OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Lipiec 2019

Pewne różnice, wspólny trzon! Prof. Jacek Bartyzel o nazizmie, komunizmie i zaawansowanym demoliberalizmie

Profesor Jacek Bartyzel w facebookowym wpisie zwrócił uwagę na podobieństwa i różnice między narodowym socjalizmem (nazizmem), komunizmem i zaawansowanym demoliberalizmem. Naukowiec zwraca uwagę na wiele podobieństw łączących systemy.

„W narodowym socjalizmie wrogami publicznymi (hostes) byli: reakcjoniści, monarchiści, księża katoliccy, demoliberałowie, socjaldemokraci, komuniści, Żydzi, Słowianie oraz nacjonaliści narodów innych, niż niemiecki.

W komunizmie wrogami publicznymi byli: reakcjoniści, monarchiści, księża katoliccy, burżuje, demoliberałowie, socjaldemokraci, faszyści, antysemici oraz nacjonaliści wszystkich narodów.

W (zaawansowanym) demoliberalizmie wrogami publicznymi są: reakcjoniści, monarchiści, księża katoliccy, populiści, faszyści, antysemici, homofobi oraz nacjonaliści narodu rodzimego.

Jak widać, pewne różnice są, ale istnieje też trzon wspólny” – zauważa profesor Jacek Bartyzel.

Źródło: Facebook

MWł

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-07-23)

18 politycznych idei, których katolikowi nie wolno popierać

Wbrew coraz popularniejszym twierdzeniom, katolicyzm nie jest obojętny wobec życia politycznego. Kościół przez wieki funkcjonowania – w oparciu o Tradycję oraz Pismo Święte – wytworzył naukę społeczną. Dzięki niej wiemy, jakich ideologii i poglądów nie może wspierać katolik.

Komunizm

VII Przykazanie Boże mówi wprost: nie kradnij! To najkrótszy katolicki argument przeciw komunizmowi, gdyż system odmawiający człowiekowi prawa do posiadania własności i żądający systemowej grabieży jest nie do pogodzenia z zasadami Świętej Wiary. A gdy uświadomimy sobie, że immanentną cechą komunizmu jest marksistowski materializm, czyli de facto programowy ateizm, sprawa staje się jeszcze jaśniejsza. Ideologia ponadto – poprzez koncepcję tzw. walki klas – antagonizuje społeczeństwa. O tym wszystkim pisali papieże ostrzegający świat przed tą doktryną (chociażby Leona XIII w Quod apostolici muneris czy Piusa XI w Quadragesimo anno).

Socjalizm

Komunizm ma bardzo bliskiego „krewnego”. To socjalizm. Najważniejszą różnicą między nimi są nieco odmienne metody służące do osiągnięcia rewolucyjnego celu oraz radykalizm w likwidacji własności prywatnej (częściowa lub całkowita). Mimo tych niuansów wciąż mamy jednak do czynienia z systemem opartym na fałszywej antropologii, przed czym ostrzegał m.in. Jan Paweł II (Centesimus annus).

Teologia wyzwolenia

Gdyby jednak jakiś katolik upierał się przy próbach łączenia chrześcijaństwa i marksizmu, to warto odesłać go do instrukcji Jana Pawła II Libertatis nuntius z roku 1984. Papież potępił w niej pochodzącą z Ameryki Południowej groźną herezję próbującą stworzyć syntezę materialistycznej ideologii i katolickiej wiary. Wynik takiego połączenia może być jeden: zamiana chrześcijaństwa w polityczną doktrynę i wpadanie w objęcia komunizmu.

Socjaldemokratyzm

Socjaldemokracja to lewicowy nurt dopuszczający zaprowadzenie nowego systemu na drodze reform, a nie zbrojnej rewolucji proletariatu. Reformizm (inna nazwa doktryny) godzi się z istnieniem kapitalizmu (lub przynajmniej czasowo go akceptuje), ale poszukuje jego socjalistycznych wersji. Mimo tego socjaldemokracja pozostaje ideologią wspierającą wywrotowe i sprzeczne z naturalnym porządkiem prądy. Reformiści sprzeciwiają się wpływom Kościoła na życie społeczeństw oraz odrzucają tradycyjnie rozumianą rodzinę i małżeństwo.

Ekologizm

Na scenie politycznej blisko socjaldemokratów znajdują się „zieloni”, którzy – podobnie jak reformiści – walczą o „sprawiedliwość społeczną” i „postęp” rozumiany jako „prawa” rozmaitych mniejszości oraz akceptacja wynaturzeń w życiu społecznym. Kładą przy tym jednak większy nacisk na ekologię, co współcześnie przekłada się na walkę o realizację postulatów tzw. zrównoważonego rozwoju (aborcja, sterylizacja, eutanazja i inne formy depopulacji).

Progresywizm

Niekatolickim jest również niepohamowany ideologiczny pęd do nowoczesności, zmiany i nieustannej modernizacji połączony z wiarą w determinizm (tzw. konieczność dziejowa) oraz możliwość stworzenia „raju na ziemi”. Wyznawcy idei, których genezę odnaleźć można u niekatolickich myślicieli jak Marks i Hegel, krytykują stare rozwiązania społeczne tylko dlatego, że funkcjonowały w przeszłości – i to nawet jeśli doskonale sprawdzały się w poprzednich epokach. Ów progresywizm może dotykać jednak nie tylko systemów politycznych – pod postacią modernizmu wdarł się do Kościoła.

Genderyzm

Jedną z najnowszych mutacji ideologii rewolucyjnej jest genderyzm – doktryna próbująca rozdzielić ludzką płeć na „płeć biologiczną” i „kulturową”. Po dokonaniu owego rozwodu obie, w myśl koncepcji, mogą zostać sobie przeciwstawione, co otwiera furtkę do „zmian płci” oraz kreowania trzeciej i kolejnych mutacji. Pan Bóg jednak – o czym czytamy na kartach Księgi Rodzaju – stworzył ludzi jako mężczyznę i niewiastę, więc genderyzm w każdej formie pozostaje niekatolicki.

Homoseksualizm

Wbrew sloganom powtarzanym przez politpoprawne media, nie ma czegoś takiego jak „orientacja seksualna”, zaś owa zbitka fałszywie sugeruje równorzędność zachowań homoseksualnych i heteroseksualnych. Tymczasem ludzie popędy mogą albo być właściwie ukierunkowane i kontrolowane, albo nie. Dlatego też walka o przywileje dla środowisk LGBT jest w sposób oczywisty walką polityczną, zaś homoseksualizm (jako jedna z pochodnych zakłamującego obraz człowieka freudyzmu) stanowi wywrotową ideologię sprzeczną z Prawem Bożym. Katolik nie może w żaden sposób wspierać ruchów LGBT.

Pacyfizm

Elementem składowym wielu lewicowych ideologii (szczególnie tych należących do tzw. nowej lewicy – odmiennej od militarystycznego komunizmu bolszewików) jest pacyfizm. W XX wieku działacze ruchów antywojennych aktywnie atakowali politykę państw pozostających w sporach z krajami marksistowskimi, pokazując rzekomą brutalność Zachodu i przymykając oczy na występki „czerwonych”. Za sprawą lewicowego zakłamywania wizerunku świętego Franciszka z Asyżu pacyfizm upowszechnił się także wśród katolików. Warto jednak pamiętać, że Boże Przykazanie „nie zabijaj” nie oznacza zakazu bronienia swojej rodziny, domostwa czy ojczyzny, zaś w nauczaniu Kościoła znajdziemy pojęcie wojny sprawiedliwej.

Anarchizm

Doktryna anarchistyczna uderza swoimi postulatami we wszystkie katolickie zasady życia zbiorowego. Podważa bowiem istotę władzy, która zgodnie z nauką Kościoła pochodzi od Pana Boga. Ponadto anarchizm gardzi hierarchią i tradycyjnym ładem, dąży do likwidacji państw oraz w większości odmian sprzeciwia się własności prywatnej i religijności. Anarchizm stanowi więc zaprzeczenie całego naturalnego porządku społecznego.

Nazizm

Narodowy socjalizm pozostaje w sprzeczności z nauką Kościoła z wielu powodów. Pierwszym z nich jest – stanowiący fundament owej ideologii – jeden z grzechów głównych. To nienawiści, w nazizmie skierowana wobec przedstawicieli innych nacji. Drugi powód to ubóstwienie narodu. Bóg jest jednak jeden, więc czynienie „boga” z grupy etnicznej stanowi najzwyklejsze pogaństwo (z resztą historycznemu nazizmowi niemieckiemu towarzyszyły pogańskie inklinacje oraz okultyzm). Wszystkie katolickie argumenty przeciw nazizmowi przedstawił papież Pius XI w Mit brennender Sorge.

Faszyzm

Chociaż faszyzm nie ma w swoich założeniach szowinizmu rasowego czy narodowego, to włoska ideologia również kłóci się z nauczaniem Kościoła, gdyż na miejscu należnym Panu Bogu próbuje umieścić państwo. Pogańską statolatrię (kult państwa) doskonale obrazuje slogan ekipy Mussoliniego: wszystko w Państwie, nic poza Państwem, nic przeciw Państwu.

Totalitaryzm

Niekatolicki jest również totalitaryzm, bowiem w państwie totalitarnym to administracja decyduje o każdym aspekcie ludzkiego życia. Aparat walczy więc z Kościołem, gwałci autonomię rodziny i uderza we własność prywatną. A wszystko po to, by realizować jedną z mrocznych, antykatolickich ideologii.

Rasizm

Doktryna dzieląca ludzi na rzekomo lepszych i gorszych ze względu na cechy fizyczne wyklucza się z katolicyzmem, gdyż – jak naucza Kościół – wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi i nikomu nie można odmawiać praw ludzkich (jak np. prawo do życia) z żadnego powodu, niezależnie czy ma inny kolor skóry, włosów, oczu, czy też jest chory. Nie wolno również nikogo nienawidzić.

Szowinizm narodowy

Chociaż odpowiednio ukształtowana miłość oraz troska o naród i ojczyznę może stanowić moralną cnotę, to ubóstwienie grupy etnicznej i stawianie jej na miejscu należnym Bogu oraz nienawiść do obcych stoją w sprzeczności z ewangelicznymi zasadami będącymi fundamentem nauczania Kościoła. Szczególnym zagrożeniem są ruchy nacjonalistyczne odwołujące się do pogaństwa.

Demokratyzm

Co ciekawe, zarzuty podobnej natury jak w przypadku nazizmu, faszyzmu czy szowinizmu katolicy mogą – i powinni – wysuwać wobec demokracji. Wszak również ta doktryna stawia na miejscu Stwórcy swoje założenia, w tym przypadku wolę ludu, co prowadzi do moralnego relatywizmu. W demokracji lud nie tylko decyduje o polityce, ale również o tym, co ma zostać uznane za dobre, a co złe – czego skutek widzimy w zdemoralizowanych „starych demokracjach”. Demokratyzm kłóci się ponadto z hierarchą stanowiącą część tradycyjnego, katolickiego ładu. Dlatego też tak poważne wątpliwości budzi nie tylko demokracja liberalna, socjalna czy narodowa, ale także demokracja chrześcijańska (chadecja).

Liberalizm

Chociaż liberalizm w swojej warstwie gospodarczej nie musi stać w sprzeczności z nauczaniem Kościoła, to doktryna stawiająca na pierwszym miejscu wolność jednostki kłóci się z katolicyzmem. Wszak w życiu człowieka wierzącego na pierwszym miejscu musi znajdować Pan Bóg, a tylko życie w zgodzie z Jego prawami zapewnia człowiekowi prawdziwą wolność. Podobne zastrzeżenia dotyczą libertarianizmu.

Katolicki liberalizm

Podobnie jak łącząca katolicyzm i komunizm teologia wyzwolenia, tak i katolicki liberalizm próbuje godzić ogień i wodę. Efekt tych starań jest jasny do przewidzenia. Katolicki liberalizm nie jest ani katolicki, ani tak liberalny, jak chcieliby tego postępowcy i pozostaje doktryną potępioną przez papieża Grzegorza XVI w Singulari nos.

Michał Wałach

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2018-08-21)

Synod spod znaku New Age

Kontury kolejnego synodu biskupów, dotyczącego Amazonii, który odbędzie się w październiku br., zarysowują się coraz wyraźniej. 17 czerwca opublikowano instrumentum laboris1 synodu, czyli coś w rodzaju jego mapy drogowej. Lektura tego dokumentu budzi ogromne zdziwienie i to do tego stopnia, że czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy naprawdę został on napisany przez osoby duchowne. Dotychczasowe komentarze skupiały się przede wszystkim na kwestii [planowanej na synodzie] debaty nad możliwością wyświęcania na kapłanów żonatych mężczyzn. Pozostawimy ten aspekt na boku, gdyż z pewnością na jego temat powstaną w swoim czasie szczegółowe analizy.

Zebranie Nazdzwyczajne Synodu Biskupów dla Regionu Panamazońskiego odbędzie się w październiku 2019 r.

Tymczasem zupełnie przemilczano fakt, że zarówno język, jak i tematy poruszone w instrumentum laboris częstokroć wprost nawiązują do ideologii New Age. Filozofia tego szerokiego, niejednorodnego ruchu tkwi korzeniami w spuściźnie Towarzystwa Teozoficznego, założonego w XIX w. przez Helenę Bławatską. Ruch New Age narodził się w latach 60. XX wieku w USA, rozprzestrzenił na całym świecie i objął szeroką gamę zagadnień. New Age dla obyczajów i religii jest tym, czym globalizm dla polityki: pragnie zjednoczyć duchowo ludzkość i wprowadzić ją w nową erę szczęścia, harmonii duchowej i pokoju, zwaną erą Wodnika. Aby doń doprowadzić, New Age promuje okultyzm (a więc m.in. astrologię, jasnowidzenie, spirytyzm, wykorzystywanie nieznanych energii i sił), psychotechniki oraz… naturalizm (ekologizm). Już Arnold (Arnaud) de Lassus w książce Connaissance élémentaire du Nouvel Âge 2 zauważył, że jedną z trzech cech charakterystycznych dla New Age jest naturalizm, zresztą w przypadku Francji najbardziej widoczny. Istotnie, ruchy New Age postrzegają wszechświat co najmniej jako autonomiczną osobę, która myśli, czuje i może cierpieć – a czasem nawet jako bóstwo. Skądinąd poważne opracowanie – Guide du Nouvel Âge („Przewodnik New Age”, Paryż 1990) – głosi na s. 37: „Planeta potrzebuje głębokiego impulsu indywidualnej świadomości. Ruch New Age, który postrzega Ziemię – Gaję – jako żywy organizm, może wiele zdziałać w zakresie świadomości ekologicznej”.

