OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Kościół

Forsowanie koncelebry to błąd prawny, teologiczny i duchowy

Po Watykanie krąży plotka. Jeden ze współpracowników papieża Franciszka zapytał go czy to prawda, że ustanowiono komisję w celu „reinterpretacji” Humanae Vitae, a on odpowiedział „to nie komisja, tylko grupa studyjna”. To nie tylko manipulacja językowa służąca ukryciu prawdy, lecz gra słów ujawniająca, w jaki sposób kult sprzeczności stanowi istotę tego pontyfikatu.  

Prałat Gilfredo Marengo, koordynator owej „grupy studyjnej” dobrze podsumowuje tę filozofię, gdy mówi, że musimy unikać „polemicznej gry typu pigułka tak – pigułka nie, podobnie jak to jest dziś, gdy mamy: Komunia dla rozwiedzionych – tak – Komunia dla rozwiedzionych – nie” (Vatican Insider, 23 marzec 2017).

Piszę o tym, by przedstawić nowy poufny materiał, skonstruowany przez inną grupę studyjną. Chodzi o „dokument roboczy” Kongregacji do spraw Duchowieństwa „O koncelebrze w Kolegiach i Seminariach Rzymu”. Krąży on nieoficjalnie po rzymskich kolegiach i seminariach. Z tekstu wynika wprost, że papież Franciszek chce wprowadzić koncelebrację eucharystyczną w kolegiach i seminariach Rzymu. Tym samym de facto, choć niebezpośrednio przyznaje, że „celebrację we wspólnocie należy zawsze przedkładać nad odprawianie indywidualne”.

Z dokumentu wyłaniają się też motywy stojące za tą decyzją. Rzym to nie tylko siedziba Świętego Piotra i serce cywilizacji chrześcijańskiej, lecz również miejsce, gdzie księża i seminarzyści z całego świata spotykają się, by nauczyć się czci dla wiary, rytów i tradycji Kościoła; a więc tego wszystkiego, co nazywano „duchem rzymskim”. Tymczasowy pobyt w Rzymie, pomagający rozwinąć miłość dla Tradycji Kościoła, oferuje dziś możliwość liturgicznej i doktrynalnej „reedukacji” dla osób pragnących zreformować Kościół według dyrektyw papieża Bergoglio. Życie w rzymskich kolegiach – jak przyznaje „dokument roboczy” – rzeczywiście „daje szansę doświadczenia w tym samym czasie intensywnego okresu stałej, integralnej formacji”.

Przesadny nacisk na koncelebrę

Koncelebracja została ustanowiona jako środek dla księdza, by stracił powoli świadomość tego kim jest on i czym jest jego misja – sprawowanie Ofiary Eucharystycznej i zbawienie dusz

 

Dokument odnosi się bezpośrednio do ostatniej papieskiej przemowy dla studiujących w Rzymie. Papież Franciszek podkreślił w niej znaczenie koncelebracji w kontekście wspólnot księży-studentów. „Przezwyciężanie indywidualizmu i doświadczanie różnorodności jako daru, szukanie jedności kapłanów, stanowiącej znak Bożej obecności w życiu wspólnotowym to niekończące się wyzwanie. Prezbiter nieutrzymujący jedności, de facto wyrzuca Boga z życia wspólnotowego. Nie daje on świadectwa obecności Stwórcy. Wyrzuca Go. Dlatego też zgromadzeni w imię Boga, szczególnie na odprawianiu Eucharystii, manifestujecie także sakramentalnie, że On jest miłością waszych serc. (Przemówienie, 1 kwietnia 2017).

W świetle tej doktryny „dokument roboczy” Kongregacji do spraw Duchowieństwa powtarza, że „Mszę koncelebrowaną preferuje się nad indywidualną celebrację” [pogrubienie znajduje się w oryginale; dotyczy to też kolejnych cytatów].

„Zatem silnie zachęca się przełożonych, by zachęcali do koncelebry, nawet kilka razy dziennie, w dużych kapłańskich wspólnotach. Dlatego można antycypować kilka koncelebr w różnych kolegiach, tak aby księża-rezydenci mogli uczestniczyć zgodnie ze swoimi osobistymi potrzebami, ustanawiając Msze dwa lub trzy razy dziennie.

W efekcie codzienne relacje, pielęgnowane nieustannie przez lata w tym samym rzymskim kolegium są ważnym doświadczeniem w drodze powołania każdego księdza. Dzięki temu wśród księży różnych diecezji i narodów tworzą się braterskie więzi i wspólnota znajdujące sakramentalny wyraz w koncelebracji Eucharystycznej.

„Niewątpliwie, opuszczenie własnej diecezji i misji duszpasterskiej na całkiem długi czas gwarantuje nie tylko przygotowanie intelektualne, lecz przede wszystkim możliwość, by w tym samym czasie doświadczyć intensywnego okresu trwającej, integralnej formacji. Dlatego też życie wspólnotowe w kolegiach kapłańskich oferuje nowe lekarstwo kapłańskiej wspólnoty.

Doświadczenie kolegium to możliwości owocnego odprawiania Eucharystii przez księży. Zatem praktyka codziennej koncelebracji Mszy w kolegiach może stać się okazją pogłębiania życia duchowego kapłanów. Jej ważne owoce to:

– wyrażenie wspólnoty między księżmi z różnych Kościołów patrykularnych, manifestowane szczególnie, gdy biskupi z różnych diecezji przewodniczą koncelebracji podczas swych wizyt w Rzymie

– szansa wysłuchania homilii innych księży

– uważnie przygotowana celebracja, nawet uroczysta, codziennej Eucharystii

– pogłębienie pobożności Eucharystycznej, którą powinien kultywować każdy ksiądz, poza samą celebracją”.

Wśród praktycznych norm, na jakie się wskazuje, możemy przeczytać, że: „rekomenduje się, by księża mogli uczestniczyć zwyczajnie w koncelebracji Eucharystycznej w godzinach ustanowionych przez kolegium, zawsze preferując wspólnotową celebrację wspólnotową nad indywidualną. W tym sensie kolegia z dużymi grupami księży mogą ustanowić celebrację Eucharystii podczas 2 lub 3 różnych godzin dnia, tak aby każdy mógł uczestniczyć zgodnie ze swoimi osobistymi, akademickimi czy pastoralnymi potrzebami”.

„Jeśli księża rezydenci w kolegium z jakiś konkretnych powodów nie mogą uczestniczyć w koncelebracji w ustalonych godzinach, muszą zawsze preferować wspólną celebrację w innej, bardziej dogodnej godzinie”.

 

Wątpliwości prawne i nie tylko

Naruszenie kanonu 902, według którego księża „mogą koncelebrować Eucharystię, z zachowaniem jednak swobody każdego do indywidualnego sprawowania Eucharystii” jest oczywiste i powtarza się w dwóch akapitach tekstu. Skutkiem tego kolegia stosujące literalnie dokument roboczy naruszą obecne powszechne prawo. Jednak poza uwagami prawnymi, istnieją też inne, natury teologicznej i duchowej.

5 marca 2012 roku przy okazji prezentacji książki prałata Guillaume Derville’a „Koncelebracja Eucharystii. Od symbolu do Rzeczywistości (Montreal 2012), kardynał Antonio Canizares, ówczesny prefekt Kongregacji Kultu Bożego, podkreślił potrzebę „większego umiaru” w koncelebracji, przyjmując za swoje słowa Benedykta XVI „w tym celu, wraz z Ojcami Synodu, zalecam kapłanom codzienną celebrację Mszy świętej, również i wtedy, gdy nie uczestniczą w niej wierni. To zalecenie jest przede wszystkim odpowiedzią na obiektywnie nieskończoną wartość każdej celebracji eucharystycznej; znajduje też uzasadnienie w jej szczególnej skuteczności duchowej, ponieważ Msza św., przeżywana z wiarą, kształtuje człowieka w najgłębszym znaczeniu tego słowa, sprzyja bowiem upodabnianiu się do Chrystusa oraz utwierdza kapłana w jego powołaniu” (Sacramentum Caritatis 80).

Katolicka doktryna widzi we Mszy Świętej bezkrwawe ponowienie Ofiary Krzyża. Zwiększenie liczby odprawianych Mszy oddaje większą chwałę Bogu i przynosi duszom ogromną korzyść. „Choć każda Msza ma sama w sobie tę samą nieskończoną wartość” – pisze ojciec Joseph de Sainte Marie – „dyspozycje ludzi do przyjmowania jej owoców są zawsze niedoskonałe i w tym sensie ograniczone. Dlatego też tak ważną rolę dla pomnożenia owoców zbawienia odgrywa liczba odprawianych Mszy. W oparciu o te podstawowe, ale wystarczające teologiczne rozumowanie, zbawcza wartość znaczącej liczby Mszy jest udowodniona także przez liturgiczną praktykę Kościoła i stanowisko Magisterium. Kościół na przestrzeni stuleci stawał się stale coraz bardziej świadomy tej owocności. Dlatego też promował praktykę zwiększania liczby Mszy i następnie zachęcał, oficjalnie, by odprawiać ich coraz więcej”. (Eucharystia zbawieniem świata, Paryż 1982, s. 457-458).

Neo-moderniści zredukowali jednak Mszę do idei zgromadzenia: im więcej księży i wiernych obecnych, tym większe jej znaczenie. Koncelebracja została ustanowiona jako środek dla księdza, by stracił powoli świadomość tego kim jest on i czym jest jego misja – sprawowanie Ofiary Eucharystycznej i zbawienie dusz. Tymczasem zmniejszenie liczby Mszy Świętych, podobnie jak i odchodzenie od prawidłowej jej koncepcji to jedna z głównych przyczyn dzisiejszego kryzysu religijnego. A teraz nawet Kongregacja do spraw Duchowieństwa, i to na wniosek papieża Franciszka, bierze udział w zniszczeniu wiary katolickiej.

Roberto de Mattei

Tłumaczenie: Marcin Jendrzejczak

 

Lichwiarze w świetle religii i tradycji

Wszechobecny wyzysk

Żyjemy w świecie lichwy. Być może ta teza wyda się niektórym zbyt śmiała, jednak uważna obserwacja otaczającej nas rzeczywistości nie pozostawia złudzeń. Świat wirtualnego pieniądza i wszechpotężnych instytucji bankowych żerujących na ludziach stał się rzeczywistością, którą mało kto kwestionuje. Głosy potępiające taki stan rzeczy nikną wśród gwaru i chaosu współczesnego świata, jak gdyby stworzonego z myślą o ogłupieniu społeczeństwa i zduszeniu w zarodku wszystkiego, co mogłoby zaszkodzić ideologii konsumpcjonizmu, leżącej u podstaw dzisiejszej dekadencji. Stawiam więc tezę, że żądza zysku jest powodem takiego, a nie innego kierunku, w którym zmierzamy. Pozostałe kwestie, które tak rzucają się w oczy, są jedynie pochodnymi pierwotnej chciwości, kształtującej świat na swoją modłę i za nic mającej dobro jednostki, którym w każdy możliwy sposób się zasłania. Zboczenia, przemoc i ogólny upadek obyczajów, to produkty chciwości, uzurpującej sobie prawo do kreowania otoczenia w sposób urągający wszelkim zdrowym standardom. Chciwość nie widzi niczego poza sobą, dla człowieka nią opanowanego nie istnieje żadna świętość, żadna granica, jest tylko wieczny głód i żądza. Inni ludzie są tylko obiektami wyzysku służącymi zwiększaniu bogactwa. Ich wewnętrzne wartości są przeszkodą, którą należy pokonać wszelkimi sposobami. Społeczeństwo pozbawione wiary i zasad moralnych nie zasługuje na miano cywilizowanego, bo jest jak stado zwierząt hodowlanych idących na rzeź.

Pierwszą spośród córek chciwości jest lichwa. Potworny wynalazek, świetnie służący zniewoleniu zarówno pojedynczych osób, jak i całych narodów. Kto z nas nie ma kredytu? Kto mieszka tak naprawdę „na swoim”, a nie na bankowym? Kto z nas może pozwolić sobie na komfort bycia człowiekiem, a nie maszynką do zarabiania pieniędzy przez banki? Czy może być wolną osoba, nad którą wisi cień strachu o przyszłość, o to czy nie przyjdzie ktoś i nie zabierze jej tego, co mylnie uważała za swoje? Pożyczają nam pieniądze na rzeczy, na które powinno być nas stać dzięki naszej pracy. Jednak w dzisiejszych czasach wartość pracy dyktowana jest przez zdolność kredytową, a nie jej rzeczywiste skutki społeczne. Produkcja, usługi, to wszystko małe piwo w porównaniu z tzw. inwestycjami czy spekulacjami wirtualnymi instrumentami finansowymi. Posiadając pieniądze, możesz pomnożyć je bez ruszania się z domu. Wystarczy kupić akcje i czekać na zysk. Oczywiście dobrze jest mieć tych pieniędzy naprawdę bardzo dużo, albo chociaż informacje z odpowiednich źródeł, co do przyszłych wydarzeń mogących mieć wpływ na notowania giełdowe. Niektórzy zapominają, że całym rynkiem finansowym rządzi prawo podaży i popytu, że masy drobnych inwestorów są oceanem falującym w rytm kierujących nimi emocji. W oceanie tym pływają grube ryby, wykorzystujące pływy dla nabijania sobie kabzy kosztem biednej i niedoinformowanej większości.

