OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Home

Więcej Wielkanocy!

Kwieciście kwiecień się mai,

I wszyscy podnoszą głowy
Opłukani wielkanocną pokutą,
Patrzą, stęsknieni,  z wiarą,
Że wreszcie to się stało, co jest
Niewyobrażalne, niezwykłe,
Co daje nam nadzieję…
I co teraz z tym zrobić?
Jak żyć, aby temu sprostać
I nie zawieść, nie uciec,
Do pustych słów,miazmatów,
Które już dziś nic nie znaczą
A są jedynie lichą mrzonką,
Która podnieść się nie może,
Choć wie, że trzeba wybierać
Między chcieć, a mieć.
Naznaczeni stygmatem Wielkanocy-
My wiemy, jak ważne dla Boga
Jest nasze życie, skromne,
Ale skierowane do Niego,
W swojej radości życia.
Marian Retelski
Warszawa,kwiecień 2017

WIELKANOC 2017

Wielka jest ta noc,
Kiedy moce Nieba
Nie pozwalają nam zapomnieć
O istnieniu Boga,
Który zesłał nam swego syna
Pierworodnego, by dał świadectwo,
Umarł za nas, za nasze grzechy,
Zstąpił do piekieł, a trzeciego dnia
ZMARTWYCHWSTAŁ !!!
Trudna jest nasza wiara,
Wymagająca łaski i zawierzenia
Bożemu miłosierdziu…
Bo nic tu nie dzieje się przypadkiem,
Wszystko ma swój cel, i my też,
Musimy jemu sprostać,
Niezależnie od tego, czy tego chcemy,
Czy nie, gdyż tylko jedna jest droga,
Którą  otworzył  nam  Jezus
Umierając na krzyżu
I zmartwychwstając -
Dał nam świadectwo
PRAWDY,
Której nauczał,zostawiając ją nam,
Jako depozyt,  by stała się celem  naszego życia.
Alleluja!
Marian Retelski
Warszawa, kwiecień 2017

Hańba Smoleńska

Już VI lat przyszło nam żyć z myślą, że może uda się wyjaśnić przebieg tej straszliwej zbrodni, którą dla celów, jakie tej tragedii  stawiano, umiejscowiono na lotnisku w Smoleńsku.

Próbował zmierzyć się z tym problemem Zespół Parlamentarny, pod przewodnictwem obecnego Ministra Obrony Narodowej, Pana Antoniego Macierewicza, który pewnie nie zdaje sobie sprawy, że zmałpowany po czasach PRL-u tytuł – narodowej- zobowiązuje do czegoś więcej, niż zapraszanie obcych wojsk na terytorium Polski. Już to wielokrotnie przerabialiśmy, z wiadomym skutkiem. Zespół ten, chyba nieprzypadkowo, nie otrzymał odpowiednich uprawnień śledczych, a więc marnował czas i bałamucił propagandowo Polaków, udając, że coś bada i wyjaśnia.Efekty tego są raczej mizerne, żeby nie powiedzieć  żadne. Zaświtała jednak  nadzieja na „zmianę” tej sytuacji, kiedy znękany Naród, oddał władzę większościową  w ręce PiS – u, który obiecywał, na comiesięcznych manifestacjach, że tę zbrodnię, zwaną wcześniej katastrofą, następnie po kilkuletnim namyśle, zamachem,ale nadal koniecznie „Smoleńskim”. J.Kaczyński, używał  określenia, że prawda może, czy jest, porażająca. Ale jaka to prawda, Panie Prezesie? Czy my nie powinniśmy jej znać, a choćby rodziny zamordowanych?

Minęły miesiące, kiedy wiarygodność i uczciwość PiS-u została  poddana próbie, bo przecież powołanie jakiejś „podkomisji” nie spełnia tego zadania, jakie choćby mogłaby spełnić komisja parlamentarna, ze wszystkimi uprawnieniami procesowymi. Co stoi temu na przeszkodzie- nie wiadomo, kogo teraz o to pytać, kiedy nikt nie myśli poważnie o wyjaśnieniu tej tragedii i ukaraniu winnych.

Znów przetoczą się przez Polskę rocznicowe obchody, msze,marsze, i inne uroczystości ponownie zniewolonego Narodu, któremu tą zbrodnią wypowiedziano wojnę.Pozostaje pytanie – kto? Widać, że jeszcze na odpowiedź  przyjdzie nam długo czekać, niestety.A kiedy się już pojawi,  będzie  dla nas za późno, i pewnie właśnie o to chodzi.