New Age postrzega więc Ziemię jako żywą istotę – idea ta wywodzi się bezpośrednio z panteizmu, doktryny wprost głoszonej przez głównych promotorów tego ruchu, wedle której Bóg i wszechświat są w gruncie rzeczy tym samym. W myśl New Age człowiek powinien odkryć bóstwo, którym jest, a także dostroić się do kosmicznych i duchowych sił wszechświata, aby dostąpić najwyższego szczęścia.

Otóż instrumentum laboris przyszłego synodu nt. Amazonii do złudzenia przypomina dokument zredagowany przez zwolenników doktryny New Age. Oto kilka cytatów:

Par. 12: „Chodzi o życie w harmonii z samym sobą, z naturą, z istotami ludzkimi i z bytem najwyższym, albowiem między wszystkimi elementami kosmosu zachodzi inter-komunikacja, w której nikt nie wyklucza nikogo i w której może powstać wspólny projekt życia w pełni”.

Par. 13: „Takie rozumienie życia charakteryzuje się więzami i harmonią relacji między wodą, terytorium a naturą, życiem wspólnotowym a kulturą, Bogiem a różnymi siłami duchowymi”.

Najbardziej zdumiewający jest cytat z wypowiedzi Indian zamieszkujących Amazonię, zamieszczony w 17. paragrafie dokumentu: „My, rdzenni mieszkańcy Guaviare (Kolumbia), jesteśmy częścią natury, albowiem jesteśmy wodą, powietrzem, ziemią i życiem środowiska stworzonego przez Boga. Dlatego też prosimy, aby ustało złe traktowanie i eksterminacja «Matki Ziemi». Ziemia ma krew i krwawi; międzynarodowe konsorcja przecięły żyły naszej «Matki Ziemi»”.

Trudno o bardziej dobitne wyrażenie doktryny panteistycznej, z którą ruch New Age jest nieodłącznie związany.

Rzeczony dokument w pozytywnym świetle przedstawia także pogańskie praktyki.

Par. 25: „Życie wspólnot amazońskich jeszcze nie dotkniętych wpływami cywilizacji zachodniej ma swe odzwierciedlenie w wierzeniach i rytuałach dotyczących działania duchów czy też różnie nazywanego bóstwa wraz z i odnośnie do terytorium, wraz z i w relacji z naturą. Ta wizja świata jest wyrażona w «mantrze» Franciszka: «Wszystko się łączy»”.

Użycie terminu mantra, oznaczającego hinduistyczną formułę zaklinania, jest wymowne, ale przede wszystkim czymś niepokojącym w dokumencie kościelnym.

Można by mnożyć cytaty, wskazujące na przesiąknięcie dokumentu doktrynami New Age. Jako ostatni podamy następujący fragment:

Par. 75: „Kosmiczny wymiar egzystencji (cosmovivencia) pulsuje w rodzinach. […] Krótko mówiąc, to w rodzinie uczymy się żyć w harmonii: między ludami [sic!], między pokoleniami, z naturą, w dialogu z duchami”. Dialog z duchami nazywa się spirytyzmem i jest to praktyka bardzo ceniona przez ruch New Age!

Od II Soboru Watykańskiego minęło już ponad 60 lat i wydaje się, że podążając za jego spuścizną rzymskie umysły grzęzną w doktrynach coraz bardziej odległych od jedynie prawdziwej nauki katolickiej. Spuścizną, którą zresztą dokument wyraźnie podkreśla w paragrafie 30:

„Jest to zgodne z [kierunkiem] podróży, rozpoczętej przez cały Kościół wraz z II Soborem Watykańskim. […] Unikatowa różnorodność regionu amazońskiego – biologiczna, religijna i kulturowa – przywodzi na myśl nowe zesłanie Ducha Świętego”.

Przyszły synod zdecydowanie plasuje się w dynamice New Age i zapowiada się w wielu punktach jako nowy, znaczący etap soborowej rewolucji. Jego duch będzie z pewnością zupełnie różny od Ducha Świętego, który ukazał się w czasie jedynego i prawdziwego zesłania. Z wielką szkodą dla Kościoła.

Autorem artykułu jest ks. Wilhelm (Guillaume) Scarcella FSSPX.

Polityczne strategie przetrwania ugrupowań katolickich w kraju zniewolonym przez komunizm. Przypadek Polski (1944-1989) – Jacek Bartyzel

Wprowadzenie

W nocy z 3 na 4 stycznia 1944 Armia Czerwona, rozwijając kontrofensywę przeciwko armii niemieckiej, przekroczyła wschodnią granicę państwa polskiego sprzed 1939 roku. Siedem miesięcy później, w toku kolejnej ofensywy sowieckiej, wyparto Niemców z obszaru na zachód od tzw. linii Curzona, czyli położonego pomiędzy rzeką Bug a prawym brzegiem Wisły i będącego sercem Polski centralnej. Ta operacja została jednak na rozkaz Józefa Stalina gwałtownie wstrzymana na linii Wisły, kiedy 1 sierpnia 1944 w Warszawie wybuchło powstanie przeciwko Niemcom, wciąż okupującym stolicę Polski. Cel takiego postępowania był jasny: chodziło o to, aby dysponujący ogromną przewagą Niemcy stłumili powstanie, zburzyli miasto oraz zlikwidowali kadrę przywódczą Polskiego Państwa Podziemnego i jego Armii Krajowej. Kolejna ofensywa sowiecka ruszyła dopiero na początku stycznia 1945 i tym razem dotarła aż do Berlina.

Los wschodnich ziem Rzeczypospolitej Polskiej wskutek zdrady anglosaskich aliantów Polski został przesądzony już podczas konferencji tzw. Wielkiej Trójki (J. Stalin, F.D. Roosevelt, W. Churchill) w Teheranie 28 listopada – 1 grudnia 1943, gdzie uzgodniono, że ziemie te zostaną wcielone bezpośrednio do Związku Sowieckiego. Porozumienie to jednak było tajne i światowa opinia publiczna oraz rząd polski na uchodźstwie w Londynie i ogół Polaków dowiedzieli się o tym dopiero po kolejnej konferencji nowych panów świata w Jałcie (4-11 lutego 1945). Od początku 1944 roku w Polsce wiedziano jednak dobrze, że żołnierze Armii Krajowej, którzy w ramach akcji „Burza” brali udział w wyzwalaniu od Niemców Wilna, Lwowa i innych miast, byli przez Rosjan rozbrajani i albo mordowani, albo deportowani na Syberię. Jeśli chodzi natomiast o obszar Polski centralnej, to Stalin wahał się przez pewien czas pomiędzy dwoma rozwiązaniami: inkorporacji do ZSRR i uczynienia z Polski „XVII republiki sowieckiej” oraz zachowaniem odrębnego bytu państwowego, lecz całkowicie podporządkowanego Związkowi Sowieckiemu i skomunizowanego. Ostatecznie wybrał to drugie rozwiązanie. 22 lipca 1944 Radio Moskwa ogłosiło, że tzw. Krajowa Rada Narodowa (czyli samozwańczy pseudoparlament utworzony w nocy z 31 grudnia 1943 na 1 stycznia 1944 przez komunistyczną Polską Partię Robotniczą) powołała w pierwszym mieście na zachód od Buga wolnym od Niemców, czyli w Chełmie, tzw. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, jako namiastkę rządu. Po przekonaniu się, że alianci zachodni, będący wciąż przecież oficjalnym sojusznikiem legalnego rządu polskiego na emigracji w Londynie, nie sprzeciwili się powołaniu PKWN, 31 grudnia 1944 Stalin podwyższył stawkę rozgrywki i nakazał temu Komitetowi przekształcić się w Rząd Tymczasowy Rzeczypospolitej Polskiej.

Faktyczną władzę na obszarze formalnie polskim sprawował jednak nie ten „rząd”, ale sowiecki aparat bezpieczeństwa, mający też własne oddziały wojskowe, czyli NKWD (Główny Zarząd Bezpieczeństwa Państwowego), oraz obozy koncentracyjne. Ich „polskim” przedłużeniem był Urząd Bezpieczeństwa (UB), mający również „doradców” rosyjskich, którego prawie cała kadra oficerska była nadto złożona z komunistów-Żydów, nienawidzących Polski tyleż z powodów rasowych, co ideologicznych. Także podległe formalnie rządowi Wojsko Polskie (potocznie nazywane „ludowym”) faktycznie podlegało dowództwu sowieckiemu, a znaczna część jego kadry oficerskiej, zwłaszcza generałów, składała się z Rosjan nieznających nawet języka polskiego. Kraj został całkowicie sterroryzowany. Mordy na żołnierzach podziemia, jeszcze antyniemieckiego, przedstawicielach przedwojennego i wojennego aparatu administracyjnego, działaczach niekomunistycznych ruchów politycznych, członkach „klas posiadających”, były codzienną rzeczywistością. Tortury stosowane wobec uwięzionych żołnierzy i cywilów często przewyższały swoim okrucieństwem i wyrafinowaniem metody niemieckiego Gestapo. Rozstrzeliwano albo w ogóle bez sądu, albo urządzając parodię sądownictwa. Na mocy dekretów o tzw. reformie rolnej i nacjonalizacji głównych gałęzi przemysłu praktycznie zlikwidowano jako klasę zarówno ziemian (właścicieli ziemskich), jak i przemysłowców. Opór zbrojny formacji powstałych po samorozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 i na jej bazie, jak również innych formacji, głównie o charakterze narodowym (Narodowe Siły Zbrojne, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe i in.), z wielkim heroizmem i w niemałej skali trwał do 1947 roku, aczkolwiek mniejsze oddziały walczyły jeszcze w latach 50. Wobec miażdżącej przewagi wroga walka zbrojna była oczywiście skazana na klęskę, ale zdołała przynajmniej nieco opóźnić pełną sowietyzację Polski.

Z drugiej strony, aby dać aliantom zachodnim jakieś usprawiedliwienie tłumaczące zdradzenie przez nich Polski i wycofanie uznania dla legalnych władz Rzeczypospolitej Polskiej na emigracji, Stalin musiał zgodzić się na zachowanie pewnych pozorów pluralizmu politycznego. Dlatego na mocy porozumień jałtańskich utworzono 28 czerwca 1945 Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, do którego prócz komunistów i ich agenturalnych satelitów weszli niektórzy politycy krajowi i emigracyjni ze stronnictw przedwojennych, z przywódcą Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) Stanisławem Mikołajczykiem (1901-1966) jako wicepremierem na czele. Oprócz mającego zasięg masowy, zwłaszcza na wsi, PSL do jawnej działalności dopuszczono także niemarksistowską Polską Partię Socjalistyczną (PPS) i chrześcijańsko-demokratyczne Stronnictwo Pracy (SP), co stało się po słynnym pytaniu ambasadora USA Arthura Blissa-Lane’a: „a gdzie jest partia ludzi chodzących do kościoła?”. Komuniści bezwzględnie odrzucili natomiast możliwość legalizacji ugrupowań prawicowych, określanych przez nich jako „faszystowskie”, a przede wszystkim największego w II Rzeczypospolitej ugrupowania, czyli Stronnictwa Narodowego (SN). Legalizacja ta, a nawet wejście do rządu, niewiele zmieniły, ponieważ działacze PSL i SP byli nieustannie obiektem szykan i napaści, a nawet morderstw. Pierwsze, bo już 10 lipca 1946, zmuszone zostało do zawieszenia działalności Stronnictwo Pracy, ponieważ nie było w stanie obronić się przed nasyłaną mu agenturą wywodzącą się po części z ruchu [sic!] neopogańskiego. PSL dotrwało do wyborów do Sejmu Ustawodawczego w styczniu 1947, które odbywały się w atmosferze totalnego zastraszania (pobicia, porywania i aresztowania działaczy partii, z których ok. 200 zostało zamordowanych) oraz zostały całkowicie sfałszowane. Po kolejnych aresztowaniach przywódców PSL, co zapowiadało wytoczenie im procesu, Mikołajczyk przy pomocy ambasady amerykańskiej uciekł z kraju.
1945-1956

W pierwszych latach zdobywania i umacniania swojej władzy komuniści, zdający sobie sprawę z braku jakiegokolwiek poparcia w katolickim społeczeństwie i z tego, że posłuszeństwo mogą wymusić jedynie terrorem i obcą przemocą, ze względów taktycznych nie podjęli jeszcze otwartej walki z Kościołem katolickim. Pod pretekstem rzekomo prohitlerowskiej polityki papieża Piusa XII zerwano jedynie już we wrześniu 1945 konkordat ze Stolicą Apostolską z 1925 roku. W kraju jednak Kościół prawie do końca lat 40. mógł prowadzić w zasadzie bez przeszkód działalność stricte duszpasterską, organizować bractwa i stowarzyszenia religijne, wydawać (acz pod cenzurą) prasę kościelną. Zniszczone wskutek działań wojennych bądź celowo świątynie były odbudowywane, a na poniemieckich ziemiach zachodnich (Śląsk, Pomorze), przyznanych Polsce jako rekompensata za utracone prowincje wschodnie, nowa administracja przekazywała Kościołowi sakralne budowle poprotestanckie. W szkołach podstawowych i średnich odbywały się nadal lekcje religii. Dla omamienia katolickiego społeczeństwa komuniści wręcz ostentacyjnie wykonywali niemal „klerykalne” gesty, jak na przykład udział dygnitarzy państwowych – z samym „prezydentem” Bolesławem Bierutem na czele – i wojskowych w procesjach Bożego Ciała i niekiedy w uroczystych mszach. Kościół nie dał się jednak zwieść tym gestom i korzystając z posiadanej jeszcze swobody, przestrzegał naród przed nasilającą się propagandą „bezbożnego materializmu”1. Sfałszowane przez komunistów „wybory” do Sejmu Ustawodawczego w lutym 1947 ówczesny Prymas Polski, abp August kardynał Hlond (1881-1948), nazwał „aktem wielkiego terroru, oszukaństwa i kłamstwa”2. Miesiąc później natomiast Episkopat Polski ogłosił Katolickie postulaty konstytucyjne, w których otwarcie przypominał katolicką doktrynę prawa naturalnego jako emanacji boskiego prawa wiecznego oraz oznajmiał, że przyszła konstytucja polska winna być konstytucją państwa nie „ludowego” (w nomenklaturze komunistycznej), lecz chrześcijańskiego, „które uznaje Boga za władcę wszelkiego stworzenia, bierze udział w aktach czci Bożej i szanuje katolickie sumienia obywateli, ułatwiając im wyznawanie wiary i osiągnięcie celu ostatecznego”3.

