OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

marian44

CZŁOWIEK W STOSUNKU DO RELIGII I WIARY

 

Czym jest wiara dla człowieka? Zgodność jej z rozumem i konieczność. – Wiara w objawienie Boże nie sprzeciwia się rozumowi, ale jest potrzebą zasadniczą wszystkich ludów, skarbem najwznioślejszych pojęć. – Jak religia tak i wiara religijna jest naszym obowiązkiem. – Niemożebność religii naturalnej z dziejów i filozofii widoczna.

 

Poprzednie uzasadnienie wiary otwarło nam drogę do rozstrzygnięcia drugiej kwestii żywotnej, na początku przez nas postawionej: czym jest wiara dla człowieka?

 

Pobudką skłaniającą nas do bliższego roztrząśnięcia tej kwestii są obecne nasze stosunki religijno-społeczne. Tysiące ludzi nie znają wpływu wiary, bo w duszy ich zgasło jej światło, starł się może ostatni jej ślad. Żaden system naukowy, żadna hipoteza nie liczy tyle wrogów – jak wiara. W naszym wieku, w każdej niemal warstwie społeczeństwa, można się spotkać z jej przeciwnikami, co w imię rozumu lub też dobra ludzkości przeciw niej występują. Do tych wszystkich zawołać by należało: „wierzcie i w życiu podług wiary postępujcie, a wtedy poznacie, czym wiara jest dla człowieka!”.

 

Wiara religijna jest to uznawanie za prawdę wszystkiego, co nam Bóg objawił o Sobie samym, i o naszym do Niego stosunku, czyli innymi słowy, wiara religijna, jest to przyjęcie religii objawionej z przekonaniem o jej prawdziwości. Ale czyliż istnieje religia objawiona? Czyż mówiąc w ogóle, jest ona możebną? Na to później damy odpowiedź. Obecnie przypuszczając ją na chwilę bez dowodu – przypatrzmy się samej istocie wiary.

 

Gdyby wiara w objawienie zawierała w sobie coś przeciwnego godności człowieka, Bóg nie dałby mu objawienia i nie żądałby wiary: bo Bóg nie może na stworzoną przez siebie naturę wkładać obowiązków sprzeciwiających się jej istocie.

 

Czy więc wiara zgodną jest z rozumem człowieka? Oto pierwsze pytanie, na które jasną a niezawodną znajdziemy odpowiedź w sobie samych. Rozum nasz w całym zakresie swego poznawania na wierze opierać się musi. Nawet w naturalnym poznawaniu, wiara niepoślednią odgrywa rolę. Poznawanie bezpośrednie ograniczone jest bardzo ciasnym kołem zmysłowych spostrzeżeń. A chociaż duchowy wzrok rozumu potężnie rozszerza ten widnokrąg siłą wnioskowania, jednak podstawa jego tkwi zawsze w doświadczalnym spostrzeganiu zmysłów. Ileż prawd, ile wiadomości byłoby zakrytych przed nami, gdyby wiara nie odsłaniała nam nowego widnokręgu! Czegośmy sami nie doświadczyli, czego nie zdobyliśmy własną pracą, własnym uciążliwym badaniem, tego dowiadujemy się od innych, korzystając z ich doświadczenia, z ich osobistej wiedzy. To cudze doświadczenie, tę nie naszą wiedzę przez drugich nam objawioną, przyjmujemy za prawdę, bo przekonani jesteśmy, że ani oni w swej wiedzy nie pobłądzili, ani nas też w błąd wprowadzić nie chcieli. Bóg tak ukształcił naszą naturę, że ciasne granice własnych spostrzeżeń i socjalny charakter naszej natury dopełniają się nawzajem. Drogą zaś wzajemnego uzupełniania się jest – nauka i wiara. Wiara ta jest nadto konieczną potrzebą, wymaganiem naszej natury. Wszelkie wychowanie opiera się na wierze, wszelka nauka, wszelkie kształcenie posługuje się wiarą jako pierwszorzędnym środkiem, jako niezbędnym narzędziem. Wprzód nim dziecko pojmować i rozumieć zacznie – wierzyć musi: wiara jest dlań podstawą prawdziwej umiejętności. Gdyby wiara nie istniała, to jakżeż mogłoby dziecię tego mężczyznę uznać ojcem, tę niewiastę nazwać matki imieniem, ten majątek mienić swoją ojcowizną, to nazwisko z prawa przypadającym mu dziedzictwem?!

 

W życiu ludzkim nie masz żywotniejszego pierwiastka nad wiarę. Ona to stanowi dźwignię całego społecznego życia od najniższych jego pojawów, aż do najwznioślejszych czynów – zawsze i wszędzie, we wszystkich stosunkach socjalnych, koniecznym, niezbytym warunkiem – jest wiara. W sklepie wierzymy w pochodzenie, dobroć i wartość towarów. W trybunale sprawiedliwości sędzia wierzy świadkom i na ich zeznaniach opierając swój wyrok rozstrzyga o życiu lub śmierci. Panujący oznajmia narodowi, że kraj jest zagrożony niebezpieczeństwem lub jego prawa zgwałcone przez nieprzyjaciela, i wzywa poddanych do broni – a naród wierzy i w duchu tej wiary niesie w ofierze majątek i krew własną w obronie praw i bezpieczeństwa ojczyzny.

 

Wiara więc nie sprzeciwia się rozumowi, lecz owszem jest właściwym, naturalnym jego żywiołem. Czemuż by zatem temu samemu rozumowi nieodpowiednim być miało, skoro Bóg swą mądrość lub wolę nam objawia? Gdzież różnica między jedną a drugą wiarą? Chyba ta tylko, że nie kto inny, ale właśnie Bóg objawia nam swą wiedzę. Każdy nauczyciel od uczniów swoich wiary się domaga – a Bóg z nieskończoną mądrością swoją miałżeby nie zasługiwać na wiarę? Kiedy podróżnik z dalekich wracający krain, opisuje nam ziemie, które zwiedził, jakże chętnie wierzymy jego słowom; czemuż więc ma być przeciwne rozumowi naszemu, wierzyć Bogu opowiadającemu o wielkości i majestacie swego królestwa? Wszak mądrość i wiarogodność Boga daleko skuteczniej skłaniać powinna nasz rozum do uwierzenia Jego słowom. A ów utarty aforyzm: „nie wierzę w to, czego nie widzę”, może-li mieć jakiekolwiek zastosowanie? My wszyscy przecież wierzymy niezachwianie w tyle najrozmaitszych faktów i wydarzeń, których nigdy nie widzieliśmy, i nigdy widzieć nie będziemy! Mówią też: „nie wierzę, bo nie rozumiem”. A jednak w ileż to rzeczy człowiek wierzy, ile rzeczy wie nawet, których nie rozumie. Wielu wierzy a nawet z zasad naukowych wyprowadza ten pewnik, że planety niewidzialną siłą związane są ze słońcem. Lecz czyż kiedykolwiek zrozumiał kto ten węzeł tajemniczy? czy przeniknął jego naturę? Nie masz więc żadnej racji, żadnej przyczyny usprawiedliwiającej zarzut sprzeczności między rozumem i wiarą. Poparcie i uzasadnienie tej prawdy znajdujemy w dziejach narodów. One jasno dowodzą, że wiara religijna była zawsze niezbędną potrzebą każdego społeczeństwa.

 

U wszystkich narodów, we wszystkich czasach – jak to już Plutarch przeciw Kolotesowi dowodził (1), – znajdujemy ołtarze, świątynie, religijne obrządki. Wszystkie idee łączące z sobą ludzi wszelkiego stanu, wszelkiej płci i wieku, wypływają po największej części z wiary; wiara to określa bliżej, szczegółowiej owe nieliczne i tylko ogólnikowe pojęcia o Bogu, które sam rozum podaje. Żaden jeszcze naród nie odrzucił tej wiary, jakkolwiek nieraz potworne fałsze były jej przedmiotem. Skądże ta dziwna łatwość w wierzeniu obok powszechności wiary? Gdyby wiara nie zapełniała próżni dotkliwie czuć się dającej w życiu doczesnym, to z pewnością jej władza nie rozciągałaby się tak szeroko i potężnie. Podobnie jak cała ludzkość wszystkich wieków, ras i stanów je i pije pod naciskiem istotnej, niepokonalnej potrzeby, tak też i wierzy z tychże samych powodów. A jeśli prawdy nie znajdzie, to wymyśla bajki, byle tylko mieć jakiś przedmiot wiary (2). Czemu zabobonność panuje w tak olbrzymich rozmiarach właśnie tam, gdzie błędna oświata stłumiła wszelką pozytywną wiarę? Gdy filozofia niewiary w końcu ubiegłego stulecia święciła swój tryumf we Francji, wówczas wprawdzie zagasła wiara w jednego Boga, lecz za to rozpanoszyła się wiara w szatana. Tak świadczy Portalis (3), powołując się na słowa jednego z kustoszów biblioteki narodowej, że za jego czasów żądano po największej części tylko kabalistycznych i o czarach traktujących książek. A dzisiejszy Berlin, ileż to liczy wróżbiarek, które nie wahają się kunszt swój zalecać, i to w pismach pierwszorzędnych, i niemało mają klientów i klientek z najlepszego towarzystwa. A nowoczesny spirytyzm czyżby doszedł do takiego rozkwitu, gdyby serce ludzkie nie czuło głodu i pragnienia wiary?

 

Ale nie dość na tym. Wiara dostarcza rozumowi nieprzebranych skarbów prawd najwznioślejszych. Człowiek żyje wprawdzie na ziemi, w czasie, ale ani ziemia, ani czas nie wystarcza jego duchowi. Duch ten rwie się gwałtem poza granice ziemi, poza obręb czasu, w tajemnicze krainy wieczności i nadzmysłowego świata. Jakieś przeczucie zrosłe z sercem człowieka, jakiś głos brzmiący w głębi jego duszy, woła nań ustawicznie, że przecież musi być coś poza tym światem materii, poza tym pajęczym wątkiem krótkiej doczesności. Każdy człowiek myślący, który siłą złej woli głosu prawdy w sobie nie przytłumia, koniecznie w końcu zapytać się musi: co się ze mną stanie, gdy bramy śmierci staną mi otworem? Jest to zagadka, której rozwiązanie, ważne a przerażające, obojętnym być mu nie może. Czyż w takiej chwili nie chwyta człowiek za ową dłoń, która go obiecuje wyprowadzić z tego labiryntu niepewności? Czyż wówczas nie dzieje się z nim tak samo, jak z owym rzezańcem królowej Kandaki, który z radością przyjął Filipa za towarzysza podróży, skoro ten podjął się rozwiązać wyczytane przezeń trudności (4).

 

Jeśli tylko człowiek rozumem się powoduje, wtedy dojdzie niezawodnie do poznania Boga, wtedy uzna obowiązek czci religijnej i powinność pełnienia woli Bożej. Ale jakżeż niewiele wyczytać on może w księdze przyrody! Jego pragnienie dokładniejszego poznania swego Stwórcy i Dobroczyńcy tym się nie zaspokoi. On żąda widzieć więcej – w jaki sposób czcią ma otaczać swego Boga, jaki hołd poddaństwa Jemu oddawać powinien, przez co ma w szczególności wypełniać świętą Jego wolę. O tym wszystkim poucza go rozum niewyraźnie, ogólnikowo, pozostawiając w duszy tysiące nierozwiązanych wątpliwości. Jak mało jest ludzi, co z labiryntu tych trudności drogę wyjścia znaleźć potrafią! Jednym, brak światła w pojęciach stoi na przeszkodzie. Inni znów nie mają dość czasu, by się zabawiać rozwiązywaniem tak poważnych kwestyj, bo ich pochłania troska o chleb powszedni. A jednak wszystkich bez wyjątku świętym jest obowiązkiem Boga czcić i Jemu służyć. Widoczna więc i nieodzowna okazuje się potrzeba jakiegoś mistrza, nauczyciela, któryby wszystkie usunął wątpliwości i tak nieumiejętnym jak i zatrudnionym niósł światło prawdziwej wiedzy. Z potrzeby zaś nauczyciela wypływa potrzeba wiary (5).

 

Objawy zwyczajne w przebiegu życia ludzkiego potwierdzają prawdę tego cośmy powiedzieli (6). Dopóki krew młodzieńcza żywiej krąży w żyłach, dopóki wiek męski jeszcze nie przeszedł, inne dążności i pragnienia stają na pierwszym planie: zmysłowość, żądza bogactw i sławy, wobec których potrzeby ducha idą w zapomnienie. Lecz gdy nadejdzie starość, gdy jak to najczęściej się zdarza, zmysłowe żądze przepalą się już i zastygną, gdy z utratą męskiej energii umilknie ambicja i chciwość, wówczas nowe budzą się pragnienia i potrzeby, a raczej dawne, dotychczas namiętnością zagłuszone, odzywają się teraz z tym większą mocą, kładąc na pierwszym miejscu najpotężniejszą ze wszystkich – potrzebę wiary. Czemuż to np. starość i bliska śmierć tylu niedowiarków wprowadza do świątyni wiary, lub przynajmniej aż do jej progu? A czyż taki powrót do wiary po wielu latach niedowiarstwa, tak jest rzadkim, żeby go uważać można za jakiś chwilowy obłęd umysłu? Nie, – wszak Plato mówi o tym zwrocie ducha ludzkiego, jako o ogólnym, doświadczalnie uzasadnionym prawie (7). Ale to wszystko jeszcze nie wystarcza, aby całą wartość religijnej wiary należycie ocenić. Wiara ta jest dalej najświętszym obowiązkiem człowieka.

