie Ziemi – rozwinęła się propaganda dzieciobójstwa i czarna propaganda przeciwko rodzicielstwu, to nic dziwnego, że sodomia i gomoria zyskuje coraz więcej zwolenników, również w środowiskach, w których ryzyko zapłodnienia byłoby szczególnie kłopotliwe. Nic zatem dziwnego, że najważniejszym zagadnieniem, jakie absorbuje współczesny Kościół, a właściwie nie tyle „Kościół”, co sporą część przewielebnego duchowieństwa, jest sprawa celibatu. Najwyraźniej przewielebne duchowieństwo nie ma większych zmartwień, więc też chciałoby poużywać trochę życia zanim elektrownia wyłączy prąd. Tym właśnie tłumaczę sobie gwałtowną reakcję części krakowskich Ojców Jezuitów na tytuł wykładu JE abpa Marka Jędraszewskiego, mówiący o „tęczowej zarazie”. „Zarazie” – bo chociaż ryzyko zapłodnienia w przypadku sodomii i gomorii zostało wyeliminowane, to ryzyko zarażenia nie tylko nadal istnieje, ale w ostatnich latach jakby się nawet spotęgowało, a to za sprawą AIDS, które dotyka przede wszystkim sodomitów i gomorytki. Tak mówią statystyki, o których wybitny brytyjski mąż stanu z żydowskimi korzeniami, to znaczy – Berniamin Disraeli – wyrażał się bez entuzjazmu twierdząc, że istnieją kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka. W tym przypadku jednak statystyka tylko potwierdza obserwację potoczną. Skąd zatem taki gwałtowny sprzeciw części krakowskich jezuitów wobec tytułu wykładu abpa Jędraszewskiego? Myślę, że dlatego, że – jak mawiał Stefan Kisielewski – „nic tak nie gorszy, jak prawda”. Prawda o możliwości zarażenia się w ramach „zarazy” musi budzić niepokój, ten sam, jaki wyczuwany jest w piosence śpiewanej przez zespół „Wilki”: „Byłem z nią kilka chwil, było tak namiętnie. Myślę, że nie stało się nic.

Stanisław Michalkiewicz

Antypolskie trójprzymierze i kolaboranci

Jak wiadomo, Rosja w sposób ostentacyjny przyłączyła swoją politykę historyczną do skoordynowanych polityk historycznych: niemieckiej i żydowskiej. W niemieckiej polityce historycznej chodzi o to, by stopniowo zdejmować z Niemiec i z Niemców odpowiedzialność za II wojnę światową i związane z nią zbrodnie. Celem żydowskiej polityki historycznej z kolei jest zagwarantowanie możliwości materialnego eksploatowania eksterminacji europejskich Żydów, przeprowadzonej przez Niemcy podczas II wojny. W tym celu konieczne jest – po pierwsze – narzucenie światu przekonania, że Żydzi są w gruncie rzeczy jedynymi ofiarami tej wojny, a po drugie – że podczas II wojny światowej Żydzi występowali wyłącznie w roli ofiar. I z tego właśnie względu pojawiła się nie tylko możliwość, ale nawet konieczność skoordynowania obydwu skoordynowanych polityk historycznych z polityką historyczną rosyjską. Celem rosyjskiej polityki historycznej jest – podobnie jak w przypadku polityki historycznej niemieckiej – zdjęcie ze Związku Radzieckiego odpowiedzialności za doprowadzenie do II wojny oraz narzucenie światu przekonania, że Armia Czerwona zajmowała się wyłącznie „wyzwalaniem”. Pierwsze zwiastuny tej koordynacji polityki rosyjskiej z żydowską i niemiecką pojawiły się jeszcze w 2009 roku, podczas spotkania izraelskiego prezydenta Szymona Peresa z rosyjskim prezydentem Dymitrem Miedwiediewem. Podano tam do wierzenia, że Armia Czerwona była armią wyzwoleńczą, a każdy, kto podnosi w tej kwestii jakieś wątpliwości jest myślozbrodniczym rewizjonistą. Toteż w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie nie ma ani słowa na temat uderzenia Armii Czerwonej na Polskę w dniu 17 września 1939 roku, bo nawet łatwowiernym Amerykanom trudno byłoby wmówić, że to była misja „wyzwoleńcza”, podobnie jak w przypadku „wojny zimowej” czyli napaści ZSRR na Finlandię w listopadzie 1939 roku – więc lepiej pominąć tę kwestię milczeniem. To przemilczenie leży również w interesie żydowskim, bo przypomnienie o 17 września i pierwszej sowieckiej okupacji Kresów Wschodnich musiałoby doprowadzić również do ujawnienia roli tamtejszej społeczności żydowskiej w sterroryzowaniu i eksterminacji tamtejszych Polaków. Ujawnienie tej roli podważyłoby forsowany przez stronę żydowską pogląd, jakoby Żydzi byli wyłącznie ofiarami tej wojny. Trzeba byłoby ujawnić, że społeczność żydowska, która gremialnie przeszła wówczas na stronę wroga, znakomicie sprawdziła się również w roli prześladowców, a nawet katów. Toteż nic dziwnego, że w końcu doszło do ostentacyjnego skoordynowania rosyjskiej polityki historycznej, ze skoordynowanymi politykami historycznymi: żydowską i niemiecką. Ta koordynacja wymaga oczywiście podania do wierzenia całkiem nowej interpretacji zarówno przebiegu, jak i oceny wydarzeń składających się na II wojnę światową. Tego zadania podjęli się Rosjanie, to znaczy – prezydent Władimir Putin – który został za to natychmiast przez stronę żydowską wynagrodzony zaproszeniem w charakterze gwiazdora rocznicowych wspominków w Jad Washem, a także przez stronę niemiecką, która – podobnie zresztą jak strona żydowska – stara się ostentacji unikać, ale z obfitości serca usta mówią, toteż trudno uznać za przypadek okoliczność, że zaraz po tym, jak Rosja wystąpiła z rewelacjami na temat przyczyn II wojny i wykonawców holokaustu, Nasza Złota Pani z Berlina złożyła na Kremlu wizytę przyjaźni. A przecież to dopiero początek drogi, która musi doprowadzić do jakiegoś celu. Temu celowi służy również wywoływanie w Polsce chaosu w ramach tak zwanej „walki o praworządność”, w której Niemcy w coraz większym stopniu wykorzystują kontrolowane przez siebie instytucje Unii Europejskiej oraz rozpalonego do białości ducha partyjnego w Polsce, który uzewnętrznił się nie tylko w zemście, jaką usiłuje wywrzeć na Polsce marszałek Senatu pan Grodzki, donosząc („Szanowny Panie Gestapo”…) do Komisji Weneckiej, niczym podkanclerzy Hieronim Radziejowski szwedzkiemu królowi Karolowi Gustawowi, ale także w sposób obrzydliwy podczas debaty w Parlamencie Europejskim, kiedy to Książę Małżonek, w naszym bantustanie obsypany zagadkowych powodów wieloma dygnitarstwami, włączył się do batalii „wolne sądy”. Po prostu przerażenie ogarnia na myśl, że człowiek, który sprawia wrażenie, jakby nie zdawał sobie sprawy z politycznych przyczyn i celu rozpętania przez Niemcy wojny o praworządność w Polsce (co jest przypuszczeniem niezwykle uprzejmym, bo wszystkie inne są jeszcze gorsze), mógł być w Warszawie ministrem spraw zagranicznych, a przedtem – ministrem obrony narodowej. Nawiasem mówiąc, aktualni dygnitarze też nie są lepsi, a w sytuacji, gdy przeciwko Polsce powstał foedus w postaci trójprzymierza Żydów, Niemców i Rosjan, nic dobrego czekać nas nie może, zwłaszcza, że Nasz Najważniejszy Sojusznik, który skacze z gałęzi na gałąź przed Sojusznikiem naszego Najważniejszego Sojusznika, w niczym nam nie pomoże, podobnie jak w Teheranie i Jałcie.

Bo historia się niestety powtarza – również w kwestii środowisk, jakie za sprawą żydokomuny zajęły miejsce i tak już przetrzebionych elit społecznych. Oto, co pisze na ten temat Mieczysław Jałowiecki w swoich wspomnieniach „Na skraju imperium”. „Wyjeżdżałem z Rosji (po bolszewickim przewrocie – SM) z uczuciem nienawiści. Nienawiść nie jest uczuciem chrześcijańskim, ale po tym, com widział, nagromadziło się w mojej duszy tyle nienawiści, że opuszczałem Rosję z psychiką człowieka, dla którego zabicie bolszewika mogło być przyjemnością. Oprócz idei zła nie mogłem dopatrzyć się w bolszewizmie niczego.