Dlaczego społeczeństwa tzw. cywilizacji zachodniej pozwalają funkcjonować regułom tak jawnie sprzecznym ze zdrowym rozsądkiem? Nawet nie kierując się rozsądkiem można przecież sięgnąć do tradycji i wiary, od tysiącleci potępiających lichwę oraz wskazujących pożądany i wypracowany przez pokolenia kształt jaki powinny mieć relacje społeczne. Wiem dlaczego, jednak konkluzję pozwolę sobie pozostawić na koniec. Zastanówmy się teraz: czy istnieje dla nas inna droga? Wbrew temu, czym raczy nas oficjalna propaganda, inne możliwości są dostępne, a wieczne kredytowanie na procent ludzi i społeczeństw, to ślepy zaułek, w który wprowadza ludzkość rządząca nią „elita” finansowa.

Geneza Problemu

Lichwa w tej czy innej formie istniała od tysiącleci. Zawsze znalazł się cwaniak, który chciał wykorzystać trudną sytuację bliźniego, by zarobić łatwe pieniądze. Niezależnie od epoki ludzie pożyczali sobie mniejsze bądź większe kwoty. Podlegało to z początku regulacjom zwyczajowym, a w niektórych przypadkach religijnym, w końcu także prawnym. Pieniądz ewoluował wraz z rozwojem ludzkości. Nie ma tu miejsca na analizę faz jego rozwoju i tego jak zmieniał się na przestrzeni wieków. Zastanówmy się za to, w jaki sposób narodziła się współczesna bankowość i w jaki sposób plugawa, plemienna mentalność dała jej początki.

Zjawisko lichwy pomimo tego, ze towarzyszyło ludzkości od samego początku istnienia pieniądza, spotykało się również od zawsze z krytyką ludzi światłych. Według Arystotelesa „(…) z największą słusznością znienawidzone jest rzemiosło lichwiarza, ponieważ osiąga zysk z samego pieniądza, który mija się tu ze swym przeznaczeniem. Stworzony bowiem został dla celów wymiany, a tymczasem przez pobieranie procentów sam się pomnaża. (…) ten sposób zarobkowania jest w najwyższym stopniu przeciwny naturze”[1]. Jak widać już w IV wieku p.n.e. pożyczanie pieniędzy na procent stanowiło duży problem. Jeśli zjawisko nie jest rzeczywistym problemem nikt go nie potępia i przechodzi się nad nim do porządku dziennego. Niestety „starożytni Grecy wiele wycierpieli z powodu nadmiernie oprocentowanych pożyczek, które wpędziły w niewolę ogromną liczbę mieszkańców Aten. Kiedy bowiem dłużnik bankrutował, wierzyciel mógł go sprzedać wraz z całą rodziną”[2]. Dzisiejsza sytuacja nie wygląda na szczęście aż tak źle, jednak przykład antycznych Greków pokazuje do czego może dojść, jeśli takiemu procederowi pozwoli się rozwijać.

„Nie będziesz żądał od brata swego odsetek od pieniędzy, od żywności ani odsetek od czegokolwiek, co się pożycza na procent. Od obcego możesz się domagać, ale od brata nie będziesz żądał odsetek”[3]. Cytat ten, pochodzący z żydowskiej Tory jest przykładem specyficznego postrzegania świata, dzielącego ludzi na swoich i obcych. Napisałem „specyficznego”, jednak znany jest on każdemu z nas. Kto nie spotkał w życiu człowieka będącego ludzkim, tylko dla określonej grupy i jednocześnie okrutnym dla pozostałych. Kategoryzowanie innych osób według rozmaitych kryteriów, właściwe jest wszystkim ludziom, jednak dopuszczanie oszustwa, czy też nadużyć wobec tych umieszczonych w kategorii „obcy”, świadczy o niskim poziomie moralnym. Przepisy tego typu służyły ochronie relacji wewnątrz danej społeczności przed zgubnymi skutkami lichwy i chciwości jako takiej. Czy nie świadczy to o inteligencji zakazów zawartych w Torze? Żydzi wiedzieli, że lichwa jest szkodliwa, jednak dopuszczali ją względem ludzi innych narodowości i wyznań. Ten sposób myślenia właściwy jest Pięcioksięgowi Mojżeszowemu oraz rozmaitym jego interpretacjom zawartym w Talmudzie.

Stawianie siebie w roli ludzi lepszego rodzaju, mogących wyzyskiwać innych, a zarazem zobowiązanych do bezwzględnej lojalności wobec swoich, odbiło się piętnem na nowoczesnym systemie bankowym, który wyrósł na gruncie talmudycznych rozważań. W średniowieczu, wobec kategorycznego potępienia lichwy przez chrześcijaństwo, zajmowali się nią Żydzi. Położyli oni fundament pod współczesny, konwencjonalny system bankowy. I niech nikt sobie nie myśli, ze jest w tym coś złego. Formowanie się dzisiejszego systemu było procesem z gruntu relatywnym i zaszło tak, a nie inaczej z przyczyn historycznych. Pewne uwarunkowania sprawiły, że w danym momencie historii na scenie była tylko jedna społeczność, mogąca z „czystym sumieniem” zajmować się pożyczaniem na procent. Nic dziwnego, że zasady, którymi kierowała się ta właśnie społeczność stały się osnową branży przez nią zdominowanej.

Lichwa jest domeną „nieludzkich” istot. Bezwzględne żerowanie na potrzebach i biedzie innych, to czyste zło i obraz odczłowieczenia, jakiemu ulegają osobnicy zajmujący się nią. Przyzwolenie na jej istnienie degeneruje także zdrowe relacje społeczne. „Dehumanizacja występuje wtedy, gdy pewne istoty ludzkie uważają inne istoty ludzkie za wykluczone z kategorii moralnej, jaką stanowi osoba ludzka (…). W takich warunkach staje się możliwe, by normalni, zdrowi moralnie, a zwykle nawet idealistycznie myślący ludzie dokonywali aktów destrukcyjnego okrucieństwa”[4]. Wszechwładza pieniądza doprowadza do tego, że z pozoru normalni ludzie dopuszczają do siebie myśl, że ten, kto pieniędzy nie ma lub ma ich mniej, jest mniej warty. W ten sposób usankcjonowany prawnie wyzysk jest demoralizujący zarówno dla społeczeństw, jak i jednostek.

Bankowość Chrześcijańska

Cywilizacja zachodnia fundamentów swego istnienia upatruje w chrześcijaństwie. Dla tych, którzy znają nauczanie Jezusa z Nazaretu może to wydać się dziwne, z racji ogromu przekłamań i naciąganych interpretacji, zniekształcających obraz naszej wiary i tworzących z niej coś na wzór konglomeratu idei, z którego każdy wyciąga tylko to, co mu pasuje. Nie ma tu miejsca na rozważania natury teologicznej czy religioznawczej, ale faktem jest, że większość zakazów i nakazów występujących w Biblii traktowana jest co najmniej po macoszemu. Odnośnie naszego systemu bankowego jedno jest jasne, stoi on w rażącej sprzeczności nie tylko z literą prawa, ale i duchem Pisma Świętego. Jeżeli brat twój zubożeje i ręka jego osłabnie, to podtrzymasz go, aby mógł żyć z tobą przynajmniej jako przybysz i osadnik. Nie będziesz brał od niego odsetek ani lichwy. Będziesz się bał Boga swego i pozwolisz żyć bratu z sobą. Nie będziesz mu dawał pieniędzy na procent. Nie będziesz mu dawał pokarmu na lichwę”[5]. Cytat ten, zaczerpnięty ze Starego Testamentu, jest jednym z kilku wyraźnie zakazujących lichwy. Wiele osób powie, że odnosił się tylko do Żydów. Jednak w świetle Nowego Testamentu oraz stwierdzenia Chrystusa: „nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo lub proroków; nie przyszedłem znieść, ale wypełnić”[6] oraz jego zachęty: „idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”[7], wskazuje na coś zgoła innego. Ciężko jest również dyskutować ze św. Pawłem z Tarsu, zwanym Apostołem Narodów, prowadzącym działalność misyjną wśród pogan, zrównując ich tym samym w obliczu Boga z Żydami. Tego typu dyskusje są jednak zbędne wobec ogólnej wymowy chrześcijaństwa, będącego wyznaniem głoszącym potrzebę braterstwa i miłości. Gdzie tu miejsce dla lichwy? Gdzie miejsce dla lichwiarzy? Ojcowie Kościoła wyraźnie potępili lichwę. Nie ma tu miejsca na dyskusje.

Pisząc o ojcach Kościoła nie chciałbym być gołosłownym. Jednym z najbardziej znanych wrogów pożyczania na procent był św. Tomasz z Akwinu. W jego opinii „branie procentów od pożyczonych pieniędzy jest niedozwolone. Jest niedozwolone, bo jest niesprawiedliwe, a niesprawiedliwe jest dlatego, że sprowadza się do sprzedaży czegoś, co nie istnieje: quia venditur id quo non est[8]. Jest to nad wyraz słuszne stwierdzenie, ponieważ pamiętajmy, że pieniądz ma wartość umowną. Nie jest dobrem, które można spożyć, zbudować coś z niego, czy w jakikolwiek sensowny sposób wykorzystać. Jedyną wartość jaką posiada nadają mu ludzie, na mocy umowy zgadzający się dać mu moc środka płatniczego. Jest to jednak w znacznym stopniu iluzja, co widać w okresach wielkich kryzysów finansowych. W trakcie hiperinflacji w Niemczech w latach 1918-1924 banknotami można było co najwyżej palić w piecu. „W 1914 roku kurs wymiany pomiędzy dolarem a niemiecką marką wynosił ok. 1:4. W 1923 roku wskaźnik ten podskoczył do poziomu 1 USD za 1 bilion marek! Zazwyczaj posiadanie tak dużej ilości pieniędzy, że musisz mieć wózek, aby je przenosić brzmi naprawdę nieźle, ale nie w sytuacji kiedy nie wystarcza to nawet na bochenek chleba”[9]. Oczywiście podejście do idei płacenia za pożyczone pieniądze w ujęciu św. Tomasza uwzględniało pewne niuanse, jak chociażby aspekt rzeczywistej szkody poniesionej przez wierzyciela. „Św. Tomasz wierny swej zasadzie utrzymuje stanowczo, iż nie wolno sprzedawać prawa do użytkowania pożyczonych pieniędzy; ale są inne jeszcze sposoby użytkowania pieniędzy niż ich wydawanie. Można na przykład złożyć pieniądze w zastaw, co nie jest równoznaczne z wydawaniem ich. W podobnym wypadku użytek uczyniony z pieniędzy jest czymś od samych pieniędzy odrębnym, toteż może być sprzedany oddzielnie, wskutek czego pożyczający ma prawo do otrzymania więcej, niż pożyczył”[10]. Niemniej jednak św. Tomasz stoi twardo na stanowisku piętnującym lichwę jako grzech. Ostrze jego krytyki spada jednak tylko na pożyczkodawcę. Pożyczkobiorca jest w jego oczach niewinny.

Warto też wspomnieć osobę żyjącego bliżej naszych czasów Papieża Benedykta XIV. W jednej ze swoich encyklik pochylił się nad problemem lichwy, który również w jego czasach był nabrzmiały i cuchnący nie mniej niż dzisiaj. „Natura grzechu zwanego lichwą leży i źródło swe znajduje w umowie pożyczki. Ta umowa finansowa między dwoma skłonnymi do jej zawarcia stronami wymaga, zgodnie ze swą naturą, aby jedna strona zwróciła drugiej kwotę dokładnie tej samej wysokości, jaka została pożyczona. Grzechem jest w tym przypadku to, że czasami wierzyciel żąda zwrotu większej kwoty niż ta, którą pożyczył. Utrzymuje on, iż należy mu się zysk, którym jest suma wykraczająca poza kwotę pożyczki, ale wszelki taki zysk jest bezprawny i lichwiarski”[11].

