OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Artykuły i Komentarze

Ukraina – test z cywilizacji Polski

Tocząca się na Ukrainie wojna odsłania prawdziwe oblicze tych, którzy decydują o losach Polski i postawach Polaków w czasie skrajnego zagrożenia naszego bytu państwowego i narodowego. Obnaża oblicze nie tylko ludzi polityki oraz podporządkowanych im mediów, kultury i nauki, ale również Kościoła.

Nigdy wcześniej nie było między nimi takiej jednomyślności w sprawie Ukrainy i Rosji, jaką reprezentują od 24 lutego bieżącego roku. Wszyscy zgodnie popierają wszelkie wcześniejsze oraz obecne działania Ukrainy– również zbrodnie dokonywane na mniejszości rosyjskiej zamieszkującej Donbas. Wszyscy zgodnie potępiają Rosję i odrzucają jej prawo do obrony tej mniejszości przed ukraińskim ludobójstwem. Poparcie dla Ukrainy osiągnęło niespotykany dotychczas w Polsce poziom w dwustronnych relacjach z innym państwem.

 

Jednostronna uległość

Taki kierunek polityki polskiej nie jednak wyrazem identyczności polskich i ukraińskich interesów narodowych. Te są bowiem rozbieżne w wielu kwestiach – nade wszystko jednak w sferze polityki historycznej i związanej z nią dyskryminacji mniejszości narodowych na Ukrainie. Również mniejszości polskiej, która nie miała i nadal nie ma takich praw, jakie ma mniejszość ukraińska w Polsce. Wiedza na ten temat jest w polskim społeczeństwie znikoma, gdyż jest wręcz reglamentowana przez elity polityczne i mainstreamowe media.

Nadal nie zna ono pełnej prawdy również o ludobójstwie ukraińskim dokonanym na polskiej ludności Wołynia i Galicji Wschodniej – m.in. dlatego, że w polskich podręcznikach w dalszym ciągu przekazywana jest na ten temat informacja o „konflikcie polsko-ukraińskim”. Przeinaczenia, fałsz, półprawdy – to instrumenty ukrainizacji polskiej polityki w szkolnictwie, nauce, mediach. Dzięki takim instrumentom propaganda wojenna osiągnęła w mediach apogeum niespotykane gdzie indziej. Jego dźwignią jest czarna manipulacja prawdą i faktami, której klasycznym przykładem jest ludobójstwo w Buczy. Jeszcze nie działa żadna międzynarodowa komisja, która by je badała, żaden zespół niezależnych biegłych śledczych, ale polscy politycy i wszystkie bez wyjątku upolitycznione media twierdzą za ukraińskimi mentorami, że winę za Buczę ponosi wyłącznie Rosja.

Zarówno zafałszowana polityka historyczna, jak i manipulacja prawdą w propagandzie wojennej służą kształtowaniu uległości polskiego społeczeństwa wobec transatlantycko-natowskiej polityki Warszawy. W polityce tej Polsce została wyznaczona przymusowa przyjaźń dla Ukrainy i jednoczesna wrogość wobec Rosji. Te przymusowe postawy są oderwane od polskiej racji stanu, w której ponad wszelką przyjaźń winny być postawione nasze interesy narodowe określane przez wartości cywilizacji, z którą utożsamia się Polska. Żadna bowiem wojna nie unieważnia tożsamościowych kryteriów cywilizacyjnych danego narodu, również polskiego.

Jeśli chcemy twierdzić nadal, że pozostajemy w cywilizacji łacińskiej/chrześcijańskiej, to musimy pamiętać, że nie przewiduje ona wersji wojennej. Przewiduje, a raczej dopuszcza natomiast wojnę sprawiedliwą/słuszną. Jej warunkiem jest słuszność sprawy – causa iusta. Według zarówno św. Augustyna, jak i św. Tomasza – jest nią naprawienie wyrządzonych krzywd i zaprowadzenie sprawiedliwości. Celem słusznej wojny jest zawsze pokój. Czy wobec tych kryteriów cywilizacyjnych Polska znajduje się obecnie jeszcze w cywilizacji chrześcijańskiej, czy dominują w niej obce tej cywilizacji wartości oraz idee? Czy wskutek tego buduje jakąś mieszankę cywilizacyjną, która – w koncepcji Feliksa Konecznego jest zawsze „trująca”…

Świadectwem naszej łacińskości jest niewątpliwie wojenna „miłość” Polski do Ukrainy. W hierarchii wartości moralnych, a także psychologicznych postawie tej należy się wysoka ocena. Rodzi się ona bowiem z moralnego niepokoju o los cierpiących z powodu wojny szarych obywateli Ukrainy. Empatia, solidarność, ofiarna pomoc są tu przejawem wciąż żywego jeszcze polskiego etosu narodowego, ukształtowanego przez chrześcijańskie wartości.

Natomiast transport broni na Ukrainę, szkolenie najemników dla nazistowskich formacji, które od 2014 roku eksterminowały rosyjskojęzyczną ludność Donbasu, przeczy tym wartościom Jest dowodem uzależnienia Polski od amerykańskich i natowskich ośrodków władzy, nie służy osiągnięciu pokoju i sprawiedliwości. Te dwa nastawienia  kształtują się na odmiennych wartościach moralnych i cywilizacyjnych; są na poziomie aksjologicznym sprzeczne. Mogą jednak rodzić postawę łączącą owe sprzeczności: fałszywą wojenną „miłość” do Ukrainy. Kieruje się ona zasadą: im bardziej nienawidzę Rosji, tym bardziej kocham Ukrainę – bądź regułą: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem

Truizmem jest konstatacja, iż polski etos narodowy ukształtowany został na fundamencie chrześcijańskich wartości. Niestety, nie jest jeszcze truizmem stwierdzenie, iż ideologia transatlantycka oraz oparta na niej polityczna praktyka mają inny fundament – nie tylko areligijny, ale wręcz antychrześcijański. Wystarczy przywołać w tym miejscu tylko dwa świadectwa: Europa podporządkowana promotorowi transatlantyzmu – Stanom Zjednoczonym – odeszła od swych chrześcijańskich korzeni. Odciął ją od nich nie komunizm, lecz transatlantycki globalizm. Kierując się tym samym ideowym trendem, USA i NATO nie tylko nie obroniły chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie, ale przyczyniły się do ludobójstwa jego wyznawców.

 

Dominanta wojny i sankcje

Czynnik wojny nie od dziś uwidacznia się w polskich programach polityki wewnętrznej i zewnętrznej. Można zaryzykować stwierdzenie, że pojawił się w momencie rozwiązania Układu Warszawskiego – w 1991 roku. W strachu przed konsekwencjami powstałego braku równowagi militarnej między Wschodem i Zachodem – rządzące Polską okrągłostołowe elity zdecydowały zapewnić jej bezpieczeństwo pod parasolem NATO.

Wstąpienie do Sojuszu Północnoatlantyckiego 12 marca 1999 r. wiązało się z natychmiastowym zderzeniem z natowskim czynnikiem wojny. Kilkanaście dni później NATO rozpoczęło bombardowanie Serbii, które trwało 78 dni. Polska wprawdzie w nim nie uczestniczyła, ale dla członka rozwiązanego Układu Warszawskiego była to forma chrztu bojowego w Sojuszu. Gdy okrzepła w nowym układzie politycznym i militarnym, łatwo zapadła decyzja postsolidarnościowych władz Polski o udziale w zbrojnej agresji na Afganistan, a następnie jego dwudziestoletniej okupacji – na fali walki ze światowym terroryzmem. Jeszcze łatwiej podjęła Warszawa decyzję o współudziale w wojnie USA I NATO z Irakiem i okupacji tego kraju. Do dziś przebywają w nim polscy „specjaliści”. Nastąpił jeszcze udział w wojnie Ameryki i „obronnego” Sojuszu z Syrią, której legalna i  pokojowa władza Baszara Al Asada została obwołana przez  zachodnie media mianem groźnego reżimu.

Wobec takiego doświadczenia w natowskich wojnach, nie powinna dziwić rola, jaką Polsce wyznaczyli decydenci Sojuszu w przygotowywanej od 2014 roku wojnie z Rosją – podżegacza i propagandzisty. Obecnie okazuje się również, że jest to rola państwa frontowego, którego los zależy od dobrej lub złej roli Kremla. W najczarniejszym scenariuszu osławiona wschodnia flanka, o którą tyle lat walczyły polskie władze, może sprowokować Rosję do działań dających „gwarancję jej bezpieczeństwa”, o których pisał prezydent Putin w swym grudniowym liście skierowanym do USA i państw Unii Europejskiej. Tą gwarancją miałoby być cofniecie NATO za Odrę. W obecnej sytuacji dla Polski byłby to wyrok śmierci.

Z cywilizacyjnego punktu widzenia los Polski byłby przykładem tego, iż czynnik wojny nigdy nie jest czynnikiem bezpieczeństwa, o którym tyle mówią ideologowie transatlantyzmu. W ich perspektywie owo kluczowe bezpieczeństwo oznacza jedynie bezpieczeństwo „swoich”. Jego przykładem jest słynna ucieczka z Kabulu. Po dwudziestu latach okupacji USA i NATO – z Polską włącznie – pozostawiły ten kraj na pastwę talibów, pogrążając go w chaosie, głodzie i nędzy. Co to ma wspólnego z cywilizacją łacińską/chrześcijańską, którą się tak bardzo chlubią jeszcze środowiska PiS i katolickie media? Obecność Polski w Afganistanie, Iraku, Syrii – to zaprzeczenie tej cywilizacji. Co więcej – to świadectwo degradującej niemożności, a raczej niezdolności do ustanawiania pokoju.

 

Na szkodę Polski

Obecna wojna na Ukrainie potwierdza tę indolentność, niezdatność w sferze pokoju. Daje ona o sobie znać również w działaniach Polski na rzecz kolejnych sankcji wobec Rosji i ostatnio wobec  Białorusi. Są to działania w trwającej od 2014 roku wojnie gospodarczej, wyniszczającej nie władzę, lecz społeczeństwo, szarych obywateli tych państw. Polacy powinni o tym pamiętać, bo przeżyli sankcje Zachodu nałożone na Polskę na prośby Solidarności. Z pustymi półkami zderzyli się zwykli ludzie, z którymi władza nie miała nic wspólnego. Jerzy Urban ujął te sytuację w słynnym powiedzeniu: rząd się wyżywi. Również  obecne władze doskonale wiedzą, że sankcje na Rosję i Białoruś uderzają także w Zachód i radykalnie obniżają poziom życia jego mieszkańców. Jeszcze bardziej odczuwa je o wiele biedniejsze polskie społeczeństwo, pogrążane w szalejącej inflacji i kryzysie gospodarczym.

Determinacja Polski w walce o sankcje jest tym bardziej niezrozumiała, gdy już wiadomo, że nie powstrzymały one wojny na Ukrainie, a wręcz przeciwnie – nadały Rosji nowego dynamizmu. Czyżby Polska była skazana na wejście do historii w roli nie tylko podżegacza i awanturnika wojennego, ale również destruktora gospodarczego? W każdej z tych ról odcina się od kryteriów swej historycznej cywilizacji i jej głównych wektorów z pięciomianu Feliksa Konecznego. Okoliczności wojny nie zmieniają ich. Wie o tym premier Węgier Wiktor Orban, który nie zważając na natowską i unijną krytykę, nie przepuszcza na Ukrainę broni i nawołuje walczące strony do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Oferuje Węgry jako ich miejsce. To jest klasyczny przykład ciągłości cywilizacyjnej, której nie unieważniają żadne kataklizmy – również dziejowe, również wojenne. W nich tylko cywilizacja się umacnia. Pod warunkiem, że władza i jej suweren pozostają wierne swemu narodowemu etosowi.