Po wybuchu rewolucji wszystkie więzienia zostały otwarte i więźniowie wypuszczeni na swobodę. Zaledwie nikły odsetek składał się z przestępców politycznych, a reszta, to byli zwykli kryminaliści: złodzieje, mordercy, zwyrodnialcy, fałszerze. Jak z puszki Pandory wysypały się na Rosję te istoty pozbawione najmniejszych instynktów ludzkich i zapełniły sobą urzędy. Niedawny kryminalista, odsiadujący swoją karę za zabójstwo, grabież, gwałt stawał się komisarzem ludowym z nieograniczonym prawem rozporządzania życiem i swobodą ludzką. Były to główne kadry, z których rekrutowały się władze bolszewickie. Liczba ideowych komunistów była zapewne bardzo nieznaczna, resztę stanowił element przestępczy, zwyrodniały, pozbawiony najmniejszych skrupułów, żądny krwi i morderstw. Z takiego środowiska, jak się przekonałem, wyrastała biurokracja bolszewicka. Nie można było spodziewać się ideowości w kręgach, gdzie sadyzm doszedł do niesłychanych rozmiarów, a demoralizacja stała się programem rządowym.”

Przecież to wszystko powtórzyło się w Polsce po 1944 roku, kiedy to Armia Czerwona po raz kolejny przedsięwzięła w Polsce swoją „wyzwoleńczą misję”. Tamte kadry dochowały się potomstwa, wskutek czego historyczny naród Polski do dnia dzisiejszego musi nie tylko dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która gotowa jest wysługiwać się każdemu, kto jej obieca możliwość dalszego pasożytowania na Polakach. Więc wysługuje się bez żadnego skrępowania.

Stanisław Michalkiewicz

Co wydarzy się 23 stycznia br. w Jerozolimie?

Podczas zbliżającego się Światowego Forum Holocaustu dojdzie do podpisania tajnego porozumienia wymierzonego w suwerenność Rzeczypospolitej…

 

Jest to wpis z Facebooka, więc zachowuje tamtejsze realia.

Drogi Przyjacielu! Ten mój wpis jest bardzo krótki, przeczytasz go w ciągu 2-4 minut. Skoro wzbudzi on Twoje zainteresowanie, będzie to znaczyło, że tak jak i ja zauważasz, że w Polsce i wokół niej dzieje się coś niedobrego, coś, co w najbliższej przyszłości ma poprowadzić ją ku cywilizacyjnej apokalipsie. Jeśli uznasz, że mimo wszystko nie przekonałem Cię, zajrzyj do moich wcześniejszych wypowiedzi. Znajdziesz w nich odpowiedzi na część pytań, które być może za parę chwil będziesz chciał mi zadać. A gdybyś doszedł do wniosku, że ten i inne moje wpisy warte są upowszechnienia – udostępnij je swoim znajomym. Wspólnie zadbajmy o to, by wytrącić z rąk przeciwników – tak ważny tu – oręż tajności i zdrady.

Wczoraj – zaskakując wielu czytelników – postawiłem tezę, że podczas zbliżającego się Światowego Forum Holocaustu dojdzie do podpisania tajnego porozumienia wymierzonego w suwerenność Rzeczypospolitej, który wyznaczy „ścieżkę dojścia” do celu ostatecznego, jakim ma być rozbiór terytorium Polski i Ukrainy. Sygnatariusze tego paktu (Izrael, USA, Rosja, Wielka Brytania i Francja) zobowiążą się do podejmowania wspólnych działań zmierzających do zaprowadzenia Nowego Światowego Porządku w naszej części Europy, akceptując i wzajemnie gwarantując sobie nienaruszalność uzgodnionych wcześniej pakietów odnoszonych korzyści. W tym kontekście całkiem przejrzysta staje się zapowiadana absencja w Jerozolimie Andrzeja Dudy i splot okoliczności do niej doprowadzających, ze szczególnym uwzględnieniem „niespodziewanej” antypolskiej prowokacji z Władimirem Putinem w roli głównej.

Jednym z najważniejszych celów pośrednich tego porozumienia jest wyegzekwowanie na Polakach zgody na dopuszczenie żywiołu żydowskiego do współgospodarowania Polską (Rzeczypospolita Przyjaciół) i usankcjonowanie tej państwowej modyfikacji przez społeczność międzynarodową. Temu właśnie służy finansowa presja wywierana tzw. Ustawą 447 oraz nasilanie się oskarżeń o sprawczość holocaustu (wielce prawdopodobne jest wznowienie prac ekshumacyjnych w Jedwabnem i zafałszowanie ich wyników). Nie mam żadnych wątpliwości, że elita władzy oraz kręgi opiniotwórcze (łącznie z Episkopatem) ochoczo włączą się do stosownej akcji propagandowej, która oparta będzie na akcentowaniu moralnego przymusu dokonania zadośćuczynienia względem „pokrzywdzonego” przez nas narodu. Na czym to współgospodarowanie będzie polegało? Początkowo na przyjęciu licznej emigracji z Izraela i światowej diaspory, wprowadzeniu drugiego języka urzędowego i równoległych systemów edukacyjnych, opieki zdrowotnej, ubezpieczeń społecznych, sądowniczych, przemocowych, itp. Szybko dojdzie do zepchnięcia biedniejszego i posiadającego mniejszą siłę przebicia żywiołu polskiego na margines życia publicznego.

Równolegle postępować będą dwa procesy: germanizacja tzw. Ziem Odzyskanych (z wyłączeniem polskiej części tzw. Prus Wschodnich ze strategicznym przekopem Mierzei Wiślanej) oraz wzmacnianie resentymentów kresowych II Rzeczypospolitej (ograniczonych do terenów dzisiejszej Ukrainy, bez Białorusi i Litwy kontrolowanych przez Rosję). Ten pierwszy znalazł już urzeczywistnienie w projekcie „21 Tez Samorządowych” będącym de facto przyzwoleniem na bezkarne ciążenie niektórych regionów Polski ku Berlinowi. Temu samemu służy kreowanie negatywnej narracji wokół Dolnego i Górnego Śląska oraz Morza Bałtyckiego (zatrute, płytkie, zimne, bezrybne). Zmanipulowanym Polakom łatwiej będzie pogodzić się ze stopniową ich utratą. W zamian dokonywać się będzie pozorna polonizacja części Ukrainy, z Lwowem włącznie. W rezultacie tych zmian dojdzie do realizacji celu głównego, czyli zawłaszczenia obecnego terytorium Polski przez żywioł żydowski i niemiecki. A co z Ukrainą? Zostanie ona bezpardonowo rozebrana przez Rzeczpospolitą Przyjaciół (w konsekwencji ta obejmie granice zbliżone do II RP) i Rosję.

Nie ma najmniejszych szans na to, by żywioły zagrożone unicestwieniem, czyli polski i ukraiński, mogły podjąć wspólną kontrakcję ratunkową. Nacjonalizm ukraiński został zainicjowany sztucznie i prowadzony jest na krótkiej smyczy przez czynniki niemiecko-amerykańskie, nadające mu od początku charakter krańcowo antypolski. Animozje ukraińsko-polskie będą czynnikiem wzmacniającym rolę żywiołu żydowskiego w Rzeczypospolitej Przyjaciół (nazwa ta docelowo otrzyma inne brzmienie, wynikające z tradycji żydowskiej).

A teraz, drogi Przyjacielu, spójrz na zamieszczoną poniżej grafikę udostępnianą przez jednego z organizatorów Światowego Forum Holocaustu, czyli World Holocaust Forum Foundation. Pole do interpretacji otwiera się ogromne, nieprawdaż?

_____________

Krzysztof Zagozda

Za; https://zagozda.neon24.pl/post/152544,co-wydarzy-sie-23-stycznia-br-w-jerozolimie

Grzech Sodomy był „brakiem gościnności”, a nie homoseksualizmem.

Na polecenie Franciszka, Papieska Komisja Biblijna wydaje książkę, mówiąc, że grzech Sodomy był „brakiem gościnności”, a nie homoseksualizmem.