Do otwartej walki z Kościołem – kierowanym już, po śmierci kard. Hlonda, który na łożu śmierci zapowiedział, że zwycięstwo przyjdzie przez Maryję, przez nowego Prymasa Polski, abpa Stefana Wyszyńskiego (1901-1981) – reżim komunistyczny przystąpił dopiero po złamaniu oporu niepodległościowego podziemia zbrojnego i wyeliminowaniu opozycji legalnej. We wrześniu 1949 wprowadzono przepisy prawne zmuszające do zawieszenia wszystkich stowarzyszeń kościelnych oraz organizowania zgromadzeń religijnych (oprócz procesji Bożego Ciała). W tym samym czasie zaczęto organizować dywersyjny ruch tzw. księży patriotów, złożony z kapłanów mających problemy z dyscypliną moralną i kościelną albo znanych z modernistycznych poglądów. W styczniu 1950 odebrano Kościołowi siłą struktury i mienie kościelnej organizacji charytatywnej „Caritas”. Chcąc powstrzymać przynajmniej proces fizycznej destrukcji Kościoła, w kwietniu 1950 prymas Wyszyński zdecydował się podpisać porozumienie z władzami, na którego mocy Kościół zgodził się potępić tzw. bandytyzm, czyli akcje zbrojne resztek podziemia oraz „nie przeszkadzać” w kolektywizacji wsi, w zamian za obietnicę nielikwidowania nauczania religii w szkołach oraz istniejących jeszcze szkół katolickich i prasy katolickiej. Komuniści jednak natychmiast zaczęli łamać te warunki porozumienia. Już w czerwcu tego roku zaczęto usuwać katechetów ze szkół, a do września 1952 religia została usunięta ze szkolnictwa całkowicie. Do 1954 roku zlikwidowano też wydziały teologiczne na uniwersytetach Jagiellońskim i Warszawskim. Rozpoczęły się także procesy pokazowe przeciwko księżom i zakonnikom, kończące się wieloletnimi wyrokami więzienia. Dążąc do skłócenia Kościoła lokalnego ze Stolicą Świętą, komuniści zmusili kapituły tymczasowej administracji kościelnej na Ziemiach Odzyskanych do niekanonicznego wyboru ordynariuszy spośród „księży patriotów”. W styczniu 1951 aresztowano, a we wrześniu 1953, po wielomiesięcznych torturach, skazano na 12 lat więzienia bpa kieleckiego Czesława Kaczmarka (1895-1963). Aresztowania dotknęły wielu innych duchownych. Największy rozgłos nadano procesowi księży kurii krakowskiej, oskarżonych o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych, w którym zapadły cztery wyroki śmierci (lecz niewykonane). Łącznie pomiędzy 1944 a 1953 rokiem z rąk komunistów straciło życie, nieraz w okrutnych męczarniach (wydłubywanie oczu, wycinanie języka i genitaliów), dwunastu kapłanów polskich. Apogeum terroru przypadło już po śmierci Stalina, kiedy wskutek słynnego listu Episkopatu „non possumus” z 8 maja 1953, w którym biskupi oświadczyli, że nie mogą zgodzić się na obsadzanie stanowisk kościelnych przez władze komunistyczne, co przewidywał dekret rządu z lutego tegoż roku, prymas Wyszyński został 25 września 1953 aresztowany, wywieziony z Warszawy i uwięziony w kilku kolejnych budynkach poklasztornych, gdzie przybywał do jesieni 1955, po czym, przez następny rok, do października 1956, miejscem jego przymusowego pobytu w złagodzonych warunkach był żeński klasztor w Komańczy nad granicą polsko-czechosłowacką.

W obliczu zarysowanej wyżej sytuacji w środowiskach laikatu katolickiego (i aktywnego społecznie duchowieństwa) ukształtowały się trzy rodzaje postaw i trzy strategie działania, których jedynym wspólnym mianownikiem było uznanie nowej rzeczywistości geopolitycznej, czyli przymusowego znalezienia się Polski pod dominacją ZSSR, oraz przyjęcie płaszczyzny legalizmu. Te trzy strategie można określić mianem: (1) społecznego integralizmu katolickiego i konfrontacji ideowej z marksizmem; (2) defensywnego minimalizmu katolickiego, samoograniczającego się do obrony wolności kultu i duszpasterstwa oraz do sfery kultury; (3) aktywizmu kolaboracyjnego nie tylko na gruncie politycznym, ale i dążenia do prosocjalistycznej reorientacji doktryny katolickiej.

Pierwszą strategię próbowało realizować przez trzy lata swojego istnienia (listopad 1945 – sierpień 1948) środowisko „Tygodnika Warszawskiego”, formalnie niezależnego, lecz wydawanego pod auspicjami Kurii Metropolitalnej Warszawskiej. Skupiało ono działaczy i intelektualistów wywodzących się z różnych formacji tradycyjnej prawicy katolickiej w Polsce oraz chrześcijańskiej demokracji, stojącej na gruncie Rerum novarum i Quadragesimo anno. Redaktorem naczelnym pisma był chrześcijański demokrata, szambelan papieski, ks. Zygmunt Kaczyński (1894-1953). Najbardziej płodnym publicystą tygodnika, nadającym mu więc ton, był pisarz Jerzy Braun (1901-1975), propagator „filozofii absolutnej”, zwanej też mesjanizmem, największego XIX-wiecznego filozofa polskiego (acz piszącego po francusku), Józefa Hoene-Wrońskiego, w czasie wojny założyciel podziemnej katolickiej organizacji pod nazwą UNIA (której – szeregowym – członkiem był też Karol Wojtyła), oraz ostatni delegat legalnego rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj i autor Testamentu Polski Walczącej z 5 lipca 1945. W redakcji pisma znaleźli się także przedwojenni konserwatyści, jak Adam Grabowski (1902-1986), oraz reprezentujący ideologię nacjonalizmu chrześcijańskiego (resp. narodowo-katolicką) działacze Stronnictwa Narodowego (na którego legalizację komuniści się nie zgodzili), pośród których wybijał się już wówczas działacz młodego pokolenia Wiesław Chrzanowski (1923-2012). Co warto podkreślić, niemal wszyscy członkowie zespołu redakcyjnego byli podczas okupacji niemieckiej konspiratorami i żołnierzami Polskiego Państwa Podziemnego, a ks. Kaczyński był ministrem oświaty w rządzie emigracyjnym.

„Tygodnik Warszawski” odważnie przeciwstawiał się „psychozie klęski”4 i afirmował „postawę czynną”5 wobec sfery społeczno-politycznej. Katolicka ofensywa pisma szła w trzech kierunkach: akcentowania nierozerwalności związku narodu polskiego z Kościołem katolickim, wyrażania wiary w możliwość urzeczywistnienia „pełnego chrześcijaństwa”6, czyli realizacji zasad moralnych chrystianizmu w życiu społecznym, oraz przypominania, że chrześcijański ład społeczny był zawsze ideą przewodnią polskiej kultury narodowej, która pozostaje nadal aktualna. Piórem Brauna i innych autorów pismo głosiło otwarcie program „państwa chrześcijańskiego”7, pojętego jako zrzeszenie etyczno-prawne, zapewniające obywatelom nie tylko dobrobyt materialny, ale również rozwój duchowy, którego celem najwyższym jest Bóg (na łamach pisma drukowano też tłumaczenie pracy włoskiego teoretyka państwa chrześcijańskiego Guida Gonelli8). Dopóki pozwalała na to komunistyczna cenzura, „Tygodnik Warszawski” bezkompromisowo atakował także ideologię marksistowską jako amoralną i antyludzką oraz demistyfikował rzekomo „naukowy” charakter marksizmu9.

Działalność „Tygodnika Warszawskiego” została brutalnie przerwana przez czerwony reżim w sierpniu 1948 roku. Pismo zostało zamknięte, a jego redaktorów i wielu współpracowników aresztowano. Następnie wytoczono im proces pod zarzutem dążenia do obalenia przemocą „demokratyczno-ludowego” ustroju państwa oraz – szczególnie podłym i absurdalnym – bycia kolaborantami III Rzeszy: na sali sądowej i w opublikowanym stenogramie z przebiegu procesu nazywano ich „sojusznikami Gestapo”10. Szczególną gehennę – z powodu „hardego zachowania” – przeszedł w śledztwie, katowany 250 razy, Braun, któremu oprawcy wybili jedno oko i całe uzębienie. W procesie zakończonym w 1951 roku zapadły aż trzy wyroki dożywotniego więzienia oraz wiele innych na czas określony. Skazany na 10 lat ks. Kaczyński został dwa lata później zamordowany w więzieniu.

Strategię drugą przyjął – lecz nie od razu – krakowski „Tygodnik Powszechny”. Został on założony, jako organ Kurii Książęco-Metropolitalnej, przez abpa krakowskiego, Adama Stefana księcia-kardynała Sapiehę (1867-1951), cieszącego się ogromnym autorytetem w społeczeństwie polskim jako „Książę Niezłomny” zarówno wobec okupanta hitlerowskiego, jak i komunistów. Pierwszy numer pisma ukazał się już 24 marca 1945, a więc jeszcze przed kapitulacją Niemiec. W 1946 roku to samo środowisko uzyskało zgodę na wydawanie miesięcznika społeczno-kulturalnego „Znak”. Początkowo ster „Tygodnika Powszechnego” dzierżył faktycznie jego formalny asystent kościelny, ks. Jan Piwowarczyk (1889-1959) – chrześcijański demokrata, ale otwarcie polemizujący z marksizmem. Z pismem współpracowali także liczni konserwatyści (należy pamiętać, że Kraków – dawna stolica Królestwa Polskiego – był także od XIX wieku stolicą konserwatyzmu polskiego).

Z czasem jednak linia tygodnika została zdominowana przez grupę wywodzącą się ze środowiska, które już przed wojną akcentowało tzw. katolicyzm otwarty na świat, reprezentując zarazem swoiście elitarystyczną wizję inteligencji katolickiej. Było to środowisko zafascynowane tym, co nazywano modelem „katolicyzmu francuskiego”, mając przede wszystkim na uwadze tzw. personalizm w wersji reprezentowanej przez Jacquesa Maritaina, głoszącego też, jak wiadomo, że „nowa cywilizacja chrześcijańska” nie może opierać się na konfesjonalizacji państwa, tylko na indywidualnej aktywności katolików, działających nie jako chrześcijanie, lecz jak chrześcijanie. Była to koncepcja sprzeczna z nauczaniem Kościoła o „chrześcijańskiej konstytucji państw” i społecznym panowaniu Chrystusa Króla, a w warunkach polskich po II wojnie światowej wręcz zabójcza. Nadto, specyficznym rysem tego środowiska była niechęć do nacjonalizmu, także w wersji narodowo-katolickiej, a więc postawy dominującej w społeczeństwie polskim i w polskim katolicyzmie politycznym.

Publicystami, którzy najmocniej wyznaczali ten kierunek myślenia i działania, byli: długoletni, od ukazania się pisma aż do swojej śmierci, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, Jerzy Turowicz (1912-1999), oraz pierwszy redaktor naczelny „Znaku” – Stanisław Stomma (1908-2005). Manifestem tego środowiska był artykuł Stommy Maksymalne i minimalne tendencje społeczne katolików opublikowany w „Znaku” w 1946 roku11. Sens jego przesłania sprowadzał się do odrzucenia „maksymalnych tendencji” katolików chcących „urobić na własną modłę dziedziny życia społecznego”12, począwszy od ustroju państwa po życie gospodarcze. Punktem wyjścia dla tego postulatu była redukcjonistyczna definicja katolicyzmu jako wyłącznie indywidualnego życia duszy z Bogiem, w konsekwencji czego „zagadnienia ustrojowe są dla katolicyzmu rzeczą wtórną”13. Należy więc, zdaniem Stommy, zrezygnować z katolickiego programu społecznego, zawartego w dokumentach nauki społecznej Kościoła, oraz „cofnąć się na dalsze, zupełnie ostateczne pozycje”14. Znaczyło to tyle, że inteligencja katolicka powinna ograniczyć się do pracy formacyjnej w małych kręgach, pielęgnującej katolicką religię, moralność i kulturę.

„Minimalizm katolicki” Stommy spowodował zrazu nie tylko polemiki ze strony „maksymalistów”, czyli „Tygodnika Warszawskiego”, protestującego przeciwko oddaniu społeczeństwa i państwa bez walki materialistycznej ideologii15, ale wzburzył nawet część środowiska „Tygodnika Powszechnego”; ze Stommą polemizowali ostro Józef Marian Święcicki (1904-1999) oraz ks. Piwowarczyk16. Jednak coraz bardziej pogarszająca się sytuacja polityczna sprzyjała przyjęciu postawy proponowanej przez Stommę. Chociaż przedstawiciele tej grupy podkreślali, że jako katolicy nie mogą przyjąć ideologii marksistowskiej za swoją, to jednak stopniowo coraz bardziej przesuwali granice oporu oraz akceptacji narzuconego systemu społeczno-gospodarczego. Już w 1946 roku Turowicz oświadczył, że „obóz katolicki” nie stoi na stanowisku zasadniczej negacji wobec dokonujących się w Polsce przemian i zdaje sobie sprawę z tego, że era kapitalizmu minęła bezpowrotnie, a ewolucja ustroju musi iść od liberalizmu w stronę gospodarki planowej17, a w podpisanym wspólnie przez Turowicza i Stommę edytorialu Katolicy w Polsce Ludowej w numerze 50 z 1950 roku została ogłoszona jakby formalna kapitulacja, gdyż oświadczono: „Zwycięstwo marksistów jest bezapelacyjne. I katolicy ten fakt zwycięstwa uznają”18. Non possumus tego środowiska okazała się dopiero kwestia treści nekrologu Józefa Stalina, żądanej przez cenzurę, co spowodowało odebranie tygodnika jego właścicielom, a po kilkumiesięcznej przerwie w jego ukazywaniu się – przekazanie jego redakcji grupie związanej z otwarcie kolaboracyjnym Stowarzyszeniem PAX.