Można przypuszczać, że Węgry w roli pokojowego mediatora mają wizję przyszłej Ukrainy, nie tylko odrodzonej po wojnie i odbudowanej, ale również zreformowanej jako jednolite państwo bądź jako federacja. Premier Orban wie, jaki problem dla obecnej Ukrainy stanowią mniejszości narodowe, z rosyjską na czele. Na jakie trudności napotyka mniejszość węgierska. Jako obrońca cywilizacji chrześcijańskiej będzie nadal walczył o jej prawa, również  po zakończonej wojnie. Można założyć, że dołoży wszelkich starań, aby sama Ukraina, niezależnie od Rosji, dobrowolnie odcięła się od banderyzmu. Temu umęczonemu wojną społeczeństwu niczego tak nie potrzeba, jak pokoju i oczyszczenia ze szkodzącej mu ideologii, która stała się inspiracją dla wytoczonej przez Kijów już w 2014 roku wojny ze zbuntowanymi republikami Doniecka i Ługańska. W 2022 roku stała się natomiast dla Rosji argumentem dla interwencji  zbrojnej na Ukrainie.

Polska nie ma żadnej własnej wizji przyszłej Ukrainy. Pochłonięta jest podtrzymywaniem trwającej na jej południu i wschodzie wojny. Nie ma żadnych dla niej propozycji cywilizacyjnych. jako gwarancji pokojowego i harmonijnego rozwoju. Nie ma, ponieważ sama utraciła cywilizacyjny kierunek.

Prof. Anna Raźny

Myśl Polska, nr 17-18 (24.04-1.05.2022)

Wątpliwości wokół zawierzenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi…

W tradycji katolickiej bardzo istotną rolę w dziele zabiegania o prawdziwy i trwały pokój na świecie pełni wezwanie Matki Bożej Fatimskiej do zawierzenia Rosji jej Niepokalanemu Sercu przez papieża w jedności ze wszystkimi biskupami świata. Niewysłuchanie owego wezwania miało grozić rozszerzeniem się „błędów Rosji” na cały świat: i faktycznie na przestrzeni ostatnich stu lat owe błędy konsekwentnie się rozszerzają pod rozmaitymi postaciami, począwszy od klasycznego marksistowskiego komunizmu, poprzez kulturowy neomarksizm, a skończywszy na neoimperialistycznych wojnach.

Konsekracja dokonana w 1984 roku przez Jana Pawła II była wedle wszelkiego prawdopodobieństwa niepełna, a tym samym nie w pełni skuteczna, gdyż nie wymieniała ona wprost Rosji. Podobnego zdania wydaje się być Stolica Apostolska, która – w odpowiedzi na apel biskupów ukraińskich – planuje dokonać aktu zawierzenia Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi 25 marca.

Mogłoby się odnieść wrażenie, że jest to wiadomość bardzo pokrzepiająca i dobrze rokująca dla światowego pokoju. Niemniej – jako że ważnej konsekracji może dokonać wyłącznie papież w jedności ze wszystkimi biskupami świata – trzeba podnieść w tym kontekście temat tyleż drażliwy i niewygodny, co nie dający się zignorować. Jest to mianowicie temat tego, kogo z żyjących dziś osób można w sposób logicznie uzasadniony nazwać następcą św. Piotra, a kogo zdecydowanie nie – mając na względzie to, że zadawanie i zgłębianie tego rodzaju pytań jest kanonicznym obowiązkiem wszystkich członków Kościoła.

Ściślej rzecz ujmując, należy cierpliwie i otwarcie pochylić się nad następującymi hipotezami:

1. Rezygnacja Benedykta XVI była nieważna. Jest to hipoteza podnoszona od dawna, ale ważny jest tu powód: w łacińskim tekście rzekomego dokumentu rezygnacyjnego Benedykt XVI pisze o zrzeczeniu się „ministerium”, czyli aktywnej posługi biskupiej, ale nie o zrzeczeniu się „munus Petrinum”, czyli duchowego mandatu następcy św. Piotra. Potwierdza to mnóstwo dodatkowych poszlak: Benedykt XVI zachował wszelkie atrybuty papiestwa (szaty pontyfikalne, pierścień papieski, imię papieskie, używanie błogosławieństwa apostolskiego, paliusz w herbie itd.), twierdząc przy tym konsekwentnie w autoryzowanych wywiadach-rzekach, że „mandat duchowy” pozostaje przy nim i że papieżem jest się raz na zawsze. Innymi słowy, wszystko wskazuje na to, że Benedykt XVI postanowił w ramach swojego domniemanego aktu rezygnacyjnego przekształcić papiestwo w urząd „kolegialny” bądź „synodalny”, składający się z części administracyjnej i kontemplacyjnej. To jest jednak rzecz kanonicznie i doktrynalnie niedopuszczalna, gdyż następca św. Piotra – jako żywy symbol jedności Kościoła – może być tylko jeden. Stąd wniosek, że Benedykt XVI – bądź to bezwiednie, bądź to w celu zmylenia swoich wrogów – popełnił w swoim declaratio błąd substancjalny, co czyni cały dokument nieważnym. Podsumowując, w świetle prawa kanonicznego Benedykt XVI pozostaje papieżem niezależnie od tego, co myśli na ten temat większość kościelnej hierarchii albo nawet on sam (tu zresztą pojawiają się kolejne znaczące poszlaki: dlaczego np. rzekomy sukcesor Benedykta XVI ostentacyjnie wyzbył się tytułu wikariusza Chrystusa, czyli tego tytułu papieskiego, który w sposób najbardziej bezpośredni łączy się nie z posługą administracyjną, ale właśnie z duchowym mandatem św. Piotra?).

2. Punkt powyższy jest tu zdecydowanie najważniejszy, ale uzupełniają się z nim punkty dodatkowe. Jest dziś już np. rzeczą zupełnie jawną, że na domniemanym konklawe w 2013 roku tzw. mafia z Sankt Gallen (ich własne samochwalcze określenie) zawiązała blok wyborczy w celu przepchnięcia preferowanej przez siebie kandydatury. Tego rodzaju polityczne machinacje czynią jednak dokonany wybór kanonicznie nieważnym – i, ponownie, jest tak niezależnie od tego, czy stosowne instytucje zamierzają się tej sprawie przyjrzeć, czy też przejść nad nią do porządku dziennego (kwestia dowodowa jest tu rozstrzygnięta, bo prominentni członkowie mafii z Sankt Gallen sami przyznali się w swojej pysze i w swoim poczuciu bezkarności do podejmowania opisanych wyżej działań).

3. Domniemany sukcesor Benedykta XVI zdążył się już wsławić w czasie swojego urzędowania licznymi oficjalnymi stwierdzeniami i czynami (dopuszczenie komunii dla rozwodników, podpisanie dokumentu z Abu Dhabi, uroczyste wprowadzenie pogańskich, demonicznych bałwanów do Bazyliki św. Piotra itp.), których nie sposób uznać wyłącznie za poważne, ale nieuświadomione błędy, zwłaszcza w świetle licznych całkowicie zlekceważonych apeli o ich sprostowanie bądź odpokutowanie (na czele ze słynnymi kardynalskimi dubiami). Owe stwierdzenia i czyny trzeba zatem uznać za przejawy formalnych herezji, które w myśl pism doktorów Kościoła, w tym przede wszystkim św. Roberta Bellarmina, natychmiast pozbawiają heretyka wszelkich kościelnych godności. W przypadku heretyckiego papieża pojawia się tu odrębny problem tego, kto i w jaki sposób miałby formalnie go osądzić i pozbawić urzędu, ale w omawianym przypadku problem ten znika biorąc pod uwagę to, co zostało powiedziane w punktach poprzednich – tzn. to, że wedle wszelkiego prawdopodobieństwa Benedykt XVI nigdy nie przestał być papieżem.

4. I wreszcie punkt najbardziej spekulatywny, ale jednocześnie oparty o potencjalnie najwiarygodniejsze źródło: obecna sytuacja w Watykanie zdaje się jasno wpisywać w treść trzeciej tajemnicy fatimskiej, która wspomina zarówno o „Ojcu Świętym”, jak i o „biskupie w bieli”, sugerując jednocześnie, że jeden z nich jest lustrzanym odbiciem drugiego. Z powyższego zdaje się wynikać, że w czasie wypełniania się owej tajemnicy w Watykanie będzie przebywał zarówno autentyczny papież, reprezentujący prawdziwy, choć umierający na swej Golgocie Kościół Powszechny, jak i jego zwodniczy „sobowtór” przewodzący triumfującemu w świecie antykościołowi (zapowiedź „świeckiego, ekumenicznego i globalnego” fałszywego kościoła pojawia się też w szeregu innych znaczących XX-wiecznych przepowiedni, na czele z tą wygłoszoną przez Czcigodnego Sługę Bożego Fultona Sheena w 1947 roku).

Innymi słowy, istnieje poważne zagrożenie, że planowana na 25 marca konsekracja będzie nie tylko nieważna, ale wręcz bluźniercza, co może pogrążyć świat w jeszcze większym duchowym mroku, zaogniając bieżący konflikt lub – co może być scenariuszem jeszcze gorszym – dając światu zwodniczą iluzję pokoju.

Niemniej wydaje się jednocześnie, że przy wszystkich wątpliwościach co do tożsamości kluczowych osób przewodzących dzisiejszej hierarchii kościelnej, istnieje jedno obiecujące rozwiązanie, które jest w stanie maksymalnie zwiększyć prawdopodobieństwo skuteczności planowanego aktu zawierzenia: jest nim czynne uczestnictwo w nim Benedykta XVI. Można zatem przypuszczać, że jeśli wierni pragną dziś wpłynąć poprzez swoje modlitwy na kształt omawianego tu wydarzenia, powinni oni zawrzeć w nich prośbę o umożliwienie Benedyktowi XVI wzięcia w nim czynnego, publicznego udziału. Prośba ta nie powinna kosztować nic nawet tych, których nie przekonują wyrażone wyżej tożsamościowe hipotezy – w żaden sposób nie może ona bowiem uchybiać niczyjemu poczuciu posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej.

Kto więc pokłada w nadchodzącej konsekracji nadzieję na przywrócenie światu pokoju poprzez nawrócenie Rosjan – w tym zwłaszcza rządzących nimi politycznych decydentów – ten powinien poważnie rozważyć uwzględnienie w swoich modlitwach powyższego punktu. Stracić nic na tym nie sposób, za to zyskać – i to w wymiarze ogólnoświatowym – można tu swoim osobistym wkładem potencjalnie bardzo wiele.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Za FB Autora

Za: ProKapitalizm.pl (20 marca 2022)


KOMENTARZ BIBUŁY: Oprócz tych, niewątpliwie słusznych wątpliwości wyrażonych przez Autora, można byłoby dodać kilka innych, na które próbowaliśmy zwrócić uwagę w naszym poprzednim Komentarzu [tutaj].

Oprócz dywagacji kto jest prawowitym następcą Świętego Piotra, należałoby zadać podstawowe pytanie: czy dzisiejsza „Rosja” jako mający się stać obiekt konsekracji jest tą „Rosją” sprzed stu lat?

Matka Boża Fatimska ostrzegała o „błędach Rosji”, które „wyleją się na świat”, jeśli Papież nie poświęci „Rosji” («[Rosja] rozszerzy swoje błędy nauki na świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. …. Jeżeli przyjmą moje żądania, Rosja nawróci się i zaznają pokoju; jeżeli nie, rozszerzy swoje błędy nauki po świecie itd.»). W wyniku niewypełnienia przez kolejnych papieży tych żądań, przez niemal sto lat te niewątpliwe „błędy Rosji” rozlały się na świecie. Cały wiek niemalże bezczynności Papieży spowodował, że wygodnie zagnieździły się one na drugiej półkuli i tam właśnie dzisiaj jest epicentrum „błędów Rosji”.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego, dzisiejsza Federacja Rosyjska przeżywa różne turbulencje, z których próby powrotu do chrześcijańskich wartości stanowią znaczący element. Jest to proces trudny, ale jest podjętą próbą, w przeciwieństwie do tych satanistycznych przemian po drugiej stronie, gdzie tzw. Zachód oddala się od swoich korzeni chrześcijańskich, stając się właśnie tą nową „Rosją”, która rozsiewa błędy po świecie. To dzisiejszy Zachód, z rządzonymi przez diabelskie siły Stanami Zjednoczonymi, wzniecają na każdym zakątku świata zarzewie wojny. To Stany Zjednoczone są dzisiaj Imperium Zła, są „Nową Rosją Sowiecką” i dokonują nieustannych prób destabilizacji i podporządkowania sobie świata, a poprzez Ukrainę zmierzają do wywołania wojny światowej.