 

Już w drugim dziale poprzedzającej rozprawy staraliśmy się wykazać, że religia stanowi pierwszy i najważniejszy obowiązek człowieka. Ale czyż człowiek siłą własnego tylko rozumu zdolen jest obowiązek ten wypełnić tak, jak tego własna godność jego i wola Boża wymaga? Dzieje ludzkości całej odpowiadają na to pytanie stanowczym: nie! Filozofia, która wszystko bada aż do głębi, orzekła nie mniej stanowczo, że lubo rozum ludzki ma w sobie dostateczną siłę, aby Boga poznać i należytą cześć Mu oddawać, jednak siła ta rozwija swą czynność w takim otoczeniu, które ją przygniata i tysiącem przeszkód utrudnia drogę do prawdziwego poznania. Siłą rozumu zbudować prawdziwą religię, nie jest to wprawdzie fizyczne, bezwarunkowe, ale zawsze moralne niepodobieństwo, wypływające z warunków, jakim rozum ludzki w obecnym stanie jest podległy. Jeśli więc sam Bóg pospiesza z pomocą, aby mu umożebnić spełnienie tego obowiązku, jeśli krótką i łatwą drogą Objawienia uczy człowieka o swej Istocie, swoich przymiotach, swych opatrznościowych zamiarach w stworzeniu i ekonomii świata, jeśli mu wskazuje sposób czci i służby, jakiej od niego wymaga, jeśli z miłością dobrotliwego ojca poucza ludzi o najgłówniejszych obowiązkach, które oni spełnić powinni, a jednak sami przez się spełnić nie mogą, to czyż nie ma być świętą powinnością człowieka, wdzięcznym sercem skorzystać z tej pomocy, i z żywą wiarą w słowo Boże przyjąć taką religię i zastosować ją w życiu?

 

Bóg, absolutny władca człowieka, któremu przysługuje nieograniczone prawo do każdej jego myśli, do każdego aktu woli, do każdego uczucia, miałżeby nie mieć prawa podania człowiekowi obowiązującej nauki, bez której on swych powinności spełnić nie jest w stanie? Religia obejmuje całe zadanie, cały cel człowieka w czasie i wieczności. A nie masz dlań wyższego obowiązku, jak odpowiedzieć zadaniu swemu na ziemi, aby osiągnąć cel swój w wieczności. Sam Bóg tylko objawia nam to wszystko z niewątpliwą prawdą, z nieomylną pewnością, a tak przystępnie i jasno, że nawet najmniej rozwinięte umysły objawienie to pojąć i bez trudności przyswoić sobie mogą. A więc istotnie najświętszym jest obowiązkiem naszym przyjąć tę objawioną religię z radością i dziękczynieniem.

 

Że rozum ludzki w tej mierze nie wystarcza, dowodem tego dzieje ludzkości. Przebiegnijmy myślą całe rasy i szczepy narodów ziemi. Gdziekolwiek zagasło światło pierwotnego objawienia, jakimże to bogom cześć najwyższą składano? Postacie te, podówczas wielbione na ołtarzach i w świątyniach, dziś – ledwo w domu karnym godne znalazłyby miejsce. Bo jak słusznie powiedział Ksenofanes (8): najgorsze występki, jak kradzież, cudzołóstwo, oszustwo lub wiarołomstwo, słowem, co tylko u ludzi hańbą i bezecnością się zowie, przypisywano – bogom. A jakiż kult im oddawano? Rozpusta i mężobójstwo – oto ofiary bóstwom owym najprzyjemniejsze. Czy zaś obrzędy takie były może zwyczajem ciemnych tylko zdziczałych barbarzyńców? O! bynajmniej! Wprawdzie Tertulian (9) i Pliniusz (10) wychwalają Rzymian za zniesienie krwawych ofiar ludzkich, mimo to jednak okrucieństwa takie praktykowały się u nich i to właśnie w czasach najwyższego rozwoju oświaty. Ileż to ludzi, ile dziewic wymordował Julian Odstępca na ofiarę swemu Deo Luno – jakkolwiek krew ich lała się w skrytości. A jakież życie prowadzili takich bogów czciciele? Życie, które sam przyrodzony rozum hańbą napiętnować by musiał (11). Fakty tak są głośne, że wystarczy nam tylko ogólnie powołać się na nie. Taką była religia, którą rozum stworzył, lub przynajmniej przyjął ochoczo. Wprawdzie niekiedy błyskała jakaś iskra prawdy wśród cieniów bezustannej nocy, ale skąpe jej światełko powszechnej ciemności nigdy rozproszyć nie zdołało. Ukazywały się czasem złote ziarnka prawdy, ale zagrzebane w stosie kłamstw.

 

I któż mógł wówczas pouczyć narody? Kto byłby w stanie znieść ohydę religijnego kultu, sprostować pogańską moralność? Czy filozofowie? Choć między nimi znalazło się kilku, którym mozolną pracą słaby promyczek prawdy odkryć się udało, ale i ci mistrzami narodu stać się nie umieli. Naród patrzył na nich z niewzruszoną obojętnością, nie widząc żadnego powodu do poświęcenia swych tylowiekowych praktyk i tradycyj, na rozkaz tych dziwacznych ekscentryków, których powagi nie szanował, których uczoności nie znał, których mądrością pogardzał. Tacy też filozofowie nie zwracali się nawet ze swą nauką do narodu, ale tylko do nielicznej, uprzywilejowanej kasty wybranych, do szlachty całego świata (12), tak dalece, że Chrystus, nauczanie ubogich, mógł podać jako szczególne znamię swego dzieła: pauperes evangelizantur. Tego żaden jeszcze nie dokazał filozof. A chociażby nawet zwrócili się do ludu, to i cóż mogliby sprawić? Co dziś jeden filozof zbudował, to drugi zniszczył nazajutrz, ustępując miejsca trzeciemu. Bezustanne budowanie dla następnej ruiny – czyż nie takie są dzieje filozofii? Sam Hegel przecież nie inaczej charakteryzuje jej żywot: „Do każdego świeżo powstającego systemu filozofii zastosować można owe słowa, które Piotr wyrzekł do Safiry: Nogi tych, którzy cię pogrzebać mają, stoją już pod drzwiami” (13).

 

Zresztą i wiedza owych mędrców pogańskich niezdolną była do nawrócenia narodów. Nauka, mająca zawojować świat, musi uderzyć z siłą niepowstrzymaną, jak potok, którego prądowi nic oprzeć się nie zdoła. A jakąż była wiedza filozofów? Wiedzieli oni zbyt wiele, aby w starożytnym panteonie z wiarą ugiąć kolano, ale zbyt mało, aby narodom głosić prawdziwego Boga. Ich wiedza, ich nauka, nieraz tak piękna, tak wzniosła, jest raczej przeczuciem prawdy, tęsknym jej pragnieniem, ale nigdy jasną, pewną, niewzruszoną wiedzą. Ileż to zwątpienia, ile ciemnej mgły niepewności przygniata ich wiedzę! Wszak sami przecież skarżą się z goryczą i żalem na tę niemoc duchową. „Nikt jeszcze prawdy nie zbadał i nikt jej nie zbada, ani odnośnie do bogów, ani do wszechświata, a choćby mu się nawet udało zupełną prawdę wypowiedzieć, sam by o tym nie wiedział, bo na wszystkim ciąży piętno chwiejnej tylko opinii” (14). Stąd też nawet najdzielniejsi myśliciele na oścież otwierali drogę do sceptycyzmu. Cycero tymi słowy kończy swą rozprawę o naturze bogów: „Oto, co powiedzieć chciałem o istocie bogów, nie dlatego, abym zaprzeczać chciał ich istnienia, lecz abyście poznali, ile ciemnych i niezbadanych trudności omawianie tej kwestii podaje”.

 

Jak chwiejne być musiały te ich filozoficzne mniemania, tego dowodzi fakt, że one nawet na życie swych twórców nie potrafiły wywrzeć moralnego wpływu. Ci sami, którzy wielobóstwo i kult bałwochwalczy odrzucali w teorii, hołdowali mu w praktyce, stawiając nawet prawodawczą zasadę, aby „cześć oddawać bogom ojczystym a żadnych zmian nie wprowadzać w obrządkach przez kapłanów i wróżbiarzy ustanowionych” (15). Nawet Plato w ustawodawstwie idealnego państwa zatrzymuje starodawne formy czci bałwochwalczej (16). Ksenofont wysila się na zestawienie jak największej liczby faktów, aby udowodnić, że Sokrates nigdy nie wzgardził wiarą narodu, czci starych bogów nie odstąpił, na nich zawsze przysięgał, im składał ofiary, a innym nigdy nie kłaniał się bogom (17). Dalej, lubo ci filozofowie stawiali często zasady prawdziwie wzniosłej moralności, życie ich jednak i obyczaje zasadom tym wprost były przeciwne, owszem nieraz tak lekkie, tak występne, jakby przyrodzonego światła rozumu byli pozbawieni (18). Aliter vivis, aliter loqueris (19), tak mawiał lud drwiąc ze swoich mędrców. Jakżeż w takich warunkach mógł być możliwym dobroczynny wpływ filozofii na całe społeczeństwo?

 

Czy nowsza filozofia szczęśliwszą w tym kierunku nazwać się może? Wszakże i ona nie rozwiązuje najważniejszych zagadnień życia. Wszakże i ona nie usuwa wątpliwości, które nieraz aż do głębi toczą serce. Posłuchajmy co o tym mówi Rousseau: „Wezwałem do rady filozofów, czytałem ich dzieła, badałem ich rozmaite mniemania, i znalazłem w nich wszystkich zarozumiałość, pewność siebie, dogmatyzm, nawet w rzekomym ich sceptycyzmie – poznałem, że wszystko oni wiedzą, lecz nie dowodzą niczego, tylko drwią z siebie nawzajem – i oto na tym jednym punkcie zdało mi się, że żaden z nich się nie myli. Tryumfują, występując w szranki z bronią zaczepną, lecz są bezwładni, gdy im bronić się przychodzi. Jeśli zważymy ich racje, nic w nich nie znajdziemy oprócz destrukcyjnych pierwiastków, jeśli porachujemy głosy, każdy ma tylko swój własny za sobą – słowem wszyscy zgadzają się w jednym tylko fakcie – wrogiej przeciw sobie polemiki. Słuchać ich głosu, to nie był środek do wyjścia z niepewności. Zrozumiałem to jedno, że nieudolność ludzkiego umysłu, jest pierwszą przyczyną tej zdumiewającej różności poglądów” (20). I cóż postawiła ta nowa filozofia w miejsce nienawistnego chrystianizmu? Większy jeszcze chaos umysłowego obłędu, straszniejsze zwątpienie o wszelkiej prawdzie i cnocie, głębszą przepaść duchowego zaślepienia. Ale o tym – potem. Teraz przejdźmy do dowodów, jakie nam na poparcie postawionego twierdzenia podaje nadto zdrowa filozofia.

 

Św. Tomasz następującym dowodem rozpoczyna swą Sumę teologiczną: „Nawet i do tego co o Bogu rozum ludzki zbadać może, konieczną była człowiekowi nauka objawienia Bożego; albowiem prawda o Bogu rozumem badana, po dłuższym dopiero czasie, z przymieszką wielu błędów, i małej tylko cząstki ludzi byłaby udziałem: a jednak od poznania tej prawdy zawisło całe zbawienie człowieka, które w Bogu jest. Aby więc ludzie i odpowiedniej i pewniej mogli osiągnąć zbawienie, koniecznie było potrzeba, aby o rzeczach boskich Boskim objawieniem byli pouczeni. A zatem, oprócz filozoficznej wiedzy rozumem nabytej, koniecznym było poznać świętą naukę z pomocą Objawienia” (21).

 

Idźmy nieco dalej za wskazówką tych myśli. Prawdy religijne – choćby tylko najistotniejsze, choćby w głównych tylko rzucone zarysach – mogłyby być poznane przez bardzo tylko małą garstkę myślicieli, gdyby każdemu z osobna zdobywać je przyszło. Ileż to mozołu, ile wytężenia sił umysłowych, ile pracy podjąć byśmy musieli, aby te prawdy wynaleźć. Rozum pewną kierowany ręką poznaje je bez trudności; ale dojść samemu do poznania prawdziwej natury Boga, zbadać stosunek nasz do Niego, zadanie przezeń nam wytknięte, życie które za grobem nas czeka i drogę doń wiodącą – to trud olbrzymi, to praca tytanów.

 

Prawdy te nie są wprawdzie ponad rozumowe (supra rationem), rozum ma w sobie siły wystarczające do ich poznania – ale odkryć je, wynaleźć, niezawodnie mało komu się uda. Suarez doskonałym przykładem wyświeca tę niemożebność moralną. W ręku człowieka jest zdolność do wykreślenia koła ściśle okrągłego – jednak, czyż mu się powiedzie kiedykolwiek wykreślić takie koło bez pomocy cyrkla?

 

Zresztą ileż to czasu szukanie prawdy pochłonąć by musiało, a czas ten jakże często poświęcać przychodzi mozolnej pracy o kawałek chleba. Owszem, czyliż nie największa część ludzi skazaną jest na tę pracę pochłaniającą wszystkie godziny dnia, wszystkie dni roku, wszystkie lata życia? Najczęściej więc tysiące i miliony ziemskich pielgrzymów, nawet na schyłku swej doczesnej wędrówki stałyby przed milczącym sfinksem, na pierwszym szczeblu niezbadanej prawdy. Samo nawet sporadyczne poznawanie prawdy, byłożby zupełną, pewną, niezmąconą jej znajomością, bez przymieszki błędu? Któżby nam zaręczył za jej czystość nieposzlakowaną, za jej niewątpliwą pewność? A jednak religia – to obowiązek, który wszyscy ludzie bez różnicy wypełnić powinni, i to nie tylko na schyłku żywota, ale od pierwszej chwili, w której światło rozumu wschodzi w duszy człowieka. Religia winna być oddaniem się Bogu i Jego woli, zupełnym, bez chwiania się, bez wątpliwości: boć od spełnienia tego obowiązku zależy wiekuiste szczęście człowieka. A Bóg przeznaczył wieczność nie tylko dla uprzywilejowanej garstki geniuszów, nie tylko dla nielicznej klasy tych, którzy bez pracy swobodnie żyją w dostatkach; nie – Bóg chce aby wszyscy byli zbawieni, a zbawieni przez znajomość Boga, której dopełnieniem i koroną stać się ma kiedyś wiekuiste Jego posiadanie.