Właśnie to stowarzyszenie, skupiające tzw. katolików społecznie postępowych, stało się wehikułem trzeciej z wyodrębnionych tu strategii. Jej pojawienie się stanowiło efekt bardzo złożonej ewolucji, mającej nawet cechy karkołomnej wolty ideologiczno-politycznej. Rzecz w tym, że trzon środowiska PAX, z jego liderem, Bolesławem Piaseckim (1915-1979) na czele, wywodził się z przedwojennego, niezbyt licznego, ale bardzo dynamicznego Ruchu Narodowo-Radykalnego „Falanga”. Grupa ta, usytuowana na narodowo-rewolucyjnym skraju obozu narodowego, głosiła program „totalizmu katolickiego”, opartego na podporządkowaniu społeczeństwa i państwa monopartyjnej „organizacji narodu” z „wodzem” będącym zarazem głową państwa19, toteż zazwyczaj postrzegana jest jako polska odmiana faszyzmu. Mieszanka elementów tradycjonalistycznych z rewolucyjnymi, antymarksizmu i antykapitalizmu z radykalizmem społecznym i programowym etatyzmem oraz „dialektyka pięści i pistoletu” upodabniały Falangę polską do Falangi hiszpańskiej, a niewątpliwa charyzma jej lidera – osobiście do José Antonia Prima de Rivery.

W czasie II wojny światowej i pod okupacją niemiecką Piasecki – aresztowany przez Niemców, lecz zwolniony po interwencji dyplomacji włoskiej – założył konspiracyjną organizację Konfederacja Narodu, która reprezentowała maksymalistyczny i najbardziej optymistyczny program w całym polskim podziemiu, za podstawę mający założenie jednoczesnej klęski Rosji sowieckiej i Niemiec hitlerowskich, toteż zakładający utworzenie pod egidą Polski Imperium Słowiańskiego, obejmującego obszar od rzek Łaby i Sali na zachodzie po Bramę Smoleńską na przedpolach Moskwy. Utworzone przez KN tzw. Uderzeniowe Bataliony Kadrowe (później podporządkowane Armii Krajowej) wsławiły się brawurowymi akcjami zbrojnymi, walcząc zarówno z Niemcami, jak i z sowiecką i komunistyczną partyzantką. Jednak faktyczne losy wojny obróciły w nicość iluzję Imperium Słowiańskiego, a sam Piasecki w listopadzie 1944 został schwytany przez Rosjan. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinien zostać rozstrzelany, ale stało się zupełnie inaczej. Przesłuchiwany kilkakrotnie przez samego gen. Iwana Sierowa – głównego „doradcę” NKWD przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, który dokonał porwania 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego – napisał dla niego memoriał i zdołał przekonać do wyłożonej tam koncepcji wciągnięcia do współpracy z komunistami środowisk katolickich, narodowych i prawicowych, opowiadających się z pobudek realizmu geopolitycznego za sojuszem z Rosją sowiecką, a przy okazji – tzw. rozładowania lasu, czyli wyprowadzania ludzi ze zbrojnego podziemia niepodległościowego. Piasecki nie mógł przy tym wiedzieć, że identyczną w treści propozycję złożył w Krakowie przedstawicielowi polskojęzycznych komunistów, Jerzemu Borejszy (właśc. Beniaminowi Goldbergowi), publicysta i polityk konserwatywny Aleksander Bocheński (1904-2001).

Piasecki został zwolniony z więzienia w lipcu 1945 i natychmiast otrzymał zgodę na założenie tygodnika „Dziś i Jutro”, na którego łamach zaczęto propagować wspomnianą koncepcję. W 1947 roku otrzymał również zezwolenie na założenie Stowarzyszenia PAX oraz wydawanie dziennika „Słowo Powszechne” – jedynej deklaratywnie katolickiej gazety codziennej w całej historii PRL, a dwa lata później również Instytutu Wydawniczego PAX oraz katolickiego Liceum św. Augustyna. Co równie ważne, Piaseckiemu i jego ludziom pozwolono zbudować potężne zaplecze gospodarczo-finansowe w postaci wielobranżowego przedsiębiorstwa, co było zupełnym ewenementem w gospodarce socjalistycznej. Całym tym koncernem polityczno-prasowo-gospodarczym Piasecki rządził jako niekwestionowany dyktator, zupełnie jak przed wojną w Falandze. Niewątpliwą zasługą Piaseckiego było uratowanie wielu ludzi przed śmiercią, wyciągnięcie ich z więzień i danie im źródła utrzymania w wydawnictwie bądź w przedsiębiorstwie, jak również drukowanie w wielosettysięcznych nakładach Pisma Świętego i wartościowej literatury katolickiej.

Jednak cena, którą Piasecki i PAX płacił za te koncesje, była ogromna. Już w grudniu 1948 „Dziś i Jutro”, piórem Konstantego Łubieńskiego (1910-1977), w artykule List otwarty do Pana Juliana Łady przekroczyło granicę kolaboracji politycznej i geopolitycznej, przechodząc na płaszczyznę kolaboracji również ideologicznej. Sporządzając bilans pierwszych lat istnienia „Polski Ludowej”, autor uznał za historyczną zasługę komunistów obalenie ustroju kapitalistycznego (czytaj: zniesienie dużej i średniej własności prywatnej) i opowiedział się w imieniu środowisku za socjalizmem jako ustrojem społeczno-gospodarczym20. Aby usprawiedliwić tę opcję za socjalizmem, Piasecki wymyślił schemat, w którym dokonał sztucznego rozdzielenia w marksizmie jego warstwy światopoglądowej – materialistycznej i ateistycznej, dla katolików niemożliwej do zaakceptowania – od warstwy społeczno-ekonomicznej, której przyznał moralną wyższość nad kapitalizmem, jednocześnie nie przewidując żadnej alternatywy dla obu. Było to zatem jaskrawo sprzeczne z podejściem na przykład prymasa Wyszyńskiego, który też surowo oceniał liberalny kapitalizm, ale stawiał go obok socjalizmu, jako dwie ideologie materialistyczne, przeciwstawiając im chrześcijańską wizję człowieka i porządku społecznego. Piaseckiemu jednak jego konstrukcja była potrzebna po to, aby dowieść, że katolicy mogą, nie wyrzekając się wiary, współpracować z marksistami w budowaniu socjalizmu. Swoim fanatycznie oddanym zwolennikom porozumiewawczo dodawał, że chociaż marksizm zwycięży w globalnej konfrontacji z kapitalizmem, to jednak jego własne błędy filozoficzne zostaną później przezwyciężone przez katolicyzm21. Z czasem w tych swoich aberracjach Piasecki posunął się nawet do ogłoszenia, że sam Duch Święty sprzyja budowaniu socjalizmu. Nie mogło to ujść uwadze Stolicy Apostolskiej i w 1955 roku Kongregacja Indeksu wpisała na index libri prohibitorum książkę Piaseckiego Zagadnienia istotne oraz tygodnik „Dziś i Jutro”. Piasecki natychmiast podporządkował się formalnie decyzji, książkę wycofał z obiegu, a tygodnik zlikwidował, zastępując go nowym tytułem „Kierunki”, ale faktycznie pozostał przy głoszonych poglądach. W sferze działań kompromitowały go także kontakty z aparatem bezpieczeństwa oraz dwuznaczna rola odegrana w szczytowym momencie konfrontacji reżimu z Kościołem, kiedy to namawiał Wyszyńskiego do przyjęcia dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych.

W myśli i działalności Piaseckiego można wyodrębnić elementy realistyczne i utopijne. Realistyczne było jego przeświadczenie powzięte w 1945 roku, że „bolszewicy stąd nie wyjdą przez 50 lat”, więc trzeba znaleźć z nimi jakiś modus vivendi, żeby przetrwać, co nazywał „przezwyciężaniem zwycięzcy”. Utopijna w tej strategii była natomiast idea „wieloświatopoglądowości obozu socjalistycznego”22, a zwłaszcza idée fixe, że można doprowadzić do sytuacji, w której władzą będą się wymieniać dwie partie akceptujące społeczne zasady socjalizmu: marksistowska i katolicka.
1956-1976

W rezultacie perturbacji, jakie w Związku Sowieckim nastąpiły po śmierci Stalina (marzec 1953), oraz potępienia na XX Zjeździe Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego (luty 1956) przez jej nowego sekretarza generalnego Nikitę Chruszczowa tzw. kultu jednostki nastąpiła tzw. destalinizacja oraz „odwilż”, czyli w pierwszym rzędzie odstąpienie od masowego terroru. W bloku sowieckim owa „odwilż” miała największe reperkusje na Węgrzech – gdzie jednak zbrojny zryw wolnościowy zakończył się brutalną pacyfikacją przez Armię Czerwoną – oraz właśnie w Polsce. Chociaż i tutaj stłumione zostało krwawo powstanie robotnicze w Poznaniu w czerwcu 1956, to jednak nie doszło do takiej tragedii, jak na Węgrzech, a Polska uzyskała rzeczywiście pewien margines swobody, stopień zależności od ZSSR zmniejszył się znacznie i jego formy przybrały mniej ostentacyjny charakter. Już w kwietniu 1956 zwolniono z więzień niemal wszystkich więźniów politycznych, następnie anulowano im wyroki, a niektórzy uzyskali nawet rehabilitację. Punktem przesilenia politycznego był październik 1956, kiedy to w dramatycznych okolicznościach – ruchów wojsk sowieckich na terenie Polski – na VIII Plenum KC PZPR nastąpiła zmiana na stanowisku I sekretarza, którym został Władysław Gomułka, komunista już wcześniej wykazujący pewną niezależność wobec moskiewskiego hegemona i nawet przez pewien czas więziony. Zaakceptowany teraz przez Chruszczowa, który osobiście przybył do Warszawy, Gomułka proklamował tzw. polską drogę do socjalizmu, co oznaczało przede wszystkim: wycofanie się z kolektywizacji rolnictwa i zaakceptowanie drobnej (chłopskiej) własności rolnej; rezygnację z forsowania w kulturze tzw. socrealizmu i wydatne zwiększenie swobód kulturalnych również w życiu naukowym; wycofanie się z otwartej walki z Kościołem, przywrócenie mu niektórych form działalności duszpasterskiej, wcześniej zlikwidowanych, a także przyznanie koncesji na istnienie pewnych form działalności laikatu.

Prymas Wyszyński został zwolniony z internowania w klasztorze w Komańczy i dopuszczony do ponownego objęcia swojego urzędu arcybiskupiego. Z więzień wyszli też inni duchowni, w tym szczególnie okrutnie torturowany w śledztwie (zrywano mu między innymi paznokcie i godzinami trzymano bez ubrania w lodowatej, pełnej fekaliów celi) bp Antoni Baraniak (1904-1977). Względny dobrostan Kościoła nie trwał jednak długo. Władze komunistyczne nigdy nie zrezygnowały z agresywnej propagandy antyreligijnej i prób ateizacji narodu; w 1961 roku ostatecznie wycofano nauczanie religii ze szkół (przywrócone po 1956). Służba Bezpieczeństwa inwigilowała duchownych i katolików świeckich, budując także siatkę agenturalną wśród księży, najczęściej poprzez wykorzystywanie ich upadków moralnych. Stałym polem konfliktu była także kwestia budowy nowych kościołów dla zaspokajania potrzeb duszpasterskich. Władze nie dopuszczały przede wszystkim do wznoszenia świątyń w nowych dzielnicach mieszkaniowych i w miastach tworzonych wraz z forsowną industrializacją, takich jak Nowa Huta pod Krakowem. Właśnie tam 27 kwietnia 1960 doszło do prawdziwej bitwy ulicznej pomiędzy milicją a wiernymi broniącymi krzyża wzniesionego w miejscu, gdzie miał powstać kościół, lecz udzieloną wcześniej zgodę cofnięto. Największą wściekłość komunistów budził jednak opracowany przez prymasa Wyszyńskiego jeszcze podczas internowania i zapoczątkowany aktem Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego w Częstochowie, 26 sierpnia 1956, plan duchowej mobilizacji katolickiego społeczeństwa poprzez obchody tzw. Wielkiej Nowenny przed Millenium Chrztu Polski (966-1966). Programem tej nowenny było wprowadzanie w życie poszczególnych ślubowań odnawiających ducha narodu, a wsparciem duchowym dla nich była peregrynacja kopii cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej po wszystkich diecezjach i parafiach. Władze różnymi sposobami usiłowały przeszkodzić tym niekontrolowanym przez siebie zgromadzeniom. Kulminacją tej wrogości komunistów był rok milenijny 1966, kiedy to obraz został „aresztowany” i odwieziony do Częstochowy na Jasną Górę, z zakazem jej opuszczania, lecz wtedy po parafiach zaczęły pielgrzymować puste ramy, Ewangeliarz, lilia i świeca.

Jeśli chodzi o laikat, to beneficjentem „odwilży” po Październiku 1956 okazało się krakowskie środowisko, któremu przewodził Jerzy Turowicz. Grupa ta odzyskała „Tygodnik Powszechny” oraz miesięcznik „Znak”. Co więcej, została liczebnie wzmocniona przez warszawską grupę skupioną wokół nowego (od 1958) miesięcznika „Więź”, któremu przewodził Tadeusz Mazowiecki (1927-2013). Grupa „Więzi” wywodziła się z PAX, ale ze względu na młody wiek jej członków nie miała nacjonalistyczno-radykalnej przeszłości „pretorianów” Piaseckiego. Natomiast sam Mazowiecki, jako redaktor naczelny „Wrocławskiego Tygodnika Katolików”, splamił się brutalnym atakiem na uwięzionego i torturowanego bpa kieleckiego, Czesława Kaczmarka23. Grupa Mazowieckiego, zwana potocznie „frondą”, zbuntowała się przeciwko Piaseckiemu w 1955 roku, zarzucając mu „niedemokratyczny styl kierowania” stowarzyszeniem, przy czym pomocy w walce o przejęcie PAX szukała u władz partii komunistycznej (PZPR), ale bezskutecznie, i sama została wyeliminowana ze stowarzyszenia. Fuzja grupy Mazowieckiego ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego” oznaczała jednak jeszcze większy wspólny przechył na lewo, albowiem „Więź” inspirowała się personalizmem jeszcze bardziej radykalnym niż Maritaina, bo Emmanuela Mouniera i „Esprit”, nadto zaś otwarcie i szczerze opowiadała się za socjalizmem, walcząc jedynie o „humanistyczną perspektywę świata socjalistycznego”24.