Podjęta przez obecnego administratora Watykanu decyzja o „konsekracji Rosji” (i Ukrainy) jest decyzją czysto polityczną i ma niewiele wspólnego ze szczerą chęcią wypełnienia żądań Matki Bożej.

A swoją drogą gdzie podziali się dzisiaj ci wszyscy apologeci jakże świętego Jana Pawła II, którzy wmawiali wszystkim po dokonanej przez niego konsekracji świata w 1984 roku, że jego modlitwa wypełniła żądania Maryjne? Przez niemal 40 lat od modlitwy JP2 obowiązywało „wypełnienie” woli Matki Bożej i przez kilkadziesiąt lat utrzymywali oni, że „Jan Paweł II dokonał konsekracji Rosji”, a teraz, nagle, w czasie gdy tzw. Zachód forsuje polityczną wizję przebudowy świata, mówią że jednak tejże konsekracji nie było? Jak oni spojrzą sobie w lustro, jak odpowiedzą za głoszone przez różne medialne „katolickie” tuby (w Polsce, vide świętoszkowate Radio Maryja) bałamutne nauki i odpowiedzą na zarzuty, że przez kilkadziesiąt lat okłamywali – siebie i wiernych?

Z tą kolejną „konsekracją” będzie podobnie: jako polityczne a nie religijne narzędzie, nie wypełni żądań Matki Bożej i można przypuszczać, że przyniesie adekwatne skutki. Prawdziwa konsekracja czeka na prawdziwego Papieża, prawdziwie katolickich biskupów i ma być wypełnieniem woli Bożej, a nie służyć woli politycznym podżegaczom światowym. Tylko wtedy przyniesie prawdziwe owoce z pokojem na świecie.


Dyrektor największej na świecie firmy: Rosja przerwała proces globalizacji

 Larry Fink, dyrektor generalny i prezes BlackRock Inc., największej na świecie firmy zarządzającej aktywami, powiedział, że inwazja Rosji na Ukrainę zachwiała porządkiem światowym, który obowiązywał od zakończenia zimnej wojny.

 

Rosyjska inwazja na Ukrainę położyła kres globalizacji, której doświadczaliśmy przez ostatnie trzy dekady” – napisał Fink w liście do akcjonariuszy wysłanym w marcu 2022 roku.

Fink nadzoruje BlackRock, Inc, największą na świecie firmę z aktywami w wysokości 10 bilionów dolarów (!) (chodzi o skalę długą: 1012; w skali krótkiej stosowanej m.in. w USA jest to 10 trylionów), założoną w Nowym Jorku 34 lata temu przez Roberta Kapito, Larry’ego Fink i Susan Wagner – cała trójka chlubiąca się swoim żydowskim pochodzeniem – wraz z innymi o prawidłowych korzeniach: Barbarę Novick, Bena Golub, Hugh Frater i Ralph Schlosstein.

Larry Fink z osobistym majątkiem w wysokości 1 miliarda dolarów, klasyfikowany jest według magazynu Forbes dopiero na 2674 miejscu najbogatszych ludzi na świecie (ranking z 2021 roku), lecz na 28 miejscu pod względem „najbardziej wpływowych ludzi na świecie” (stan na rok 2018, kiedy to chiński przywódca Xi Jinping otwierał tę listę, a Putin był na drugim miejscu).

Dla ciekawości można dodać, że bogactwo pierwszej dziesiątki najbogatszych ludzi na świecie (Bezos, Musk, Arnault, Gates, Zuckerberg, Buffet, Ellison, Page, Brin, Ambani) wynosi 1,2 biliona dolarów (stan na 2021 r. – wg długiej notacji), czyli dwa razy więcej niż PKB Polski.

Na początku lat 1990, kiedy świat wyszedł z zimnej wojny, Rosja została przyjęta do globalnego systemu finansowego i uzyskała dostęp do światowych rynków kapitałowych” – pisze Fink w liście do akcjonariuszy, co spowodowało, że „Ekspansja globalizacji przyspieszyła handel międzynarodowy, rozwinęła globalne rynki kapitałowe i zwiększyła wzrost gospodarczy.

Jak tenże „rozwój rynków kapitałowych” oraz „wzrost gospodarczy” wpłynął na wzrost zamożności społeczeństw, każdy wie najlepiej i nawet nie potrzeba uciekać się do statystyk. Ekspansja globalizmu sprzyjała bowiem najbogatszym, którzy przez trzy dekady doprowadzili do ruiny wiele państwa (np. posowieckiej Rosji oraz Ukrainy) i przyczyniła się do konsolidacji własności i władzy oraz do pauperyzacji i zwiększonego nadzoru nad społeczeństwami.

Jednak akcja militarna Rosji, według Finka, nie tylko zagroziła procesowi globalizacji – czytaj bezkarnego brutalnego wyzyskiwania biedniejszych – ale go całkowicie przerwała. Według słów Finka, przystępujemy teraz do procesu deglobalizacji.

W długim liście do akcjonariuszy, Fink pisze „Aby im służyć [klientom firmy BlackRock], staramy się zrozumieć, w jaki sposób zmiany zachodzące na świecie wpłyną na ich wyniki inwestycyjne. BlackRock jest w stanie świadczyć usługi dla naszych klientów w tych niestabilnych okresach dzięki temu, że kładziemy nacisk na odporność. Zbudowaliśmy zarówno platformę inwestycyjną, jak i strategię biznesową, które są odporne na niepewność. Odporność to coś więcej niż tylko odporność na nagłe wstrząsy na rynkach – oznacza ona również zrozumienie i uwzględnienie długoterminowych zmian strukturalnych, w tym tego, co deglobalizacja, inflacja i transformacja energetyczna oznaczają dla spółek, wycen i portfeli naszych klientów.

Jak wynika z analiz osób uważnie obserwujących wydarzenia światowe, po rosyjskiej interwecji na Ukrainie świat przechodzi do polaryzacji i wytworzenia się dwu- lub więcej-biegunowego systemu finansowego i gospodarczego. Wpłynie to niekorzystnie na zyski największych i najbogatszych, przynajmniej chwilowo, po czy zrekompensują oni swoje straty poprzez zwielokrotnione wyzyskiwanie społeczeństw, nad którymi mają kontrolę.

Nie wątpimy, że przerwanie obecnego procesu globalizacji prowadzonego przez najciemniejsze siły na tzw. Zachodzie, będzie korzystne dla całej ludzkości.


Do powyższego dodajemy najnowszą informację (26 marca 2022 r.) z serwisu Bloomberg:

 

Odnotowano największy spadek poziomu życia w historii Wielkiej Brytanii

Wielka Brytania doświadcza największego spadku poziomu życia, jaki kiedykolwiek odnotowano. Ponad milionowi ludzi grozi popadnięcie w ubóstwo. 1,3 mln osób w Wielkiej Brytanii, w tym 500 tysięcy dzieci, wkrótce popadnie w ubóstwo, częściowo w wyniku ostatnich decyzji gospodarczych podjętych przez kanclerza skarbu Rishiego Sunaka – głosi raport.

Wiele publikacji przewiduje, że Brytyjczycy wkrótce staną w obliczu najgorszego pogorszenia standardu życia, jaki kiedykolwiek odnotowano. […]

Ponadto, Wielka Brytania doświadcza największej inflacji od 30 lat. Rząd zamierza podwyższyć podatki – dodaje Bloomberg.

I to by było na tyle jeśli chodzi o wspomnianą wyżej przez szefa BlackRock, Larry Flinka globalizację, tak bardzo chwaloną, wspieraną i wcielaną w życie. Powtórzmy raz jeszcze: globalizacja służy zwiększeniu zysków najbogatszych i doprowadza do zubożenia wszystkich społeczeństw.

Akcja militarna Władimira Putina, wraz z innymi konsekwencjami, przerwała ten patologiczny proces.

Ukraina – wojna cywilizacji – Prof. Anna Raźny

 Zyskujące ostatnio rozgłos przesłanie  arcybiskupa Carlo Vigano – byłego nuncjusza papieskiego w USA – w sprawie toczącej się na Ukrainie wojny zawiera wiele ważnych wątków nie tylko geopolitycznych, ekonomicznych, gospodarczych, ale również cywilizacyjnych [i].

Pomijając fakt, iż niektóre konserwatywne środowiska katolickie określają poglądy tego hierarchy mianem kontrowersyjnych, należy zwrócić uwagę na ostatnie z wymienionych wątków, jakie porusza w swej wykładni wojny na Ukrainie – jej wymiar cywilizacyjny. Podobnie jak wszystkie pozostałe jest on ukierunkowany na krytykę NWO (Nowy Porządek Światowy), kontrolowanego przez elity tzw. kolektywnego Zachodu, któremu użyczyły swej marki Stany Zjednoczone. Wątek cywilizacyjny – choć jedynie symbolicznie zarysowany w przesłaniu – ma decydujące znaczenie.

Vigano wskazuje na Rosję jako jedyny realnie działający na arenie międzynarodowej podmiot polityczny, który jest w stanie sprzeciwić się realizacji NWO na poziomie religijnym i eschatologiczno-metafizycznym. Vigano uważa, że w swym sprzeciwie Rosja urzeczywistnia rolę Moskwy Trzeciego Rzymu jako katechona. Staje się eschatologiczną przeszkody dla NWO, gdyż nie uległa narzucanym światu przez Zachód ateistycznym ideologiom – genderyzmu, ekologizmu, transhumanizmu. Dlatego nie tylko może, ale powinna odbudować wielkość cywilizacji chrześcijańskiej. To jest jej dziejowa misja. Od zakończonej pokojem wojny na Ukrainie winien zacząć się zwycięski pochód tej cywilizacji.

Spojrzenie na ukraińską przestrzeń wojenną z punktu widzenia C . Vigano wymaga odniesienia do takiej teorii chrześcijańskiej cywilizacji, która wskaże na fundamentalne dla tej cywilizacji wartości. Jednocześnie wskaże je jako te, które wniosły w dzieje ludzkości perspektywę harmonijnego rozwoju duchowego, moralnego, kulturowo-cywilizacyjnego, a co za tym idzie – społecznego i gospodarczego. NWO nie tylko je unieważnia, ale również unicestwia w każdej sferze życia ludzkiego. W tej kwestii nie każde krytyczne ujęcie Zachodu daje możliwość wniknięcia w istotę lansowanej przez jego liderów cywilizacji. Przykładem tego jest negatywna ocena Zachodu i Stanów Zjednoczonych w roli hegemona krajów bogatej Północy – przedstawiona przez Immanuela Wallersteina.

Ocena ta ma bowiem neomarksistowskie ukierunkowanie, pomijające w cywilizacji NWO dwa najważniejsze wymiary: antropologiczny i ściśle z nim związany aksjologiczny. Te właśnie wymiary pozwalają uchwycić antynomiczny charakter nowej cywilizacji Zachodu wobec cywilizacji chrześcijańskiej, która była szczytowym osiągnięciem jego rozwoju. Najtrafniejszą interpretację tej antynomii podsuwa koncepcja Feliksa Konecznego, odwołująca się bezpośrednio do  wartości duchowych i moralnych oraz nieodłącznych od nich wartości kulturowych jako kryteriów antropologicznej oceny danej cywilizacji. Jego tzw. quincunx cywilizacyjny wskazuje na pięć wartości, „kategorii bytu społecznego” – prawdę, dobro, piękno, zdrowie i dobrobyt – dzięki którym cywilizacja gwarantuje każdej osobie ludzkiej i każdemu społeczeństwu harmonijny rozwój.

