OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Liturgia

Historia obrzędu udzielania Komunii świętej – Ks. Martin Lugmayr FSSP

 

 

Jako uzupełnienie przedstawionego w naszym serwisie oświadczenia osób zaniepokojonych perspektywą wprowadzenia praktyki Komunii św. na rękę i dokumentu Kongregacji Kultu Bożego przedstawiamy niżej opracowanie na temat kształtowania się praktyki komunijnej na przestrzeni dziejów Kościoła. 

1. Uwaga wstępna

Historyk może starać się wyjaśniać wydarzenia z przeszłości, umiejscawiając je w szerszym kontekście i ukazując ich przyczyny. Może je rzeczywiście wyjaśnić lub zinterpretować tylko wtedy, jeśli osobiście żywi zainteresowanie dla określonej dziedziny, jeśli rozumie odnoszące się do niej uwarunkowania wewnętrzne, oraz jeśli może zaangażować się osobiście w ich studium[1]. Temu, kogo nie interesuje absolutnie polityka, będzie trudno napisać historię Anglii lub Francji. Ten, kto wyklucza możliwość cudów, sam sobie zamyka dostęp do dziejów Izraela, naszego Pana Jezusa Chrystusa i Kościoła. Nie tyle jako historyk, ile jako kiepski filozof. Jakie konsekwencje wynikają z tych rozważań dla naszego tematu? Dzieje obrzędu Komunii nie mogą być rozważane z punktu widzenia czysto historycznego. Jeśli z jednej strony mamy Najświętszy Sakrament, a z drugiej człowieka, zrozumienie obrzędu polegającego na komunii Pana, obecnego w sakramencie, z wiernymi musi objąć zarówno eucharystyczne misteria wiary, jak i rzeczywistości związane z relacją istniejącą między Bogiem i człowiekiem, oraz symboliczny wyraz wypełnienia tej rzeczywistości.

2. Świadectwo Nowego Testamentu

W Piśmie Św. nie znajdujemy szczegółowej relacji na temat sposobu przyjmowania Komunii. Możemy jednak dokonać kilku interesujących spostrzeżeń.

Nie było nigdy obrzędu Komunii na rękę w tej postaci, jak jest ona praktykowana dzisiaj. W sensie ścisłym w tekstach Ojców nie chodzi o Komunię na rękę, ale raczej o Komunię do ust, gdzie prawa ręka służy za patenę

 

Ze słów Chrystusa: „Bierzcie i jedzcie, to jest ciało moje” (Mt 26, 26), wywnioskowano, że „branie” wyklucza „przyjmowanie” – co musiało mieć późniejsze konsekwencje w obrzędzie[2]. Można na to odpowiedzieć następująco: po pierwsze, św. Łukasz podkreśla, że to Pan dał swe ciało uczniom (Łk 22, 19); po drugie, niedostatki tłumaczeń na języki współczesne okazują się ewidentne, gdy odniesiemy się do pierwotnego tekstu natchnionego. Słowo lambanein oznacza co prawda etymologicznie „brać, uchwycić”, ale może być rozumiane według dwóch znaczeń: albo – w sensie jakiejś aktywności – jako „brać, umieszczać w zasięgu swej władzy”; albo w sensie „przyjmować, otrzymywać”. To drugie znaczenie pojawia się w Nowym Testamencie głównie wtedy, gdy chodzi o relację Bóg-człowiek. Jesteśmy po prostu tymi, którzy otrzymują[3]. Z teologicznego punktu widzenia jest nie do pomyślenia, by człowiek brał ciało Chrystusa, aby je mieć do swej własnej dyspozycji. Dlatego można sądzić, że istnieje ryt zdolny do zadośćuczynienia tej zasadzie. Słowo labete powinno być wówczas rozumiane w znaczeniu „przyjmować”[4].

Odpowiadające słowu lambanein hebrajskie słowo lkh oznacza „wziąć, brać, nabyć”, ale również „przyjąć, otrzymać, uzyskać”[5]. Tak samo w innym ważnym języku, spokrewnionym z językiem Pana – w języku syryjskim. Termin nsb, z powodu swego rdzenia znaczy „brać”, ale ma również sens „przyjąć”, jak to można potwierdzić na podstawie opisu Komunii św., podanego przez św. Efrema Syryjczyka[6].

Potwierdzenie naszej tezy można znaleźć w pismach pierwotnego chrześcijaństwa. I tak Orygenes podkreśla, że Chrystus czyni nam dar ze swego ciała i krwi: „Jeśli idziesz z Nim obchodzić Paschę, ofiarowuje ci kielich nowego przymierza i chleb błogosławieństwa, ofiarowuje tobie swe własne ciało i swoją własną krew”[7]. Justyn Męczennik podkreśla ze swej strony, że Chrystus ofiarowuje swe ciało i krew jedynie swoim apostołom: „gdyż apostołowie w swych pismach nazywanych Ewangeliami, przekazali to, co było dla nich przeznaczone: Jezus wziął chleb, złożył dziękczynienie i rzekł: „To czyńcie na moją pamiątkę, to jest Ciało moje”; w ten sam sposób wziął kielich, dzięki czynił i rzekł: „To jest Krew moja”. Oraz że dał je tylko im”[8].

Poza tym z fragmentu J 13, 26 wynika, że Pan położył zamoczony kawałek na wargach Judasza (ale tekst nie pozwala na jasne sprecyzowanie, o co chodzi).

Z pierwszego listu do Koryntian można wnioskować, że wszyscy ci, którzy żyli w grzechu ciężkim, byli wyłączeni ze wspólnoty przyjmujących Komunię (1 Kor 5, 6-13). Poza tym i ci, którzy dopuścili się grzechów ukrytych, mieli się powstrzymać od komunikowania, o ile nie chcieli uczynić się winnymi Ciała Pańskiego (1 Kor 11, 27). Ze względu na tak surowe napomnienie, którego nieprzestrzeganie pociągnęłoby za sobą kary Boże (por. 1 Kor 11, 30n), z pewnością musiały istnieć odpowiednie obrzędy, (1) pozwalające na to, by nie przystępować do Komunii, (2) i uświadamiające konieczność zachowania szacunku i świętej bojaźni. Jest to o tyle pewne, że – jak to zauważa C.F.D.Moule – „w Nowym Testamencie jedyne wyraźne odniesienie do przygotowania uczty Pańskiej zostało sformułowane w kontekście sądu (judgment)”[9].

3. Obrzęd Komunii w dziejach

1) Miejsce rozdzielania Komunii

Prezbiterium było oddzielone od reszty kościoła przez przegrodę służącą za zasłonę, której kształt zmieniał się w ciągu historii. Duchowni przyjmowali Komunię św. przy ołtarzu, a wierni przed kratą chóru[10]. Synod w Laodycei w IV w. wspomina już, że świeccy przystępują do Komunii przy ołtarzu, podczas gdy podchodzenie tam kobiet jest wyraźnie zakazane[11]. Udzielanie Komunii przed ołtarzem, wzmiankowane jako zwyczaj w jakimś stopniu utrwalony, jest wzmiankowane tylko w Galii[12]. W epoce karolińskiej także tutaj przyjęto normę Kościoła powszechnego[13]. Później Komunii św. udzielano świeckim czasami przy ołtarzu bocznym, a od czasu pojawienia się lektorium[14] dokonywano tego najczęściej przy ustawionym przed nim ołtarzu św. Krzyża[15]. Począwszy od XIII w. dwóch akolitów rozkładało obrus z białego płótna przed przystępującymi do Komunii, którzy klękali przed ołtarzem[16]; w XVI w. zaczęto rozkładać ten obrus na swego rodzaju ławie, ustawionej na granicy prezbiterium i nawy, którą potem zastąpiły nasze balaski.

2) Sposób udzielania Komunii

1/ Przegląd historyczny[17]

Począwszy od III w. napotykamy na świadectwa z różnych prowincji Kościoła, pozwalające na wnioskowanie o udzielaniu eucharystycznego Ciała Pańskiego osobom świeckim na rękę.

W odniesieniu do Aleksandrii i diecezji egipskich można przytoczyć Klemensa Aleksandryjskiego († przed 216/217)[18] i Dionizego Aleksandryjskiego († 264/265)[19], w odniesieniu do Palestyny: św. Cyryla Jerozolimskiego († 386)[20]. W przypadku regionu syryjskiego znajdujemy odpowiednie teksty u Afrahata († ok. 345)[21], Efrema Syryjczyka († 373)[22], Jana Chryzostoma († 407)[23] i prawdopodobnie u Cyryllonasa[24]. W odniesieniu do V w. można wspomnieć np. o Teodorecie z Cyru († ok. 466)[25]. Spośród Kapadocczyków zacytujmy Bazylego Wielkiego († 379)[26] i Grzegorza z Nazjanzu († 390)[27]. Na Wschodzie znajdujemy jeszcze późniejsze świadectwa u Anastazego Synaity († niedługo po 700)[28] i Jana Damasceńskiego († ok. 750)[29]. W Afryce północnej o wspomnianym zwyczaju[30] świadczy Tertulian († po 220)[31], Cyprian († 258)[32], Augustyn († 430)[33] w dwóch pismach polemicznych[34], oraz Quodvultusdeus († ok. 453)[35]. W Rzymie i Italii to samo czynią: papież Korneliusz (251-253) – w liście przekazanym przez Euzebiusza[36], Ambroży († 397)[37] w opisie człowieka po przedstawieniu jego stworzenia[38], Gaudencjusz z Brescii († po 406)[39], Piotr Chryzolog († 450)[40] i Kasjodor († ok. 580)[41]. W Hiszpanii znajdujemy odpowiednie teksty w aktach synodu w Saragossie (380)[42] i w Toledo (400)[43]. W Galii Cezary z Arles († 542)[44] wspomina w swych kazaniach ten sposób udzielania Komunii[45]. Beda Czcigodny († 753) potwierdza go w odniesieniu do Anglii[46].

Po roku 800 wspomniany sposób przystępowania do Komunii jest poświadczony jedynie jako przywilej duchowieństwa[47]. Z powodu niebezpieczeństwa profanacji ze strony żydów i heretyków synod w Kordobie z 839 r. odrzuca pretensje kassjanistów do przyjmowania Komunii św. na rękę more levitarum[48]. Réginon de Prüm[49] w swoim dziele De Synodalibus causis, napisanym ok. 906 r.[50], przypisuje synodowi w Rouen następujący kanon o obowiązkach kapłana:

„Niech nie kładzie [Komunii] ani na rękę świeckiego, ani na rękę kobiety, ale tylko do ust, wypowiadając następujące słowa: Ciało i Krew Pańska niech przyczynią się do przebaczenia twoich grzechów i doprowadzą cię do życia wiecznego. Jeśli kto złamie to polecenie, niech będzie odłączony od ołtarza, gdyż gardzi Wszechmocnym i Jemu samemu czci nie okazuje”[51]. Chociaż do dziś istnienie wspomnianego synodu jest przedmiotem dyskusji[52], możemy uznać ten tekst za ważne świadectwo kanoniczne, gdyż groźba kary tego rodzaju zakłada, że praktyka przeciwna, tzn. Komunia do ust, była normą. Jest ona również przedstawiona jako jedyna dozwolona w Missa illyrica[53] i w liturgii bizantyńskiej[54].

Jednak świadectwa na ten temat znajdują się już u Grzegorza Wielkiego († 604)[55] i w relacjach dotyczących chorych. Na podstawie tego, co ustalił Mario Righetti, wydaje się, że w VI w. Komunia do ust była już bardziej rozpowszechniona niż kiedyś sądzono[56]. Według Klausa Gambera zniesienie Komunii na rękę dokonuje się od V/VI w.[57]

Oczywiście praktykowanie Komunii na rękę było niemożliwe wszędzie tam, gdzie Komunii św. udzielano per intinctionem (czyli z zanurzeniem w Przenajdroższej Krwi), a więc według zwyczaju – odrzuconego przez synod w Braga z 675 r.[58] – który był bardzo rozpowszechniony, zwłaszcza w przypadku Komunii chorych[59], do tego stopnia, że ostatecznie przyjął się w wielu parafiach. W tej samej epoce rozdzielanie Komunii dokonuje się na Wschodzie zarówno z zanurzeniem, jak z pomocą łyżeczki.

Jan z Avranche († 1079) podkreśla, że kapłan nie ma prawa komunikować z zanurzeniem, za to zezwala się na to ludowi, „nie z powodu władzy, ale z powodu konieczności wywołanej przez lęk przed rozlaniem Krwi Chrystusa”[60].

Jednak aby żadna kropla Przenajdroższej Krwi nie spadła na ziemię, kiedy kapłan przenosi Komunię św. do ust komunikującego, pod jego brodę podkładano obrus[61]. W Cluny używano w tym wypadku płaskiej podstawki ze złota, którą akolita trzymał poniżej ręki kapłana, gdy ten ostatni – zanurzał fragment Hostii w kielichu trzymanym przez subdiakona i kładł go do ust komunikującego[62]. W tym przedmiocie liturgicznym możemy widzieć pierwowzór naszej pateny komunijnej.

Aż do XII wieku Przenajdroższej Krwi udzielano także świeckim (niezależnie od przypadków Komunii z zanurzeniem). Jej uroczyste szafarstwo przysługiwało diakonowi. Używano albo kielicha konsekracyjnego, albo  kielicha specjalnie przeznaczonego do rozdzielania Sakramentu (ten ostatni jest wciąż w użyciu u Etiopczyków i wschodnich Syryjczyków).

Z określonych względów musimy jednak teraz zająć się szczegółowo pierwszym rodzajem obrzędu udzielania Komunii.

2/ Obrzęd udzielania Ciała Pańskiego

Przez ponad 1000 lat ani na Zachodzie, ani na Wschodzie w Kościele katolickim i we wspólnotach cieszących się sukcesją apostolską, nie było Komunii na rękę dla świeckich. Sprawy uległy zmianie wraz z instrukcją Memoriale Domini z 1969 r.[63] Uparte nieposłuszeństwo, występujące zwłaszcza w Holandii, okazało się opłacalne. Rzym zezwolił na to, co nazwano „Komunią na rękę”[64]. Uważana początkowo za efekt przyzwolenia udzielonego dla kilku nielicznych krajów (z zachowaniem formy tradycyjnej jako normy Kościoła powszechnego), Komunia na rękę odbyła niezwykły marsz tryumfalny przez kraje znajdujące się w zasięgu rytu łacińskiego. Ci zaś, którzy ją zalecali, utrzymywali – i wciąż utrzymują – że chodzi jedynie o odrodzenie starożytnej praktyki. Zbadajmy to twierdzenie.

Niezależnie od Komunii św. wierni adorowali Pana z najgłębszym szacunkiem. Św. Augustyn naucza następująco: „A skoro chodził On w tym ciele i to ciało nam dał do zbawiennego spożywania (a nikt owego ciała nie pożywa, dopóki go nie uwielbi), wiadomo jak bardzo ma być adorowany ten podnóżek stóp Pańskich[65], tak że nie tylko nie grzeszymy adorując, ale grzeszymy nie adorując”[66]. Św. Cyryl Jerozolimski powiada w odniesieniu do Komunii pod postacią wina, że należy komunikować „mówiąc Amen, w postawie uwielbienia i szacunku” (Cat. myst., 5, 19)[67].

Oddaliwszy się z miejsca rozdzielania Komunii, wznoszono otwarte dłonie ku niebu[68], aby następnie położyć je jedną na drugiej[69]. Wiernym nie było wolno przynosić naczynia dla przyjęcia Ciała Pańskiego, zezwalano jedynie na dłonie ułożone na krzyż[70]. Ojcowie Kościoła nie omieszkali przypominać, że nie powinno zabraknąć szacunku i że należy myśleć o dobroci Boga. Św. Jan Chryzostom nauczał następująco: „Jakże jest cudowne to, że stajesz obok serafinów, a Bóg pozwala ci dotykać swobodnie tego, czego serafiny nie ważą się dotykać? «I przyleciał do mnie jeden z serafinów – czytamy – a w ręce jego kamyk, który był wziął kleszczami z ołtarza» (Iz 6, 6). Tamten ołtarz jest typem i obrazem tego ołtarza, tamten ogień jest obrazem tego ognia duchowego. Ale serafiny nie ważyły się używać swych dłoni (apsastai), lecz jedynie kleszczy, tymczasem ty otrzymujesz (lambaneis) go do ręki. Jeśli jednak teraz rozważysz godność obecnych darów, [zobaczysz, że] mają one wartość o wiele większą niż to, co trzymały serafiny”[71].

Ręce powinny być wolne od wszelkiego grzechu. Tertulian relacjonuje fakty godne ubolewania: „Gorliwy wierny może jedynie płakać nad następującymi faktami: wyobraźmy sobie chrześcijanina przechodzącego od bożków do kościoła; idącego z wytwórni nieprzyjaciela do domu Bożego; wznoszącego przed Bogiem Ojcem ręce, którymi tworzył bożki; okazującego uwielbienie rękami, które na zewnątrz podnoszą się przeciw Bogu; zbliżającego do Ciała Pańskiego dłonie, które nadają ciało demonom? To nie wystarczy. Nie dość, że z innych rąk przyjmują to, co zaraz zbrudzą; te same dłonie dają innym to, co zbrudziły. Wytwórcy bożków są powoływani do posługi kościelnej. Co za zbrodnia! Żydzi tylko raz podnieśli ręce na Chrystusa, ci zaś codziennie obrażają Jego ciało. O ręce odrąbania godne! Niech zobaczą wreszcie, czy nie podobnie powiedziano: jeśli twoja ręka ciebie gorszy, odetnij ją. A które bardziej zasłużyły na odcięcie, jak te w których zgorszenie uderza w Ciało Pańskie?”[72].

Grzegorz z Nazjanzu pisze przeciw kobietom, które starają się kusić mężczyzn: „Czy twoje ręce nie wstydzą się wyciągając się ku mistycznemu pokarmowi, podczas gdy służyły tobie do malowania [na twej twarzy] piękna godnego ubolewania”[73].

Późniejsze teksty wspominają o wcześniejszym umyciu dłoni i kładzeniu ręcznika na dłoniach kobiet. Św. Cezary z Arles: „To, co mam wam do powiedzenia na koniec, nie jest ani trudne, ani męczące. Mówię o tym, co widziałem, że często robicie. Wszyscy mężczyźni myją sobie ręce, gdy chcą komunikować,  a wszystkie kobiety rozkładają ręczniczki z białego płótna, na które przyjmują Ciało Pańskie. To, co chcę wam powiedzieć, bracia, nie jest trudne: jak mężczyźni umywają sobie ręce wodą, tak powinni również oczyścić swe sumienie jałmużną; i jak kobiety rozkładają ręczniczek z białego płótna, tak powinny przynosić czyste ciało i czyste serce, aby przyjąć Ciało Chrystusa z sumieniem dobrze usposobionym. Bracia, czy ktoś chciałby włożyć swą szatę do brudnej skrzyni? A skoro nie wkłada się tam cennej szaty, to jakim zuchwalstwem byłoby przyjęcie Eucharystii Chrystusa do duszy zbrukanej grzechami!”[74] W innym kazaniu stwierdza: „Skoro wstydzimy się i obawiamy przyjąć Eucharystię brudnymi rękami, o ileż bardziej powinniśmy się bać przyjmować tę samą Eucharystię ze zbrukaną duszą”[75].

Synod w Auxerre nakazał surowo kobietom przykrywać ręce: „Nie jest dozwolone, aby kobiety przyjmowały Eucharystię gołą ręką”[76].

W końcu zaczęto też przykrywać ręce mężczyzn, co potwierdzają przedstawienia figuratywne[77] i grawiury na srebrnych patenach[78]. Wspomnijmy również, że od ok. 350 r. tę samą zasadę obserwujemy w scenach przedstawiających „rozmnożenie chlebów”. Można w tym widzieć wpływ liturgii[79].

Przyjrzyjmy się teraz z bliska owej ręce, na którą kładziono Komunię św. Św. Cyryl w swej ostatniej katechezie mistagogicznej[80], którą wygłosił pod koniec życia (zmarł w 387r.), w okresie wielkanocnym, uczy nowo ochrzczonych w jaki sposób mają przyjmować Najświętszy Sakrament:

„Podchodząc więc nie zbliżaj się z rozłożonymi dłońmi, ani z rozczapierzonymi palcami, lecz uczyniwszy z lewej ręki tron dla prawej, jako że ma ona przyjąć Króla, i otworzywszy dłoń przyjmij Ciało Chrystusa, odpowiadając Amen. Następnie starannie uświęć swe oczy stycznością ze świętym Ciałem, a potem weź je i czuwaj, abyś nic nie uronił. Albowiem gdybyś coś uronił, byłoby tak, jakbyś uronił któryś ze swych własnych członków. Powiedz mi zaś: gdyby ci ktoś dał pył złota, czyż nie trzymałbyś go z całą pilnością i nie uważałbyś, byś nic z tego nie utracił i nie doznał szkody? Czy więc nie będziesz jeszcze troskliwiej pilnował tego, co jest droższe nad złoto i drogie kamienie, aby ani okruszynka nie upadła?”[81].

Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że opis ten dotyczy obecnej praktyki Komunii na rękę, lecz przy bliższym przyjrzeniu się uderza w oczy pewna podstawowa różnica.

I tak: prawa ręka miała być położona na lewej, a nie odwrotnie (jak to ma miejsce obecnie). Mały szczegół? Absolutnie nie. Podobnie jak dziś, również wtedy większość ludzi była praworęczna, a nikomu nie przyszłoby do głowy przyjmowanie cennego daru lewą ręką[82]. Z opisu św. Cyryla Jerozolimskiego widać, że wierny nie miał możliwości wziąć i przenieść do swych ust Ciała Pańskiego. Do tego samego wniosku dochodzi Otto Nussbaum: „Przede wszystkim jednak jest według mnie niewyobrażalne – wziąwszy pod uwagę preferencję dla prawej ręki, występującą w starożytności i w liturgii Kościoła – żeby to właśnie lewa ręka (uważana za gorszą jako symbol zła, a w konsekwencji uznawana także za nieodpowiednią do posługi kultowej i niezdolną do jej wykonywania) miała prawo dotykania ciała eucharystycznego i kładzenia go do ust. Według mnie chleb konsekrowany przyjmowano wprost do ust z prawej ręki. Na rzecz takiego wniosku przemawia pocałunek udzielany temu pokarmowi przed jego spożyciem, a zwłaszcza porównanie tego pocałunku z lizaniem [ran] Pana”[83].

Prawa ręka służyła więc za swego rodzaju patenę komunijną, z której Ciało Chrystusa i ewentualne jego cząstki były zbierane ustami, podczas gdy komunikujący znajdował się w głębokim pokłonie.

Wracając do argumentu Nussbauma, który właśnie przytoczyliśmy, niektórzy stwierdzali, że podana przez Cyryla wzmianka o osobliwym zwyczaju uświęcania oczu została wprowadzona do tekstu przez Jana Jerozolimskiego, następcę Cyryla. Można jednak dowieść, że chodzi tu o zwyczaj rozpowszechniony w epoce tego ostatniego. W swoim objaśnieniu na temat pokory, pochodzącym najpóźniej z 337 r. po Chrystusie, Afrahat mówi o tym zwyczaju w tonie napomnienia, przy okazji różnych obrzędów Komunii: „Twój język powinien ukochać milczenie, gdyż liże rany Pańskie. Powstrzymaj swe usta od otwarcia, gdyż to nimi właśnie dajesz pocałunek Synowi Królewskiemu”[84]. O lizaniu językiem mówi także w komentarzu do Sdz 7, 5[85]. W pouczeniu 20, 8 Afrahat mówi również o uświęcaniu oczu: „Biedak w bramie symbolizuje naszego Zbawiciela (por. Łk 16, 20n). Błaga On, żeby Mu przynieść owoce [Jego ludu], aby mógł je oddać Temu, który Go posłał. Ale nikt Mu ich nie przynosi (por. Mk 12, 2. 6). Powiedziano, że psy zbliżały się i lizały jego rany (por. Mt 7, 6; 15, 26n). Psami, które przybiegły, są bowiem ludy, które liżą rany naszego Pana (por. Mt 7, 6; 15, 26n). Biorą Jego ciało i kładą je na oczy”[86].

Pewien tekst, którego brzmienie przypomina uderzająco sformułowania św. Cyryla, znajduje się wśród dzieł św. Jana Chryzostoma, ale nie mamy pewności co do jego autorstwa[87].

Jak to słusznie zaznacza F.G. Dölger, świadectwa Cyryla, Chryzostoma i Afrahata dopełniają się (przy czym ten ostatni wspomina z osobna o uświęceniu warg i języka, które u pozostałych zapewne jest przyjęte domyślnie[88]). Poza tym Teodoret z Cyru mówi o pocałunku dawanym Ciału Pańskiemu[89].

W jaki sposób można sobie wyobrazić to przykładanie Komunii do organów zmysłów? Jak to już mówiliśmy, Ciała Pańskiego nie brano z pewnością do lewej ręki. Pomóc może nam pewien tekst Jana Damasceńskiego: „Zbliżamy się do Niego ożywieni gorącym pragnieniem, z rękami ułożonymi na krzyż. Po dotknięciu nim oczu, warg i czoła, spożywamy (metalabomen) Boski węgiel, aby ogień naszego pragnienia, podsycony dodatkowo przez ogień węgla, strawił nasze grzechy, oświecił nasze serca, żebyśmy zostali całkowicie rozpaleni i przebóstwieni przez udział w Boskim ogniu”[90]. W ten właśnie sposób, z głową pochyloną na znak adoracji wierni uczestniczyli w ceremonii.

Należało oczywiście czuwać szczególnie nad tym, aby w czasie tego nakładania Komunii na organy zmysłów nie upadła żadna cząstka. Z powodu tego niebezpieczeństwa, oraz – jak można podejrzewać – także z powodu niestosownych i zabobonnych nadużyć, powyższy zwyczaj zanikł[91]. Przecież nie bez powodu synod w Toledo wydał w 400 r. następujący kanon: „Jeśli ktoś nie spożyje Eucharystii otrzymanej od kapłana, ma być odrzucony jako świętokradca”[92].

Podsumowując możemy powiedzieć, że prawa ręka nie służyła do brania Komunii, ale spełniała rolę swego rodzaju pateny komunijnej, z której Ciało Pańskie było zbierane przy pomocy ust.

Jednak także później, już po zniesieniu błogosławieństwa organów zmysłów, jeśli Komunia była udzielana na rękę, można było również stosunkowo łatwo odejść z nie spożytym Ciałem Pańskim. W sposób następujący mówią o tym kanony Jakuba z Edessy, zredagowane przy końcu VII w. w odpowiedzi na pytanie postawione Jakubowi przez kapłana Addai Filipona[93]: „Ponieważ są tacy, którzy biorą cząstki sakramentu, a nawet łączą je w rodzaj opaski magicznej, którą przywiązują do torby lub zawieszają na szyi jako amulet, albo wkładają do swego łóżka, czy do ściany swego domu, chciałbym wiedzieć czy robienie czegoś takiego jest stosowne, oraz – jeśli to nie jest stosowne – jaką karę powinni otrzymać ci, którzy tak robią?”

Oto jaka była odpowiedź:

„Ale ci, którzy popełniają podobną zniewagę względem godnych uwielbienia sakramentów Ciała i Krwi Chrystusa Boga, albo uważając je tylko za jakieś zwykłe rzeczy, godne szacunku wyłącznie w oczach chrześcijan, albo zawieszając je na szyi razem z krzyżem lub kośćmi świętych i poświęconymi przedmiotami, albo wkładając je do swych łóżek, ścian swych domów, umieszczając w winnicach, ogrodach lub parkach, albo w ogóle używając ich jako ochrony rzeczy cielesnych – i nie zważając na to, że te sakramenty są pokarmem duszy dla tych, którzy noszą znak krzyża Chrystusa, oraz że te sakramenty są zaczynem i zastawem zmartwychwstania umarłych i życia wiecznego – ci, jeśli są duchownymi, mają być deponowani, na trzy lata odłączeni od Komunii eucharystycznej i umieszczeni wśród pokutników. Ale jeśli są to świeccy, mają być odłączeni od Komunii eucharystycznej na cztery lata i umieszczeni wśród pokutników”[94].

Skierujmy jeszcze raz uwagę ku temu, co mówi św. Cyryl Jerozolimski, ponieważ obok szczegółowego opisu obrzędu Komunii znajdujemy tam ciągłe napomnienie, aby nie uronić małych cząstek, nawet tak małych jak okruszki chleba. Są one bowiem bardziej cenne niż złoto i drogie kamienie. Jakże wielka wiara w Realną Obecność!

Cyryl nie jest jedynym świadkiem, którego możemy zacytować. Około 150 lat przed Cyrylem Tertulian (160-220) pisał w swym dziele O koronie żołnierzy: „Przyjmujemy również […] sakrament Eucharystii na zgromadzeniach, wcześnie rano, i z niczyjej innej ręki jak tylko z ręki przewodniczących [tzn. kapłanów i biskupów]. […] Gdy coś z naszego kielicha lub z naszego chleba upadnie na ziemię, wywołuje to naszą bojaźń” (De Cor. mil. 3, 4)[95].

Orygenes – który zresztą często kładzie akcent na interpretacjach spirytualizujących[96] – opisuje następująco zachowanie wiernych względem Najświętszego Sakramentu: „Wy, którzy nawykliście do udziału w Boskich misteriach, wiecie jak bardzo powinniście być uważni kiedy przyjmujecie Ciało Pańskie, zachowując staranie i uszanowanie, aby nie upadła na ziemię najmniejsza cząstka, ani nie wylało się nic z konsekrowanej ofiary. Uważacie za grzech, jeśli coś spadnie na ziemię z powodu lekkomyślności. Ta wasza wiara jest dobra” (In Ex. hom. 13, 3)[97]. Chodzi o „najmniejszą cząstkę”, której nie powinno się rzucać na ziemię. Zaniedbanie w tej dziedzinie jest grzechem. Czy można znaleźć słowa bardziej precyzyjne?

4. Podsumowanie

Nie było nigdy obrzędu Komunii na rękę w tej postaci, jak jest ona praktykowana dzisiaj. W sensie ścisłym w komentowanych wyżej tekstach Ojców nie chodzi o Komunię na rękę, ale raczej o Komunię do ust, gdzie prawa ręka służy za patenę. To stwierdzenie znajduje dodatkowe poparcie w obrzędzie Komunii diakona w liturgii bizantyńskiej: głęboko pochylony, przyjmuje on Ciało Pańskie ustami z prawej ręki. Pełne szacunku przyjmowanie Ciała Pańskiego do ust, w pozycji pochylonej, ukazuje jasno, że człowiek jest tutaj tym, który otrzymuje, a nie tym, który sam się obsługuje i robi sobie sam podarunek. To samo było przestrzegane nawet w przypadku Komunii na rękę – tam, gdzie była ona przez jakiś czas dozwolona[98]. Kardynał Ratzinger przedstawił kiedyś fundamentalne uwagi na temat natury sakramentalnego spotkania stworzenia z nieskończonym Bogiem, który właśnie się objawia:

„To właśnie dlatego do istotnej formy sakramentu należy i to, że jest on przyjmowany, a nikt nie może go dać sam sobie. Nikt nie może sam siebie ochrzcić, udzielić sobie święceń kapłańskich, siebie samego rozgrzeszyć. Z tej struktury spotkania wynika to, że doskonała skrucha ze swej natury nie może pozostać wewnętrzna, lecz wymaga tej formy spotkania, którą jest sakrament. Dlatego dopuszczanie do tego, by Eucharystia krążyła między ludźmi, lub żeby ją brać samemu, nie jest tylko przekroczeniem przepisów kościelnych, ale również zamachem na najgłębszą strukturę sakramentu. To, że w wypadku tego jednego sakramentu kapłan ma prawo udzielić sobie samemu świętego daru, wynika z mysterium tremendum, z którym zostaje on skonfrontowany w Eucharystii: misterium działania in persona Christi, polegające na tym, że kapłan zastępuje Chrystusa, będąc równocześnie grzesznym człowiekiem, który żyje całkowicie z otrzymywania Jego daru”[99].

Poza tym od początku zabiegano w Kościele starożytnym o to, by nie stracić nawet najmniejszej cząstki Hostii. Teoretycznie rzecz biorąc, także dzisiaj to staranie obowiązuje[100]. W instrukcji z 1973 r. możemy przeczytać:

„Od czasu wydanej przed trzema laty instrukcji Memoriale Domini niektóre konferencje episkopatu prosiły Stolicę Apostolską o pozwolenie na to, by ci, którzy udzielają Komunii św., mogli kłaść Postacie eucharystyczne na ręce wiernych. Jak to przypomina owa instrukcja, przepisy Kościoła i teksty Ojców dostarczają obfitego świadectwa o bardzo głębokim uszanowaniu i bardzo dużej ostrożności, które otaczały Najświętszą Eucharystię[101] i nadal powinny ją otaczać. W szczególności, kiedy przyjmuje się Komunię we wspomniany sposób, należy zachować pewne środki ostrożności, tak jak tego wymaga samo doświadczenie. Powinno się zachowywać ciągłe staranie i uwagę, zwłaszcza w odniesieniu do cząstek, które mogłyby odpaść z Hostii. Dotyczy to zarówno szafarza, jak i wiernego, o ile święta Postać zostanie położona na dłoni komunikującego”[102].

Niedługo potem Kongregacja Nauki Wiary w deklaracja dotyczącej rozmaitych wątpliwości potwierdziła raz jeszcze, że realna obecność, a zatem prawdziwa obecność Chrystusa, dotyczy również cząstek, które oddzieliły się od konsekrowanej Hostii, i że w konsekwencji przepisy odnoszące się do puryfikacji pateny i kielicha powinny być szanowane[103].

Czy dziś otacza się „Najświętszą Eucharystię najgłębszym uszanowaniem i największą ostrożnością”, jak to czynili Ojcowie? Czy zachowuje się „ciągłe staranie i uwagę”, zwłaszcza w odniesieniu do cząstek? Wszyscy ci, którzy mogą i chcą dobrze się przyjrzeć, wiedzą jak można odpowiedzieć na te pytania. Nie chodzi o kilka nadużyć lub wykroczeń, które zdarzałyby się tu i ówdzie. Notoryczna beztroska stała się regułą, a to pozwala wnioskować o braku szacunku i o niewystarczającej wierze w Realną Obecność. Wszystkie niebezpieczeństwa wiążące się z Komunią na rękę, które zostały wymienione przez instrukcję Memoriale Domini (umniejszenie szacunku, znieważenie sakramentu i zmiana wiary[104]), ujawniły się i ujawniają się w dalszym ciągu.

Dlaczego we wszystkich Kościołach chrześcijańskich, we wszystkich rytach zrezygnowano z udzielania Komunii na rękę? Nie dlatego, że zmienił się kształt hostii, jak sądzą niektórzy (np. Jungmann myślał, że jedna z przyczyn polegała na wprowadzeniu chleba nie kwaszonego[105]). Nie może być to prawdą, chociażby w odniesieniu do Wschodu, gdzie to  nie nastąpiło: z zasady używano tam zawsze chleba nie kwaszonego. Jeśli – jak Nussbaum[106] – chciano by wyjaśnić modyfikację praktyki eucharystycznej zmianą kształtu hostii (które stawały się płaskim opłatkiem), trzeba by wziąć pod uwagę pewną decydującą okoliczność: na Wschodzie ten kształt się nie zmienił. Czemu zatem zmiana nie nastąpiła we wszystkich obrządkach? „Prawdziwej przyczyny należałoby szukać raczej w tym, że z Komunią udzielaną na ręce świeckich były złe doświadczenia. […] Są to te same doświadczenia, które mamy i dzisiaj, i to w coraz większym stopniu: doświadczenia wynikające z braku szacunku, poczynając od samego przyjęcia aż do charakterystycznych wykroczeń, w których Najświętsza Eucharystia jest wykorzystywana do celów zabobonnych, a nawet satanicznych (czarne msze)”[107]. Klaus Gamber napisał to w roku 1970. Jego prorocze słowa całkowicie się spełniły.

Szacunek przejawiany przez Ojców oraz ciągle pogłębiająca się wiara, wytworzyły – zarówno na Wschodzie, jak na Zachodzie – Komunię do ust, czyli sposób przyjmowania Komunii, który wyraża lepiej wiarę w Realną Obecność oraz szacunek należny oddzielonym cząstkom postaci eucharystycznych.

Szacunek i wiara oraz staranie o to, aby obie te rzeczywistości zawsze były w pełni wyrażane przez obrzęd – oto jaki jest duch Kościoła pierwotnego, duch Ojców. Komunia do ust jest owocem tego starania, związanego z miłością. Instrukcja Memoriale Domini kładzie nacisk na to, że Komunia do ust powinna być zachowana, „nie tylko dlatego, że ma za sobą wielowiekową tradycję, ale przede wszystkim dlatego, że wyraża szacunek wiernych względem Eucharystii”[108].

Komunia do ust „skuteczniej gwarantuje, że Komunia św. będzie rozdzielana z czcią, pięknem i godnością, oraz że oddalone zostanie wszelkie niebezpieczeństwo profanacji postaci eucharystycznych, w których „jest obecny w szczególny sposób substancjalnie oraz trwale cały i niepodzielony Chrystus, Bóg i człowiek”[109], aby w końcu zachowana była pilna troska o cząstki konsekrowanej Hostii, której Kościół zawsze wymagał”[110].

Ks. Martin Lugmayr FSSP 

(tłumaczył Paweł Milcarek)

Artykuł ukazał się w numerze 1/2 kwartalnika “Christianitas”.

Na podstawie: Histoire du rite de la distribution de la communion, w: Vénération et administration de l’Eucharistie. Actes du second colloque d’études historiques, théologiques et canoniques sur le rite catholique romain, Paryż 1997.

[1]  „Słowo «inter-pretacja» wprowadza nas na ślady następującego zagadnienia: wszelka interpretacja wymaga pewnego «inter», wnikania, bliskości, towarzyszenia temu, kto interpretuje. Czysty obiektywizm jest absurdalną abstrakcją. Ten kto, nie uczestniczy, niczego nie doświadcza. Poznanie zachodzi tylko wtedy, gdy ma miejsce uczestnictwo” (J.Ratzinger, Schriftauslegung im Widerstreit. Zur Frage nach Grundlagen und Weg der Exegese heute, w: Schriftauslegung im Widerstreit, opr. J.Ratzinger, Freiburg i. Br. 1989, Herder, 23.

[2]  Rzeczywiście, w liście Kongregacji Kultu Bożego, zredagowanym po francusku i dołączonym do instrukcji Memoriale Domini, udzielono zgody na to, by wierni brali Ciało Pańskie bezpośrednio z cyborium („Można jednak również przyjąć sposób prostszy, pozwalając wiernemu wziąć Hostię bezpośrednio ze świętego naczynia” – AAS 61 [1969], 547). Cztery lata później, 21 czerwca 1973 ta możliwość została zniesiona przez komunikat De sacra Communione et cultu mysterii Eucharistici extra missam (por. EDIL, I, n.3082).

[3]  Por. 1 Kor 4, 7.

[4]  Por. Th WBNT, IV, art. Lambano (Delling), 5n.

[5]  Por. H.Seebass, Th WBAT, IV, 590.

[6]  Por. Pierre Youssif, L’Eucharistie chez saint Ephrem de Nisibe, Orientalia Christiana Analecta, 224, Rzym 1984, s.298.

[7] Hom. XIX. In Jer., GCS, Origènes, III, 13, s.169, l. 30n.

[8]  Apologia, I, 66.

[9]  „The only explicit reference in the New Testament to preparation for the Lord’s Supper is in terms of judgment” (C.F.D.Moule, The judgment theme in the sacraments, w: The Background of the New Testament and its eschatology. Studies in honour of C.H.Dodd, Cambridge 1956, University Press, s.456.

[10]  To dlatego np. św. Augustyn przestrzega tych, którzy z powodu win utracili prawo do Komunii, aby „nie trzeba było ich odsyłać, gdy przystąpią do kraty (de cancellis)” (Kazanie 392, 5 – PL, 39, 1712).

[11]  Synod w Laodycei, kan. 44, wyd. Mansi, II, 571.

[12]  Bez ograniczeń zwyczaj ten jest wymieniony na synodzie w Tours (567), w kanonie 4 (Mansi, IX, 793): „Ut laici secus altare, quo sancta mysteria celebrantur, inter clericos tam ad vigilias, quam ad missas, stare penitus non praesumant: sed pars illa, quae a cancellis versus altare dividitur, choris tantum psallentium pateat clericorum. Ad orandum vero et communicandum, laicis et feminis, sicut mos est, pateant sancta sanctorum”. („Świeccy nie powinni sobie w żadnym razie pozwalać na podchodzenie razem z duchownymi w pobliże ołtarza, gdzie są celebrowane święte misteria w czasie wigilii i mszy: ale przestrzeń między zasłoną chóru i ołtarzem powinna być otwarta tylko dla duchowieństwa śpiewającego psalmy. Za to podczas modlitwy i komunii prezbiterium powinno pozostawać otwarte dla świeckich i kobiet, jak to jest w zwyczaju”).