LifeSite donosi, że w książce będziemy mogli między innymi przeczytać takie zdanie: „Historia miasta Sodomy ilustruje grzech polegający na braku gościnności, wrogości i przemocy wobec nieznajomego, zachowania uznanego za bardzo poważne i dlatego zasługujące na sankcję z najwyższą surowością.” Źródła, z którymi skonsultowało się LifeSite, opisały traktowanie grzechu Sodomy w książce jako „całkowitą banalność”. Jeden z teologów po zapoznaniu się z treścią książki miał wykrzyknąć: „Dzięki Bogu, to nie jest magisterium”.

 

„Zanim jeszcze udali się na spoczynek, mieszkający w Sodomie mężczyźni, młodzi i starzy, ze wszystkich stron miasta, otoczyli dom, wywołali Lota i rzekli do niego: «Gdzie tu są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić!» Lot, który wyszedł do nich do wejścia, zaryglowawszy za sobą drzwi, rzekł im: «Bracia moi, proszę was, nie dopuszczajcie się tego występku!”

Księga Rodzaju.

Papieska Komisja Biblijna Watykanu wydaje nową książkę, twierdząc, że grzech Sodomy był „brakiem gościnności”, a nie homoseksualizmem. Odwołując tradycyjne rozumienie grzechu Sodomy, Papieska Komisja Biblijna wysuwa następujące twierdzenie: „Jednak historia nie ma na celu przedstawienia obrazu całego miasta zdominowanego przez nie dające się powstrzymać homoseksualne pragnienia, potępia raczej zachowanie jednostki społecznej i politycznej, która nie chce przyjmować cudzoziemca z szacunkiem, a zatem twierdzi, że go poniża, zmuszając go do zniesławienia.”

Zatem w tym, co wielu postrzega jako próbę normalizacji homoseksualizmu w Kościele katolickim, Watykan wydał nową książkę, która redukuje grzech Sodomy do jakże naiwnego „braku gościnności”. Drodzy Czytelnicy w 2019 roku nastąpiły wielkie zmiany w Kościele rzymskokatolickim, dokonane przez Watykan, przy czym być może dwie największe to stworzenie fundamentów przez papieża Franciszka dla jednej religii światowej: Chrislamau i ogromne przygotowania do przyjęcia LGBTQ + P.

Nie tak dawno pokazaliśmy nawet, jak Watykan pomógł sfinansować biografię Eltona Johna „Rocketman” wraz z pierwszą gejowską sceną seksu dla mężczyzn w dużym filmie z Hollywood. Ale aby w pełni powitać LGBTQ + w Kościele rzymskokatolickim, biblijna relacja o Sodomie i Gomorze musi zostać oczyszczona z przekonującej prawdy o homoseksualnym stylu życia, a Watykan zrobił to dokładnie z wydaniem nowej książki.

W Sodomie i Gomorze nie brakowało gościnności. Nie. Grzechem tego miejsca było małżeństwo osób tej samej płci, sodomia mężczyzn i wszystko inne, co towarzyszy gejowskiemu stylowi życia, który Bóg potępia w obu Testamentach. Właśnie, dlatego papież Franciszek poprosił Watykan o wydanie nowej książki, aby zachęcić LGBTQ + do wejścia do Kościoła rzymskokatolickiego. Bergoglio spędził lata na zdobywaniu przychylności tych środowisk, a ta nowa książka będzie wisienką na szczycie ekumenicznych osiągnięć Franciszka, z resztą Franciszek stwierdził wprost: „Bóg stworzył cię gejem i takiego cię kocha.”

Najbliższe lata będą czasem wielkich przemian, kluczowe wydarzenia i prorocze wizje będą realizować się na naszych oczach, a jeżeli Watykan utrzyma bieżącą linię nauczania, wówczas herezja wypełni miejsce święte. Jeżeli chodzi o nas to nadal będziemy stać na pierwszej linii frontu czasów, będziemy interpretować globalne wydarzenia i przedstawiać je na naszej platformie, która przed laty została stworzona właśnie do tej misji.

LifeSite donosi, że w książce będziemy mogli między innymi przeczytać takie zdanie: „Historia miasta Sodomy ilustruje grzech polegający na braku gościnności, wrogości i przemocy wobec nieznajomego, zachowania uznanego za bardzo poważne i dlatego zasługujące na sankcję z najwyższą surowością.” Źródła, z którymi skonsultowało się LifeSite, opisały traktowanie grzechu Sodomy w książce jako „całkowitą banalność”. Jeden z teologów po zapoznaniu się z treścią książki miał wykrzyknąć: „Dzięki Bogu, to nie jest magisterium”.

Pozycja zatytułowana: Czym jest człowiek? Plan Podróży Antropologii Biblijnej (Che cosa è l’uomo? Un itinerario di antropologia biblica) została wydana przez Papieską Komisję Biblijną (PBC) i stara się zbadać biblijne rozumienie osoby ludzkiej. Jezuita Ojciec Pietro Bovati, sekretarz Papieskiej Komisji Biblijnej, powiedział, że dzieło zostało wykonane na wyraźne życzenie papieża Franciszka. Książka składa się z czterech rozdziałów: Człowiek stworzony przez Boga (rozdz. 1); Człowiek w ogrodzie (rozdz. 2); Ludzka rodzina (rozdz. 3); Człowiek w historii (rozdz. 4).

Nowe podejście do homoseksualizmu znajduje się w rozdziale trzecim, w części zatytułowanej „transgresyjne sposoby”, która obejmuje również kazirodztwo, cudzołóstwo i prostytucję. Traktowanie homoseksualizmu zaczyna się od stwierdzenia, że ​​„instytucja małżeństwa, utworzona przez stabilny związek między mężem i żoną, jest stale prezentowana jako oczywista i normatywna przez całą tradycję biblijną. Nie ma przykładów legalnie uznanych „związków” między osobami tej samej płci ”.

Komisja zauważa następnie pojawienie się, szczególnie na Zachodzie, „głosów sprzeciwu” w odniesieniu do „antropologicznego podejścia pisma świętego, rozumianego i przekazywanego przez Kościół w jego normatywnych aspektach”. Autorzy kontynuują:

„Wszystko to ocenia się jako odzwierciedlenie archaicznej, historycznie uwarunkowanej mentalności. Wiemy, że różne afirmacje biblijne, w sferze kosmologicznej, biologicznej i socjologicznej, były stopniowo uważane za przestarzałe wraz z postępującą afirmacją nauk przyrodniczych i ludzkich.

Podobnie – niektórzy to wywnioskowali – nowe i bardziej adekwatne rozumienie osoby ludzkiej narzuca radykalne zastrzeżenie wyłącznej wartości związków heteroseksualnych, na korzyść podobnej akceptacji homoseksualizmu i związków homoseksualnych jako uzasadnionego i godnego wyrazu człowieka.

Co więcej – jak się czasem dowodzi – Biblia mówi niewiele lub nic o tego rodzaju związkach erotycznych, których w związku z tym nie należy potępiać, również dlatego, że często są one nadmiernie mylone z innymi nienormalnymi zachowaniami seksualnymi. Dlatego wydaje się konieczne zbadanie fragmentów Pisma Świętego, w których problem homoseksualny jest przedmiotem homoseksualizmu, w szczególności tych, w których jest on potępiany i krytykowany.”

Źródło w Rzymie skomentowało sposób traktowania homoseksualizmu w książce, mówiąc: „Ta książka jest całkowitą banalnością, o czym świadczy przede wszystkim fakt, że może być nadużywana przez wszystkich”. Podczas gdy Papieskiej Komisji Biblijnej nie można wprost oskarżyć o zwykłe popieranie wyżej wymienionych stanowisk, to jednak z pewnością idzie ona daleko w jej ukonstytuowaniu, szczególnie w traktowaniu grzechu Sodomy.


Za; globalne-archiwum.pl

autor: Fratria

Papieska Komisja Biblijna: grzech sodomski nie był związany z homoseksualizmem, lecz niegościnnością wobec cudzoziemców

***

W zeszłym miesiącu Papieska Komisja Biblijna opublikowała książkę pt. „Czym jest człowiek? Przewodnik po antropologii biblijnej”. Jak oświadczył sekretarz owego gremium, włoski jezuita ks. Pietro Bovati, dzieło powstało na specjalne życzenie Franciszka i jest wynikiem „systematycznego antropologicznego odczytania Biblii”.