Pięciomian Konecznego wskazał na cywilizację łacińską/chrześcijańską jako sukces dziejowy Zachodu. Według tego pięciomianu Rosja wprawdzie ukształtowała się na gruncie tradycji bizantyńskiej, wnosi jednak do uniwersum chrześcijańskiego elementy turańskie. Niestety, Koneczny nie uwzględnił tu faktu, iż „turan” – nade wszystko jego gromadnościowy element – nie wyrugował z quincunxa wartości duchowych i moralnych, wspólnych chrześcijaństwu zachodniemu i wschodniemu: prawdy, dobra, piękna. Co więcej, triumfalny powrót Rosji do chrześcijaństwa po upadku komunizmu dokonał się w czasie, gdy Zachód odciął się od tych wartości i zanegował cywilizacyjne znaczenie łacińskiego Rzymu. Jego rolę w sposób naturalny przejęła Moskwa jako Trzeci Rzym.

Trudno odmówić arcybiskupowi Vigano uzasadnienia roli Trzeciego Rzymu jako katechona w sytuacji, gdy Kościół katolicki i obecny jego papież skapitulowali przed antychrześcijańskimi ideologiami nowej cywilizacji Zachodu. Ostatnim widomym znakiem tego jest nie tylko zaangażowanie w propagandę pandemiczną i przymus szczepień, ale również trwające synody kościołów krajowych, poświęcone otwarciu na genderyzm pod hasłem wyeksponowania „dobra, które rodzi się w jednopłciowych związkach partnerskich”. Powstrzymywanie się od nazwanie takich związków na gruncie religii mianem grzesznych jest miarą odejścia kościoła katolickiego od Ewangelii. Tocząca się na Ukrainie wojna jest wojną nowej cywilizacji Zachodu – instalowanej w tym kraju od zwycięstwa euromajdanu w 2014 roku – z chrześcijańską, którą reprezentuje Moskwa. Widoczny już teraz podział Ukrainy będzie podziałem nade wszystko cywilizacyjnym. Wyznaczą go granice wpływu Patriarchatu Moskiewskiego.

Dla tego kierunku rozwoju wydarzeń na Ukrainie konieczne jest uwzględnienie kontekstu historycznego. Gdy Samuel Huntington pisał na początku lat 90. swoją książkę o zderzeniu cywilizacji, brał pod uwagę wszystkie najważniejsze okoliczności zmieniającego się globalnego porządku – nie tylko politycznego, ale również cywilizacyjnego. Ten drugi miał według niego wyrażać istotę nowej ery – globalną westernizację w amerykańskim wydaniu. Założeniem westernizacji było jednowymiarowe ukształtowanie cywilizacyjne świata, nadzorowane przez jego hegemona – Stany Zjednoczone. One dały mu swoją markę i kontrolowały wypełnianie treścią symbolicznego skrótu nowej epoki – NWO. To właśnie sygnalizuje sam tytuł książki Huntingtona: „Zderzenie cywilizacji  i nowy kształt ładu światowego”. Ład ten od początku oznaczał jednakowe i ostateczne dla wszystkich społeczeństw ukształtowanie cywilizacyjne, które autor książki nazwał cywilizacją uniwersalną. Jej atrybutami aksjologicznymi miały być idee: demokracji i praw człowieka. W sferze gospodarki oraz finansów – wolny rynek i globalny system finansowy oparty na dominacji dolara jako waluty światowej.

Huntington zakładał – co stało się faktem – że cywilizacja uniwersalna  będzie się kształtować na gruncie dominujących na Zachodzie doktryn postzimnowojennych i towarzyszących im nowych trendów kulturowych. Uważał, że  dla tych ostatnich najtrafniejsze jest określenie „kultura Davos”. Pisał otwartym tekstem, że: „Ludzie z Davos sprawują kontrolę nad wszystkimi instytucjami międzynarodowymi, rządzą w wielu państwach, kontrolują przeważającą część zasobów gospodarczych i militarnych” [ii]. Twierdził, że wsparcie znajdą w  upowszechnianych w całym świecie zachodnich wzorcach konsumpcji i kultury masowej. Przedstawiony przez Huntingtona projekt cywilizacji uniwersalnej jest nieustannie uzupełniany przez „ludzi z Davos” treściami tworzonych dla jej celów ideologii: genderyzmu, ekologizmu, transhumanizmu. Wszystkie te ideologie rugują z przestrzeni życia ludzkiego wartości duchowe i religijne, wszystkie narzucają dyktaturę relatywizmu w sferze moralności, wszystkie są antychrześcijańskie.

Trzydzieści lat temu koncepcje Huntingtona miały w dużej mierze znamiona utopijnych. Jednakże już w latach 90. nabrały realnych kształtów, gdy idei cywilizacji uniwersalnej zaczęła towarzyszyć idea bezpieczeństwa świata zachodniego, wyznaczająca NATO rolę jego gwaranta. Ten nowy element NWO wyeksponowała tzw. doktryna Paula Wolfowitza, dająca USA jako liderowi NATO wyjątkowe prerogatywy: prowadzenie jednostronnej polityki zagranicznej z legitymizowaniem w jej ramach wojny prewencyjnej, czego przykładem była inwazja na Afganistan (2001), a następnie na Irak (2003). NATO sprawdziło się w nich jako gwarant „bezpieczeństwa” głównych podmiotów kształtujących NWO. Stało się normą, iż wątek tego sojuszu towarzyszy różnym konfliktom cywilizacyjnym między Zachodem i światem islamu. W konfliktach tych testowana jest osławiona jedność i solidarność członków „wspólnoty transatlantyckiej”, pozwalająca mówić o granicach NATO czy wręcz – jak w przypadku wojny na Ukrainie – o terytorium NATO.

Niedawno do cywilizacyjnego wymiaru NWO dołożył nowe koncepcje Klaus Schwab – animator „:Davos”, założyciel Światowego Forum Ekonomicznego, przypisanego temu miastu. Jego idee „wielkiego resetu” oraz „czwartej rewolucji przemysłowej” wprowadzają do cywilizacyjnego wymiaru NWO program antropologiczno-społeczny, którego celem jest nowy człowiek – transhumanistyczny – oraz nowe społeczeństwo światowe – zdepopulowane, zarządzane przez „graczy niepaństwowych” – czyli globalne korporacje – pozbawione tożsamości narodowej, kulturowej, religijnej.

Koncepcja nowego, ulepszonego człowieka dzięki inżynierii genetycznej oraz rewolucji internetu rzeczy i stworzeniu internetu ciał ujawnia nieludzki charakter propagowanej przez ludzi z Davos nowej antropologii.  Leninowska koncepcja homo sovieticusa nabrała przy niej charakteru przedszkolnej igraszki antropologicznej. Co można przeciwstawić koncepcjom Schwaba?  Chrześcijańską filozofię człowieka i chrześcijańskie wartości. ich depozytariuszem jest obecnie Trzeci Rzym, który – jak podkreśla  arcybiskup Vigano – ma duchową moc konieczną do zwycięstwa w starciu z siłami NWO. Dlatego stał się ich głównym wrogiem, skazanym na unicestwienie. Dlatego – twierdzi hierarcha – został sprowokowany do agresji na Ukrainę. Ale również dlatego jest zobowiązany zaprowadzić pokój i – zgodnie z jego chrześcijańską koncepcją – wymierzyć sprawiedliwość.

Wojna cywilizacji na Bliskim Wschodzie czy w Afganistanie miała przewidywalny charakter – była wojną zachodniego pierwowzoru cywilizacji uniwersalnej z cywilizacją islamu. Obecna wojna na Ukrainie ma głębszy wymiar – jest walką o globalny rząd dusz, do którego rości sobie prawo Zachód kierowany przez USA. Takie bowiem znaczenie  ma wojna cywilizacji NWO z cywilizacją chrześcijańską reprezentowaną przez Trzeci Rzym. Niezależnie więc od tego, jaki będzie finał tej wojny w wymiarze geopolitycznym i ekonomiczno-gospodarczym, granice tych dwóch cywilizacji zostały już jasno określone. Cywilizacja uniwersalna „ludzi z Davos” obejmować będzie „terytorium NATO” i sferę jego wpływów. Granice cywilizacji chrześcijańskiej wyznaczać będą wpływy Patriarchatu Moskiewskiego.

Prof. Anna Raźny

[i] https://www.nacjonalista.pl/2022/03/12/abp-carlo-maria-vigano-wojna-na ukrainie-pułapka-globalistów/

ii S. Hungtington, „Zderzenie cywilizacji”, tłum. H. Jankowska, Warszawa 2008, s,. 79.

Źródło: Myśl Polska, nr 15-16 (10-17.04.2022)

 

Za: Myśl Polska (14-04-2022) | https://myslpolska.info/2022/04/13/ukraina-wojna-cywilizacji-i/

 

Welcome to the United SOVIET of America!

Wydumana przez prof. Zbigniewa Brzezińskiego i innych neokonserwatystów konwergencja amerykańskiego wydania kapitalizmu z sowieckim rajem, zaczyna spełniać się coraz żwawiej w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych.

Jest to co prawda proces nieco opóźniony w rozwoju czasowym, lecz nie jest opóźniony w rozwoju witalnym, gdyż te największe nonsensy z sowieckiego wydania świetlanego ustroju są adaptowane z nowym impetem w nowej odsłonie sowietu – Związku Socjalistycznych Republik Amerykańskich.

W wyniku prowadzenia od dwóch lat różnorodnych restrykcji w ramach tzw. walki z tzw. pandemią, oraz związanego z tym masowego wyszczepiania społeczeństwa, brakuje rąk do pracy, brakuje towaru, brakuje możliwości jego rozprowadzania i w pięknych Stanach Zjednoczonych zaczyna brakować wszystkiego, a to co jeszcze jest zaczyna osiągąć niebotyczne ceny bądź podlegać racjonowaniu.

W przeciętnych sklepach puste półki przestają szokować i ludzie szybko przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości, która wszak została obiecana w ramach Nowego Porządku, Nowego Ładu, czy jakkolwiek tam politycy nie nazwali systemu, który ma zubożyć społeczeństwa, zmusić do subordynacji, by posłusznie wykonywać to co w danej chwili mędrcy uważają za „dobre dla  motłochu”.

Oto w stolicy dumnych Stanów Zjednoczonych, rządzonej przez czarnoskórą komunistkę Mariel Bowser, Departament Bezpieczeństwa Dystryktu Kolumbia (DC Homeland Security & Emergency Managment) wydał apel do mieszkańców, aby przy zakupach powstrzymywali się przed nadmiernym apetytem. „Only take what you need” – weź (kup) tylko tyle ile potrzebujesz, wzywa burmistrz Waszyngtonu.

Pod plakatem „Departament Bezpieczeństwa” wyjaśnia: „Może zauważyłeś puste półki w niektórych sklepach, za przyczyną krajowego problemu z zaopatrzeniem, ale nie ma potrzeby abyś kupował więcej niż normalnie. Prosimy, kupuj tylko tyle ile potrzebujesz i zostaw nieco dla innych!” (Wykrzyknik w oryginale.)

Komentarze pod tym apelem nie pozostawiają złudzeń jak postrzega to – nawet to zaszczepione, lecz lekko budzące się – społeczeństwo. Wszystkie wpisy mówią jednym tonem:

„Komunizm nadchodzi”, „Dozwolone pozostają jedynie nieścigane plądrowanie sklepów”, „Czy apel ten odnosi się też do złodziei plądrujących sklepy?”, „Nie zapomnijcie przy racjonowaniu wydać kuponów żywnościowych”, „Co? A ja słyszałem jak Biden mówił, że nie ma żadnych braków w dostawach”, „Wyobraź sobie, że w czasie ‚najlepszego Prezydenta’ mamy racjonowanie żywności…”, „Ale czyż Prezydent nie powiedział, że braki w dostawach to jest mit?”, „Mój przyjaciel z Wietnamu powiedział mi, że w latach 1980 używano właśnie takiej samej propagandy w czasie racjonowania żywności i głodu”, „Czy to jest jakaś strona prowadzona przez komików?”, „Lets Go Brandon!” [Jak ktoś nie wie co to znaczy niech sobie poszuka…], „Witamy w Wenezueli!”, „To co otrzymujemy gdy głosujesz na Demokratów” [To tylko częściowa prawda…], „Przeczytałem ten apel i celowo wykupiłem więcej”.

