OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Marzec 2020

Bp A. Schneider: wielu biskupów zareagowało pospiesznie i z paniką

Odnoszę ogólne wrażenie, że ogromna większość biskupów zareagowała pospiesznie i z paniką, zakazując sprawowania wszystkich Mszy Świętych publicznych oraz – co jest jeszcze bardziej niezrozumiałe – zamykając kościoły. – zauważa bp Athanasius Schneider w wywiadzie dla The Remnant.

Bp A. Schneider: wielu biskupów zareagowało pospiesznie i z paniką

Bp Athanasius Schneider

Ekscelencjo, co Ksiądz Biskup sądzi o sposobie, w jaki Kościół radzi sobie z epidemią koronawirusa?

Odnoszę ogólne wrażenie, że ogromna większość biskupów zareagowała pospiesznie i z paniką, zakazując sprawowania wszystkich Mszy Świętych publicznych oraz – co jest jeszcze bardziej niezrozumiałe – zamykając kościoły. Tacy biskupi zareagowali bardziej jak świeccy biurokraci niż jak pasterze. Skupiając się wyłącznie na wszelkich higienicznych środkach zabezpieczających, utracili nadprzyrodzoną wizję i zarzucili prymat wiecznego dobra dusz.

Diecezja rzymska szybko zawiesiła celebrację wszystkich publicznych Mszy Świętych, by dostosować się do wytycznych rządu. Biskupi na całym świecie podjęli podobne kroki. Jednakże polscy biskupi wezwali do odprawiania większej liczby Mszy Świętych, aby mogły w nich uczestniczyć mniejsze grupy wiernych. Co Ksiądz Biskup sądzi o decyzji o zawieszeniu celebracji Mszy Świętych publicznych, by zapobiegać szerzeniu się koronawirusa?

Dopóki supermarkety są otwarte i dostępne, dopóki ludzie mają dostęp do środków transportu, nie można dostrzec przekonującego powodu zakazywania ludziom udziału w Mszach Świętych w kościele. Można zapewnić w kościołach te same, a nawet lepsze higieniczne środki zabezpieczające.

Na przykład przed każdą Mszą Świętą można by dezynfekować ławki oraz drzwi, a każdy, kto wchodzi do kościoła, mógłby dezynfekować swe dłonie. Można by podjąć inne, podobne środki. Można by ograniczyć liczbę uczestników i zwiększyć częstotliwość celebracji Mszy Świętych. Inspirujący przykład nadprzyrodzonej wizji w czasach epidemii znajdujemy w osobie prezydenta Tanzanii, Johna Magufuli. Prezydent Magufuli, który jest praktykującym katolikiem, powiedział w niedzielę 22 marca 2020 r. (niedziela Laetare): „Nalegam na was, bracia chrześcijanie, a nawet muzułmanie, nie przestawajcie gromadzić się, by wysławiać i wychwalać Boga. To dlatego jako rząd nie zamknęliśmy kościołów ani meczetów. Przeciwnie. Zawsze powinny być one otwarte, aby ludzie uciekali się do Boga. Kościoły są miejscem, w którym ludzie mogą szukać prawdziwego uzdrowienia, ponieważ tam mieszka prawdziwy Bóg. Nie bójcie się wychwalać Boga i szukać Jego oblicza w kościele”.

Odnosząc się do Najświętszej Eucharystii, prezydent Magufuli wypowiedział ponadto następujące, pokrzepiające słowa: „Koronawirus nie może przetrwać w eucharystycznym ciele Chrystusa; szybko zostanie wypalony. Właśnie dlatego nie panikowałem przyjmując Komunię Świętą, ponieważ wiedziałem, że z Jezusem w Eucharystii jestem bezpieczny. Jest to czas budowania naszej wiary w Boga”. (Przemówienie prezydenta Magufuli w języku suahili można obejrzeć tutaj).

Czy Ksiądz Biskup uważa, że jest czymś odpowiedzialnym, jeśli kapłan sprawuje prywatną Mszę Świętą w obecności kilkorga wiernych, zachowując niezbędne środki ostrożności?

Odprawianie takiej Mszy Świętej jest odpowiedzialne, a również chwalebne i jest autentycznym czynem duszpasterskim, zakładając oczywiście, że kapłan zachowa niezbędne środki ostrożności.

Księża znajdują się obecnie w trudnej sytuacji. Niektórzy dobrzy kapłani są krytykowani za zachowywanie posłuszeństwa wytycznym swoich biskupów i za zawieszanie sprawowania publicznych Mszy Świętych (podczas gdy nadal celebrują Msze Święte prywatne). Inni szukają kreatywnych sposobów na słuchanie spowiedzi, starając się chronić zdrowie ludzi. Jakiej rady udzieliłby Ksiądz Biskup kapłanom przeżywającym swe powołanie w dzisiejszych czasach?

Kapłani muszą przypomnieć sobie, że przede wszystkim są pasterzami nieśmiertelnych dusz. Mają naśladować Chrystusa, który powiedział: „Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają” (J 10, 11-14). Jeśli kapłan w rozsądny sposób podejmuje wszelkie niezbędne środki ostrożności i zachowuje dyskrecję, nie musi być posłuszny wobec wytycznych swojego biskupa lub rządu, by zawieszać Mszę Świętą z udziałem wiernych. Takie wytyczne są prawem czysto ludzkim; jednakże najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz. Kapłani w takich sytuacjach muszą być wyjątkowo kreatywni, aby umożliwić wiernym, choćby ich małej grupie, uczestnictwo we Mszy Świętej i przyjęcie sakramentów. Takie było duszpasterskie zachowanie wszystkich kapłanów – męczenników i wyznawców – w czasach prześladowania.

Czy nieposłuszeństwo kapłanów wobec władz, w szczególności władz kościelnych, można w jakimkolwiek przypadku uznać za uzasadnione (np. jeśli księdzu nakazuje się nie odwiedzać chorych i umierających)?

Jeśli władze kościelne zakazują kapłanowi odwiedzania chorych i umierających, nie może okazać posłuszeństwa. Taki zakaz jest nadużyciem władzy. Chrystus nie dał biskupowi władzy zakazywania odwiedzin chorych i umierających. Prawdziwy kapłan zrobi wszystko, co w jego mocy, by odwiedzić umierającego człowieka. Wielu księży tak czyniło, nawet gdy było to tożsame z narażaniem własnego życia, zarówno w przypadku prześladowań, jak i w przypadku epidemii. Mamy mnóstwo przykładów takich kapłanów w historii Kościoła. Na przykład św. Karol Boromeusz własnoręcznie udzielał Komunii Świętej na język umierającym ludziom, którzy byli dotknięci zarazą. W naszych własnych czasach mamy poruszający i budujący przykład kapłanów, szczególnie z regionu Bergamo w północnych Włoszech, którzy zostali zarażeni i zmarli, ponieważ opiekowali się umierającymi pacjentami cierpiącymi z powodu koronawirusa. Kilka dni temu umarł we Włoszech 72-letni kapłan zarażony koronawirusem, po tym jak zrezygnował z respiratora, którego potrzebował do przeżycia, i pozwolił, by został on oddany młodszemu pacjentowi. Nieodwiedzanie chorych i umierających jest zachowaniem godnym raczej najemnika, a nie dobrego pasterza.

Ksiądz Biskup spędził pierwsze lata swojego życia w sowieckim Kościele podziemnym. Jaką refleksją lub perspektywą chciałby się Ksiądz Biskup podzielić z wiernymi świeckimi, którzy nie mogą uczestniczyć we Mszy Świętej, a w niektórych przypadkach nie mogą nawet spędzać czasu przed Najświętszym Sakramentem, ponieważ wszystkie kościoły w ich diecezji zostały zamknięte?

Chciałbym zachęcić wiernych do tego, by czynili częste akty komunii duchowej. Mogą czytać i kontemplować codzienne czytania Mszy Świętej oraz cały porządek Mszy. Mogą posłać swoich świętych Aniołów Stróżów, by w ich imieniu adorowali Jezusa Chrystusa w tabernakulum. Mogą jednoczyć się w sposób duchowy ze wszystkimi chrześcijanami, którzy znajdują się w więzieniu z powodu swojej wiary, ze wszystkimi chrześcijanami, którzy są chorzy i przykuci do łóżek, ze wszystkimi umierającymi chrześcijanami, którzy są pozbawieni sakramentów. Bóg wypełni ten czas tymczasowego braku Mszy Świętej i Najświętszego Sakramentu wieloma łaskami.

Watykan ogłosił niedawno, że wielkanocne obrzędy liturgiczne będą sprawowane bez udziału wiernych. Później doprecyzował, że analizuje „sposoby wdrożenia i udziału [wiernych], które uwzględniają środki ostrożności mające na celu zapobieganie szerzeniu się koronawirusa”. Co Ksiądz Biskup sądzi o tej decyzji?

Biorąc pod uwagę rygorystyczny zakaz zgromadzeń masowych wydanych przez włoskie władze rządowe, można zrozumieć, że papież nie może sprawować obrzędów liturgicznych Wielkiego Tygodnia przy udziale ogromnej liczby wiernych. Sądzę, że obrzędy Wielkiego Tygodnia mogłyby być sprawowane przez papieża z wszelkim dostojeństwem i bez okrojeń na przykład w Kaplicy Sykstyńskiej (co było zwyczajem papieży przed Soborem Watykańskim II), z udziałem kleru (kardynałów, kapłanów) oraz wybranej grupy wiernych, wobec których zastosowano uprzednio higieniczne środki zabezpieczające. Nie można dostrzec logiki w zakazywaniu palenia ognia, poświęcenia wody oraz udzielania chrztu w Wigilię Paschalną, jak gdyby te czynności roznosiły wirusa. Pseudopatologiczny strach wziął górę nad zdrowym rozsądkiem i nad nadprzyrodzoną wizją.

Ekscelencjo, co sposób, w jaki Kościół radzi sobie z epidemią koronawirusa, zdradza na temat kondycji Kościoła, a w szczególności kondycji hierarchii?