Z rodzimego podwórka i czasów już nam współczesnych należy przypomnieć osobę księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Celnie punktuje on mankamenty kapitalizmu pisząc: „Powstała nowa religia – pieniądza i bogactwa. Jej dogmaty – to nieograniczona wolność gospodarcza, wolna konkurencja, rozdział kapitału i pracy, najemnictwo, prawo podaży i popytu, mechanizm cen. Jej moralność – to brak wszelkiej moralności, przewaga kapitału nad człowiekiem i pracą, dobro produkcji, zysk jako dobry uczynek. Jej ołtarze – to wielkie fabryki, maszyny, narzędzia, kartele, syndykaty, banki, gdzie za cenę chciwości ofiarowywano życie ludzkie. Cel ostateczny – błogosławiony bogaty. Bogatymi bądźcie za wszelką cenę – kto może i jak tylko może!”[12]. Kardynał Wyszyński w jasny sposób zwraca więc uwagę na konieczność ochrony wolności przy jednoczesnej konieczności pamiętania o nakazach moralnych. W jego opinii Kościół potępia wszelkie „dzikie formy anarchii gospodarczej, wiodące nieliczną garść ludzi do opanowania świata przy pomocy pieniądza i kredytu[13]. Cóż więcej można tu dodać?

Jak widać, pomimo wielu zniekształceń doktryny katolickiej oraz współczesnej mody na jej łagodzenie, stosunek Kościoła do lichwy pozostaje niezmienny. Począwszy od czasów pierwszych chrześcijan, poprzez średniowiecznych doktorów Kościoła i papieży, a na współczesnych przedstawicielach hierarchii kościelnej skończywszy, lichwa postrzegana jest jako zjawisko negatywne i szkodliwe.

Bankowość islamska

A ci, którzy pożerają lichwę,
nie powstają inaczej, niż powstaje ten,
którego przewrócił szatan przez dotknięcie.
Tak jest, ponieważ oni mówią:
„Handel jest podobny do lichwy”.
Lecz Bóg dozwolił handel a zakazał lichwy [14].

Bankowość islamska również wyrosła na gruncie religijnym. W przeciwieństwie do tzw. bankowości konwencjonalnej, cechuje się naciskiem kładzionym na kwestie moralne oraz zasady sprawiedliwości społecznej. Oddajmy tu głos samym muzułmanom: „Bankowość islamska ma ten sam cel, co bankowość konwencjonalna, z wyjątkiem tego, że działa zgodnie z zasadami Szariatu, znanymi jako Fiqh al-Muamalat (islamskie zasady dotyczące transakcji). Islamska działalność bankowa musi być praktykowana zgodnie z Szariatem i jego praktycznym zastosowaniem w rozwoju islamskiej ekonomii. Wiele z zasad, na których opiera się bankowość islamu, jest powszechnie akceptowana na całym świecie od wieków”[15]. Brzmi to wszystko pięknie, jednak jakie są cechy różniące banki respektujące prawo Szariatu od znanych nam z rodzimego podwórka, bankowych molochów? Przede wszystkim wyjaśnijmy sobie dwa podstawowe sposoby kształtowania relacji na linii klient-bank, w kontekście naszych rozważań nad niekonwencjonalnymi modelami bankowości. W sytuacji, gdy jedna osoba (bądź instytucja) posiada kapitał, a druga chce z tego kapitału skorzystać na rzecz swojej wizji biznesowej, w bankowości konwencjonalnej zastosowanie znajduje instrument kredytu. Polega on z grubsza na tym, że „kredytodawca zobowiązuje się udostępnić określoną kwotę na określony cel oraz czas, a kredytobiorca zobowiązuje się wykorzystać kredyt zgodnie z jego przeznaczeniem oraz zwrócić pobraną kwotę wraz z należnym bankowi wynagrodzeniem w postaci prowizji i odsetek”[16]. Właściciel kapitału bazuje na odzyskaniu kwoty głównej i dodatkowej na podstawie stałej stopy procentowej, jako rodzaju odszkodowania za utratę płynności finansowej na pewien czas. Płatność ta jest należna, niezależnie od tego, czy przedsiębiorca osiągnął zysk dzięki pożyczonym pieniądzom. W przypadku poniesionej straty kredytobiorca i tak musi spłacić główną kwotę pożyczki, a także naliczone odsetki z własnych środków, podczas gdy właściciel kapitału nie traci nic. Nie brzmi to zbyt sprawiedliwie. Wygląda raczej na praktyczne zastosowanie prawa silniejszego, wykorzystującego cudzą potrzebę dla zysku, za usprawiedliwienie mając jedynie to, że może to zrobić.

Drugim ze sposobów rozwiązania sytuacji, w której jedna osoba ma plan i zdolności, a druga środki, jest ten stosowany w bankowości islamskiej zwany Mudarabah: „Jest to umowa zawarta pomiędzy dwoma podmiotami, w której kapitałodawca (Rabb al-Mal), powierza pieniądze zarządzającemu (Mudarib). Zarządzający kapitałem wykorzystuje go w sposób ustalony w umowie, a następnie zwraca go kapitałodawcy. Zysk wypracowany przez zarządzającego dzielony jest pomiędzy strony w sposób ustalony w umowie, natomiast straty ponosi tylko kapitałodawca”[17]. Co do zasady chodzi tu o to, że bank dzieli się zyskami i ryzykiem z osobą, której pożycza pieniądze. Brzmi dziwnie, nierealnie? Jednak takie są założenia. Aby to wszystko doprecyzować zapoznajmy się z głównymi, wynikającymi z Szariatu, zakazami obowiązującymi bankowość islamską. „Najważniejszym ograniczeniem jest zakaz riba. Wśród muzułmanów riba jest rozumiana jako zysk, który nie został zarobiony, procent od pożyczki. Drugim ważnym ograniczeniem bankowości islamskiej jest zakaz gharar. W odniesieniu do handlu oznacza on niedopuszczalność sytuacji, w której kupujący nie wie, co kupił, a sprzedający – co sprzedał. Trzecim ograniczeniem jest zakaz maysir. Chodzi tu ogólnie o gry losowe (gdy wynik zależy od przypadku). Nie jest natomiast oczywiście zakazane podejmowanie ryzyka w celu osiągnięcia zysku, czyli typowa działalność przedsiębiorcy”[18].

Jak widać świat muzułmański, nie rezygnując z rozdziału religii od innych dziedzin życia, wypracował ciekawą formę bankowości, w której nie pożycza się na procent, a bank jest swego rodzaju wspólnikiem w inwestycji. Czy to nie są przypadkiem zasady, którymi kierują się ludzie dbający nie tylko o swój interes, ale również o dobro wspólnoty? Przecież ta forma bankowości buduje wspólnotową odpowiedzialność za społeczeństwo, zaufanie pomiędzy ludźmi i instytucjami. Nie warto chyba nawet wspominać o twardych regułach Szariatu, których przekroczenie wyklucza sprawcę z ummy (wspólnoty muzułmańskiej) i skazuje go na ostracyzm, będący od zawsze najlepszym narzędziem egzekwowania społecznego porządku. Ostracyzm jednak jest możliwy tylko w społecznościach zwartych ideologicznie lub religijnie. W społeczeństwach tak zatomizowanych jak zachodnie ciężko dziś o prawdziwe więzi i spójny, jednoczący ludzi zestaw wartości. Tym społeczności muzułmańskie górują nad nami, jednak nie zawsze tak było. Jako społeczeństwa chrześcijańskie wyrośliśmy z podobnego zbioru zasad, które jednak z biegiem lat są coraz mniej przestrzegane. Bankowość konwencjonalna, której jesteśmy ofiarami, jest odejściem od naszego rzeczywistego dziedzictwa.

Konkluzja

Niestety w dzisiejszych czasach lichwiarze święcą triumfy i brylują na salonach zaś uczciwi ludzie cierpią biedę. Obraz świata, który znamy bliższy jest apokaliptycznym wizjom św. Jana niż intencjom Jezusa. Niech nikt mi nie wmawia, że żyjemy w cywilizacji chrześcijańskiej. Konsumpcjonistyczno-ateistyczna mieszanka ideowa przenikająca na wskroś naszą codzienność, to najzwyklejsza hańba dla ludzkości. Chciałem napisać coś o bankowości chrześcijańskiej, o tym jak ją widzę, czy też jak mogłaby wyglądać, ale ciężko zrobić coś z niczego. Nie ma czegoś takiego jak bankowość chrześcijańska, ponieważ chrześcijaństwo jest w głębokiej zapaści. Zastąpiły je bożki pieniądza i władzy oraz chuci i lenistwa, zaszczepiane nam przez ich wyznawców. Ludzki intelekt atakowany jest przez przedstawicieli mediów, show biznesu, polityki i finansjery, w celu odwiedzenia od tego, co naprawdę ważne. Oddajemy hołd pieniądzu nie zdając sobie z tego sprawy. Prawdziwe życie zastąpiliśmy iluzją, czy też raczej zastąpiono je nam niepostrzeżenie, by zrobić z nas głupi tłum, z radością biorący kredyty dla zaspokojenia, już nie tylko istotnych, ale również błahych potrzeb. Okłamano nas wmawiając nam, że tak musi być i wszyscy to zaakceptowali. Świat bez wartości i moralności, za to w wiecznej pogoni za iluzorycznym szczęściem, obiecywanym nam w kolorowych reklamach przez sztucznie uśmiechających się ludzi, w zamian za zakup tego czy innego produktu.

Każdy człowiek chce coś mieć. Potrzebuje tego samego co mają inni, albo więcej. Zapomina o sobie, o tym, że jest czymś więcej niż biologiczną maszyną kierowaną przez układ hormonalny. Nie patrzy na siebie tylko na innych, oceniając swoje życie w świetle cudzego stanu posiadania i cudzych dokonań. Żerują na tym lichwiarze, pasożyty ludzkości. Zakazy zawarte w świętych księgach wielu religii nie są zwykłym wymysłem. Są uzasadnione z punktu widzenia dobra ogółu, są elementarnymi zasadami „higieny społecznej”. Gdy pojawia się lichwa zanikają więzi, zanika prawda i rzeczywistość, polegająca na tym, że rzeczy mają swoją wymierną wartość. Sztuczna kreacja pieniądza praktykowana przez banki nakręca spiralę zadłużenia, której nie da się już zatrzymać. Ludzie i państwa wpadające w pułapkę długu, może z niej wyjdą, a może nie, tak czy owak skorzysta bankier. Zastanówmy się nad sensem dalszego ciągnięcia tego niemoralnego procederu. Zakażmy lichwy na wzór muzułmański i poczekajmy na efekty. Z pewnością skutki będą zadziwiające. Cały szereg wartości niszczonych przez sztuczną kreację pieniądza wróci wtedy do łask. Ludzie zaczną rozumieć, czym jest praca i czym są więzi rodzinne i społeczne. Nikt nie da im pieniędzy znikąd, tak jak to dzieje się dzisiaj. Zaspokajanie żywotnych potrzeb ludzi nie powinno być uzależnione od bankiera, lecz od państwa. Nie powinno się tak bardzo promować drogich kredytów mieszkaniowych, tylko budownictwo czynszowe. Niepotrzebne są nam chwilówki na święta, tylko realne wsparcie i solidaryzm gospodarczy, uczący ludzi odpowiedzialności za wspólnotę. To da się zrobić, tylko trzeba do tego woli politycznej i niezależności od bankowego lobby. I niech nikt nie myśli, że naiwnie idealizuję muzułmański system bankowy. Wszystko ma swoje wady i zalety. Wszelkie posunięcia na skalę globalną, powinny mieć mocne etyczne podłoże lokalne. U nas nie jest z tym najlepiej, jednak wyznaczenie kierunku, to byłby dobry początek. Zacznijmy więc kwestionować zastany układ i drążmy w poszukiwaniu lepszego. Zaprezentowane w tym artykule przykłady, pokazują, że można postępować inaczej, a przede wszystkim uczciwiej.

Jarosław Gryń

Działacz społeczny i polityczny. Członek władz naczelnych Ligi Obrony Suwerenności. Współpracownik kwartalnika „Polski Szaniec” oraz biuletynu „Patriota”. Członek Stowarzyszenia Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy.

[Przypisy:]

[1] Arystoteles, Polityka, ks. I, Warszawa 1964, s. 20

[2] A. Krajewski, Jak ominąć Boga, czyli lichwa, pożyczki i banki według wielkich religii, „Gazeta Prawna”, http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/766685,jak-ominac-boga-czyli-lichwa-pozyczki-i-banki-wedlug-wielkich-religii.html, [dostęp: 20.06.2017]

[3] Biblia Tysiąclecia, Pwt. 23:20, Poznań 2000

[4] P. Zimbardo, Efekt Lucyfera. Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, Warszawa 2008, s. 12

[5] Biblia Tysiąclecia, 3 Mojż. 25: 35-37, Poznań 2000

[6] Ibidem, Mt. 5: 17.

[7] Ibidem, Mt. 28: 19.

[8] E. Gilson, Tomizm. Wprowadzenie do filozofii św. Tomasza z Akwinu, Warszawa 1998, s. 372.