[13]  W Hiszpanii już IV synod w Toledo zadecydował „ut sacerdos et levita ante altare communicent, in choro clericus, extra chorum populus” („aby kapłani i lewici komunikowali przy ołtarzu, kler w chórze, a lud poza chórem”).

[14]  Na temat jego historii i znaczenia zob. Klaus Gamber, Die Funktion des gotischen Lettners aufgezeigt am einstigen „Lectorium” des Regensburger Domes, w: Sancta Sanctorum. Studien zur liturgischen Ausstattung der Kirche, vor allem des Altarraums, Friedrich Pustet, Regensburg 1981, s.109-119.

[15]  Por. J.A.Jungmann, Missarum sollemnia, t.III, Paryż 1958, Aubier, 307.

[16]  Wzmianka, że na balaskach należy położyć obrus, figuruje po raz ostatni w instrukcji z 26 marca 1929 (AAS, 21 [1929] n. 638).

[17]  Cenne studium dotyczące całego tego zagadnienia znajduje się w: Otto Nussbaum, Die Handkommunion, Kolonia 1969, J.P.Bachem, 9n.

[18]  Stromata, 1, 1, 5 (GCS Clem. 2, 18n Stählin).

[19]  Eusebius, h. E. 7, 9, 4; GCS Euseb. 2, 2, 648.

[20]  Cat. myst., 5, 21; FC 7, 162.

[21]  Hom. 7, 21 i 20, 8.

[22]  Hymny de Fide, 10, 8; 10, 15 CSCO 154/155; Seq II, 2, Naqpayata (= Suplement do Misteriów chaldejskich), Mossul 1901.

[23]  In Math. hom. 82, 4 (PG 58, 743); In illud: Vidi Dominum, hom. 6, 3 (PG 56, 138n).

[24]  Śpiew suplikacji na Wszystkich Świętych w roku świętym 396 na temat plagi szarańczy, BKV 6, 14: „Twa wola stworzyła nas jednym słowem, i porodziłem. Jedną kroplą Twej łaski uzdrawiasz me dzieci i wyganiasz boleść! Jeśli niewiasta cierpiąca na krwotok, która dotknęła się Twej szaty, została uzdrowiona przez Twój płaszcz, o ileż więcej uczestniczę w pomocy i zbawieniu ja, który dotknąłem całe Twoje ciało!”. Moim zdaniem nie można z tego wnioskować z całą pewnością, że chodzi tu o Komunię na rękę, skoro osoba, która wypowiada powyższe słowa, nie jest jednostką, lecz Kościołem miasta Konstantynopola, ponownie zagrożonym karą Bożą po najeździe Hunów.

[25]  Cant. 1, 2 (PG 81, 53).

[26]  Ep. 93, PG 32, 484n.

[27]  Adv. Mulieres 299n, PG 37, 906.

[28]  Oratio de S. Synaxi, PG 89, 832.

[29]  De fide 4, 13; PG 94, 1149.

[30]  Fragment z opisu męczeństwa św. Perpetui 4, 9 (chodzi o widzenie odnoszące się do przyszłego męczeństwa), cytowany przez Nussbauma, jest według mnie zbyt niejasny, aby można go wymienić jako świadectwo.

[31]  De idol. 7, 1; CCSL 2, 1106.

[32]  Ep. 58, 9; CSEL 3, 2, 665; De lapsis 22, CSEL 3, 1, 253n; De lapsis 26, CSEL 3, 13, 256.

[33]  Por. Wunibald Roetzer, Des Heiligen Augustinus Schriften als liturgiegeschichtliche Quelle, Monachium 1930, 131-135.

[34]  Contra ep. Parm. 2, 7, 13, CSEL 51, 58; Contra lit. Petil. 2, 23, 53, CSEL 52, 51n.

[35]  De Tempore barbarico, II, IV, 1-2; CCSL 60, 475.

[36]  Hist. Eccl., VI, 43, 18.

[37]  Bardziej precyzyjny opis mszy św. w Mediolanie – por. Joseph Schmitz, Gottesdienst in altchristlichen Mailand, Kolonia-Bonn 1975, Peter Hanstein Verlag.

[38]  Exameron VI, 9, 69; CSEL 32, 257.

[39]  Tract. Paschal. 2 in Ex 31; CSEL 68, 31.

[40]  Sermo 33, PL 52, 295n; Sermo 34, PL 52, 297.

[41]  Hist. Eccl. 9, 30; PL 69, 1145.

[42]  Kan. 3; Mansi 3, 634.

[43]  Kan. 14; Mansi 3, 1000.

[44]  Por. Karl Berg, Cäsarius von Arles. Ein Bischof des sechsten Jahrhunderts erschliesst das liturgische Leben seiner Zeit (Dissertatio ad lauream in facultate theologica pontificae universitatis Gregorianae Urbis, Romae 1935/1944/1946), Salzburg 1994, Kulturverlag.

[45]  Sermo 44, 6, CCSL 103, 199; Sermo 227, 5, CCSL 104, 899n.

[46]  De Tabernaculo et vasis eius, l. III, c. 14; PL 91, 498.

[47]  Por. Nussbaum, Die Handkommunion, op. cit., 25.

[48]  Por. C.J.Hefele, Conciliengeschichte, IV, 2. Aufl., Fryburg 1879, 99.

[49]  Na temat jego dzieła z zakresu prawa kanonicznego zob. Paul Fournier, L’oeuvre canonique de Réginon de Prüm, w: Mélanges de droit canonique, t. II, Aalen 1983, Scientia Verlag, 333n.

[50]  Wyd. F.G.A.Wasserschleben, Lipsk 1840.

[51]  „Nulli autem laico aut feminae Eucharistiam in manibus ponat, sed tantum in ore eius cum his verbis ponat: corpus Domini et sanguis prosit tibi ad remissionem et ad vitam aeternam. Si quis haec transgressus fuerit, quia Deum omnipotentem contemnit, et quantum in ipso est inhonorat, ab altari removeatur” (Mansi 10, 1199n).

[52]  „Do dzisiaj wciąż nie wyjaśniono czy ten synod się odbył i kiedy” (Odette Pontal, Die Synoden in Merowingerreich, Paderborn 1986, Schöningh, 204). Synod ten datuje się albo na 650 r., albo na 688/89.

[53]  Missa Illyrica, PL 138, 1333.

[54]  Jest prawdą, że cesarz otrzymywał Komunię na rękę, ale mimo wszystko nie stanowi to wyjątku, gdyż należał on do kleru.

[55] W związku z uzdrowieniem pewnego niepełnosprawnego przez papieża Agapita I (535-536), papież Grzegorz opowiada, że Agapit najpierw uwolnił chorego od paraliżu, „cumque ei Dominicum corpus in os mitteret, illa diu muta ad loquendum lingua soluta est. Mirati omnes flere prae gaudio coeperunt, eorumque mentes illico metus et reverentia invasit, cum videlicet cernerent quid Agapitus facere in virtute Domini ex adiutorio Petri potuisset” („a kiedy włożył mu do ust Ciało Pańskie, jego język, od dawna niezdolny do mówienia, został rozwiązany. Wszyscy zadziwieni, zaczęli płakać z radości, a ich umysły napełniły się lękiem i szacunkiem, gdy pojęli co mógł zrobić Agapit mocą Pana z pomocą Piotra”). Dial., lib. III; PL 77, 224.

[56]  Por. Manuale di Storia Liturgica, III, Milano 1966, Ancora, 516.

[57]  Klaus Gamber, Ritus Modernus. Gesammelte Aufsätze zur Liturgiereform, Regensburg 1972, F.Pustet, 30.

[58]  „Illud vero quod pro complemento communionis intinctam tradunt eucharistiam populis, nec hoc prolatum ex evangelio testimonium recipit, ubi apostolis corpus suum et sanguinem commendavit; seorsum enim panis, et seorsum calicis commendatio memoratur” („To zaś, że [niektórzy] dla dopełnienia Komunii  podają ludowi zamoczoną Eucharystię, nie znajduje świadectwa pochodzącego z Ewangelii: gdy [Pan] dawał apostołom ciało swoje i krew, wspomniane jest osobno podanie chleba i kielicha”). Mansi XI, 155.

[59]  W końcu X w. znajdujemy u Burcharda z Wormacji († 1025) fragment zawierający polecenie zachowania Hostii konsekrowanych, które wcześniej zostały zamoczone w Przenajdroższej Krwi – właśnie ze względu na Komunię chorych: „Ut omnis presbyter habeat pixidem, aut vas tanto sacramento dignum, ubi corpus Dominicum diligenter recondatur, ad viaticum recedentibus a saeculo. Quae tantum sacra oblatio intincta debet esse in sanguine Christi, ut veraciter presbyter possit dicere infirmo, corpus et sanguis Domini proficiat tibi, etc. Semperque sit super altare obserata propter mures et nefarios homines, et de septimo in septimum diem semper mutetur, id est, illa a presbytero sumatur, et alia, quae eodem die consecrata est, in locum eius subrogetur, ne forte diutius reservata, mucida, quod absit, fiat” („Każdy kapłan niech ma puszkę lub inne naczynie godne tak wielkiego sakramentu, w którym ma być przechowywane starannie Ciało Pańskie jako Wiatyk dla odchodzących ze świata. Tę świętą Obiatę powinno się wcześniej zamoczyć we Krwi Chrystusa, aby kapłan mógł zgodnie z prawdą powiedzieć do chorego: Ciało i Krew Pańska niech ci przyczyni… itd. Niech zawsze znajduje się zamknięta nad ołtarzem z powodu psot i ludzi bezbożnych, a każdego siódmego dnia niech ją się zmieni, tzn. niech kapłan ją spożyje, a zastąpi tą, która była tego dnia konsekrowana, aby z powodu dłuższego przechowywania nie popsuła się, czego niech Bóg broni”). Decretorum liber quintus, PL 140, 754.

[60]  Joannis Abricensis Episcopi liber De officiis ecclesiasticis: „Si autem opus non fuerit (pro viatico), tertiam (particulam hostiae), aut unus ministrorum accipiat. Non autem intincto pane, sed iuxta definitionem Toletani concilii seorsum corpore, seorsum sanguine, sacerdos communicet, excepto populo, quem intincto pane, non auctoritate, sed summa necessitate timoris sanguinis Christi effusionis permittitur communicare” (PL 147, 37).

[61]  Według tekstów koptyjskich każdy komunikujący trzyma przy swojej brodzie podpórkę, którą otrzymuje od ministranta.

[62]  Por. Udalrici, Consuet. Clun. II, 30; PL 149, 721.

[63]  AAS 61 [1969], 541-545.

[64]  Kilka przykładów w: May, Mund-oder Handkommunion, op. cit., 75n.

[65]  Św. Augustyn stosuje fragment Ps 99, 5 („Et adorate scabellum pedum eius” – „I upadnijcie na kolana przed podnóżkiem stóp Jego”) do Ciała Chrystusa.

[66]  „Et quia in ipsa carne hic ambulavit, et ipsam carnem nobis manducandam ad salutem dedit; nemo autem illam carnem manducat, nisi prius adoraverit; inventum est quemadmodum adoretur tale scabellum pedum Domini, et non solum non peccemus adorando, sed peccamus non adorando” (Enarr. in Ps. 98, 9; CSEL 39, 1385).

[67]  Przytoczmy kilka przykładów adoracji poprzedzającej przyjęcie Komunii, pochodzących z następnej epoki: w regule św. Kolumbana († 615) przykazano potrójny pokłon; gdzie indziej całuje się ziemię; Consuetudines z Cluny, pochodzące z ok. 1080, wymagają uklęknięcia. Por. Jungmann, Missarum Sollemnia, III, op. cit., 458.

[68]  Zob. Komunię Apostołów z Russano (VI w.).

[69]  Np. św. Augustyn mówi w następujący sposób o złożonych dłoniach („manibus coniunctis”): „Sed interim attendant utrum saltem Optatus habuerit aliquam maculam aut aliquod vitium; non usque adeo caeci sunt, ut et istius vitam omnino immaculatam et omni vitio carentem fuisse respondeant. cur ergo accedebat offerre dona deo et ab eo ceteri conciunctis manibus accipiebant, quod maculosus et vitiosus obtulerat?” („Ale niech pilnują, aby przynajmniej Optatus nie był zbrukany jakąś zmazą lub wadą, gdyż nie są aż na tyle ślepi, aby mogli odpowiedzieć, że jego życie jest zupełnie niepokalane i wolne od wszelkiej wady. A więc dlaczego przystąpił on do złożenia Bogu ofiary, a pozostali dlaczego przyjęli ze złączonymi dłońmi to, co ofiarował człowiek obciążony zmazą i wadą?”). Contra ep. Parm. 2, 7, 13, CSEL 51, 58.

[70]  Por. II synod w Trulio (692), kan. 101, Mansi 11, 985n: Jeśli ktoś chce przyjąć Komunię św., „niech złoży dłonie na krzyż i zbliży się dla przyjęcia Komunii bogatej w łaski. Nie udzielamy jednak zgody tym, którzy zamiast swych rąk przynoszą jakieś naczynie ze złota lub z czego innego, aby wziąć do niego niepokalaną Komunię, gdyż zamiast obrazu Boga wolą materię nieożywioną i poddaną [ludziom]”. II synod w Trulio nie został uznany przez papieża Sergiusza ze względu na to, że zostały na nim ogłoszone pewne kanony antyrzymskie; Jan VIII zaakceptował powyższe decyzje tam, gdzie nie sprzeciwiają się one nauczaniu i praktyce Rzymu (por. K.Baus, LTHK², 10, 381n).

[71]  In illud: „Vidi Dominum” hom. 6, 3; PG 56, 138n.

[72]  De idolatria, c.7, CCSL 2, 1106: „Ad hanc partem zelus fidei perorabit ingemens: Christianum ab idolis in ecclesiam venire, de adversaria officina in domum dei venire, attollere ad deum patrem manus matres idolorum, his manibus adorare, quae foris adversus deum adorantur; eas manus admovere corpori Domini, quae daemoniis corpora conferunt? Nec hoc sufficit. Parum sit, si ab aliis manibus accipiant quod contaminent, sed etiam ipsae tradunt aliis quod contaminaverunt. Adleguntur in ordinem ecclesiasticum artifices idolorum. Pro scelus! Semel Iudaei Christo manus intulerunt, isti quotidie corpus eius lacessunt. O manus praecidendae! Viderint iam, an per similitudinem dictum sit: si te manus tua scandalizat, amputa eam. Quae magis amputandae, quam in quibus Domini corpus scandalizatur?

[73]  Adv. mulieres 299f., PG 37, 906.

[74]  Sermo 227, 5, CCSL 104, 899f.: „Ad extremum, fratres carissimi, non est grave nec laboriosum quod suggero: hoc dico, quod vos frequenter facere aspicio. Omnes viri, quando communicare desiderant, lavant manus suas et omnes mulieres nitida exhibent linteamenta, ubi corpus Christi accipiant. Non est grave quod dico, fratres: quomodo viri lavant aqua manus suas, sic de elemosinis lavent conscientias suas; similiter et mulieres, quomodo nitidum exhibent linteolum, ubi corpus Christi accipiant, sic corpus castum et cor mundum exhibeant, ut cum bona conscientia Christi sacramenta suscipiant. Rogo vos, fratres, numquid est aliquis, qui in arca sordibus plena velit mittere vestem suam? Et si in arca sordibus plena vestis non mittitur pretiosa, qua fronte in anima quae peccatorum sordibus inquinatur Christi eucharistia suscipitur?”.

[75]  „Et si erubescimus ac timemus Eucharistiam manibus sordidis tangere, plus debemus timere ipsam Eucharistiam intus in anima polluta suscipere” (Sermo 44, 6).

[76]  Synod w Auxerre (między 561 i 605 r.), kan. 36: „Non licet mulieri nuda manu Eucharistiam accipere” (Mansi 9, 91).

[77]  Np. Komunia Apostołów z kodeksu z Rossano (VI w.).

[78]  Na patenie z Dum. Oaks widzimy wyraźnie Apostołów przyjmujących Komunię z rękami przykrytymi ręcznikiem (zob. LCI, 1, 174n).

[79]  Dom Gabriel M. Braso (La Velacio de la mans. Recul d’un tema d’arqueologia christiana, w: Liturgia I. Cardinali I.A. Schuster in memoriam, Montserrat 1956, 311-386) dostarcza szczegółowego studium tematu nakrytych dłoni.

[80]  Tradycja przypisała pięć jerozolimskich katechez mistagogicznych św. Cyrylowi. Dopiero na podstawie opracowania W.J.Swaana (1942) zaczęto je przypisywać następcy Cyryla, Janowi Jerozolimskiemu. Najstarszy rękopis, Codex Monacensis z X w. podaje rzeczywiście Jana jako autora, podczas gdy w prawie równie starym rękopisie (Ottobonianus 86) znajdujemy imię Cyryla dopisane inną ręką przy imieniu Jana. Posiadamy jednak inne rękopisy (Coisilianus 227, XI w.?; Marcianus II, 35, XIII w.?; Ottobonianus 220, XVI/XVII w.), które wymieniają jako autora Cyryla. Inne zastrzeżenia, natury liturgicznej i teologicznej, według Auguste’a Piédagnel (por. SG 120, 33n) nie są przekonujące. Różnice między 18 katechezami i katechezami mistagogicznymi można wyjaśnić biorąc pod uwagę disciplina Arcani i późniejsze pogłębienie teologiczne. Nawet jeśli Jan trochę je przepracował, nie można podważać faktu, że pochodzą one od Cyryla. W każdym razie katechezy te świadczą o zwyczajach liturgicznych, przyjętych u końca IV w.

[81]  Cat. myst. 5, 21. Tekst grecki znajduje się w wydaniu krytycznym, np. w Fontes Christiani, t. VII, s.162.

[82]  Na temat obecnej w starożytności i w Piśmie Św. preferencji dla prawej ręki – por. ThWBNT, II, 37n i IX, 415.

[83]  Otto Nussbaum, Die Handkommunion, op. cit., 18n.

[84]  Afrahat, Unterweisungen, 9, 10; tłum. i wstęp Peter Bruns, FC 5/1, 265.

[85]  We wstępie (7, 21) mówi o tych, których miał wybrać Gedeon, zgodnie z rozkazem Boga: „Tych, którzy językiem chłeptać będą wodę, jak psy zwykły chłeptać, oddzielisz osobno” (Sdz 7, 5): „Spośród wszelkich zwierząt, które zostały stworzone razem z człowiekiem, żadne nie kocha tak bardzo swego pana jak pies, który czuwa dzień i noc. Nawet gdy otrzymuje razy od swego pana, nie porzuca go. A gdy wyjdzie na łowy razem ze swym panem, a stanie przeciw nim silny lew, pies ryzykuje śmierć dla swego pana. Tak samo odważni są ci, którzy zostali oddzieleni od wody. Idą za swoim panem jak psy, nie lękają się śmierci i walczą dzielnie. Pełnią swą służbę dzień i noc oraz ujadają jak psy, gdy dniem i nocą rozmyślają nad Prawem (Ps 1, 2). Kochają naszego Pana i swymi językami liżą Jego rany, jak pies liże swego pana. Lecz ci, którzy nie rozmyślają nad Prawem, nazywani są kalekimi psami, ponieważ nie mogą szczekać; ci, którzy nie poszczą gorliwie, nazywani są psami łakomymi, ponieważ nie mogą zaspokoić głodu” (Iz 56, 10n), FC 5/1, 229n.

[86]  Afrahat, Unterweisungen, 20, 8; FC 5/2, S. 465.

[87]  „Kiedy będziesz się zbliżał, nie czyń tego z rozłożonymi ramionami, lecz połóż swoją lewą dłoń jako tron dla prawicy, krzyżując je, aby przygotować się w ten sposób do przyjęcia Króla. Przyjmij Ciało Chrystusa z wielką bojaźnią, tak aby żadna cząstka nie spadła z ręki i nie doznała bólu od któregoś z twych członków. Podobnie, przybliż się do kielicha, nie podnosząc rąk do góry, ale mówiąc Amen. O ile będzie jeszcze trochę wilgoci na twoich wargach, twoje ręce dotkną twych oczu i czoła – a w ten sposób także pozostałe zmysły zostaną uświęcone. I złóż dziękczynienie Bogu, który cię dopuścił do tak wielkiego misterium” (Ecloga 47, PG 63, 898).