Sposób ów zdradza utratę nadprzyrodzonej wizji. W ostatnich dziesięcioleciach wielu członków hierarchii kościelnej nurzało się głównie w sprawach świeckich, światowych i doczesnych, przez co stali się ślepi na rzeczywistości nadprzyrodzone i wieczne. Ich oczy wypełniły się pyłem ziemskich spraw, jak powiedział kiedyś św. Grzegorz Wielki (por. Regula pastoralis II, 7). Ich reakcja na epidemię koronawirusa pokazała, że przykładają więcej wagi do śmiertelnego ludzkiego ciała niż do nieśmiertelnej duszy, zapominając o słowach naszego Pana: „Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić?” (Mk 8, 36). Ci sami biskupi, którzy obecnie próbują chronić (czasem przy pomocy nieproporcjonalnie wielkich środków) ciała wiernych przed zarażeniem materialnym wirusem, udzielili cichego przyzwolenia na to, by trujący wirus heretyckiej nauki i praktyki szerzył się wśród ich owczarni.

Kardynał Vincent Nichols powiedział niedawno, że po tym, jak epidemia koronawirusa przeminie, zaczniemy odczuwać nowy głód Eucharystii. Czy Ksiądz Biskup się z tym zgadza?

Mam nadzieję, że te słowa okażą się prawdziwe w przypadku wielu katolików. Jest wspólnym ludzkim doświadczeniem, że przedłużający się niedostatek pewnej istotnej rzeczywistości rozpala w ludzkich sercach tęsknotę za tą rzeczywistością. Oczywiście odnosi się to do osób, które naprawdę wierzą i miłują Eucharystię. Takie doświadczenie pomaga również w bardziej głębokim rozważaniu znaczenia i wartości Najświętszej Eucharystii. Być może ci katolicy, którzy byli tak bardzo przyzwyczajeni do Sanctissimum, że zaczęli je postrzegać jako coś zwyczajnego i powszechnego, doświadczą duchowego nawrócenia i zrozumieją oraz zaczną odtąd traktować Najświętszą Eucharystię jako coś nadzwyczajnego i wzniosłego.

W niedzielę 15 marca papież Franciszek udał się z modlitwą przed wizerunek Salus Populi Romani (Matki Bożej Śnieżnej, Ocalenia Ludu Rzymskiego) w bazylice Santa Maria Maggiore oraz przed cudowny Krucyfiks znajdujący się w kościele San Marcelo al Corso. Czy Ksiądz Biskup uważa za istotne, aby biskupi i kardynałowie podejmowali podobne akty publicznej modlitwy w intencji zakończenia epidemii koronawirusa?

Przykład papieża Franciszka może zachęcić wielu biskupów do podejmowania podobnych aktów publicznego świadectwa wiary i modlitwy oraz do konkretnych znaków pokuty, których celem jest przebłaganie Boga, by położył kres epidemii. Można zalecić, aby biskupi i kapłani regularnie przemierzali swoje miasta, miasteczka i wioski z Najświętszym Sakramentem w monstrancji, w towarzystwie małej liczby duchownych lub wiernych (jednego, dwóch lub trzech), zależnie od postanowień władz. Takie procesje z Eucharystycznym Panem przyniosą wiernym i obywatelom pocieszenie i radość płynące z faktu, że nie są oni sami w czasie utrapienia, że Pan prawdziwie jest z nimi, że Kościół jest matką, która ani nie zapomniała o swoich dzieciach, ani ich nie porzuciła. Można by zainicjować światowy łańcuch monstrancji unoszących Eucharystycznego Pana po ulicach tego świata. Takie miniprocesje eucharystyczne, nawet jeśli będą podejmowane jedynie przez biskupa lub kapłana, wybłagają łaski fizycznego i duchowego uzdrowienia oraz nawrócenia.

Epidemia koronawirusa wybuchła w Chinach niedługo po Synodzie Amazońskim. Niektóre media mocno wierzą, że jest to kara Boża za wydarzenia związane z Pachamamą w Watykanie. Inni sądzą, że jest to kara Boża za porozumienie Watykanu z Chinami. Czy Ksiądz Biskup uważa, że którakolwiek z tych opinii jest słuszna?

W moim przekonaniu epidemia koronawirusa jest bez wątpienia Boską interwencją mającą na celu ukaranie i oczyszczenie grzesznego świata oraz Kościoła. Nie powinniśmy zapominać, że nasz Pan Jezus Chrystus postrzegał fizyczne katastrofy w kategoriach kar Bożych. Czytamy na przykład: „W tym samym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie».” (Łk 13, 1-5)

Mające znamiona kultu oddawanie czci pogańskiemu bożkowi Pachamamy w Watykanie, przy aprobacie Papieża, było bez wątpienia wielkim grzechem niewierności wobec Pierwszego Przykazania Dekalogu, było ohydą. Każda próba pomniejszania znaczenia tego aktu oddawania czci nie może oprzeć się lawinie oczywistych dowodów i rozumu. Sądzę, że te akty bałwochwalstwa były kulminacją ciągu innych aktów niewierności przeciw [obowiązkowi] zachowywania Boskiego depozytu wiary przez wielu wysokich rangą członków hierarchii kościelnej w ostatnich dziesięcioleciach. Nie mam absolutnej pewności, że wybuch epidemii koronawirusa jest karą Bożą za wydarzenia związane z Pachamamą w Watykanie, lecz dopuszczanie takiej możliwości nie byłoby czymś przesadzonym. Już w początkach Kościoła Chrystus zgromił biskupów („aniołów”) kościołów w Pergamonie i Tiatirze z powodu tolerowania przez nich bałwochwalstwa i cudzołóstwa. Postać „Jezabel”, która zwiodła kościół ku bałwochwalstwu i cudzołóstwu (por. Ap. 2, 20) również może być interpretowana jako symbol świata naszych czasów, z którym flirtuje wielu spośród tych, na których spoczywa odpowiedzialność w Kościele.

Następujące słowa Chrystusa zachowują ważność również w naszych czasach: „Oto rzucam ją na łoże boleści, a tych, co z nią cudzołożą – w wielkie utrapienie, jeśli od czynów jej się nie odwrócą; i dzieci jej porażę śmiercią. A wszystkie Kościoły poznają, że Ja jestem Ten, co przenika nerki i serca; i dam każdemu z was według waszych czynów” (Ap 2, 22-23). Chrystus zagroził karą i wezwał kościoły do pokuty: „Ale mam nieco przeciw tobie (…) przez spożycie ofiar składanych bożkom i uprawianie rozpusty (…) Nawróć się zatem! Jeśli zaś nie – przyjdę do ciebie niebawem i będę z nimi walczył mieczem moich ust” (Ap 2, 14-16). Jestem przekonany, że Chrystus wypowiedziałby te same słowa do papieża Franciszka i innych biskupów, którzy pozwolili na bałwochwalcze oddawanie czci Pachamamie i którzy w sposób domyślny zaakceptowali stosunki seksualne poza ważnie zawartym małżeństwem, pozwalając tak zwanym „rozwodnikom, którzy zawarli nowe związki” i którzy są aktywni seksualnie na przyjmowanie Komunii Świętej.

Ksiądz Biskup wskazał na słowa Ewangelii oraz na księgę Apokalipsy. Czy sposób, w jaki Bóg obchodził się ze swoim Narodem Wybranym w Starym Testamencie pozwala nam lepiej zrozumieć obecną sytuację?

Epidemia koronawirusa wywołała w Kościele sytuację, która według mojej wiedzy jest niespotykana; mam na myśli niemal ogólnoświatowy zakaz sprawowania wszystkich publicznych Mszy Świętych. Widać w tym częściową analogię z zakazem chrześcijańskiego kultu w niemal całym Cesarstwie Rzymskim w pierwszych trzech stuleciach po Chrystusie. Obecna sytuacja jest jednakże bezprecedensowa, ponieważ w naszym przypadku zakaz kultu publicznego został wydany przez biskupów katolickich, i to [w niektórych przypadkach] nawet przed opublikowaniem stosownych zaleceń rządowych.

W pewien sposób można porównać obecną sytuację do zaprzestania kultu ofiarnego w Świątyni Jerozolimskiej podczas niewoli babilońskiej Bożego Narodu Wybranego. W Biblii kara Boża postrzegana była jako łaska, np. „Szczęśliwy, kogo Bóg karci, więc nie odrzucaj nagan Wszechmocnego. On zrani, On także uleczy, skaleczy – i ręką swą własną uzdrowi” (Hi 5, 17-18) oraz „Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się!” (Ap 3, 19). Jedyną adekwatną reakcją na utrapienie, katastrofy, epidemie i inne podobne sytuacje, które wszystkie są narzędziami w dłoni Boga mającymi przebudzić ludzi ze snu grzechu i obojętności wobec Boskich przykazań i życia wiecznego, jest pokuta i szczere nawrócenie do Boga. W następującej modlitwie prorok Daniel daje wiernym wszystkich czasów przykład prawdziwej postawy, jaką powinni przyjąć, jak również sposobu, w jaki powinni się zachowywać oraz modlić w czasie utrapienia: „Cały Izrael przekroczył Twoje Prawo i pobłądził, nie słuchając Twego głosu (…) Nakłoń, mój Boże, swego ucha i wysłuchaj! Otwórz swe oczy i zobacz nasze spustoszenie i miasto, nad którym wzywano Twego imienia. Albowiem zanosimy swe modlitwy do Ciebie, opierając się nie na naszej sprawiedliwości, ale ufni w Twoje wielkie miłosierdzie. Usłysz, Panie! Odpuść, Panie! Panie, miej na uwadze i działaj niezwłocznie, przez wzgląd na siebie samego, mój Boże! Bo Twojego imienia wzywano nad Twym miastem i nad Twym narodem” (Dn 9, 11, 18-19).

Św. Robert Bellarmin napisał: “Niezawodne znaki wskazujące na przyjście Antychrysta…największe i ostatnie prześladowanie, a publiczna ofiara (Mszy Świętej) kompletnie ustanie” („Proroctwo Daniela”). Czy Ekscelencja sądzi, że odnosi się on do tego, czego jesteśmy obecnie świadkami? Czy jest to początek wielkiej kary wyprorokowanej w księdze Apokalipsy?