 

Nadto zważyć potrzeba i to, jak szczupły jest widnokrąg prawd religijnych, który rozum objąć potrafi. Pochodzimy od Boga – to rozum poznaje i niewątpliwie nam powiada – lecz jaką jest natura tego Boga, któż nas o tym pouczy? Rozum wysila się wprawdzie, aby przeniknąć tę ciemną dlań zasłonę, – ale to jedno tylko określić on zdoła, czym Bóg nie jest. Nie jest On stworzeniem, lecz niestworzonym mistrzem, stojącym poza obrębem stworzeń. Ile tylko doskonałości, piękna, dobroci znajduje się w dziele stworzenia, to wszystko i Stwórca posiadać musi, i to bez ograniczeń, niedostatków, niezawiśle, nieodmiennie, nieprzemijająco, lecz w nieskończonej zupełności, niezmienności, niezależności. Czym jednak są te przymioty, tego on nie tylko poznać, ale i przeczuć nawet nie zdoła. – Jakie jest przeznaczenie nasze?… Rozum w dobrej wyćwiczony szkole, może nam i na to pytanie odpowiedzieć: „Aby Boga czcić, Jemu służyć i za to wieczność osiągnąć”. Lecz jakiej czci Bóg od nas wymaga, na czym zasadzać się ma cześć Boga najgodniejsza i Jemu najprzyjemniejsza – to już niezbadana dlań tajemnica. Może oprócz prawa, które On wyrył w mym sercu, inny jeszcze zakon istnieje? Jaką będzie ta wieczność, którą Bóg mi zgotował? Jaka nagroda, jaka kara mię w niej oczekuje? Jeślim się sprzeniewierzył woli Bożej i zgwałcił Jego prawa, jeślim na gniew Jego zasłużył, to jakimże sposobem gniew ten ułagodzę, jakim sposobem zmażę moją winę i uniknę kary? Wszystkie te pytania – to zagadki, na które rozum nie da i dać nie może zadawalającej odpowiedzi. Odpowiedź w otchłaniach wiedzy i woli Bożej ukryta. Ten więc tylko dać nam ją potrafi, kto te otchłanie przeniknął i zgłębił (22). Konieczną więc jest rzeczą, aby, jak już powiedział Platon: λόγος τις ϑειος, jakieś słowo Boże zstąpiło ku nam i zwiastowało te prawdy zakryte… A stąd konieczny dla nas wypływa wniosek, abyśmy naukę tego zwiastuna z niezachwianą przyjęli wiarą. Jeśli nie masz wiary – to najpiękniejszym i najprawdziwszym nagrobkiem, który nad trumną naszą wyryć by potrzeba, byłyby słowa Persjusza:

 

Indulge genio, carpamus dulcia; nostrum est

Quod vivis; cinis et manes et fabula fies.

 

O! nędzna to pociecha!

 

Lecz posłuchajmy głosu wiary, a odsłoni się przed nami majestat nieskończonej wieczności, która kiedyś stać się ma naszą ojczyzną… W blasku tego majestatu gasną błędne ogniki ziemskich rozkoszy, a wobec ogromu owej chwały nikną trudy i cierpienia doczesnej pielgrzymki. Z tego stanowiska porównując świat nasz z wiecznością, można zawołać słowami Dantego:

 

Col viso ritornai per tutte quante

Le sette spere: e vidi questo globo

Tal, ch’io sorrisi del suo vil sembiante.

E quel consiglio per migliore approbo,

Che l’ha per meno; e chi ad altro pensa,

Chiamar si puote veramente probo (23).

 

(C. d. n.).

 

X. Antoni Langer

 

–––––––––––

 

 

„Przegląd Powszechny”, Rok trzeci. – Tom XI. Lipiec, sierpień, wrzesień 1886. Kraków. DRUK WŁ. L. ANCZYCA I SPÓŁKI, pod zarządem Jana Gadowskiego. 1886, ss. 41-53.

 

Ostatnie, pożegnalne przemówienie Nigela Farage’a w PE. „To koniec… Odchodzimy i nigdy już tu nie wrócimy.” Odłączają mu mikrofon [WIDEO]

Ostatnie, pożegnalne przemówienie Nigela Farage'a w Parlamencie Europejskim. Zdjęcie: YT/LBC
Ostatnie, pożegnalne przemówienie Nigela Farage’a w Parlamencie Europejskim. Zdjęcie: YT/LBC

To było pożegnalne, ostanie przemówienie architekta Brexitu Nigela Farage’a w Parlamencie Europejskim. I jedno z najmocniejszych. Gdy podniósł brytyjska flagę, prowadząca obrady wyłączyła mu mikrofon.

Farage przemawiał przy okazji debaty dotyczącej ratyfikacji przez Parlament Europejski traktatu pomiędzy Brukselą, a Wielką Brytanią dotyczącego opuszczenia Unii. W swoim wystąpieniu wskazał na powody, dla których Zjednoczone Królestwo zdecydowało się opuszczenie Wspólnoty. Mówił także o „historycznej bitwie na Zachodzie” przeciwko globalizmowi.

Farage mówił o swoim 20-letnim posłowaniu w Parlamencie Europejskim i o tym jak rok 2005 umocnił go w ostatecznym przekonaniu, że Wielka Brytania powinna opuścić Unię. To wtedy Unia zignorowała referenda we Francji i Holandii odrzucające „konstytucję europejską”. By pozbawić obywateli Francji i Holandii głosu przemianowano ją na Traktat Lizboński i tak wprowadzono w Unii. Nawet wtedy, gdy Traktat został odrzucony w referendum przez Irlandię, zmuszono ja do ponownego głosowania.

Jak mówił jego tata i mama (w 1973 roku – przyp. red.) głosowali za wspólnym rynkiem, a nie za unią polityczną.

Nie potrzebujemy tych wszystkich instytucji i całej ich władzy. I mogę was zapewnić, że partia Brexit i UKIP kochają Europę. My tylko nienawidzimy Unię Europejską.

Farage mówił, iż odrzucenie Unii jest „populistyczną rewoltą”. – To populizm kontra globalizm. Możecie brzydzić się populizmem. Ale powiem wam zabawną rzecz. Staje się coraz bardziej popularny i daje wiele korzyści.

Kiedy wygłaszał swe ostatnie słowa podniósł z pulpitu flagę brytyjską i zaczął nią machać na pożegnanie. Przyłączyli się wtedy do niego brytyjscy posłowie W tym momencie prowadząca obrady wyłączyła mu mikrofon. Prezentowanie flag narodowych jest w Parlamencie Europejskim zabronione. I tak dało się słyszeć jego ostatnie słowa: To wszystko. To koniec. Odchodzimy.

Oto pełen tekst wystąpienia Farage’a.

A więc to koniec. Ostatni rozdział, koniec podroży. Koniec 47-letniego eksperymentu politycznego, z którego szczerze mówią Brytyjczycy nigdy nie byli zadowoleni. Moja mama i mój tata podpisali się pod wspólnym rynkiem, a nie pod unią polityczną, flagami, hymnami, prezydentami, a teraz nawet własną armią.

Dla mnie to było 27 lat prowadzenia kampanii i ponad 20 w tym parlamencie. Nie jestem specjalnie zadowolony z porozumienia, które mamy głosować dziś w nocy. Ale Borys (Johnson, premier WB – przyp. red.) był wyjątkowo odważny w ciągu tych ostatnich kilku miesięcy. Obiecał nam, że nie będzie ustępstw i na tej podstawie życzę mu sukcesu w kolejnej rundzie negocjacji.

To co wydarzy się w piątek o godzinie 23 31 stycznia 2020 roku będzie punktem bez powrotu. Wychodzimy i nigdy już tu nie wrócimy, a reszta to szczegóły. Odchodzimy i nie będzie już nas.

I to jest kres moich własnych politycznych ambicji. Kiedy wszedłem tu wszyscy myśleliście, że to bardzo zabawne. Ale w 2016 roku przestaliście się śmiać. Moje postrzeganie Unii zmieniło się odkąd tu wszedłem. Widziałem projekt konstytucji i widziałem jak został odrzucony w referendum francuskim. Widziałem jak odrzucono go w referendum w Holandii. I widziałem jak te instytucje zignorowały to.

Przedłożyliście go znów (projekt konstytucji europejskiej – przyp. red.) jako Traktat Lizboński i przechwalaliście się, że go przeprowadzicie bez referendów. I cóż, Irlandczycy głosowali i powiedzieli nie i zostali zmuszeni do ponownego głosowania. Jesteście świetni w zmuszaniu ludzi do ponownego głosowania, ale dzięki Bogu my Brytyjczycy udowodniliśmy, że jesteśmy zbyt wielcy, by nas zastraszyć.

Tak więc stałem sie zdecydowanym przeciwnikiem całego europejskiego projektu. Chcę, by Brexit wywołał dyskusję w całej Europie. Czego nie chcemy od Europy, jeśli chcemy handlu, przyjaźni, współpracy, wzajemności. Nie potrzebujemy Komisji Europejskiej, nie potrzebujemy europejskich sądów. Nie potrzebujemy tych wszystkich instytucji i ich władzy. I mogę was zapewnić, że partia Brexit i UKIP kochają Europę. My tylko nienawidzimy Unii Europejskiej.

Mam nadzieje, że to początek końca całego tego projektu. To zły projekt. On nie jest niedemokratyczny. Jest antydemokratyczny. Daje przywileje, daje ludziom władzę bez ponoszenia odpowiedzialności. Ludzie (eurokraci – przyp. red.) nie mogą być rozliczani przez elektorat i to jest nie do zaakceptowania.

Na zachodzie Europy toczy się teraz historyczna bitwa.W Europie w Ameryce, gdzie indziej. To globalizm kontra populizm. Możecie brzydzić się populizmem. Ale powiem wam zabawną rzecz. Staje się coraz bardziej popularny i daje wiele korzyści. Żadnych więcej finansowych kontrybucji. Żadnego więcej Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Żadnej wspólnej polityki rybołówstwa.Nigdy więcej traktowania z wyższością. Nigdy więcej Guya Verhofstadta…

Wiem, że będziecie za nami tęsknili. Wiem, że chcecie zakazać flag narodowych, ale na pożegnanie pomachamy wam i będziemy czekać na przyszłą współpracę z wami jako suwerennymi narodami.

 

Festiwal służalstwa wobec żydostwa – 75. rocznica „wyzwolenia” niemieckiego obozu Auschwitz.

Pośrodku zdjęcia – dwie osoby odpowiedzialne za plucie w twarz
Polakom pomordowanym w tym miejscu.
To co oglądaliśmy przez ostatnie dwa dni, było żałosnym festiwalem uległości, podległości i służalstwa wobec światowego żydostwa, promowaniem fałszywej narracji żydowskiej nt. holocaustu (propagowanie tzw. Religii Holocaustu), ohydne fałszowanie historii i pamięci tego miejsca. We wczorajszym przemówieniu „Prezydenta III Rzeczy” Andrzeja Dudy słychać było powtarzaną żydowską propagandę, manipulację i kłamstwa, oraz przemilczenia wielu ważnych historycznych wydarzeń, faktów oraz osób. Przede wszystkim mogliśmy usłyszeć po raz kolejny idiotyczną bajeczkę, że odpowiedzialność za holocaust ponosi m.in. nacjonalizm, co jest zwyczajnym kłamstwem oraz bzdurą, gdyż Polscy Nacjonaliści, tacy jak np. współtwórca Obozu Narodowo – Radykalnego Jan Mosdorf, ginęli przecież w Auschwitz, o czym już [p]rezydent Polin nie był łaskaw wspomnieć. „Zapomniał” również o tym, że niemiecki obóz koncentracyjny Auschwitz był przeznaczony w pierwszej kolejności dla Polaków, ginęli w nim głównie Polacy, Żydów praktycznie tam nie było, a jeśli już byli to na stanowiskach (wiadomo przecież że byli tzw. „więźniowie stanowiskowi”, którzy byli znacznie lepiej traktowani, i wśród nich byli głównie Żydzi, którzy mordowali Polaków)…
Tak wynika jasno z prawdziwych świadectw byłych więźniów obozu, potwierdzają to także historycy. Niestety, ci którzy odważają się mówić prawdę, nie zostali wpuszczeni na te „uroczystości”, ani nie udzielono im prawa głosu. Jeżeli ktoś mówi prawdę, która jest niewygodna dla Żydów, to jest „antysemitą” i nie wolno mu dać możliwości wypowiedzieć się, należy go wyeliminować na margines i zagłuszyć, a najlepiej zabić. Jakiś czas temu ciekawy film pochodzący z 2004 roku wypłynął do sieci. Prezentuje on krótką rozmowę z ofiarą nazistowskiego obozu Auschwitz. Mężczyzna mówi, że w obozie w Oświęcimiu nie było Żydów, tylko chrześcijanie, a jak już Żydzi byli to tylko na stanowiskach. Film został nagrany podczas uroczystości Dnia Polskiego Dziedzictwa w Nowym Jorku. Jak mówi bohater:

– Żydzi mają więcej pieniędzy i mają większe chody, żeby robić większą propagandę! Dosyć tego kłamstwa na litość Boską! Wstańcie Polacy i powiedzcie prawdę Amerykanom, bo to są ostatnie tumany – oni nic nie wiedzą! – mówi były więzień obozu.