Nie ma wątpliwości, że praca stara się przedstawić w nowym świetle chrześcijańską wizję człowieka oraz jego natury. Nowe podejście – jak piszą autorzy – ma wynikać z wykorzystania osiągnięć współczesnej humanistyki do analizy tekstów biblijnych, unikając przy tym powtarzania twierdzeń, które związane były z kulturowym kontekstem przeszłości. Widać to szczególnie na kilkunastu stronach książki poświęconych problemowi homoseksualizmu.

Autorzy publikacji starają się przedstawić praktyki homoseksualne jako zjawisko etycznie neutralne i nie podlegające osądowi moralnemu. Oczywiście wspominają o znajdujących się zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie tekstach potępiających stosunki jednopłciowe, jednak starają się maksymalnie stępić ostrze tej krytyki. Dokonana przez nich reinterpretacja najdalej posunięta jest w przypadku omówienia biblijnej historii zagłady Sodomy.

Do tej pory cała tradycja Kościoła była w tym względzie jednomyślna: miasto skazane zostało na zagładę z powodu grzechu, jakiego chcieli się dopuścić jego mieszkańcy na aniołach, czyli zbiorowego gwałtu homoseksualnego. Nieprzypadkowo więc przez całe wieki homoseksualizm określany był mianem sodomii. Pamiętajmy, że w miastach kananejskich stosunki między mężczyznami uważano za normę kulturową. Dopiero judaizm jako pierwsza religia na świecie potępił tego typu akty. Biblia nazywa zresztą homoseksualizm obrzydliwością w oczach Boga.

Autorzy książki „Czym jest człowiek?” poradzili sobie z tą trudnością. Zgodnie z ich interpretacją, mieszkańcy Sodomy zasłużyli na zniszczenie miasta nie z powodu swych zachowań seksualnych, ale dlatego, że nie byli gościnni dla obcokrajowców. Godne potępienia nie są zatem akty homoseksualne, lecz takie postępowanie poszczególnych jednostek oraz zbiorowości, które prowadzi do nieprzyjmowania cudzoziemców z należnym ich szacunkiem. W książce możemy więc przeczytać:

Podsumowując, musimy zatem powiedzieć, że historia miasta Sodomy (a także miasta Gabaa) ilustruje grzech polegający na braku gościnności, na wrogości i przemocy wobec nieznajomego, na występku uważanym za wyjątkowo poważny i dlatego zasługującym na ukaranie z najwyższą surowością, ponieważ odrzucenie innego, potrzebującego i bezbronnego nieznajomego jest zasadą rozpadu społecznego, niosącą w sobie śmiertelną przemoc, która zasługuje na odpowiednią karę.

Zgodnie z tą interpretacją Sodoma została więc zniszczona z powodu swej otwartej ksenofobii i zamknięcia się na obcych. W tym ujęciu to nie homoseksualizm, ale niezgoda na przyjmowanie imigrantów i uchodźców może być dziś uznana za grzech sodomski.

Książka wydana przez Papieską Komisję Biblijną nie stanowi części oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak – jak zauważają niektórzy watykaniści – publikacja wspomnianego przewodnika po antropologii biblijnej uważana jest za element przygotowań do kolejnych edycji Katechizmu Kościoła Katolickiego, które mają się ukazywać się z nowymi uzupełnieniami. Dzięki temu po raz pierwszy w katechizmie pojawi się m.in. pojęcie „grzechu ekologicznego”. Niewykluczone, że znajdzie się w nim również nowe ujęcie grzechu sodomskiego. Zapewne czeka nas jeszcze wiele nowości.

__

Judeochrześcijaństwo: co oznacza to słowo? Czy w ogóle coś znaczy?

Judeochrześcijaństwo. Słowo to przebojem wdarło się na polityczne salony, łamy prestiżowych pism. Używają go złotouści politycy i ludzie pióra czy ekranu. Często posługują się nim amerykańscy neokonserwatyści i zapatrzona w nich część Polaków. Moda i zgodność z rzeczywistością to jednak dwie różne rzeczy. Okazuje się, że „judeochrześcijaństwo” po prostu nie istnieje – ani w sensie teologicznym, ani cywilizacyjnym. 

Sokrates wiedział, że kluczem do poznania prawdy o świecie jest poznanie definicji rzeczy. Mądrego słuchać warto, zacznijmy więc od definicji:

Chrześcijaństwo wymaga uznania Chrystusa za Boga i Trójcy Świętej.

Mozaizm to religia objawiona wyznawana przez Izraelitów w czasach przed przyjściem Chrystusa.

Judaizm to religia żydów, którzy nie uznali Bóstwa Chrystusa, Trójcy Świętej ani Nowego Testamentu.  Ograniczają się do Starego Testamentu i dołożyli do niego pisma takie jak Talmud.

Przy tak zdefiniowanych pojęciach jasno widać, że pojęcie „judeochrześcijaństwo” jest wątpliwe, o ile nie wewnętrznie sprzeczne. Judaizm nie aprobuje bowiem istoty chrześcijaństwa (Bóstwa Chrystusa, Trójcy Świętej); odrzuca też święte pismo chrześcijan (Nowy Testament). Różnice nie dotyczą tu cech drugorzędnych, akcydentalnych, lecz kwestii kluczowych, istotnych, najważniejszych, wyróżniających daną religię.

 

Teologiczne różnice

Zbadanie relacji judaizmu i chrześcijaństwa to niełatwa sprawa. Wymaga lat studiów, poznania przedstawicieli drugiej strony, dogłębnych badań historycznych. Może wręcz poświęcenia całego życia poznaniu tej kwestii. To właśnie uczynił ksiądz profesor Waldemar Chrostowski.

Jak zauważył ów naukowiec, religia żydowska w czasach Starego Testamentu opierała się na ofiarach składanych przez kapłanów z pokolenia Lewiego [YouTube/Sumienie Narodu]. Sytuacja zmieniła się jednak po zburzeniu świątyni w Jerozolimie przez Rzymian w 70. roku po Chrystusie. Wraz ze świątynią skończyły się ofiary, a składających je kapłanów zastąpili rabini. Miejscem zgromadzeń stały się synagogi – funkcjonujące już wcześniej, lecz teraz podniesione do kluczowej roli. W roku 220 powstał istotny dla de facto nowo powstającej religii tekst – Miszna. Nie zawierał on cytatów z Pisma Świętego – twierdzi uczony. Wywołało to zarzuty chrześcijan, co z kolei skłoniło judaistów do zwiększenia roli Pisma Świętego. Niemniej sami rabini nie uznają swej religii za wywodzącą się z Pisma Świętego – twierdzi ksiądz profesor Chrostowski. Duchowny podkreśla też, że w źródłowych tekstach rabinicznych obraz Pana Jezusa, Maryi i chrześcijaństwa jest bardzo negatywny.

Dialog chrześcijańsko-żydowski w większości przypadków obejmuje jednak kwestie poza-teologiczne. Zazwyczaj bowiem rabini nie chcą rozmawiać o wierze, nie chcą podejmować debaty o Jezusie Chrystusie. Tymczasem słowa Jana Pawła II z 13 kwietnia 1986 roku brzmią „jesteście naszymi braćmi umiłowanymi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”. Jednak w polskim tłumaczeniu pominęto słowa „w pewien sposób” – zauważa ksiądz Chrostowski. W tej właśnie wersji wielokrotnie je powielano i powiela po dzień dzisiejszy.

W tym świetle trudno nie zgodzić się ze słowami księdza profesora Tadeusza Guza. – Dlatego ośmielam się powiedzieć, że niedozwolone jest w ustach prawdziwego katolika łączenie tych pojęć i mówienie o judeochrześcijaństwie. Wtedy Chrystus nie byłby dla takich katolików pełnią Objawienia, pełnią Prawa Starego i Nowego Przymierza, pełnią Prawdy Objawionej w Starym i Nowym Przymierzu, pełnią Miłości Starego i Nowego Przymierza. Tylko wiara katolicka nie jest pochodzenia ludzkiego. I tylko religia katolicka nie pochodzi od ludzi – podkreślił duchowny w styczniu 2019 roku w wykładzie na zaproszenie „Pobudki”.

 

Chodzi o cywilizację?