„Tygodnik Powszechny” i „Więź” zdominowały pięć Klubów Inteligencji Katolickiej (Warszawa, Kraków, Wrocław, Poznań i Toruń), na których istnienie władze dały koncesję. Co najważniejsze, środowisko to otrzymało ofertę wejścia do polityki państwowej i ją przyjęło. Oferta polegała na tym, że ci działacze katoliccy, których zaakceptowało kierownictwo Partii (komunistycznej), otrzymali tzw. miejsca mandatowe na jedynej krajowej liście wyborczej tzw. Frontu Jedności Narodu, skupiającego PZPR oraz jej „stronnictwa sojusznicze” i wyselekcjonowanych bezpartyjnych. „Wybrani” w ten sposób, a raczej mianowani, posłowie katoliccy otrzymali zezwolenie na utworzenie Koła (ale nie Klubu) Poselskiego „Znak” – odtąd stanie się to również nieformalną nazwą całego środowiska. Liczba posłów Koła nie przekraczała pięciu, z wyjątkiem kadencji 1956-1961, kiedy to przyłączyło się do niego kilku posłów niezrzeszonych. Nadto, związany ze środowiskiem pisarz Jerzy Zawieyski (1902-1969) został mianowany jednym z szesnastu członków Rady Państwa – fasadowej instytucji pełniącej formalnie obowiązki kolektywnej głowy państwa.

Swoje zaangażowanie w ściśle limitowaną działalność polityczną grupa „Znaku” uzasadniała sformułowaną ad hoc w serii artykułów Turowicza25, Stommy26 i Stefana Kisielewskiego27 (1911-1991) doktryną tzw. neopozytywizmu (należy zaznaczyć, że odniesieniem nie jest tu pozytywizm w sensie ogólnoeuropejskiego prądu umysłowego w XIX wieku, lecz tzw. pozytywizm warszawski w okresie po stłumieniu powstania styczniowego przeciwko Rosji w 1864 roku, rozumiany jako polityka ostrożna, ugodowa i realistyczna, w przeciwieństwie do romantycznego insurekcjonizmu). Neopozytywizm ten motywowany był przede wszystkim względami geopolitycznymi, tj. akceptacją faktu uzależnienia (nazywanego „sojuszem”) Polski od Rosji Sowieckiej. Polska jednak, jak to pisał Kisielewski, powinna być „nogami” na Wschodzie, a „głową” na Zachodzie, to znaczy, że pomimo politycznych, militarnych i gospodarczych więzów ze Związkiem Sowieckim duchowo i kulturalnie należy i chce należeć do zachodniej cywilizacji łacińskiej. Tym samym stosunki „Polski Ludowej” (PRL) z ZSSR powinny zostać odideologizowane i oparte wyłącznie na wspólnocie interesów. Akceptując również z powodów geopolitycznych władzę partii komunistycznej w Polsce, bo tylko ona gwarantuje Rosjanom lojalność Polski, posłowie katoliccy chcą stałego zwiększania swobód religijnych, kulturalnych i gospodarczych kraju, ale będą odgrywać rolę „perswadującej i doradzającej opozycji Jego Królewskiej Mości”28.

Program neopozytywizmu, choć minimalistyczny, okazał się i tak nazbyt wygórowany. Komuniści nie życzyli sobie żadnego „doradztwa” ani w ogóle opozycji i nie tolerowali żadnej dyskusji w sprawach, które wykraczały poza krąg kwestii ściśle kościelnych. Posłowie, którzy przekraczali tę granicę, byli z kadencji na kadencję eliminowani z list wyborczych i zastępowani posłuszniejszymi. Jako pierwszego spotkało to najbardziej „niepokornego” Kisielewskiego, który odtąd stawał się w coraz większym stopniu rozpoznawalnym w społeczeństwie i przez to bardzo popularnym opozycjonistą wobec systemu. Jego cotygodniowe felietony, zamieszczane na ostatniej stronie „Tygodnika Powszechnego”, były czytywane entuzjastycznie, ponieważ pisarz ten znalazł metodę – wzorowaną na wrogu Napoleona III, Henrim de Rochefort – wyszydzania absurdów socjalizmu w sposób tak finezyjny, że cenzura na ogół nie miała się do czego przyczepić. W 1968 roku Kisielewski zostanie nawet dotkliwie pobity w zaułkach Starego Miasta w Warszawie przez „nieznanych sprawców”. W tym samym roku, w następstwie tzw. wydarzeń marcowych, będących złożonym splotem buntu młodzieży akademickiej i środowiska literackiego przeciwko ograniczeniom swobód w kulturze z wewnątrzpartyjną rozgrywką frakcji „narodowo-komunistycznej” z „syjonistyczną”, posłowie „Znaku” zostali dość brutalnie zaatakowani z trybuny sejmowej, a Zawieyski stracił funkcję w Radzie Państwa i niedługo potem zmarł (oficjalnie wypadł z okna w szpitalu) w podejrzanych okolicznościach. Był to zarazem pierwszy przypadek zbliżenia tego środowiska do neotrockistowskiej grupy „dysydentów” usuniętych wcześniej z partii komunistycznej, odgrywających istotną rolę w „wydarzeniach marcowych”. Ostateczna klęska polityki neopozytywistycznej nastąpiła w 1976 roku, kiedy to jedyny z posłów „Znaku” od początku istnienia koła i jego przewodniczący, Stanisław Stomma, wstrzymał się od głosu podczas głosowania w Sejmie poprawek do konstytucji PRL mówiących o „wieczystym sojuszu” ze Związkiem Sowieckim oraz o „przewodniej roli partii w budowaniu socjalizmu”. „Bohaterstwo” Stommy nie było jednak aż tak wielkie, nie tylko dlatego, że nie zagłosował przeciw, ale również dlatego, że wiedział już, że i tak komuniści nie zaakceptują jego obecności w następnej kadencji, więc zakończenie kariery czymś tak haniebnym, jak poparcie tych poprawek, byłoby plamą na życiorysie nie do zmazania.

Jeszcze bardziej ujemną stroną działalności grupy „Znak” w tym okresie była permanentna nielojalność wobec prymasa Wyszyńskiego i obranej przez niego linii postępowania wobec reżimu. Wynikało to zarówno z zasadniczych rozbieżności co do pojmowania katolicyzmu i wizji Kościoła, jak i z błędnej oceny sytuacji w aspekcie pragmatycznym. Liberalni katolicy z „Tygodnika Powszechnego” i „socjaliści humanistyczni” z „Więzi” opowiadali się za „Kościołem cichej pracy”, skoncentrowanym na formacji elit, zresztą w duchu modernistycznym. Ofensywny wobec komunistycznego materializmu i laicyzmu oraz adresowany do rzesz narodu program Prymasa jawił im się jako nazbyt tradycjonalistyczny, „skostniały”, a nawet „prymitywny”, bo bazujący na religijności ludowej, nadto zaś rozbudzający nacjonalizm, którego „maritainiści” byli, jak wiadomo, zdecydowanymi wrogami. Konflikt ten zaostrzył się jeszcze w czasie trwania Soboru Watykańskiego II, kiedy to środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Więzi” odsłoniło już całkiem swoje progresistowskie nastawienie. Wyrażając i szerząc entuzjazm wobec „soborowej odnowy”, środowisko to domagało się natychmiastowej i jak najszerszej implementacji wszystkich „nowinek”, podczas gdy Prymas – atakowany równolegle za „wstecznictwo” przez propagandę komunistyczną – starał się przynajmniej opóźnić i złagodzić destrukcyjne skutki owej „odnowy”. Do tego ludzie „Znaku” przypisywali napięcia w stosunkach Kościoła z państwem nie złej woli komunistów, lecz nazbyt sztywnemu i nieprzejednanemu charakterowi Wyszyńskiego. Po cichu, w rozmowach prywatnych, redaktorzy „Tygodnika Powszechnego” wręcz lżyli Prymasa, a w 1963 roku Stomma posunął się do tego, że podczas pobytu w Rzymie rozpowszechniał w dykasteriach watykańskich tzw. Opinię, w której opisywał Prymasa jako przeszkodę w normalizacji stosunków między państwem a Kościołem powszechnym i polskim oraz sugerował wszczęcie ponad jego głową przez dyplomację papieską rozmów mających doprowadzić do nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Stolicą Apostolską a PRL29.

W odróżnieniu od grupy „Znaku” dla PAX i Piaseckiego przełom październikowy stał się momentem krytycznym. Wynikało to z tego, że zbyt bliskie stosunki z czynnikami reżimowymi, nawiązane w poprzednim okresie, uwikłały grupę Piaseckiego w wewnątrzpartyjne walki frakcji partii komunistycznej, które rozgorzały po śmierci Stalina. Piasecki postawił na grupę nazywaną „Natolinem”, od nazwy pałacu pod Warszawą, w której zbierali się jej członkowie. Była to grupa działaczy pochodzenia polskiego i plebejskiego, która chciała utrzymać stalinowskie status quo, ale zająć miejsce towarzyszy pochodzenia żydowskiego, którzy dominowali w poprzednim okresie. Ci drudzy to właśnie frakcja tzw. Puławian, nazywana tak, ponieważ zbierali się w kamienicy przy ulicy Puławskiej w Warszawie. Istota sprawy tkwiła jednak w tym, że Puławianie, którzy byli w największym stopniu odpowiedzialni za terror i sowietyzację w pierwszym dziesięcioleciu, gdy tylko w Związku Sowieckim zaczęła się „odwilż”, błyskawicznie przedzierzgnęli się w partyjnych „liberałów” i „reformatorów”, stając na czele ruchu przemian. Później obie frakcje zyskały sobie dosadniejsze nazwy: „Chamów” i „Żydów”30.

Piasecki, który za sprawę najpilniejszą uznał wyeliminowanie z polityki „Puławian”, opublikował w gorących dniach października 1956 artykuł pt. Instynkt państwowy, wzywający do rozwagi, który jednak został odczytany jako wrogi wolności31. W propagandzie „Puławian” stał się natychmiast wrogiem nr 1, tak jakby za całe zło stalinizmu odpowiadał właśnie on, a nie komuniści. Przypominano także faszyzujący i antysemicki charakter organizacji, którą kierował przed wojną. W trakcie tej nagonki doszło także do uprowadzenia oraz zamordowania jego 15-letniego syna, Bohdana Piaseckiego, którego rany na ciele (odnalezionym dopiero dwa lata później) wskazywały na możliwość, że dokonano na nim mordu rytualnego. W listopadzie 1956 nastąpiła także secesja grupy działaczy PAX, którzy utworzyli Chrześcijańskie Stowarzyszenie Społeczne (ChSS) – jedyną z koncesjonowanych grup wyznaniowych w PRL, która statutowo miała charakter interkonfesyjny (dotyczyło to w szczególności prawosławnych). Istnienie PAX w ogóle było zagrożone, lecz uratował go nowy przywódca PZPR, Władysław Gomułka, który wprawdzie Puławianom zawdzięczał powrót do władzy, ale nie zapomniał im prześladowania go w minionym okresie. PAX przetrwał, a Piasecki swoją osobistą karierę uwieńczył członkostwem (od 1971) w Radzie Państwa, ale jego sen o wieloświatopoglądowości ustroju socjalistycznego i rządzeniu przez katolików na zmianę z komunistami nigdy się nie urzeczywistnił. W toku swojej dalszej działalności PAX uprawiał szczególnie szkodliwą dywersję ideologiczną na korzyść komunistów za granicą. Jego działacze, obdarowywani hojnie przywilejem paszportów, przekonywali opinię katolicką na Zachodzie, że w Polsce pod rządami komunistów położenie katolików ulega systematycznej poprawie.

„Odwilż” 1956 roku nie przyniosła natomiast najmniejszych możliwości legalnego organizowania się i działania katolikom reprezentującym tradycyjny katolicyzm, nurt narodowo-katolicki czy kierujący się nauką społeczną Kościoła. Wszystkie próby zarejestrowania klubów czy stowarzyszeń tego typu spotykały się z odmową władz. W tej sytuacji katolikom tym pozostało jedynie albo prowadzenie pracy formacyjnej w małych, nieformalnych kółkach (inwigilowanych przez Służbę Bezpieczeństwa), albo jeszcze bardziej ryzykowne tworzenie organizacji konspiracyjnych, albo skupienie się wokół prymasa Wyszyńskiego w jego Zespole Informacyjnym i oddziaływanie ideowo-wychowawcze na rzesze wiernych poprzez wygłaszanie prelekcji w pomieszczeniach parafialnych. Ten ostatni przypadek dotyczy m.in. wspomnianego już tu przy okazji prezentacji „Tygodnika Warszawskiego”, najwybitniejszego po wojnie reprezentanta myśli katolicko-narodowej, Wiesława Chrzanowskiego, zwolnionego z więzienia w 1954 roku. Już rok później w uwagach w związku z uchwałami emigracyjnego Stronnictwa Narodowego Chrzanowski postawił fundamentalną tezę ideową, iż ruch narodowy musi swoją koncepcję programową tworzyć na bazie światopoglądu katolickiego nie tylko dlatego, że katolicyzm jest religią większości narodu, ale przede wszystkim z tego powodu, że jest on po prostu Prawdą32.

Największą zasługą Chrzanowskiego było sformułowanie opartej na głębokiej analizie historycznej teorii i praktyki działania w warunkach państwa jeszcze totalitarnego i niesuwerennego, ale już tracącego swój ideologiczny zapał w dążeniu do komunistycznej quasi-eschatologii, którego aparat coraz bardziej koncentruje się jedynie na pragnieniu zachowania władzy i przywilejów „nomenklatury”. Swoją koncepcję Chrzanowski nazwał „modelem obrony czynnej” narodu i Kościoła33, przeciwstawiając go dwu innym modelom, powielającym dwa jeszcze XIX-wieczne wzory, z epoki, gdy Polska była podzielona między trzy państwa zaborcze, z których jedno (Rosja) było nadto schizmatyckie, a drugie (Prusy/Niemcy) protestanckie. Te dwa odrzucane modele to: (1) model „falowania rewolucyjnego” oraz (2) model „oddziaływania odgórnego”. Pierwszy, charakterystyczny dla ruchów lewicy rewolucyjno-demokratycznej, a później socjalistycznej, polegał na tworzeniu kadrowych organizacji konspiracyjnych, uprawiających demagogiczną agitację, niekiedy zaś także indywidualny terror, mający na celu takie „rozkołysanie” mas, które doprowadzi do wielkiego społecznego wybuchu, rozsadzającego struktury władzy, nie licząc się przy tym w ogóle z „kosztami ludzkimi” takiego poruszenia. Drugi, uprawiany przez XIX-wiecznych konserwatystów, biorących owe koszty w rachubę aż przesadnie, polegał na próbie racjonalnej perswazji wobec elity przywódczej państw zaborczych, że polityka ucisku narodowego i religijnego wobec Polaków wymaga utrzymywania permanentnego „stanu wyjątkowego”, którego koszty są zbyt wysokie również dla tych państw. Celem takiej polityki było zawarcie z władcami i elitą kierowniczą zaborców ugody, która przyniosłaby zarazem uspokojenie społeczne, korzystne dla obu stron, jak i możliwość swobodnego rozwoju życia narodowego Polaków będących poddanymi tych monarchów.