Więzień – ocalony, który mówi prawdę o Auschwitz.
Jak dodaje – Żydzi podszywają się pod Auschwitz, jakby tam byli, a byli w obozie w Brzezince.  Nie wiadomo czy ten człowiek jeszcze żyje, gdyż był już wtedy w podeszłym wieku. Takie osoby nie są jednak zapraszane na „uroczystości rocznicowe” organizowane przez „polskie władze” dla Żydów i pod Żydów, zapominając całkowicie o pomordowanych Polakach. Takie osoby po prostu nie dały by sobie pluć w twarz, ale wstały by i głośno powiedziały prawdę, co zapewne oburzyło by Żydów, więc trzeba temu zapobiec… wprowadzając cenzurę prewencyjną oraz selekcję na „lepszych ocalonych” i „gorszych ocalonych”, jakby to powiedział zapewne Kaczyński, tych „gorszego sortu”, niegodnych aby być w tym miejscu i przemawiać… Niestety, jak można było się spodziewać, film nie jest już dostępny, został usunięty z youtuba, jak wszystko co polskie i prawdziwe… (info o filmie, cytat i zdjęcie ze strony: https://polskaniepodlegla.pl/filmy/item/3020-wiezien-mowi-prawde-o-auschwitz-zydow-tam-nie-bylo-trzeba-skonczyc-z-ta-propaganda-wstancie-polacy-i-powiedzcie-prawde).
Kolejnym o którym zapomniano, wielkim nieobecnym tej rocznicy był o. Maksymilian Maria Kolbe OFMConv. Gdyby były więzień Stanisław Zalewski nie wspomniał o ojcu Kolbe podczas swojego przemówienia na tej 75. rocznicy, to nikt by o nim nie wspomniał. „Zapomniał” o nim Duda, zapomniał „polski kościół” ulegający herezji ekumenicznej, zapomnieli spoganiali Polacy, bo nie chcą słyszeć o kapłanach-męczennikach, zapomniały władze Muzeum Auschwitz, bo skoncentrowane są na narracji żydowskiej, chcąc zrobić u siebie filię nowojorskiego Muzeum Holocaustu, zapomnieli „polscy” politycy jak zwykle gładcy i ulegli wobec obcych. Pamiętają o nim za to na pewno żydzi, którym jasno wypominał potrzebę uznania Jezusa Chrystusa za obiecanego Mesjasza i konieczność nawrócenia i chrztu, ale oczywiście milczą. A przecież to ojciec Kolbe umarł dla czystej miłości bliźniego mającej swe źródło w miłości do Boga i Jego Matki. Na placu apelowym przedstawił się jako Kapłan katolicki, przez którego ręce idzie zbawienie, o którym materializm i ten z zachodu i ten ze wschodu nie chce słyszeć. Pogański nazizm zamierzał zniszczyć Kościół Katolicki, zaczynając od księży narodowości polskiej. Dziś również Kościół ma być unicestwiony, ale już bez gwałtu i bez męczenników…
Po przemówieniu Dudy (w którym powtarzał on kilka razy jak mantrę propagandowe „magiczne liczby” – czyli rzekome 6 milionów Żydów którzy zginęli w holocauście, oraz 1.5 miliona rzekomo spalonych w komorach gazowych w Auschwitz) głos mieli zabrać tzw. ocaleni, z tego oczywiście w pierwszej kolejności i w zdecydowanej większości Żydzi, Polaków praktycznie pominięto, jak gdyby ich tam nie było. Wśród różnych kuriozalnych, bezczelnych, pełnych pogardy i nienawiści do Polski wypowiedzianych tam zdań, moją uwagę przykuło m.in. stwierdzenie człowieka, który mówił po angielsku, holocaustu właściwie nie pamięta, bo był wtedy małym dzieckiem, ale stwierdził on m.in., że antysemityzmem jest nie tylko krytyka wobec Żydów i mówienie o nich prawdy, ale także krytyka wobec syjonistycznego, okupacyjnego tworu – organizacji terrorystycznej, czyli „państwa” które leży w Palestynie. Mało tego, jest to jego zdaniem zbrodnia, którą powinno się karać bezwzględnym więzieniem!
Przypomniało mi się wówczas zdanie wypowiedziane przez urodzonego na terytorium przedwojennej Polski Żyda, Menachema Begina, „premiera Izraela” w latach 1977-1983, działacza syjonistycznego, laureata „pokojowej Nagrody Nobla”:

„My jesteśmy rasą mistrzów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od innych ras, ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je z nami inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane jako ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest panowanie nad niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone przez naszych liderów, za pomocą rózgi żelaznej. Masy lizać będą nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy

Jak widać panowanie syjonistów jest coraz bliżej, i być może rzeczywiście już wkrótce, w niedługiej przyszłości, za krytykę ich „ziemskiego królestwa” będzie można trafić do więzienia, albo nawet stracić życie, jak to było już zresztą w czasie czerwonego, stalinowskiego, żydo-bolszewickiego terroru, tyle że wtedy ich „ziemskim królestwem” był ZSRR, którego także nie wolno było krytykować. Niedawno zresztą takie prawa zostały już formalnie wprowadzone we Włoszech przez pro-syjonistyczne władze tego Kraju. Zgodnie z nowo wprowadzonymi tam przepisami, nie tylko krytyka wobec Żydów (w tym np. stwierdzanie faktu, że są oni winni bezpośrednio śmierci Chrystusa Pana), ale także wobec „państwa Izrael” jest zakazana oraz ma być ścigana i karana przez tamtejsze organy. Można się spodziewać, że nasze lokalne, tzw. „polskie władze”, które jak wiadomo są skrajnie pro-syjonistyczne i uległe wobec okupanta Palestyny, mogą wkrótce wprowadzić i u nas w Polsce podobne przepisy, a wówczas za ten artykuł pójdę zapewne do więzienia, zostając kolejnym już więźniem politycznym „III Rzeczy”. No cóż, mamy być niewolnikami, i wykonywać posłusznie polecania, tylko wówczas możemy czuć się względnie bezpieczni. Ale ja nie zamierzam być niewolnikiem! A jak ktoś mądry powiedział „Jeżeli boisz się głosić prawdę – już jesteś niewolnikiem.”
Na tym jednak nie koniec, bowiem szczytem bezczelności, łgarstwa, manipulacji i plucia Polakom w twarz, było przemówienie niejakiego pana „Turskiego” (prawdziwe nazwisko Mosze Turbowicz), w którym praktycznie wprost oskarżył on Polaków o współudział w holocauście (a przynajmniej o przyzwolenie, milczenie i obojętność w jego obliczu, jakby zapomniał że Polacy masowo ratowali Żydów, a tylko w Polsce pod nazistowską okupacją groziła za to kara śmierci!), i jeszcze groził że ta sytuacja może się powtórzyć, bo widzi on w Polsce „odradzający się antysemityzm”. Mosze Turbowicz (występujący pod fałszywym imieniem i nazwiskiem jako „Marian Turski” – nie ma on jednak żadnego prawa do tego pięknego, polskiego nazwiska. Dlaczego się ukrywa? Czy wstydzi się może swojego prawdziwego nazwiska i pochodzenia? Czyż to nie jest prawdziwy antysemityzm!?) urodził się w 1926 r. w Polsce (miał więc w momencie „wyzwolenia” obozu Auschwitz zaledwie 19 lat). Po zakończeniu II wojny światowej osiadł w Warszawie. Od 1945 r. działał w młodzieżowej organizacji Polskiej Partii Robotniczej, a następnie pracował w Wydziale Prasy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Od 1958 r. kieruje działem historycznym tygodnika „Polityka” (info z Wikipedii).
I teraz ta czerwona, komunistyczna kanalia, która od 75 lat szczuła na Polskę i Polaków, ten sowiecki propagandzista i aparatczyk, jeden z goebbels’ów PRL’u, śmie nas Polaków pouczać i krytykować, za rzekomy „antysemityzm”, milczenie, brak reakcji i „przyzwolenie na holocaust”? Mamy tu przecież do czynienia z drugim Michnikiem, człowiekiem skrajnie antypolskim, który powinien w najlepszym przypadku być skazanym na karę śmierci za zdradę Ojczyzny, nadzwyczajnie złagodzoną na dożywotnie więzienie z racji podeszłego wieku. Tacy jak on milczeli, byli obojętni, przyzwalali a niekiedy wręcz pochwalali zbrodnie ludobójstwa na narodzie Polskim takie jak Katyń, gdzie żydowscy funkcjonariusze bolszewickiego potwora strzelali Polskim Oficerom w tył głowy, takie jak mordy na polskiej inteligencji, dokonywane masowo przez tzw. „wyzwolicieli”, jak mordowanie niezłomnych, kapłanów, Żołnierzy Wyklętych i wszystkich, którym nie podobała się komunistyczna okupacja, i odważyli się przeciwko niej głośno zaprotestować.
Mam nadzieję że dożyję czasów Wolnej Polski, kiedy takim ludziom (o ile można ich nazwać w ogóle tym mianem…) zostanie wypłacona sprawiedliwość, jeśli nie za życia to przynajmniej po ich śmierci, poprzez należytą pamięć. Nie o zemstę, lecz właśnie o pamięć (również o takich osobnikach) wołają ofiary, wołają pomordowani w Oświęcimiu Polacy, ale także i ci Żydzi, którzy przed śmiercią zdążyli się nawrócić, i dziś pewnie jeszcze pokutują w czyśćcu prosząc nas o modlitwę. Mam nadzieję że dożyję dnia, w którym miejsce pamięci dawnego obozu Auschwitz będzie należycie uczczone, gdy powrócą tam polskie flagi na drzewcach, i pamiątki po pomordowanych Polakach, kiedy dyrektorem tego miejsca będzie Polak, mający Polskę i interesy naszego Narodu na 1 miejscu. Kiedy przed ścianą śmierci stanie Krzyż Chrystusowy, który jest „zgorszeniem dla żydów, a głupstwem dla pogan”, a wokół niego na ścianach bloku śmierci zawisną tablice i popiersia z nazwiskami pomordowanych tam polskich Bohaterów, jak o. Maksymilian Kolbe czy Jan Mosdorf. Kiedy na Żwirowisku, w miejscu Krzyża powstanie kościół katolicki p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego i Matki Bożej Królowej Męczenników, z wysokimi, sięgającymi nieba wieżami, zwieńczonymi znakiem Krzyża Świętego, a w tym kościele będzie codziennie sprawowana Najświętsza Ofiara Mszy Świętej która wraz z modlitwami setek wiernych będzie płynąć do Boga, za dusze wszystkich tych, którzy tam zginęli. Kiedy obok tego miejsca zostanie przywrócony klasztor ss. Karmelitanek, które także wznosić będą codziennie swe modły za dusze poległych.
Wtedy, i tylko wtedy będzie można powiedzieć, że w końcu, po tylu latach okupacji, najpierw niemieckiej, potem sowieckiej, a teraz syjonistycznej, Auschwitz zostało wyzwolone!
Michał Mikłaszewski

Redakcja Tenete Traditiones

Cytaty

„Pogodnie przyjmuję krzyż, który mi został ofiarowany, (ale) będziemy walczyć nadal o honor Pana naszego Jezusa Chrystusa i Jego Kościoła świętego i niepokalanego… i nigdy nie pomylimy go z nową religią, która głosi szczęście ziemskie, uciechy, rewolucję i wolność wszelkich uczynków, która obala mszę, kapłaństwo, katechizm i wszystko, co nadprzyrodzone: to antyteza chrześcijaństwa”
ks. Coache
„Wszelka polityka, która nie jest Tradycją, jest z pewnością zdradą”
Arlindo Veiga dos Santos
„Pro Fide, Rege et Patria” – „Za Wiarę, Króla i Ojczyznę”
_________________________________________________

piątek, 17 stycznia 2020

SZOK! Franciszek-Bergoglio ogłosił, że jest żydem! Posoborowi „papieże” przed nim też byli!

Prawdziwa radość Bergoglio z daru premiera Izraela Benjamina Netanjahu
Pseudopapież modernistycznego neokościoła  Jerzy Bergoglio nie ukrywa się za bardzo z faktem, iż ​​jest on praktykującym, wierzącym żydem i że poprzedni „papieże” praktykowali także religijny (antychrześcijański, talmudyczny) judaizm. Dwa miesiące przed swoją wizytą w Ziemi Świętej w 2014 r. spotkał się w Watykanie z prezydentem Izraela Szymonem Peresem i premierem Benjaminem Netanjahu. „Cieszymy się, że nasz brat Franciszek w swojej polityce otwartości i szczerości w Kościele katolickim głośno wypowiedział to, co od dawna znane jest w najwyższych kręgach katolickich i żydowskich” – stwierdzają razem we wspólnym oświadczeniu. Chabad, światowy żydowski ruch mesjanistyczny, odpowiedział, że poprzedni „papieże” byli gorliwymi uczniami rabina Schneersona.