[9] 10 największych kryzysów finansowych w historii, Puls Biznesu, https://www.pb.pl/10-najwiekszych-kryzysow-finansowych-w-historii-485016, [dostęp: 20.06.2017]

[10]  E. Gilson, op. cit., s. 373.

[11] Benedykt XIV, Encyklika Vix Pervenit, O lichwie i innych nieuczciwych zyskach, s.1

[12] Ks. Stefan Wyszyński, Kościół a duch kapitalizmu, cyt. za: „Dystrybucjonizm.pl”, http://www.dystrybucjonizm.pl/ks-kardynal-stefan-wyszynski-kosciol-a-duch-kapitalizmu/, [dostęp: 20.06.2017]

[13] Ibidem.

[14] Koran 2: 275, Tłumaczenie Koranu, Józef Bielawski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1986

[15] What is Islamic banking?, „Institute of Islamic Banking and Insurance”, http://www.islamic-banking.com/what_is_ibanking.aspx, [dostęp: 20.06.2017]

[16] Kredyt bankowy, „Portal Edukacji Ekonomicznej NBP”, https://www.nbportal.pl/slownik/pozycje-slownika/kredyt-bankowy, [dostęp: 20.06.2017]

[17] Mudarabah, „Finansopedia”, http://finansopedia.forsal.pl/encyklopedia/finanse/hasla/911250,mudarabah.html, [dostęp:20.06.2017]

[18] Jacek Karwowski, Uwagi na temat bankowości islamskiej, „Bank i kredyt”, http://bankikredyt.nbp.pl/home.aspx?f=/content/2005/2005_09/karwowski_pl.html, [dostęp: 20.06.2017]

Za: Polish Club Online (21/06/2017)


Lichwa zabójcą współczesnego świata

Lichwa, którą zajmowali się przede wszystkim żydzi, była poważnym problemem gospodarczym, politycznym i moralnym w średniowieczu. Kościół katolicki potępia ja, traktował jako występek i karał ekskomunika. Oto przykład uzasadnienia, autorstwa papieża Klemensa VIII (1592) z okresu późniejszego: „Cały świat cierpi z powodu lichwiarstwa żydów, ich monopoli i oszustw. Sprawili oni, ze wielu nieszczęśliwych ludzi stało się biedakami, szczególnie chłopi i i inni ludzie pracujący”.

Władcy różnych królestw zdawali sobie sprawę, że jakoś trzeba ten problem rozwiązać, a jednocześnie coś zrobić z żydami. Bardzo wybitnym przykładem takiej próby są dwa artykuły (nr 10 i 11) fundamentu prawa konstytucyjnego świata anglojęzycznego, jakim była „Magna Carta”. Oryginał był pisany po łacinie i nosił tytuł: „Magna Carta Libertatum”. Ten dokument, podpisany w 1215 r. przez króla Anglii, był Wielką Kartą Wolności, czyli praw i przywilejów baronów angielskich. Dwa artykuły dotyczące żydów mówiły o zasadach spłacania długów zaciągniętych u żydów w przypadku śmierci dłużnika. Chroniły one żonę i dzieci przed nadmiernym wyzyskiem.

Żydzi w średniowiecznej Anglii zajmowali się handlem i lichwą. Jedna z form lichwy była sprzedaż towarów na kredyt. W Lincoln specjalizowali się żydzi w sprzedaży wełny na kredyt, a w Canterbury – w sprzedaży zboża. Bogacenie się zwartej mniejszości, kosztem większości mieszkańców kraju, budziło niezadowolenie. Towarzyszyła temu bogaceniu się ostentacyjna konsumpcja. Dodać należy nieskrywana niechęć żydów do chrześcijaństwa.

W latach 1189-1190 przetoczyła się przez Anglię fala pogromów żydów. Najpierw poszły słuchy z Westminster do Londynu, że król nakazał masakrę żydów – co było nieprawdą. Później pogromy nastąpiły w: Lynn, Stamford Fair, Bury St.Edmunds, Colchester,Thetford, Ospringe i York.

Jednocześnie władze różnych okręgów wprowadzały zakaz mieszkania żydów na ich terenach. Proces ten zapoczątkował Bury St. Edmunds (1190). Później w ich ślady poszły: Newcastle (1234), wycombe (1235), Southampton (1236), Berkhamsted (1242), Newbury (1244), Bridgnor (1274) i Cambridge (1275). W latach 1263-1265 w szeregu miastach ludność zabrała się za grabienie dóbr żydowskich. Były to: London, Canterbury, Northampton, Winchester, Cambridge, Worcester i Lincoln.

Dalsze kroki pogarszające sytuacje żydów w Anglii poczynił król Edward I, który po kilkuletnim wojowaniu na krucjatach w Ziemi Świętej wrócił do kraju w 1274 r. Zastał kraj w ruinie. Kontrola rządowa ujawniła daleko posuniętą korupcje. Wyciągnięto z tego konsekwencje i wielu bogatych żydowskich finansistów musiało sprzedać swoje majątki, by spłacić podatki i różne zobowiązania finansowe.

W 1275 r. król wprowadza „Statutem de Judeismo”, czyli prawa dotyczące żydów. Przyjęło sie nazywać je „Prawami przeciwko Lichwiarstwu”. Podkopały one pozycje finansową i gospodarczą żydów. Pojawiły sie pewne pomysły przeobrażenia żydów z handlarzy i lichwiarzy w producentów czy zwykłych pracowników. Ale to się nie udało.

Anglia była ostatnim krajem opanowanym przez Żydów ale pierwszym, który się ich pozbył. Po Czwartym Soborze Laterańskim kontakty z żydami były coraz trudniejsze i miało miejsce szereg antyżydowskich wystąpień. Edward I był obarczony problemami stworzonymi przez obcą, żydowską mniejszość, coraz bardziej pochłaniającą bogactwa królestwa i nie dającą się zasymilować.

Rozwiązał problem w ten sposób, że w 1290 roku skonfiskował wszystkie żydowskie bogactwa i wyrzucił ich poza granice kraju. Aż do roku 1655 Żydzi nie mogli legalnie wjechać do Anglii. Wielka Brytania dała przykład jak należy pozbywać się problemu żydowskiego, który to przykład potem był naśladowany na kontynencie europejskim.

Nawiasem mówiąc, wiele wieków później, gdy twórcy cywilizacji samochodowej, Henry’ego Forda, oskarżono o antysemityzm, z tego powodu, że publicznie skrytykował żydów, że są z natury nieproduktywni i są pasożytami, ogłosił on, że da nagrodę w wysokości 1 000$ temu, kto wskaże jakiegoś żydowskiego farmera w USA. Nikt tej nagrody nie był w stanie zdobyć.

Żydzi, pozbawieni możliwości zarabiania lichwą, chwycili sie innego sposobu. W latach 1278-1279 spotkały ich represje za tzw. „coin-clipping”. Polegało to na tym, że żydzi skrawali, piłowali brzegi złotych i srebrnych monet, a następnie puszczali je w obieg. Strużyny i opiłki przetapiano. Za takie przestępstwo w tamtych czasach karano gardłem. Wielu żydów aresztowano. Setki żydów trafiło do Tower of London. Złośliwi mówią, ze nawet nie musieli długo iść na egzekucje, bo Wielka Synagoga została wybudowana przez żydów tuz obok Tower of London. W tejże synagodze oprócz spraw religijnych, zajmowano się także sprawami finansowymi, w tym i lichwy.

W dniu 18 VII 1290 r. król wydaje edykt o wydaleniu żydów. Mieli opuścić Anglię przed Wszystkimi Świętymi, czyli do końca października. Pozwolono im zabrać tylko dobra ruchome. Domy i ziemie przejął król.

W trakcie podroży nadal grabiono żydów. Jeden kapitan statku utopił wszystkich pasażerów u ujścia Tamizy. Inny, o nazwisku Henry Adrian, potopił swoich pasażerów koło wyspy Sheppey.

Wygnani żydzi udawali sie do Francji, Niemiec i Flandrii. Jednak najwięcej ich trafiło do Polski, która była nazywana „Paradisus Iudaeorum”, czyli „Żydowskim Rajem”. Kraj nasz, juz od czasów Mieszka I, był jednym z najbardziej tolerancyjnych krajów europejskich. Dość powiedzieć, ze połowie XVI w. trzy czwarte wszystkich żydów żyjących na świecie mieszkało w Polsce.

1290 – Wygnanie Żydów z Anglii
1394 – Wygnanie Żydów z Francji
1421 – Wygnanie Żydów z Austrii
1492 – Wygnanie Żydów z Hiszpanii
1496 – Wygnanie Żydów z Portugalii

A Polska przyjmowała ich z otwartymi ramionami

Żydzi w Polsce a lichwa

W roku 1264 książę kaliski Bolesław Pobożny nadaje Żydom wiele przywilejów, która potem w innych dzielnicach Polski były uznawane. Z mocy tego przywileju podlegali Żydzi sądom samego księcia lub wojewody. Zobowiązani byli do płacenia księciu daniny, zamieszkiwania tylko w miastach, w których żyli z pożyczania pieniędzy na procent, czego chrześcijanom zabraniały przepisy kościelne. W 1334 roku król Kazimierz Wielki uważając Żydów za żywioł w Polsce pożyteczny, potwierdził im dotychczasowy przywilej dany przez księcia Bolesława Kaliskiego i gwarantował Żydom wolność przebywania w kraju, przenoszenia się z miasta do miasta, pozwalał na handel, na odprawianie własnych nabożeństw, ponadto wyjął ich spod ustawodawstwa miejskiego poddając jurysdykcji wojewody a w sprawach gardłowych sądownictwu samego króla. W nadanym przywileju pozwalał Żydom na pożyczanie pieniędzy pod zastaw nieruchomości, dzięki temu mogli stawać się właścicielami kamienic w miastach. Wielu wypędzonych Żydów z Anglii, Francji, z Czech chroniło się w Polsce, zastając w niej niesłychaną jak na owe czasy tolerancję.

Źródło: Ruch Obywatelski

Za: Strona prof. Mirosława Dakowskiego (27.02.2016)


Ezra Pound – GDZIE LICHWA…

Canto XLV (Usura Canto)

Gdzie Lichwa, nikt nie ma domu z dobrego kamienia,

z bloków gładko ciosanych, co ściśle przylegają do siebie,

iżby deseń mógł pokryć fasadę.

Gdzie Lichwa, nikt na ścianie swego kościoła nie ma obrazu raju, harfy i lutni,

ni miejsca kędy anioł Pannie zwiastuje, a z nacięcia strzela aureola.

Gdzie Lichwa, nikt nie ujrzy Gonzagi, dzieci jego, konkubin,

nikt obrazu nie stworzy, by przetrwał, byś z nim obcował,

jeno żeby go sprzedać, sprzedać co najrychlej.

Gdzie Lichwa, grzech przeciw naturze, chleb twój z butwiejących szmat,

chleb twój – suchy jak papier, nie masz w nim górskiej pszenicy,

nie masz mąki solidnej.

Gdzie Lichwa linia staje się niezdarna,

Gdzie Lichwa nie masz wyraźnych granic

i nikt miejsca nie znajdzie na swe domostwo.

Kamieniarzom broni się kamienia, tkaczom broni się krosien.

Gdzie Lichwa, wełna nie trafia na targ, owce zysku nie dają, gdzie Lichwa.

Lichwa to zaraza, Lichwa stępi igłę w dłoni dziewczęcej, spęta zręczność prządki.

Pietro Lombardo nie stworzyła Lichwa,

Nie Lichwa stworzyła Ducia, ni Piero della Francesca;

Nie z Lichwy Zuan Bellin’, nie przez nią La Calumnia powstała.

Nie Lichwa stworzyła Angelica; nie ona Ambrogia Praedis.

Nie stworzyła kościoła z ciosanego kamienia z podpisem Adamo me fecit.

Nie z Lichwy St. Trophime. Nie z Lichwy St. Hilaire.

Lichwa rdzą zżera dłuto. Rdzą zżera majsterstwo i majstra.

Ona nić rwie na krosnach.

Tkaczka żadna już się nie dowie, jak wzór złotem przetykać.

Gdzie Lichwa, przez rak stoczony lazulit; nie haftuje się cramoisi.

Szmaragd nie znajduje Memlinga.

Lichwa zabija dziecko w łonie, przerywa zaloty młodzieńca.

W łoże wniosła paraliż; wciska się pomiędzy świeżo poślubionych.

Contra naturam sprowadzono kurwy do Eleusis.

Trupy usadzono za stołem biesiadnym, bo taka wola Lichwy.