Obecna sytuacja dostarcza wystarczających, racjonalnych powodów, by sądzić, że znajdujemy się na początku czasów apokaliptycznych, w których przewidziane są kary Boże. Nasz Pan odniósł się do proroctwa Daniela: „Gdy więc ujrzycie “ohydę spustoszenia”, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie” (Mt 24, 15). Księga Apokalipsy mówi, że Kościół będzie musiał zbiec na jakiś czas na pustynię (por. Ap 12, 14). Niemal powszechne zaprzestanie publicznego składania Ofiary Mszy Świętej można zinterpretować jako ucieczkę na duchową pustynię.

Tym, co jest godne pożałowania w naszej sytuacji, jest fakt, że wielu członków hierarchii kościelnej nie postrzega tej sytuacji jako utrapienia, jako kary Bożej, to znaczy jako „Boskiego nawiedzenia” w sensie biblijnym. Następujące słowa naszego Pana odnoszą się również do wielu członków kleru w czasach obecnej fizycznej oraz duchowej epidemii: „[N]ie rozpoznał[eś] czasu twojego nawiedzenia” (Łk 19, 44). Aktualna sytuacja tej „ognistej męki” (por. 1 P 4, 12) musi zostać potraktowana z powagą przez papieża i biskupów, aby prowadzić do głębokiego nawrócenia całego Kościoła. Jeśli to się nie stanie, wówczas następujące opowiadanie Sorena Kierkegaarda będzie odnosić się również do naszej obecnej sytuacji: „Za kulisami teatru wybuchł pożar. Klaun wyszedł, aby ostrzec publiczność; pomyśleli, że to żart i bili mu brawo. Powtórzył swe słowa i zdobył jeszcze większe oklaski. Sądzę, że w ten sposób nastąpi koniec świata – przy powszechnym aplauzie kpiarzy, którzy będą myśleli, że to żart”.

Ekscelencjo, jaki jest głębszy sens całej tej sytuacji?

Sytuacja publicznego zaprzestania publicznego sprawowania Mszy Świętej oraz udzielania sakramentalnej Komunii Świętej jest tak niespotykana i poważna, że można w niej odkryć o wiele głębszy sens. Te wydarzenia mają miejsce prawie dokładnie pięćdziesiąt lat po wprowadzeniu Komunii Świętej na rękę (w 1969 r.) oraz po wdrożeniu radykalnej reformy rytu Mszy Świętej (w latach 1969/1970) wraz z jej protestantyzującymi składnikami (modlitwy offertorium) oraz jej horyzontalnym i instruktażowym stylem celebracji (chwile improwizacji, celebracja w zamkniętym okręgu i w kierunku ludzi). Praktyka Komunii Świętej na rękę doprowadziła w ostatnim pięćdziesięcioleciu do niezamierzonej i zamierzonej profanacji Eucharystycznego Ciała Chrystusa w bezprecedensowej skali. Przez ponad pięćdziesiąt lat Ciało Chrystusa było (głównie w sposób niezamierzony) deptane przez stopy duchownych i świeckich w kościołach katolickich na całym świecie. Zjawisko kradzieży konsekrowanych hostii również rośnie w alarmującym tempie.

Praktyka przyjmowania Komunii Świętej przy pomocy własnej dłoni i palców coraz bardziej przypomina gest spożywania zwykłego pokarmu. Praktyka przyjmowania Komunii Świętej na rękę osłabiła wśród wielu katolików wiarę w Rzeczywistą Obecność, w Przeistoczenie oraz w Boską i wzniosłą naturę konsekrowanej Hostii. Eucharystyczna Obecność Chrystusa w sposób nieuświadomiony przekształciła się w rozumieniu tych wiernych w rodzaj świętego chleba lub symbolu. Teraz Pan zaingerował i pozbawił niemal wszystkich wiernych udziału we Mszy Świętej oraz możliwości sakramentalnego przyjmowania Komunii Świętej.

Ludzie niewinni i winni wspólnie znoszą tę udrękę, ponieważ w tajemnicy Kościoła wszyscy są ze sobą zjednoczeni jako jego członkowie: „Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki” (1 Kor 12, 26). Obecne zaprzestanie publicznego sprawowania Mszy Świętej i udzielania Komunii Świętej mogłoby być zrozumiane przez papieża i biskupów jako Boża reprymenda za ostatnie pięćdziesiąt lat eucharystycznych profanacji i banalizacji oraz, jednocześnie, jako miłosierny apel o autentyczne nawrócenie eucharystyczne całego Kościoła. Niech Duch Święty dotknie serca papieża i biskupów, skłaniając ich do wydania konkretnych norm liturgicznych, aby kult eucharystyczny całego Kościoła mógł zostać oczyszczony i na nowo skierowany ku Panu.

Można by zasugerować, aby papież, wraz z kardynałami i biskupami dokonał w Rzymie publicznego aktu wynagrodzenia za grzechy przeciw Najświętszej Eucharystii i za grzech aktów religijnego oddawania czci figurkom Pachamamy. Gdy obecne utrapienie dobiegnie końca, papież powinien wydać konkretne normy liturgiczne, w których zaprosi cały Kościół do zwrócenia się ku Panu w sposobie celebracji, tzn. celebrans i wierni powinni być zwróceni w tym samym kierunku podczas Modlitwy Eucharystycznej. Papież powinien również zakazać praktyki udzielania Komunii Świętej na rękę, ponieważ Kościół nie może nadal bezkarnie traktować Sanctissimum w małej konsekrowanej hostii w tak minimalistyczny i ryzykowny sposób.

Następująca modlitwa Azariasza [odmówiona] w środku ognia, którą każdy kapłan odmawia podczas obrzędu Offertorium we Mszy Świętej, mogłaby zainspirować papieża i biskupów do podjęcia konkretnych aktów wynagrodzenia i przywrócenia chwały Ofierze Eucharystycznej i Eucharystycznemu Ciału Chrystusa: „Niech jednak dusza strapiona i duch uniżony znajdą u Ciebie upodobanie (…) niech będzie dziś nasza ofiara przed Tobą i niech Ci się podoba! Ponieważ ci, co pokładają ufność w Tobie, nie mogą doznać wstydu. Teraz zaś postępujemy za Tobą z całego serca, odczuwamy lęk przed Tobą i szukamy Twego oblicza. Nie zawstydzaj nas, lecz postępuj z nami według swej łagodności i według wielkiego swego miłosierdzia. Wybaw nas przez swe cuda i uczyń swe imię sławne, Panie!” (Dn 3, 39-43, Septuaginta)

Wywiad przeprowadziła Diane Montagna dla The Remnant Newspaper.

Tłum.  Izabella Parowicz

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2020-03-28)

Spontaniczność ukierunkowana

Wprawdzie zbrodniczy koronawirus robi postępy, przewalając się przez świat na podobieństwo tornada, ale w miarę postępów koronawirusa niepodobna nie zauważyć, że wraz z nim, albo zaraz tuż za nim postępuje też nieubłagany postęp.

Oczywiście nikt tego nie zaplanował, to tylko taki spontan i odlot, jak w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy pana Jerzego Owsiaka, ale niepodobna nie zauważyć, że nieubłagany postęp postępuje zgodnie ze swoją naturą, czyli w kierunku postępu.

A co wyznacza kierunek postępu? Cały czas to samo, to znaczy – awangarda komunistycznej rewolucji, w której z kolei niepodobna nie zauważyć dominacji żydokomuny. Ona już i dawniej pochylała się z gospodarską troską nad rozmaitymi aspektami życia społecznego, na przykład – nad anachronicznymi i niepotrzebnymi historycznymi narodami. Może nie wszystkimi, co to, to nie – a tylko z narodami mniej wartościowymi, które wskutek samego swego istnienia wywołują na świecie potworne paroksyzmy.

Tako rzecze Altiero Spinneli, włoski komuszek, którego zbawienne sentencje umieszczono przy głównym wejściu do administracji Eurokochozu, która – mówiąc nawiasem – akurat teraz schowała się w mysią dziurę i nawet nie walczy o praworządność w naszym nieszczęśliwym kraju.

Ale Spinelli, można powiedzieć, miał pecha, podobnie jak inni wybitni przedstawiciele postępu, bo jakże tu likwidować mniej wartościowe narody, kiedy mogłyby się jeszcze odwinąć, ze szkodą dla rewolucji światowej? Aż wreszcie doczekaliśmy się epidemii zbrodniczego koronawirusa, dzięki której rewolucja komunistyczna może nabrać tempa, jakby popychał ją, albo pociągał sławny parowóz dziejów.

Ponieważ epidemia zbrodniczego koronawirusa ma charakter globalny, to jest rzeczą oczywistą, że i walka z nią też musi nabrać globalnego rozmachu. A skoro tak, to któż tę nieubłaganą walkę będzie organizował i koordynował? To jasne, że rząd światowy. A któż powinien stworzyć taki rząd światowy? To też proste, jak budowa cepa: awangarda postępu, co to spenetrowała nieubłagane prawa rozwoju dziejowego. A ponieważ najtwardszym jądrem tej awangardy jest żydokomuna, no to odpowiedź na to pytanie też wydaje się oczywista.

Któż lepiej, a przede wszystkim – sprawniej od niej przeprowadzi likwidację mniej wartościowych narodów tubylczych? Nikogo takiego na horyzoncie nie ma i nie będzie – chociaż i tutaj panuje pewna niejasność – czy mianowicie powstanie jeden rząd światowy pod kierownictwem partii, czy też powstaną co najmniej trzy – każdy dla swojej części świata. Już teraz bowiem można wyobrazić sobie co najmniej trzy takie polityczne centra: jedno z USA na czele, drugie – na czele z Chinami i trzecie – arabskie, którego politycznym kierownikiem mogłaby być Arabia Saudyjska. W ten sposób świat upodobniłby się do obrazu nakreślonego w „Roku 1984” Jerzego Orwella, a jeśli epidemia koronawirusa potrwa jeszcze trochę, to i społeczności zdążą się tak wytresować, że „nowy wspaniały świat” znajdzie się w zasięgu ręki.