Ale może judeochrześcijaństwo to po prostu termin określający pewną wspólną moralność podzielaną przez chrześcijan i żydów? Chodziłoby więc nie tyle o teologię, ile o cywilizację. Cóż, zarówno żydzi, jak i chrześcijanie uznają świat za dobry, a człowieka za wyższego od przyrody. Szanują też rodzinę. Na to zwrócił uwagę Tomasz Terlikowski „w sposób oczywisty termin tradycja judeochrześcijańska nie odnosi się jednak do tych wspólnot. Ale pewnej wspólnoty ideowej, przedteologicznej, którą łączy judaizm i chrześcijaństwo. Określić ją można odwołaniem się do tej samej matrycy antropologicznej pochodzącej z księgi Rodzaju”.

Zdaniem publicysty „jej istotą jest przekonanie, że to Bóg stworzył świat i nadał mu Prawo, któremu ów świat podlega, że człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, i wreszcie, że źródłem zła na świecie jest grzech pierwszych rodziców (choć tu widać już wyraźne różnice teologiczne w rozumieniu tego terminu). Obie te religie przyjmują także, że wzorem wiary jest postawa Abrahama, czyli zaufanie, zawierzenie Bogu. I właśnie ta matryca stanowi fundament naszej cywilizacji, która jest judeochrześcijańska” [fronda.pl].

Jednak istnieją także niemniej istotne różnice cywilizacyjne (wynikające zresztą z teologii). Na jedną z nich uwagę zwraca sam dr Terlikowski, gdy podkreśla, że judaizm – w przeciwieństwie do chrześcijaństwa – stanowi głównie religię prawa, a chrześcijaństwo – ontologii. Wiąże się to z opisaną przez Feliksa Konecznego sakralnością cywilizacji żydowskiej – braku rozróżnienia na prawo świeckie i religijne (co częściowo zmieniło się w Izraelu, który powstał w oparciu o świecki syjonizm).

Co więcej, cywilizacji żydowskiej obcy jest uniwersalizm – judaizm pozostaje zatem w tej kwestii często na antypodach podejścia chrześcijańskiego, wyrażonego choćby przez świętego Pawła: „nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3,28]. To religia narodowa – aby stać się żydem (wyznawcą judaizmu) należy zazwyczaj być Żydem (narodowym).

Ową niechęć do uniwersalizmu widzimy również we współczesnym Izraelu. W 2018 roku w Izraelu przegłosowano prawo uznające, że wyłącznie naród żydowski dysponuje prawem do samostanowienia, a hebrajski uznano za jedyny oficjalny język Izraela. Osadnictwo narodowe uznano za wartość o charakterze narodowym i zalecono państwu jego promocję [liberte.pl].

Gdyby ktoś łudził się jeszcze, że Izrael to kraj wielonarodowy, to niech zapozna się z odpowiedzią Binjamina Netanjahu udzieloną na Twitterze aktorce Rotem Seli. Gdy ta zażądała, by rząd uznał Izrael za kraj „wszystkich obywateli”, odpowiedział, że „zgodnie z przyjętym podstawowym prawem narodowym Izrael to państwo narodowe Żydów – i tylko ich” [dorzeczy.pl]. Cywilizacja żydowska to zatem cywilizacja oparta (przez większość dziejów) na sakralnym prawie oraz (nadal) na swego rodzaju nacjonalizmie. Pozostaje zatem w sprzeczności z cywilizacją łacińską.

Wróćmy jednak do owej wspólnej matrycy antropologicznej wspomnianej przez doktora Terlikowskiego. Owszem, można docenić judaizm (i cywilizację żydowską) za nieuleganie w pełni szalejącej dziś rewolucji obyczajowej. Zwróćmy jednak uwagę na sprawy takie jak rozwody czy aborcja – odrzucane w cywilizacji łacińskiej jako sprzeczne z prawem naturalnym. Czy judaizm stoi w tej kwestii po naszej stronie? Oddajmy głos samym żydom.

Jak czytamy na stronie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Poznaniu [poznan.jewish.org.pl] „od tysięcy lat judaizm nie przeciwstawia się rozwodom. Zawsze były one akceptowane, aczkolwiek traktowane jako zło konieczne. Judaizm utrzymuje, że lepiej, by para się rozeszła, niż żyła razem w ciągłym konflikcie i niechęci. Zgodnie z prawem żydowskim mężczyzna może rozwieść się z kobietą z dowolnego powodu. Lub bez powodu. Talmud  głosi, że do rozwodu może dojść, gdy żona źle przyrządziła kolację lub po prostu dlatego, że mężowi podoba się bardziej inna kobieta”.

Istnieją wprawdzie pewne przepisy do rozwodu zniechęcające i czyniące go kosztownym, jednak to zbyt mało. Zauważmy, że żydowska tolerancja dla rozwodów wywodzi się z teologii. Wszak już w Starym Testamencie Mojżesz zezwala na rozwód. Następnie jednak Chrystus podkreśla, że dopuścił to tylko z uwagi na „zatwardziałość serc”.

W myśl Nowego Prawa – chrześcijańskiego – rozwody i branie nowych partnerów są zakazane. Tymczasem – jak czytamy na stronie poznańskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, w tradycyjnym liście rozwodowym mąż stwierdza „[…]raczej, że kobieta staje się wolna i może wyjść za mąż za innego mężczyznę”. Nie chodzi więc li tylko o coś w rodzaju separacji. Judaizm nie uznając Chrystusa, nie uznał też pełni Jego nauki o małżeństwie – choć ta stanowi po prostu powrót do naturalnego ładu z początków istnienia ludzkości.

Dwuznaczne podejście judaizmu do małżeństwa staje się bardziej zrozumiałe, gdy zdamy sobie sprawę, że niektóre odłamy judaizmu przez długie stulecia już po Chrystusie dopuszczały poligamię. Według Żydowskiego Instytutu Historycznego [jhi.pl] za wzór i regułę życia cnotliwego uznawano monogamię. Mimo to „w średniowieczu – głównie pod wpływem islamu – bigamia i poligamia była praktykowana przez Żydów, zwłaszcza w krajach orientalnych, ale także w pewnym zakresie w Europie” – pisze Rafał Żebrowski. Ostatecznie monogamię przyjęto około 1000 roku po Chrystusie (zwłaszcza u Żydów aszkenazyjskich).

Stanowisko judaizmu (ortodoksyjnego) w kolejnej ważnej sprawie moralnej – w kwestii aborcji – pozostaje bliższe katolickiemu. Uznaje on bowiem zasadę świętości życia. Jednak nawet żydzi z nurtu ortodoksyjnego nie uznają zasadniczo pełnej równości moralnej matki i płodu. „Embrion i płód nie mają w judaizmie statusu pełnego człowieka – bo nimi jeszcze nie są. Jednocześnie jednak – od momentu zapłodnienia – są potencjalnym życiem i zyskują stale na wartości w procesie przebiegu ciąży” – pisze Piotr Jędrzejewski [poznan.jewish.org.pl]. Co więcej, również wśród ortodoksyjnych rabinów pojawiają się poglądy dopuszczające aborcję w przypadku przewidywanych cierpień dziecka nienarodzonego, zagrożenia zdrowia psychicznego matki lub ciąży wskutek czynu zabronionego.

Bardziej „postępowy” jest judaizm (z nazwy!) konserwatywny oraz reformowany.  Emblematyczny jest też przykład państwa Izrael – gdzie kobieta pragnąca dokonać aborcji musi pojawić się przed 3-osobowym komitetem i złożyć wniosek o aborcję. Nie istnieją jednak odgórne restrykcje dotyczące zakazu aborcji, a w większości przypadków kobieta otrzymuje zgodę na zabicie dziecka [myjewishlearning.com].

 

Co zatem?

Chociaż więc istnieją pewne wspólne fundamenty cywilizacyjne, to są one zbyt mało znaczące, by mówić o wspólnej cywilizacji. Nie istnieje wspólnota judeochrześcijańska pozwalająca mówić o jednej wierze ani nawet jednej cywilizacji. Nie znaczy to, że jako chrześcijanie nie możemy żydów doceniać. Przeciwnie – wszak to naród starotestamentalnych proroków, Pana Jezusa, apostołów; to także naród ludzi o często wybitnej inteligencji wnoszących wkład w światową kulturę i naukę (i niekoniecznie będących lewakami!); to także naród godny podziwu za niezłomność i współczucia za swe cierpienia.

To wszystko nie zmienia jednak tego, że termin judeochrześcijaństwo stanowi wewnętrznie sprzeczną zbitkę pojęciową. Używasz drogi czytelniku tego określenia? Wiedz, że bardziej zaciemniasz niż wyjaśniasz rzeczywistość. W ten sposób zaś wcale nie ułatwiasz dialogu. 