[88]  F.J. Dölger, Das Segnen der Sinne mit der Eucharistie. Antike und Christentum, t. III, Münster in Westf. 1932, Aschendorff, 231-244 (tutaj: 237). W wymienionym artykule znajdujemy również świadectwo odnoszące się do błogosławieństwa organów zmysłów.

[89]  W Cant. 1, 2 (PG 81, 53). W związku z fragmentem Osculetur me osculis suis: „Ale żeby żadna poniżająca myśl przyziemna nie zaczęła wprowadzać niepokoju w odniesieniu do tego, co powiedziano o pocałunkach, pomyślmy, że to w sposób mistyczny (en tô mustikô kairô) przyjmujemy, przytulamy, obejmujemy i ściskamy członki oblubieńca w swym sercu. Jest tu jakby pieszczota małżeńska, gdy wierzymy, że należymy w całości do Niego. Obejmujemy Go i okrywamy pocałunkami, gdyż – według Pisma – miłość usuwa lęk”.

[90]  Jan Damasceński, De Fide, 4, 13 (PG 94, 1149).

[91]  „Pewien zwyczaj, rozpowszechniony w Niemczech od XIV w., przypomina błogosławieństwo oczu za pomocą Eucharystii, będące w użyciu tysiąc lat wcześniej: po obmyciu palców, kładziono je na oczy mówiąc: Lutum fecit Dominus ex sputo et linivit oculos meos et abii et vidi et credidi Deo (por. J 9, 11). Ten zwyczaj,  który mógł bardzo łatwo obrócić się w zabobon i nadużycie, w późniejszym okresie zanikł” (Jungmann, Missarum Sollemnia, III, 312).

[92]  „Si quis autem acceptam a sacerdote Eucharistiam non sumpserit, velu sacrilegus propellatur” (kan. 14; Mansi 3, 1000).

[93]  Ur. ok. 633, zm. 708 w klasztorze Tel’eda. Pomimo swych poglądów monofizyckich należał do wybitnych pisarzy syryjskich.

[94]  C.Kayser, Die Canones Jacob’s von Edessa, (Lipsk 1886), 13, 14; cyt. F.J.Dölger, Die Eucharistie als Reiseschutz. Die Eucharistie in der Händen der Laien. Antike un Christentum, 5. Bd, 2. Aufl, Münster 1974, Aschendorff, 241.

[95]  De Corona militum, c.3, CCSL 2, 1043: „Eucharistiae sacramentum (…) etiam antelucanis coetibus nec de aliorum manu quam praesidentium sumimus. (…) Calicis aut panis etiam nostri aliquid decuti in terram anxie patimur”.

[96]  Por. Werner Shütz, Der christliche Gottesdienst bei Origenes, Stuttgart 1984, Calwer Verlag, 156-172.

[97]  PG 12, 391; S.C. 321, 384, 69-72.

[98]  Św. Bazyli Wielki, list 93 (PG 32, 484n): „Przystępujemy do Komunii cztery razy w tygodniu: w dzień Pański, w środę, piątek i sobotę, a także w inne dni, jeśli obchodzimy wspomnienie jakiegoś świętego. Ale to, że w czasie prześladowań ktoś – pod nieobecność kapłana lub diakona – mógł być zmuszony do przyjęcia Komunii ze swej własnej ręki, nie przedstawia w żadnym razie jakiegoś obciążenia. Zbyteczne jest to wykazywać. Przecież potwierdza to w różny sposób zwyczaj o dawnym pochodzeniu. Wszyscy pustelnicy mają bowiem u siebie Eucharystię, i pod nieobecność kapłana sami nią szafują. Nawet w Aleksandrii i w Egipcie każdy wtajemniczony z ludu (`ekastos kaì tôn en laô teloúnton) przez długi czas zachowuje u siebie Eucharystię i kiedy chce udziela sobie Komunii. Gdy bowiem dokona się ofiara kapłana, a dar ofiarny zostanie rozdzielony, ten kto go otrzyma najpierw jako całość, a potem codziennie przyjmuje po części, powinien móc słusznie wierzyć, że uczestniczy w nim i go przyjmuje od tego, kto mu go udzielił. Albowiem także w kościele kapłan udziela części, a ten kto go przyjmuje słusznie go dotyka, a to w ten sposób, że wkłada go swoją własną ręką do ust. Oba przypadki są zatem równoważne: albo ktoś przyjmuje od kapłana jakąś część, albo przyjmuje od razu pewną ich ilość”. Otto Nussbaum zauważa, że naczynia używane przy Komunii na rękę były zwykle tak pomyślane, aby brać Ciało Pańskie ustami (por. Die Handkommunion, op. cit., 21). Jednak ze względu na nadużycia przełożony klasztoru w Atripie, Szenuta († 466), którego chrześcijanie egipscy wysoko poważali, uznał się za zmuszonego do „stanowczego przeciwstawienia się temu, żeby jakikolwiek członek wspólnoty, opuszczając celebrację eucharystyczną brał ze sobą Hostie. „Kapłan lub diakon nie powinien udzielać tego przywileju temu, kto o to prosi; nawet cząstki o wielkości ziarnka gorczycy””. Leipordt, Schenute von Atripe und die Entschtehung des nationalägyptischen Mönchtums, TU NF, X, 1 (Lipsk 1903), 184; por. także s. 31. Cyt. F.J.Dölger, Die Eucharistie als Reiseschutz, op. cit., 240n.

[99]  Kirche, Ökumene, Politik, Einsiedeln 1987, Johannes Verlag, 19.

[100]  W prawosławiu w dalszym ciągu bierze się poważnie ostrzeżenie św. Cyryla Jerozolimskiego, wymagającego, aby czuwano, żeby nie spadła najmniejsza cząstka Ciała i najmniejsza kropla Krwi Chrystusa. I to nie tylko w teorii, ale także w praktyce, jak o tym świadczą różne przepisy bezpieczeństwa. Por. Christian Felmy, Customs and practices surrounding holy Communion in the eastern orthodox Churches, w: Bread of Heaven. Customs and Practices Surrounding Holy Communion, wyd. Charles Caspers, Gerard Lukken, Gerrard Rouwhorst, Kampen 1995, Kok Pharos Publishing House, 41-59 (tutaj: 47n).

[101]  Instr. Memoriale Domini, 29 maja 1969, AAS 61 [1969], 542.

[102]  Instr. Immensae caritatis, 29 stycznia 1973, AAS 65 [1973], 264-271 (tutaj: 270).

[103]  Deklaracja z 2 maja 1972, Notitiae 8 [1972], 227.

[104]  Por. AAS 61 [1969], 544.

[105]  Por. Missarum Sollemnia, II, op. cit., 463.

[106]  Die Handkommunion, op. cit., 28.

[107]  Klaus Gamber, Ritus Modernus, op. cit., 52.

[108]  AAS, 61 [1969], 543.

[109]  Instr. Eucharisticum mysterium, n.9, AAS, 59 [1967], 547.

[110]  Memoriale Domini, AAS, 61 [1969], 543.

Za: Christianitas.pl (2020.03.06)

 

Marian44 – nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie – dlaczego kapłan w modlitwie na Przeistoczenie mówi… „bieżcie i jedzcie  Z TEGO wszyscy…” Nasuwa się automatycznie w języku polskim pytanie: Z TEGO – Z CZEGO? a przecież Pan Jezus nie trzymał chleba w naczyniu/pojemniku,trzymał go w rękach i rozdawał swoim uczniom.

Dlaczego podczas poprzednich pandemii nie zamknięto świata?

W XX w. mieliśmy do czynienia z dużo gorszymi w skutkach pandemiami niż obecnie. Mimo tego, rządy nie zamrażały gospodarek i nie ograniczały w tak drastyczny sposób życia publicznego. Czy dzisiejsza sytuacja ma jakiś związek z przyjętą przez WHO, nową definicją pandemii?

Śmiertelna grypa

Po pierwszej pandemii grypy w XXI wieku ogłoszonej przez WHO w latach -2009-2010 [wirus grypy A (H1N1)], wiele państw członkowskich opracowało kompleksowe plany zmniejszenia liczby zarażonych i ofiar śmiertelnych. Po raz pierwszy opracowano szczepionkę, wyprodukowano i wdrożono ją w wielu krajach już w pierwszym roku pandemii.

Podczas gdy większość przypadków grypy H1N1 była łagodna, na całym świecie szacuje się, że zginęło z jej powodu od 100 do 400 tys. osób – w pierwszym roku. Najbardziej dotknęła ona dzieci i młodych dorosłych – inaczej niż sezonowa grypa, która powoduje ciężką chorobę głównie u osób starszych lub z chorobami przewlekłymi czy kobiet w ciąży.

Trzy pandemie grypy występowały w odstępach kilku dziesięcioleci w XX wieku, z których najcięższą była tak zwana „hiszpańska grypa” (spowodowana wirusem A H1N1). Szacuje się, że w jej wyniku zmarło od 20. do 50. milionów osób w latach 1918-1919. Łagodniejsze pandemie wystąpiły następnie w latach 1957–1958 [„grypa azjatycka” spowodowana wirusem A (H2N2)] oraz w 1968 r. (grypa Hongkong) wywołana wirusem A (H3N2), która uśmierciła od 1 do nawet 4 milionów osób!

W USA w sezonie grypowym, który trwa od października do maja, CDC szacuje, że zmarło do połowy marca br. od 29 do 59 tys. osób. – Obecny sezon na grypę był trudny, ale nie osiągnął progu epidemii, komentował ekspert ds. chorób zakaźnych, Amesh A. Adalja z Centrum Bezpieczeństwa Zdrowia Johns Hopkins w Baltimore. W sezonie 2017 – 2018 z powodu grypy zmarło w USA aż 61 tys. osób, a w sezonie 2018-2019 – 34 200 osób.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że grypa zabija na świecie od 290 tys. do 650 tys. osób rocznie! Grypa może być trudniejsza do zwalczenia w przypadku określonych populacji, takich jak niemowlęta i małe dzieci, osoby starsze, z obniżoną odpornością z powodu przewlekłych chorób, takich jak HIV czy nowotwór.

Przykładowo w Polsce, jak podaje Portal healtcaremarketportal healtcaremarketxpert.com, powołując się na dane Państwowego Zakładu Higieny, na grypę w ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2020 r. zachorowało prawie 1,2 mln Polaków. W analogicznym okresie w 2019 r. chorych było 1,5 mln. W samym lutym liczba zachorowań oscylowała wokół 200 tys. tygodniowo. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy 2020 r. zmarły z powodu grypy 33 osoby.

Według opracowania „Ten years (2004-2014) of influenza surveillance in Northern Italy” z 2015 r., „sezonowe epidemie grypy wywoływane przez wirusy grypy A i B występują corocznie w okresie zimowym w regionach o klimacie umiarkowanym, z rocznym wskaźnikiem ataku szacowanym na 5–10 proc. u dorosłych i 20–30 proc u dzieci. Na całym świecie szacuje się, że te roczne epidemie powodują 3 do 5 milionów przypadków poważnych chorób i około 250 000 do 500 000 zgonów”. Szczególnie dużo osób choruje w Lombardii – najludniejszym regionie Italii liczącym około 10 mln osób – na grypę i zapalenie płuc.

Epidemie i pandemie w ubiegłym i obecnym wieku

Tylko w ubiegłym wieku świat borykał się z pandemią cholery w latach 1899–1923 czy hiszpańskiej grypy w 1918 r., która zaraziła mniej więcej jedną trzecią światowej populacji w owym czasie i zabiła około 50 mln osób, powodując szczególną śmiertelności wśród zdrowych młodych dorosłych.

W latach 1957–1958 grypa azjatycka wykryta w Singapurze wkrótce rozprzestrzeniła się na Chiny, Hongkong, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone, zabijając ponad milion ludzi na całym świecie. Druga fala tej grypy byłą zabójcza szczególnie dla małych dzieci, osób starszych i kobiet w ciąży. Szybko opracowana szczepionka – wg ekspertów – niewiele pomogła.

W 1961r. pandemia cholery pochodzącej z Indonezji rozprzestrzeniła się na inne części Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki w ciągu dekady i trwa do dziś. Do lat dziewięćdziesiątych wybuchała także w Ameryce Południowej. W Zimbabwe w latach 2008–2009 zabiła ona ponad 4 tys. osób. W 2016 r. w Jemenie i Haiti zabiła ponad pół miliona ludzi. Około trzech milionów osób jest zakażanych bakteriami wywołującymi cholerę każdego roku i choroba ta występuje endemicznie w blisko pięćdziesięciu krajach. Eksperci ds. zdrowia twierdzą, że jedynie lepsze warunki sanitarne mogą pomoc w jej zwalczeniu – szczepionki niekoniecznie.

W latach 1968–1969 pandemia grypy Hongkong, która dotarła również do Europy i obu Ameryk zabiła milion osób, z czego prawie połowę w Hongkongu i w większości osoby w wieku 65 lat lub starsze. Potomkowie wirusa H3N2 nadal krążą sezonowo na całym świecie.

W latach 1977 – 1980 szalała ospa, ale po trwającej prawie dwie dekady globalnej kampanii szczepień WHO oficjalnie ogłosiła, ze ​​wyeliminowano ją na całym świecie.

W 1981 r pojawiła się pandemia HIV/AIDS, która trwa do dziś. Na początku lat 90. AIDS było główną przyczyną śmierci mężczyzn w wieku od 25 do 44 lat w USA. Obecnie jest blisko czterdzieści milionów nosicieli wirusa HIV / AIDS, z czego ponad dwie trzecie z nich znajduje się w Afryce Subsaharyjskiej. Dziesiątki milionów ludzi zmarło z powodu tej choroby.

W latach 2002–2003 w Chinach pojawiła się epidemia wywołana przez koronawirusa powodującego chorobę SARS (zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej – objawy nietypowego zapalania płuc: kaszel, duszność itp.). Choroba rozprzestrzeniła się na ponad 20 państw na czterech kontynentach, zarażając ponad 8 tysięcy ludzi. SARS zabiła prawie 800 osób, najwięcej w Chinach i Hongkongu, do czasu ustania wybuchu epidemii w połowie 2003 roku. Uważa się, że wirus został przeniesiony na ludzi poprzez kontakt z kotami.

Dwa lata po epidemii SARS, WHO zmieniła międzynarodowe przepisy zdrowotne, pierwotnie opracowane w 1969 r., które obowiązują wszystkie państwa członkowskie. Nowe zasady mają poprawić gotowość i reakcję na pandemię. Weszły one w życie w czerwcu 2007 r. i wymagają od państw powiadamiania WHO o potencjalnych globalnych zagrożeniach zdrowotnych. Udzielają również dyrektorowi generalnemu WHO uprawnienia do ogłoszenia zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym (PHEIC), w celu zmobilizowania globalnej reakcji.

W latach 2009–2010 pojawił się wirus świńskiej grypy, który rozprzestrzenił się na początku w Meksyku i USA. W przeciwieństwie do innych szczepów, H1N1 nieproporcjonalnie wpływał na dzieci i osoby młodsze. CDC nazwała go „pierwszą globalną pandemią grypy od czterdziestu lat”. WHO ogłosiło PHEIC w kwietniu 2009 r., a następnie w czerwcu pandemię, gdy wirus dotarł do ponad 70. krajów. W odpowiedzi niektóre państwa odradzały podróż do Ameryki Północnej, a Chiny nałożyły kwarantannę. CDC szacuje, że w ciągu pierwszego roku po wykryciu wirusa na świecie umarło od 151 700 do 575 400 osób, z tego około 12 500 w USA. Prawie 80 procent umierających miało mniej niż 65 lat. W sierpniu 2010 r. WHO ogłosiła koniec pandemii, choć szczep nadal krąży sezonowo.

W 2012 r. pojawił się koronawirus MERS (bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej) przenoszony na ludzi z wielbłądów. Jego epicentrum znajdowało się w Arabii Saudyjskiej, W 2015 r. MERS dał się we znaki mieszkańcom Korei Południowej, stamtąd rozprzestrzenił się na ponad dwadzieścia kilka krajów, wywołując zapalenie płuc. Spośród około 2500 osób, u których zdiagnozowano MERS, ponad 850 zmarło.

W maju 2014 r. dyrektor generalna WHO Margaret Chan ogłosiła alarm PHEIC w związku ze wzrostem liczby przypadków polio w Afryce i Azji. Alarm obowiązuje do dziś, a choroba ta szczególnie dotyka Afganistan, Nigerię i Pakistan.

W latach 2014–2016 w Afryce Zachodniej szalała Ebola, powodując śmierć około połowy zarażonych. Choroba dotarła do kilku państw europejskich i USA, zabijając łącznie ponad 11 tys. osób. W 2015 – 2016 wybuchła Zika w Ameryce Płd., głównie w Brazylii, chociaż wirus wykryto po raz pierwszy w latach 40. ub. wieku w Ugandzie. W lutym 2016 r. WHO ogłosiła epidemię PHEIC, a do połowy roku ponad sześćdziesiąt krajów zgłosiło przypadki wirusa, w wyniku którego tysiące kobiet urodziło dzieci z małogłowiem i innymi wadami wrodzonymi. Pomimo wezwań do odwołania Letnich Igrzysk Olimpijskich w 2016 w Rio de Janeiro, przebiegły one zgodnie z planem, a WHO ogłosiła koniec epidemii w listopadzie tego samego roku.

W 2018 roku Ebola powróciła do Demokratycznej Republiki Konga i Ugandy. W lipcu WHO ogłosiła PHEIC. Wirus zaraził ponad 3400 osób, a ponad 2200 umarło. Na początku 2020 r. epidemia ustała.

Pod koniec 2019 r. w chińskiej prowincji Hubei pojawił się nowy koronawirus, który wywołuje chorobę COVID-19. WHO ogłosiła w marcu, że epidemia przerodziła się w pandemię, chociaż – jak sami eksperci WHO przyznają – trwają spory odnośnie tego, kiedy mamy do czynienia z epidemią, a kiedy z pandemią. Pandemię definiuje się jako „epidemię występującą na całym świecie lub na bardzo dużym obszarze, przekraczającą granice międzynarodowe i zwykle dotykającą dużej liczby osób”.

Zgodnie z tą definicją można powiedzieć, że pandemie występują co roku na każdej z półkul, biorąc pod uwagę, że sezonowe epidemie przekraczają granice międzynarodowe i dotykają wielu ludzi. Jednak sezonowe epidemie nie są uważane za pandemie.

W związku z chorobą COVID-19 część rządów zdecydowała się na drastyczne ograniczenie mobilności, kwarantanny i blokady, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się koronawirusa, powodującego w 95 proc. przypadków zarażenia łagodne objawy. W pozostałych – wymagana jest hospitalizacja i intubacja.

Agnieszka Stelmach

Patent WO2020060606: Kolejne, piekielne koorevstwo Gates’a:

«Najbardziej niepokojącym aspektem projektu jest numer patentu: 060606…»

«I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć».

 

Chodzi o centrum operacyjne, produkujące kryptowalutę, która będzie rozprowadzana wśród ludzi w zależności od ich aktywności fizycznej – pisze włoski dziennikarz i bloger Cesare Sacchetti.

Nie jest to bynajmniej produkt fantazji literackiej Isaaca Asimova, ale projekt, nad którym pracuje «Microsoft» Billa Gates’a.

26 marca 2020, w amerykańskim urzędzie patentowym (akta złożone w dniu 20 czerwca 2019) została zatwierdzona technologia opracowana przez Microsoft Technology Licensing LLC (Washington, DC), nosząca nazwę:

«WO2020060606 – CRYPTOCURRENCY SYSTEM USING BODY ACTIVITY DATA» – «SYSTEM KRYPTOWALUTOWY WYKORZYSTUJĄCY DANE DOTYCZĄCE AKTYWNOŚCI CIAŁA»

Istotą tegoż wynalazku jest stworzenie kryptowaluty, powiązanej z fizycznymi ciałami ludzi.

Przypomnijmy pokrótce czym są kryptowaluty.

Otóż cryptocurrency są walutami cyfrowymi, które są zupełnie inne niż tradycyjne monety fiat, które zna większość społeczeństwa.

Pieniądze fiat to wszystkie te waluty, takie jak euro i dolar, które są emitowane bezpośrednio przez bank centralny, który ma wyłączny monopol na tworzenie owej waluty.