Ale polityka, to tylko jeden aspekt komunistycznej rewolucji. Drugim segmentem jest gospodarka. Tutaj przyszłość rysuje się jeszcze wyraźniej. Już teraz rządy skwapliwie wykorzystują epidemię, by całą gospodarkę i wszystkie jej segmenty sobie podporządkować, a wygląda na to, że po ustaniu epidemii już tak zostanie.

Pierwszym powodem będzie to, że prywatne firmy zostaną uzależnione od rządu w stopniu jeszcze większym, niż to miało miejsce w Rzeszy Niemieckiej, kiedy to pod pretekstem wojny państwo całkowicie podporządkowało sobie prywatne przedsiębiorstwa – co bardzo dokładnie opisał w swoich wspomnieniach Albert Speer.

Stalin zrobił to innymi metodami, ale za jego czasów żadnej epidemii nie miał pod ręką, podczas gdy teraz ten sam cel można będzie osiągnąć bez mordowania kogokolwiek. Wszyscy zaniosą swoje uprawnienia właścicielskie rządowi w zębach i będą szczęśliwi, jeśli w jego imieniu jakiś urzędnik „jednym ruchem ręki z państwem mu da zaślubiny”.

Bo biurokracja nie tylko nie zniknie, tylko rozrośnie się do rozmiarów wcześniej nie notowanych. Po pierwsze dlatego, że rządzące gangi będą musiały jakoś wyżywić swoich sympatyków i militantów, więc porozdają im kolejne okruszki władzy, żeby mogli sobie podziubać i w ten sposób się wyżywić. Po drugie dlatego, że przedsiębiorczość prywatna zostanie całkowicie zlikwidowana de facto, bo istnienie każdej firmy zostanie całkowicie uzależnione od rządu i jego przychylności.

W ten sposób zrealizowany zostanie kolejny cel rewolucji komunistycznej w postaci likwidacji znienawidzonej własności prywatnej i wprowadzenie w jej miejsce własności kolektywnej jeśli nie de iure, to przynajmniej – de facto.

Wreszcie epidemia stworzyła znakomite warunki dla przekształceń ideologicznych. Jak wiadomo, najwięcej zgryzoty żydokomunie, stojącej w awangardzie komunistycznej rewolucji, dostarczał reakcyjny kler, który nie tylko rozsiewał zatrute ziarna antysemityzmu, ale w dodatku, poprzez propagowanie zasad swojej religii, sypał piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów.

Stopniowe nasycanie szeregów reakcyjnego kleru sodomitami i „judeochrześcijanami” przynosiło wprawdzie pewne rezultaty, ale zarazem budziło rosnące zniecierpliwienie promotorów rewolucji z powodu ślamazarności tego procesu.

I oto, gdyby w języku rewolucji takie sformułowania nie były surowo zabronione, można by powiedzieć, że epidemia koronawirusa pojawiła się, jako prawdziwy dar Niebios. Z dnia na na dzień, pod pretekstem ryzyka zarażenia, skasowane zostały de facto wszystkie nabożeństwa. To znaczy – formalnie nie – ale faktycznie tak, bo cóż to za Kościół, w którym nikogo nie ma? Owszem – można oglądać transmisje nabożeństw przez telewizję, ale na takiej samej zasadzie, jak inne produkcje przemysłu rozrywkowego.

W ten oto sposób, pod pretekstem epidemii, rewolucjoniści doprowadzili do degradacji Kościoła do roli przedsiębiorstwa przemysłu rozrywkowego i to rękami duchowieństwa!

Takie prognozy można wysnuć już na podstawie tego, co już się stało, a przecież wszystko jeszcze przed nami. Na przykład – eugenika i eutanazja. Już teraz władze jeśli nawet oficjalnie tego jeszcze nie zalecają, to przyjmują do aprobującej wiadomości selekcje pacjentów, prowadzące do odstępowania od pacjentów mniej użytecznych społecznie. Myślę, że tak już zostanie i później, bo – po pierwsze – ludzie zdążą się do tego przyzwyczaić, a po drugie – z punktu widzenia niewydolnych obecnie systemów ubezpieczeń społecznych, to jest jakieś wyjście.

Wprawdzie nadal będziemy rytualnie piętnowali złowrogiego doktora Mengele, ale w miarę upływu czasu nikt już nie będzie wiedział – dlaczego.

Oczywiście nikt tego wszystkiego nie zaplanował, ale to nawet lepiej, bo nie dostarcza się w ten sposób pożywki dla teorii spiskowych i szeptanek, a poza tym lepiej, kiedy wszystko wprawdzie odbywa się spontanicznie, ale zmierza we właściwym kierunku.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Majstersztyk

 Nie docenialiśmy Szatana. Praktycznie z dnia na dzień pozbawić wiernych na całym świecie dostępu do Eucharystii, zapowiedzieć, że w tym roku nie będą mogli wspólnie liturgicznie świętować Triduum i Wielkanocy, odmówić im możliwości udziału we Mszy świętej (albo przynajmniej usilnie ich od popełnienia tego strasznie nieodpowiedzialnego czynu odwodzić), pozbawić ich dostępu do sakramentów, sakramentaliów; zaorać całkowicie pobożność ludową, zabronić gromadzenia się na nabożeństwach, zniechęcać do fizycznej bliskości między duszpasterzami a wiernymi, między dziećmi a rodzicami i dziadkami (wszyscy mają się odizolować, mają zostac sami!) – a wiarę, nadzieję i miłość zastąpić w społeczeństwie lękiem przed chorobą i śmiercią, obawą przed zakażeniem, paniką, beznadzieją i czarnowidztwem; wbijaniem wiernym do głów narracji, że budynek kościoła już na zawsze ma im się kojarzyć z zarazą, niebezpieczeństwem i morowym powietrzem (wirusowym aerozolem), Komunia święta ma im się odtąd kojarzyć z obślinionymi palcami kapłana, brudem, syfem i zakażeniem wirusowym – i w dodatku uczynić to wszystko rękami p.o. biskupa Rzymu, pozostałych biskupów oraz proboszczów – to jest MAJSTERSZTYK.

Na czym polega piekło? Ojcowie Kościoła tłumaczą: Na tym, że dusza jest SAMA. Wiary juz nie ma. Miłości nie odczuwa. Nadzieja zgasła. Dusza czuje się odrzucona przez wszystkich, odizolowana od innych, niechciana, niekochana, pogrążona w strachu, przerażeniu i beznadziei. Samotność, izolacja, chłód, pustka. I znikąd pomocy.

Napisał Dextimus dnia 23.3.20

Za: Breviarium – dawniej: Kronika Novus Ordo (23 marca 2020)


Jak to dobrze, że nie chodzą do kościoła. Jeszcze by kogoś zarazili…

https://www.se.pl/warszawa/koronawirus-warszawiacy-nie-boja-sie-wirusa-metrem-dalej-podrozuja-tlumy-wideo-aa-3qF5-boVy-nhFc.html

Napisał Dextimus dnia 23.3.20

 

C H W A Ł A B O G U !

 

/na zamknięte dzisiaj kościoły/

Nadchodzi starość, bo musi,

I nic się już tu nie zmieni

Choćby sto słońc zaświeciło

A księżyc się zarumienił.

Tak było, jest i będzie,

Że czas biegnie w jedną stronę

Przed czym się nie schowamy

Licząc na jakąś obronę.

Nas są miliardy z jednakowym losem

Jak gwiazd na niebie kosmosu

I wszyscy dzisiaj patrzą do jego krawędzi

Wypatrując bardziej przychylnego losu,

Jakiejś odmiany, odwrócenia zdarzeń,

Znalezienia sensu lub choćby pociechy,

Żeby rozpocząć jeszcze raz, od nowa,

Omijając pokusy, eliminując grzechy,

Tak, żeby nasze dusze odnalazły siebie,

Żeby były radosne jak skowronki na niebie

I mogły prosić Boga o łask wiele -

Na co zawsze mogą liczyć, kiedy są w potrzebie!

Dzisiaj jest smutek wielki, a nawet zwątpienie,

Kiedy szatan zarzucając swe sieci

Bierze odwet za naszej wiary miłosne  wyznania,

Pleni zarazę, tłumi  bunt i nienawiścią świeci!

Patrzy, czy dzisiaj kościół jest otwarty?

Czy ludzie się modlą, chwaląc Boga?

Oddają Mu się w opiekę, pozbywając grzechów,

Z czcią wielką, gdyż obca im jest diabelska trwoga…

 

Bo trwogi być nie może,

Kiedy Bóg jest z nami

To my z Nim żywi jesteśmy

Na wieki wieków – Ament!

 

Marian Retelski, NY- 22 marca 2020

WIOSNA – 2020

Ludzkość się dzisiaj cieszy,

Rozkosznie się  śmieje

Choć starsi i do tego mądrzejsi

Straszą nas, że przecież coś się tutaj dzieje,

Mówią to z kamienną twarzą,

Niejeden palcem pogrozi

Tym co się wyłamują

Co nic ich nie obchodzi,

A  uczone przestrogi

Ciągle mają za nic,

Że wirus krąży wszędzie

I że nie zna granic,

Tych państwowych i ludzkich

Tylko wszędzie  nam się wciska

I dokucza wielce, to kaszlem, to dreszczem,

Nie patrząc na nasze  zasługi, awanse,

Działa według ustalonych reguł,

Dla tych, których upolować  trzeba,

Bo już sobie pożyli, którym,

Pora  iść już  do piachu,

I  ponieść zasłużoną karę

Za te ziemskie swawole.

Kara być musi, ludzkość o tym  wie,

I posłusznie w tym szaleństwie wiruje

Zostawiając upragnioną wiosnę na boku,

Celebruje epidemię, choć ona tyle kosztuje,

A jedynie zamiast  radości, łzy ukradkiem ociera,

I pyta, czy może wyjść z dziećmi na spacer?,

Ludzkość, która jak piasek na pustyni,

Czeka na wiatr, a on  nie nadchodzi,

Bo moce piekielne  testują  naszą planetę

Zagrożoną przegrzaniem,  do tego pełną śmieci,

I kto się im oprze, w  tym safandulskim  świecie?