Jerzy Bergoglio całujący po rękach żydowskich rabinów.
W liturgii i tradycji chrześcijańskiej pocałunek symbolizuje jedność
i duchowe przywiązanie oraz jest wyrazem wielkiego szacunku.
Kongregacja Nauki Wiary modernistycznego neokościoła ogłosiła wówczas, że​„przez wiele lat katolicyzm został ponownie zintegrowany z judaizmem, który w wyniku niefortunnej interpretacji niektórych wypowiedzi Jezusa i błędnego nauczania [sic!] niektórych Ojców Kościoła został kiedyś uchylony. Proces ten został ponownie zainicjowany II. Sobór Watykański i przechodzi stopniowo, od najwyższych dostojników katolickich do „wspólnego ludu bożego”.
Jan Montini („Paweł VI”) w „efodzie Kajfasza”.
Pamiętajmy, że poprzednicy Bergoglio także nie ukrywali się z swoją miłością do talmudycznego judaizmu. Angelo Roncalli ps. „Jan XXIII” koniecznie chciał otrzymać kapelusz kardynalski z rąk masona, socjalisty Vincenta Auriola, który według słów licznych wielkich mistrzów Masonerii, inicjował Roncalliego w Paryżu. Pierwszą decyzją nowego „papieża” było wyniesienie do godności „kardynała” arcybiskupa Giovanniego Montiniego [przyszły Paweł VI]. Herezjarchę Montiniego ps. „Pawła VI” często widziano w napierśniku (efodzie) żydowskiego arcykapłana. O judeofilii Karola Wojtyły i jego fałszywej „teologii wspólnego przymierza” można by napisać wiele książek… 
 
Jako rzymscy katolicy mamy bezwzględny obowiązek unikać tych ludzi i demaskować ich jako wilków w owczych skórach, których niezmiennym celem jest od 2 tys. lat zniszczenie Kościoła i Wiary katolickiej. 
„Żydzi zabili Pana Jezusa i Proroków. I nas także prześladowali. 
A nie podobają się Bogu i są wrodzy wszystkim ludziom.” 1 Tes. 2.15.
Synagogi żydowskie są źródłem prześladowań. (Tertulian)



Monachomachia z „zarazą” w tle

Polityczna wojna, która za sprawą Naszej Złotej Pani i jej tubylczych kolaborantów przewala się przez nasz nieszczęśliwy kraj, zaczyna dawać przerzuty. Nie mówię już o instytucjach UE, bo to są tylko narzędzia w sprawnych rękach Berlina, ani o takim np. rzeczniku praw obywatelskich naszego bantustanu, bo – podobnie jak inni funkcjonariusze publiczni – jest on partyjnym aktywistą, w tym zresztą celu osadzonym na tej operetkowej posadzie. Okazuje się jednak, że polityczne namiętności ogarnęły również szeregi przewielebnego duchowieństwa. Nie mówię bynajmniej o Dniach Judaizmu, podczas których hierarchowie Kościoła katolickiego angażują się w promowanie żydowskiego przemysłu rozrywkowego, ani nawet o wyskokach duchownych drobniejszego płazu, jak przewielebny Wojciech Lemański, czy przewielebny Grzegorz Kramer – ale o podziale w krakowskim klasztorze OO Jezuitów, jaki powstał na tle wykładu JE abpa Marka Jędraszewskiego na temat sodomii i gomorii, która w języku nowomowy określana jest zagadkowym skrótem „LGBT”. Niektórzy tłumaczą bowiem, że są to pierwsze litery słów: Lej Geja Batem Tatusiu – co byłoby nawet niezłą wskazówką wychowawczą, gdyby nie konstytucyjny zakaz stosowania kar cielesnych. Wprawdzie autorom konstytucji podobno chodziło o zakaz stosowania przez państwo kary chłosty, która takie znakomite rezultaty przynosi w Singapurze – ale za sprawą postępactwa, które coraz wygodniej rozsiadło się w niezawisłych sądach, zaczął on obejmować również odwieczne „ius corrigendi”, czyli znane w prawie rzymskim prawo karcenia dzieci przez rodziców, gwoli wpojenia im kindersztuby. Teraz najwidoczniej przestaje to być potrzebne, no bo jakże tu stosować ius corrigendi na przykład w stosunku do panny Grety, która wodzi za nos największych światowych dygnitarzy? Co oni z tego mają, to jedna sprawa, podczas gdy panna Greta, która nie skończyła żadnych szkół, została autorytetem, zarówno w sprawach globalnego ocieplenia, jak i wszystkich innych. Świadczy o tym klangor, jaki podniósł się gdy JE abp Marek Jędraszewski dał wyraz swemu niedostatkowi wiary w pannę Gretę. Wielce Czcigodna Janina Ochojska np. nie ograniczyła się do napiętnowania myślozbrodni arcybiskupa, ale nawet zamarkowała coś w rodzaju nabożeństwa przebłagalnego do panny Grety, do której – tylko patrzeć – jak będą maszerować pielgrzymki tysiąca nóg.

Wracając do wykładu abpa Jędraszewskiego, to stosunek prelegenta do sodomii i gomorii został wyeksponowany już w tytule, gdzie mowa o „tęczowej zarazie”. Chyba właśnie to sformułowanie wywołało taki ferment w łonie jezuitów, a zwłaszcza w krakowskim klasztorze. Najwyraźniej niektórzy przewielebni ojcowie wcale nie uważają sodomii i gomorii za jakąś „zarazę”, tylko za dar Boży w postaci przyjemności, jakiej oddawanie się tym dewiacjom może dostarczyć amatorom. Coś może być na rzeczy, bo znana jest odpowiedź świętego Jana Marii Vianney’a na pytanie, dlaczego ludzie popełniają tzw. „grzechy główne”. To oczywiste – wyjaśniał święty francuski proboszcz z Ars. – Każdy grzech główny dostarcza człowiekowi przynajmniej chwili przyjemności – z wyjątkiem jednego: zazdrości. Dlaczego ludzie nagminnie grzeszą zazdrością, która nie tylko nie dostarcza im ani chwili przyjemności, a tylko od początku – samą udrękę – to jest tajemnica natury ludzkiej, a konkretnie – inspiracji szatańskiej, która nie jest obliczona już nawet na pozór korzyści, tylko na udrękę grzesznika. Ciekawe, że głównym narzędziem krzewienia w ludziach komunizmu jest właśnie ekscytowanie przez żydokomunę w ludziach uczucia zawiści. Najwyraźniej jest to poszlaka, że komunizm ma szatańską proweniencję. Warto zwrócić na to uwagę nie tylko dlatego, że rosyjski prezydent właśnie ostentacyjnie wszedł na drogę Lenina i Stalina, którzy – podobnie jak inny wybitny działacz socjalistyczny Józef Goebbels – nie cofali się przed żadnym kłamstwem, jeśli tylko mogło przynieść polityczne korzyści. Ciekawe, że szatańską inspirację przypisuje się obecnie tylko socjalizmowi narodowemu, podczas gdy bolszewizm nawet przywódcy religijni traktują z daleko posuniętą wyrozumiałością. Świadczy o tym choćby słynna umowa z Metz z 1962 roku, kiedy to na polecenie Jana XXIII francuski kardynał Tisserant zobowiązał się wobec metropolity jarosławskiego Nikodema, w cywilu wysokiego rangą agenta KGB o pseudonimie operacyjnym „Adamant”, że Sobór nie potępi komunizmu. Czyżby właśnie przez tę szczelinę „swąd szatana przeniknął do Świątyni Pańskiej” – jak to wyraził papież Paweł VI? Bo że „przeniknął” – to wydaje się pewne, a ilustracją tego są obecne niepokoje w przedsionku Królestwa Niebieskiego, za jaki niekiedy uważany jest Watykan.

Skoro tedy tylko zazdrość nie dostarcza człowiekowi ani chwili przyjemności, to znaczy, że sodomia i gomoria jednak dostarcza. Jest ona jedną z form grzechu głównego numer 3, czyli „nieczystości”. „Nieczystość” dostarcza ludziom nawet sporo przyjemności, to znaczy – dostarczałaby, gdyby nie dwa ryzyka, na które zwrócił uwagę jeszcze przed wojną Karol Irzykowski: ryzyko zapłodnienia i ryzyko zarażenia. Jeśli chodzi o pierwsze ryzyko, to pojawia się ono tylko w przypadku stosunków heteroseksualnych to znaczy – mężczyzny z kobietą. W przypadku sodomii, czyli stosunku między dwoma mężczyznami, albo gomorii, czyli stosunku między dwiema kobietami, ryzyko to się nie pojawia. Ponieważ z uwagi na globalne ocieplenie i w ogóle – przeludnienie Ziemi – rozwinęła się propaganda dzieciobójstwa i czarna propaganda przeciwko rodzicielstwu, to nic dziwnego, że sodomia i gomoria zyskuje coraz więcej zwolenników, również w środowiskach, w których ryzyko zapłodnienia byłoby szczególnie kłopotliwe. Nic zatem dziwnego, że najważniejszym zagadnieniem, jakie absorbuje współczesny Kościół, a właściwie nie tyle „Kościół”, co sporą część przewielebnego duchowieństwa, jest sprawa celibatu. Najwyraźniej przewielebne duchowieństwo nie ma większych zmartwień, więc też chciałoby poużywać trochę życia zanim elektrownia wyłączy prąd. Tym właśnie tłumaczę sobie gwałtowną reakcję części krakowskich Ojców Jezuitów na tytuł wykładu JE abpa Marka Jędraszewskiego, mówiący o „tęczowej zarazie”. „Zarazie” – bo chociaż ryzyko zapłodnienia w przypadku sodomii i gomorii zostało wyeliminowane, to ryzyko zarażenia nie tylko nadal istnieje, ale w ostatnich latach jakby się nawet spotęgowało, a to za sprawą AIDS, które dotyka przede wszystkim sodomitów i gomorytki. Tak mówią statystyki, o których wybitny brytyjski mąż stanu z żydowskimi korzeniami, to znaczy – Berniamin Disraeli – wyrażał się bez entuzjazmu twierdząc, że istnieją kłamstwa, ohydne kłamstwa i statystyka. W tym przypadku jednak statystyka tylko potwierdza obserwację potoczną. Skąd zatem taki gwałtowny sprzeciw części krakowskich jezuitów wobec tytułu wykładu abpa Jędraszewskiego? Myślę, że dlatego, że – jak mawiał Stefan Kisielewski – „nic tak nie gorszy, jak prawda”. Prawda o możliwości zarażenia się w ramach „zarazy” musi budzić niepokój, ten sam, jaki wyczuwany jest w piosence śpiewanej przez zespół „Wilki”: „Byłem z nią kilka chwil, było tak namiętnie. Myślę, że nie stało się nic.

Stanisław Michalkiewicz

Antypolskie trójprzymierze i kolaboranci

Jak wiadomo, Rosja w sposób ostentacyjny przyłączyła swoją politykę historyczną do skoordynowanych polityk historycznych: niemieckiej i żydowskiej. W niemieckiej polityce historycznej chodzi o to, by stopniowo zdejmować z Niemiec i z Niemców odpowiedzialność za II wojnę światową i związane z nią zbrodnie. Celem żydowskiej polityki historycznej z kolei jest zagwarantowanie możliwości materialnego eksploatowania eksterminacji europejskich Żydów, przeprowadzonej przez Niemcy podczas II wojny. W tym celu konieczne jest – po pierwsze – narzucenie światu przekonania, że Żydzi są w gruncie rzeczy jedynymi ofiarami tej wojny, a po drugie – że podczas II wojny światowej Żydzi występowali wyłącznie w roli ofiar. I z tego właśnie względu pojawiła się nie tylko możliwość, ale nawet konieczność skoordynowania obydwu skoordynowanych polityk historycznych z polityką historyczną rosyjską. Celem rosyjskiej polityki historycznej jest – podobnie jak w przypadku polityki historycznej niemieckiej – zdjęcie ze Związku Radzieckiego odpowiedzialności za doprowadzenie do II wojny oraz narzucenie światu przekonania, że Armia Czerwona zajmowała się wyłącznie „wyzwalaniem”. Pierwsze zwiastuny tej koordynacji polityki rosyjskiej z żydowską i niemiecką pojawiły się jeszcze w 2009 roku, podczas spotkania izraelskiego prezydenta Szymona Peresa z rosyjskim prezydentem Dymitrem Miedwiediewem. Podano tam do wierzenia, że Armia Czerwona była armią wyzwoleńczą, a każdy, kto podnosi w tej kwestii jakieś wątpliwości jest myślozbrodniczym rewizjonistą. Toteż w Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie nie ma ani słowa na temat uderzenia Armii Czerwonej na Polskę w dniu 17 września 1939 roku, bo nawet łatwowiernym Amerykanom trudno byłoby wmówić, że to była misja „wyzwoleńcza”, podobnie jak w przypadku „wojny zimowej” czyli napaści ZSRR na Finlandię w listopadzie 1939 roku – więc lepiej pominąć tę kwestię milczeniem. To przemilczenie leży również w interesie żydowskim, bo przypomnienie o 17 września i pierwszej sowieckiej okupacji Kresów Wschodnich musiałoby doprowadzić również do ujawnienia roli tamtejszej społeczności żydowskiej w sterroryzowaniu i eksterminacji tamtejszych Polaków. Ujawnienie tej roli podważyłoby forsowany przez stronę żydowską pogląd, jakoby Żydzi byli wyłącznie ofiarami tej wojny. Trzeba byłoby ujawnić, że społeczność żydowska, która gremialnie przeszła wówczas na stronę wroga, znakomicie sprawdziła się również w roli prześladowców, a nawet katów. Toteż nic dziwnego, że w końcu doszło do ostentacyjnego skoordynowania rosyjskiej polityki historycznej, ze skoordynowanymi politykami historycznymi: żydowską i niemiecką. Ta koordynacja wymaga oczywiście podania do wierzenia całkiem nowej interpretacji zarówno przebiegu, jak i oceny wydarzeń składających się na II wojnę światową. Tego zadania podjęli się Rosjanie, to znaczy – prezydent Władimir Putin – który został za to natychmiast przez stronę żydowską wynagrodzony zaproszeniem w charakterze gwiazdora rocznicowych wspominków w Jad Washem, a także przez stronę niemiecką, która – podobnie zresztą jak strona żydowska – stara się ostentacji unikać, ale z obfitości serca usta mówią, toteż trudno uznać za przypadek okoliczność, że zaraz po tym, jak Rosja wystąpiła z rewelacjami na temat przyczyn II wojny i wykonawców holokaustu, Nasza Złota Pani z Berlina złożyła na Kremlu wizytę przyjaźni. A przecież to dopiero początek drogi, która musi doprowadzić do jakiegoś celu. Temu celowi służy również wywoływanie w Polsce chaosu w ramach tak zwanej „walki o praworządność”, w której Niemcy w coraz większym stopniu wykorzystują kontrolowane przez siebie instytucje Unii Europejskiej oraz rozpalonego do białości ducha partyjnego w Polsce, który uzewnętrznił się nie tylko w zemście, jaką usiłuje wywrzeć na Polsce marszałek Senatu pan Grodzki, donosząc („Szanowny Panie Gestapo”…) do Komisji Weneckiej, niczym podkanclerzy Hieronim Radziejowski szwedzkiemu królowi Karolowi Gustawowi, ale także w sposób obrzydliwy podczas debaty w Parlamencie Europejskim, kiedy to Książę Małżonek, w naszym bantustanie obsypany zagadkowych powodów wieloma dygnitarstwami, włączył się do batalii „wolne sądy”. Po prostu przerażenie ogarnia na myśl, że człowiek, który sprawia wrażenie, jakby nie zdawał sobie sprawy z politycznych przyczyn i celu rozpętania przez Niemcy wojny o praworządność w Polsce (co jest przypuszczeniem niezwykle uprzejmym, bo wszystkie inne są jeszcze gorsze), mógł być w Warszawie ministrem spraw zagranicznych, a przedtem – ministrem obrony narodowej. Nawiasem mówiąc, aktualni dygnitarze też nie są lepsi, a w sytuacji, gdy przeciwko Polsce powstał foedus w postaci trójprzymierza Żydów, Niemców i Rosjan, nic dobrego czekać nas nie może, zwłaszcza, że Nasz Najważniejszy Sojusznik, który skacze z gałęzi na gałąź przed Sojusznikiem naszego Najważniejszego Sojusznika, w niczym nam nie pomoże, podobnie jak w Teheranie i Jałcie.