Kryptowaluty natomiast opierają się na zupełnie przeciwstawnej zasadzie, jaką jest decentralizacja, gdzie nie ma instytucji mających wyłączną zdolność do tworzenia pieniądza.

Wiele z nich opiera się na technologii blockchain, tj. na łańcuchach bloków, które są ze sobą połączone.

W ramach owego łańcucha funkcjonuje swego rodzaju duża księga rachunkowa, zwana ledger, która rejestruje wszystkie transakcje dokonywane przez użytkowników kryptomonety.

Ci, którzy chcą tworzyć bitcoins od zera, mogą to zrobić wyłącznie poprzez tzw. ekstrakcję bitcoins z łańcucha transakcji.

Operacja ta jest zatem zdecentralizowana, w przeciwieństwie do klasycznych walut fiat, gdzie emisja pieniądza jest scentralizowana.

Nie wyklucza to jednak możliwości stworzenia kryptowaluty, której emisja będzie regulowana wyłącznie przez instytucję scentralizowaną, jak ostatnio zaproponował to francuski minister finansów Bruno Le Maire.

Ale dlaczego Bill Gates jest tak bardzo zainteresowany stworzeniem kryptowaluty?

Na stronie 4 prezentacji technicznej projektu «WO2020060606 – CRYPTOCURRENCY SYSTEM USING BODY ACTIVITY DATA» wyjaśnia się, jak owa waluta cyfrowa będzie funkcjonować.

Na przykład, fala mózgowa lub ciepło ciała emitowane przez użytkownika podczas wykonywania przez niego zadania przydzielonego mu przez dostawcę usług serwerowych, takiego jak oglądanie reklam czy korzystanie z niektórych usług internetowych, mogą być wykorzystywane w procesie ekstrakcji kryptowaluty. Zamiast ogromnej pracy obliczeniowej, jakiej wymagają niektóre konwencjonalne systemy kryptowalutowe, dane generowane na podstawie aktywności ciała mogą stać się dowodem wykonanej pracy, a zatem użytkownik może nieświadomie rozwiązać ten trudny problem obliczeniowy”.

Praktycznie rzecz biorąc, scentralizowany system, który tworzy tę walutę, wykrywa aktywność cielesną człowieka i rozdziela walutę zgodnie z wykonywanymi przez niego zadaniami.

«Human body activity associated with a task provided to a user may be used in a mining process of a cryptocurrency system. A server may provide a task to a device of a user which is communicatively coupled to the server. A sensor communicatively coupled to or comprised in the device of the user may sense body activity of the user. Body activity data may be generated based on the sensed body activity of the user. The cryptocurrency system communicatively coupled to the device of the user may verify if the body activity data satisfies one or more conditions set by the cryptocurrency system, and award cryptocurrency to the user whose body activity data is verified».

WO2020060606 – CRYPTOCURRENCY SYSTEM USING BODY ACTIVITY DATA

https://patentscope.wipo.int/search/en/detail.jsf?docId=WO2020060606&tab=PCTBIBLIO

https://patentscope.wipo.int/search/en/detail.jsf?docId=WO2020060606&tab=PCTDESCRIPTION

Wszyscy na świecie mogą zostać wirtualnie podłączeni do owego rodzaju Matrixa, który przydzielałby kryptowalutę jedynie tym, którzy wykonują wyznaczone czynności i którzy podłączeni są do systemu.

W technicznym wyjaśnieniu sposobu działania systemu operacyjnego podano nawet pewien rodzaj schematu.

Ludzie, znajdujący się na dole po lewej stronie, są połączeni z jednostką centralną, znajdującą się na górze po prawej stronie, zwaną „systemem kryptowalutowym”, która produkuje walutę cyfrową i rozprowadza ją za pomocą sieci komunikacyjnej.

W jaki sposób system w praktyce daje owe pieniądze podłączonym do niego użytkownikom?

Odpowiedź pojawia się w opisie technologii.

„Czujnik podłączony komunikacyjnie lub zainstalowany w urządzeniu użytkownika może wykryć aktywność ciała osoby. System kryptowalutowy podłączony do urządzenia danej osoby (telefonu komórkowego, komputera lub laptopa) może zweryfikować, czy aktywność ciała spełnia warunki wymagane przez system i przypisać kryptowalutę osobie, której aktywność ciała została zweryfikowana”.

Innymi słowy, system tworzący kryptowalutę zadecyduje, czy zapłacić danej osobie kwotę waluty cyfrowej na podstawie aktywności jej ciała czy też nie.

Jeśli system, z jakiegokolwiek powodu, uważa, że ktoś nie wykonuje prawidłowo przypisanej czynności lub nie ogląda wystarczająco dużo reklam w telewizji, osoba ta nie otrzyma niczego.

Wszyscy wkrótce możemy stać się zależni od owego systemu cyfrowego, który będzie bazą do stworzenia globalnej waluty cyfrowej.

Do podłączenia się do centrali produkującej kryptowalutę potrzebny jest telefon komórkowy lub komputer, ale skoro mówimy o Billu Gates’ie, to nie wolno nam zapomnieć o Agendzie ID2020, tj. o projekcie tożsamości cyfrowej opartym na wykorzystaniu mikrochipa, finansowanym przez ojca Microsoftu oraz przez Rockefellerów.

http://ram.neon24.pl/post/153825,zostanie-nam-helicopter-money-i-quantum-dot-tattoo

http://ram.neon24.pl/post/153656,agenda-id2020-oto-do-czego-potrzebna-jest-zydom-pandemia

Mikrochip podskórny może stanowić idealne wręcz narzędzie do podłączenia człowieka do systemu produkującego walutę globalną.

Ci, którzy będą chcieli wydawać walutę przyszłości, będą więc musieli być podłączeni do centralnego komputera, w przeciwnym razie nie będą mieli możliwości ani sprzedaży, ani kupna.

Ale najbardziej niepokojącym aspektem projektu jest numer patentu: 060606.

 

Choć wygląda to nieprawdopodobnie, ale to jest właśnie ten numer, który został wybrany.

Dla tych, którzy nie znają niniejszego numeru, należy zacytować słynny fragment z Księgi Objawienia św. Jana.

«I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia – imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć».

 

Niedziela Męki Pańskiej czyli Niedziela Palmowa

Chrystus nie wjechał do Jerozolimy na ognistym rumaku, – symbolu oręża i wojny, ale na osiołku, – który jest symbolem pokoju i pokory.

Niedziela Palmowa otwiera Wielki Tydzień.

 

Nazwa  tego dnia   pochodzi  od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm. Liturgia   bowiem wspomina uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy, bezpośrednio poprzedzający Jego Mękę i Śmierć na Krzyżu.

Witające go tłumy rzucały na drogę płaszcze oraz gałązki, wołając: — „Hosanna Synowi Dawidowemu”.

O   uroczystym   wjeździe   Pana   Jezusa   do   Jerozolimy piszą wszyscy czterej Ewangeliści.   — Samo  to świadczy, —   jak wielką  rangę  przywiązują  do  tego wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa.

Pierwsze   wzmianki   o   formowaniu   się   Wielkiego  Tygodnia znajdują się w pamiętniku słynnej pątniczki  —  Egerii.

Świadczą   one   o   formowaniu się liturgii dwutorowo   — z jednej strony akcentowano wydarzenia z  życia Chrystusa — (Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie), —  z   drugiej   zaś  nadawano   charakter   historyczny, wiążąc wydarzenia z datami.

W  procesji uczestniczyło wiele dzieci, śpiewano radosne pieśni. —  W czasach późniejszych procesje przyjęły się na Wschodzie.  Wprowadzano   po  woli elementy dramaturgiczne. Niesiono Krzyż, biskup,  jako reprezentant Chrystusa wjeżdżał do Jerozolimy na osiołku.

Prawdopodobnie   zdecydowanie   później  zwyczaj urządzania procesji przyjął się na Zachodzie.   Otóż   za  czasów Leona Wielkiego  obchodzono Niedzielę Męki Pańskiej, ale nie było procesji, czytano natomiast uroczyście Pasję  według św. Mateusza.

Dopiero  dokumenty z IX wieku poświadczają, że obchody Niedzieli Palmowej związane były z bardzo uroczystymi procesjami.

Procesje zwykle rozpoczynały się poza miastem i podążały do kościoła. Uczniowie i dzieci rozkładali swoje płaszcze,   —  a  w chwili śpiewania Hymnu Ave Rex noster   — padali na ziemię.

W procesji niesiono Ewangelię lub Najświętszy Sakrament.  Ludzie mieli palmy, które błogosławiono.

Z   IX  wieku pochodzi Hymn Gloria laus napisany ku czci Chrystusa Króla przez Teodulfa z Orleanu,  zachowany w liturgii do dziś.

Po dojściu do kościoła odprawiano uroczystą Mszę św. o Męce Pańskiej.

Aż  do reformy z 1955 r.  istniał zwyczaj, że celebrans wychodził w Niedzielę Palmową przed kościół,  a bramę świątyni zamykano.

Kapłan   uderzał   w   nią   Krzyżem   trzykrotnie, wtedy   dopiero  brama otwierała się  i kapłan z uczestnikami procesji wstępował do wnętrza kościoła, aby odprawić Mszę świętą. Symbol   ten   miał wiernym przypominać, że  —  zamknięte niebo zostało nam otworzone dzięki zasłudze Krzyżowej Śmierci Chrystusa.

Obecnie   kapłan   w   Niedzielę   Palmową   nie   przywdziewa   szat pokutnych, — fioletowych,   — jak to było w zwyczaju dotąd,   — ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny.

Chrystus   wkracza   do   świętego   miasta   jako   jego   Król   i  Pan,  odbiera spontaniczny hołd od mieszkańców Jerozolimy.

Przez   to Kościół chce podkreślić, że kiedy Chrystus Pan za kilka dni podejmie się tak okrutnej śmierci, — to jednak nigdy nie pozbawi się Swojego majestatu królewskiego i prawa do panowania. Przez Mękę zaś Swoją i Śmierć  —  to prawo jedynie umocni.

Godność  królewską Chrystusa Pana akcentują antyfony i pieśni, które śpiewa się w czasie rozdawania palm i procesji.

Liturgia Niedzieli Palmowej jest rozpięta między dwoma momentami:  — radosną procesją z palmami  —   oraz   czytaniem   —  jako Ewangelii  —  Męki   Pańskiej   według   jednego   z trzech Ewangelistów: Mateusza, Marka lub Łukasza  (Mękę Pańską wg św. Jana czyta się podczas liturgii Wielkiego Piątku).

W ten sposób Kościół podkreśla, że —    triumf   Chrystusa   i  Jego Ofiara są ze sobą nierozerwalnie związane.

Zwyczaj poświęcania palm wprowadzono do liturgii dopiero w wieku XI.

Wierni   przechowują je przez cały rok, aby w następnym   roku   mogły   zostać   spalone na popiół, którym są posypywane nasze głowy w Środę Popielcową.

Procesja   z   palmami   jest  z jednej strony upamiętnieniem wydarzenia sprzed wieków,  z drugiej zaś naszym kroczeniem wraz z Chrystusem   ku   ofierze,   którą   dzisiaj  jest Msza święta.

Ogłaszając   Chrystusa   Królem  —  zgadzamy się w ten sposób na to, że   —  nasza  droga do Ojca prowadzi zawsze przez Krzyż.

W   Polsce   Niedziela   Palmowa  nosiła także nazwę    Niedzieli     Kwietnej,  bo   zwykle przypada w   kwietniu,  kiedy  to pokazują się pierwsze kwiaty.

W Niedzielę Palmową  po Sumie — odbywały się  w  kościołach Przedstawienia Pasyjne.

Za   czasów   króla   Zygmunta   III  istniały   zrzeszenia aktorów-amatorów, którzy w roli Chrystusa,   Kajfasza,   Piłata,  Judasza itp.  —  chodzili  po miastach i wioskach i odtwarzali Misterium Męki Pańskiej.

Najlepiej i najwystawniej organizowały ten rodzaj przedstawienia klasztory.

Do   dnia   dzisiejszego   Pasyjne  Misteria ludowe odbywają się w każdy Wielki Tydzień w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Palmy w Polsce zastępują często gałązki wierzbowe z baziami.  Po ich poświęceniu zatyka się je za Krzyże i Obrazy,   by   strzegły  domu od nieszczęść i zapewniały błogosławieństwo Boże.  Wtykano także palmy na pola, aby Pan Bóg strzegł zasiewów i plonów przed gradem, suszą i nadmiernym deszczem.

Już   za tydzień Święta Wielkanocne,   — największe i najważniejsze święta dla wszystkich wierzących katolików.

Dzisiaj Niedziela Palmowa, która rozpoczyna najistotniejszy tydzień w kościele katolickim   —  Wielki Tydzień.

Tradycyjnie w tę niedzielę pójdziemy do kościoła z palmami, dla upamiętnienia wjazdu Chrystusa do Jerozolimy —  i jako symbol odradzającego się życia.

Fakt,   iż   tradycja   obchodzenia   Niedzieli   Palmowej   jest w Polsce tak silnie zakorzeniona  świadczy   o   wielkim  przywiązaniu ludzi do tradycji chrześcijańskiej.

Obyśmy   nie   zapominali   przekazywać   tej  Tradycji następnym pokoleniom, bowiem   to, co   w narodzie   niezniszczalne  to   historia i tradycja  przekazywana z pokolenia na pokolenia.

(…)

Poświęcenie   palm   ma   miejsce –   jak   zawsze  zresztą w starej formie rytu – przed rozpoczęciem Mszy św.  W   głównej   modlitwie   kapłan   przedstawia   Bogu   dwa   cele   obchodzenia uroczystości   wjazdu   Jezusa do Jerozolimy:   — „zwycięstwo nad wrogiem i rozmiłowanie się w uczynkach miłosierdzia”.

Co oprócz tego wyraża Niedziela Palmowa?

Niedziela   Palmowa   mówi   o zwycięstwie, ale dodatkowo w jej kontekście sprecyzowane jest,  jakie to ma być zwycięstwo.  Chrystus nie wjechał do   Jerozolimy na ognistym rumaku,   — symbolu oręża i wojny,   —  ale   na   osiołku,   który   od  najdawniejszych czasów był symbolem pokoju i pokory.

Niedziela   Palmowa  ma nam więc zasygnalizować, iż   — podążanie ścieżkami Chrystusa   w   naszym   życiu   —  jest radykalnie   odmienne od scenariuszy, uznawanych powszechnie przez doczesny świat.

Tak   jak   Chrystus   w   ten   sposób   nie   spełnił  oczekiwań Żydów,   —  którzy spodziewali się wjazdu potężnego władcy,   — tak też i my naśladując Go  — nie będziemy spełniać oczekiwań tego świata.

Dlatego   spotka   nas   niewątpliwie   ból i cierpienie,   — natomiast prawdziwe zwycięstwo czeka nas w niebieskim Jeruzalem.

Wjazd Chrystusa do Jerozolimy Pietro Lorenzetti /fresk / Galeria obrazów FineArtExpress

O, osiołku szczęściarzu, sławny stałeś się w świecie, bo w Niedzielę Palmową Boga wiozłeś na grzbiecie!

***

Na wstępie Wielkiego Tygodnia liturgia przedstawia wiernym w syntetycznym skrócie   Tajemnicę   Wielkanocną   —  przejście  przez Mękę i Krzyż do chwały Zmartwychwstania.

Procesja wskazuje na cel i owoc ofiary Zbawiciela. — Jest nim zwycięstwo nad szatanem, grzechem i śmiercią. We Mszy świętej rozważamy cenę za jaką zwycięstwo zostało osiągnięte.

Wg. nowego kalendarza liturgicznego —  jest   to 6.  niedziela Wielkiego Postu, nazywana   Niedzielą   Palmową,   czyli Męki Pańskiej,   — rozpoczyna obchody Wielkiego Tygodnia. — Liturgia   Kościoła   wspomina uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, a także rozważa Jego Mękę

Lippi Memmo / ArtBible.org

I my dzisiaj przy śpiewie uroczystych Antyfon i Hymnów idziemy za Krzyżem, który kiedyś otworzy nam bramy nieba.

Zielone gałązki są symbolem odradzającej się przyrody i zwycięstwa życia nad śmiercią.

Poświęcone  palmy zatkniemy w naszych domach za Krzyżem  — i będą nam przypominać o zwycięstwie Chrystusa nad Szatanem.

Oczyszczenie Świątyni  (1600), El Greco

____________________________

Abp Dzięga: żaden kapłan nie może zabronić klękania do Komunii świętej

Mówi ci serce, że Komunia św. na kolanach, bo to przecież Chrystus Król, Pan? To klękaj! (…) Nikt ci nie zabroni. Nawet gdyby któryś z księży mówił „proszę wstać, bo u nas na stojąco”, masz prawo klęczeć. Nie lękaj się! – podkreślił abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński.

W homilii wygłoszonej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach podczas uroczystości odnowienia Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, abp Andrzej Dzięga mówił m.in. o różnych charyzmatach w Kościele, mających ten sam cel – mieć Chrystusa w sercu i głosić Jego nauki, tak jak czynili to Apostołowie. Hierarcha nawiązał przy tej okazji do różnych form przyjmowania Komunii św.

– Mówi ci serce, że Komunia św. na kolanach, bo to przecież Chrystus Król, Pan? To klękaj! Nikt ci nie zabroni. We wszystkich dokumentach Kościoła mówiących o Komunii św. na pierwszym miejscu jest wymieniana postawa – Komunia św. na kolanach i do ust. Ale też nie czekaj, że będzie to nakazywane. Bo my nie wiemy kto może klęknąć, a kto nawet z racji zdrowotnych nie może – mówił.

Jak dodał hierarcha nie należy czekać, że postawa klęcząca będzie nakazywana. – Ale ty jeśli możesz i chcesz, czujesz potrzebę serca – klękaj i przyjmuj. Nikt ci nie zabroni. Nawet gdyby któryś z księży mówił „proszę wstać, bo u nas na stojąco”, masz prawo klęczeć. Nie lękaj się! – podkreślił.

MA

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2018-12-28)

Paweł VI jako spiritus movens reformy liturgicznej

Imię Pawła VI jest kojarzone przede wszystkim z reformą liturgiczną. Począwszy od lutego 1964 r. kierowane przez Hanibala Bugniniego Consilium ad exsequendam Constitutionem de sacra liturgia przystąpiło do wcielania w życie promulgowanej 4 grudnia 1963 r. soborowej konstytucji Sacrosanctum concilium.

Istna lawina kolejnych dekretów zaczęła zmieniać tradycyjną liturgię; pomiędzy rokiem 1965 a 1969 łacina została zastąpiona językami narodowymi, ołtarze przeorientowano, wprowadzono koncelebrę, napisano trzy Modlitwy Eucharystyczne, rozpowszechniła się praktyka przyjmowania Komunii św. na rękę, usunięto modlitwy u stopni ołtarza, modlitwy wprowadzone przez Leona XIII, Offertorium oraz ostatnią Ewangelię. Charakterystycznym rysem Mszy Pawła VI było to, że znajdowała się ona w stanie permanentnej reformy.

Ostatecznie 3 kwietnia 1969 r. został promulgowany obejmujący wszystkie te zmiany nowy porządek Mszy – i tak narodził się novus ordo Missæ. Tę właśnie finalną i obligatoryjną wersję nazywamy obecnie „Mszą Pawła VI”.
Jaką rolę odegrał w tej reformie Paweł VI?

„Papież Paweł VI każdego dnia odprawiał w swej prywatnej kaplicy Mszę św. Piusa V”.

Dziś naiwność takiego twierdzenia wydaje się oczywista, nie była jednak wcale tak oczywista dla ludzi, którzy powtarzali je w latach 70. chcąc wierzyć, że papież był manipulowany przez sekretarza Consilium. Poza tym, według słów abp. Lefebvre’a, będący w 1969 r. sekretarzem stanu Hamlet Cicognani miał pewnego dnia zawołać: „Ojciec Bugnini może pójść do gabinetu Ojca Świętego i nakłonić go do podpisania czego tylko zechce!”. Czy słowa te stanowią dowód na to, że papież istotnie był manipulowany?