Współczesną aplikację pierwszego modelu Chrzanowski dostrzegał w rodzącej się opozycji byłych „rewizjonistów partyjnych”, którzy wypadli z obozu władzy, a obecnie chcieliby z Polski uczynić zapłon rewolucji w całym bloku sowieckim, aby ustanowić „socjalizm demokratyczny”, drugiego zaś – w opisanej wyżej doktrynie „neopozytywizmu” i taktyce koła „Znak”. Pierwszy model odrzucał z powodów zasadniczych, jako antynarodowy i śmiertelnie groźny, drugi uważał za nierealistyczny, bo nierozumiejący różnicy pomiędzy zawieraniem ugody z dość jeszcze tradycyjnymi monarchiami a próbą ugody z totalitarystami, którzy nie respektują żadnych zasad34.

Zalecany przez Chrzanowskiego model obrony czynnej powinien natomiast polegać na wytrwałym budowaniu oddolnej samoorganizacji narodu, wykorzystującej każdą szczelinę rysującą się na pękającym powoli gmachu monopartyjnego państwa, przede wszystkim zaś wychodzącym od tego obszaru, którego totalitarna władza już w pełni nie kontrolowała, czyli życia wewnątrzkościelnego. Model obrony czynnej powinien być maksymalnie pluralistyczny i „giętki”, a odrzucając jedynie dwa niebezpieczne ekstrema: konfrontację siłową oraz abdykację z aspiracji wolnościowych, winien wykorzystywać wszystkie istniejące środki nacisku na reżim i budować wszystkie możliwe formy organizowania się społeczeństwa, nie zaniedbując jednak przy tym, na rzecz akcji doraźnych, długofalowej pracy formacyjnej, prowadzonej niezmiennie na bazie katolicyzmu i myśli narodowej. Ten wzorzec Chrzanowski propagował w środowiskach patriotycznej i katolickiej młodzieży, takich jak utworzony w 1979 roku Ruch Młodej Polski.
1976-1989

Dalszą ewolucję postaw środowisk katolickich oraz pojawianie się nowych należy postrzegać w świetle trzech doniosłych kompleksów wydarzeń w następującej kolejności: (1) ujawnienia się zorganizowanej opozycji politycznej w Polsce, przed której siłową likwidacją władze powstrzymywały się ze względu na podpisane w Akcie Końcowym KBWE w Helsinkach zobowiązania dotyczące przestrzegania tzw. praw człowieka; (2) wyboru 1 października 1978 Polaka – abpa krakowskiego, Karola kardynała Wojtyły – na papieża Kościoła Powszechnego, a w konsekwencji tegoż pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny w czerwcu 1979, która ujawniła siłę polskiego katolicyzmu, widoczną w wielosettysięcznych rzeszach gromadzących się na „mszach papieskich” pod gołym niebem; (3) powstania, dzięki tzw. porozumieniom sierpniowym między strajkującymi w Gdańsku, Szczecinie i na Śląsku robotnikami, Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, będącego faktycznie wielomilionowym ruchem społecznym o silnie narodowym i katolickim obliczu, acz dotyczy to raczej mas członkowskich aniżeli przywódców, a zwłaszcza odgrywających wielką i niekoniecznie pozytywną rolę tzw. doradców. W następstwie zaś tego trzeba uwzględnić złamanie tego ruchu wskutek wprowadzenia 13 grudnia 1981 stanu wojennego i aresztowania tysięcy osób, trwający kilka lat, lecz stopniowo słabnący, cywilny opór podziemia, a wreszcie zwrot wywołany tzw. pierestrojką w ZSRR, który doprowadził do nawiązania rozmów między władzami PRL i częścią opozycji.

Waga polityczna tych zdarzeń jest mniej więcej równorzędna, natomiast w aspekcie wyznaniowo-kościelnym najważniejszy był oczywiście pontyfikat Jana Pawła II. Pociągał on za sobą ogromny wzrost prestiżu Kościoła polskiego w całym świecie, postrzeganego, może przesadnie – zwłaszcza przez kręgi tradycyjne, zaniepokojone posoborowym kryzysem katolicyzmu – jako bastion ortodoksyjnej religijności, który dzielnie przetrwał napór ateistycznego komunizmu i jeszcze wzmógł swoją siłę. Z korzyścią było to również dla rozwoju jedynego w świecie komunistycznym uniwersytetu katolickiego w Lublinie (KUL), a zwłaszcza dla jednego z najwybitniejszych na świecie ośrodków filozofii tomistycznej, czyli Szkoły Lubelskiej35, z ks. prof. Mieczysławem A. Krąpcem (1921-2008) na czele. Również reżim komunistyczny musiał zmienić, przynajmniej oficjalnie, swoją taktykę wobec Kościoła. Kościół w Polsce stał się uznanym partnerem rządzących, do którego mediacji najchętniej odwoływano się w sytuacjach kryzysowych. Rządzący w PRL nie mogli już nie wpuścić do Polski papieża, który do końca PRL odbył trzy pielgrzymki do kraju, w tym jedną w stanie wojennym. Z drugiej strony nie należy zapominać ani o zamachu na papieża w 1981 roku, ani o bestialskim mordzie na kapłanie Solidarności bł. Jerzym Popiełuszce w 1984 roku, ani o tym, że ostatnich zabójstw polskich księży (Stefan Niedzielak, Stanisław Suchowolec, Sylwester Zych) dokonano jeszcze w roku 1989, w czasie rozmów Okrągłego Stołu.

Istniejące dotąd katolickie grupy koncesjonowane w różny sposób przystosowywały się do nowych wyzwań. Wypchnięte w 1976 z Sejmu środowisko „Tygodnika Powszechnego” i „Więzi” coraz bardziej otwarcie zbliżało się do opozycji, aliści fraternizując się z jej lewicowym odłamem – tzw. lewicą laicką (Jacek Kuroń, Adam Michnik i inni), której ekspozyturą był Komitet Obrony Robotników (później Komitet Samoobrony Społecznej KOR). Łatwiej więc znajdowało wspólny język z byłymi trockistami i z ateistami niż z nieliberalnymi katolikami.

Inną drogą poszła grupa dawnych współpracowników „Więzi”, z Januszem Zabłockim (1926-2014) na czele, którzy w odróżnieniu od swoich byłych kolegów dążyli do uzyskania zgody władz na reaktywowanie partii chrześcijańsko-demokratycznej. Pomimo zajmowania ugodowej postawy wobec władz celu swojego nie osiągnęli, a jedynie w 1981 roku uzyskali zgodę na utworzenie stowarzyszenia Polski Związek Katolicko-Społeczny, którego członkowie mieli 4-5 mandatów poselskich w Sejmie, oraz założenie tygodnika „Ład”.

Stowarzyszenie PAX po śmierci Bolesława Piaseckiego (1979) przeżywało permanentny kryzys, wypełniony rywalizacją pomiędzy frakcją następnego prezesa, Ryszarda Reiffa (1923-2007), który skłaniał się ku solidarnościowej opozycji i jako jedyny członek Rady Państwa głosował przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego, a zwolennikami ścisłej kolaboracji z reżimem. Związany z PAX powieściopisarz katolicki Jan Dobraczyński (1910-1994) został nawet członkiem wspierającego juntę Wojciecha Jaruzelskiego Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego. Z drugiej strony, wielu „dysydentów” PAX zasiliło szeregi opozycji niepodległościowej, począwszy od współzałożyciela (1979) Konfederacji Polski Niepodległej i wieloletniego więźnia politycznego Romualda Szeremietiewa (ur. 1945) oraz jego kolegów.
Epilog. Po 1989 roku

Ugoda zawarta wiosną 1989 roku przy tzw. Okrągłym Stole pomiędzy reżimem komunistycznym a wyselekcjonowaną częścią opozycji demokratycznej i Solidarności otworzyła drogę wiodącą ku „transformacji” systemu komunistycznego w demokratyczno-parlamentarną III Rzeczpospolitą. W rezultacie wyborów kontraktowych z 4 czerwca, czyli przyznających z góry listom niereżimowych, a w praktyce liście Solidarności, 35 procent mandatów poselskich, później zaś przejścia na stronę Solidarności dotychczasowych „stronnictw sojuszniczych” PZPR, to jest Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, we wrześniu tego roku został utworzony rząd koalicyjny, na którego czele stanął Tadeusz Mazowiecki, aczkolwiek wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych pozostał komunista gen. Czesław Kiszczak. W nowym systemie, teoretycznie pluralistycznym politycznie, ale z zagwarantowaną uprzywilejowaną pozycją postkomunistów, zwłaszcza w życiu gospodarczym, również wielu innych działaczy katolickich ze środowiska „Tygodnika Powszechnego” i „Więzi” zostało dygnitarzami państwowymi. W żadnym wypadku nie oznaczało to jednak sukcesu katolicyzmu w życiu publicznym i ustanowienia „chrześcijańskiej konstytucji państwa”. Politycy z tego kręgu konsekwentnie sprzeciwiali się konfesjonalizacji państwa, nawet w sferze symbolicznej, jak na przykład uwieńczenia godła państwowego, czyli Orła Białego, nie tylko (przywróconą mu) koroną, ale również krzyżem. Zajmowali oni także chwiejne i dwuznaczne stanowisko w fundamentalnych kwestiach moralnych, jak ochrona życia prenatalnego, i przyczynili się do zawarcia tzw. kompromisu aborcyjnego, dozwalającego przerwanie życia w kilku wypadkach. Sam premier Mazowiecki, który na początku swojego urzędowania złożył wymowną deklarację, iż najpierw jest demokratą, a później chrześcijaninem, już w późniejszym okresie, jako członek parlamentarnej komisji konstytucyjnej, przyczynił się wydatnie do przyjęcia relatywistycznej preambuły (napisanej przez autorów z „Tygodnika Powszechnego”), która wprawdzie odwołuje się do „chrześcijańskiego dziedzictwa narodu”, ale „uniwersalne wartości” zawarte w konstytucji wyprowadza równorzędnie z wiary jednych obywateli w Boga jako źródła prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, oraz z nienazwanych „innych źródeł”, uznawanych przez obywateli niepodzielających tej wiary36. Obserwując postawy tego środowiska w ostatnich dekadach, można zauważyć, że stało się ono już po prostu częścią laickiego obozu demoliberalnego. Głoszony od zawsze przez środowisko „Tygodnika Powszechnego” katolicyzm „otwarty” otworzył się aż tak bardzo, że dzisiaj jego publicyści jawnie kontestują naukę moralną Kościoła i prawo naturalne, opowiadając się nawet za ideologią gender i jakąś formą prawnego uznania związków homoseksualnych.

Pozytywną stroną przemian było to, że nurt tradycyjny i katolicko-narodowy zyskał możność zorganizowania się politycznego. Jesienią 1989 roku została utworzona partia Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, na której czele stanął nestor tego ruchu Wiesław Chrzanowski – wkrótce także minister sprawiedliwości, a następnie (1991-1993) Marszałek Sejmu. ZChN podjął walkę o państwo katolickie, zgodnie z tradycyjną nauką Kościoła, oraz o pełną ochronę życia poczętego, napotykając zwarty mur wrogości wszystkich sił laickich oraz katolików liberalnych. Później jednak ZChN uwikłał się w koalicję rządową z partiami centrowymi i odtąd stopniowo ulegał dezintegracji. Kontynuacją jego konserwatywnego skrzydła jest obecnie partia Prawica Rzeczypospolitej, której przewodzi europoseł Marek Jurek (ur. 1960).

Fenomenem katolicyzmu ludowego jest, mające bardzo szeroki, wielomilionowy zasięg, środowisko Rodzin Radia Maryja, skupione wokół rozgłośni założonej w 1991 roku przez redemptorystę, o. Tadeusza Rydzyka CSsR (ur. 1945), oraz innych związanych z nim instytucji, jak Telewizja Trwam czy Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej. Radio Maryja jest znienawidzone przez środowiska laickie, jak również przez progresistów, oskarżających je o „skrajny tradycjonalizm” i sabotowanie „odnowy soborowej” oraz szerzenie nacjonalizmu, ksenofobii i antysemityzmu, a także domagających się nieustannie od Episkopatu zamknięcia tej rozgłośni. W rzeczywistości prawda jest inna. Radio Maryja stanowi amalgamat tradycyjnych form pobożności ludowej oraz typowego w historii Polski zrostu religijności z uczuciowym patriotyzmem i z „posoborową” właśnie wizją „nowej ewangelizacji” Jana Pawła II.

Kończąc ów skrótowy z konieczności przegląd dotyczący kultury katolickiej w Polsce współczesnej, wolnej już od prawie trzech dekad od komunizmu, ale usidlonej przez innego typu więzy, typowe dla świata demoliberalnego i postmodernistycznego, należy koniecznie wspomnieć, że po 1989 roku możliwa stała się także działalność katolickich środowisk stricte tradycjonalistycznych, broniących zarówno tradycyjnej, ortodoksyjnej liturgii, jak integralnej katolickiej doktryny, także społecznej. Stanowią one szeroki wachlarz grup, od stojących na gruncie Summorum Pontificum, jak na przykład znakomite intelektualnie środowisko pisma „Christianitas” z filozofem Pawłem Milcarkiem (ur. 1966) na czele, czy polska mutacja ruchu Tradycja – Rodzina – Własność, czyli Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, po wiernych korzystających z posługi kapłańskiej Bractwa św. Piusa X, a nawet mikroskopijne środowisko sedewakantystów. Ruch tradycjonalistyczny przenika się też często z metapolitycznymi klubami czy portalami konserwatywnymi i monarchistycznymi. Jeśli chodzi zaś o aktywność stricte polityczną, to na razie posiada on jedynie pewne przyczółki w ugrupowaniach narodowych i narodowo-radykalnych albo takich jak ruch „Pobudka” znanego reżysera dokumentalisty Grzegorza Brauna (ur. 1967).