Bo historia się niestety powtarza – również w kwestii środowisk, jakie za sprawą żydokomuny zajęły miejsce i tak już przetrzebionych elit społecznych. Oto, co pisze na ten temat Mieczysław Jałowiecki w swoich wspomnieniach „Na skraju imperium”. „Wyjeżdżałem z Rosji (po bolszewickim przewrocie – SM) z uczuciem nienawiści. Nienawiść nie jest uczuciem chrześcijańskim, ale po tym, com widział, nagromadziło się w mojej duszy tyle nienawiści, że opuszczałem Rosję z psychiką człowieka, dla którego zabicie bolszewika mogło być przyjemnością. Oprócz idei zła nie mogłem dopatrzyć się w bolszewizmie niczego.

Po wybuchu rewolucji wszystkie więzienia zostały otwarte i więźniowie wypuszczeni na swobodę. Zaledwie nikły odsetek składał się z przestępców politycznych, a reszta, to byli zwykli kryminaliści: złodzieje, mordercy, zwyrodnialcy, fałszerze. Jak z puszki Pandory wysypały się na Rosję te istoty pozbawione najmniejszych instynktów ludzkich i zapełniły sobą urzędy. Niedawny kryminalista, odsiadujący swoją karę za zabójstwo, grabież, gwałt stawał się komisarzem ludowym z nieograniczonym prawem rozporządzania życiem i swobodą ludzką. Były to główne kadry, z których rekrutowały się władze bolszewickie. Liczba ideowych komunistów była zapewne bardzo nieznaczna, resztę stanowił element przestępczy, zwyrodniały, pozbawiony najmniejszych skrupułów, żądny krwi i morderstw. Z takiego środowiska, jak się przekonałem, wyrastała biurokracja bolszewicka. Nie można było spodziewać się ideowości w kręgach, gdzie sadyzm doszedł do niesłychanych rozmiarów, a demoralizacja stała się programem rządowym.”

Przecież to wszystko powtórzyło się w Polsce po 1944 roku, kiedy to Armia Czerwona po raz kolejny przedsięwzięła w Polsce swoją „wyzwoleńczą misję”. Tamte kadry dochowały się potomstwa, wskutek czego historyczny naród Polski do dnia dzisiejszego musi nie tylko dzielić terytorium państwowe z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą, która gotowa jest wysługiwać się każdemu, kto jej obieca możliwość dalszego pasożytowania na Polakach. Więc wysługuje się bez żadnego skrępowania.

Stanisław Michalkiewicz

Co wydarzy się 23 stycznia br. w Jerozolimie?

Podczas zbliżającego się Światowego Forum Holocaustu dojdzie do podpisania tajnego porozumienia wymierzonego w suwerenność Rzeczypospolitej…

 

Jest to wpis z Facebooka, więc zachowuje tamtejsze realia.

Drogi Przyjacielu! Ten mój wpis jest bardzo krótki, przeczytasz go w ciągu 2-4 minut. Skoro wzbudzi on Twoje zainteresowanie, będzie to znaczyło, że tak jak i ja zauważasz, że w Polsce i wokół niej dzieje się coś niedobrego, coś, co w najbliższej przyszłości ma poprowadzić ją ku cywilizacyjnej apokalipsie. Jeśli uznasz, że mimo wszystko nie przekonałem Cię, zajrzyj do moich wcześniejszych wypowiedzi. Znajdziesz w nich odpowiedzi na część pytań, które być może za parę chwil będziesz chciał mi zadać. A gdybyś doszedł do wniosku, że ten i inne moje wpisy warte są upowszechnienia – udostępnij je swoim znajomym. Wspólnie zadbajmy o to, by wytrącić z rąk przeciwników – tak ważny tu – oręż tajności i zdrady.

Wczoraj – zaskakując wielu czytelników – postawiłem tezę, że podczas zbliżającego się Światowego Forum Holocaustu dojdzie do podpisania tajnego porozumienia wymierzonego w suwerenność Rzeczypospolitej, który wyznaczy „ścieżkę dojścia” do celu ostatecznego, jakim ma być rozbiór terytorium Polski i Ukrainy. Sygnatariusze tego paktu (Izrael, USA, Rosja, Wielka Brytania i Francja) zobowiążą się do podejmowania wspólnych działań zmierzających do zaprowadzenia Nowego Światowego Porządku w naszej części Europy, akceptując i wzajemnie gwarantując sobie nienaruszalność uzgodnionych wcześniej pakietów odnoszonych korzyści. W tym kontekście całkiem przejrzysta staje się zapowiadana absencja w Jerozolimie Andrzeja Dudy i splot okoliczności do niej doprowadzających, ze szczególnym uwzględnieniem „niespodziewanej” antypolskiej prowokacji z Władimirem Putinem w roli głównej.

Jednym z najważniejszych celów pośrednich tego porozumienia jest wyegzekwowanie na Polakach zgody na dopuszczenie żywiołu żydowskiego do współgospodarowania Polską (Rzeczypospolita Przyjaciół) i usankcjonowanie tej państwowej modyfikacji przez społeczność międzynarodową. Temu właśnie służy finansowa presja wywierana tzw. Ustawą 447 oraz nasilanie się oskarżeń o sprawczość holocaustu (wielce prawdopodobne jest wznowienie prac ekshumacyjnych w Jedwabnem i zafałszowanie ich wyników). Nie mam żadnych wątpliwości, że elita władzy oraz kręgi opiniotwórcze (łącznie z Episkopatem) ochoczo włączą się do stosownej akcji propagandowej, która oparta będzie na akcentowaniu moralnego przymusu dokonania zadośćuczynienia względem „pokrzywdzonego” przez nas narodu. Na czym to współgospodarowanie będzie polegało? Początkowo na przyjęciu licznej emigracji z Izraela i światowej diaspory, wprowadzeniu drugiego języka urzędowego i równoległych systemów edukacyjnych, opieki zdrowotnej, ubezpieczeń społecznych, sądowniczych, przemocowych, itp. Szybko dojdzie do zepchnięcia biedniejszego i posiadającego mniejszą siłę przebicia żywiołu polskiego na margines życia publicznego.

Równolegle postępować będą dwa procesy: germanizacja tzw. Ziem Odzyskanych (z wyłączeniem polskiej części tzw. Prus Wschodnich ze strategicznym przekopem Mierzei Wiślanej) oraz wzmacnianie resentymentów kresowych II Rzeczypospolitej (ograniczonych do terenów dzisiejszej Ukrainy, bez Białorusi i Litwy kontrolowanych przez Rosję). Ten pierwszy znalazł już urzeczywistnienie w projekcie „21 Tez Samorządowych” będącym de facto przyzwoleniem na bezkarne ciążenie niektórych regionów Polski ku Berlinowi. Temu samemu służy kreowanie negatywnej narracji wokół Dolnego i Górnego Śląska oraz Morza Bałtyckiego (zatrute, płytkie, zimne, bezrybne). Zmanipulowanym Polakom łatwiej będzie pogodzić się ze stopniową ich utratą. W zamian dokonywać się będzie pozorna polonizacja części Ukrainy, z Lwowem włącznie. W rezultacie tych zmian dojdzie do realizacji celu głównego, czyli zawłaszczenia obecnego terytorium Polski przez żywioł żydowski i niemiecki. A co z Ukrainą? Zostanie ona bezpardonowo rozebrana przez Rzeczpospolitą Przyjaciół (w konsekwencji ta obejmie granice zbliżone do II RP) i Rosję.

Nie ma najmniejszych szans na to, by żywioły zagrożone unicestwieniem, czyli polski i ukraiński, mogły podjąć wspólną kontrakcję ratunkową. Nacjonalizm ukraiński został zainicjowany sztucznie i prowadzony jest na krótkiej smyczy przez czynniki niemiecko-amerykańskie, nadające mu od początku charakter krańcowo antypolski. Animozje ukraińsko-polskie będą czynnikiem wzmacniającym rolę żywiołu żydowskiego w Rzeczypospolitej Przyjaciół (nazwa ta docelowo otrzyma inne brzmienie, wynikające z tradycji żydowskiej).

A teraz, drogi Przyjacielu, spójrz na zamieszczoną poniżej grafikę udostępnianą przez jednego z organizatorów Światowego Forum Holocaustu, czyli World Holocaust Forum Foundation. Pole do interpretacji otwiera się ogromne, nieprawdaż?

_____________

Krzysztof Zagozda

Za; https://zagozda.neon24.pl/post/152544,co-wydarzy-sie-23-stycznia-br-w-jerozolimie

Grzech Sodomy był „brakiem gościnności”, a nie homoseksualizmem.

Na polecenie Franciszka, Papieska Komisja Biblijna wydaje książkę, mówiąc, że grzech Sodomy był „brakiem gościnności”, a nie homoseksualizmem.

LifeSite donosi, że w książce będziemy mogli między innymi przeczytać takie zdanie: „Historia miasta Sodomy ilustruje grzech polegający na braku gościnności, wrogości i przemocy wobec nieznajomego, zachowania uznanego za bardzo poważne i dlatego zasługujące na sankcję z najwyższą surowością.” Źródła, z którymi skonsultowało się LifeSite, opisały traktowanie grzechu Sodomy w książce jako „całkowitą banalność”. Jeden z teologów po zapoznaniu się z treścią książki miał wykrzyknąć: „Dzięki Bogu, to nie jest magisterium”.

 

„Zanim jeszcze udali się na spoczynek, mieszkający w Sodomie mężczyźni, młodzi i starzy, ze wszystkich stron miasta, otoczyli dom, wywołali Lota i rzekli do niego: «Gdzie tu są ci ludzie, którzy przyszli do ciebie tego wieczoru? Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić!» Lot, który wyszedł do nich do wejścia, zaryglowawszy za sobą drzwi, rzekł im: «Bracia moi, proszę was, nie dopuszczajcie się tego występku!”

Księga Rodzaju.

Papieska Komisja Biblijna Watykanu wydaje nową książkę, twierdząc, że grzech Sodomy był „brakiem gościnności”, a nie homoseksualizmem. Odwołując tradycyjne rozumienie grzechu Sodomy, Papieska Komisja Biblijna wysuwa następujące twierdzenie: „Jednak historia nie ma na celu przedstawienia obrazu całego miasta zdominowanego przez nie dające się powstrzymać homoseksualne pragnienia, potępia raczej zachowanie jednostki społecznej i politycznej, która nie chce przyjmować cudzoziemca z szacunkiem, a zatem twierdzi, że go poniża, zmuszając go do zniesławienia.”

Zatem w tym, co wielu postrzega jako próbę normalizacji homoseksualizmu w Kościele katolickim, Watykan wydał nową książkę, która redukuje grzech Sodomy do jakże naiwnego „braku gościnności”. Drodzy Czytelnicy w 2019 roku nastąpiły wielkie zmiany w Kościele rzymskokatolickim, dokonane przez Watykan, przy czym być może dwie największe to stworzenie fundamentów przez papieża Franciszka dla jednej religii światowej: Chrislamau i ogromne przygotowania do przyjęcia LGBTQ + P.

Nie tak dawno pokazaliśmy nawet, jak Watykan pomógł sfinansować biografię Eltona Johna „Rocketman” wraz z pierwszą gejowską sceną seksu dla mężczyzn w dużym filmie z Hollywood. Ale aby w pełni powitać LGBTQ + w Kościele rzymskokatolickim, biblijna relacja o Sodomie i Gomorze musi zostać oczyszczona z przekonującej prawdy o homoseksualnym stylu życia, a Watykan zrobił to dokładnie z wydaniem nowej książki.

W Sodomie i Gomorze nie brakowało gościnności. Nie. Grzechem tego miejsca było małżeństwo osób tej samej płci, sodomia mężczyzn i wszystko inne, co towarzyszy gejowskiemu stylowi życia, który Bóg potępia w obu Testamentach. Właśnie, dlatego papież Franciszek poprosił Watykan o wydanie nowej książki, aby zachęcić LGBTQ + do wejścia do Kościoła rzymskokatolickiego. Bergoglio spędził lata na zdobywaniu przychylności tych środowisk, a ta nowa książka będzie wisienką na szczycie ekumenicznych osiągnięć Franciszka, z resztą Franciszek stwierdził wprost: „Bóg stworzył cię gejem i takiego cię kocha.”