Marcin Jendrzejczak

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2020-01-16)

 

 

Uwaga! Antychryst Wojciech Polak – XXIII Dzień Judaizmu w Gnieźnie

  1. Sam jest odstępcą i do wyjścia z Kościoła prowadzi księży, których przymusi do uczestnictwa w tych spotkaniach a także wiernych, prowadzonych jak owce na rzeź.
    Przypomina nam to proroctwo Katarzyny Emmerich, która mówiąc o nowym, ludzkim i masońskim Kościele wspomina także, że będzie wielu mających szaty kapłanów a będących ekskomunikowanymi ale ani się nie będą tym przejmować ani ich to nie będzie interesowało. Więc tutaj mamy chyba taką sytuację, bo Kanony Apostolskie, po których powtarzają to Sobory Kościoła mówią, że kapłani którzy będą uczestniczyć w modlitwach albo obrzędach Żydów i heretyków są usunięci z Kościoła.
    Jak jakiś ksiądz niedawno przyjąć chrzest od heretyków protestantów, biskup tylko stwierdził że jest ekskomunikowany, że to akt wystąpienia z Kościoła mocą samego prawa.
    No ale o ile się zdarzy, że fakt odstępstwa potwierdzi biskup tak kto to powie kardynałom i biskupom, przewodniczącym KEP u. Mamy heretyków i odstępców w Episkopacie ale nie ma żadnego hierarchy który ma atrybuty męskie psychiczne pozwalające na stwierdzenie faktu. Tylko tyle. Stwierdzenie faktu. Tylko po to, żeby sobie uprawiał herezje sam ale żeby ludzi prostych nie zwodził. Przecież to ludzkie dusze z których nie każdy miał okazję poznać choćby okruszyny prawa kanonicznego, a przede wszystkim co innego jest jego obowiązkiem.

    Mamy wrażenie, że Kościół w najwyższej hierarchii stał się maszyną do koszenia kasy i zabawiania się wiarą , a czarną robotę i konsekwencje zachowa różnych kurwii biskupich ponoszą prości księża, udzielający sakramentów i zbierający ciosy po parafiach.

    „O chrześcijanach zachowujących szabat lub przestrzegających innych zwyczajów żydowskich.

    Chrześcijanie nie powinni zachowywać się jak Żydzi, w szabat powinni pracować a nie odpoczywać; jeśli pragną odpoczynku powinni odpoczywać raczej dla uczczenia dnia Pańskiego, tak, jak to czynią chrześcijanie; gdyby zaś upierali się przy zachowaniu zwyczajów żydowskich, niech będą wyłączeni ze wspólnoty Chrystusa.”
    Acta Synodalia, Laodycea we Frygii (koniec IV wieku). Baron, Pietras, str 115.

    „Biskup, prezbiter lub diakon, który modli się tylko wraz z heretykami, zostanie wyłączony [z Kościoła];
    gdyby jednak zachęcał ich do pełnienia funkcji duchownych, winien być złożony z urzędu”
    Constitutiones Apostolorum VIII 47, 45

    „Jeśli jakiś duchowny lub świecki wejdzie do synagogi Żydów lub do świątyni heretyków aby się modlić, zostanie złożony z urzędu i wyłączony [z Kościoła. ]”
    Const Apost. VIII 47, 65

    “O kapłanach uznających chrzest, rytuały heretyków.
    Biskupa lub kapłana, którzy uznają chrzest lub ofiarę heretyków, nakazujemy złożyć z urzędu. Jakaż jest bowiem wspólnota Chrystusa z Beliarem? Albo niewierzącego z wierzącym?”
    ConstApost 47, 46

    „Zarówno oni, jak i biskupi diecezjalni, podejmą wysiłki, aby świeżo ochrzczeni nie utrzymywali żadnych kontaktów z Żydami i niewiernymi, przynajmniej przez dłuższy czas, aby- tak jak świeżo wyleczeni ze słabości- nie mieli żadnej okazji do ponownego upadku w poprzednie zatracenie. (…) Pod groźbą ciężkich kar zakazuje się neofitom grzebania zmarłych wedle zwyczajów żydowskich i zachowywania szabatów oraz innych uroczystości, jak również jakichkolwiek obrzędów starożytnej sekty. Naruszający te zasady będą sprowadzani na dobrą drogę przez kapłanów w swych parafiach, albo przez innych, wyznaczonych do tego przez biskupów diecezjalnych mocą prawa bądź starożytnego zwyczaju, albo inkwizytorów do spraw błędów heretyckich. (…) Gdyby zaś ktoś, jakiegokolwiek stanu lub godności, nie przymuszał takich neofitów do zachowywania obrzędów chrześcijańskich, albo któregoś ze wspomnianych obowiązków, ale wspierał i bronił, to popadnie w kary ogłoszone przeciwko opiekunom heretyków. Neofici zaś, gdyby nie dopełnili obowiązku poprawy po kanonicznym upomnieniu, a przyłapani zostaliby po nawrocie do wymiotu judaizantów, to będą potraktowani jako przewrotni heretycy zgodnie z przyjętymi w tej dziedzinie świętymi kanonami.

    Gdyby zaś Żydów lub niewiernych obowiązywały indulty lub przywileje przyznane przez władze kościelne lub świeckie jakiegokolwiek stanu lub godności, choćby papieskiej lub cesarskiej, czy to już przyznane, czy też mające być przyznane w przyszłości, a działające w jakikolwiek sposób na szkodę Wiary katolickiej, imienia chrześcijańskiego lub przeciwko którejkolwiek z wymienionych zasad, to święty synod określa je jako daremne i nieważne, utwierdzając w mocy dekrety i konstytucje apostolskie oraz synodalne, przyjęte w tej dziedzinie.”
    Sobór w Bazylei, sesja 19,IV, 1-11 Dekret dotyczący pragnących nawrócenia.

Znaki zostały nam dane

Po wypowiedziach zimnego ruskiego czekisty Putina, jak to Polska kolaborowała z Hitlerem – bo dzisiaj takie czasy, że kolaboracja z Hitlerem stała się synonimem zła absolutnego, podczas gdy kolaboracja ze Stalinem – tylko patrzeć jak stanie się rodzajem liścia do wieńca sławy – w środowiskach dyplomatycznych naszego bantustanu zapanowało ogromne wzburzenie. O ile bowiem Hitler mordował nie tylko Polaków, czy Rosjan, ale przede wszystkim wyjął spod prawa Żydów, o tyle Stalin, przynajmniej do czasu, Żydami się posługiwał, a nawet wysługiwał, w czym oni z wielką skwapliwością uczestniczyli i nie tylko brali udział w planowaniu poszczególnych etapów ludobójstwa (Cesarski i Cymanowski, dwaj odescy Żydzi układali Jeżowowi tzw. „albumy”, czyli listy Polaków przeznaczonych do rozstrzelania), ale również czynnie w nim uczestniczyli. Tak np. Naftali Aronowicz Frenkiel, który dokonał żywota w randze generała NKWD, był autorem wynalazku zwanego „systemem kotłów”, którego ludobójczą sprawność można porównać z wynalazkiem komór gazowych. Warto przypomnieć, że certyfikat uniewinniający Związek Radziecki od zarzutu kolaboracji z Hitlerem i wspólnego rozpętania II wojny światowej wystawił nie kto inny, jak izraelski prezydent Peres, w 2012 roku odsłaniając w towarzystwie rosyjskiego prezydenta Putina w Izraelu pomnik Armii Czerwonej podkreślając wyzwolicielską misję tej armii. Okazało się, że „w trakcie II wojny światowej Związek Radziecki ocalił świat od poddania się” – zauważył prezydent Peres. Że przy tej okazji świat, a konkretnie – jego część – musiała poddać się Armii Czerwonej i Stalinowi, to drobiazg niewątpliwy tym bardziej, że Żydzi w imieniu Stalina nadzorowali tam i partię i bezpiekę. Kto wie, czy gdyby Hitler nie miał antyżydowskiego bzika, to w Żydach nie znalazłby najgorliwszych wykonawców swoich ludobójczych pomysłów? Nacjonalizm, a właściwie rasizm żydowski jest prosty, jak budowa cepa: wszystko, co służy Żydom jest dobre, nawet jeśli wymaga to wymordowania, czy ujarzmienia narodów mniej wartościowych.