 

The Fifth Decade of Cantos (1937)


EzraPound

Ezra Pound (1885-1972)

Ezra Weston Loomis Pound  (1885-1972) – jeden z najwybitniejszych poetów i myślicieli amerykańskich XX wieku, Humanista i wizjoner. Był główną postacią wczesnego ruchu modernistycznego. Pracował w Londynie jako redaktor działu zagranicznego kilku literackich czasopism amerykańskich. Wywarł doniosły wpływ na Yeatsa, T.S. Eliota i Jamesa Joyce’a (serializacja Ulissesa, Portretu artysty z czasów młodości i Finnegans Wake). Ernest Hemingway (14 lat młodszy od Pounda) napisał o nim w 1925 roku: „Pound broni swoich przyjaciół, gdy są zagrożeni, spotyka ich w sklepach, i po wyjściu z więzienia … Wprowadza ich w środowiska bogatych kobiet. Organizuje wydawców książek. Siedzi  z nimi całą noc, kiedy twierdzą, że umierają … On spłaca ich koszty szpitalne i odwodzi od samobójstwa”. Ezra Pound zajmował się także tłumaczeniem m.in. dzieł Konfucjusza, poezji dalekowschodniej: chińskiej i japońskiej,  haiku. Ezra Pound pozostawał pod wpływem twórcy amerykanskiej demokracji, poety i publicysty Walta Whitmana. Temat ten podejmuje m.in. w wierszu Pakt:

Zawrę pakt z tobą, Walcie Whitmanie –
Dość już długo cię nienawidziłem (…)
Jedne soki żywią nas i jeden korzeń –
Godzi nam się nawiązać stosunki.

W 1914 Pound ożenił się z Dorothy Shakespear, a w 1920 osiadł w Paryżu, gdzie kontynuował pracę nad swoim opus magnum – cyklem Cantos („Pieśni”), będącym w zamiarze autora poematem epickim i współczesnym odpowiednikiem Boskiej komedii Dantego.

*

Ezra Pound był świadom, iż rzeź I. wojny światowej została sfinansowana przez bankierów. Stracił wiarę w Anglię i w 1924 roku przeniósł się z żoną do Włoch. Tam w 1926 roku urodził się im syn Omar Pound. Ezra poznał majora Clifforda Hugh Douglasa i zapoznał się z ideami kredytu społecznego. Wygłosił serię wykładów z ekonomii (ABC of Economics – 1933) i nawiązał kontakty z politykami amerykańskimi m. in. w sprawie edukacji, handlu pomiędzy państwami i w sprawie stosunków międzynarodowych. W styczniu 1933 roku Pound poznał Benito Mussoliniego, który bardzo szybko pojmował idee głoszone przez Pounda i zawarte w jego poezji (Cantos).

**

W 1945 roku podczas inwazji USA na Półwysep Apeniński Pound krytykował Franklina D. Roosevelta za fakt, iż amerykańscy żołnierze oddają życie w interesie lichwiarskiego lobby żydowskiego. Po rozstrzelaniu Mussoliniego i zakończeniu działań wojennych Ezra Pound został przetransportowany do siedziby kontrwywiadu USA do Genui gdzie był przesłuchiwany przez agenta FBI według zaleceń J Edgara Hoovera. Pound proponował prezydentowi Trumanowi pomoc w negocjacjach pokojowych z Japonią i w nawiązaniu stosunków gospodarczych z Japonią i Włochami, zalecał łagodność wobec Niemców a także utworzenie państwa żydowskiego w Palestynie. Pound chciał budzić ludzką świadomość i miłosierdzie publikując Popiołów Europy Wołanie. Propozycje Ezry Pounda zostały odrzucone, a on sam, 24 maja został przeniesiony do Komisji Dyscyplinarnej Centrum Szkolenia Armii Stanów Zjednoczonych, na północ od Pizy, gdzie został umieszczony w obozie, w jednej z „komórek śmierci”, czyli w stalowej ażurowej klatce: sześć na sześć stóp, stojącej na zewnątrz i oświetlanej w nocy reflektorami. Pound spędził tam trzy tygodnie, w izolacji i upale, śpiąc na betonie, odmawiając wykonywania ćwiczeń i komunikacji, z wyjątkiem rozmów z kapelanem. Po dwóch i pół tygodniach zaczął się załamywać pod ciężarem. Pomimo to Ezra zapisywał swoje Pieśni (Canto LXXX) na papierze toaletowym. Personel medyczny przeniósł go z klatki, w następnym tygodniu. W dniu 14 i 15 czerwca był badany przez psychiatrów, z których jeden znajdując objawy załamania psychicznego, pozwolił przenieść Pounda do jego namiotu i zezwolił na lekturę. Ezra Pound zaczął ponownie pisać, co stało się znane jako The Pisan Cantos. Istnienie kilku arkuszy papieru toaletowego ukazujących początek Canto LXXXIV sugeruje, że kontynuował on to, co zaczął pisać w stalowej klatce.

Ezra Pound_45
Po wojnie, w listopadzie 1945 roku, Pound został przeniesiony do USA i osadzony w porzuconym  szpitalu psychiatrycznym Św. Elżbiety. Jego intencja naprawiania świata i przeciwstawienia się społecznemu złu, była traktowana jako „szaleństwo”. Jednocześnie został oskarżony w Waszyngtonie o zdradę stanu i przetrzymywany w więziennym szpitalu, w pokoju bez okien, za grubymi, stalowymi drzwiami. Prawnik Pounda oświadczył, iż „szaleństwo” uratowało Ezra Poundowi życie.

W 1947 roku kurator szpitala Winfred Overholser, uzgodnił przeniesienie Pounda w bardziej przyjemne otoczenie Chestnut Ward, blisko prywatnej kwatery Overholsera, gdzie Ezra spędził następne 12 lat, czytając, pisząc i przyjmując przyjaciół i żonę Dorotę  nawet na kilka godzin dziennie. W 1980 roku historyk Stanley Kutler uzyskał dostęp do dokumentów wywiadu wojskowego i dokumentów rządowych dotyczących Ezry Pounda i  przekonał się, iż psychiatrzy wierzyli w osobowość narcystyczną u Pounda, ale uważali go za czlowieka przy zdrowych zmysłach. Kutler jest zdania, że Overholser chronił Pounda przed systemem wymiaru sprawiedliwości, ponieważ był nim zafascynowany.

W 1948 roku zostały wydane Pieśni (The Pisan Cantos), łacznie z tymi napisanymi w klatce na papierze toaletowym. Rok później Ezra Pound za The Pisan Cantos dostał nagrodę Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych (Bollingen Prize 1949) – wywołując tym wielkie kontrowersje. Jeden z jurorów powiedział, iż nie mógł głosować za nagrodą dla antysemity bo sam jest Żydem. Tak Żydzi  przyszyli Poundowi łatę antysemity. Kongresman Jakub K. Javits zażądał śledztwa w komisji nagród. W efekcie nagonki nagroda Biblioteki Kongresu w ogóle przestała być nadawana.

Ezra Pound nauczył się powstrzymywać ekspresję swoich poglądów w miejscach publicznych. Unikał psychiatrów których nazwiska świadczyły o ich pochodzeniu żydowskim. Odwiedzającym go przyjaciołom polecał zapoznanie się z Protokołami Mędrców Sjonu (1903). Wśród odwiedzjących go przyjaciół pojawiało się coraz więcej znakomitych osób. Ernest Hemingway otrzymał w 1954 roku roku literacką nagrodę Nobla. Był żarliwym rzecznikiem uwolnienia Ezra Pounda – magazynowi Time powiedział, iż „będzie to dobry rok, aby uwolnić poetów”. W 1957 roku Hemingway napisał list poparcia dla Pounda i zobowiązal się do płacenia 1500 dolarów wsparcia dla poety.  Napisał kilka publikacji i wraz z Le Figaro rozpoczął kampanię o uwolnienie Pounda, w apelu The Lunatic at St Elizabeths.  

Prestiżowy prawnik Arnold Thurman w 1957 roku złożył wniosek o odwołanie aktu oskarżenia Pounda z 1945 roku a Overholser poparł ten wniosek. W 1958 roku Ezra Pound został uwolniony i wyjechal do Neapolu. Tam spotkał się ze swoimi dziećmi i wnukiem, którego ujrzał po raz pierwszy. W 1972 roku Ezra Pound odwiedził Hamilton College, gdzie zaproponowano mu przyznanie Medalu Amerykańskiej Akademii Sztuki i Nauki. Jednak środowisko żydowskie wywołało taką burzę nienawiści i protestów, że Rada Akademii wycofała się ze swojego planu uhonorowania Pounda. Podczas spotkania z przyjaciółmi w kawiarni Pound przeczytał: „Odnośnie lichwy / byłem nieprecyzyjny biorąc objaw za sprawę / przyczyną jest chciwość„.  Wkrótce po powrocie do Włoch Ezra Pound zasłabł i zmarł we śnie, w szpitalu cywilnym w Wenecji, 1 listopada 1972 roku z Olgą Rudge u boku (matką jego córki Mary urodzonej w 1925 roku).  Został pochowany na wyspie San Michele, w pobliżu grobu Dagilewa i Strawińskiego.

****

Ezra-1972

Tak został potraktowany człowiek, który jako jeden z pierwszych Amerykanów wystąpił z krytyką międzynarodowej oligarchii  lichwiarskiej, odpowiedzialnej za rewolucje i wojny światowe oraz za konflikty zbrojne wywoływane przez USA  do dnia dzisiejszego. Poezja Ezry Pounda przetrwała i coraz mocniej oddziałuje na świadomość współczesnych pokoleń. Hemingway wyraził to doskonale pisząc: „Najlepszym dziełem Pounda są Pieśni (Cantos) – będą one trwać tak długo jak długo  istnieć będzie  literatura.” Ezra Pound był poetą i tłumaczem, jego ostanie tłumaczenia z języka egipskiego są poszukiwaniem twórczej wielokulturowości, tak samo jak wczesne zaangażowanie w poezję Chin i Japonii, haiku i konfucjanizm. Okazuje sie iż Ezra Pound nadal wyprzedza obecny czas. Rozwija tradycję i buduje nową świadomość, atrakcyjną dla nowych pokoleń, łącząc poezję i literaturę z estetyką i ekonomią. W przyszłości, dla prawidłowej recepcji twórczości Ezry Pounda trzeba bedzie oddzielić rzekomy antysemityzm Pounda od jego uzasadnionej krytki syjonizmu, bowiem nie wszyscy Żydzi  są lichwiarzami i nie wszyscy realizują międzynarodową przemoc finansową i prawną. Znakomita większość Żydów to ofiary reżimu.

(Na podstawie en.wikipedia.org i innych artykułów, opracował Jacek A. Rossakiewicz)

Jacek A. Rossakiewicz

Za: Stowarzyszenie Klub Inteligencji Polskiej

Sobór Watykański II – Śmierć zachodniej kultury” – ks. Jan Jenkins, FSSX

Drodzy wierni, szanowni Państwo

Jako tytuł niniejszej konferencji wybrałem „Vaticanum II i śmierć kultury zachodniej”.  Chciałbym podczas niej przedstawić Państwu krytykę pewnych elementów nauczania II Soboru Watykańskiego. Prawdopodobnie słyszeli Państwo o kontrowersjach dotyczących soboru, czy nawet o odmowie zaakceptowania jego dokumentów przez Bractwo Św. Piusa X. W trakcie niniejszej konferencji chciałbym przedstawić krótką charakterystykę głównych błędów II Soboru Watykańskiego, jak również zwięzłe wyjaśnienie, dlaczego sprzeciwiają się one odwiecznemu nauczaniu Kościoła, wskazując równocześnie na ich dalekosiężne konsekwencje.

Teologia nie jest jedynie abstrakcją lub czymś w rodzaju obojętnej idei, której miejsce jest jedynie na półce z książkami, ani czymś porastającym kurzem, jak starożytne dekrety. Teologia jest przede wszystkim nauką o Bogu, o Bogu, który jest naszym Stwórcą i ostatecznym Celem. Ponieważ wszystko, co czynimy jako istoty ludzkie ukierunkowane jest na jakiś cel, nasze wyobrażenie o Bogu ma bardzo poważne i daleko idące konsekwencje w każdym aspekcie naszego życia. Idee zawsze mają konsekwencje i często osądzamy je wedle tego, co oznaczają dla nas one w praktyce. Nawet Zbawiciel powiedział: Drzewo należy sądzić po owocach. Za kilka chwil zobaczymy, że konsekwencje idei promulgowanych na II Soborze Watykańskim są dla Kościoła zgubne. Są dla niego zgubne nie na podobieństwo zaniedbania czy nadużycia, ale przez fakt, że podkopują one samą naturę i strukturę Kościoła.

Idee wywierają ogromny wpływ na każdą dziedzinę naszego życia, nie tylko życia duchowego, czy tego co moglibyśmy nazwać życiem wiary, ale również na to co nazywamy kulturą czy cywilizacją. Idee promulgowane przez II Sobór Watykański mają konsekwencje nie tylko dla Kościoła, ale również dla życia społecznego i ludzkiej cywilizacji. Zobaczymy również, że gdybyśmy doprowadzili te idee do ich logicznych konsekwencji, byłyby one destrukcyjne dla wszystkiego, co nazywamy kulturą Zachodniej Cywilizacji, a nawet dla cywilizacji w ogóle.