Kiedy to wszystko dla dobra ludzkości się dzieje,

Zamienionej w podnóżek  jaśnie oświeconej władzy

Naszych braci, starszych i mądrzejszych,

Którzy naszą wiosnę kochaną mają za nic

Bo ona będzie i będzie dopiero wtedy właściwa

Gdy  w diabelskich oczach miliard istnień się zaświeci.

 

Marian Retelski

NY – wiosna 2020

Prof. G. Kucharczyk o zamykaniu Kościołów w obawie przed koronawirusem: To jest dramat tej sytuacji. Wynika z tego, jakbyśmy zapomnieli o tym, że jest z nami nasz Boski Nauczyciel Jezus Chrystus

Mamy rzeczywiście skale dramatu, że pozbawia się ludzi Mszy świętej. Mamy kolejny przykład pośredniej deprecjacji Najświętszego Sakramentu, ponieważ idzie taki komunikat, że Komunia Święta jest jakimś zagrożeniem. Teraz jest pytanie podstawowe, a co z wiarą w realną obecność Ciała Chrystusa, że to jest naprawdę realne Ciało Chrystusa pod postacią chleba – powiedział prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, w audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Na świecie rozprzestrzenia się panika w związku z epidemią koronawirusa. Do tej pory Kościół w obliczu zarazy zawsze znajdował się na pierwszej linii frontu.

– W różnych trudnych czasach można powiedzieć, że Kościół, był na pierwszej linii walki z zarazą, zarówno, gdy chodzi o niesienie pociechy i pomocy duchowej osobom zagrożonym, jak i gdy chodzi o tą bezpośrednią opiekę już nad zarażonymi. Historia Kościoła poprzednich wieków obfituje w przykłady zaangażowania się wielkich świętych Kościoła, wielkich pasterzy Kościoła. Teraz przypomina się przy okazji tego, co dzieje się zwłaszcza w północnych Włoszech, przykład świętego Karola Boromeusza, wielkiego arcybiskupa Mediolanu, w końcu XVI wieku, jednego z ojców soboru w Trydencie – powiedział gość Radia Maryja

Św. Karol Boromeusz był twarzą odnowy Kościoła – kontynuował profesor.

– Kiedy wybuchła epidemia w Mediolanie w 1576 roku, to on nie tylko że nie kazał zamykać kościołów, one były cały czas otwarte. On sam na czele duchowieństwa w pokutnym worze ze sznurem na szyi jako znak pokuty, odprawiał pokutne procesje, żeby ubłagać u Bożej Opatrzności pomoc, żeby ten lud mediolański został wybawiony od powietrza. To była stała praktyka. Wystarczy wspomnieć, ile zakonów powstało czy też, ile zakonów zajmowało się prowadzeniem hospicjów, leprozoriów dla osób trędowatych w okresie średniowiecza i nie tylko w tych wiekach średnich – powiedział historyk.

Badacze na przykładzie dziejów Kościoła w pierwszych wiekach, kiedy Kościół był prześladowany w czasach Imperium Rzymskiego, wskazują, że tym odróżniało się zachowanie chrześcijan od pogan, że poganie w momencie wybuchu zarazy w miastach Imperium Rzymskiego od razu uciekali – akcentował prof. Grzegorz Kucharczyk.

– Chrześcijanie zostawali, świadczyli sobie i innym pomoc bez względu na to czy ktoś wierzył w Chrystusa, czy nie. Przez to też dawali przykład swoim czynem. Przykład zawsze o wiele bardziej pociąga niż słowo i dlatego można powiedzieć, że te zachowania i decyzje biskupów włoskich są, mówiąc delikatnie, niezrozumiałe, patrząc i na historię Kościoła a przede wszystkim na podstawowe powołanie Kościoła, jakim jest towarzyszenie ludziom w drodze do zbawienia, jak podkreśla papież Franciszek no właśnie tym ludziom, którzy są w potrzebie – mówił gość „Aktualności dnia”.

Papież wielokrotnie powtarzał, że Kościół czy pasterze Kościoła mają być przeniknięci zapachem owieczek – podkreślił profesor.

– Kościół powinien być jak lazaret, szpital, który przyjmuje rannych i opatruje rany. Teraz w tej sytuacji komunikat idzie taki, że zagrożenie polega na uczestniczeniu we Mszy świętej, a tymczasem nieopodal tych pozamykanych kościołów są czynne bary, restauracje i galerie handlowe. Trudno to zrozumieć zwykłemu wiernemu. […] Rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacją, chyba kolejnym potwierdzeniem tego o czym pisał w swojej ostatniej książce ksiądz kardynał Robert Sarah „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” wydanej przez siostry Loretanki. Kiedy ksiądz kardynał Sarah mówi, że z murów kościoła sączy się duch Judasza, który polegał nie tylko na zdradzie Mistrza, tylko cała ta jego zbrodnia polegała na tym, że on nie zaufał w Boże Miłosierdzie, wszechmoc Bożego Miłosierdzia i się powiesił, uległ rozpaczy – akcentował gość Radia Maryja.

Rozpacz jest wyrazem niewiary w Boże Miłosierdzie i w Bożą wszechmoc – podkreślił.

– Obawiam się, czy czasem nie obserwujemy w tym sensie tej ekspozycji, objawienia się ducha Judasza, że rzeczywiście ci którzy powinni być przede wszystkim na pierwszej linii modlitw o odwrócenie tej zarazy, zamykają kościoły. Niedawno rozmawiałem z jednym z księży w Poznaniu, który ma kolegę księdza Polaka, który pracuje w północnych Włoszech i on tam odprawia, właściwie jak mówi tajne Msze św., bo właściwie jest zakaz a ludzie podobno masowo się garną i do Mszy świętych i do sakramentu spowiedzi. To jest naturalne w czasach trwogi i zagrożenia, że ludzie szukają pomocy u Boga, a tutaj jesteśmy skonfrontowani raczej z sytuacją, którą można by określić „Jak trwoga to od Boga” zamiast „do Boga”. To jest bardzo niepokojące – stwierdził prof. Kucharczyk.

Również biskupi w innych krajach europejskich zastanawiają się nad zamknięciem swoich kościołów i zakazaniem chociażby pogrzebów.

– To jest właściwie uleganie władzy państwowej. To znaczy, żeby była jasność, władze państwowe powinny działać we własnym zakresie, służby sanitarne, epidemiologiczne, to jest jasna sprawa. Natomiast jeżeli Kościół, pasterze Kościoła się podporządkowują bez szemrania takim zarządzeniom, to mamy do czynienia z jakąś niezdrową sytuacją takiego podporządkowywania się władzy państwowej, która nawet nie musi używać jakichś wielkich środków nacisku, bo wystarczył jeden komunikat i można powiedzieć, taka reakcja, która bardzo się kojarzy raczej z brakiem odwagi, mówiąc delikatnie – powiedział historyk.

Przypominają się słowa Prymasa Tysiąclecia księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, który mówił, że najgorszym zagrożeniem dla Kościoła, narodu i państwa są tchórze – akcentował profesor Grzegorz Kucharczyk.

– Tutaj mamy do czynienia z takim odwróceniem się od wiernych, którzy garną się, szukają pomocy duchowej. Pomijając dramatyczne dla wielu rodzin wydarzenie jakim jest niemożność katolickiego pogrzebania swoich najbliższych. Mam jeszcze jeden głębszy problem, wydaje mi się, że jednak jako wspólnota ludzi wierzących zagubiliśmy umiejętność patrzenia na to, co się dzieje nie tylko w kategoriach wydarzeń, ale w kategoriach znaków. W poprzednich wiekach zwłaszcza święci interpretowali pewne wydarzenia jak chociażby, co na naszych oczach się zresztą teraz dzieje (czyli pożar katedry Notre Dame, czy wcześniej trzęsienia ziemi, które nawiedzały Włochy) jako pewne znaki dawane przez Opatrzność – mówił gość audycji.

Przede wszystkim były to znaki wzywające do nawrócenia – wyeksponował historyk.

– Jeszcze to się pojawia w okresie Wielkiego Postu, który teraz przeżywamy, to można powiedzieć, że trudno o bardziej wymowny zbieg okoliczności, wydarzeń. Tutaj powinna być tym bardziej reakcja, która skłania do szukania pomocy właśnie u tego Boskiego Mistrza, który wydaje się, że gdzieś śpi na końcu łodzi, ale jak wiemy z Ewangelii, wystarczyło jedno Jego słowo, żeby fale Jeziora Galilejskiego uspokoić, ale uczniowie wtedy szukali pomocy u Niego, nie odwracali się i nie zdawali się tylko i wyłącznie na swoje siły. To jest właśnie dramat tej sytuacji, że wynika z tego, jakbyśmy zapomnieli o tym, że z nami jest nasz Boski Nauczyciel Jezus Chrystus, który wydaje się, że śpi, ale trzeba Go obudzić, trzeba się zwrócić do Niego z usilną prośbą, bo uczniowie wtedy wołali „Mistrzu ratuj nas” i uratował – podkreślił profesor.

Jeden z katolickich pisarzy włoskich przy okazji tego dramatu, który dzieje się w północnych Włoszech, przytoczył słynne zdanie świętego Ojca Pio, że „świat może się obyć bez słońca, ale nie może obyć się bez Mszy Świętej” – mówił.