Ale mniejsza już o to, bo jeszcze kolega Tomasz Terlikowski, który jako jeden z pierwszych przyłączył się do poszczutych na mnie psów gończych, napiętnuje mnie jako wroga chrześcijaństwa, które jest „wszczepione w Izrael, a nie odwrotnie” i w rezultacie nie tylko zostanę skazany przez niezawisły sąd, ale w dodatku pójdę do piekła, gdzie zresztą odesłał mnie już pan Jaś Kapela. A w piekle – jak to w piekle; nie tylko przez cały czas będzie bolało, ale w dodatku trzeba będzie na okrągło słuchać kompozycji Nergala, co, jak wiadomo, gorsze jest od śmierci. W tej sytuacji warto zastanowić się, czemu to zimny rosyjski czekista Putin przypomniał sobie o antysemickiej postawie ambasadora Lipskiego i polskiej kolaboracji z Hitlerem? Nie ma przypadków, są tylko znaki – mawiał ś.p. ksiądz Bronisław Bozowski – zatem co to konkretnie oznacza? Warto to pytanie postawić tym bardziej, że Książę-Małżonek, czyli pan Radosław Sikorski przechwala się, że za jego czasów, to znaczy – gdy był ministrem spraw zagranicznych naszego bantustanu, Putin „honorował Polskę” a teraz oskarża ją o kolaborację z Hitlerem. Pan Radosław Sikorski sprawia wrażenie, jakby tamtą rewerencję przypisywał sobie, to znaczy – swoim talentom politycznym. Nie bardzo chce mi się w to wierzyć, bo przypominam sobie wizytę pana Radosława Sikorskiego w Moskwie. Siedział tam przy stole naprzeciw zimnego czekisty Putina i robił bardzo groźne miny – a tymczasem Putinowi nie drgnęła nawet brew. „Ale mają wychowanie wojskowe” – jak powiedziałby przesłuchujący dobrego wojaka Szwejka wachmistrz z Putimia. A wydawałoby się, że pan Radosław Sikorski jest już na tyle dużym chłopczykiem, że powinien słyszeć o tak zwanej „mądrości etapu”. Polega ona właśnie na tym, że zimny rosyjski czekista Putin raz Polskę „honoruje”, a innym razem nie tylko nie honoruje, tylko oskarża o kolaborację z Hitlerem.

A co decyduje o tym, że mądrość etapu się zmienia? Decyduje o tym zmiana etapu. Najwyraźniej za kadencji ministra Sikorskiego mieliśmy inny etap, a teraz mamy inny. Wydaje się, że zmiana etapu nie zależy od tego, kto w Warszawie zajmuje gabinet ministra spraw zagranicznych, tylko od czegoś zupełnie innego. Przypomnę tylko, że kiedy pan Radosław Sikorski został ministrem spraw zagranicznych, to wywołało to lekkie zaniepokojenie różnych środowisk, które jeszcze nie były pewne, z jakiego klucza nowy minister będzie ćwierkał. Toteż w „Gazecie Wyborczej” ukazał się uspokajający komunikat, że niezależnie od tego, kto akurat zajmuje gabinet ministra, ministerstwem kieruje ekipa skompletowana przez profesora Geremka – być może właśnie według kryteriów rasowych. W tej sytuacji władza ministra może nie przekraczać progu jego gabinetu, a korytarze mogą już być eksterytorialne. Skoro tak, to ta władza tym bardziej nie może dosięgać odległej Moskwy, gdzie na Kremlu rezyduje zimny rosyjski czekista Putin.

A w takim razie co wpływa na zmianę etapu, skoro nie poczynania, ani groźne miny tubylczego ministra? Warto zwrócić uwagę na tak zwane okoliczności. Otóż w czasach ministra Sikorskiego amerykański Kongres nie uchwalił był jeszcze ustawy nr 447 JUST, chociaż oczywiście żydowskie organizacje przemysłu holokaustu podnosiły w tej sprawie klangory. Ale w czasach ministra Sikorskiego Polska była jeszcze pod kuratelą strategicznych partnerów, to znaczy – Niemiec i Rosji, w ramach lizbońskiego porządku politycznego, którego istotnym elementem było strategiczne partnerstwo NATO-Rosja. Kiedy jednak nasz bantustan w roku 2014 ponownie przeszedł pod kuratelę amerykańską, o żadnym strategicznym partnerstwie NATO-Rosja nie było już mowy. To właśnie był jeden z ważnych elementów zmiany etapu, która wymagała całkiem innych mądrości. Toteż nowa ekipa, zainstalowana w Polsce w roku 2015 postawiła na Stany Zjednoczone. Nie byłoby to nic złego, ani ryzykownego, gdyby nie okoliczność, że w Stanach Zjednoczonych lobby żydowskie ma duży wpływ na tamtejsze życie polityczne, czego przykładem jest choćby aktualny prezydent Donald Trump. Nie ma takiej rzeczy, jakiej by nie zrobił gwoli udelektowania bezcennego Izraela, a mimo to, albo właśnie dlatego, tamtejsza żydokomuna nieustannie kopie pod nim dołki w nadziei, że będzie skakał przed nią z gałęzi na gałąź jeszcze żwawiej. W dodatku europejska polityka prezydenta Trumpa doprowadziła do eskalacji napięcia w stosunkach z Niemcami i Francją, które przekłada się oczywiście na sytuację wokół naszego bantustanu, który jest coraz bardziej izolowany i dosłownie zdany na humory amerykańskich dygnitarzy i to wcale nie najważniejszych, tylko takich, jak np. pani Żorżeta Mosbacher. W tej sytuacji nie można wykluczyć, że kiedy tylko padnie rozkaz, by Polska zadośćuczyniła żydowskim roszczeniom majątkowym, środowiska żydowskie będą chciały ustalić jakiś modus vivendi z Niemcami i ich strategicznym partnerem – Rosją. Trudno powiedzieć, czy ceną za to dogadanie się będzie rozbiór Polski, to znaczy – że Żydzi zgodzą się na ostateczne zjednoczenie Niemiec, zadowalając się Judeopolonią ze wschodniej części Polski i zachodniej części Ukrainy. Taka Judeopolonia stanowiłaby znakomitą strefę buforową, o jakiej jeszcze w 1987 roku mówił sowiecki minister spraw zagranicznych Edward Szewardnadze – żeby między zjednoczonymi Niemcami a Związkiem Radzieckim została ustanowiona strefa buforowa. Teraz Zwiazku Radzieckiego już nie ma, ale – jak zwał, tak zwał – Rosja robi wszystko, by wchłonąć Białoruś, a to bardzo przybliża nie tylko Rosję do Polski, ale również – koncepcję strefy buforowej. Jeśli środowiska żydowskie zaaprobowałyby takie rozwiązanie, to nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, ja mawiała stara niania, lepiej…” – no mniejsza z tym), że prędzej czy później, i raczej prędzej, niż później, pogodziłby się z nimi również Nasz Najważniejszy Sojusznik – być może w zamian za jakieś koncesje ze strony Rosji w innych zakątkach świata. Zatem znak w postaci pojawienia się rosyjskich oskarżeń Polski o kolaborację z Hitlerem już został nam dany, ale nasi dygnitarze ograniczają się do wymyślania ruskim urzędnikom, bo czyż mają jakąś alternatywę?

Bo nie jest to bynajmniej znak jedyny. Zgodnie z zasadą omne trinum perfectum, co się wykłada, że wszystko, co potrójne, jest doskonałe, mamy jeszcze dwa dodatkowe znaki. Oto pan red. Jacek Żakowski twierdzi, że najdalej w marcu, przy okazji ogłoszenia przez sekretarza stanu USA sprawozdania z istnienia świata, zostanie też ogłoszone zaległe sprawozdanie dla Kongresu dotyczące tego, jak Polska i inne bantustany zadośćuczyniają żydowskim roszczeniom majątkowym odnoszącym się do tzw. własności bezdziedzicznej. Pan red. Żakowski nie ukrywa, że z ogłoszeniem tego sprawozdania wiąże nadzieje na obniżenie notowań pana prezydenta Dudy i to przed wyborami prezydenckimi. Czy tak będzie – tego oczywiście nie wiem, bo równie prawdopodobne jest przesunięcie „horyzontu roku wyborczego”, o którym wspominał pan Tomasz Yazdgerdi w rozmowie z panem ambasadorem Chodorowiczem, aż po zakończenie wyborów prezydenckich w naszym bantustanie – ale w tym kontekście nieco lepiej rozumiemy zaskakującą kandydaturę pana Szymona Hołowni, którego pilotuje pan Michał Kobosko, do niedawna funkcjonariusz Rady Atlantyckiej w Waszyngtonie.