Nie wydaje się. W rzeczywistości Paweł VI bardzo uważnie śledził prace Consilium: wyrażał opinie, komentował projekty i zgłaszał własne sugestie. Ochoczo promulgował wszystkie dekrety liturgiczne i w obecności kardynałów zgromadzonych na konsystorzu 24 maja 1976 r., w samym apogeum „bitwy o Mszę” (Jan Madiran), zakazał używania mszału św. Piusa V, zezwalając na sprawowanie jedynie nowej liturgii. „Msza Pawła VI” była rzeczywiście jego Mszą.
Dwie cechy nowej praktyki liturgicznej

Refleksje kard. Cicognaniego są bardzo pouczające. W ocenie jego przeprowadzone reformy do tego stopnia obce były praktyce liturgicznej i duchowi Kościoła, iż nie mogłyby być one zgodne z prawdziwą intencją papieża. W kwestii tej podzielał „naiwną” opinię, zgodnie z którą papież miałby unikać [celebrowania] Novus Ordo. I trzeba obiektywnie stwierdzić, że obserwowane na co dzień celebracje nowej Mszy istotnie mogą szokować. W posoborowej praktyce liturgicznej można zaobserwować dwa stałe elementy:

– różnice pomiędzy poszczególnymi – dostosowywanymi do okoliczności – celebracjami: księża, animatorzy liturgiczni i zwykli wierni do tego stopnia modyfikowali liturgię Mszy, nieustannie wprowadzając zmiany do tekstów i obrzędów, że sam Paweł VI podczas audiencji z 3 września 1969 r. był zmuszony stwierdzić: „Nie możemy już mówić o pluralizmie […] ale [raczej] o rozbieżnościach dotyczących niekiedy nie tylko obrzędów, ale kwestii podstawowych […] o zamieszaniu, ziarnach dezorientacji i słabości”.

– zanik poczucia sacrum oraz ducha religijnego, prawdziwa „sekularyzacja” – jak to określił Jakub Maritain; zwykły stół zamiast ołtarza, zwyczajny chleb, lektorzy i animatorzy, komentatorzy i ministrantki bez szat liturgicznych, przechadzający się nawą księża, zgiełk panujący podczas dawanych równocześnie świadectw, krzyki, świeckie piosenki wykonywane przy akompaniamencie gitar (niekiedy elektrycznych), tam-tamów i instrumentów perkusyjnych, sprzęt nagłaśniający odtwarzający najnowsze przeboje muzyki pop, wierni z reguły stojący lub siedzący, uściski wymieniane tuż przed Komunią św., która jest rozdzielana przez świeckich, pośpiesznie i na rękę…

Jak cokolwiek z tego może być uznane za stosowne dla najwznioślejszego aktu cnoty religijności, w którym Jezus Chrystus ofiaruje samego siebie na ołtarzu, podobnie jak uczynił to na krzyżu? Czy Hamlet Cicognani był w stanie dostrzec w podpisanych przez Pawła VI rozporządzeniach źródło szokujących spektakli, jakie miały się stać normą w świątyniach katolickich? Jeśli tak było, wówczas jego zaniepokojenie należy uznać za całkowicie zrozumiałe.
Jedynie nadużycia czy też raczej konsekwencje dynamiki stanowiącej konstytutywny element nowego rytu?

„Wszystko to są jedynie nadużycia i nadinterpretacje – twierdzą niektórzy – które nie mają nic wspólnego z tekstem oficjalnym, jedynym promulgowanym przez papieża”. To prawda. Musimy jednak zwrócić uwagę, że owe nadużycia i nadinterpretacje mają charakter powszechny, stanowią niejako nieodłączny element novus ordo, jak gdyby „Msza Pawła VI” z samej swej natury zachęcała do tego rodzaju ekscesów. Wydają się więc one całkowicie zgodne z duchem i dynamiką liturgii Pawła VI.

W rzeczywistości różnorodność stanowiła jeden z elementów planowanej reformy. II Sobór Watykański postulował ubogacenie liturgii „duchowymi zaletami i darami różnych plemion i narodów”, jak również uwzględnienie „uprawnionych różnic i dostosowanie [liturgii] do rozmaitych ugrupowań, regionów i narodów, zwłaszcza na misjach”, czerpiąc „z tradycji i ducha poszczególnych narodów” (SC 37–40). Polecił ułożenie różnych „rytuałów krajowych, dostosowanych do potrzeb miejscowych” (SC 63), „wspólnych modlitw” oraz „modlitw wiernych” (SC 53), które miały być komponowane i zmieniane podczas każdej Mszy. Sobór udzielił ponadto konferencjom episkopatów oraz ordynariuszom diecezji prawa do dostosowywania obrzędów do lokalnej kultury, a także, gdyby zaistniała taka potrzeba, wprowadzania różnych eksperymentów (SC 22, 40, 57…). Novus ordo Missæ do 1975 r. (kiedy to dodana została piąta) obejmował cztery Modlitwy Eucharystyczne; pozostawia on celebransowi znaczną dowolność w wyborze modlitw oraz obrzędów.
Desakralizacja liturgii

Co do zaniku poczucia sacrum, również w tym przypadku odpowiedzialność za ten stan rzeczy należy przypisać samemu ordo Missæ Pawła VI. Na przykład Rzeczywista Obecność Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa została w nim de facto przesłonięta poprzez usunięcie aktów adoracji (przyklęknięć kapłana i wiernych, z których pozostały jedynie trzy), opcjonalną puryfikację cyborium, kielicha, pateny oraz palców, które miały styczność z Ciałem Chrystusa, zniesienie wymogu złocenia wnętrza naczyń liturgicznych, zanik praktyki używania pateny podczas udzielania Komunii św., zniesienie obowiązku klęczenia podczas przyjmowania Komunii św. oraz dziękczynienia po niej, brak ścisłych norm postępowania dotyczących sytuacji, w której Hostia upadłaby na ziemię lub zostałaby rozlana Krew Pańska, zgodę na używanie zwyczajnego, nieprzaśnego chleba, zniesienie obrzędów błogosławieństwa szat liturgicznych i bielizny ołtarzowej etc. Wszystkie te zmiany sprzyjają postrzeganiu liturgii jako czegoś zwyczajnego i zacierają jej sakralną naturę.

Paweł VI pragnął uprościć obrzędy, aby uczynić je bardziej zrozumiałymi. Czyniąc to, całkowicie zlekceważył zasadę liturgiczną przypominaną przez Katechizm Soboru Trydenckiego (rozdz. 20, par. 9):

„Ma także Ofiara ta wiele i bardzo osobliwych a poważnych obrządków, których próżnymi i niepotrzebnymi zwać nie można, ponieważ wszystkie do tego ściągają się, aby powaga tak znacznej Ofiary wiadoma była, a chrześcijanie na te zbawienne tajemnice patrząc, ku rozmyślaniu nabożnemu tych rzeczy Boskich, które w tej Ofierze tajemne są, pobudzeni byli”1.

Rezultat [tych zabiegów] dowodzi, mówiąc najoględniej, wyjątkowego braku roztropności oraz ogromnej niekonsekwencji.

Jesteśmy zmuszeni wyciągnąć z tego wniosek, że nadużycia i nadinterpretacje są jedynie konsekwencją lekceważenia zasad liturgicznych oraz wewnętrznej dynamiki współczesnej praktyki liturgicznej. Ich źródłem są przepisy zawarte w novus ordo Missæ.

Na tym jednak nie koniec.
Cios w samo serce Mszy

Analiza rytu Pawła VI pokazuje, że w poważny sposób została zniekształcona sama istota Mszy.

Przede wszystkim, pierwsze wydanie Institutio Generalis (Wprowadzenia ogólnego do Mszału rzymskiego) definiowało Mszę jako „świętą synaksę (tj. ucztę – przyp. aut.) lub zgromadzenie Ludu Bożego, który jednoczy się pod kierownictwem kapłana, aby celebrować Pamiątkę Pańską” (par. 7). W definicji tej możemy dostrzec:

– pominięcie dwóch ważnych prawd: 1º prawdy o nierozerwalnym związku [ofiary] Krzyża z Mszą, stanowiącą odnowienie w bezkrwawy sposób śmierci Chrystusa; 2º prawdy o ofiarnej naturze Mszy, manifestowanej poprzez sakramentalne rozdzielenie Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa podczas podwójnej konsekracji dokonywanej przez kapłana. Sobór Trydencki uczy, że Msza jest „w prawdziwym i właściwym tego słowa znaczeniu” ofiarą, która stosuje zasługi Krzyża dla czterech celów, a zwłaszcza uwielbienia Boga i zmazania grzechów ludzkich (przebłaganie). Stąd też Msza stanowi manifestację prawdy, iż jedyną ofiarą umożliwiającą ludziom osiągnięcie zbawienia była śmierć Chrystusa. Wspomniane dwa pominięcia są więc bardzo poważnej natury.

– dwa błędne twierdzenia: tj. że Msza jest 1º ucztą i 2º pamiątką, co jest sprzeczne z ideą ofiary sakramentalnej. Po pierwsze dlatego, że pamiątka implikuje faktyczną nieobecność wspominanej osoby, podczas gdy sakrament jest skutecznym znakiem, który czyni osobę lub rzecz prawdziwie aktywną i obecną. Po drugie, ponieważ Msza nie jest ucztą: nawet Komunia św., w której są spożywane Ciało i Krew Chrystusa, posiada jedynie odległe podobieństwo do posiłku, Komunia św. jest bowiem dopełnieniem ofiary poprzez zniszczenie żertwy, dokonujące się wskutek jej spożycia. Kiedy liturgia mówi o świętej uczcie, nie ma przez to intencji redukowania Mszy do zwykłego posiłku.

Ta błędna definicja zawarta w Institutio Generalis ma bardzo poważne konsekwencje. Poprzez swe pominięcia i sprzeczności nowa Msza praktycznie uniemożliwia zrozumienie tego, co kapłan dokonuje przy ołtarzu. To zaś stwarza pole dla wszelkiego rodzaju aberracji.
Novus ordo jako ucieleśnienie błędnej definicji Mszy

Wspomniana wyżej błędna definicja Mszy znalazła wyraz w obrzędach novus ordo Missæ.

Znikły z niej w istocie wszelkie jednoznaczne odniesienia do ofiary. Przede wszystkim należy wspomnieć o usunięciu – pomimo iż stanowi ono integralną część ofiary – Offertorium, prezentującego Bogu żertwę jeszcze przed jej właściwym ofiarowaniem. Nowy ryt zastąpił Offertorium prostym dziękczynieniem Bogu za Jego dary, posługując się formułami błogosławieństw używanymi w synagogach. To usunięcie (modlitw Offertorium – przyp. tłum.) stanowi niewątpliwy problem teologiczny.

To samo można powiedzieć o innych częściach rytu, z których znikło wiele elementów odnoszących się do ofiary: krucyfiks ołtarzowy, znaki krzyża, słowa „hostia”, „żertwa”, „krew przelana” etc. To właśnie w rezultacie tego przemilczania ofiarnej natury Mszy br. Thurian z Taizé (wspólnoty protestanckiej z siedzibą w Burgundii) mógł powiedzieć, że obecnie nie ma już żadnych przeszkód, które uniemożliwiałby katolikom oraz protestantom wspólną celebrację („La Croix”, 30 maja 1969). Nie ulega więc wątpliwości, że novus ordo Missæ posiada wymiar ekumeniczny2.

Biorąc to wszystko pod uwagę zrozumiała staje się konkluzja przedstawiona przez kardynałów Ottavianiego i Bacciego w ich Krótkiej analizie krytycznej novus ordo Missæ (1969): „Novus ordo Missæ – biorąc pod uwagę elementy nowe i podatne na rozmaite interpretacje, ukryte lub zawarte w sposób domyślny – tak w całości, jak w szczegółach wyraźnie oddala się od katolickiej teologii Mszy św., sformułowanej na XXII sesji Soboru Trydenckiego”.

Liturgia rzymska została zreformowana przez Piusa V w celu uwydatnienia dogmatów zdefiniowanych podczas Soboru Trydenckiego; uchwały soboru i (będącą jego owocem – przyp. tłum.) Mszę łączyła zasada lex orandi, lex credendi: norma modlitwy normą wiary. Atak na ryt starożytnej Mszy rzymskiej może jedynie wypaczyć wiarę Kościoła…
Idea leżąca u podstaw posoborowej reformy liturgicznej

Pozostaje jeszcze wyjaśnienie celów przyświecających tej reformie. Podaje je sam II Sobór Watykański, cytowany w promulgującej nową Mszę konstytucji Missale Romanum: „Porządek Mszy należy tak przerobić, aby wyraźniej uwidocznić właściwe znaczenie i wzajemny związek poszczególnych części, a wiernym bardziej ułatwić pobożny i czynny udział” (SC par. 50). Stąd właśnie wprowadzenie zrozumiałych dla wiernych języków narodowych, uproszczenie obrzędów, aby „jaśniej wyrażały święte tajemnice, których są znakiem”, zwiększenie liczby czytań z Pisma św. (SC par. 21) etc. Reforma została przeprowadzona w imię „aktywnego uczestnictwa wiernych”. Co się kryje za tym sformułowaniem?

Bynajmniej nie chodzi wyłącznie o zwiększenie liczby hymnów oraz modlitw recytowanych przez wiernych. To jedynie zewnętrzna otoczka. Oto, na czym w istocie ma polegać ich aktywność:

„Wierni tworzą świętą społeczność […] aby dziękować Bogu i składać w ofierze niepokalaną Hostię” (Institutio Generalis, par. 95), natomiast kapłan nie jest już nikim więcej jak tylko przewodniczącym zgromadzenia. Jest to całkowite odwrócenie ról: wierni nie jednoczą się już z ofiarą kapłana, ale kapłan prezentuje Bogu ofiarę składaną przez [wszystkich] ochrzczonych (SC par. 48). Sobór mówi o „powszechnym kapłaństwie wiernych” którzy „uczestniczą w jednym kapłaństwie Chrystusowym” (Lumen gentium, par. 10).

Liturgia Pawła VI jest dostosowana do teologii soborowej, która postrzega kult jako coś emanującego z serc wiernych, zaś hierarchię jedynie jako czynnik mający nadzorować jego organizację, dostosowując go do lokalnej kultury oraz inicjatyw „uzewnętrzniających swą wiarę” świeckich. Takie są właśnie teologiczne przesłanki przewrotu liturgicznego.

Paweł VI przejął się tymi ideami już w młodości, od czasu, gdy w 1913 r. zetknął się z benedyktynami z Chiari. W latach 1931 i 1932 uprościł liturgię Wielkiego Tygodnia, aby pobudzić do „czynnego uczestnictwa” studentów Federazione Universitaria Cattolica Italiana. Sympatyzował z ruchem liturgicznym Dom Beauduina3 i wybrał na swego spowiednika oraz mistrza duchowego jednego z jego głównych propagatorów, ks. Juliusza Beviacqua (1881–1965), którego później uczynił członkiem Consilium oraz – na krótko przed jego śmiercią – jednym z głównych architektów reform. W trakcie samego soboru, 11 listopada 1962 r., przyszły papież Paweł VI zabrał głos jedynie w celu wyrażenia swej aprobaty dla schematu o liturgii…

Nawet gdy w 1966 r. zaczął dostrzegać zatrważający chaos liturgiczny, w jakim pogrążał się Kościół, ani razu nie zdobył się na zakwestionowanie zasad które, doprowadziły do tej sytuacji. Jak mógłby to uczynić? Były to w końcu jego własne zasady, zasady „kultu człowieka” i „pełnego humanizmu”4, identyczne z zasadami, na których jest oparta nowa liturgia.

ks. Mikołaj Portail FSSP

Za: Wiadomości Tradycji Katolickiej (10 grudnia 2018)

Herezja antyliturgiczna – Dom Prosper Guéranger OSB

Trzeba przyznać, że wypowiedzenie wojny świętemu językowi było mistrzowskim posunięciem protestantyzmu. Jeżeli kiedykolwiek uda mu się go zniszczyć, będzie to wielki krok ku całkowitemu zwycięstwu herezji.

Pierwszym znamieniem herezji antyliturgicznej jest nienawiść do Tradycji wyrażonej w sformułowaniach używanych w kulcie Bożym. Nie da się nie zauważyć tej szczególnej cechy wszystkich heretyków — od Wigilancjusza po Kalwina ­a przyczyna tego jest łatwa do wyjaśnienia. Każdy sekciarz, który pragnie wprowadzenia nowej doktryny, niezawodnie staje w obliczu liturgii będącej najgłębszym, najlepszym wyrazem Tradycji, i od tej pory nie spocznie, dopóki nie zagłuszy tego głosu, dopóki nie porwie na strzępy owych stronic przypominających wiarę minionych stuleci.

DOM Prosper Ludwik Pascal Guéranger, odnowiciel zakonu benedyktynów we Francji i pierwszy po rewolucji antyfrancuskiej opat Solesmes, napisał w 1840 r. swoje Instytucje liturgiczne, , chcąc odbudować wśród kleru wiedzę i zamiłowanie do liturgii rzymskiej. Przedstawiamy naszym czytelnikom fragment tego dzieła, w którym dom Gueranger podsumowuje to, co określa mianem herezji antyliturgicznej: jest to streszczenie doktryny i praktyk liturgicznych sekty protestanckiej od XIV do XVIII wieku. Jak łatwo zauważyć, wiele z tych zasad jest uderzająco podobnych do posoborowych reform liturgicznych.

W istocie, w jaki sposób mogły zainstalować się i przejąć kontrolę nad masami luteranizm, kalwinizm, anglikanizm? Wszystko, co musieli zrobić, to zastąpić stare księgi i wyrażenia nowymi – i dzieło to zostało dokonane. Pozbyli się w ten sposób wszystkiego, co mogłoby niepokoić nowych kaznodziejów; mogli oni nauczać czegokolwiek chcieli, a wiara ludzi została w ten sposób pozbawiona wszelkiej obrony.

Luter pojął tę prawdę z przebiegłością godną jansenistów, skoro u zarania swoich innowacji, gdy jeszcze sądził, że powinien zachować przynajmniej po części zewnętrzne formy rytu łacińskiego, stworzył następujące zasady zreformowanej liturgii: „Przyjmujemy i zachowujemy introity na niedziele oraz święta Pana naszego, czyli Wielkanoc, Zielone Świątki i Boże Narodzenie. Powinniśmy obstawać przy używaniu całego psalmu w introicie, tak jak to było w dawnych czasach, ale z ochotą dostosujemy się do dzisiejszego zwyczaju. Nie ganimy nawet tych, którzy pragną zachować introity w święta Apostołów, Matki Boskiej oraz innych świętych, ponieważ te trzy introity zaczerpnięto z Psalmów i innych ksiąg Pisma”.

Luter śmiertelnie nienawidził świętych śpiewow, które sam Kościół skomponował dla zamanifestowania swojej wiary. Herezjarcha wyczuwał w nich siły witalne Tradycji, których pragnął się pozbyć. Gdyby pozostawił Kościołowi prawo mieszania podczas zgromadzeń wiernych głosu Tradycji z proroctwami Pisma św. musiałby narazić się na konieczność słuchania, jak pieśń miliona ust potępia jego fałszywe dogmaty. Stąd jego nienawiść do wszystkiego w liturgii, co nie wynika bezpośrednio z Pisma św.

I to jest, w rzeczy samej, druga zasada sekty antyliturgicznej: zastępowanie sformułowań nauczania Kościoła czytaniami z Pisma Św. Przynosi im to dwie korzyści: po pierwsze, wycisza głos Tradycji, której sekciarze zawsze tak się obawiają. Po drugie, propaguje i wspiera ich dogmaty drogą negacji i afirmacji. Drogą negacji — gdy pomijają wyrachowanym milczeniem teksty, które wyrażają naukę przeciwną propagowanym błędom; droga, afirmacji — gdy akcentują wyjęte z kontekstu wersety, które ukazują tylko jedną stronę prawdy, zakrywając inne jej aspekty przed oczyma ludzi prostych.

Wiadomo od wielu stuleci, że pierwszeństwo przyznawane przez heretyków Pismu św. przed definicjami Kościoła nie ma innego uzasadnienia, jak tylko ułatwienie uczynienia Słowa Bożego według ich własnych wyobrażeń i manipulowanie nim do woli.

Protestanci zredukowali niemal całą liturgię do czytania Pisma św. połączonego z kazaniami, w których tłumaczy się Pismo metodą racjonalistyczną. Jeżeli chodzi o wybór i określanie kanoniczności ksiąg, wszystko poddano kaprysom reformatora, który ostatecznie określa literalne znaczenie Pisma św.

Tak więc Luter dochodzi do przekonania, że w jego systemie religijnym idea bezużyteczności dobrych uczynków oraz zbawienie wyłącznie przez wiarę powinny stać się dogmatami, a zatem od tej chwili stwierdza, to List św. Jakuba jest „słomianym listem”, a nie pismem kanonicznym, z tego prostego powodu, to list ten naucza o konieczności dobrych uczynków do zbawienia.