– Stosując te słowa do tej sytuacji, mamy rzeczywiście skale dramatu, że pozbawia się ludzi Mszy świętej. Mamy kolejny przykład pośredniej deprecjacji Najświętszego Sakramentu, ponieważ idzie taki komunikat, że Komunia Święta jest jakimś zagrożeniem. Teraz jest pytanie podstawowe, a co z wiarą w realną obecność Ciała Chrystusa, że to jest naprawdę realne Ciało Chrystusa pod postacią chleba. Mamy przecież wiele przykładów profanacji i jakichś nieszczęsnych pomysłów z interkomunią, które się sprowadzają właśnie do tej deprecjacji, do tego odwrócenia się od Najświętszego Sakramentu, a przecież Opatrzność daje nam tyle znaków, które wskazują, że trzeba iść dokładnie w odwrotnym kierunku. Te cuda eucharystyczne, które przecież też na naszych ziemiach niedawno miały miejsce, one pokazują, że Opatrzność wskazuje dokładnie odwrotny kierunek, a widzimy niestety na podstawie tych decyzji, o których mówimy, że pasterze Kościoła – przynajmniej w Italii – zajmują zupełnie sprzeczne z tym kierunkiem decyzje – podsumował profesor Grzegorz Kucharczyk.

Całą audycję „Aktualności dnia” z udziałem profesora Grzegorza Kucharczyka można odsłuchać [tutaj].

 

Mamy rzeczywiście skale dramatu, że pozbawia się ludzi Mszy świętej. Mamy kolejny przykład pośredniej deprecjacji Najświętszego Sakramentu, ponieważ idzie taki komunikat, że Komunia Święta jest jakimś zagrożeniem. Teraz jest pytanie podstawowe, a co z wiarą w realną obecność Ciała Chrystusa, że to jest naprawdę realne Ciało Chrystusa pod postacią chleba – powiedział prof. Grzegorz Kucharczyk z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk, w audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Na świecie rozprzestrzenia się panika w związku z epidemią koronawirusa. Do tej pory Kościół w obliczu zarazy zawsze znajdował się na pierwszej linii frontu.

– W różnych trudnych czasach można powiedzieć, że Kościół, był na pierwszej linii walki z zarazą, zarówno, gdy chodzi o niesienie pociechy i pomocy duchowej osobom zagrożonym, jak i gdy chodzi o tą bezpośrednią opiekę już nad zarażonymi. Historia Kościoła poprzednich wieków obfituje w przykłady zaangażowania się wielkich świętych Kościoła, wielkich pasterzy Kościoła. Teraz przypomina się przy okazji tego, co dzieje się zwłaszcza w północnych Włoszech, przykład świętego Karola Boromeusza, wielkiego arcybiskupa Mediolanu, w końcu XVI wieku, jednego z ojców soboru w Trydencie – powiedział gość Radia Maryja

Św. Karol Boromeusz był twarzą odnowy Kościoła – kontynuował profesor.

– Kiedy wybuchła epidemia w Mediolanie w 1576 roku, to on nie tylko że nie kazał zamykać kościołów, one były cały czas otwarte. On sam na czele duchowieństwa w pokutnym worze ze sznurem na szyi jako znak pokuty, odprawiał pokutne procesje, żeby ubłagać u Bożej Opatrzności pomoc, żeby ten lud mediolański został wybawiony od powietrza. To była stała praktyka. Wystarczy wspomnieć, ile zakonów powstało czy też, ile zakonów zajmowało się prowadzeniem hospicjów, leprozoriów dla osób trędowatych w okresie średniowiecza i nie tylko w tych wiekach średnich – powiedział historyk.

Badacze na przykładzie dziejów Kościoła w pierwszych wiekach, kiedy Kościół był prześladowany w czasach Imperium Rzymskiego, wskazują, że tym odróżniało się zachowanie chrześcijan od pogan, że poganie w momencie wybuchu zarazy w miastach Imperium Rzymskiego od razu uciekali – akcentował prof. Grzegorz Kucharczyk.

– Chrześcijanie zostawali, świadczyli sobie i innym pomoc bez względu na to czy ktoś wierzył w Chrystusa, czy nie. Przez to też dawali przykład swoim czynem. Przykład zawsze o wiele bardziej pociąga niż słowo i dlatego można powiedzieć, że te zachowania i decyzje biskupów włoskich są, mówiąc delikatnie, niezrozumiałe, patrząc i na historię Kościoła a przede wszystkim na podstawowe powołanie Kościoła, jakim jest towarzyszenie ludziom w drodze do zbawienia, jak podkreśla papież Franciszek no właśnie tym ludziom, którzy są w potrzebie – mówił gość „Aktualności dnia”.

Papież wielokrotnie powtarzał, że Kościół czy pasterze Kościoła mają być przeniknięci zapachem owieczek – podkreślił profesor.

– Kościół powinien być jak lazaret, szpital, który przyjmuje rannych i opatruje rany. Teraz w tej sytuacji komunikat idzie taki, że zagrożenie polega na uczestniczeniu we Mszy świętej, a tymczasem nieopodal tych pozamykanych kościołów są czynne bary, restauracje i galerie handlowe. Trudno to zrozumieć zwykłemu wiernemu. […] Rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacją, chyba kolejnym potwierdzeniem tego o czym pisał w swojej ostatniej książce ksiądz kardynał Robert Sarah „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli” wydanej przez siostry Loretanki. Kiedy ksiądz kardynał Sarah mówi, że z murów kościoła sączy się duch Judasza, który polegał nie tylko na zdradzie Mistrza, tylko cała ta jego zbrodnia polegała na tym, że on nie zaufał w Boże Miłosierdzie, wszechmoc Bożego Miłosierdzia i się powiesił, uległ rozpaczy – akcentował gość Radia Maryja.

Rozpacz jest wyrazem niewiary w Boże Miłosierdzie i w Bożą wszechmoc – podkreślił.

– Obawiam się, czy czasem nie obserwujemy w tym sensie tej ekspozycji, objawienia się ducha Judasza, że rzeczywiście ci którzy powinni być przede wszystkim na pierwszej linii modlitw o odwrócenie tej zarazy, zamykają kościoły. Niedawno rozmawiałem z jednym z księży w Poznaniu, który ma kolegę księdza Polaka, który pracuje w północnych Włoszech i on tam odprawia, właściwie jak mówi tajne Msze św., bo właściwie jest zakaz a ludzie podobno masowo się garną i do Mszy świętych i do sakramentu spowiedzi. To jest naturalne w czasach trwogi i zagrożenia, że ludzie szukają pomocy u Boga, a tutaj jesteśmy skonfrontowani raczej z sytuacją, którą można by określić „Jak trwoga to od Boga” zamiast „do Boga”. To jest bardzo niepokojące – stwierdził prof. Kucharczyk.

Również biskupi w innych krajach europejskich zastanawiają się nad zamknięciem swoich kościołów i zakazaniem chociażby pogrzebów.

– To jest właściwie uleganie władzy państwowej. To znaczy, żeby była jasność, władze państwowe powinny działać we własnym zakresie, służby sanitarne, epidemiologiczne, to jest jasna sprawa. Natomiast jeżeli Kościół, pasterze Kościoła się podporządkowują bez szemrania takim zarządzeniom, to mamy do czynienia z jakąś niezdrową sytuacją takiego podporządkowywania się władzy państwowej, która nawet nie musi używać jakichś wielkich środków nacisku, bo wystarczył jeden komunikat i można powiedzieć, taka reakcja, która bardzo się kojarzy raczej z brakiem odwagi, mówiąc delikatnie – powiedział historyk.

Przypominają się słowa Prymasa Tysiąclecia księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, który mówił, że najgorszym zagrożeniem dla Kościoła, narodu i państwa są tchórze – akcentował profesor Grzegorz Kucharczyk.

– Tutaj mamy do czynienia z takim odwróceniem się od wiernych, którzy garną się, szukają pomocy duchowej. Pomijając dramatyczne dla wielu rodzin wydarzenie jakim jest niemożność katolickiego pogrzebania swoich najbliższych. Mam jeszcze jeden głębszy problem, wydaje mi się, że jednak jako wspólnota ludzi wierzących zagubiliśmy umiejętność patrzenia na to, co się dzieje nie tylko w kategoriach wydarzeń, ale w kategoriach znaków. W poprzednich wiekach zwłaszcza święci interpretowali pewne wydarzenia jak chociażby, co na naszych oczach się zresztą teraz dzieje (czyli pożar katedry Notre Dame, czy wcześniej trzęsienia ziemi, które nawiedzały Włochy) jako pewne znaki dawane przez Opatrzność – mówił gość audycji.

Przede wszystkim były to znaki wzywające do nawrócenia – wyeksponował historyk.

– Jeszcze to się pojawia w okresie Wielkiego Postu, który teraz przeżywamy, to można powiedzieć, że trudno o bardziej wymowny zbieg okoliczności, wydarzeń. Tutaj powinna być tym bardziej reakcja, która skłania do szukania pomocy właśnie u tego Boskiego Mistrza, który wydaje się, że gdzieś śpi na końcu łodzi, ale jak wiemy z Ewangelii, wystarczyło jedno Jego słowo, żeby fale Jeziora Galilejskiego uspokoić, ale uczniowie wtedy szukali pomocy u Niego, nie odwracali się i nie zdawali się tylko i wyłącznie na swoje siły. To jest właśnie dramat tej sytuacji, że wynika z tego, jakbyśmy zapomnieli o tym, że z nami jest nasz Boski Nauczyciel Jezus Chrystus, który wydaje się, że śpi, ale trzeba Go obudzić, trzeba się zwrócić do Niego z usilną prośbą, bo uczniowie wtedy wołali „Mistrzu ratuj nas” i uratował – podkreślił profesor.

Jeden z katolickich pisarzy włoskich przy okazji tego dramatu, który dzieje się w północnych Włoszech, przytoczył słynne zdanie świętego Ojca Pio, że „świat może się obyć bez słońca, ale nie może obyć się bez Mszy Świętej” – mówił.