Najbliższe lata będą czasem wielkich przemian, kluczowe wydarzenia i prorocze wizje będą realizować się na naszych oczach, a jeżeli Watykan utrzyma bieżącą linię nauczania, wówczas herezja wypełni miejsce święte. Jeżeli chodzi o nas to nadal będziemy stać na pierwszej linii frontu czasów, będziemy interpretować globalne wydarzenia i przedstawiać je na naszej platformie, która przed laty została stworzona właśnie do tej misji.

LifeSite donosi, że w książce będziemy mogli między innymi przeczytać takie zdanie: „Historia miasta Sodomy ilustruje grzech polegający na braku gościnności, wrogości i przemocy wobec nieznajomego, zachowania uznanego za bardzo poważne i dlatego zasługujące na sankcję z najwyższą surowością.” Źródła, z którymi skonsultowało się LifeSite, opisały traktowanie grzechu Sodomy w książce jako „całkowitą banalność”. Jeden z teologów po zapoznaniu się z treścią książki miał wykrzyknąć: „Dzięki Bogu, to nie jest magisterium”.

Pozycja zatytułowana: Czym jest człowiek? Plan Podróży Antropologii Biblijnej (Che cosa è l’uomo? Un itinerario di antropologia biblica) została wydana przez Papieską Komisję Biblijną (PBC) i stara się zbadać biblijne rozumienie osoby ludzkiej. Jezuita Ojciec Pietro Bovati, sekretarz Papieskiej Komisji Biblijnej, powiedział, że dzieło zostało wykonane na wyraźne życzenie papieża Franciszka. Książka składa się z czterech rozdziałów: Człowiek stworzony przez Boga (rozdz. 1); Człowiek w ogrodzie (rozdz. 2); Ludzka rodzina (rozdz. 3); Człowiek w historii (rozdz. 4).

Nowe podejście do homoseksualizmu znajduje się w rozdziale trzecim, w części zatytułowanej „transgresyjne sposoby”, która obejmuje również kazirodztwo, cudzołóstwo i prostytucję. Traktowanie homoseksualizmu zaczyna się od stwierdzenia, że ​​„instytucja małżeństwa, utworzona przez stabilny związek między mężem i żoną, jest stale prezentowana jako oczywista i normatywna przez całą tradycję biblijną. Nie ma przykładów legalnie uznanych „związków” między osobami tej samej płci ”.

Komisja zauważa następnie pojawienie się, szczególnie na Zachodzie, „głosów sprzeciwu” w odniesieniu do „antropologicznego podejścia pisma świętego, rozumianego i przekazywanego przez Kościół w jego normatywnych aspektach”. Autorzy kontynuują:

„Wszystko to ocenia się jako odzwierciedlenie archaicznej, historycznie uwarunkowanej mentalności. Wiemy, że różne afirmacje biblijne, w sferze kosmologicznej, biologicznej i socjologicznej, były stopniowo uważane za przestarzałe wraz z postępującą afirmacją nauk przyrodniczych i ludzkich.

Podobnie – niektórzy to wywnioskowali – nowe i bardziej adekwatne rozumienie osoby ludzkiej narzuca radykalne zastrzeżenie wyłącznej wartości związków heteroseksualnych, na korzyść podobnej akceptacji homoseksualizmu i związków homoseksualnych jako uzasadnionego i godnego wyrazu człowieka.

Co więcej – jak się czasem dowodzi – Biblia mówi niewiele lub nic o tego rodzaju związkach erotycznych, których w związku z tym nie należy potępiać, również dlatego, że często są one nadmiernie mylone z innymi nienormalnymi zachowaniami seksualnymi. Dlatego wydaje się konieczne zbadanie fragmentów Pisma Świętego, w których problem homoseksualny jest przedmiotem homoseksualizmu, w szczególności tych, w których jest on potępiany i krytykowany.”

Źródło w Rzymie skomentowało sposób traktowania homoseksualizmu w książce, mówiąc: „Ta książka jest całkowitą banalnością, o czym świadczy przede wszystkim fakt, że może być nadużywana przez wszystkich”. Podczas gdy Papieskiej Komisji Biblijnej nie można wprost oskarżyć o zwykłe popieranie wyżej wymienionych stanowisk, to jednak z pewnością idzie ona daleko w jej ukonstytuowaniu, szczególnie w traktowaniu grzechu Sodomy.


Za; globalne-archiwum.pl

autor: Fratria

Papieska Komisja Biblijna: grzech sodomski nie był związany z homoseksualizmem, lecz niegościnnością wobec cudzoziemców

***

W zeszłym miesiącu Papieska Komisja Biblijna opublikowała książkę pt. „Czym jest człowiek? Przewodnik po antropologii biblijnej”. Jak oświadczył sekretarz owego gremium, włoski jezuita ks. Pietro Bovati, dzieło powstało na specjalne życzenie Franciszka i jest wynikiem „systematycznego antropologicznego odczytania Biblii”.

Nie ma wątpliwości, że praca stara się przedstawić w nowym świetle chrześcijańską wizję człowieka oraz jego natury. Nowe podejście – jak piszą autorzy – ma wynikać z wykorzystania osiągnięć współczesnej humanistyki do analizy tekstów biblijnych, unikając przy tym powtarzania twierdzeń, które związane były z kulturowym kontekstem przeszłości. Widać to szczególnie na kilkunastu stronach książki poświęconych problemowi homoseksualizmu.

Autorzy publikacji starają się przedstawić praktyki homoseksualne jako zjawisko etycznie neutralne i nie podlegające osądowi moralnemu. Oczywiście wspominają o znajdujących się zarówno w Starym, jak i Nowym Testamencie tekstach potępiających stosunki jednopłciowe, jednak starają się maksymalnie stępić ostrze tej krytyki. Dokonana przez nich reinterpretacja najdalej posunięta jest w przypadku omówienia biblijnej historii zagłady Sodomy.

Do tej pory cała tradycja Kościoła była w tym względzie jednomyślna: miasto skazane zostało na zagładę z powodu grzechu, jakiego chcieli się dopuścić jego mieszkańcy na aniołach, czyli zbiorowego gwałtu homoseksualnego. Nieprzypadkowo więc przez całe wieki homoseksualizm określany był mianem sodomii. Pamiętajmy, że w miastach kananejskich stosunki między mężczyznami uważano za normę kulturową. Dopiero judaizm jako pierwsza religia na świecie potępił tego typu akty. Biblia nazywa zresztą homoseksualizm obrzydliwością w oczach Boga.

Autorzy książki „Czym jest człowiek?” poradzili sobie z tą trudnością. Zgodnie z ich interpretacją, mieszkańcy Sodomy zasłużyli na zniszczenie miasta nie z powodu swych zachowań seksualnych, ale dlatego, że nie byli gościnni dla obcokrajowców. Godne potępienia nie są zatem akty homoseksualne, lecz takie postępowanie poszczególnych jednostek oraz zbiorowości, które prowadzi do nieprzyjmowania cudzoziemców z należnym ich szacunkiem. W książce możemy więc przeczytać:

Podsumowując, musimy zatem powiedzieć, że historia miasta Sodomy (a także miasta Gabaa) ilustruje grzech polegający na braku gościnności, na wrogości i przemocy wobec nieznajomego, na występku uważanym za wyjątkowo poważny i dlatego zasługującym na ukaranie z najwyższą surowością, ponieważ odrzucenie innego, potrzebującego i bezbronnego nieznajomego jest zasadą rozpadu społecznego, niosącą w sobie śmiertelną przemoc, która zasługuje na odpowiednią karę.

Zgodnie z tą interpretacją Sodoma została więc zniszczona z powodu swej otwartej ksenofobii i zamknięcia się na obcych. W tym ujęciu to nie homoseksualizm, ale niezgoda na przyjmowanie imigrantów i uchodźców może być dziś uznana za grzech sodomski.

Książka wydana przez Papieską Komisję Biblijną nie stanowi części oficjalnego nauczania Kościoła. Jednak – jak zauważają niektórzy watykaniści – publikacja wspomnianego przewodnika po antropologii biblijnej uważana jest za element przygotowań do kolejnych edycji Katechizmu Kościoła Katolickiego, które mają się ukazywać się z nowymi uzupełnieniami. Dzięki temu po raz pierwszy w katechizmie pojawi się m.in. pojęcie „grzechu ekologicznego”. Niewykluczone, że znajdzie się w nim również nowe ujęcie grzechu sodomskiego. Zapewne czeka nas jeszcze wiele nowości.

__

Judeochrześcijaństwo: co oznacza to słowo? Czy w ogóle coś znaczy?

Judeochrześcijaństwo. Słowo to przebojem wdarło się na polityczne salony, łamy prestiżowych pism. Używają go złotouści politycy i ludzie pióra czy ekranu. Często posługują się nim amerykańscy neokonserwatyści i zapatrzona w nich część Polaków. Moda i zgodność z rzeczywistością to jednak dwie różne rzeczy. Okazuje się, że „judeochrześcijaństwo” po prostu nie istnieje – ani w sensie teologicznym, ani cywilizacyjnym. 

Sokrates wiedział, że kluczem do poznania prawdy o świecie jest poznanie definicji rzeczy. Mądrego słuchać warto, zacznijmy więc od definicji:

Chrześcijaństwo wymaga uznania Chrystusa za Boga i Trójcy Świętej.

Mozaizm to religia objawiona wyznawana przez Izraelitów w czasach przed przyjściem Chrystusa.

Judaizm to religia żydów, którzy nie uznali Bóstwa Chrystusa, Trójcy Świętej ani Nowego Testamentu.  Ograniczają się do Starego Testamentu i dołożyli do niego pisma takie jak Talmud.

Przy tak zdefiniowanych pojęciach jasno widać, że pojęcie „judeochrześcijaństwo” jest wątpliwe, o ile nie wewnętrznie sprzeczne. Judaizm nie aprobuje bowiem istoty chrześcijaństwa (Bóstwa Chrystusa, Trójcy Świętej); odrzuca też święte pismo chrześcijan (Nowy Testament). Różnice nie dotyczą tu cech drugorzędnych, akcydentalnych, lecz kwestii kluczowych, istotnych, najważniejszych, wyróżniających daną religię.

 

Teologiczne różnice

Zbadanie relacji judaizmu i chrześcijaństwa to niełatwa sprawa. Wymaga lat studiów, poznania przedstawicieli drugiej strony, dogłębnych badań historycznych. Może wręcz poświęcenia całego życia poznaniu tej kwestii. To właśnie uczynił ksiądz profesor Waldemar Chrostowski.

Jak zauważył ów naukowiec, religia żydowska w czasach Starego Testamentu opierała się na ofiarach składanych przez kapłanów z pokolenia Lewiego [YouTube/Sumienie Narodu]. Sytuacja zmieniła się jednak po zburzeniu świątyni w Jerozolimie przez Rzymian w 70. roku po Chrystusie. Wraz ze świątynią skończyły się ofiary, a składających je kapłanów zastąpili rabini. Miejscem zgromadzeń stały się synagogi – funkcjonujące już wcześniej, lecz teraz podniesione do kluczowej roli. W roku 220 powstał istotny dla de facto nowo powstającej religii tekst – Miszna. Nie zawierał on cytatów z Pisma Świętego – twierdzi uczony. Wywołało to zarzuty chrześcijan, co z kolei skłoniło judaistów do zwiększenia roli Pisma Świętego. Niemniej sami rabini nie uznają swej religii za wywodzącą się z Pisma Świętego – twierdzi ksiądz profesor Chrostowski. Duchowny podkreśla też, że w źródłowych tekstach rabinicznych obraz Pana Jezusa, Maryi i chrześcijaństwa jest bardzo negatywny.

Dialog chrześcijańsko-żydowski w większości przypadków obejmuje jednak kwestie poza-teologiczne. Zazwyczaj bowiem rabini nie chcą rozmawiać o wierze, nie chcą podejmować debaty o Jezusie Chrystusie. Tymczasem słowa Jana Pawła II z 13 kwietnia 1986 roku brzmią „jesteście naszymi braćmi umiłowanymi i – można powiedzieć – w pewien sposób naszymi starszymi braćmi”. Jednak w polskim tłumaczeniu pominęto słowa „w pewien sposób” – zauważa ksiądz Chrostowski. W tej właśnie wersji wielokrotnie je powielano i powiela po dzień dzisiejszy.

W tym świetle trudno nie zgodzić się ze słowami księdza profesora Tadeusza Guza. – Dlatego ośmielam się powiedzieć, że niedozwolone jest w ustach prawdziwego katolika łączenie tych pojęć i mówienie o judeochrześcijaństwie. Wtedy Chrystus nie byłby dla takich katolików pełnią Objawienia, pełnią Prawa Starego i Nowego Przymierza, pełnią Prawdy Objawionej w Starym i Nowym Przymierzu, pełnią Miłości Starego i Nowego Przymierza. Tylko wiara katolicka nie jest pochodzenia ludzkiego. I tylko religia katolicka nie pochodzi od ludzi – podkreślił duchowny w styczniu 2019 roku w wykładzie na zaproszenie „Pobudki”.

 

Chodzi o cywilizację?

Ale może judeochrześcijaństwo to po prostu termin określający pewną wspólną moralność podzielaną przez chrześcijan i żydów? Chodziłoby więc nie tyle o teologię, ile o cywilizację. Cóż, zarówno żydzi, jak i chrześcijanie uznają świat za dobry, a człowieka za wyższego od przyrody. Szanują też rodzinę. Na to zwrócił uwagę Tomasz Terlikowski „w sposób oczywisty termin tradycja judeochrześcijańska nie odnosi się jednak do tych wspólnot. Ale pewnej wspólnoty ideowej, przedteologicznej, którą łączy judaizm i chrześcijaństwo. Określić ją można odwołaniem się do tej samej matrycy antropologicznej pochodzącej z księgi Rodzaju”.