W każdej epoce, w każdej formie sekciarstwa będzie tak samo: żadnych kościelnych formuł wiary, tylko Pismo św. ­ ale interpretowane, wybrane i prezentowane przez osoby, które wyglądają zysku z innowacji.

Pułapka ta jest niebezpiecz­na dla ludzi prostych, którzy dopiero po długim czasie mogą spostrzec, że zostali oszukani oraz że Słowo Boże — ten „miecz obosieczny”, jak nazywali je Apostołowie — zadało im głębokie rany, gdyż zostało zmanipulowane przez synów zatracenia.

Trzecią zasadą heretyków co do reformy liturgii jest, gdy już wyeliminowali sformułowania kościelne i proklamowali absolutną, konieczność korzystania wyłącznie z treści Pisma św., a zauważywszy, to Pismo — mimo ich chęci — nie zawsze daje się nagiąć do ich potrzeb, trzecią, powiadam, ich zasadą jest tworzenie i wprowadzanie rozmaitych formuł, pełnych podstępu, sprawiających, że ludzie jeszcze łatwiej wpadają. w sidła błędu, a przez to struktura bezbożnej reformy umacnia się na całe wieki.

Trudno się dziwić sprzecznościom, które herezja ukazuje w swych dziełach, gdy się wie o czwartej zasadzie, czy może czwartej konieczności narzucającej się sekciarzom przez samą naturę ich buntu, ­jest to wrodzona sprzeczność w ich własnych zasadach.

Musi tak być, aby byli zawstydzeni w owym wielkim dniu, który prędzej czy później zaświta, gdy Bóg ujawni ich nagość przed oczyma tych, których zwiedli; co więcej, w samej naturze ludzkiej nie leży uporządkowanie. Tylko prawda może być uporządkowana.

Wszyscy oni bez wyjątku zaczynają od powrotu do starożytności. Chcą oczyścić chrześcijaństwo ze wszystkich ludzkich błędów i sentymentów, które mogły się z nim zmieszać; chcą je oczyścić ze wszystkiego, co „fałszywe” i „niegodne Boga”. Wszystko, czego chcą, to powrót do źródeł, dlatego też stwarzają pozory powrotu do kolebki chrześcijańskich instytucji. W tym celu skracają, wymazują, wycinają; wszystko biorą w swoje ręce. Ktoś, kto czekał na ukazanie się pierwotnej czystości kultu Bożego, w pewnej chwili orientuje się, że został zasypany nowymi formułami, powstałymi poprzedniej nocy, niezaprzeczalnie ludzkimi, ponieważ ten, kto je stworzył, wciąż stąpa po ziemi.

”Tracimy mowę wieków chrześcijaństwa, stajemy się jakby intruzami i profanami w literackim zakresie wyrażania przeżyć sakralnych, i w ten sposób utracimy znaczną część tego zdumiewającego niezrównanego faktu artystycznego i duchowego, jakim jest śpiew gregoriański. Naprawdę, mamy powód do użalania się i pewnego lęku: czym zstąpimy ten język anielski? Jest to ofiara z wartości nieocenionej. A dla jakiego celu? Co może być droższe nad te ogromne wartości naszego Kościoła?
Odpowiedź wydaje się banalna i prozaiczna: ale jest ona przekonywująca, bo ludzka, apostolska. Ważniejsze jest zrozumienie modlitwy niż dawne jedwabne szaty, w jakie się ona po królewsku przyoblekała; ważniejsze jest uczestniczenie ludu, tego ludu nowoczesnego, nasyconego słowami jasnymi, zrozumiałym, dającym się przetłumaczyć w konwersacji świeckiej.
Gdyby boska łacina miała trzymać z daleka od nas dziatwę, młodzież, świat pracy i spraw doczesnych: gdyby miała być ciemną przesłoną zamiast przezroczystym kryształem, to czy my, rybacy dusz, zrobilibyśmy dobrą kalkulację, zastrzegając jej wyłączne panowanie w konwersacji modlitewnej i religijnej?”
(fragmenty przemówienia Pawła VI pt. Novus ordo Missae (Nowy obrzęd Mszy), 26 listopada 1969)

Każda sekta przechodzi tę drogę. Widzieliśmy to u monofizytów i nestorian — to samo znajdziemy w każdym odłamie protestantyzmu. Ich żądza nauczania wyłącznie „starożytności” doprowadziła ich jedynie do odcięcia się od całej przeszłości. Wówczas stanęli przed tymi, których zwiedli, i zaklinali się, że teraz wszystko jest już dobrze, dodatki papistów znikły, a Boski kult wrócił do swego pierwotnego kształtu…

Ponieważ zaś reforma liturgiczna została powzięta z tym samym zamiarem, co reforma dogmatów, których jest konsekwencją, dlatego protestanci, którzy wyłamali się w tym celu, aby mieć mniej prawd do wierzenia, dążą do usunięcia z liturgii wszystkich ceremonii, wszystkich sformułowań, które wyrażają tajemnice. Nazywają przesądami i bałwochwalstwem wszystko, co nie wydaje im się całkowicie racjonalne, a przez to ograniczają, wyrażanie wiary, zaciemniając przez wątpienie, a nawet przez negację, każde spojrzenie otwarte na świat nadprzyrodzony.

Dlatego dość już sakramentów — poza chrztem — co wytyczyło ścieżki socjalistom, którzy swoich zwolenników uwolniłi nawet od chrztu. Dość już sakramentaliów, błogosławieństw, obrazów, relikwii świętych, procesji, pielgrzymek etc. Koniec z ołtarzem, wystarczy tylko stół; dość już ofiary tak jak w każdej religii, wystarczy jedynie posiłek. Koniec z kościołem, wystarczy dom zgromadzeń. Dość architektury religijnej, gdyż brak już tajemnicy. Dość chrześcijańskiego malarstwa czy figur, gdyż nie ma już religii doświadczanej zmysłami. A wreszcie dość poezji w kulcie, którego nie chroni już miłość ani wiara.

Stłumienie pierwiastka mistycznego w liturgii protestanckiej musiało nieomylnie wywołać całkowity zanik prawdziwego ducha modlitwy, który w katolicyzmie zwiemy namaszczeniem.

Zbuntowane serce nie potrafi już miłować, a serce pozbawione miłości może jedynie wydać z siebie mierny wyraz uszanowania lub lęku, zatruty zimną pychą faryzeusza. Taka jest właśnie liturgia protestancka.

Udając pełen czci kontakt z Bogiem, liturgia protestantów nie potrzebuje pośredników. Zwracać się o pomoc do Matki Bożej bądź prosić o wstawiennictwo świętych oznacza dla nich brak szacunku dla Najwyższego.

Ich liturgia wyklucza całą tę „idolatrię papistów”, która prosi stworzenie ziemskie o to, o co powinno się prosić wyłącznie Boga. Oczyszcza kalendarz z imion tych wszystkich, których Kościół Rzymski tak zuchwale wymienia zaraz po Bogu. Szczególną odrazę żywi do imion mnichów i innych ludzi późniejszych czasów, które figurują zaraz obok imion wybranych przez Jezusa Chrystusa Apostołów. To na nich Chrystus Pan zbudował pierwotny Kościół, który — jak mówią heretycy — jedynie był czysty w swej wierze, wolny od wszelkich zabobonów w swym kulcie i wszelkiego rozluźnienia w swych obyczajach.

Ponieważ jednym z głównych celów reformy liturgicznej było zniesienie czynności i formuł o mistycznym znaczeniu, stało się logiczną konsekwencją, że autorzy reformy musieli podkreślać konieczność użycia w kulcie języków ojczystych.

W oczach heretyków to rzecz najważniejsza. Kult nie może być czymś tajemniczym. Ludzie — powiadają — muszą rozumieć to, co śpiewają. Nienawiść do łaciny wrosła w serca wszystkich przeciwników Rzymu. Postrzegają ją jako więź scalającą wszystkich katolików z całego świata, jako arsenał ortodoksji wymierzony przeciw zagadkom ducha sekciarskiego.

Duch buntu, który kazał im przerabiać uniwersalną modlitwę na mowę każdego człowieka, każdej prowincji i stulecia, wreszcie zrodził owoce, a zreformowani na własne oczy przekonują się, że katolicy, pomimo swoich łacińskich modlitw, lepiej spełniają swe obowiązki kultu i bardziej się w nich radują niż protestanci. Każdej godziny w kościołach katolickich odbywa się Boski kult. Wierny katolik, który włącza się w ten kult, zostawia swój język ojczysty przed drzwiami kościoła. Poza kazaniem słyszy jedynie tajemnicze słowa, a nawet nie słyszy ich wcale w najuroczystszej chwili — kanonie Mszy św. Mimo to owa tajemniczość pociąga go tak mocno, iż nie jest nawet odrobinę zazdrosny o protestanta, którego ucho nie słyszy nic, czego znaczenia by nie znał.

Trzeba przyznać, że wypowiedzenie wojny świętemu językowi było mistrzowskim posunięciem protestantyzmu. Jeżeli kiedykolwiek uda mu się go zniszczyć, będzie to wielki krok ku całkowitemu zwycięstwu herezji. Liturgia wystawiona na wzrok gapiów, jak zbezczeszczona dziewica, straciła wiele ze swego świętego charakteru, a ludzie bardzo szybko stwierdzili, że nie warto odkładać swojej pracy czy przyjemności po to, żeby iść i słuchać tego, co się mówi w taki sam sposób, jak rozmawia się na targu.

Odzierając liturgię z upokarzającego rozum misterium, protestantyzm postarał się nie zapomnieć o praktycznych konsekwencjach, to znaczy o uwolnieniu od trudu i wysiłku dla cielesnej natury, nałożonych przez reguły „liturgii papistów”. A zatem, po pierwsze i najważniejsze, koniec z postami, koniec ze wstrzemięźliwością, koniec z klękaniem na modlitwie. Koniec z codziennymi obowiązkami sług świątyni, nigdy więcej kanonicznych modlitw do odmówienia w imieniu Kościoła. — To jest właśnie jeden z najważniejszych owoców wielkiej protestanckiej swobody: zmniejszenie skarbca publicznych i prywatnych modlitw.
Bieg wydarzeń pokazał, że wiara i miłość, które żywią się modlitwą, szybko wyparowały z szeregów reformatorów, podczas gdy wśród katolików cnoty te nieustannie karmią wszelkie akty poświęcenia Bogu i człowiekowi, ponieważ chronią je niewyczerpane skarby liturgicznej modlitwy kleru diecezjalnego i zakonnego, w której ma swój udział cała społeczność wiernych.

Ponieważ protestantyzm musiał ustanowić regułę, która pozwoliłaby wskazać wśród instytucji „papistów” te, które są. najbardziej wrogie jego zasadom, czuł się zmuszony dokopać się do fundamentów katolickiej budowli, aby znaleźć kamień węgielny, na którym wszystko się opiera. Jego instynkt wskazał mu oczywiście dogmat nie do pogodzenia z wszelkimi innowacjami: władzę papieską. Gdy Luter napisał na swoim sztandarze: „Nienawiść do Rzymu i jego praw”, po raz kolejny tylko potwierdził podstawową zasadę każdego odłamu sekty antyliturgicznej. Od tej chwili musiał odrzucić wszystko, zarówno kult, jak i ceremonie, jako „rzymskie bałwochwalstwo”. Język łaciński, Święte Oficjum, kalendarz, brewiarz — wszystko stało się dlań ohydą Nierządnicy Babilonu. Biskup Rzymu pognębia umysły dogmatami, a zmysły rytuałami, dlatego protestantyzm orzekł, że dogmaty są jedynie bluźnierczymi błędami, a liturgia — środkiem do wzmocnienia despotycznej władzy uzurpatora.

Warto to wspomnieć o doskonałym spostrzeżeniu, jakie zawarł Józef de Maistre w swym dziele Papież ; głęboko i przenikliwie wykazał, że pomimo wszystkich różnic, jakie winny dzielić rozmaite sekty, jest jedno, w czym są do siebie tak podobne, aż niemal nie do odróżnienia — wszystkie są antyrzymskie.

Herezja antyliturgiczna, chcąc ostatecznie ustanowić swą władzę, musiała jeszcze zarówno co do zasady, jak i faktycznie zniszczyć chrześcijańskie kapłaństwo. Czuła bowiem, że gdzie jest kapłan, tam ołtarz, a gdzie ołtarz, tam poświęcenie i pełen tajemnic ceremoniał.

Obaliwszy urząd Najwyższego Kapłana, musieli jeszcze unicestwić znamię biskupstwa, z którego płynie mistyczne nałożenie rąk, uwieczniające świętą hierarchię. Z tego właśnie zrodził się powszechny prezbiterianizm, jako nieomylny skutek odrzucenia władzy papieskiej. Od tej pory, ściśle biorąc, nie mają kogoś takiego jak ksiądz. Jak zwykłe mianowanie, bez konsekracji, może sprawić, że jest się wyświęconym? Wśród luteran czy kalwinistów są jedynie ministrowie [słudzy] — Boga lub ludzi, jak kto woli. Ale to nie wszystko. Wybrany spośród i przez świeckich minister jest tylko laikiem, któremu przydzielono pewne funkcje w zborze. W protestantyzmie są tylko świeccy — i nie może być inaczej, bo nie ma już liturgii.

Takie są właśnie zasady i hasła sekty antyliturgicznej. W tym, co napisaliśmy, nie ma żadnej przesady. Ujawniliśmy jedynie stokroć razy potwierdzone nauki, zawarte w pismach Lutra, Kalwina i wielu im podobnych. Łatwo sprawdzić to samodzielnie. To, co z nich wynika, jest jawne dla całego świata. Uznaliśmy, że warto rzucić trochę światła na podstawowe zasady tej sekty. Warto się uczyć na błędach.

Dom Prosper Guéranger OSB

1. Prezbiterianizm — od prezbiter, ‘kapłan’, stopień święceń hierarchii katolickiej; autor prawdopodobnie ma na myśli, po pierwsze, wynikającą z braku biskupstwa w protestantyzmie nieobecność ściśle pojętej hierarchii, a z drugiej — rozkwit „kapłaństwa powszechnego”, i imię którego każdy czuje się tam upoważniony do pełnienia obowiązków kaznodziei, egzorcysty czy przewodnika duchowego.

Forsowanie koncelebry to błąd prawny, teologiczny i duchowy

Po Watykanie krąży plotka. Jeden ze współpracowników papieża Franciszka zapytał go czy to prawda, że ustanowiono komisję w celu „reinterpretacji” Humanae Vitae, a on odpowiedział „to nie komisja, tylko grupa studyjna”. To nie tylko manipulacja językowa służąca ukryciu prawdy, lecz gra słów ujawniająca, w jaki sposób kult sprzeczności stanowi istotę tego pontyfikatu.  

Prałat Gilfredo Marengo, koordynator owej „grupy studyjnej” dobrze podsumowuje tę filozofię, gdy mówi, że musimy unikać „polemicznej gry typu pigułka tak – pigułka nie, podobnie jak to jest dziś, gdy mamy: Komunia dla rozwiedzionych – tak – Komunia dla rozwiedzionych – nie” (Vatican Insider, 23 marzec 2017).

Piszę o tym, by przedstawić nowy poufny materiał, skonstruowany przez inną grupę studyjną. Chodzi o „dokument roboczy” Kongregacji do spraw Duchowieństwa „O koncelebrze w Kolegiach i Seminariach Rzymu”. Krąży on nieoficjalnie po rzymskich kolegiach i seminariach. Z tekstu wynika wprost, że papież Franciszek chce wprowadzić koncelebrację eucharystyczną w kolegiach i seminariach Rzymu. Tym samym de facto, choć niebezpośrednio przyznaje, że „celebrację we wspólnocie należy zawsze przedkładać nad odprawianie indywidualne”.

Z dokumentu wyłaniają się też motywy stojące za tą decyzją. Rzym to nie tylko siedziba Świętego Piotra i serce cywilizacji chrześcijańskiej, lecz również miejsce, gdzie księża i seminarzyści z całego świata spotykają się, by nauczyć się czci dla wiary, rytów i tradycji Kościoła; a więc tego wszystkiego, co nazywano „duchem rzymskim”. Tymczasowy pobyt w Rzymie, pomagający rozwinąć miłość dla Tradycji Kościoła, oferuje dziś możliwość liturgicznej i doktrynalnej „reedukacji” dla osób pragnących zreformować Kościół według dyrektyw papieża Bergoglio. Życie w rzymskich kolegiach – jak przyznaje „dokument roboczy” – rzeczywiście „daje szansę doświadczenia w tym samym czasie intensywnego okresu stałej, integralnej formacji”.

Przesadny nacisk na koncelebrę

Koncelebracja została ustanowiona jako środek dla księdza, by stracił powoli świadomość tego kim jest on i czym jest jego misja – sprawowanie Ofiary Eucharystycznej i zbawienie dusz

 

Dokument odnosi się bezpośrednio do ostatniej papieskiej przemowy dla studiujących w Rzymie. Papież Franciszek podkreślił w niej znaczenie koncelebracji w kontekście wspólnot księży-studentów. „Przezwyciężanie indywidualizmu i doświadczanie różnorodności jako daru, szukanie jedności kapłanów, stanowiącej znak Bożej obecności w życiu wspólnotowym to niekończące się wyzwanie. Prezbiter nieutrzymujący jedności, de facto wyrzuca Boga z życia wspólnotowego. Nie daje on świadectwa obecności Stwórcy. Wyrzuca Go. Dlatego też zgromadzeni w imię Boga, szczególnie na odprawianiu Eucharystii, manifestujecie także sakramentalnie, że On jest miłością waszych serc. (Przemówienie, 1 kwietnia 2017).

W świetle tej doktryny „dokument roboczy” Kongregacji do spraw Duchowieństwa powtarza, że „Mszę koncelebrowaną preferuje się nad indywidualną celebrację” [pogrubienie znajduje się w oryginale; dotyczy to też kolejnych cytatów].

„Zatem silnie zachęca się przełożonych, by zachęcali do koncelebry, nawet kilka razy dziennie, w dużych kapłańskich wspólnotach. Dlatego można antycypować kilka koncelebr w różnych kolegiach, tak aby księża-rezydenci mogli uczestniczyć zgodnie ze swoimi osobistymi potrzebami, ustanawiając Msze dwa lub trzy razy dziennie.

W efekcie codzienne relacje, pielęgnowane nieustannie przez lata w tym samym rzymskim kolegium są ważnym doświadczeniem w drodze powołania każdego księdza. Dzięki temu wśród księży różnych diecezji i narodów tworzą się braterskie więzi i wspólnota znajdujące sakramentalny wyraz w koncelebracji Eucharystycznej.

„Niewątpliwie, opuszczenie własnej diecezji i misji duszpasterskiej na całkiem długi czas gwarantuje nie tylko przygotowanie intelektualne, lecz przede wszystkim możliwość, by w tym samym czasie doświadczyć intensywnego okresu trwającej, integralnej formacji. Dlatego też życie wspólnotowe w kolegiach kapłańskich oferuje nowe lekarstwo kapłańskiej wspólnoty.

Doświadczenie kolegium to możliwości owocnego odprawiania Eucharystii przez księży. Zatem praktyka codziennej koncelebracji Mszy w kolegiach może stać się okazją pogłębiania życia duchowego kapłanów. Jej ważne owoce to:

– wyrażenie wspólnoty między księżmi z różnych Kościołów patrykularnych, manifestowane szczególnie, gdy biskupi z różnych diecezji przewodniczą koncelebracji podczas swych wizyt w Rzymie

– szansa wysłuchania homilii innych księży

– uważnie przygotowana celebracja, nawet uroczysta, codziennej Eucharystii

– pogłębienie pobożności Eucharystycznej, którą powinien kultywować każdy ksiądz, poza samą celebracją”.

Wśród praktycznych norm, na jakie się wskazuje, możemy przeczytać, że: „rekomenduje się, by księża mogli uczestniczyć zwyczajnie w koncelebracji Eucharystycznej w godzinach ustanowionych przez kolegium, zawsze preferując wspólnotową celebrację wspólnotową nad indywidualną. W tym sensie kolegia z dużymi grupami księży mogą ustanowić celebrację Eucharystii podczas 2 lub 3 różnych godzin dnia, tak aby każdy mógł uczestniczyć zgodnie ze swoimi osobistymi, akademickimi czy pastoralnymi potrzebami”.