– Stosując te słowa do tej sytuacji, mamy rzeczywiście skale dramatu, że pozbawia się ludzi Mszy świętej. Mamy kolejny przykład pośredniej deprecjacji Najświętszego Sakramentu, ponieważ idzie taki komunikat, że Komunia Święta jest jakimś zagrożeniem. Teraz jest pytanie podstawowe, a co z wiarą w realną obecność Ciała Chrystusa, że to jest naprawdę realne Ciało Chrystusa pod postacią chleba. Mamy przecież wiele przykładów profanacji i jakichś nieszczęsnych pomysłów z interkomunią, które się sprowadzają właśnie do tej deprecjacji, do tego odwrócenia się od Najświętszego Sakramentu, a przecież Opatrzność daje nam tyle znaków, które wskazują, że trzeba iść dokładnie w odwrotnym kierunku. Te cuda eucharystyczne, które przecież też na naszych ziemiach niedawno miały miejsce, one pokazują, że Opatrzność wskazuje dokładnie odwrotny kierunek, a widzimy niestety na podstawie tych decyzji, o których mówimy, że pasterze Kościoła – przynajmniej w Italii – zajmują zupełnie sprzeczne z tym kierunkiem decyzje – podsumował profesor Grzegorz Kucharczyk.

Całą audycję „Aktualności dnia” z udziałem profesora Grzegorza Kucharczyka można odsłuchać [tutaj].

 

radiomaryja.pl

Chyba się zawirusowaliśmy!?

No nie, tego już za wiele, jak mawiała moja babcia,kościół ma się „stosować” do zaleceń,czyich,tego już nikt nie wie, ale jak postuluje KEP,najlepiej by było zamknąć kościoły /przypominam,miejsce modlitw wiernych/,Mszę Świętą dziesiaj zwaną eucharystią odprawiać tak,aby nikomu to na zdrowiu nie zaszkodziło,opróżnić koniecznie chrzcielnice/bo tam może być dużo wirusów/,nie podawać sobie rąk w uścisku wspólnoty chrześcijańskiej, a może nawet lepiej, omijać świątynię szerokim łukiem, jak radzą nasi starsi bracia,wielce mądrzejszy? Czego to jeszcze nie trzeba, może lepiej się nie spowiadać,bo nie wiadomo,czy ksiądz nie jest chory /dzisiaj tak marnie wygląda,i do tego ma katar/,a z jakichś nie wytłumaczalnych powodów, przyjmować ciało PANA JEZUSA, na rękę, bo tak jest ponoć bardziej „higienicznie”, a najlepiej,zdaniem KEP,nie chodzić do kościoła /oczywiście na Eucharystię/.

I my wierni, wierni Bogu, mamy się dać nabierać na takie sztuczki, na pominięcie Boga z Jego majestatem, tylko dlatego,że Szatan chce przejąć władzę nad światem, wprowadzić swoje diabelskie prawa???

I my,ludzie wiary w Boga, w Jezusa Chrystusa, mamy nie mieć już tutaj nic do powiedzenia???

Proponuje się nam, i to jest przecież powód główny,żeby zrezygnować z naszych fundamentalnych zasad /NIE ZABIJAJ/,będących podstawą naszej wiary i cywilizacji, poddajemy się tak zwanym świeckim /czytaj-żydowskim/okolicznościom, wywołanym sztucznie, dla zabicia odruchu samoobrony u tych  normalnych ludzi, których jest ponoć zbyt wielu,/przeludnienie!/ co uzasadnia podjęcie kroków tak drastycznych,ludobójczych /nie trzeba się bać tych słów/,jak depopulacja, o zgrozo! w majestacie prawa,które już było w Chinach praktykowane /przypomnę,polityka jednego dziecka w rodzinie, co tzw.świat, gówno obchodziło!!!,byleby tylko nam się dobrze działo/, a teraz dotarło do nas.!!!

To my dzisiaj musimy się bać, jak się takiemu wyrokowi   przeciwstawić, w jaki sposób, będąc w zgodzie z  własnym sumieniem, przeciwstawić się tej opętańczej, szatańskiej akcji, która zagraża każdemu, który może tylko o wirusie słyszał i nie ma o nim pojęcia,ale którego skutki, już jutro będą go  dotyczyły.

Nie ma na to ratunku, kiedy siły zła, przez lata całe przygotowywały grunt, pod obecną, starannie przemyślaną akcję. Tak by się tylko nam  wydawało!!!

A tak nie jest.Bo te siły zła są zakodowane w złym, podłym, nienawidzącym nas /i o dziwo także ich świecie, świecie,,który dla własnych celów potrafi tylko niszczyć,do tego  niczego nie zbudował, kierując się instynktem nienawiści.Dlaczego? Trudno to powiedzieć, Jezus nas o tym nauczał, bo tak się zachowali, że jutro będziemy mieli okazję o tym tym tylko wspominać /Wielkanoc/.

Tak,to jest chyba ten moment, niezwykle ważny, kiedy do naszej religijnej świadomości dociera fakt, że praktycznie nic już się nie liczy, nic już nie ma znaczenia, poza jednym, że Papież ma katar :-( (. Czy my, ludzie wiary, możemy dopuścić do tego, że szatan będzie się z nas śmiał, naigrywał, za nic miał nasze wartości, którym jesteśmy wierni w obliczu Boga? Że to on będzie nam dzisiaj dyktował, jak mamy się zachować ??? strasząc czymś, co sam wymyślił, jak ma funkcjonować Kościół, który  ma ludzi pocieszać – jeśli zajdzie tego potrzeba?

Prawda, to trudny czas, ale musimy mu sprostać, nie możemy udawać, że nas to nie dotyczy.Bóg, w swym miłosierdziu, do  którego tak często się odwołujemy, liczy na naszą aktywność, obecność, w przeciwstawieniu się złu. A szatan, niech dalej kombinuje, mając do pomocy to żmijowe plemię, my wiemy/przynajmniej mamy taka nadzieję/że nie da rady!!! mając do pomocy nawet  choćby miliardy wymyślonych wirusów.

Marian Retelski,NY – 2020

 

 

Krynica michnikowszczyny

Żydowska gazeta dla Polaków, czyli „Gazeta Wyborcza” uchodzi we własnych oczach, a pewnie i w oczach swoich czytelników, za źródło światła, tolerancji i przyzwoitości. Przewidział to już w XVII wieku francuski aforysta Franciszek ks. de La Rochefoucauld pisząc, że nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu. W dzisiejszych czasach wypadałoby dodać, że również ze swojej przyzwoitości. Jak wiadomo, ludzie przyzwoici muszą się jakoś rozpoznawać, więc nie jest wykluczone, że rozpoznają się po zapachu. Do tego trzeba mieć specjalnego nosa, ale myślę, że w środowisku „Gazety Wyborczej” nie powinno z tym być problemu.

Wielokrotnie mówiłem i pisałem, że historyczny naród polski od 1944 roku musi dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą. Pojawiła się ona w czasie okupacji, po tym, jak we wrześniu 1939 roku władze wypuściły na wolność więźniów, żeby nie dostali się w ręce niemieckie. Ci więźniowie, w ogromnej większości kryminaliści, szybko wrócili do swoich ulubionych zajęć, to znaczy – do grabieży i rozbojów. Adam Ronikier, podówczas prezes Rady Głównej Opiekuńczej – jednej z dwóch polskich instytucji (pierwszą był Polski Czerwony Krzyż z hrabiną Marią Tarnowską na czele) oficjalnie działających w Generalnej Guberni w czasie okupacji, pisze w swoich „Pamiętnikach”, że plagą, zwłaszcza na wsi, gdzie Niemcy zaglądali tylko sporadycznie, był bandytyzm. Ci bandyci nie tworzyli żadnego środowiska politycznego czy ideowego – ale zmieniło się to po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w roku 1941. Kiedy Stalin ochłonął z wrażenia po niemieckim uderzeniu, przy „Stawce” utworzony został Sztab Partyzancki z Pantelejmonem Ponomarienką na czele, który zajął się tworzeniem partyzantki na tyłach niemieckiego frontu. Emisariusze tego Sztabu byli zrzucani na spadochronach również na teren Generalnej Guberni, gdzie dotarli do tych band, a przynajmniej – do ich hersztów, którym przedstawili propozycję nie do odrzucenia; albo przyjmą naznaczonych z Moskwy dowódców i polittruków, albo zostaną wytępieni co do nogi. Bandyci ofertę przyjęli tym chętniej, że z jednej strony Sowieci udzielali im politycznej ochrony, a z drugiej – wcale nie musieli zmieniać charakteru swoich zajęć, ani swoich przyzwyczajeń. Świadczą o tym dzienniki bojowe oddziałów Armii Ludowej (bo tak zostało to nazwane), w których czytamy m.in. jakie to zdobycze uzyskano w wyniku akcji bojowej: „bieliznę damską i pościelową”. Nie trzeba specjalnej przenikliwości, by się domyślić, że tą „akcją” był po prostu napad na jakiś dwór.

Po wojnie członkowie AL zasilili niższe szczeble aparatu PPR, no i oczywiście – niższe szczeble „resortu”, kierowanego przez osobników pochodzenia przeważnie żydowskiego. W ten sposób ta polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza stała się zjawiskiem trwałym, nawet z pretensjami do występowania w charakterze „elity” – czemu sprzyjało „ograniczanie, wypieranie i likwidacja” (to katalog zadań PRL zapisany w art. 3 pkt 4 konstytucji z 1952 r.) dotychczasowych elit społecznych. W tej sytuacji jedyną zorganizowaną grupą, która przetrzymała ten eksperyment – chociaż też doświadczyła represji – był Kościół katolicki, nie bez przyczyny uważany przez polskojęzyczną wspólnotę rozbójniczą za głównego wroga tym bardziej, że jego centrala znajdowała się poza zasięgiem Kremla.