Wydawać by się mogło, ze sprawa jest dziecinnie prosta, wystarczy uważnie przyjrzeć się jednemu z wielu zdjęć. Widać wyraźnie, że jest to tylny statecznik, uprzednio rozczłonkowany i rzucony z góry w krzaki.Przy odrobinie wyobraźni można założyć, zdaniem inscenizatorów, że ten ciężki kawałek metalu pędził z prędkością ponad 200 km/godz, upadł w krzaki /nie uszkadzając żadnego/i jeszcze zdążył, tak jak wiele innych elementów samolotu,

pokropić się dość równomiernie błotem. To dopiero trzeba być naiwnym, żeby tak niechlujnie wykonaną inscenizację uznać za zdarzenie realne. To właśnie jest hańba, że dajemy sobie wmówić coś, czego tam nie było, i powtarzanie tego choćby tysiące razy, nic tu nie zmieni, obraz nie kłamie, w odróżnieniu od wszystkich komisji i ekspertów.

Pozostaje nam jedynie modlić się za dusze pomordowanych, i prosić Boga, aby był dla nas miłosierny i oszczędził nam takich tragedii, a naszym wrogom, dzieciom szatana, pokrzyżował  zbrodnicze plany.

 

aa

- Nie lękaj się -

Słucham audycji Radia Maryja poświęconej  imperatywowi boskiemu – NIE LĘKAJ SIĘ , lansowanemu szeroko przez Św.Jana Pawła II i teraz upowszechnianemu w naszym Kościele.W tej kwestii często przywołuje się historię nawrócenia Szawła /późniejszego św.Pawła/, która go spotkała  na drodze do Damaszku, kiedy został napomniany przez Pana Boga, który przestrzegł go przed jego wrogim działaniem i  zażądał, aby nie lękał się, aby sprzeciwił się szatanowi, który go opętał. Scena ta wielokrotnie opisywana i analizowana, ma nas utwierdzać w tym – tak jak ja ją rozumiem – że pomimo, iż jesteśmy grzeszni, mamy nie ulegać pokusom, mamy stawić im czoła, bo z nami jest Jezus, który za nas cierpiał na krzyżu. Jego potęga, Zmartwychwstałego Pana jest silniejsza, a ja, będąc jego wyznawcą, do niego należę, korzystam z tej miłości, która objawiła się na krzyżu.

I dalej, prowadzący audycję, próbuje mnie przekonać, że trzeba odrzucić bojaźń i strach, który jest starobiblijny /cokolwiek to oznacza/ i zaufać Bogu, bogatemu w miłosierdzie. Bo grzech nie jest przeszkodą w miłości Boga, natomiast lęk jest siłą, która może być zabójcza dla człowieka. Zwrot ten obecnie jest rzucany w przestrzeń /tutaj też radiową/ bezosobowo, bez podstawowej odpowiedzi na pytanie – kogo, czego się mam nie lekać.Dotychczas wiedziałem, że lęk mnie mobilizuje, uzbraja, jest nawet moim sprzeciwem i chroni przed złem… a teraz? Mam się nie lękać, mam sie rozbroić i czekać zmiłowania, bo Bóg mnie kocha? A kim ja jestem dla Niego, żeby stawiać takie wymagania, nie dając przy tym nic w zamian, bo lubie życie wesołe i radosne /to ostatnie jest w naszym Kościele teraz nawet swego rodzaju priorytetem/.
Przyznam szczerze, niewiele z tego zrozumiałem, może dlatego, że nieostre jest dla mnie rozróżnienie miedzy „bać się” a „lękać”…
a w tym konkretnym przypadku – naszej wiary, jeśli bierzemy pod uwagę źródło bądź motyw grzechu, to wszystko, co oddala mnie  od Boga, musi wywoływać lęk lub strach, którego należy się bać, wystrzegać ect. I  dlaczego  w takim razie mam się nie lękać? Co tu jest moją busolą, która mnie poprowadzi do Boga a nie do szatana? Czy zawsze mam liczyć tylko na miłosierdzie, które zakładam, że przyjdzie ex post, choć wcale nie na pewno, bo tylko zależy od woli Boga. A może lepiej być „mądrym przed szkodą”?
I lękać się Jego gniewu, Jego kary???
W  tych rozważaniach, jak w soczewce, skupiają się doświadczenia mojego długiego  życia oraz drogi, jaką przemierza Kościół. Rozpoczynałem naukę wiary mojego Kościoła od potocznego zwrotu np. „Bój się Boga, co ty robisz?”,”Bój się Boga, nie rób tego, bo pójdziesz do piekła” itp. To było dla mnie proste i zrozumiałe, był to pewien kodeks postępowania, regulowany przykazaniami z odniesieniem do Boga, jako ostatecznej instancji,we  wszystkim, co się z nami tutaj dzieje, od poczęcia aż do śmierci. A teraz, na końcu tej drogi, w sukurs tym opresjom  przywołuje się z wielkim rozmachem pewną beztroskę, która za podstawę bierze Boże Miłosierdzie, które już dzisiaj przywołuje się na każdą okazję, która każdemu jest wygodna, żeby było wesoło i radośnie. Tak, zgodnie z życzeniem naszych hierarchów, nie musimy bardzo się stresować, życie powinniśmy  sobie ułatwiać, nawet jeśli zasady naszej wiary stoją temu na przeszkodzie.Wymownym tego przykładem /i nie jedynym, niestety/, jest ostatni synod biskupów, którzy zupełnie serio z Papieżem Franciszkiem na czele,zastanawiają się, jak nam to życie doczesne umilić i ułatwić, modyfikując przestarzałe, nie pasujące do tzw.współczesności, wymagania dekalogu.