Ponieważ czas tej konferencji jest dość ograniczony, a bardzo chciałbym móc odpowiedzieć na wszelkie pytania, będziemy oczywiście zmuszeni do przedstawienia jedynie krótkiego zarysu błędów Vaticanum II. W dokumentach promulgowanych przez sobór znajduje się wiele błędów, które są nie tylko sprzeczne z wiarą katolicką i Pismem Świętym, ale nawet z tym, co moglibyśmy nazwać zdrowym rozsądkiem. Podam tu pewien charakterystyczny przykład.

W paragrafie 24 dokumentu Gaudium et spes sobór stwierdza, że człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, którego „Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się [on] w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”. Wydaje się to oznaczać, że człowiek jest stworzony dla samego siebie, a nawet, że w jakiś sposób znajduje doskonałość w „odnajdywaniu się” jako dar z siebie samego. Pierwsze z tych twierdzeń jest całkowicie sprzeczne z Pismem Świętym, mówiącym, że wszystkie rzeczy, nie tylko człowiek, stworzone zostały dla chwały Boga (Kol 1,16). Człowiek nie został stworzony dla samego siebie, ale dla czegoś innego. Ponadto człowiek „odnajduje się”, to jest odnajduje swój cel w życiu nie w sobie samym, ale w Bogu, a konkretnie przez poznanie prawdy i życie według niej. Czytaj dalej

FATIMA – aktualność Przesłania i konsekwencje niesubordynacji

13 lutego 2005 roku, o godzinie 17:30 odeszła do Pana w wieku 98 lat siostra Łucja dos Santos, ostatnia z trojga dzieci, którym 88 lat temu w Fatimie ukazała się Matka Boża. Boleśnie będziemy odczuwać jej brak wśród nas na ziemi, ale znając jej heroiczną postawę, a nade wszystko pamiętając o obietnicy Matki Bożej spotkania się w Niebie, po ludzku pocieszamy się tym zapewnieniem i radujemy dostąpieniem przez nią chwały Bożej.

Wraz z odejściem siostry Łucji do Pana i przeżywanymi w niecałe dwa miesiące później uroczystościami pogrzebowymi papieża Jana Pawła II, zamknął się pewien rozdział w historii objawień fatimskich, choć przesłanie Matki Bożej trwa niezmiennie. Nadal aktualne są prośby i wezwania Matki Przenajświętszej, lecz równie aktualne są obiecane surowe konsekwencje wobec niesubordynacji. Kondycja współczesnego Kościoła i obserwowany przez nas wszystkich stan dzisiejszego, rozszarpywanego siłami zła świata, nie jest przypadkowa. Wręcz przeciwnie: jest bezpośrednią konsekwencją zapowiedzianych kar, a wynikają one właśnie z niepodporządkowania się woli Chrystusa i prośbom Jego Matki. Czytaj dalej

Wielka Sobota

Wielka sobota jest pamiątką spoczynku Ciała P. Jezusa w grobie i zarazem oczekiwania przez uczniów zmartwychwstania Pańskiego. Z tego powodu smutek łączy się z radością. W tym dniu odbywa się najpierw:

1. Poświęcenie nowego ognia. Przed kościołem ministranci rozniecają ogień, a kapłan go poświęca. Wyobraża on Chrystusa Pana, który wyszedł z grobu z niezwykłym blasku i przez swoje zmartwychwstanie stał się nowym światłem dla świata. Ten ogień jest wykrzesany z krzemienia na znak, że Zbawiciel jest owym kamieniem węgielnym, który żydzi odrzucili, ale z niego wyszło światło, cały świat oświecające.

Poświęciwszy ogień, a potem pięć gran, czyli ziarn kadzidła, kapłan wraca do kościoła. W ręku trzyma tryanguł, t.j. trzy świece, u dołu z sobą połączone i osadzone na trzcinie. Owe świece zapala ogniem poświęconym, po czym  trzykrotnie klęka i śpiewa coraz wyższym tonem: Oto, światło Chrystusowe! Chór odśpiewuje: Bogu niech będą dzięki, za to mianowicie, że zesłał Zbawiciela, który nauczył nas wiary w Boga, w Trójcy św. Jedynego, którego właśnie ta potrójna świeca przedstawia. Następnie przed wielkim ołtarzem odbywa się:

2. Poświęcenie paschału. Paschał jest to wielka i gruba świeca woskowa, wyobrażająca zmartwychwstałego P. Jezusa. W niej, w kształcie krzyża, znajduje się pięć zagłębień, które przypominają pięć ran, widocznych na ciele Zbawiciela. Podczas święcenia paschału kapłan śpiewa wspaniały hymn i w zagłębienia wkłada pięć gran, czyli ziaren kadzidła, na przypomnienie owych wonnych maście, któremi Józef z Arymatei i Nikodem namaścili Ciało Pańskie do grobu. Paschał zapala się światłem z tryangułu, co oznacza, że Chrystus jest “światłością ze światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego,” jak o tem mówi symbol wiary we Mszy św. Następnie od paschału zapalają się wszystkie świece i lampy w kościele. To wyraża, że wszelkie prawdziwe oświecenie pochodzi od jedynej światłości – Chrystusa Pana. Po skończonym poświęceniu paschał umieszcza się na dużym świeczniku obok wielkiego ołtarza, po stronie Ewangelii, i bywa zapalany na uroczystej Mszy św. i nieszporach aż do Wniebowstąpienia Pańskiego.

3. Poświęcenie wody chrzcielnej. Na pamiątkę, że w pierwszych wiekach Kościół w wielką sobotę uroczyście udzielano Chrzty św., kapłan poświęca wodę chrzcielną. Najpierw odczytuje 12 proroctw ze Starego Zakonu, które odnoszą się do skutków Chrztu, a potem idzie procesyonalnie do chrzcielnicy. Tam stanąwszy, śpiewa prefacyę i powierzchnię wody rozdziela na kształt krzyża, potem dłonią dotyka się wody, czyni nią trzy krzyże i rozlewa na cztery strony świata, co przypomina rozkaz Zbawiciela chrzczenia wszystkich narodów w imię Trójcy Przenajświętszej. Następnie tchnie na wodę i zanurza w nią paschał, ów symbol Zbawiciela, i śpiewa trzykrotnie tonem coraz wyższym: Niech zstąpi do tej pełności wody moc Ducha św. Wreszcie wlewa do wody trochę krzyżma i oleju katechumenów na oznaczenia tych darów, które we Chrzcie są udzielane. Po dokonaniu powyższych ceremonii chór śpiewa litanię do Wszystkich Świętych, a kapłan wraca do ołtarza i u stopni jego pada krzyżem.

4. Uroczysta Msza św. Przy końcu litanii kapłan powstaje, przywdziewa biały ornat na znak radości i na ołtarzu, świetnie przybranym, odprawia uroczystą Mszę św.. Podczas hymnu Gloria, odzywają się wszystkie dzwony, aby wiernym zwiastować radosną nowinę Zmartwychwstania Pańskiego. Po Epistole kapłan trzykrotnie śpiewa radosny wyraz hebrajski alleluja (=chwalcie Boga), który także dwa razy dodaje do Ite, Missa est w końcu Mszy św.

5. Rezurekcja. Wieczorem w wielką sobotę albo nazajutrz w niedzielę, o wschodzie słońca, odbywa się wspaniały obrząd Rezurekcyi, czyli Zmartwychwstania Pańskiego. Kapłan, ubrany w białą kapę, przychodzi do grobu Bożego i nabożeństwo rozpoczyna śpiewem wzniosłej antyfony Chwała Ci, Trójco Przenajświetsza… Potem śpiewa psalmy i wspaniałą modlitwę kościelną, która uwielbia Zbawiciela, że przez swoje zmartwychwstanie zwyciężył śmierć i piekło, oraz spełnił na sobie proroctwa. Po tej modlitwie grób kropi wodą święconą i okadza, a godła zmartwychwstania, t.j. krzyż, przewiązany stułą czerwoną, i statuę Zbawiciela zmartwychwstałego podaje ministrantom, aby je nieśli podczas procesji. Wreszcie bierze monstrancję z Najświętszym Sakramentem i odbywa trzykrotną naokoło kościoła procesję, w czasie której biją we dzwony, a lud śpiewa:

Przez Twoje święte zmartwychwstanie
Boży Synu odpuścisz nam nasze zgrzeszenie,
Wierzymy, iżeś zmartwychwstał,
Żywoteś nasz naprawił
Śmierci wiecznej nas zbawił,
Swoją świętą moc zjawił!

oraz pieśń nadzwyczaj melodyjną, rozpoczynającą się od słów:

Wesoły nam dziś dzień nastał,
Którego z nas każdy żądał,
Tego dnia Chrystus zmartwychwstał,
Alleluja, Alleluja!

Po procesyi kapłan klęka na stopniach wielkiego ołtarza i, trzymając krzyż w ręku, śpiewa trzykrotnie: Powstał Pan z grobu. Chór odpowiada: Który za nas zawisł na krzyżu. Następnie odprawia Jutrznię, śpiewa Te Deum, lud błogosławi monstrancyą i wkońcu Najświętszy Sakrament chowa do tabernakulum.

 

Za: Liturgika czyli wykład obrzędów Kościoła katolickiego podług dzieła ks. Innocentego Frenkla streścił i do użytku szkolnego zastosował Ks. Tomasz Kowalewski, Kanonik Katedralny i Dziekan Płocki, Nauczyciel Religii w Gimnazyum Żeńskim w Płocku.
Dosłowny przedruk z wydania trzeciego
Aprobatur, Plociae, die 24 Ianuarii 1902 anni,
Episcopus Plocenis
+ Georgius Eppus

Pro Regente Consistorii
Secretarius Ad. Peski.

WIELKANOC 2017

Wielka jest ta noc,
Kiedy moce Nieba
Nie pozwalają nam zapomnieć
O istnieniu Boga,
Który zesłał nam swego syna
Pierworodnego, by dał świadectwo,
Umarł za nas, za nasze grzechy,
Zstąpił do piekieł, a trzeciego dnia
ZMARTWYCHWSTAŁ !!!
Trudna jest nasza wiara,
Wymagająca łaski i zawierzenia
Bożemu miłosierdziu…
Bo nic tu nie dzieje się przypadkiem,
Wszystko ma swój cel, i my też,
Musimy jemu sprostać,
Niezależnie od tego, czy tego chcemy,
Czy nie, gdyż tylko jedna jest droga,
Którą  otworzył  nam  Jezus
Umierając na krzyżu
I zmartwychwstając -
Dał nam świadectwo
PRAWDY,
Której nauczał,zostawiając ją nam,
Jako depozyt,  by stała się celem  naszego życia.
Alleluja!
Marian Retelski
Warszawa, kwiecień 2017

Również w naszych kościołach brzydotę uznano za piękno

Kościół musi pomóc współczesnym artystom powrócić na drogi piękna – uważa prał. Pasquale Iacobone, odpowiedzialny w Papieskiej Radzie Kultury za departament Sztuka i Wiara. Z ramienia Stolicy Apostolskiej uczestniczy on konferencji o dziedzictwie sztuki sakralnej, która rozpoczęła się dziś w Weronie. W swym wystąpieniu mówił on o zagubieniu współczesnych artystów. Dla Kościoła tymczasem piękno zwłaszcza w przestrzeni sakralnej jest kwestią zasadniczą. Papież mówił o tym wielokrotnie, że malarstwo, rzeźba, architektura i muzyka sakralna to część naszego DNA jako chrześcijan i jako Kościoła – przypomina ks. Iacobone.

„Jeśli nie potrafimy dostrzec piękna we wszystkich jego postaciach, nie będziemy też w stanie dostrzec tego, co Benedykt XVI nazywał pięknem Ewangelii, pięknem wiary i przyjaźni z Chrystusem. Jeśli komuś brak wrażliwych oczu i serca, to również jego wiara będzie obumierać, przestanie być czymś atrakcyjnym zarówno dla nas, jak i dla innych. Niezbędne jest zatem wychowanie do piękna, również w środowisku kościelnym. Żyjemy bowiem w czasach wielkiego zamętu. Brzydota jest uznawana za piękno i na odwrót. Przejawia się to niestety również w naszych kościołach. Papież tymczasem przypomina, że potrzebujemy kościołów, w których oddycha się pięknem, będących oazami piękna, pokoju i zjednoczenia, także na peryferiach, w regionach zaniedbanych. My natomiast odzwyczailiśmy się od piękna, bo tak wiele mediów tak często nas przekonuje, byśmy wybierali to, co szkaradne, upadłe, tylko dlatego, że taka jest moda” – powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Iacobone.