 

Oczywiście te trendy zaopatrzeniowe będą ewoluowały, i raz będzie nieco lepiej, raz dużo gorzej, ale świadczy to o zapaści systemu gospodarczego i o możliwościach oraz być może koniecznościach odgórnego sterowania „podażą”. Tak jak w Kraju Rad, priorytetowo niezbędny będzie jedynie sektor militarny, a reszta będzie się biła o papier toaletowy, zaś specjaliści będą poszukiwali „dreblinek” (vide Nie lubię poniedziałku).

 

Kartka żywnościowa z czasów PRL-u

Pic source: wikipedia

 

Kilka zdjęć ze sklepu należącego do jednej z większych sieci, w okolicy Waszyngtonu, w styczniu 2021 r.

Pics source: bibula.com

 

Oprac. www.bibula.com

Bergoglio – w tajemnicy – dwukrotnie, spotkał się z dyrektorem generalnym firmy Pfizer

The Register dowiedział się, że papież Franciszek – prywatnie – odbył nieujawnione spotkania z dyrektorem generalnym firmy Pfizer w zeszłym roku, w związku z pytaniami dotyczącymi skuteczności szczepionek, które są obecnie obowiązkowe dla wszystkich pracowników i gości Watykanu.

Według źródeł watykańskich, Ojciec Święty dwukrotnie spotkał się w Watykanie z dyrektorem generalnym firmy Pfizer, Albertem Bourlą, choć dokładne szczegóły nie są znane.

W przeciwieństwie do większości prywatnych audiencji papieskich, spotkania te nie zostały ogłoszone przez Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej, które nie odpowiedziało na wielokrotne prośby o potwierdzenie spotkań.

Rzecznik Pfizera powiedział: “Nie możemy potwierdzić ani zaprzeczyć, ponieważ zgodnie z naszą polityką, ruchy naszych dyrektorów są uważane za poufne.”

Watykan był jednym z pierwszych podmiotów, który podał szczepionki, podpisawszy pod koniec roku 2020 umowę z firmą Pfizer na wyłączne oferowanie swoim pracownikom produktu farmaceutycznego Pfizer-BioNTech. Pierwsze szczepienia rozpoczęto na początku roku 2021.

Gorący zwolennik szczepionki w świetle tego, co postrzega jako “kontynuację i pogorszenie obecnego stanu zagrożenia zdrowia”, Watykan wprowadził obowiązek szczepienia Pfizer dla wszystkich pracowników i gości od 23 grudnia. (…)
>https://www.ncregister.com/blog/pfizer-and-the-vatican

https://babylonianempire.wordpress.com

Abdykacja Benedykta XVI i narodziny „chrislamu”. Nowa teoria spiskowa?

 

Pamiątkowa tablica na katedrze w Kolonii upamiętniająca Światowe Dni Młodzieży. Papież Jan Paweł II i Papież Benedykt XVIPamiątkowa tablica na katedrze w Kolonii upamiętniająca Światowe Dni Młodzieży. Papież Jan Paweł II i Papież Benedykt XVI – Shutterstock.
  • Teolog twierdzi, że tajemnicza grupa w Watykanie dąży do stworzenia nowej religii – chrislamu
  • Benedykt XVI za bardzo sprzeciwiał się chrislamowi i został zmuszony do abdykacji
  • Wkrótce Msza św. ulegnie radykalnym zmianom, chrześcijanie będą wsłuchiwać się w Pismo Święte i Koran
  • W 2022 r. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich powstanie tajemniczy kompleks świątynny inaugurujący nową religię 

Wśród watykanistów zajmujących się badaniem przyczyn abdykacji Benedykta XVI pojawiła się ostatnio jedna szczególnie zaskakująca hipoteza. Jej autorem jest teolog Hieronim Nox – autor książki Chrislam. Nowa religia papieża Franciszka. Rewelacje, które przedstawia w książce, są szokujące. Autor twierdzi, że w Watykanie istnieje wpływowa grupa hierarchów, którzy dążą do połączenia chrześcijaństwa z islamem i stworzenia nowej religii – chrislamu. Rezygnacja Benedykta XVI nie była spowodowana wiekiem czy chorobą, ale naciskami kardynałów i polityków, którzy chcą przyspieszyć proces wprowadzania nowej religii. Niemiecki papież był — i wciąż jest — największą przeszkodą na drodze do inauguracji chrislamu. Papież Franciszek jest zaś wielkim apostołem tej zaskakującej inicjatywy. Tak przynajmniej twierdzi autor wstrząsającej książki.

Chrześcijaństwo w stanie rozkładu

Punktem wyjścia dla swoich rozważań autor czyni stan chrześcijaństwa w Europie. Stwierdza, że jest to religia umierająca, od której odwraca się coraz więcej mieszkańców Starego Kontynentu. Chrislam ma być zaś nową szansą dla Kościoła i Europy – sposobem na przyciągnięcie do religii nowych, szczególnie młodych, wyznawców. Czołowym argumentem za tym, że chrześcijaństwo w Europie się kończy, jest nie tylko fakt, że z roku na rok coraz więcej osób dokonuje apostazji, ale przede wszystkim to, że ci, którzy pozostają osobami wierzącymi, nie traktują już poważnie prawd wiary.

Papież Benedykt XVIPapież Benedykt XVI – Shutterstock

Najważniejszy dogmat chrześcijański – Trójca Święta – jest obecnie w najlepszym wypadku ignorowany przez duchownych i wiernych. Nikt już nie stara się zgłębić tajemnicy Boga w trzech osobach. „Chyba jeszcze nigdy żaden kaznodzieja nie umiał w stu procentach wytłumaczyć katolikom, i to nie tylko niewykształconym, ale także tym doskonale znającym katechizm, tajemnicy Boga w trzech osobach. Kościół w zasadzie zrezygnował z podtrzymywania prawdy o Trójcy Świętej, zajęty jest dzisiaj innymi problemami.” – pisze autor.

Na tle skomplikowanej teologii chrześcijańskiej, nauka islamu jawi się jako klarowna i logiczna. Nie znajdziemy tam zawiłych traktatów teologicznych o naturze Boga. Jest to jeden z powodów, tego, że na islam przechodzi coraz więcej Europejczyków. Pociąga ich prostota tej religii. Dlatego – zdaniem Noxa – Franciszek i liberalni teologowie postanowili odchudzić katolicką teologię, usuwając z niej wszystko to, co dla dzisiejszego człowieka jest niezrozumiałe i zbędne – między innymi dogmat o Trójcy Świętej. Ale nie tylko to. Na śmietnik historii idzie całe bogactwo liturgiczne Kościoła. Nabożeństwa mają być uproszczone, pozbawione przedsoborowego splendoru, a z czasem dostosowane do liturgii muzułmańskiej

Ratzinger w krawacie

Przyczyną niespodziewanego zejścia Benedykta XVI z Tronu Piotrowego w 2013 r. było to, że nie pasował on do nowej wizji religii. Nie godził się na daleko idący dialog międzyreligijny ze światem islamu, który przeradzał się w integrację obu religii. Mówiąc wprost: za bardzo sprzeciwiał się chrislamowi i został zmuszony do abdykacji.

Benedykt XVI był ostatnim przedstawicielem starego papiestwa. Autor nazywa go „papieżem pomiędzy czasami”. Kościół i papiestwo po abdykacji Benedykta XVI nie będzie już takie samo. Zdaniem Noxa na naszych oczach umiera tradycyjny katolicyzm i rodzi się nowa religia na nowe czasy, w których – jeśli ludzkość chce przetrwać – różnice religijne i narodowe muszą zniknąć. Im większe zbliżenie między religiami (a najlepiej jak najgłębsze łączenie religii), tym mniejsza szansa na wojny religijne i konflikty między cywilizacjami, które w dzisiejszym świecie mogą się zakończyć zagładą ludzkości.

Papież Benedykt XVIPapież Benedykt XVI – Shutterstock

Chrislam ma być w tym ujęciu szansą dla świata. Benedykt tego nie rozumiał, Franciszek jest zaś apostołem nowej religii. Niemiecki papież bał się śmierci katolicyzmu, papież z Argentyny w obumieraniu starych form katolicyzmu widzi natomiast szansę. Czy Benedykt XVI został w jakiś konkretny sposób zmuszony do odejścia? Czy był szantażowany? Czy może grożono mu śmiercią? Autor sugeruje różne wersje, ale nie podaje konkretnych dowodów.

Ciekawą częścią książki jest przedstawienie Ratzingera jako człowieka o skomplikowanej osobowości. Patrząc na Benedykta XVI, najczęściej widzimy konserwatystę, o którym niegdyś mówiono „pancerny kardynał”. Tymczasem życie Ratzingera było o wiele bardziej skomplikowane. W młodości był on naczelnym liberałem! Jego najlepszym przyjacielem był ks. Hans Küng – teolog, którego Jan Paweł II potępił, ponieważ podważał dogmaty i apelował o zbliżenie z pozostałymi religiami, w tym z islamem. W czasie Soboru Watykańskiego II Ratzinger stał za najważniejszymi postępowymi zmianami w Kościele. Wyrazem sprzeciwu wobec tradycyjnej teologii był to, że młody ksiądz Ratzinger nie chodził w sutannie, ale demonstracyjnie nosił garnitur, a także – co było skandalem – nie zakładał koloratki, ale krawat.

Dlaczego Ratzinger przeobraził się z liberała w konserwatystę? Zdaniem Noxa przeraził się rewolucji, której był jednym z przywódców. „Drastyczny spadek wiernych, zamykanie seminariów duchownych, likwidacja parafii, sprzedawanie niepotrzebnych kościołów — mówiąc wprost, umieranie Kościoła. To wszystko (…) miało być efektem soborowych przewrotów teologa z Bawarii” – pisze autor.

Koran na Mszy świętej

Projekt nowego odłamu chrześcijaństwa to z pewnością szokująca informacja dla przeciętnych chrześcijan chodzących regularnie do kościoła. Watykan boi się, że zbyt szybkie wprowadzenie chrislamu, może spowodować nowy rozłam w Kościele. Dlatego musi to być proces powolny. Obowiązuje taktyka, po pierwsze, „odcinania starych i zepsutych plastrów katolicyzmu”, po drugie, stopniowego zacierania różnic między religiami i przemycania do chrześcijaństwa muzułmańskich prawd wiary.

Jak zdaniem autora za kilkanaście lat będzie wyglądał Kościół? Nie będzie to już religia czcząca Jezusa jako Boga. Główny dogmat chrześcijański zostanie porzucony na rzecz wiary w to, że Jezus był tylko i wyłącznie wielkim prorokiem – takim, jak go przedstawia islam. Wiele elementów chrześcijańskiej liturgii przetrwa w zmienionej formie, dostosowanej do wrażliwości islamskiej. Na Mszy św. będziemy mogli usłyszeć zarówno Pismo Święte, jak i Koran. Według Hieronima Noxa papiestwo przetrwa tylko w bardzo okrojonej wersji. Papież nie będzie już „zastępcą Chrystusa na ziemi”, lecz chrześcijańsko-muzułmańskim liderem, którego zadaniem będzie przekazywanie w równym stopniu orędzia Chrystusa, jak i nauki Mahometa.

Czy tradycyjni katolicy przetrwają? „Zachowają się oczywiście wyspy tradycyjnego katolicyzmu, o których pisał zresztą Ratzinger w proroczym Raporcie o stanie wiary. Katolicyzm przetrwa w niewielkich grupach i, kto wie, może jeszcze kiedyś się odrodzi i stanie się religią dominującą.” – twierdzi Nox. Usunięcie tradycyjnego chrześcijaństwa zdaniem autora ocali świat przed wojnami religijnymi. To główne przesłanie książki. Teolog przedstawia świat jako beczkę prochu, na której stoi papież i imam. Obaj trzymają w dłoniach pochodnie. Ani papież, ani imam nie mogą nimi wymachiwać, nie mogą nimi straszyć drugiej strony, nie mogą próbować ich sobie wzajemnie wyrywać. Muszą je zgodnie w tym samym czasie zgasić. „Znieść różnice, a wywyższyć podobieństwa” – argumentuje.