Zdaniem publicysty „jej istotą jest przekonanie, że to Bóg stworzył świat i nadał mu Prawo, któremu ów świat podlega, że człowiek stworzony jest na obraz i podobieństwo Boże, i wreszcie, że źródłem zła na świecie jest grzech pierwszych rodziców (choć tu widać już wyraźne różnice teologiczne w rozumieniu tego terminu). Obie te religie przyjmują także, że wzorem wiary jest postawa Abrahama, czyli zaufanie, zawierzenie Bogu. I właśnie ta matryca stanowi fundament naszej cywilizacji, która jest judeochrześcijańska” [fronda.pl].

Jednak istnieją także niemniej istotne różnice cywilizacyjne (wynikające zresztą z teologii). Na jedną z nich uwagę zwraca sam dr Terlikowski, gdy podkreśla, że judaizm – w przeciwieństwie do chrześcijaństwa – stanowi głównie religię prawa, a chrześcijaństwo – ontologii. Wiąże się to z opisaną przez Feliksa Konecznego sakralnością cywilizacji żydowskiej – braku rozróżnienia na prawo świeckie i religijne (co częściowo zmieniło się w Izraelu, który powstał w oparciu o świecki syjonizm).

Co więcej, cywilizacji żydowskiej obcy jest uniwersalizm – judaizm pozostaje zatem w tej kwestii często na antypodach podejścia chrześcijańskiego, wyrażonego choćby przez świętego Pawła: „nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” [Ga 3,28]. To religia narodowa – aby stać się żydem (wyznawcą judaizmu) należy zazwyczaj być Żydem (narodowym).

Ową niechęć do uniwersalizmu widzimy również we współczesnym Izraelu. W 2018 roku w Izraelu przegłosowano prawo uznające, że wyłącznie naród żydowski dysponuje prawem do samostanowienia, a hebrajski uznano za jedyny oficjalny język Izraela. Osadnictwo narodowe uznano za wartość o charakterze narodowym i zalecono państwu jego promocję [liberte.pl].

Gdyby ktoś łudził się jeszcze, że Izrael to kraj wielonarodowy, to niech zapozna się z odpowiedzią Binjamina Netanjahu udzieloną na Twitterze aktorce Rotem Seli. Gdy ta zażądała, by rząd uznał Izrael za kraj „wszystkich obywateli”, odpowiedział, że „zgodnie z przyjętym podstawowym prawem narodowym Izrael to państwo narodowe Żydów – i tylko ich” [dorzeczy.pl]. Cywilizacja żydowska to zatem cywilizacja oparta (przez większość dziejów) na sakralnym prawie oraz (nadal) na swego rodzaju nacjonalizmie. Pozostaje zatem w sprzeczności z cywilizacją łacińską.

Wróćmy jednak do owej wspólnej matrycy antropologicznej wspomnianej przez doktora Terlikowskiego. Owszem, można docenić judaizm (i cywilizację żydowską) za nieuleganie w pełni szalejącej dziś rewolucji obyczajowej. Zwróćmy jednak uwagę na sprawy takie jak rozwody czy aborcja – odrzucane w cywilizacji łacińskiej jako sprzeczne z prawem naturalnym. Czy judaizm stoi w tej kwestii po naszej stronie? Oddajmy głos samym żydom.

Jak czytamy na stronie Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Poznaniu [poznan.jewish.org.pl] „od tysięcy lat judaizm nie przeciwstawia się rozwodom. Zawsze były one akceptowane, aczkolwiek traktowane jako zło konieczne. Judaizm utrzymuje, że lepiej, by para się rozeszła, niż żyła razem w ciągłym konflikcie i niechęci. Zgodnie z prawem żydowskim mężczyzna może rozwieść się z kobietą z dowolnego powodu. Lub bez powodu. Talmud  głosi, że do rozwodu może dojść, gdy żona źle przyrządziła kolację lub po prostu dlatego, że mężowi podoba się bardziej inna kobieta”.

Istnieją wprawdzie pewne przepisy do rozwodu zniechęcające i czyniące go kosztownym, jednak to zbyt mało. Zauważmy, że żydowska tolerancja dla rozwodów wywodzi się z teologii. Wszak już w Starym Testamencie Mojżesz zezwala na rozwód. Następnie jednak Chrystus podkreśla, że dopuścił to tylko z uwagi na „zatwardziałość serc”.

W myśl Nowego Prawa – chrześcijańskiego – rozwody i branie nowych partnerów są zakazane. Tymczasem – jak czytamy na stronie poznańskiej Gminy Wyznaniowej Żydowskiej, w tradycyjnym liście rozwodowym mąż stwierdza „[…]raczej, że kobieta staje się wolna i może wyjść za mąż za innego mężczyznę”. Nie chodzi więc li tylko o coś w rodzaju separacji. Judaizm nie uznając Chrystusa, nie uznał też pełni Jego nauki o małżeństwie – choć ta stanowi po prostu powrót do naturalnego ładu z początków istnienia ludzkości.

Dwuznaczne podejście judaizmu do małżeństwa staje się bardziej zrozumiałe, gdy zdamy sobie sprawę, że niektóre odłamy judaizmu przez długie stulecia już po Chrystusie dopuszczały poligamię. Według Żydowskiego Instytutu Historycznego [jhi.pl] za wzór i regułę życia cnotliwego uznawano monogamię. Mimo to „w średniowieczu – głównie pod wpływem islamu – bigamia i poligamia była praktykowana przez Żydów, zwłaszcza w krajach orientalnych, ale także w pewnym zakresie w Europie” – pisze Rafał Żebrowski. Ostatecznie monogamię przyjęto około 1000 roku po Chrystusie (zwłaszcza u Żydów aszkenazyjskich).

Stanowisko judaizmu (ortodoksyjnego) w kolejnej ważnej sprawie moralnej – w kwestii aborcji – pozostaje bliższe katolickiemu. Uznaje on bowiem zasadę świętości życia. Jednak nawet żydzi z nurtu ortodoksyjnego nie uznają zasadniczo pełnej równości moralnej matki i płodu. „Embrion i płód nie mają w judaizmie statusu pełnego człowieka – bo nimi jeszcze nie są. Jednocześnie jednak – od momentu zapłodnienia – są potencjalnym życiem i zyskują stale na wartości w procesie przebiegu ciąży” – pisze Piotr Jędrzejewski [poznan.jewish.org.pl]. Co więcej, również wśród ortodoksyjnych rabinów pojawiają się poglądy dopuszczające aborcję w przypadku przewidywanych cierpień dziecka nienarodzonego, zagrożenia zdrowia psychicznego matki lub ciąży wskutek czynu zabronionego.

Bardziej „postępowy” jest judaizm (z nazwy!) konserwatywny oraz reformowany.  Emblematyczny jest też przykład państwa Izrael – gdzie kobieta pragnąca dokonać aborcji musi pojawić się przed 3-osobowym komitetem i złożyć wniosek o aborcję. Nie istnieją jednak odgórne restrykcje dotyczące zakazu aborcji, a w większości przypadków kobieta otrzymuje zgodę na zabicie dziecka [myjewishlearning.com].

 

Co zatem?

Chociaż więc istnieją pewne wspólne fundamenty cywilizacyjne, to są one zbyt mało znaczące, by mówić o wspólnej cywilizacji. Nie istnieje wspólnota judeochrześcijańska pozwalająca mówić o jednej wierze ani nawet jednej cywilizacji. Nie znaczy to, że jako chrześcijanie nie możemy żydów doceniać. Przeciwnie – wszak to naród starotestamentalnych proroków, Pana Jezusa, apostołów; to także naród ludzi o często wybitnej inteligencji wnoszących wkład w światową kulturę i naukę (i niekoniecznie będących lewakami!); to także naród godny podziwu za niezłomność i współczucia za swe cierpienia.

To wszystko nie zmienia jednak tego, że termin judeochrześcijaństwo stanowi wewnętrznie sprzeczną zbitkę pojęciową. Używasz drogi czytelniku tego określenia? Wiedz, że bardziej zaciemniasz niż wyjaśniasz rzeczywistość. W ten sposób zaś wcale nie ułatwiasz dialogu. 

Marcin Jendrzejczak

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2020-01-16)

 

 

Uwaga! Antychryst Wojciech Polak – XXIII Dzień Judaizmu w Gnieźnie

  1. Sam jest odstępcą i do wyjścia z Kościoła prowadzi księży, których przymusi do uczestnictwa w tych spotkaniach a także wiernych, prowadzonych jak owce na rzeź.
    Przypomina nam to proroctwo Katarzyny Emmerich, która mówiąc o nowym, ludzkim i masońskim Kościele wspomina także, że będzie wielu mających szaty kapłanów a będących ekskomunikowanymi ale ani się nie będą tym przejmować ani ich to nie będzie interesowało. Więc tutaj mamy chyba taką sytuację, bo Kanony Apostolskie, po których powtarzają to Sobory Kościoła mówią, że kapłani którzy będą uczestniczyć w modlitwach albo obrzędach Żydów i heretyków są usunięci z Kościoła.
    Jak jakiś ksiądz niedawno przyjąć chrzest od heretyków protestantów, biskup tylko stwierdził że jest ekskomunikowany, że to akt wystąpienia z Kościoła mocą samego prawa.
    No ale o ile się zdarzy, że fakt odstępstwa potwierdzi biskup tak kto to powie kardynałom i biskupom, przewodniczącym KEP u. Mamy heretyków i odstępców w Episkopacie ale nie ma żadnego hierarchy który ma atrybuty męskie psychiczne pozwalające na stwierdzenie faktu. Tylko tyle. Stwierdzenie faktu. Tylko po to, żeby sobie uprawiał herezje sam ale żeby ludzi prostych nie zwodził. Przecież to ludzkie dusze z których nie każdy miał okazję poznać choćby okruszyny prawa kanonicznego, a przede wszystkim co innego jest jego obowiązkiem.

    Mamy wrażenie, że Kościół w najwyższej hierarchii stał się maszyną do koszenia kasy i zabawiania się wiarą , a czarną robotę i konsekwencje zachowa różnych kurwii biskupich ponoszą prości księża, udzielający sakramentów i zbierający ciosy po parafiach.

    „O chrześcijanach zachowujących szabat lub przestrzegających innych zwyczajów żydowskich.

    Chrześcijanie nie powinni zachowywać się jak Żydzi, w szabat powinni pracować a nie odpoczywać; jeśli pragną odpoczynku powinni odpoczywać raczej dla uczczenia dnia Pańskiego, tak, jak to czynią chrześcijanie; gdyby zaś upierali się przy zachowaniu zwyczajów żydowskich, niech będą wyłączeni ze wspólnoty Chrystusa.”
    Acta Synodalia, Laodycea we Frygii (koniec IV wieku). Baron, Pietras, str 115.

    „Biskup, prezbiter lub diakon, który modli się tylko wraz z heretykami, zostanie wyłączony [z Kościoła];
    gdyby jednak zachęcał ich do pełnienia funkcji duchownych, winien być złożony z urzędu”
    Constitutiones Apostolorum VIII 47, 45

    „Jeśli jakiś duchowny lub świecki wejdzie do synagogi Żydów lub do świątyni heretyków aby się modlić, zostanie złożony z urzędu i wyłączony [z Kościoła. ]”
    Const Apost. VIII 47, 65

    “O kapłanach uznających chrzest, rytuały heretyków.
    Biskupa lub kapłana, którzy uznają chrzest lub ofiarę heretyków, nakazujemy złożyć z urzędu. Jakaż jest bowiem wspólnota Chrystusa z Beliarem? Albo niewierzącego z wierzącym?”
    ConstApost 47, 46

    „Zarówno oni, jak i biskupi diecezjalni, podejmą wysiłki, aby świeżo ochrzczeni nie utrzymywali żadnych kontaktów z Żydami i niewiernymi, przynajmniej przez dłuższy czas, aby- tak jak świeżo wyleczeni ze słabości- nie mieli żadnej okazji do ponownego upadku w poprzednie zatracenie. (…) Pod groźbą ciężkich kar zakazuje się neofitom grzebania zmarłych wedle zwyczajów żydowskich i zachowywania szabatów oraz innych uroczystości, jak również jakichkolwiek obrzędów starożytnej sekty. Naruszający te zasady będą sprowadzani na dobrą drogę przez kapłanów w swych parafiach, albo przez innych, wyznaczonych do tego przez biskupów diecezjalnych mocą prawa bądź starożytnego zwyczaju, albo inkwizytorów do spraw błędów heretyckich. (…) Gdyby zaś ktoś, jakiegokolwiek stanu lub godności, nie przymuszał takich neofitów do zachowywania obrzędów chrześcijańskich, albo któregoś ze wspomnianych obowiązków, ale wspierał i bronił, to popadnie w kary ogłoszone przeciwko opiekunom heretyków. Neofici zaś, gdyby nie dopełnili obowiązku poprawy po kanonicznym upomnieniu, a przyłapani zostaliby po nawrocie do wymiotu judaizantów, to będą potraktowani jako przewrotni heretycy zgodnie z przyjętymi w tej dziedzinie świętymi kanonami.

    Gdyby zaś Żydów lub niewiernych obowiązywały indulty lub przywileje przyznane przez władze kościelne lub świeckie jakiegokolwiek stanu lub godności, choćby papieskiej lub cesarskiej, czy to już przyznane, czy też mające być przyznane w przyszłości, a działające w jakikolwiek sposób na szkodę Wiary katolickiej, imienia chrześcijańskiego lub przeciwko którejkolwiek z wymienionych zasad, to święty synod określa je jako daremne i nieważne, utwierdzając w mocy dekrety i konstytucje apostolskie oraz synodalne, przyjęte w tej dziedzinie.”
    Sobór w Bazylei, sesja 19,IV, 1-11 Dekret dotyczący pragnących nawrócenia.

Najnowsze komentarze
    033596