Przedstawiciel Papieskiej Rady ds. Kultury podkreśla zasadniczą ciągłość ostatnich pontyfikatów w podejściu do piękna. Papież Franciszek zwraca uwagę na głęboką jedność prawdy, dobra i piękna. Wszystkie trzy muszą zostać zachowane, bo jeśli jednego zabraknie, traci się równowagę – podkreśla ks. Iacobone, zaznaczając, że również przez piękno przywraca się godność człowiekowi.

kb/ rv

Za: Radio Watykańskie (09/03/2017)

KOMENTARZ BIBUŁY: “Przedstawiciel Papieskiej Rady ds. Kultury podkreśla zasadniczą ciągłość ostatnich pontyfikatów w podejściu do piękna.” Doprawdy, nie wiemy jak rozumieć to zdanie, bowiem rzeczywiście istniała ciągłość ostatnich pontyfikatów w podejściu do piękna, ale raczej w odwrotnym, całkowicie odmiennym znaczeniu. Podejście posoborowych pontyfikatów do prawdziwego piękna polegało na tym, że… promowano brzydotę!

Spójrzmy na te dziesiątki tysięcy kościołów zbudowanych w ciągu ostatniego półwiecza, straszących koszmarnością architektoniczną, estetyczną szpetotą, a nade wszystko pozbawione elementarnych wartości katolickiej świątyni. Czy zbudowano je bez wiedzy, zgody biskupów, kardynałów, papieży? Wręcz przeciwnie! Ileż to razy słyszeliśmy od jakże świętego Jana Pawła II słowa pochwały, gdy przemawiał w tym czy innym nowoczesnym kościele? Jakże wychwałał on piękno architektury np. szkaradztwa architektonicznego “sanktuarium” w Łagiewnikach! Gdziekolwiek tenże jakże święty papież nie był, ani słowem w ciągu całego długiego pontyfikatu nie zająknął się nawet aby wskazać choć raz na ohydę współczesnej architektury sakralnej, ergo wspierał i lansował potworność architektoniczą.

Tak więc mówienie o tym, że ostatnie pontyfikaty wykazywały jakąś “ciągłość w podjeściu do piękna“, jest maskowaniem i zamazywaniem rzeczywistości. Poza krótkim pontyfikatem Benedykta XVI, który na tyle ile mógł wspierał tradycyjne podejście do sztuki sakralnej, wszystkie poprzednie były ciągiem niszczenia Kościoła i wyjaławiania Go z Tradycji. Największe spustoszenie uczynił jakże długi pontyfikat jakże świętego Jana Pawła II.

Mit brennender Sorge. Cios w serce narodowego socjalizmu

W czasach, gdy watykańska administracja przykłada wielką wagę do walki z tak zwanym globalnym ociepleniem i energetyką węglową, aż ciężko uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno – nie wieki, a dekady temu – Kościołem kierowali ludzie właściwie rozpoznający największe problemy swoich czasów i odważnie występujący w ich sprawie. Mija właśnie 80 lat od potępienia przez Ojca Świętego Piusa XI antychrześcijańskiej ideologii narodowego socjalizmu.

Tryumfy święci dzisiaj rozpowszechniany przez lewicową propagandę mit dwóch ostatnich papieży o imieniu Pius, będących rzekomo „przyjaciółmi nazistów”. Niezależnie jakie kłamstwa o papiestwie i Kościele dotarły do naszych uszu, człowiek roztropny swoje sądy oprzeć winien na faktach, a nie na dywagacjach, plotkach, kalumniach, czy (jak to ma miejsce ostatnio) memach. Historia zaś nie pozostawia złudzeń. Papież Pius XI swoim autorytetem i przy pomocy najwyższego rangą dokumentu – encykliki – potępił narodowy socjalizm i ostrzegł świat przez rozkręcającą się w Niemczech falą pogańskiej nienawiści. I to zanim którykolwiek polityczny lider, nawet z liberalno-demokratycznego Zachodu, zdążył pomyśleć o Hitlerze jako zagrożeniu. To tylko potwierdza, że Kościół obdarzony jest charyzmatem rozpoznawania zagrożeń dla ludzkości i ostrzega przed nimi świat.

Czy wolno negocjować z nazistami?

Ktoś może zapytać: cóż to za wróg nazizmu z Piusa XI, skoro za jego pontyfikatu Stolica Apostolska i Berlin zawarły konkordat? W encyklice Mit brennender Sorge na wątek ten uwagę zwraca – i to na początku – sam Ojciec Święty, wyjaśniając nam okoliczności podpisania w roku 1933 umowy regulującej stosunki między Watykanem (państwem formalnie powstałym 4 lata wcześniej), a Niemcami.

„Gdy, Czcigodni Bracia, w lecie roku 1933, uwzględniając inicjatywę rządu Rzeszy, poleciliśmy wznowić pertraktacje konkordatowe nawiązujące do długoletniego poprzedniego projektu i ku zadowoleniu was wszystkich zakończyć je uroczystym traktatem, kierowała Nami, jak tego wymaga Nasz obowiązek, troska o wolność zbawczego posłannictwa Kościoła w Niemczech i o zbawienie dusz mu powierzonych – równocześnie jednak wpłynęło na naszą decyzję szczere pragnienie, by rzeczywiście przyczynić się do dalszego pokojowego rozwoju i do dobra narodu niemieckiego.

Pomimo wielu poważnych wątpliwości powzięliśmy jednak wtedy decyzję, by swej zgody nie odmówić. Chcieliśmy wówczas, w miarę możliwości, zaoszczędzić Naszym synom i córkom w Niemczech tarć i cierpień, których w ówczesnych stosunkach z całą pewnością można by się było spodziewać. Chcieliśmy wówczas pokazać czynem, ze szukając jedynie Chrystusa i tego, co do Chrystusa należy, wyciągamy do wszystkich rękę do zgody, tak długo, dopóki ktoś jej nie odtrąci” – pisał papież w encyklice datowanej na 14 marca roku 1937, czyli Niedzielę Męki Pańskiej.

Pius XI. Papież, który przechytrzył Hitlera

Widzimy więc, że przyczyną podpisania konkordatu była szczera nadzieja papieża na poprawę sytuacji katolików w Rzeszy. Warto zwrócić również uwagę, że w roku 1933 społeczność międzynarodowa nie wiedziała tego, co wiemy dzisiaj. Nasi przodkowie oraz sam Ojciec Święty byli ubożsi o znajomość dziejów II Wojny Światowej oraz dokonanych przez Niemców zbrodni. U progu sprawowania przez Hitlera władzy kanclerskiej, w oparciu o dostępną wtedy wiedzę, nie można było traktować jego ekipy jako przyszłych katów całych narodów. Co więcej, jeszcze w roku 1934 – a więc mając pół roku więcej na analizowanie poczynań Hitlera – na układ z Niemcami zdecydowała się Rzeczpospolita Polska.

Nie można mieć pretensji do Ojca Świętego i Kościoła za zawarcie z Niemcami konkordatu również dlatego, że to właśnie Pius XI jako pierwszy światowy przywódca, w początku 1937 roku, swoją encykliką Mit brennender Sorge (Z palącą troską) ostrzegał przez narodowym socjalizmem i piętnował władze Niemiec. Tymczasem przedstawianym dzisiaj jako wzór walki z III Rzeszą liderom zachodnich demokracji pojęcie grozy hitleryzmu zajęło jeszcze co najmniej półtora roku, gdyż jesienią roku 1938 zgodzili się na rozbiór Czechosłowacji licząc, że Sudety załatwią sprawę.

Reichskonkordat z roku 1933 był dla Kościoła próbą zabezpieczenia katolików w Niemczech. Zaś z perspektywy polityki Hitlera dokument trzeba odczytywać jako wyrafinowaną grę obliczoną na ustabilizowanie sytuacji wewnętrznej i nie otwieranie zawczasu frontów. Przyjmując taką perspektywę widzimy wyraźnie, że niemiecki wódz w swojej próbie instrumentalnego wykorzystania wrogiego mu katolicyzmu i bycia cwańszym od papieża poniósł sromotną klęskę. Pokazują to z resztą okoliczności odczytania w Niemczech Mit brennender Sorge. Dokument podpisany 14 marca roku 1937 wybrzmiał w kościołach nad Renem tydzień później, czyli w Niedzielę Palmową. Encyklika została wiernym przedstawiona niespodziewanie i Kościół w ten sposób wyprzedził działania policyjne zmierzające do jej przejęcia i zamknięcia ust katolickim hierarchom.

Celne uderzenie w hitleryzm

W oparciu o całą dostępną Ojcu Świętemu wiedzę, jaka spływała do niego od Kościoła w Niemczech oraz jego przedstawicieli na miejscu, papież wydał na początku roku 1937 roku encyklikę. Datowane na 14 marca Mit brennender Sorge, z perspektywy katolickiego Magisterium, w tym nauki Kościoła o państwie, wierze oraz o miłości bliźniego, krytykował coraz śmielsze poczynania narodowych socjalistów.

Najbardziej oczywistym jest krytykowanie przez papieża Piusa XI odchodzenia licznych grup niemieckich elit politycznych od katolicyzmu, czy szerzej chrześcijaństwa, na rzecz kultów pogańskich, co było jawnym łamaniem przez nazistów I Przykazania Bożego: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

„Kto idąc za wierzeniami starogermańsko-przedchrześcijańskimi, na miejsce Boga osobowego stawia różne nieosobowe fatum, ten przeczy mądrości Bożej i Opatrzności, która sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią, i wszystko prowadzi ku dobremu. Taki człowiek nie może sobie rościć prawa, by go zaliczać do wierzących w Boga” – czytamy w encyklice. Uwaga ma oczywiście charakter ogólny i dotyczyć może nie tylko niemieckiego, ale i każdego pogaństwa. Na tym jednak, rzecz jasna, papież nie poprzestał i o wiele bardziej precyzyjny cios wymierzony w hitleryzm Ojciec Święty zadał krytykując fundamenty hitlerowskiej ideologii, ubóstwiającej niemieckie państwo i naród oraz rasę i jej wodza.

„Kto ponad skalę wartości ziemskie, rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga – Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze” – ostrzega papież, przypominając, że „Bóg dał swe przykazania jako najwyższy władca. Mają one znaczenie niezależnie od czasu i przestrzeni, kraju i rasy. Jak Boże słońce wszystko oświeca, tak też prawo Jego nie uznaje żadnych przywilejów i wyjątków. Rządzący i podwładni, ukoronowani i nie noszący korony, bogaci i ubodzy w ten sam sposób podlegają Jego słowu”.

„Objawienie w znaczeniu chrześcijańskim oznacza słowo Boże wypowiedziane do ludzi. Używanie tego słowa na określenie podszeptów krwi i rasy, dla wyrażenia promieniowania historii jakiegoś narodu, wprowadza w każdym razie zamieszanie” – pisze Ojciec Święty dodając, że głoszona przez narodowych socjalistów teoria o nieśmiertelności rozumianej jako trwanie narodu, a nie jako nieśmiertelność czyli wieczne istnienie ludzkiej duszy, to herezja.

Papież jednoznacznie skrytykował również idee „kościoła narodowego” czy nawet pogańskiego kultu etnicznego, przypominając, że prawdziwy Kościół jest tylko jeden: „Kościół ustanowiony przez Zbawiciela jest jeden – ten sam dla wszystkich narodów. Pod jego kopułą, otaczającą jak firmament całą ziemię, jest miejsce i ziemia rodzinna dla wszystkich narodów i języków (…). Kto burzy tę jedność i niepodzielność, ten zabiera Oblubienicy Chrystusa jeden z diademów, nałożony przez samego Boga na jej skronie”.

„Jeżeli ludzie, którzy są nawet zgodni w wierze w Chrystusa, nęcą nas mirażem narodowego kościoła niemieckiego, to wiedzcie, że będzie on tylko zaprzeczeniem jednego Kościoła Chrystusowego, wyraźna zdradą tej powszechnej misji ewangelizacyjnej, którą może spełnić i do której może się dostosować jedynie Kościół powszechny. Historia innych kościołów narodowych, ich martwota duchowa, skrępowanie i ucisk władz świeckich wskazują na beznadziejną bezpłodność, jakiej ulega z konieczności każda latorośl oddzielająca się od żywego szczepu winnego Kościoła” – czytamy w innym miejscu papieskiej encykliki.

Papież w obronie Żydów

W roku 1937 nikt nie wiedział jeszcze, co Niemcy za kilka lat zrobią europejskim Żydom. Znana była natomiast ich antysemicka retoryka, która w starozakonnych widziała źródło wszystkich kłopotów Rzeszy. Z czasem jej radykalizm narastał. W obliczu coraz wyraźniej rysującej się perspektywy skierowania ostrza niemieckiej machiny państwowej przeciwko mozaistom, Ojciec Święty w swojej encyklice wziął ich w opiekę przypominając o wadze Starego Testamentu dla chrześcijan i roli Żydów w historii zbawienia.