Chrislam to spisek masonów?

Sporo miejsca w książce autor poświęca tajnym stowarzyszeniom, które różnymi kanałami wpływają na losy Kościoła. Pisze o masonach, którzy dążą do tego, żeby na świecie panował pokój, dlatego promują ideę chrislamu, gdyż zacieranie różnic religijnych to gwarancja pokoju. Pisze o politykach takich jak Barack Obama, Tony Blair czy Angela Merkel, którzy mają współpracować z Watykanem w dziele propagowania chrislamu. Pisze wreszcie o sekretnych grupach działających w Kościele, o kardynałach, biskupach i wpływowych teologach, którzy przemycają chrislam do liturgii, kazań, uczelni katolickich i mediów religijnych.

Papież Benedykt XVIPapież Benedykt XVI – Shutterstock

Jak koncepcję chrislamu oceniają eksperci? Ks. Krzysztof Kaucha z Katedry Chrystologii i Eklezjologii Fundamentalnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ocenia go krytycznie, argumentując, że religii nie krzyżuje się jak rośliny czy zwierzęta. Obie religie zbyt dużo dzieli, dlatego czymś niemożliwym jest stworzyć z nich jedną, logiczną i trwałą całość. „Nie jest niemożliwe, że pomysł chrislamu zrodził się przy biurkach tych urzędników europejskich, którzy kompletnie nie rozumieją religii, lecz na  głębokim zbliżeniu Kościoła z islamem. Czy katolicyzmowi, a za nim całemu chrześcijaństwu, grozi zmieszanie się z innymi religiami? „Zdecydowanie tak” – uważa dziennikarz. Czy papież Franciszek celowo dąży do takiego stanu rzeczy? „Tutaj wchodzimy w przestrzeń spiskowych teorii” – podkreśla Kubicki, ale jednocześnie zaznacza, że papież Franciszek zbyt ryzykownie ukazuje „wszystkie religie jako równoważne drogi do zbawienia”. To może się skończyć powstaniem jednej wspólnej religii dla chrześcijan, żydów i muzułmanów. Zwłaszcza że już w 2022 r. w Zjednoczonych Emiratach Arabskich powstanie Dom Rodziny Abrahamowej – kompleks świątynny, w którym wspólnie będą się modlić przedstawiciele trzech religii monoteistycznych. Czy będzie to oficjalna inauguracja chrislamu?

Marcin Gonera
Dziennikarz Onet

 

„To, co Bóg dał Kościołowi, zwycięży, a to, co do tego dodaje człowiek, marnie się kruszy” – arcybiskup Viganò o „pontyfikacie” Bergoglio

 

 Vos estis qui justificatis vos coram hominibus:

Deus autem novit corda vestra:
quia quod hominibus altum est,
abominatio est ante Deum.

Powiedział więc do nich: «To wy właśnie wobec ludzi udajecie sprawiedliwych, ale Bóg zna wasze serca. To bowiem, co za wielkie uchodzi między ludźmi, obrzydliwością jest w oczach Bożych.» (Łk 16:15)

 

Czytając Responsa ad Dubia, opublikowane niedawno przez Kongregację Kultu Bożego, zastanawiamy się, jak nisko musiała upaść Kuria Rzymska, aby z takim serwilizmem wspierać Bergoglio w okrutnej i bezwzględnej wojnie przeciwko najbardziej uległej i wiernej części Kościoła. Nigdy, w ostatnich dziesięcioleciach tego tak bardzo poważnego kryzysu w Kościele, władza kościelna nie okazała się tak zdecydowana i surowa. Nie czyniła tego w stosunku do heretyckich teologów, którzy zarażają papieskie uniwersytety i seminaria; nie czyniła tego w stosunku do cudzołożących księży i hierarchów; nie czyniła tego, przykładnie karząc uwikłanych w skandale biskupów i kardynałów. Jedynie wobec wiernych, księży i zakonników,  proszących tylko o możliwość odprawiania Mszy Świętej  trydenckiej, nie ma litości, nie ma miłosierdzia, nie ma inkluzywności. Fratelli tutti?

Nigdy wcześniej, jak dopiero za tego „pontyfikatu”, nadużycia władzy kościelnej nie były tak bardzo odczuwalne. Nawet wtedy, gdy Paweł VI poświęcił dwa tysiące lat lex orandi na ołtarzu Vaticanum II, narzucając Kościołowi obrządek równie wieloznaczny, co obłudny. To narzucenie, które obejmowało zakaz odprawiania Mszy w starożytnym rycie i prześladowanie dysydentów, miało przynajmniej alibi w postaci iluzji, że ta zmiana być może poprawi szanse katolicyzmu w obliczu coraz bardziej zsekularyzowanego świata.

Dzisiaj, po pięćdziesięciu latach straszliwych klęsk i czternastu latach Summorum Pontificum, to marne uzasadnienie nie tylko nie ma już racji bytu, ale upada w konfrontacji z faktami. Wszystkie nowości, które przyniósł Sobór okazały się szkodliwe. Opustoszały kościoły, seminaria i klasztory; zniszczono powołania kapłańskie i zakonne; pozbawiono katolików wszelkich duchowych, kulturalnych i obywatelskich bodźców. Upokorzono Kościół Chrystusowy i zepchnięto Go na margines społeczeństwa, czyniąc go żałosnym w jego niezdarnych próbach przypodobania się światu. I odwrotnie, odkąd Benedykt XVI próbował uzdrowić ten vulnus (ranę), uznając pełne prawa dla tradycyjnej liturgii, wspólnoty związane z Mszą św. Piusa V pomnożyły się, seminaria instytutów Ecclesia Dei rozrosły się, wzrosła liczba powołań, zwiększyła się częstotliwość uczestnictwa wiernych, a życie duchowe wielu młodych ludzi i wielu rodzin znalazło nieoczekiwany impuls.

Jaką naukę należało wyciągnąć z tego „doświadczenia Tradycji”, na które powoływał się także Abp Marcel Lefebvre? Najbardziej oczywista i zarazem najprostsza: . Dusza nie zaślepiona ideologicznym szałem przyznałaby się do popełnionego błędu, starając się naprawić szkody i odbudować to, co w międzyczasie zostało zniszczone, przywrócić to, co zostało porzucone. Ale to wymaga pokory, nadprzyrodzonego spojrzenia i ufności w opatrznościową interwencję Boga. Wymaga to również świadomości ze strony pasterzy, że są oni szafarzami dóbr Pańskich, a nie ich panami. Nie mają prawa do prywatyzowania tych dóbr, ukrywania ich ani zastępowania własnymi wynalazkami. Muszą ograniczyć się do strzeżenia ich i udostępniania wiernym, sine glossa (bez dodatków), wraz z ciągłą myślą, że będą musieli odpowiadać przed Bogiem za każdą owcę i każde jagnię z Jego stada. Apostoł napomina: „Hic iam quæritur inter dispensatóres, ut fidélis quis inveniátur” – A od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny. (1 Kor 4, 2).

Responsa ad Dubia są zgodne z Traditionis Custodes i wyjaśniają dywersyjną naturę tego „pontyfikatu”, w którym uzurpuje się najwyższą władzę Kościoła, aby osiągnąć cel diametralnie różny od tego, dla którego nasz Pan ustanowił władzę Świętych Pasterzy i Swojego Wikariusza na ziemi. Jest to władza indocile (nieposłuszna) i buntownicza wobec Tego, który ją ustanowił i który ją legitymizuje. Władza, w którą wierzy się fide solutus(poprzez niedoinformowanie), że tak powiem, zgodnie z zasadą wewnętrznie rewolucyjną, a zatem heretycką.

Nie zapominajmy: Rewolucja rości sobie prawo do władzy, która usprawiedliwia się samym faktem bycia rewolucyjną, wywrotową, spiskową i sprzeczną w stosunku do legalnej władzy, którą zamierza obalić. Władzy, która, gdy tylko przychodzi do wypełniania swojej roli,  sprawowana jest na sposób  despotyczny i  autorytarny, dlatego, że nie jest uznawana ani przez Boga, ani przez lud.

Pozwólcie, że wskażę na porównanie między dwiema pozornie oderwanymi od siebie sytuacjami. Tak jak w obliczu pandemii odmawia się skutecznego leczenia, narzucając bezużyteczną „szczepionkę”, która w rzeczywistości jest szkodliwa, a nawet śmiertelna, tak samo w sposób zawiniony odmówiono wiernym Mszy trydenckiej, prawdziwego lekarstwa dla duszy, w momencie bardzo poważnej zarazy moralnej, zastępując ją Novus Ordo. Lekarze nie wywiązują się ze swego obowiązku, choć środki lecznicze są łatwo dostępne, a zamiast tego narzucają chorym i zdrowym eksperymentalne serum, uparcie je podając mimo dowodów jego całkowitej nieskuteczności i wielu negatywnych skutków.

Podobnie kapłani, którzy są lekarzami duszy, zdradzają swoje pełnomocnictwo, chociaż nieomylny „lek” jest łatwo dostępny, sprawdzony od ponad dwóch tysięcy lat, a oni robią wszystko, aby ci, którzy doświadczyli jego skuteczności, nie mogli go używać do leczenia z grzechu.

W pierwszym przypadku osłabia się lub niszczy mechanizmy obronne ciała, aby stworzyć chronicznie chorych pacjentów, którzy będą zależni od koncernów farmaceutycznych. W drugim przypadku osłabia się mechanizmy obronne duszy poprzez narzucanie mentalności światowej i poprzez odrzucenie wymiaru nadprzyrodzonego i transcendentnego, aby pozostawić dusze bezradne wobec ataków diabła. Jest to również właściwa odpowiedź tym, którzy twierdzą, że należy stawić czoła kryzysowi religijnemu, nie biorąc pod uwagę równoległego do niego kryzysu społecznego i politycznego, ponieważ właśnie dwutorowość tego ataku czyni go tak strasznym i ujawnia, że jest on kierowany przez ten sam zbrodniczy umysł.

Nie chcę się zagłębiać w szczegóły tego „delirium Responsa”: wystarczy po prostu znać ratio legis (cel przepisu), aby móc odrzucić Traditionis Custodes jako dokument ideologiczny i dywersyjny, sporządzony przez ludzi mściwych i nietolerancyjnych, pełnych próżnej ambicji i pełny rażących błędów kanonicznych. Jest to dokument zmierzający do zakazania obrządku kanonizowanego przez dwa tysiące lat świętych i papieży, a na jego miejsce narzucenia fałszywego, skopiowanego od luteran i poprawionego przez modernistów obrządku, który w ciągu pięćdziesięciu lat spowodował straszliwą katastrofę w ciele Kościoła i który właśnie z powodu swojej niszczycielskiej skuteczności nie może dopuszczać żadnych wyjątków. Nie chodzi tu tylko o winę, ale także o złośliwość i podwójną zdradę zarówno Boskiego Prawodawcy, jak i wiernych.

Biskupi, kapłani, zakonnicy i świeccy ponownie muszą dokonać wyboru: albo Kościół katolicki i 2000 lat niezmiennej doktryny, albo Kościół soborowy i bergogliański, z jego błędami i zsekularyzowanymi obrzędami. Dzieje się to wszystko w paradoksalnej sytuacji, w której Kościół katolicki i jego falsyfikat zbiegają się w tej samej Hierarchii, a wierni czują, że muszą być jej posłuszni jako wyrazowi autorytetu Boga, a jednocześnie muszą być jej nieposłuszni jako zdradzieckiej i buntowniczej.