Kolejnym znakiem jest erupcja świątecznych, wściekłych ataków na duchowieństwo katolickie w Polsce i to nawet już nie ze względu na pedofilię, która budzi nieprzezwyciężoną odrazę w środowiskach wrażliwców moralnych, tylko za sprzeniewierzenie się rozkazom w sprawie ekologii. Największym winowajcą okazał się JE arcybiskup Marek Jędraszewski, który podobno nie wierzy w podane do wierzenia zbawienne prawdy, a zwłaszcza – w pannę Gretę Thunberg, w którą żarliwie wierzą wszyscy mądrzy, roztropni i przyzwoici, co to rozpoznają się po zapachu. Toteż pani Janina Ochojska nie tylko doniosła pannie Grecie o skandalicznym braku wiary i to u arcybiskupa, ale w dodatku bardzo się jej podlizała i zapewniła, że obydwie mają jeszcze „wiele do zrobienia”. A co takiego konkretnie? Rąbka tajemnicy uchyliła niedawno pani reżyserowa, pochodząca, jak wiadomo, z bardzo porządnej, resortowej rodziny. Otóż pani reżyserowa wyznała, że nosiła się z zamiarem założenia nowego kościoła, bo ten istniejący to Scheiss – ale na przeszkodzie stanął brak czasu. Myślę jednak, że kiedy panna Greta wyda stosowne rozkazy, to brakiem czasu już wykręcać się nie będzie można i nowy kościół, oczywiście postępowy aż do bólu i ze względu na „korzenie” – oczywiście „judeochrześcijański” – powstanie z dnia na dzień, bo stare kiejkuty chyba też się zmobilizują, niczym przy powstawaniu „Nowoczesnej”. Ciekawe, czy do nowego kościoła dołączy pan red. Tomasz Terlikowski, bo jestem pewien, że akces, zwłaszcza wyznawców tak wybitnych, zostanie wynagrodzony jakimiś konkretnymi dowodami błogosławieństwa Bożego – bo myślę, że kandydatura pana Szymona jest właśnie obliczona na tę okoliczność. Któż lepiej poprowadzi mniej wartościowy naród tubylczy na drogę Le…, to znaczy pardon – jakiego tam znowu „Lenina”, który nie tylko jest bardzo starym nieboszczykiem, ale do kościoła, nawet judeochrześcijańskiego, pasuje jak siodło do krowy – tylko na drogę nieubłaganego postępu, którą niestrudzenie podąża nasz umiłowany papież Franciszek, wywołując zgrzytanie zębów tubylczego, reakcyjnego kleru. Oczywiście ten cały „kościół”, to tylko takie makagigi, „opium dla ludu”, obliczone na odcięcie historycznego narodu polskiej nawet od takiej namiastki warstwy przywódczej, żeby tym łatwiej go zoperować, kiedy już przyjdzie czas żydowskiej okupacji.

Stanisław Michalkiewicz

Artykuł    tygodnik „Najwyższy Czas!”    7 stycznia 2020

NOC CIEMNIEJE !

Trudno pominąć takie zdarzenie lub odłożyć je w niebyt, kiedy jesteśmy świadkami podstępnego przekształcania słów naszych pięknych kolęd, do tego w jeszcze piękniejszej mszy świętej, jaką jest Pasterka.

Pamiętam jeszcze z dzieciństwa kolędę /”Wśród nocnej ciszy”/, która  w czwartej zwrotce brzmi:

” I my czekamy na Ciebie, Pana,

a skoro przyjdziesz na głos kapłana,

padniemy na twarz przed Tobą,

wierząc, żeś jest pod osobą chleba i wina.”

Dzisiaj wierni,ku mojemu wielkiemu zdumieniu, śpiewają gromko /mając przed sobą tekst wyświetlany na tablicy, więc o pomyłce nie ma mowy/-”wierząc,żeś jest pod osłoną chleba i wina”.Niby nic,brzmi podobnie,tylko w istocie zmienia cały sens,który ktoś celowo wprowadził, po prostu sprotestantyzował naszą piękną kolędę, kwestionując  podstawowy kanon naszej wiary,jaką jest obecność Jezusa w Najświętrzych Sakramentach – chleba i wina.

Wynika z tego zdarzenia podstawowy wniosek: w czasie mszy świętej musimy pilnie uważać,jakie słowa modlitwy i pieśni są wypowiadane,zarówno przez kapłana jak i wiernych.Takich czasów dożyliśmy,niestety,że nawet w kościele musimy się mieć na baczności i nie obrażać Boga,wiem – przykład idzie z góry,kiedy wprowadza się do świętego miejsca figurki różnych bożków /np.Pachamana/,lub gdy kapłanowi jest obojętna  dokładna treść modlitwy,wypowiadana w naszym,/ a więc zrozumiałym/polskim języku. Nie chcę wnikać w to,czy jest to wynik błędnego tłumaczenia tekstu łacińskiego,w jakim kiedyś były wypowiadane teksty modlitwy,czy czyjaś zła wola lub niechlujstwo językowe.

Zapytałem niedawno mojego Proboszcza, dlaczego podczas Przeistoczenia, kapłan wypowiada słowa :„bierzcie i jedzcie z tego wszyscy,to jest bowiem ciało moje…” Z TEGO – należy w takim razie, ujmując to stwierdzenie w naszym języku, zadać pytanie – z czego? Jak wiemy,kłóci się to z tym,jak Jezus łamał się i rozdawał uczniom chleb,nie było tam żadnego naczynia, z którego uczniowie mieli brać chleb.I co zrobił Proboszcz /wysokich lotów modernista/? Nic,spojrzał na mnie niewidzącym wzrokiem i wzruszył ramionami.

Podczas udzielania /nie rozdawania !!!!!/Komunii Św.wierni śpiewają, myślę, że nie zdając sobie sprawy ze znaczenia słowa „skosztować”…

„Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan”,może jestem przeczulony,ale mnie w tym momencie ciarki przechodzą po plecach, bo wiem,że w

naszym języku, skosztować” dotyczy tylko i wyłącznie jedzenia. I co dalej księże Proboszczu? Czy Komunia, której udziela mi kapłan jest jedzeniem? Podejrzewam,że w dzisiejszym modern kościele chyba tak,gdyż w dalszej części tej pieśni jest zwrot – „Panie dobry jak chleb…”

Zacząłem od przypadku /a może wypadku/ z kolędą, podałem przykłady poważniejszej natury, i pora w takim razie przejść do konkluzji.

Moim zdaniem najwyższy czas,żeby skończyć z dowolną twórczością, ktoś musi pilnować prawidłowości używanych lub tłumaczonych słów, nie tylko dlatego,że Bóg ich słucha, ale przede wszystkim dlatego, że musimy mieć świadomość, co one oznaczają i nie są durną paplaniną, bo to z pewnością Boga obraża a nam nie wystawia najlepszego świadectwa.

Nowy Kościół, jak widać, stawia nam nowe wymagania, i musimy im sprostać, dokładnie rozumiejąc, co się w nim dzieje. Szczęść Boże.

Marian 44

 

 

 

 

S T A M T Ą D D O T A M

 

A co mi tak dzisiaj w duszy gra?

Kiedy staję na krawędzi lat

By zrobić następny krok,

Kolejny – w Nowy 2020 Rok !

To nie jest sen

Co trzyma nas w iluzji,

Lecz twarda rzeczywistość

Przybyła stamtąd i kamienieje,

Aż do obiecanej paruzji

Gdy dni, jak paciorki różańca,

Przybliżają nas nieuchronnie do Prawdy,

Która nie może być niczym,

Bo ona była, jest i będzie,

Świecąc jak światełko w tunelu,

Biegnącego stamtąd do tam,

A co mi tam, co było a już nie ma,

I nigdy już nie wróci…

A co mi tam, co będzie tylko moją niewiadomą,

Zamienioną w przyszłość, daj Boże.

 

Warszawa, na Nowy Rok 2020

 Dużo zdrowia i błogosławieństwa Bożego w nadchodzącym Nowym Roku – życzy Marian44