Wierność Bogu vs Deutschland über alles

W encyklice papież podważa również hitlerowskie tezy o nadrzędnej roli państwa i obowiązku wierności administracji nawet za cenę wierności Kościołowi. Jednak nic, nawet groźby prześladowań, nie usprawiedliwia zdrady wiary – przypomina Ojciec Święty. Na wszelkie pokusy i podszepty narodowych socjalistów, by odejść z Kościoła, katolik miał obowiązek odpowiedzieć ich autorom: „idź precz szatanie!”. Bowiem „kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych” – przypomina słowa Pana Jezusa w swojej encyklice Pius XI. Głowa Kościoła wyjaśnia ponadto genezę prawa. Nie jest prawem wszystko, co jest korzystne dla narodu, a to, co jest moralne i etyczne, gdyż tylko rzeczy dobre prowadzą do faktycznego rozwoju nacji.

Papież w encyklice broni ponadto prawa rodziców do wychowania dzieci w wierze oraz wymaga, by obowiązkowe państwowe stowarzyszenia młodzieży nie łamały kręgosłupów moralnych katolików. Te zasady są z resztą nadal bardzo aktualne, szczególnie w kontekście publicznej edukacji.

Mit Papieża-nazisty – spłodzony na Kremlu?

Pius XI zmarł 10 lutego roku 1939. Z jednej strony nie doczekał końca wojny domowej w Hiszpanii, z drugiej zaś Miłosierny Bóg pozwolił mu nie oglądać z ziemskiej perspektywy tragizmu II Wojny Światowej. Nie sposób odnaleźć w jego życiu cienia sympatii dla niemieckiego, totalitarnego i brunatnego socjalizmu. Mimo tego współcześni atakują go za Reichskonkordat. Warto więc przy tym odnieść się do jego następcy, papieża Piusa XII, który jako kard. Eugenio Pacelli odpowiedzialny był za negocjacje z Niemcami.

To właśnie na Piusa XII spada najczęściej krzywdzący tytuł papieża-nazisty, jednak będąc jeszcze kardynałem Pacelli nie tylko negocjował podpisanie z III Rzeszą konkordatu, ale także brał udział w pracach nad krytykującą narodowy socjalizm encykliką Mit brennender Sorge. Ponadto Sługa Boży swoją postawą w trakcie II Wojny Światowej dał dowód bezkompromisowej walki z krwawymi i bezbożnymi systemami, a po ataku Niemiec na Polskę papież wydał encyklikę Summi pontificatus. Potępił w niej hitlerowski i bolszewicki totalitaryzm oraz napaść na Rzeczpospolitą. Niestety, tym razem tekstu nie udało się odczytać nad Renem, jednak niemiecki ambasador przy Stolicy Apostolskiej nazwał dokument „bezpośrednim atakiem na Trzecią Rzeszę”. W kolejnych latach wielokrotnie swoją postawą udowadniał, że nie akceptuje działań reżimów oraz czynem i słowem zachęcał do miłości bliźniego, także poprzez aktywne dążenia do ratowania Żydów. Głowę Kościoła docenił Instytut Yad Vashem, w którym wiele drzew – symboli życia – poświęconych jest właśnie Piusowi XII.

Za życia Piusa XII nikt nawet nie pomyślał, że można by go nazywać sympatykiem niemieckiego narodowego socjalizmu. Głosy takie zaczęły być powtarzane dopiero po roku 1963, gdy Rolf Hochhuth wystawił swoją sztukę pt. Namiestnik. Tragedia chrześcijańska. Autor w pośredni sposób zarzucił Ojcu Świętemu obojętność, jeśli nie sprzyjanie hitleryzmowi, jednak obecnie to pod adresem niemieckiego dramaturga wysuwane są oskarżenia o… współpracę z sowieckim wywiadem.

Czyżby więc klucz do wyjaśnienia genezy fałszywych tez o papieżach sprzyjających Hitlerowi znajdował się na Kremlu?

Michał Wałach

Dziwaczna opowieść o soborowym ekspercie.

Sobór Watykański II.

Polskim czytelnikom, obawiam się, ani nazwisko Gregory Bauma, ani też sensacje dotyczące jego przeszłości, które właśnie ujawnił portal Lifesitenews wiele nie mówią. A szkoda. Ten 93-letni, kanadyjski były ksiądz jak mało kto zaważył na losach Kościoła katolickiego w XX wieku, a siłą rzeczy i w wieku XXI.

To Baum był bowiem autorem pierwszej wersji jednego z najbardziej przełomowych dokumentów Soboru Watykańskiego II, o stosunku Kościoła do innych religii – „Nostra aetate”. Razem z nieżyjącymi już kardynałem Augustinem Beą i księdzem Johnem Oesterreicherem, Baum był też prawdziwym współautorem deklaracji w jej ostatecznej formie. Jak pisał o nim w 2011 roku magazyn „Commonweal”: „Sobór był dziełem Gregory Bauma. (…) Pracował wykonując różne funkcje w komisjach przygotowujących najważniejsze dokumenty. Zaczął swoją pracę w listopadzie 1960 roku, a zakończył ją w grudniu 1965 roku, dzięki czemu mógł napisać pierwszy szkic Nostra aetate”.

Można zatem uznać, że to w dużej mierze dzięki aktywności Bauma, Kościół zmienił zasadniczo swoje podejście do judaizmu. Po pierwsze odrzucił zdecydowanie wszelkie próby przypisywania Żydom odpowiedzialności za śmierć Jezusa, po drugie, co było nie mniejszą nowością, praktycznie zrezygnował z głoszenia konieczności nawrócenia Żydów na chrześcijaństwo. Zamiast wzywać do nawrócenia Kościół postanowił przepraszać za własne winy i głosić walkę z wszelką formą antysemityzmu. Dokument ten stał się prawdziwym punktem wyjścia dla dialogu chrześcijańsko-żydowskiego. To po jego publikacji pojawiła się też absurdalna teoria o istnieniu dwóch równych, niezależnych dróg do zbawienia – drogi chrześcijańskiej i żydowskiej. To do niego nieustannie nawiązywali i nawiązują kolejni hierarchowie, kiedy chcą podkreślić nowość i oryginalność posoborowego Kościoła.

Życiowa droga i ewolucja myśli Bauma doskonale pokazują ogólny proces zmian w całym katolicyzmie. Jeszcze w latach 50. kiedy był księdzem katolickim i profesorem teologii w Toronto bronił „Nowego Testamentu” przed zarzutami o antysemityzm, twierdząc, że oskarżane o to teksty były jedynie niewłaściwie interpretowane. Wydawał się zapewne wyjątkowo wiarygodnym świadkiem – jego matka była Żydówką, a on sam musiał uciekać z Europy przed prześladowaniami Niemców. Po przybyciu do Kanady i studiach nawrócił się na katolicyzm. Zdobył sławę i rozgłos, dzięki czemu mógł wyjechać do Rzymu. Wtedy też zaczął zmieniać swoje stanowisko. Dzięki licznym spotkaniom z przedstawicielami środowisk żydowskich i zaangażowaniu w działalność ekumeniczną doszedł do wniosku, że problemem nie jest interpretacja niektórych tekstów z Nowego Testamentu, ale w ogóle wiara chrześcijańska jako taka. Kto wierzy w to, że Jezus jest Chrystusem, utrzymywał, ten potępia tych, którzy owej wiary nie przyjęli, tym samym zaś odrzuca Żydów. Przyjęcie chrześcijaństwa kwestionuje tożsamość żydowską, sądził, zatem wszelkie próby konwersji powinny zostać odrzucone. Po Holocauście dążenie do nawracania Żydów stawało się przejawem antysemityzmu. Jak powiedział sam Baum: „Po Auschwitz kościoły chrześcijańskie nie chcą już nawracać Żydów. Nawet jeśli nie mogą być one pewne teologicznych podstaw, które pozwalają im odejść od tej misji, kościoły doszły do świadomości, że próba nawracania Żydów na chrześcijaństwo jest drogą do ich duchowego wymazania z powierzchni Ziemi i faktycznym dopełnieniem Holocaustu”.

Rzeczywiście, dość to śmiały wniosek jak na soborowego eksperta. Przyjęcie takiego punktu widzenia oznacza przecież nie tylko zerwanie z całą historyczną tradycją chrześcijaństwa, ale też prowadzi do wzięcia na siebie przez Kościół współwiny za cierpienie Żydów w czasie II wojny światowej. Nie ma wątpliwości, że to co Baum nazywał eufemistycznie brakiem pewności co do teologicznych podstaw nowego podejścia, było po prostu zerwaniem i zaprzeczeniem całej wcześniejszej tradycji i żadna dialektyka nie jest tego w stanie przekreślić. Całe posłannictwo Jezusa było skierowane najpierw do Izraela, wszystkie misje Pawła kierowały się najpierw do Żydów, a dopiero później do pogan, w czasie pierwszego wystąpienia w Jerozolimie do mieszkańców świętego miasta Piotr wyraźnie wzywał do nawrócenia i wiary w Chrystusa. Można się pytać jak Kościół może zachować powszechność, rezygnując z misji do Żydów? Jednak wraz z przyjęciem nowej teologii i uznaniem dokumentu „Nostra aetate” wszystko się zmieniło. Nagle pojawiła się teoria dwóch dróg, dwóch ludów, starszych i młodszych braci. To, że sam dokument nie był końcem, ale raczej początkiem dialogicznej przygody świadczy dalszy życiorys Bauma. Właśnie wskutek prac nad soborowym tekstem doszedł on do wniosku, że chrześcijaństwo ma w sobie nieusuwalny bakcyl antysemityzmu i wrogości. Zanim jednak osiągnął ten stan oświecenia cieszył się sławą autorytetu i pracował nad najważniejszymi tekstami kościelnymi.

I właśnie tego jeszcze okresu dotyczą informacje z Lifesitenews. Portal cytuje własne, szczere wyznania Bauma, który opowiada o swoim czynnym homoseksualizmie i powodach jego dotychczasowego skrywania. „Nie opowiadałem wcześniej publicznie o moim homoseksualizmie, gdyż taki akt uczciwości zmniejszyłby mój wpływ jako krytycznego teologa” – stwierdził kanadyjski profesor. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że swoją aktywność homoseksualną Baum rozpoczął w 1963 roku, kiedy to trwały w najlepsze prace Soboru i Baum przygotowywał tekst „Nostra aetate”. „Miałem 40 lat (1963 r.) kiedy doszło do mojego pierwszego stosunku seksualnego z mężczyzną. Spotkałem go w restauracji w Londynie. To było podniecające i jednocześnie rozczarowujące, bo wiedziałem czym jest miłość i tym co naprawdę chciałem to dzielenie życia z partnerem”.

Rzeczywiście, taki skandal mógł wpłynąć na jego pozycję jako teologa. Od 1962 roku był redaktorem pisma „The Ecumenist”, współpracował także z innym znanym pismem „Concillium”, gdzie publikowali m.in. Yves Congar, Hans Kueng i Karl Rahner. Baum od lat 70. zaangażował się w popieranie teologii wyzwolenia, walkę z niesprawiedliwością społeczną i inne lewicowe projekty. Jak wielki był jego wpływ na Kościół w Kanadzie świadczy to – zauważa John-Henry Westen – że to pod wpływem Bauma i jego publicznej krytyki kanadyjscy biskupi odrzucili encyklikę Pawła VI „Humanae Vitae”. Sam Baum ogłosił o swym wystąpieniu z kapłaństwa w gazecie, mimo to nadal uważany był za wpływowego i miarodajnego teologa katolickiego. Następnie ożenił się z byłą zakonnicą, o której mówił, że „nie przeszkadzało jej to, że gdy w 1986 roku przeprowadziliśmy się do Montrealu spotkałem Normanda, byłego księdza, w którym się zakochałem.” Jak opisywał dalej Baum, Normand jest „gejem i dobrze przyjął moją orientację seksualną”.

Dziwaczna to bardzo opowieść, w której współautor najbardziej znanego tekstu Soboru opowiada o swoich stosunkach z byłą zakonnicą i księżami gejami. Trudno oczywiście przyjąć, że homoseksualna postawa Bauma determinowała całą jego działalność w czasie Soboru. Z drugiej strony czy można mieć wątpliwości, że istotnie musiała ona wpłynąć na jego ocenę Kościoła i na dążenie do podważenia jego nauki i doktryny? Dla wielu kanadyjskich i amerykańskich katolików Baum stał się symbolem wierności duchowi Soboru. Tyle, że nic wcześniej o jego homoseksualnej orientacji nie wiedzieli. To, co wydaje się wielce prawdopodobne, to to, że Baum musiał od wczesnych lat 60. dążyć do rozmycia i osłabienia katolicyzmu, czego doskonałym przykładem jest właśnie tekst „Nostra aetate”.

/ Źródło: DoRzeczy