To prawda, że nie jest łatwo być nieposłusznym tyranowi. Jego reakcje są bezlitosne i okrutne; ale o wiele gorsze były prześladowania, jakie musieli znosić w ciągu wieków katolicy. Stawiali czoła arianizmowi, ikonoklazmowi, herezji luterańskiej, schizmie anglikańskiej, purytanizmowi Cromwella, masońskiemu sekularyzmowi we Francji i Meksyku, sowieckiemu komunizmowi, komunizmowi w Hiszpanii, w Kambodży, w Chinach… . Ilu biskupów i księży zostało zamęczonych, uwięzionych i wygnanych? Ilu zakonników zmasakrowanych, ile kościołów zbezczeszczonych, ile ołtarzy zniszczonych? A dlaczego to wszystko się stało? Ponieważ święci słudzy Pańscy nie chcieli wyrzec się najcenniejszego skarbu, jaki dał nam nasz Pan: Mszy Świętej. Mszy, której On nauczył odprawiać Apostołów, którą Apostołowie przekazali swoim Następcom, której strzegli i odnawiali Papieże, a która zawsze była w centrum piekielnej nienawiści wrogów Chrystusa i Kościoła. Myśl, że ta sama Msza Święta, dla której misjonarze byli wysyłani na ziemie protestanckie, a księża więzieni w łagrach i  ryzykowali dla Niej życiem, dziś jest zakazana przez Stolicę Apostolską, jest powodem bólu i oburzenia, a także obrazą dla Męczenników, którzy bronili tej Mszy do ostatniego tchu. Ale te rzeczy mogą zrozumieć tylko ci, którzy wierzą, którzy kochają i którzy mają nadzieję. Tylko ci, którzy żyją Bogiem.

Ci, którzy ograniczają się do wyrażenia zastrzeżeń lub krytyki wobec Traditionis Custodes i Responsa, wpadają w pułapkę przeciwnika, ponieważ w ten sposób uznają prawomocność przestępczego i nieważnego prawa, pożądanego i ogłoszonego w celu upokorzenia Kościoła i jego wiernych. Wszystko na przekór „tradycjonalistom”, którzy jedynie ośmielili się sprzeciwić heterodoksyjnym doktrynom potępianym aż do Soboru Watykańskiego II, który uczynił je swoimi i które dziś stały się znakiem pontyfikatu Bergoglia. Traditionis Custodes i Responsa muszą być po prostu zignorowane, odesłane do nadawcy. Należy je zignorować, ponieważ jest jasne, że ich intencją jest ukaranie katolików, którzy pozostają wierni Panu Bogu, rozproszenie ich i doprowadzenie do ich unicestwienia.

Jestem przerażony służalczością tak wielu kardynałów i biskupów, którzy, aby przypodobać się Bergoglio, depczą prawa Boże i dusze powierzone ich opiece, i którzy okazują swoją niechęć do liturgii „przedsoborowej”, uważając, że zasługują za to na publiczną pochwałę i aprobatę Watykanu. Do nich skierowane są słowa Pana: „Uważacie się za sprawiedliwych wobec ludzi, lecz Bóg zna wasze serca: to, co się wywyższa przed ludźmi, jest obrzydliwe przed Bogiem” (Łk 16, 15).

Spójną i odważną odpowiedzią w obliczu tyranii władzy kościelnej musi być opór i nieposłuszeństwo wobec tego niedopuszczalnego rozkazu. Pogodzenie się z tym kolejnym uciskiem oznacza dodanie kolejnego precedensu do długiej serii dotychczasowych tolerowanych nadużyć, a własne służalcze posłuszeństwo będzie przyznaniem się do traktowania władzy jako celu samego w sobie.

Koniecznym jest, aby Biskupi, Następcy Apostołów, sprawowali swoją świętą władzę, w posłuszeństwie i wierności wobec Głowy Mistycznego Ciała, aby położyć kres temu kościelnemu zamachowi stanu, który dokonuje się na naszych oczach. Wymaga tego honor papiestwa, które dziś narażone jest na dyskredytację i upokorzenie przez tego, który zasiada na Tronie Piotrowym. Wymaga tego dobro dusz, których zbawienie jest suprema lex Kościoła. Wymaga tego chwała Boża, w stosunku do której nie można tolerować żadnego kompromisu.

Polski Arcybiskup, Jan Paweł Lenga, powiedział, że nadszedł czas na katolicką kontrrewolucję, jeśli nie chcemy, by Kościół zatonął pod herezją i wadami najemników i zdrajców. Obietnica Non prævalebunt (nie przemogą) w najmniejszym stopniu nie wyklucza odważnego i stanowczego działania. Wręcz przeciwnie, prosi i domaga się takiego działania od biskupów i kapłanów, a także od świeckich, którzy jeszcze nigdy tak jak dziś nie byli traktowani przedmiotowo, mimo durnowatych nawoływań do actuosa participatio(czynne uczestnictwo) i podkreślania ich roli w Kościele. Zauważmy: klerykalizm osiągnął swoje apogeum za „pontyfikatu” tego, który z hipokryzją nie robi nic innego, jak tylko ją piętnuje.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup

W Narodzenie Pańskie 2021

 

Tłum. Sławomir Soja

Źródło: The Remnant (January 2, 2022) – „Viganò on the “Responsa ad Dubia” of Traditionis Custodes”

 

BKP: Do nieba wołające zbrodnie apostatycznego Watykanu

 

Możesz obejrzeć to wideo tutaj: https://slukhay-izrail.wistia.com/medias/yxuhw3or9y  

https://rumble.com/vradyj-zbrodnie-watykanu.html   
https://ugetube.com/watch/sXuucbb2VburEpe   
https://www.bitchute.com/video/ApAZBIk91zSI/   
https://gloria.tv/post/yFhGmsQQfoeR2pwZDaGpVr2RC   

Pobierz wideo: 398,5 MB, 1280×720 / 120,6 MB, 768×432

Cały Watykan, z wyjątkiem trzech gwardzistów, którzy opuścili służbę, otrzymał mRNA szczepionkę. Ta „szczepionka” jest w poważnym konflikcie z moralnością i prawem Bożym. Watykan dał zły przykład wszystkim katolikom i rozpoczął samobójczy proces ludzkości. Nadużył w tym celu najwyższy kościelny autorytet, który był filarem prawdy i sumieniem ludzkości. Przyjmując szczepienie, apostatyczy Watykan popełnił poważne przestępstwo.

Prawdziwi eksperci pilnie ostrzegali przed mRNA szczepionką, ale analfabeta w medycynie, Bergoglio, cynicznie to zbojkotował. Z siebie w ten sposób zrobił największego specjalistę w dziedzinie wirusologii. Co to ma znaczyć? Albo cierpi na nieprzekonywalną ślepotę, lub na zaburzenia psychiczne. Suwerennie wygłosił hasło: „Szczepionka dla wszystkich” i „trzeba to zrobić!” Pytamy się: Na podstawie jakich stwierdzeń i od których konkretnych nieprzekupnych naukowców w wirusologii Bergoglio wypowiada te hasła? żadnych! Jego hasła są celowo zwodnicze i przestępcze!

Pseudopapież odpowiedzialnych lekarzy, specjalistów, uważa za dyletantów. Na rzymskim szczycie od 12.-14. 09. 2021 roku uczestniczyło ponad 12700 lekarzy! Jednogłośnie potępiają to eksperymentalne szczepienie. Kwalifikują to jako eksperymenty na ludziach, które zgodnie z Kodeksem Norymberskim kwalifikują się jako zbrodnie przeciwko ludzkości. Arcyheretyk ale dalej oszukuje opinię publiczną i zmusza  do przyjęcia przestępczej szczepionki. Absurdalnie nazywa to oznaką miłości. Jest to podobne do twierdzenia, że samobójstwo lub morderstwo są również oznaką miłości.

Opierając się na rażącym kłamstwie, rozpoczyna podżegającą i nienawistną kampanię przeciwko niewinnym ludziom. Inicjuje linczowanie nieszczepionych fałszywymi oskarżeniami, że zagrażają zdrowiu innych. W rzeczywistości osoba, która otrzymała szczepionkę, staje się laboratorium do produkcji śmiertelnych wirusów. To Bergoglio celowo ukrywa i obwinia niewinnych. To jest diabelska polityka, która wywołuje wśród ludzi fanatyczną nietolerancję. Ranią się nawzajem, a proces ten stale narasta i nie można go zatrzymać. To Bergogliowe podłe kłamstwo jest wołającą do nieba zbrodnią!

Bergoglio notorycznie kłamie, nienawidzi prawdy i nawet nie chce jej słyszeć. Jest to oznaką niezwykłej zatwardziałości, całkowitej duchowej i umysłowej ślepoty. Działania Bergoglia są naprawdę diabelskie i zasługują na największą karę, zarówno ludzką, jak i boską, ponieważ rzucają masy na ścieżkę zabójczej wrogości, nienawiści i złośliwości. Bergogliowa zbrodnia doprowadziła już do okaleczeń i śmierci wielu ludzi. Co najgorsze, Bergoglio organizuje i promuje satanizację ludzkości i ciągnie miliony dusz na wieczne potępienie.

Ponownie przypominamy, że na tym religijnym oszustowi i zbrodniarzu leży wielokrotna Boża anatema – klątwa według Gal. 1:8-9.

Zmodyfikowana mRNA szczepionka zawiera tkankę nienarodzonych dzieci, które po tym, jak tkanka została żywcem pobrana, zostały zamordowane. Ten szatański akt – obrzęd – jest przeciwieństwem chrztu świętego. Przez sakramentalny chrzest zjednoczyliśmy się z Chrystusem, z Jego odkupieńczą śmiercią i otrzymaliśmy nowe życie (Rz 6:3-4). Infekcja pierwszego grzechu weszła w ludzką naturę przez ducha kłamstwa. Pierwsi ludzie przykazań Bożych nie przestrzegali, ale przeciwnie, uwierzyli w kłamstwa diabła, że będą jak bogowie. Sytuacja ze szczepionką jest bardzo podobna. Znowu wielu nie chce słyszeć ostrzegawczego głosu prawdy prawdziwych ekspertów, ale wierzą duchu kłamstwa, który działa dzisiaj za pośrednictwem Bergoglia i w podobnych diabelskich mediach.

Chrzest jest duchowo związany ze śmiercią Chrystusa (Rz 6:3). Przy Swojej śmierci Jezus przelał krew:

„Zostaliście odkupieni nie srebrem lub złotem, …ale drogocenną krwią Chrystusa” (1 P 1, 18-19).

Krew Jezusa Chrystusa nie była tylko krwią męczennicką. Krew Zbawiciela jest krwią nowej umowy między Bogiem a człowiekiem. Krwią, którą przelał za wielu na odpuszczenie grzechów (Mt 26:28).

Masowe szczepienia – to anty-chrzest diabła promowany przez jego agentów. Potajemnie poświęcają zaszczepione osoby szatanowi poprzez przelaną krew niewinnych dzieci podczas satanistycznego rytuału, po którym te dzieci zostają zabite. Szczepionka mRNA jest powiązana z krwią i śmiercią niewinnych dzieci. Zaszczepieni przyjęciem tej „szczepionki” przyjmują antychrzest diabła, nieświadomie, oszukani przez kłamliwych agitatorów, stają się duchową własnością diabła. To jest światowa katastrofa. Tutaj mają zastosowanie słowa Chrystusa: Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i nie wytrwał w prawdzie, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa (J 8, 44).

Arcyheretyk Bergoglio nie jest sługą Bożym, ale sługą diabła. W ten sam sposób są sługami diabła wszyscy, którzy tworzą z nim jedność ducha.

Zaszczepione osoby zostały oszukane! Zdradziecki kościelny kler otępił ich sumienie! Zostali oszukani przez kłamliwe media głównego nurtu i skorumpowanych polityków. Dlatego odmówili przyjęcia prawdy i ostrzeżeń prawdziwych ekspertów. Gdyby w swoim życiu naprawdę szukali prawdy, nie zostaliby oszukani.

Pseudopapież Bergoglio swoimi słowami i czynami publicznie promuje szczepionkową satanizację. W widoczny sposób rozpoczął ją od intronizacji demona Pachamamy, a następnie poprzez promowanie legalizacji małżeństw sodomitów i adopcji przez nich dzieci, które są kradzione rodzicom przez służby socjalne. Każdy, kto nie chce traktować rzeczywistości poważnie i ślepo popełnia szczepionkowe samobójstwo, nie ma i nie będzie miał usprawiedliwienia.