„Jeśli księża rezydenci w kolegium z jakiś konkretnych powodów nie mogą uczestniczyć w koncelebracji w ustalonych godzinach, muszą zawsze preferować wspólną celebrację w innej, bardziej dogodnej godzinie”.

 

Wątpliwości prawne i nie tylko

Naruszenie kanonu 902, według którego księża „mogą koncelebrować Eucharystię, z zachowaniem jednak swobody każdego do indywidualnego sprawowania Eucharystii” jest oczywiste i powtarza się w dwóch akapitach tekstu. Skutkiem tego kolegia stosujące literalnie dokument roboczy naruszą obecne powszechne prawo. Jednak poza uwagami prawnymi, istnieją też inne, natury teologicznej i duchowej.

5 marca 2012 roku przy okazji prezentacji książki prałata Guillaume Derville’a „Koncelebracja Eucharystii. Od symbolu do Rzeczywistości (Montreal 2012), kardynał Antonio Canizares, ówczesny prefekt Kongregacji Kultu Bożego, podkreślił potrzebę „większego umiaru” w koncelebracji, przyjmując za swoje słowa Benedykta XVI „w tym celu, wraz z Ojcami Synodu, zalecam kapłanom codzienną celebrację Mszy świętej, również i wtedy, gdy nie uczestniczą w niej wierni. To zalecenie jest przede wszystkim odpowiedzią na obiektywnie nieskończoną wartość każdej celebracji eucharystycznej; znajduje też uzasadnienie w jej szczególnej skuteczności duchowej, ponieważ Msza św., przeżywana z wiarą, kształtuje człowieka w najgłębszym znaczeniu tego słowa, sprzyja bowiem upodabnianiu się do Chrystusa oraz utwierdza kapłana w jego powołaniu” (Sacramentum Caritatis 80).

Katolicka doktryna widzi we Mszy Świętej bezkrwawe ponowienie Ofiary Krzyża. Zwiększenie liczby odprawianych Mszy oddaje większą chwałę Bogu i przynosi duszom ogromną korzyść. „Choć każda Msza ma sama w sobie tę samą nieskończoną wartość” – pisze ojciec Joseph de Sainte Marie – „dyspozycje ludzi do przyjmowania jej owoców są zawsze niedoskonałe i w tym sensie ograniczone. Dlatego też tak ważną rolę dla pomnożenia owoców zbawienia odgrywa liczba odprawianych Mszy. W oparciu o te podstawowe, ale wystarczające teologiczne rozumowanie, zbawcza wartość znaczącej liczby Mszy jest udowodniona także przez liturgiczną praktykę Kościoła i stanowisko Magisterium. Kościół na przestrzeni stuleci stawał się stale coraz bardziej świadomy tej owocności. Dlatego też promował praktykę zwiększania liczby Mszy i następnie zachęcał, oficjalnie, by odprawiać ich coraz więcej”. (Eucharystia zbawieniem świata, Paryż 1982, s. 457-458).

Neo-moderniści zredukowali jednak Mszę do idei zgromadzenia: im więcej księży i wiernych obecnych, tym większe jej znaczenie. Koncelebracja została ustanowiona jako środek dla księdza, by stracił powoli świadomość tego kim jest on i czym jest jego misja – sprawowanie Ofiary Eucharystycznej i zbawienie dusz. Tymczasem zmniejszenie liczby Mszy Świętych, podobnie jak i odchodzenie od prawidłowej jej koncepcji to jedna z głównych przyczyn dzisiejszego kryzysu religijnego. A teraz nawet Kongregacja do spraw Duchowieństwa, i to na wniosek papieża Franciszka, bierze udział w zniszczeniu wiary katolickiej.

Roberto de Mattei

Tłumaczenie: Marcin Jendrzejczak

 

Cześć dla Najświętszego Sakramentu nie może mieć granic!

W Polsce nie jest najgorszej. Jeszcze. Na Zachodzie przyjmowanie Komunii Świętej do rąk jest normą. U nas wciąż – na szczęście – rzadkością. I nie warto takiego stanu zmieniać. Więcej – o cześć dla Pana Jezusa, realnie obecnego w Najświętszym Sakramencie, należy nieustannie zabiegać. Furtek profanacji otwierać nie wolno. Z żadnego powodu.

Każdy człowiek, nawet nie mając fachowego wykształcenia teologicznego, wie i czuje w sercu, że postawa klęcząca jest godniejsza niż stojąca, tak samo jak stojąca mocniej niż siedząca wyraża szacunek. Język gestów znany jest nie tylko z Kościoła. Uczniowie wstają, gdy do sali wchodzi nauczyciel. Podobna etykieta obowiązuje w sądach.

Dokonana na Zachodzie kilka dekad temu zmiana sposobu udzielania Komunii Świętej w sposób oczywisty wpłynęła na ludzką świadomość, wiarę w realną obecność Pana Jezusa w konsekrowanej Hostii oraz cześć wobec Najświętszego Sakramentu.

Dzisiaj Kościół na Zachodzie przeżywa ogromny kryzys. Apostazja całych narodów i kiepska kondycja katolicyzmu w Europie wynika między innymi z upadku czci dla Najświętszego Sakramentu i osłabienia wiary w realną obecność Pana Jezusa w Eucharystii. Chyba nie chcemy iść ich tą drogą zagłady?

Komunia do rąk jest jednak nie tylko mniej pobożna. Takie rozwiązanie grozi profanacją, która – nawet jeśli jest niezamierzona – nigdy nie powinna mieć miejsca.

„Jeśli chodzi o profanacje mimowolne, przy Komunii do ust, dzięki użyciu pateny, puryfikaterzy przewidzianych przez mszał oraz dzięki naturalnej dbałości przy udzielaniu i przyjmowaniu świętej Hostii, ryzyko prawie nie istnieje. W przypadku Komunii na rękę potrzebny byłby cud, żeby przy każdej Komunii jakaś cząstka nie upadła na ziemię lub nie została na dłoni wiernego” – zauważa ks. biskup Juan Rodolfo Laise OFMCap w książce pt. „Komunia św. na rękę?” wydanej w Polsce przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi oraz Fundację Świętego Benedykta.

W naszym kraju w ostatnim czasie miały miejsce dwa cuda eucharystyczne – w roku 2008 w Sokółce i w roku 2013 w Legnicy. Powinno dać nam to do myślenia i skłonić zarówno wiernych jak i pasterzy Kościoła w Polsce do jeszcze silniejszej troski o godne udzielanie sakramentów, w tym Najświętszego Sakramentu.

Tymczasem w parafiach Ostrowa Wielkopolskiego z powodu lokalnego wzrostu zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby wiernym zasugerowano, że mogą przyjmować Ciało Chrystusa do rąk. Teoretycznie ma to zmniejszyć ryzyko zachorowania, jednak nikt nie ma pewności, że udzielanie Komunii Świętej w sposób tradycyjny, a więc wprost na język, może sprzyjać zapadaniu na WZW. Wszak nikt nie mówi o epidemii, a Powiatowy Zespół Zarządzania Kryzysowego i Powiatowa Inspekcja Sanitarna proszą, by nie ulegać panice.

Nigdy nie można akceptować umniejszania czci dla Najświętszego Sakramentu, dlatego zachęta do przyjmowania Pana Jezusa na rękę z powodu wątpliwych przesłanek nie jest rozwiązaniem trafnym. Oswaja bowiem wiernych z popularną na Zachodzie formą przystępowania do Komunii Świętej, która utrudnia wiarę w realną obecność i grozi profanacjami.

Michał Wałach

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2017-05-31)


Upadek czci dla Najświętszego Sakramentu – przejaw kryzysu cywilizacji

Najświętszy Sakrament to niewyobrażalna świętość i zarazem największy dostępny człowiekowi w życiu doczesnym Skarb. Dziś jednak spotyka się On często z tragicznym i gorszącym brakiem poszanowania. Już zanik w wielu wspólnotach zbawiennej spowiedzi, udzielanie Komunii świętej do ręki czy w postawie siedzącej, brak klęczników czy paten są wyrazem zwątpienia w realną obecność Pana Jezusa. Tymczasem ta prawda, jakkolwiek trudna, stanowi fundament religii katolickiej i opartej na niej cywilizacji.

Upadek czci dla Najświętszego Sakramentu – przejaw kryzysu cywilizacji

„Eucharystia jest szczytem religii katolickiej, najwyższą formą obcowania z sacrum”, pisze Romano Amerio. „Wobec niej wszystkie pozostałe sakramenty to raczej sakramentalia, jawiące się poniekąd jako obrzędy przygotowawcze”, dodaje. Eucharystia stanowi ponadto najwyższy przejaw Bożej mądrości, w przedziwny sposób decydującej się na obecność pod postacią zwykłego ludzkiego pokarmu.

To jednak także, kontynuuje autor „Iota Unum”, najwyższy przejaw miłości Stwórcy. Owa miłość i mądrość udzielają się także czcicielom Najświętszego Sakramentu. Wbrew dzisiejszej kulturze obrazu, pozwalają bowiem wznieść się ponad to, co dostrzegalne tylko gołym okiem. Co więcej „(…) Eucharystia przymnaża miłości przyjmującemu ją człowiekowi – tak, iż staje się on zdolny odpowiedzieć na nieskończoną Miłość Boga swoją miłością”.

O tradycyjnej teologii Eucharystii można by wiele pisać. Najważniejsze jest jedno: Ciało Chrystusa w Przenajświętszym Sakramencie pozostaje prawdziwie obecne – zarówno po Konsekracji, jak i już po zakończeniu Mszy. Głosił to Sobór Trydencki, powtórzył choćby Paweł VI w Mysterium fidei. Mówił o tym też sam Chrystus Pan w Wielki Czwartek.

Co ciekawe, prawdzie o realnej obecności Pana Jezusa nie zaprzeczył nawet Marcin Luter. „Tekst jest zbyt mocny” – powiedział o słowach Chrystusa „to jest Ciało Moje”. Z tego też powodu część słuchaczy opisanych na kartach Ewangelii świętego Jana uznało naukę Chrystusa za „twardą mowę”. W dosłowny sposób rozumiano ją zresztą już od czasów pierwotnego chrześcijaństwa.

Tymczasem w drugiej połowie XX wieku, na fali źle rozumianego entuzjazmu posoborowego, pojawiły się próby zmiany znaczenia odwiecznej nauki. Przykład szczególnie doniosły: Katechizm holenderski z 1966 roku. Jego twórcy stwierdzili, że podczas konsekracji dochodzi do zmiany celu i znaczenia Hostii, która rzekomo przestaje być pożywieniem podtrzymującym życie cielesne i jest od tej pory wyłącznie pokarmem służącym życiu duchowemu.

Ta pozornie głęboka intelektualnie teoria oznaczała de facto krok wstecz w stosunku do wcześniejszego nauczania. „W przypadku (…) Przeistoczenia Chrystus daje siebie na pokarm; z miłości staje się żertwą ofiarną”, zauważa Romano Amerio. „A ofiarowanie swojej własnej istoty (substancji) jest przecież wznioślejszym i bardziej ofiarnym aktem niż nadanie innego znaczenia tej samej substancji”, dodaje teolog.

Tego typu zmiany doktrynalne, jakkolwiek odrzucone przez władze Kościoła, nie pozostały bez konsekwencji. Jedną z nich okazało się porzucenie praktyki adoracji Najświętszego Sakramentu. Jeśli uznaje się Ciało Chrystusa jedynie za symbol, to oddawanie Mu czci poza liturgią traci sens. Jak bowiem zauważa szwajcarski myśliciel, trudno oddawać hołd metaforze. Do odejścia od adoracji przyczyniła się także ogólna pogarda dla pozaliturgicznych form pobożności. W efekcie na Zachodzie rzadko dochodzi do wystawienia Hostii, rzadko odprawia się też nabożeństwa czterdziestogodzinne.

Kryzys ma wiele przejawów

Zanik pobożności eucharystycznej wiąże się także z innymi nadużyciami. W niektórych krajach Zachodu zanika w zasadzie praktyka spowiedzi indywidualnej. Wprowadzona przez IV Sobór Laterański jest – jak zauważył ojciec Maciej Zięba – przejawem docenienia wartości każdej osoby i jej sumienia. Ograniczenie się do spowiedzi powszechnej stanowi symptom cofnięcia się w stronę  kolektywizmu. Przede wszystkim jednak naraża dusze na świętokradztwo w przypadku przyjmowania Komunii świętej. Wspólne wyznanie grzechów nie wystarcza bowiem w normalnych warunkach do zgładzenia ciężkich win.

Przejawem braku czci do Najświętszego Sakramentu są także wspomniane przez Romano Amerio przypadki wysyłania konsekrowanych Hostii pocztą, a także wykonywanie komunikantów ze… słodkich mas lub kremów. To już skutkuje nieważnością konsekracji.

Ponadto post eucharystyczny skrócono tak mocno, jak tylko to możliwe. Jeszcze na początku lat 50. minionego wieku wstrzemięźliwość od pokarmów obowiązywała od północy do momentu przyjęcia Komunii. Następnie Pius XII skrócił ją do 3 godzin. Obecnie u zdrowych to zaledwie godzina.

Sposób obchodzenia się z Najświętszym Sakramentem także budzi uzasadnione oburzenie. Niekiedy, zwłaszcza przy okazji masowych Mszach świętych odprawianych na zewnątrz, jest przechowywany w plastikowych kubkach albo rozdawany ponad głowami wiernych, bez zachowania elementarnej ostrożności. Coraz bardziej podczas celebry ograniczany jest czas na dziękczynienie po Komunii.

Zmiany znalazły swój wyraz również w wystroju świątyń. Tabernakula, tradycyjnie powiązane z ołtarzem położonym na wzniesieniu, obecnie są spychane z dala od centrum, niekiedy wręcz do bocznych kaplic. Tymczasem wszystkie kościoły, w tym najpiękniejsze katedry – klejnoty Christianitas – służyły przede wszystkim jako dom dla Eucharystii. Mówiono wręcz, że kościoły same się modlą. Kryzys architektury sakralnej to zatem kolejna konsekwencja upadku czci dla Najświętszego Sakramentu.

Równie niepokojące jest odejście od procesji w Boże Ciało, odprawianych tradycyjnie w ciągu dnia. Romano Amerio ubolewa, że często organizuje się je wieczorami, jakby w ukryciu. W Polsce szczęśliwie na razie do tego nie doszło, podobnie jak i do niektórych innych nadużyć. To, czy kolejne zgorszenia staną się również naszym udziałem, zależy jednak od religijnej wrażliwości zarówno osób duchownych, jak i wiernych świeckich.

Na stojąco i na rękę

Postawa przyjmującego Komunię świętą oraz sposób, w jaki to czyni, są bodaj najczęściej poruszanym problemem związanym z upadkiem czci dla Najświętszego Sakramentu. Obecna w Kościele starożytnym praktyka udzielania Komunii świętej do rąk zanikła pod wpływem troski o należne poszanowanie Ciała Pańskiego. Przez wiele stuleci podawano je wiernym wyłącznie do ust. Jednak 29 maja 1969 roku watykańska Kongregacja do spraw Kultu dopuściła przyjmowanie Komunii świętej na rękę w przypadku wyrażenia takiej woli przez co najmniej 2/3 składu Episkopatu danego kraju. Nie była to jednak inicjatywa Watykanu, lecz odpowiedź na samowolną praktykę stosowaną w Holandii, Belgii, Francji czy Niemczech. Episkopat Polski zaakceptował ewentualność udzielania Komunii na rękę w 2004 roku. Na szczęście, w większości kościołów pozostaje to wręcz niespotykanym obyczajem.

Znacznie bardziej rozpowszechnione w naszym kraju stało się przyjmowanie Najświętszego Sakramentu w pozycji stojącej. Tymczasem istnieją poważne argumenty przemawiające za powrotem do – nadal obecnej w niektórych świątyniach – praktyki Komunii w pozycji na kolanach. Sięgnijmy do Pisma Świętego, spotkamy w nim wiele przykładów klękania, a nawet padania na twarz przed Bogiem. Skoro w Najświętszym Sakramencie obecny jest także prawdziwy Bóg i Człowiek, to jedyną odpowiednią wydaje się również postawa klęcząca.

Kolejne nadużycie wiąże się z zanikiem używania paten chroniących Hostię przed upadkiem na ziemię. Naczynia te, często piękne i wykonane z kunsztownych kruszców, to niekiedy prawdziwe dzieła sztuki. Jednak nawet prosta patena jest wyrazem troski o Najświętszy Sakrament. Tymczasem obecnie tych paramentów używa się coraz rzadziej. Niekiedy jednemu kapłanowi towarzyszy ministrant z pateną, a drugiemu już nie. Zapewne zazwyczaj nie wynika to ze złej woli, obiektywnie jednak mamy do czynienia z pewną nonszalancją w podejściu do największego skarbu naszej wiary.

Duchowni i Ostatnia Wieczerza

Brak należnej czci dla prawdziwej obecności Pana Jezusa w Mszy świętej wiąże się w dużej mierze z kryzysem kapłaństwa. Wszak to ksiądz, w odróżnieniu od świeckiego, ma moc dokonywać konsekracji. Tymczasem, w duchu egalitaryzmu i źle pojętej wspólnotowości, zapomina się o tej podstawowej prawdzie. Romano Amerio opisuje przypadki, gdy wierni wypowiadali słowa konsekracji razem z celebransem, jak gdyby posiadali również „moc” przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. To dalekie pokłosie Reformacji, wydarzenia zasługującego raczej na opłakiwanie i pokutę niż na celebrację.

Deprecjonowanie kapłaństwa prowadzi do zaniku powołań, a w konsekwencji do rozpowszechnienia instytucji świeckich szafarzy Eucharystii. To zaś, zgodnie z logiką, skutkować musi dalszą deprecjacją kapłaństwa i zniechęcać potencjalnych kandydatów do seminarium. Rola księdza wydaje się nieatrakcyjna, skoro to samo „może” czynić świecki.

Wielki Czwartek to dzień ustanowienia Eucharystii i kapłaństwa. Romano Amerio zwraca uwagę na wypaczone rozumienie tego wydarzenia przez teologicznych postępowców. W niektórych krajach modne stały się tak zwane agapy.

Polegają one na sprawowaniu Najświętszej Ofiary w sposób radosny, przyjacielski, a de facto gwałcący i tak rozluźnione w minionym wieku przepisy liturgiczne. Samo oderwanie Liturgii od kontekstu Ofiary, od Wielkiego Piątku to błąd.

Jednak, jak podkreśla autor „Iota Unum”, także „radosne” rozumienie Ostatniej Wieczerzy kłóci się z faktami. Ten „kulminacyjny akt miłości Boga” do człowieka miał wszak charakter tragiczny. Uczta „odbywała się w przeczuciu, że oto Bóg zostanie zabity. W cieniu zdrady, której zapowiedź wielce zatrwożyła uczniów Jezusa. Rozważali oni w sercach, czy zdołają dochować wierności swemu Nauczycielowi. Podczas owej wieczerzy przeżywał już rozterkę, którą osiągnie szczyt w Ogrójcu, kiedy to na ciele Boskiego Mistrza wystąpi krwawy pot. Sztuka chrześcijańska zawsze przedstawiała Ostatnią Wieczerzę jako wydarzenie tragiczne, nigdy jako radosną biesiadę”.

Wielkość pod pozorem małości

Najświętszy Sakrament to Wielkość ukryta pod niepozornymi „przypadłościami” drobnego chleba. Cześć dla Niego wymaga pewnego ucywilizowania, zdolności abstrakcyjnego myślenia, wzniesienia się ponad świat zmysłów. Tam, gdzie duchowy ślepiec dostrzeże jedynie kawałek chleba, wierny rozpozna największy Skarb.

Niestety, duchowa ślepota to problem wielkiej liczby współczesnych ludzi. Uwięzieni w świecie zmysłów, niczym kajdaniarze w platońskiej jaskini, nie dostrzegają światła Prawdy. Prawdy mieszkającej na ziemi i niepozornie ukrytej w Tabernakulach. „Świat” dostrzegający jedynie to, co wielkie i wspaniałe na pierwszy rzut oka, nie potrafi uczcić Hostii, podobnie jak nie potrafi uszanować dziecka poczętego. Ono także, toutes proportion gardees, stanowi wielkość ukrytą w małości. Jednak, skazuje się je tak często na śmierć, gdyż nie wygląda tak jak dorosły. Miliony mordowanych dzieci poczętych i profanacje Hostii to symptom tego samego zła: upadku cywilizacji chrześcijańskiej.

Marcin Jendrzejczak

 

Najnowsze komentarze
    035909