OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

„Krew będzie płynęła rynsztokami”

Łukasz Karpiel
„Krew będzie płynęła rynsztokami”

fot. kadr z filmu „Miasto ruin”

Głusi na ostrzeżenia, przekonani o własnej wielkości ludzie z trudem akceptują prawdę o Bogu „Sędzim sprawiedliwym, który za dobro wynagradza a za złe karze”. Dlatego wielu z nas sugestia, że straszliwa hekatomba stolicy Polski, której 70. rocznicę właśnie obchodzimy, mogła być karą za grzechy przedwojennych mieszkańców Stolicy, może wydać się wręcz bluźnierstwem. Warto jednak pamiętać, że przedwojenna Warszawa była prawdziwą stolicą prostytucji i aborcji. I że kara za te grzechy była zapowiadana.

 

Rzadko pamięta się też, iż przedwojenna Warszawa była prawdziwym zagłębiem haniebnych praktyk aborcyjnych. Przepisy chroniące życie od poczęcia obowiązywały w odrodzonym państwie polskim do 1932 r, choć i wówczas istniało duże „podziemie aborcyjne”. W latach 20. ruszyła jednak szeroko zakrojona akcja na rzecz wprowadzenia zmian ułatwiających zabijanie dzieci nienarodzonych. Po stronie domagającej się legalizacji aborcji „z przyczyn społecznych” szczególną aktywnością wykazywali się m. in. mason Tadeusz Boy-Żeleński i jego partnerka, działaczka feministyczna Irena Krzywicka z domu Goldberg. Antynatalistyczne lobby odniosło wreszcie sukces i w 1932 r. rządząca Polską Sanacja zalegalizowała aborcję w Polsce artykułem 233 Kodeksu Karnego (wprowadzonego rozporządzeniem Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 11 lipca 1932 r.). Czytaj dalej

Powstańcy

Ewa Polak – Pałkiewicz

„W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia i przysięgam, że będę wiernie i nieugięcie stał na straży honoru Polski, o wyzwolenie jej z niewoli walczyć będę ze wszystkich sił moich, aż do ofiary mego życia, wszelkim rozkazom władz Związku będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy dochowam niezłomnie, cokolwiek by mnie spotkać miało….”, tak brzmiała Przysięga ZWZ  AK.

Powstanie Warszawskie, zgodnie z najnowszą modą – a mody polityczne płyną do nas niezmiennie ze Wschodu, często jednak dla zmylenia tropu via Zachód – przedstawia się jako sumę nieodpowiedzialności dowódców Armii Krajowej i politykierstwa ludzi Rządu Londyńskiego, które to paskudne cechy dorosłych Polaków znalazły niefortunnie oparcie w zapale rwącej się do czynu, niedojrzałej i naiwnej młodzieży. Powstańcy warszawscy to wszak głównie ludzie młodzi i bardzo młodzi, dzieci prawie.

Moda na karykaturalny obraz ostatniego narodowego powstania jest wierną repliką nurtu „odbrązawiającego” czyn zbrojny Polaków, jaki był podstawą propagandy PRL. Tzw. nurt rozrachunkowy – w filmach, książkach i publicystyce ery Bieruta, Gomułki i Gierka – miał zawsze jeden cel: podzielić i skłócić Polaków, wepchnąć ich do klatki potępieńczych swarów. Wyszydzić ich zaufanie do przywódców politycznych z czasów, gdy byli wolni. Zohydzić ich najszczytniejsze osiągnięcia historyczne, moralnie upodlić. Wytworzyć w nich poczucie, że zawsze błądzili, bo mają jakąś notoryczną, komiczną wręcz skłonność do popełniania politycznych głupstw.

Zwłaszcza, gdy porówna się ich ze statecznymi, rozsądnymi, obliczalnymi narodami Europy. Mylili się najbardziej wtedy, gdy chwytali za broń. Sprzeciw wobec tych, którzy chcieli po prostu Polskę zaorać, z wolnego narodu uczynić społeczeństwo niewolników, to w tej propagandzie głupota typowo polska. Należało cichutko siedzieć i czekać. Ci wszyscy ważni na świecie rozegraliby to gładko bez naszego nieproszonego udziału, a nam przypadłyby bardziej łakome kąski niż ponura zależność od Rosji na dziesiątki lat, jaką nagrodzono nasze pięcioletnie zmagania z niemieckim okupantem. Bo dobry wujek z Ameryki (i z Anglii)– ten, który układał się w Jałcie, a wcześniej w Teheranie, z silniejszym, czyli z Rosją Sowiecką, zawsze chętniej nagradza dzieci spolegliwe, pokorne i grzecznie dygające, niż te, które leją się, wierzgają, krzyczą i latają po krzakach z procą. Czytaj dalej