Wysłuchałem tej audycji, zamyśliłem się i postanowiłem, że nadal będę się lękał, bo  wymogi naszej wiary, to nie jest chęć dokuczenia nam, tylko pewien porządek, ustanowiony przez Boga dla nas, właśnie z  miłości do nas, dla naszego dobra.
Marian 44

Na dzień dobry

Nie mogę oprzeć się  wzruszeniu ,witając serdecznie Państwa  na mojej stronie, której tytuł:

CHWAŁA BOGU wiele wyjaśnia i pozwala domyślać się  treści..

Jest to nie tylko tytuł, to także popularny w naszym języku zwrot /westchnienie/, i pewnie także najkrótsza ze znanych mi modlitw do Boga.

W kraju, gdzie aktualnie mieszkam, znany jest i bardzo popularny zwrot :” Oh my God  !!!”, nie mający znaczeniowo nic wspólnego z naszym, jest raczej okrzykiem, mającym ilustrować pewien stan emocjonalny, nadużywany w mowie potocznej w sytuacjach, które z Bogiem nie mają nic wspólnego, są jedynie nadużyciem Jego dobrego imienia. Nam to tutaj nie grozi, wręcz przeciwnie, przewodnią intencją tej strony będzie dbałość i troska o szacunek, o świętość Boga w naszym Kościele, w świecie w którym żyjemy, a w niejednym przypadku, podejmowanie konkretnych działań zmierzajacych do  przywrócenia należnego MU sacrum.

W największym skrócie, pragnę, aby ta strona mogła być narzędziem, wywoływała potrzebną, moim zdaniem, reakcję ludzi, którzy nie tylko będą razem ze mną śledzili  dotychczasowe i postępujące aktualnie przemiany w naszym Kościele, ale także będą mieli dość sił i możliwości, żeby pozytywnie wpływać na występujące uchybienia, zmieniać je i im zapobiegać, tak,aby stały się „miłe Panu Bogu”. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale cóż jest łatwe w czasie naszego bardzo krótkiego życia na ziemi –  naprzeciw wieczności , że posłużę się taką filozoficzną konstatacją?

Wspomniane przemiany do dziś nie wiadomo,skąd wynikała ich potrzeba/, miałem okazję  obserwować w czasie mojego długiego już życia, najpierw, kiedy będąc ministrantem, w pierwszej  połowie ubiegłego wieku, pierwszy raz uklęknąłem u stóp ołtarza, służąc do Mszy Św. Było to duże przeżycie, tak duże, że jeszcze dzisiaj po sześdziesięciu latach, dokonale pamiętam jego  blask, tą niezwykłą podniosłość i uniesienie, tą misterną tajemnicę, nabożną cześć oddawaną Bogu przez kapłana, i moje wzruszenia, których wtedy nie rozumiałem do końca, ale były mi one po ludzku bliskie.Póżniej ich szukałem, ale na fali modernizmu, coraz bardziej się oddalały i dzisiaj niewiele już z nich zostało, choć Pan Bóg pozostał ten sam co dawniej.