Dlaczego nie znalazło się, oprócz trzech gwardzistów, w Watykanie co najmniej trzech biskupów lub księży, którzy zrobiliby to samo co gwardziści? Z głodu by nie umarli, ale ustanowiliby precedens i pokazaliby prawdziwą drogę wyjścia, którą jest pokuta. Oni ale tchórzliwie lub dla kariery przyjęli szczepionkę, na której jest krew nienarodzonych dzieci. To otworzyło drzwi dla globalizacyjnego satanistycznego antychrztu.

Badaczka z USA opuściła laboratorium, ponieważ była tam świadkiem prawdziwie satanistycznego obrzędu. Wyrywali tkankę z dzieci na potrzeby tych „szczepionek”. Nienarodzone dzieci są już tak rozwinięte, że odczuwają ból. Sadystycznie wyrywali im tkankę z nerek lub płuc, a następnie je zabijali. I właśnie tę metodę produkcji szczepionek promuje tak zwany papież. On tworzy niezwykłą presję, aby to satanistyczne piętno wstrzyknąć każdemu człowiekowi. To w żadnym wypadku nie jest wola Boża, ale jest to wola diabła, którą arcykacerz Bergoglio i odstępczy Watykan promuje.

Tą tak zwaną szczepionką został satanizowany cały Watykan i w widoczny sposób spadła na niego Boża klątwa (Gal. 1:8-9).

Co ciekawe, dla trzech gwardzistów było jasne, że szczepionki związane z brutalną aborcją są wielkim grzechem, ale dla biskupów i księży w Watykanie to nie było i nie jest jasne. Jest to ale najwyższy stopień ślepoty i duchowej ciemności. To utrata nawet ostatniej kropli sumienia. Jak by chciał taki biskup lub ksiądz w godzinie śmierci pokutować, kiedy przez całe życie nieustannie odrzucał pokutę i drogę prawdy? Na takiego nieskruszonego i zatwardziałego biskupa i księdza czeka jezioro ognia. Dziś Watykan jest przerażającym przykładem najpoważniejszych duchowych zbrodni w historii ludzkości.

Pracownicy Watykanu nie chcą słyszeć że mRNA szczepionka: 1) zmienia ludzki genom, a tym samym jest buntem przeciwko Bogu Stwórcy i służy eksterminacji rasy ludzkiej; 2) że zawiera nanocząsteczki, które w połączeniu z 5G służą do kontrolowania człowieka a tym samym należą do procesu chipowania ludzkości, przed którym Biblia ostrzega jeziorem ognia, oprucz tego zawiera hydrożel a tlenek grafenu, który zawiera identyfikator 3) że dzisiejsze statystyki potwierdzają, że ta tak zwana szczepionka nie chroni przed wirusem, ale wręcz przeciwnie, po niej organizm wytwarza białko kolczaste, także zaszczepiony staje się laboratorium do produkcji śmiercionośnych wirusów; 4) że szczepionka, jak już zastało powiedziane, wiąże się z sadystycznym zabijaniem nienarodzonego dziecka, a to jest satanizm; 5) że jest najskuteczniejszym narzędziem redukcji, czyli eksterminacji ludzkości, jak publicznie przyznał Bill Gates.

Jeśli jakiś katolik został przez bergoglianskou sektę oszukany i szczepionkę przyjął, niech nie przyjmie kolejnej szczepionki, ale szczerze pokutuje, dopóki jest jeszcze w stanie pokutować. Nie chodzi tylko o doczesne życie, ale także o życie wieczne. „Pokuta jest zbawieniem, odrzucenie pokuty jest śmiercią” jak mówi św. Bazyli. Słowa Jezusa obowiązują do dziś: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13, 3). W trzeciej tajemnicy fatimskiej została przepowiedziana apostazja i satanizacja Watykanu. Matka Boża też powiedziała dzieciom: „Jeśli Rosja się nawróci, światowa katastrofa zostanie zatrzymana!” Czy nawróci się Rosja do Boga, czy też pójdzie drogą globalizacyjnego kłamstwa i samobójstwa ze szkodą dla siebie i całej ludzkości?

 

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr               + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

 

6.12.2021

 

Pobierz: BKP: Do nieba wołające zbrodnie apostatycznego Watykanu (6.12.2021)

Synodalność, czyli „konsultacje społeczne”

Za pierwszej komuny, kiedy kierownictwu partyjnemu z tych lub innych powodów zaczynał palić się grunt pod nogami, inicjowano „konsultacje społeczne”. Tak było u schyłku epoki Władysława Gomułki, zapoczątkowanego tzw. „wydarzeniami marcowymi”. Wprawdzie „towarzysz Wiesław” jeszcze je spacyfikował, ale już na zjeździe partii jedna część sali po staremu skandowała: „Wiesław, Wiesław!”, ale druga – już po nowemu: „Gierek, Gierek!”, na co Gomułka zareagował uwagą, że „nie będzie żadnych gierek”. Więc „wydarzenia” zostały jeszcze spacyfikowane, ale tym bardziej kierownictwo partii pragnęło odbudować – jak się wtedy mówiło – „więź z masami”, to znaczy – wymyślić jakieś makagigi, którymi można by zaabsorbować opinię publiczną. Toteż towarzysz Bolesław Jaszczuk wykombinował „system bodźców ekonomicznych materialnego zainteresowania”. Miało to być panaceum na wszystkie „bolączki” i „niedociągnięcia”, które „tu i ówdzie” jeszcze się zdarzały, ale chyba samo kierownictwo nie było do nich do końca przekonane, bo na wszelki wypadek nakazało „konsultacje społeczne”. Ich celem było rozmycie ewentualnej odpowiedzialności, bo gdyby z „bodźcami” coś poszło nie tak, zawsze można było powiedzieć, że to nie partia, tylko cały naród tak w konsultacjach zdecydował. W ogóle konsultacje są szalenie wygodną formułą. Jeśli na przykład powiedziałbym komuś: panie zaraz poderżnę panu gardło – i co pan na to? – a on odpowiedziałby, że jest temu przeciwny, to nawet gdybym rzeczywiście gardło mu poderżnął, nikt nie mógłby postawić mi zarzutu, że się z poderżniętym nie skonsultowałem. Toteż, chociaż „cały naród” w tych konsultacjach wziął udział, to partia jednak nie zdołała odzyskać „więzi z masami”, bo wkrótce potem nastąpiły „wydarzenia grudniowe”, w następstwie których Władysław Gomułka został obalony. Edward Gierek swoje urzędowanie nawet zaczął od konsultacji, bo pojechał do Gdańska i tam, w gronie zaufanych, potiomkinowskich robotników, wśród których znajdował się już Kukuniek, zapytał: „Pomożecie?” – na co robotnicy spontanicznie odpowiedzieli: „pomożemy!” Tak rozpoczął się okres „dynamicznego rozwoju”, kiedy to „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”, ale długo to nie trwało, bo już 24 czerwca 1976 roku pierwszy minister Edwarda Gierka, Piotr Jaroszewicz, z trybuny sejmowej ogłosił podwyżkę cen – oczywiście poprzedzoną szerokimi „konsultacjami społecznymi”. Ale „warchoły” i „kolesie” – jak nazywała ich czołowa gwiazda ówczesnej publicystyki, pan red. Wiesław Górnicki, zaczęli palić partyjne komitety i w ogóle – sprzeciwiać się partii. Wprawdzie przy pomocy „ścieżek zdrowia” i niezawisłych sądów, które sypały „piękne wyroki”, sytuacja została opanowana, ale nie na tyle, by te uprzednio wykonsultowane społecznie podwyżki cen utrzymać. Na spotkaniu w Berlinie Breżniew zabronił Gierkowi dalszych podwyżek, toteż jeszcze tego samego dnia premier Jaroszewicz, nie ukrywając wściekłości, podwyżki odwołał, bo ”w toku społecznych konsultacji złożono ogromnie dużo propozycji, zasługujących na bardzo wnikliwe rozpatrzenie”. Jak widzimy, konsultacje są dobre na wszystko: i na podwyższanie cen i na odwoływanie podwyżek, a kto wie, czy przypadkiem również – jak śpiewali starsi panowie, co prawda o piosence, niemniej jednak – „na ładną niewinną panienkę” – chociaż Leonid Breżniew w niczym jej nie przypominał.

Wspominam o tym wszystkim, bo wydaje mi się – o czym zresztą wiele razy pisałem – że Kościół, a ściślej – przewielebne duchowieństwo, upodobniło się do partii i to w jej okresie schyłkowym. Nie chodzi już nawet o to, że w owym schyłkowym okresie nie tylko partyjniacy, ale i członkowie aparatu w żaden komunizm już nie wierzyli, tylko pilnowali synekur, dzięki którym mogli wypić i zakąsić, a że wymagało to rozmaitych rytualnych deklamacji, no to cóż; ten biznes miał taką specyfikę. Przede wszystkim chodzi o to, że po II Soborze Watykańskim, przewielebne duchowieństwo stopniowo skupiło całą uwagę na sobie i własnych problemach, w znacznej cześci seksualnych, co zaowocowało nie tylko ponawiającymi się postulatami zniesienia celibatu, ale otworzyło też drzwi przed „lawendową mafią”, o której bez ogródek piszą znawcy przedmiotu. W rezultacie, zamiast zapowiadanej przez soborowych entuzjastów „wiosny Kościoła”, mamy raczej symptomy procesów rozkładowych, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej, bo w Afryce i Ameryce Południowej sytuacja podobno wygląda inaczej. Kto wie, czy ta okoliczność nie skłoniła Kolegium Kardynalskiego do wyboru obecnego papieża Franciszka po abdykacji Benedykta XVI? Uzasadnienie tej abdykacji nie wytrzymuje krytyki, bo chociaż upłynęło od niej już ponad 8 lat, 95-letni papież-emeryt nadal cieszy się, jak na swój wiek, dobrym zdrowiem i znakomitą formą intelektualną, podobnie jak rok starsza od niego brytyjska królowa Elżbieta II. Chyba nie o zdrowie tu chodziło – ale mniejsza z tym.

Papież Franciszek od 8 lat zaskakuje katolików, może z wyjątkiem tych najbardziej oddanych postępactwu. A to urządza ceremonię z jakimś amazońskim bożkiem, a to wpisuje do katechizmu iż kara śmieci sprzeczna jest z chrześcijaństwem, co wzbudza rozmaite rozterki. Przez ostatnie 2000 lat sprzeczna z chrześcijaństwem nie była i dopiero teraz papież spenetrował prawdę. Oznacza to jednak, ze przez ostatnie 2000 lat Kościół się mylił i to w takiej ważnej sprawie. Skoro tak, to skąd możemy czerpać pewność, że nie myli się teraz? Tymczasem ludzie potrzebują Kościoła przede wszystkim po to, by dostarczał im pewności. Jeśli zamiast pewności zacznie dostarczać im coraz więcej rozterek, to czy będzie nadal jeszcze do czegoś potrzebny?

W takiej sytuacji papież Franciszek zainaugurował „synodalność”. Jest ona bardzo podobna do wspomnianych „konsultacji społecznych”, bo ma wszelkie cechy operacji socjotechnicznej, rodzaju organizacyjnej krzątaniny, mającej ukryć bezradność i – trzeba to powiedzieć – brak odwagi. Jeśli np. do konsultacji zaprasza się ostentacyjnych sodomitów, którzy butnie oświadczają, jakoby byli „darem” dla Kościoła, to cisną się na usta słowa przypisywane przez Wergiliusza Laokoonowi: ”timeo Danaos et dona ferentes”, co się wykłada, że boję się Greków nawet jak przychodzą z darami. Czyż „synodalność” nie jest aby pretekstem, by sodomia i gomoria zyskała w kościele prawo obywatelstwa – bo jużci; skoro zapraszamy ich do „konsultacji”, to przecież nie po to, by stawiać przeszkody, czy wręcz sprzeciwiać się głoszonej przez nich ideologii? Wreszcie – co najważniejsze – czy „synodalność” nie oznacza aby usankcjonowania kryzysu przywództwa – bo czy pasterze oddający przewodnictwo stadu są jeszcze pasterzami?

Stanisław Michalkiewicz

Najnowsze komentarze
    046921