Jacek Bartyzel

Podstawowa literatura:

Bożena Bankowicz & Antoni Dudek, Ze studiów nad dziejami Kościoła i katolicyzmu w PRL, Wydawnictwo PiT, Kraków 1996.

Jacek Bartyzel, Stefan Kisielewski jako publicysta i „zwierzę polityczne”, [w:] Dysonanse. Twórczość Stefana Kisielewskiego (1911-1991), red. A. Hejmej, K. Hawryszków, K. Cudzich-Budziak, Wydawnictwo UJ, Kraków 2011, ss. 37-72.

Konrad Białecki, Rafał Łatka, Rafał Reczek, Elżbieta Wojcieszyk, Arcybiskup Antoni Baraniak 1904-1977, IPN, Poznań – Warszawa 2017.

Sabina Bober (red.), Komu służył PAX. Materiały z sympozjum Od PAX-u do Civitas Christiana zorganizowanego przez Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana 30-31 stycznia 2008 roku, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 2008.

Andrzej Brzeziecki, Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera, ZNAK, Kraków 2015.

Ewa K. Czaczkowska, Kardynał Wyszyński, Świat Książki, Warszawa 2009.

Antoni Dudek, Grzegorz Pytel, Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej, Aneks, Londyn 1990.

Jan Engelgard, Bolesław Piasecki 1939-1956, Wydawnictwo Myśl Polska, Warszawa 2015.

Andrzej Friszke, Koło posłów „Znak” w Sejmie PRL 1957-1976, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2002.

Andrzej Friszke, Oaza na Kopernika. Klub Inteligencji Katolickiej. 1956-1989, Biblioteka „Więzi”, Warszawa 1997.

Roman Graczyk, Cena przetrwania? SB wobec „Tygodnika Powszechnego”, Czerwone i Czarne, Warszawa 2011.

Roman Graczyk, Katolicy-rewizjoniści: nowa „wieloświatopoglądowość”?, „Christianitas”, nr 51/2013, ss. 265-284.

Aleksander Hall, Idee polityczne Wiesława Chrzanowskiego, Wydawnictwo Arche, Gdańsk 2013.

Andrzej Jaszczuk, Ewolucja ideowa Bolesława Piaseckiego, 1932-1956, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2005.

Grzegorz Kucharczyk, Polska myśl polityczna po roku 1939, Wydawnictwo Dębogóra, Dębogóra 2009.

Halina Lisicka, Pluralizm światopoglądowy w koncepcjach politycznych PAX, ChSS, PZKS, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1991.

Rafał Łętocha, „Oportet vos nasci denuo”. Myśl społeczno-polityczna Jerzego Brauna, Zakład Wydawniczy Nomos, Kraków 2006.

Maciej Łętowski, Ruch i Koło Poselskie ZNAK 1957-1976, Wydawnictwo Unia Jerzy Skwara, Katowice 1998.

Lech Mażewski, Wojciech Turek (red.), Zapomniany rok 1966. W XXX rocznicę obchodów Millenium Chrztu Polski, Instytut Konserwatywny im. E. Burke’a, Gdańsk 1996.

Andrzej Micewski, Kardynał Wyszyński. Prymas i mąż stanu, Éditions du Dialogue, Paris 1982.

Andrzej Micewski, Współrządzić czy nie kłamać? Pax i Znak w Polsce 1945-1976, Libella, Paryż 1978.

Stanisław Murzański, Wśród łopotu sztandarów rewolucji. Rzecz o „katolewicy” 1945-1989, Wydawnictwo ARCANA, Kraków 1998.

Jerzy Pietrzak, Pełnia prymasostwa. Ostatnie lata Prymasa Polski kardynała Augusta Hlonda, 1945-1948, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2009.

Radosław Ptaszyński, Stommizm. Biografia polityczna Stanisława Stommy, ZNAK, Kraków 2018.

Peter Raina, Piasecki na indeksie watykańskim. Geneza sprawy, Wydawnictwo von Boroviecky, Warszawa 2002.

Ryszard Reiff, Archiwum Stowarzyszenia PAX, t. I-II, Wydawnictwo Comandor, Warszawa 2006-2007.

Tomasz Sikorski, Marcin Kulesza, Niezłomni w epoce fałszywych proroków. Środowisko „Tygodnika Warszawskiego” (1945-1948), Wydawnictwo von Boroviecky, Warszawa 2013.

Maciej Strutyński, Religia i naród. Inspiracje katolickie w myśli ruchu narodowego w Polsce współczesnej (1989-2001), Zakład Wydawniczy Nomos, Kraków 2006.

Agata Tasak, Katolicy w świecie polityki w Polsce w latach 80. Strategia Polskiego Związku Katolicko-Społecznego, „Annales Universitatis Paedagogicae Cracoviensis. Studia Politologica”, nr 9/2013, ss. 73-87.

Agata Tasak, Miejsce i rola Polskiego Związku Katolicko-Społecznego w rzeczywistości społeczno-politycznej lat osiemdziesiątych w Polsce – problem opozycyjności koncesjonowanej, „Polityka i Społeczeństwo” 2016, nr 1 (14), ss. 123-141.

Wiesław Chrzanowski. Historia – Polityka – Idee, red. R. Kostro, R. Kuraszkiewicz, M. Wysocki, Wydawnictwo Sejmowe, Warszawa 2012.

Jan Wiszniewski, Z historii prasy katolickiej w Polsce: „Tygodnik Warszawski” 1945–1948, Wydawnictwo PiT, Kraków 1998.

Janusz Zabłocki, Odwagę łączyć z rozwagą – Polski Związek Katolicko-Społeczny w latach 1980-1983, OSPiS, Lublin 2001.

Zygmunt Zieliński (red.), Prymas Tysiąclecia w państwie komunistycznym, Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne POLWEN, Radom 2003.

Artykuł niniejszy stanowi polskojęzyczną wersję wystąpienia na LV Reunión de Amigos de la Ciudad Católica “La cultura política y los católicos: del siglo XX al XXI”, zorganizowanego przez Fundación Speiro i Consejo de Estudios Hispánicos “Felipe II”, na Universidad Antonio de Nebrija w Madrycie w dniu 7 IV 2018, a następnie opublikowanego pt. Las estrategias políticas de la supervivencia de las agrupaciones católicas en un país esclavizado por el comunismo y su posterioridad) w książce pod red. prof. Miguela Ayuso La cultura política y los católicos del siglo XX al XXI (Ed. Itinerarios, Madrid 2018, ss. 165-197) oraz w dwumiesięczniku „Verbo” (Madrid 2018, nr 569-570, ss. 895-927).

Pierwodruk wersji polskiej: „Arcana”, nr 145-146/2019, ss. 88-110.

[Przypisy:]

1 Zob. G. Kucharczyk, Polska myśl polityczna po roku 1939, Wydawnictwo Dębogóra, Dębogóra 2009, s. 70.

2 Zob. P. Stachowiak, Kościół katolicki wobec przemian konstytucyjnego ustroju PRL, [w:] Silna demokracja w silnym państwie. Koncepcje reformy ustroju politycznego państwa w publicystyce politycznej XX wieku, red. J. Faryś, T. Sikorski, P. Głowiński, PWSZ, Gorzów Wielkopolski 2007, s. 335.

3 Ibidem, s. 336.

4 Zob. J. Braun, W cieniu dekadencji (Psychoza klęski w katolicyzmie francuskim), „Tygodnik Warszawski”, 30 III 1947, nr 13.

5 Zob. ks. Z. Kaczyński, O postawę czynną, „Tygodnik Warszawski”, 20 VII 1947, nr 29.

6 Zob. Nasza generalna linia, „Tygodnik Warszawski”, 19 X 1947, nr 42.

7 Zob. J. Braun, Państwo chrześcijańskie, „Tygodnik Warszawski”, 9 XI 1947, nr 45; S. Grabski, Idea chrześcijańskiego narodu, „Tygodnik Warszawski”, 14 VII 1946, nr 28; K. Studentowicz, O chrześcijański styl życia, „Tygodnik Warszawski”, 7 IX 1946, nr 36.

8 Cfr. G. Gonella, Państwo chrześcijańskie, „Tygodnik Warszawski”, 18 IV 1948, nr 16.

9 Zob. ks. Z. Kaczyński, Reformy i człowiek, „Tygodnik Warszawski”, 16 XII 1945, nr 6; J. Braun, Marksizm a społeczeństwo przyszłości, „Tygodnik Warszawski”, 11 V 1947, nr 19; Idem, Marksizm – nauka – objawienie, „Tygodnik Warszawski”, 27 VII 1947, nr 30.

10 Zob. Sojusznicy Gestapo. Proces Kwasiborskiego i innych, Książka i Wiedza, Warszawa 1951.

11 Zob. S. Stomma, Maksymalne i minimalne tendencje społeczne katolików, „Znak” 1946, nr 3, ss. 257-275.

12 Ibidem, s. 258.

13 Ibidem, s. 267.

14 Ibidem.

15 Zob. J. Braun, W cieniu dekadencji (Psychoza klęski w katolicyzmie francuskim), „Tygodnik Warszawski”, 30 III 1947, nr 13; A. Żur [W. Chrzanowski], Neopozytywizm na tle rzeczywistości, „Tygodnik Warszawski”, 22 VI 1947, nr 25.

16 Zob. J.M. Święcicki, O katolickim maksymalizmie, „Tygodnik Powszechny”, 2 II 1947, nr 5; Idem, Kwestia zasady czy taktyki?, „Tygodnik Powszechny”, 20 IV 1947, nr 19; ks. Jan Piwowarczyk, Rada nie na czasie, „Tygodnik Powszechny”, 20 IV 1947, nr 19.

17 Zob. J. Turowicz, W stronę uspołecznienia, „Znak” 1946, nr 1, ss. 63-92.

18 Zob. S. Stomma, J. Turowicz, Katolicy w Polsce Ludowej, „Tygodnik Powszechny”, 10 XII 1950, nr 50.

19 Zob. B. Piasecki, Organizacja Polski Narodowej, „Sztafeta”1934, nr 3; Duch czasów nowych a Ruch Młodych, Warszawa 1935, ss. 54-59; Zasady programu narodowo-radykalnego, Warszawa 1937, passim.

20 Zob. K. Łubieński, List otwarty do Pana Juliana Łady. Na marginesie notatki w „The Tablet”, „Dziś i Jutro”, 5 XII 1948.

21 B. Piasecki, Wytyczne [1950], cyt. za: B. Bankowicz, W labiryncie wieloświatopoglądowości. Stowarzyszenie PAX między marzeniem a rzeczywistością, [w:] B. Bankowicz, A. Dudek, Ze studiów nad dziejami Kościoła i katolicyzmu w PRL, Wydawnictwo PiT, Kraków 1996, s. 54.

22 Ibidem, s. 55.

23 Zob. T. Mazowiecki, Wnioski, „Wrocławski Tygodnik Katolicki”, 27 IX 1953, nr 5.

24 T. Mazowiecki, Pozycje i praca środowiska „Więź”, „Więź”, marzec 1961, nr 3 (35), s. 12.

25 Zob. J. Turowicz, Czy neopozytywizm? Na historycznym zakręcie, „Tygodnik Powszechny”, 25 XII 1956, nr 1.

26 Zob. S. Stomma, Idea i siła, „Tygodnik Powszechny”, 25 XII 1956, nr 1; Idem, Dlaczego kandyduję do Sejmu, „Tygodnik Powszechny”, 20 I 1957, nr 3; Idem, Pozytywizm od strony moralnej, „Tygodnik Powszechny”, 14 IV 1957, nr 15.

27 Zob. S. Kisielewski, Czy neopozytywizm?, „Tygodnik Powszechny”, 25 XII 1956, nr 1.

28 B. Bankowicz, Neopozytywizm Znaku: próba legalizmu motywowana realizmem, [w:] B. Bankowicz, A. Dudek, Ze studiów nad dziejami Kościoła i katolicyzmu w PRL, Wydawnictwo PiT, Kraków 1996, s. 44.

29 Zob. R. Graczyk, Katolicy-rewizjoniści: nowa „wieloświatopoglądowość”?, „Christianitas”, nr 51/2013, ss. 275-278; zob. także: T. Mazowiecki, A. Wielowieyski, Otwarcie na Wschód, „Więź”, listopad-grudzień 1963, nr 11/12 (67), ss. 7-13.

30 Zob. W. Jedlicki, Chamy i Żydy, „Kultura” (Paryż), 1962, nr 12 (182), ss. 3-41.

31 Zob. B. Piasecki, Instynkt państwowy, „Słowo Powszechne”, 16 X 1956, nr 248 (3162).

32 Zob. [W. Chrzanowski], Uwagi w związku z uchwałami I Centralnego Zjazdu Delegatów Stronnictwa Narodowego w 1955 r., [w:] Idem, Rzecz o obronie czynnej, Wydawnictwo Młoda Polska, [Gdańsk] 1988 /II obieg/.

33 Zob. Z. Stalmach [W. Chrzanowski], Rzecz o obronie czynnej, „Polityka Polska” 1985, nr 7, ss. 10-19.

34 Ibidem. Zob. także: Pół wieku polityki, czyli rzecz o obronie czynnej, z Wiesławem Chrzanowskim rozmawiali Piotr Mierecki i Bogusław Kiernicki, Ad Astra, Warszawa 1997.

35 Zob. Andrzej Maryniarczyk, Mieczysław Albert Krąpiec, Lubelska Szkoła Filozoficzna, [w:] Powszechna Encyklopedia Filozofii, Polskie Towarzystwo Tomasza z Akwinu, t. 6, Lublin 2005, ss. 532-550.

36 Zob. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.

Kościół dwóch papieży. Stan wyjątkowy z woli Nieba?

„Jest tylko jeden papież i nazywa się Franciszek” – powiedział przed kilkoma dniami Benedykt XVI w wywiadzie dla „Corriere della sera”. Z jakiego powodu w takim razie poprzednik Franciszka postanowił zachować swoje papieskie imię, tytuł „Jego Świątobliwości” i białą sutannę?
Gdy pięć lat temu abdykował Benedykt XVI, dla wielu był to absolutny szok. Ojciec nie odchodzi na emeryturę – powtarzano i skrzętnie analizowano oficjalnie podane powody tego dramatycznego kroku. Teraz, choć nadal nic nie wiadomo, i coraz lepiej widać, w jak zaskakującej sytuacji jest Kościół, w którym żyje dwóch papieży, to debaty (przynajmniej w Polsce) ustały, a wszyscy przekonują katolików, że to absolutna norma i że trzeba się przygotować na sytuację, w której w Kościele będzie trzech albo jeszcze więcej biskupów w bieli.