I z  tym wspomnieniem, jak z talizmanem, szedłem przez życie, starając się niczego nie stracić, niczego nie uronić, a wręcz odwrotnie, doskonaląc siebie i swoją wiarę, stale pogłębiałem swoją wiedzę, także teologiczną, nie wiedząc o tym, że przyjdzie moment, kiedy Pan Bóg mnie zapyta:  

Co ty dla mnie zrobiłeś? Czy już dzisiaj wiesz, po co cię stworzyłem na tym świecie?

Jak każdy człowiek w moim wieku, który musi myśleć eschatologicznie, uświadomiłem sobie, że odpowiedż na tak postawione pytania nie może być łatwa.Z obawą obejrzałem się za siebie i z pewną ulgą, a może i satysfakcją  stwierdziłem, że moje życie, niezwykle bogate w najprzeróżniejsze zdarzenia, miało jednak pewien logiczny ciąg, w  którym było widać rękę  Opatrzności, która w sposób bardziej lub mniej ukryty czuwała i nadal czuwa nad moim życiem. Zastanawiam sie czasem, czy to nie zakrawa na fantazję, kiedy analizuję pewne zdarzenia, że wszystko co mnie spotkało /złe lub dobre/ miało jednak swój sens, swoje uzasadnienie i odniesienie, odniesienie do wiary i do Boga.

Mam wiele obaw, czy cel, który sobie stawiam i pewnie ostatecznie stanie się już ostatnim   celem mojego życia /wiek/, nie przerasta moich zdolności, moich możliwości, czy w dzisiejszym zsekularyzowanym, liberalnym  świecie, jest realny i możliwy do spełnienia? Głęboko się nad tym zastanawiałem, i doszedłem do wniosku, nic nie będzie, nic się nie stanie, jeśli tego nie spróbuję. A ponieważ w moim życiu Opatrzność Boża odgrywa pierwszoplanowa rolę i nigdy się na niej nie zawiodłem, nawet w ekstremalnych sytuacjach, stąd też mam nadzieję, że tak będzie i tym razem.Wierzę, że choć jestem osobą świecką, to dla tak szczytnego celu znajdą się osoby, które dołączą i mi pomogą, że nie bedę sam…

Bo chodzi o CHWAŁĘ   BOGA !!!  O POWRÓT SACRUM  DO NASZEGO  KOŚCIOŁA  ŚWIĘTEGO.

Dzięki  Bogu, nie jestem sam, mamy obecnie internet – wspaniały instrument komunikowania się, przekazywania informacji,oplatający świat pajęczą siecią, z którego możemy do woli korzystać, i głosić właśnie Jego chwałę. Bo po to Bóg go nam dał, i po to tu jesteśmy, choć przecież nie jest nam lekko, kiedy szatan nie zasypia gruszek w popiele i czuje się coraz pewniej…

Zadaniem tej strony będzie obnażanie jego działań, często mało widocznych, obliczonych na naszą dziecinną naiwność i pobłażliwość, na nasze lenistwo i wygodnictwo, często dla dorażnych korzyści, a przede wszystkim wykorzystującym  naszą niewiedzę, otwierającą drzwi dla fałszu i obłudy, w której  on jest mistrzem.

Mając takiego wroga za przeciwnika, chciałbym na tej stronie dawać również dowody naszego uwielbienia  Boga, naszej miłości, oddania i wdzięczności, że stworzył dla nas taki cudowny, piękny i precyzyjnie przemyślany  świat, że nam towarzyszy i otacza nas swą opieką, czego w czasie mojego długiego życia niejednokrotnie doświadczyłem.

Życie jest walką, a w tej walce nie ma nic przypadkowego, reguły zostały bardzo dokładnie sprecyzowane, i nic tu nie pomoże nasze ludzkie kombinowanie, udawanie, tłumaczenie.Dobrym przykładem niech będzie rozkwit pojęcia Bożego miłosierdzia, który przypomina próbę obarczenia Pana Boga naszymi grzechami, to nie my mamy się starać zachowywać zgodnie z Jego przykazaniami, to Bóg ma się wykazywać swoim boskim miłosierdziem, litować się nad nami w imię swojej miłości do nas. Ma się stać naszym zakładnikiem ? A my co? Coraz szerzej zakreślamy krąg Bożej miłości, żeby pomieściło się w niej nasze grzeszne życie, bo przecież Pan Bóg nas kocha i w imię tej miłości nie bedzie nas karał. I tak sobie kombinujemy, żeby w stosunkach z Bogiem, było fajnie i przyjemnie, zdejmując z siebie, w ramach przyznanej nam wolnej woli, szereg obowiązków.O co tu chodzi?