Mijały lata. Pierwsi uczestnicy polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej posunęli się w latach, ale dochowali się potomstwa, które wraz z mlekiem matek i spermą ojców odziedziczyło nie tylko właściwości charakterologiczne, ale również – system wartości oraz sympatie i antypatie. Kolejna, trzecia, a nawet czwarta już generacja polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej po staremu nienawidzi Kościoła katolickiego, a sympatie swoje kieruje ku każdemu, kto obieca jej możliwość dalszego pasożytowania na historycznym narodzie polskim. Przygotowania do sławnej „transformacji ustrojowej” doprowadziły do tego, że – podobnie jak to było za okupacji sowieckiej – również i teraz przedstawiciele polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej pretendują do bycia elitą narodu tubylczego. Krynicą mądrości i inspiracji jest żydowska gazeta dla Polaków, bo – podobnie jak za Stalina, tak i pod nowymi protektorami naszego nieszczęśliwego kraju – Żydzi, a konkretnie – żydokomuna – została uznana za najlepiej przygotowaną i predestynowaną do utrzymywania mniej wartościowego narodu tubylczego w ryzach. I od samego początku weszła w buty swoich resortowych poprzedników, proklamując wojnę z „państwem wyznaniowym”, czyli Kościołem katolickim, chociaż tym razem nie w imię „światopoglądu naukowego” wyznawanego powszechnie i bez zastrzeżeń przez absolwentów akademii pierwszomajowych, tylko w imię „tolerancji”, bardzo cenionej przez absolwentów wyższych szkół gotowania na gazie. Ostatnio, w związku ze stopniowym wchodzeniem w etap surowości, nasiliła się walka z „mową nienawiści” i w ogóle – z „nienawiścią” jako taką, to znaczy – i z opiniami, które nie podobają się się kandydatom na funkcjonariuszy Ministerstwa Miłości i z wyznawcami takich opinii, którzy – jak to niedawno szczerze powiedział Ronald Lauder ze Światowego Kongresu Żydów – dzięki „wymagającym prawom”, powinni z pięknymi wyrokami niezawisłych sądów trafić na długie lata do więzienia. Krótko mówiąc – na tym etapie totalniacy będą swoich wrogów tępili w imię miłości i tolerancji.

Zatrute ziarno rozsiewane przez żydowską gazetę dla Polaków pada na podatny grunt – o czym świadczą komentarze jej wiernych czytelników pod poszczególnymi publikacjami. Ich autorzy przypominają owego kaprala z anegdoty, któremu wszystko kojarzyło się z tym samym… powiedzmy – białą chusteczką. Anna Strońska w jednym ze swych reportaży wspomniała o kobiecie, która w jednym wyzwisku zamknęła dwie największe nienawiści swojego życia: „Ty Żydu gestapowcze!” Z identycznym zjawiskiem mamy do czynienia w komentarzach czytelników „Gazety Wyborczej” i to pod publikacjami, które – wydawałoby się – w żaden sposób do ujawniania takich uczuć nie prowokują.

Oto w numerze „GW” z 20 lutego br. jest publikacja autorstwa Piotra Cieślińskiego pod tytułem: „Eksperyment w CERN. Świat z antymaterii nie różni się od naszego. I mamy problem.” Mowa jest o fizyce atomowej, ale okazuje się, że nawet i fizyka czytelnikom gazety kojarzy się prawidłowo. Oto co napisał w swoim komentarzu pod tym artykułem czytelnik podpisujący się „stary mason”: „Najciekawszy byłby taki eksperyment z Watykanem”. Ale to jeszcze nic, to jeszcze stosunkowo łagodna postać wścieklizny w porównaniu z wpisem czytelnika przedstawiającego się jako „Diderus”: „Przekładam to na język oddający prostotę konkretów. Czy taki Duda, czy tam Kaczor, Suski, Sasin et consortes mają swoje antymaterialne odbicie w postaci antyDudy, antyKaczora, antySasina, antySuskiego i temu podobne paskudztwa.” , zaś czytelnik występujący pod hasłem „na_pohybel_PiSowi” wyraża nadzieję, że „w tym antyświecie nie ma pisu’u i całej tej pisowskiej hołoty”.

Podobnie jest w przypadku publikacji pani Ewy Kalety, która – podobnie jak wiele innych autorek i autorów „GW” – zajmuje się zagadnieniem tzw. wyzwolenia kobiet. Rzecz zatytułowana jest: „Żeby dziewczyny miały orgazmy. Jak się pracuje w etycznym pornobiznesie”. I oto jak to komentuje „manka”: (…) Polskie porno bliskie jest promowanej przez KK ideologii molestowania, przemocy domowej, sadyzmu, gwałtu. Zaś porno zagraniczne może wychowywać ludzi w duchu partnerstwa. Na pohybel polkatolikom!” Z kolei pani Małgorzata Steciak zamieszcza publikację pod tytułem: „Kostiumograf zarządził konkurs: kto pierwszy rozbierze kardynała, wygrywa wycieczkę na Kubę!”. Chodzi o figle, jakie odbywały się na planie filmu o młodym papieżu. Czytelnik używający nicka „rozliczmy_to_wszystko”, uważa, że „Kościół katolicki to najbardziej zbrodnicza organizacja w historii ludzkości. W imię bzdur o bozi, stajence i osiołku jest odpowiedzialny za śmierć około 100 mln ludzi którzy w te bzdury nie chcieli wierzyć. Dlaczego propagowanie religii katolickiej nie jest zabronione tak samo, jak propagowanie faszyzmu?” Widać, że autor tego komentarza pojęcie o historii ludzkości ma raczej niewielkie – ot, tyle, co uznali za stosowne podać wyznawcom „światopoglądu naukowego” do wierzenia autorowie „Notatnika agitatora”, ale nie o to chodzi, tylko o zarys programu, jaki być może zostanie proklamowany w miarę narastania surowości obecnego etapu. Jeszcze lepiej widać to na przykładzie komentarza, jaki pod publikacją pana Tomasza Bieleckiego, „Dlaczego praworządność będzie wreszcie tematem szczytu UE”. Już z tytułu, a zwłaszcza słowa: „wreszcie”, widać, że pan Bielecki dotychczas aż przestępował z nogi na nogę z niecierpliwości, kiedy wreszcie Unia weźmie się za nasz bantustan, ale czytelnik pod ksywą „molendiep” już nie bawi się w żadne ceregiele i pisze tak: „Trzeba jasno podkreślić, że KAŻDY „CZŁONEK” bandy Kaczyńskiego, to KATOLIK. ŻADEN PiSkup nie sprzeciwiając się kłamliwej propagandzie kurw…izji wspiera pis-goebbelsów „autorytetem” kościoła katolickiego”, zaś kolejny czytelnik pod nickiem „suuzi” precyzuje zadania dla aktywu i wzywa: „sami mamy powinność i możliwość zrobienia porządku z przestępczą szajką, zmierzającą NIELEGALNIE, drogą łamania konstytucji, czyli zamachu stanu do zniszczenia RP i urządzenia kato-nazistowskiej dyktatury. (…) Należy przeciwdziałać zamachowi stanu i dyktaturze WSZELKIMI dostępnymi siłami i środkami, wywołując tsunami fala za falą, aż do skutku. MOC JEST Z NAMI!

Już tych kilka komentarzy pokazuje, że wśród czytelników „Gazety Wyborczej” odsetek wariatów jest całkiem spory, a być może nawet dominują oni w tym środowisku. Że odziedziczona wrogość wobec każdego, kto jeszcze nie zwariował w pożądany sposób, a zwłaszcza – wobec Kościoła katolickiego – zeszła już u tych ludzi do poziomu instynktów. Wprawdzie mogli oni mieć już wrodzone, to znaczy – dziedziczne skłonności do obłędu, ale niepodobna zaprzeczyć, że na stan ich zdrowia psychicznego musiała destrukcyjnie oddziaływać „Gazeta Wyborcza”, która wychodzi już ponad 30 lat, więc mogła zatruć michnikowszczyną co najmniej dwa, a może nawet już trzy pokolenia. Ale postępujące szaleństwo, to jedna sprawa, a metoda, to sprawa druga. Bo przecież w tym szaleństwie skrywa się metoda, to znaczy – rewolucyjna teoria i rewolucyjna praktyka.

Stanisław Michalkiewicz

Brawo Grecy! Przemytnicy nielegalnych imigrantów wypędzeni z wyspy Lesbos.

Organizacje przestępcze zwane pozarządowymi zajmujące się przemytem ludzi, zostały przepędzone z greckiej wyspy. Przemytnicy ogłosili, że „faszyści” nie pozwalają im prowadzić „działalności humanitarnej”.

Wszystkie organizacje zajmujące się szmuglowaniem imigrantów do Grecji wycofały się z Lesbos. A właściwie zostały z niej wypędzone przez mieszkańców.

Douglas Herman, jeden z założycieli Refocus -organizacji przestępczej, zwanej pozarządową mówi, że jej członkowie musieli opuścić wyspę i zawiesić działalność z obawy o własne bezpieczeństwo. Doszło bowiem do ataków mieszkańców, którzy mają dość nie tylko imigrantów, ale też cudzoziemców, którzy im ich sprowadzają. W rozmowie z niemieckim dziennikiem „Die Zeit” powiedział, iż „gangi faszystów” atakowały ich i groziły im.

Załoga przemytniczego statku Mare Liberum twierdzi, że również została napadnięta przez „faszystów„.

„Nasza załoga została zaatakowana przez tłum faszystów gdy nasz statek Mare Librum cumował w porcie Skala Loutron na Lesbos. Krzyczeli na nas, grozili nam rozlali benzynę na pokładzie statku. Nasza załoga została zmuszona do opuszczenia statku” – napisali przemytnicy na Twitterze.

Jak relacjonuje reporter z organizacji Dziennikarze bez Granic doszło także do ataków na żurnalistów. Grecy zarzucają im rozpowszechnianie fałszywych wiadomości i podżeganie do przestępstwa przemycania nielegalnych imigrantów.

Mieszkańcy wyspy przepędzili tez oficjeli ONZ – Wysokiej Komisji ds. Uchodźców (UNHCR). Podpalono centrum gdzie przyjmowani są imigranci. Spalono też siedzibę urzędników ONZ.

Burmistrz położonego na Lesbos miasteczka Moria – Nikos Trakellis już w 2018 roku ostrzegał, że Grecy wezmą sprawy we własne ręce. Teraz po tym jak Turcy otworzyli granice i zaczełi „przysyłać” nielegalnych imigrantów jego słowa znalazły potwierdzenie. Do Grecji próbują przedostać się setki tysięcy imigrantów.

Zob. wideo: https://twitter.com/

https://nczas.com/