Dlaczego nie stać nas na męskie postawienie sprawy, na stwierdzenie: tak, zgrzeszyłem i wiem, że mogę być ukarany, że mogę być potępiony na wieki.Jest w naszym życiu czas na grzech, niech bedzie też czas na żal za grzechy, na pokutę i pojednanie, niech to będzie jakiś pozytywny rachunek, swoista ekonomia naszego zbawienia, a nie zwodzenie i szukanie ratunku w Bogu. Podałem ten przykład, jako pierwszy z brzegu, a przecież jest ich wiecej. Myślę, że dobrze oddaje moje wieloletnie przemyślenia i obserwacje,a przede wszystkim, moją ocenę spraw bieżących naszego Kościoła, których wiele się nagromadziło, i których byłem świadkiem przez dziesięciolecia mojego życia.

Osobnym problemem jest  już 50 – cio letnia spuścizna Soboru Watykańskiego II- go, który gruntownie przeorał dotychczasową tradycję, zmienił liturgię Mszy Św. oraz sprawowanie wielu sakramentów itd.Pamiętam tamten entuzjazm i widzę też,niestety, to co jest dzisiaj.

Niech symbolem, syntezą  tych  problemów, których nie chcę i nie mogę tutaj  ukrywać, będzie ostatnia abdykacja Papieża Benedykta XVI – tego i w następstwie wybór Franciszka.

I to będzie ta ostatnia kropla, która trochę przypadkowo, ale dość jednoznacznie przebrała miarę i świadczy o potrzebie działania, wszelkimi możliwymi środkami, w myśl żeglarskiej zasady – wszystkie ręce na pokład !

Nie chcę być niegrzeczny, ale zapraszając Państwa na tę stronę, jak do świętej kapliczki, nie mogę obiecać, że będzie miło i przyjemnie,wręcz przeciwnie, będzie to twarda, męska rozmowa o naszych trudnych sprawach, od których nie sposób uciec, którym będzie przyświecał zagubiony imperatyw naszego Kościoła - CHWAŁA  BOGU - z jego niezbywalnym  SACRUM

Mam nadzieję, że wraz z rozwijaniem sie tej strony, pojawią się inicjatywy, może też środki i ludzie, którzy spowodują, że  walka z szatanem, na Chwałę Boga, zakończy się naszym zwycięstwem, jesli nie dzisiaj to jutro.Ale działać trzeba już, teraz, bo czas zaczyna nas nieubłaganie poganiać,zbliżają się nowe pokolenia, które nie wiedzą i nie znają, co to znaczy wielbić Boga !.

Zapewne niespodzianką w tematyce tej strony jest występowanie dwóch panów „AM”, których twórczość jest mi szczególnie bliska.Wspólnym mianownikiem, który łączy tych panów, jest KABAŁA.Nie ma w tym, wbrew pozorom, niczego przypadkowego.

Adam Mickiewicz, pisząc Dziady cz.III-cia, w których posłużyl się liczbą „44″,dał sposobność do uznania jej za tajemniczą, którą od lat, z wielkim „zapałem” objaśnia się młodzieży w drodze gematrii i kabały. Myślę, że nadszedł już czas, aby patrząc z naszej strony, mówić głośno o tej szkodliwej indokrynacji /bo z nauką niewiele to ma wspólnego/, tak jak pora wreszcie wyjaśnić sobie, po 500-set latach, ile prawdy jest w blużnierczych freskach Michała Anioła, namalowanych na suficie Kaplicy Sykstyńskiej.Czy nie są to małe kroczki szatana, który w sposób widoczny wkroczył dawno temu do naszej najważniejszej Świątyni i ją zbezcześcił, dając kabalistyczną wersję księgi Genezis? A orgia gołych ciał, spiętrzonych w wyzywających pozach, które nie mają żadnego uzasadnienia w naszej religii, przypominająca bardziej pogański przybytek, jest sposobem na przemycenie heretyckich treści, do kabalistycznego objaśniania prawd naszej wiary…

W tym miejscu wspominam jedynie o tym, jaki będzie tematyczny profil, jakie mam plany, które mam  nadzieję zrealizować, licząc na Państwa pomoc i wsparcie, a co doprowadzi  nas do większej  C H W A Ł  Y   B O G A.

NY 01/06/2013 Marian 44