Czy oznacza to jednak, że pytania przestały istnieć, że nikt już ich nie zadaje i że urzędowy optymizm może zastąpić poważną debatę teologiczną? Odpowiedź brzmi: „nie”, a najlepszym na to dowodem są dwie znakomite książki udostępnione ostatnio polskim czytelnikom: „Proroctwo o dwóch papieżach” Saverio Gaety i „Tajemnica Benedykta XVI” Antonio Socciego.
Inauguracyjna msza święta papieża Benedykta XVI na Placu Św. Piotra w Watykanie. Fot. Franco Origlia/Getty Images
Można je oczywiście zbyć prostym wzruszeniem ramion (co zdaje się robić Stolica Apostolska) i oznajmić, że to dzieła „szukających sensacji przeciwników Franciszka”, ale nie sposób sprawić, że zadawane przez tych dwóch watykanistów pytania przestaną dręczyć wielu katolików.

Dwaj papieże, dwie diagnozy

Trudno zresztą, żeby było inaczej, gdy coraz lepiej widać, jak rozjeżdżają się wizje Kościoła papieża Franciszka i papieża-emeryta Benedykta XVI. Doskonale widać to w przypadku debaty na temat źródeł skandali seksualnych, jakie – co do tego akurat obaj papieże się zgadzają – niszczą obecnie Kościół od wewnątrz.

Obecny Ojciec święty przekonuje, że ich źródłem jest klerykalizm, nadużywanie władzy i brak miłosierdzia, a nie mają one wiele wspólnego z rozluźnieniem obyczajów, zniszczeniem tradycyjnej ascezy czy wreszcie z rozpanoszonym w Kościele homolobby.

Benedykt XVI natomiast w opublikowanym niedawno znakomitym tekście wskazuje, że prawdziwe przyczyny głębokiego kryzysu tkwią zupełnie gdzie indziej, bowiem są nimi: głębokie rozluźnienie dyscypliny wśród duchownych i wtargnięcie rewolucji seksualnej do Kościoła; po drugie zanik solidnej formacji seminaryjnej i teologii moralnej; po trzecie nadużywanie obrony sprawców, a nie ofiar przez posoborowe sądy kościelne (które dokładnie tak samo jak świeckie, zamiast szukać sprawiedliwości i bronić ofiar, zaczęły stawać po stronie sprawców, których uznawano za prawdziwe ofiary i broniono często wbrew faktom); i wreszcie po czwarte zanik żywej wiary (szczególnie wiary w Eucharystię), a co za tym idzie zanik fundamentów moralności i ascezy.
Tygodnik TVPPolub nas
Wszystko to nie tylko zniszczyło praktykę życia kapłańskiego, ale też doprowadziło do ukształtowania się w wielu miejscach potężnego lobby homoseksualnego, które uniemożliwiło normalną formację. „W wielu seminariach powstały homoseksualne kliki, które działały mniej lub bardziej otwarcie, zmieniając klimat tych miejsc” – napisał Benedykt XVI.

Trudno nie dostrzec, że te diagnozy w niczym się nie stykają, nie ma między nimi punktów wspólnych i opinię papieża-emeryta można potraktować jako swoiste votum separatum wobec nieustannie powtarzanego twierdzenia, że głównym problemem w Kościele jest klerykalizm i gdy tylko usunie się nadużycia władzy, a także zmieni tradycyjną moralność, a najlepiej także zniesie celibat, natychmiast znikną problemy z nadużyciami seksualnymi.
Doskonale wychwycili to zresztą najważniejsi gracze tzw. teamu papieża Franciszka, którzy w mediach społecznościowych niemal jednym głosem skrytykowali Benedykta XVI. Massimo Faggioli z Uniwersytetu Villanova stwierdził, że list ten jest kolejnym z długiego cyklu błędów popełnianych przez Benedykta XVI; Brian Flanagan, który wykłada teologię na Uniwersytecie Marymount i od dawna jest głosem bergoglian w amerykańskim Kościele uznał list za „żenujący”, a Robert Mickens z katolickiego magazynu „The Tablet” zadał pytanie: „gdzie żyje ten człowiek”, a nawet zasugerował zdziecinnienie papieża emeryta: „ktoś tu potrzebuje kolorowanek i kredek”.

Oczywiście ton oficjalnych komentarzy płynących z Watykanu był inny, ale i tam zapanowała wyraźna nerwowość związana z faktem, że Benedykt XVI nie idzie i nie zamierza iść szlakiem wytyczonym przez Franciszka.

Nigdy wcześniej

Nic w tym zresztą dziwnego. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że podczas konklawe po śmierci św. Jana Pawła II kardynałowie Ratzinger i Bergoglio byli kandydatami dwóch, zupełnie odmiennych frakcji eklezjalnych. Papież-emeryt Benedykt XVI należał wówczas, a może trzeba powiedzieć o wiele mocniej, był naturalnym liderem grupy zdecydowanych obrońców ortodoksji, zwolenników obrony fundamentów wiary i walki z duchem czasów, a także czegoś, co on sam nazywał „hermeneutyką ciagłości”.

Obecny zaś papież Franciszek był wówczas kandydatem na urząd biskupa Rzymu „grupy z Sankt Gallen”, czyli zwolenników stopniowej reformy, zmiany, odrzucania pewnych elementów doktryny i moralności katolickiej. Jej naturalnym przywódcą był kardynał Carlo Maria Martini, który wprost mówił i pisał, że Kościół katolicki jest zapóźniony o dwieście lat.
Polskim czytelnikom udostępniono ostatnio dwie znakomite książki: „Proroctwo o dwóch papieżach” Saverio Gaety (wyd. Esprit) i „Tajemnica Benedykta XVI” Antonio Socciego (wyd. Aromat Słowa). Fot. arch
Oczywiście nie po raz pierwszy zdarza się w Kościele, że następujący po sobie papieże mają radykalnie odmienne wizje. Po raz pierwszy w dziejach Kościoła zdarza się jednak, że równocześnie mamy dwóch papieży, którzy mają w wielu kwestiach tak radykalnie odmienne wizje.

Oczywiście – jak wskazuje włoski dziennikarz Saverio Gaeta – bywało już wcześniej, że papieże rezygnowali, ale nigdy wcześniej w historii Kościoła nie było tak, by jednocześnie „urzędowało dwóch papieży, z których jeden byłby czynny, a drugi ma emeryturze”. Gdy wcześniej papież podawał się do dymisji, tracił nie tylko papieskie imię, herb, ale także prawo do noszenia szat papieskich.

Teraz jest inaczej. Papież emeryt Benedykt XVI zachował papieskie szaty, herb, a także tytuł „Jego Świątobliwości”. I to jest absolutna nowość, której nie może przykryć zgodne udawanie, że „nic się nie stało” i że to „normalny proces”. Niczego nie wyjaśniają także, na co zwraca uwagę Antonio Socci w „Tajemnicy Benedykta XVI”, tłumaczenia papieża emeryta, który przekonuje, że zdecydował się na białe szaty, bo nie miał innych. Włoski dziennikarz ironicznie wskazuje, że chyba nie brakowało w Rzymie krawców, którzy takie szaty by uszyli…
Herbatka z tureckimi politykami. Papież Franciszek na lotnisku w Ankarze. Fot. Abdulhamid Hosbas/Anadolu Agency/Getty Images
Jakby tego było mało, osobisty sekretarz Benedykta XVI arcybiskup Georg Gänswein coraz częściej – a sam papież emeryt wcale się od tego nie odcina – wskazuje na istnienie w Kościele sytuacji wyjątkowej „z dwoma następcami Piotra żyjącymi pośród nas”. „Wielu nadal postrzega jeszcze dziś tę nową sytuację jako coś w rodzaju stanu wyjątkowego z woli Nieba” – wskazuje arcybiskup.

Dlaczego Niebo miałoby dopuścić do takiej sytuacji? Tu obaj autorzy się rozchodzą. Gaeta cytując licznych mistyków wskazuje, że żyjemy w przededniu jakiegoś przełomu w Kościele i świecie, wielkich i trudnych wydarzeń, które zwieńczą ogromny kryzys, doprowadzą do wielkich prześladowań i apostazji; Antonio Socci skupia się raczej na poszukiwaniu odpowiedzi o status kanoniczny Benedykta XVI i Franciszka, i zastanawia się, dokąd ów stan wyjątkowy w Kościele miałby nas zaprowadzić. Obaj jednak zadają cenne pytania, które inni – szczególnie hierarchia watykańska – całkowicie ignorują.

Uspokajacze kontra zaniepokojeni

Z Soccim czy Gaetą nie trzeba się zgadzać co do odpowiedzi, ale warto docenić wagę ich pytań. Wielu, bardzo wielu katolików, zadaje sobie podobne pytania, wielu próbuje zrozumieć, co się obecnie dzieje, odnaleźć się w czasie, gdy powszechna apostazja dotyka całe diecezje czy konferencje episkopatu, gdy Watykan zdaje się akceptować zmianę doktryny moralnej, która swoje źródła ma w Ewangelii, a generał jezuitów sugeruje, że w istocie nie mamy pojęcia, co mówił Jezus, bo w Jego czasach nie było magnetofonów.

Uspokajacze przekonują wprawdzie, że nic się nie dzieje, ale wystarczy spojrzeć na otaczający nas świat, żeby dostrzec, że coś się jednak szykuje i także w Kościele dochodzi do jakiegoś przełomu. Widać to na tyle dobrze, że „uspokajacze” posuwają się coraz częściej do kneblowania zaniepokojonych, a nawet do sugerowania, że ci ostatni są nie tylko przeciwko Franciszkowi, ale wręcz przeciwko Duchowi Świętemu, który osobiście wyznaczył papieża na nasze czasy, a każdy, kto to kwestionuje, występuje przeciwko samemu Bogu.
Zamach stanu w Watykanie? Teorie spiskowe w obronie Franciszka

Czy agenci FBI i CIA, wywiadownie gospodarcze i amerykańscy konserwatywni katolicy zjednoczyli się, aby wymusić na papieżu Franciszku dymisję?
zobacz więcej
To zwykły szantaż, bo każdy, kto zna katolicką doktrynę i historię papiestwa wie, że asystencja Ducha Świętego podczas konklawe nie działa w ten sposób. Gdyby tak było, to trzeba by uznać, że papież Aleksander IV Borgia był najlepszym wyborem na tamte czasy, a każdy, kto go krytykuje czy krytykował występował przeciwko Duchowi Świętemu. Niewielu jest śmiałków, którzy sformułowaliby podobną tezę.

Nie, nie porównuję papieża Franciszka do Aleksandra IV, a jedynie wskazuję na absurdalne założenia pewnej formy blokowania dyskusji przy pomocy emocjonalnego szantażu.

Debata teologiczna na temat Kościoła dwóch papieży musi się odbyć, bo bez niej pytania wciąż będą wisieć w powietrzu, a ludzie, którzy nie otrzymają wyjaśnień od poważnych teologów czy liderów kościelnej opinii, będą ich szukać w wizjach, objawieniach czy teoriach spiskowych. Warto o tym przypomnieć uspokajaczom.

– Tomasz P. Terlikowski

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Reforma Franciszka. Decentralizacja czy centralizacja?

Praedicate Evangelium – taką nazwę nosi nowa konstytucja apostolska o Kurii Rzymskiej, którą papież Franciszek chce ogłosić jeszcze w tym roku. Dokument na nowo ujmie strukturę władzy w Kościele katolickim. Szykują się bardzo duże zmiany. O szczegółach pisze teraz „Catholic News Agency”. Agencja dotarła do obecnego projektu konstytucji.

Aktualny tekst zakłada, że znacząco zmieni się rola watykańskich kongregacji.

Po pierwsze, nie będą nosić już dotychczasowych nazw, ale staną się dykasteriami. Wszystkie będą formalnie równe, ale powstanie też nowa dykasteria: Dykasteria ds. Ewangelizacji. Dokument wymienia ją jako pierwszą i to ona ma mieć praktycznie największe znaczenie, przewyższając dotychczas najistotniejszą Kongregację Nauki Wiary. Raz jeszcze podkreślając: to tylko nieformalne pierwszeństwo, dykasterie w swojej strukturze nie będą się poza tym różnić.
Opublikowano ocenzurowany wywiad abp. Vigano Opublikowano ocenzurowany wywiad abp. Vigano

Rewolucyjna jest inna zmiana. Dykasterie nie będą już mogły wydawać żadnych autorytatywnych dokumentów. Zostaje im odebrane prawo zabierania głosu w imieniu Stolicy Apostolskiej we wszystkich ważnych kwestiach. Będą mogły to zrobić, ale tylko wówczas, gdy zgodzi się na to osobiście i po zapoznaniu się ze sprawą papież.

Skąd ta zmiana? Stąd między innymi, że w nowym układzie władze w dykasteriach będą mogli sprawować także świeccy – i to prawdopodobnie zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Dotąd na czele dykasterii stali jedynie kardynałowie lub arcybiskupi. To się zmieni.

Prace dykasterii będzie kontrolować Sekretariat Stanu podległy bezpośrednio papieżowi. Od czasów Pawła VI rola Sekretariatu Stanu cały czas rośnie i Praedicate Evangelium idzie w tym samym kierunku. Na czele Sekretariatu Stanu będzie mógł stać wyłącznie kardynał. To on będzie pośrednikiem między papieżem a dykasteriami.

Co ciekawe zarazem dokument zaznacza wielką rolę debat, konsultacji i spotkań. Problem w tym, że wszystko to będzie jedynie konsultacyjne. Ostatecznie realna władza będzie i tak poza dykasteriami.

Mówiąc krótko, dochodzi do bardzo silnej centralizacji władzy w samym Watykanie. Wszystko skupia się w rękach Ojca Świętego – i sekretarza stanu.

Jednocześnie, na innym poziomie, Praedicate Evangelium przewiduje decentralizację. Nakłada bowiem większą odpowiedzialność na biskupów diecezjalnych oraz na poszczególne Konferencje Episkopatu. Będą miały w większej mierze niż dziś kształtować życie Kościoła w swoich krajach, a co więcej – otrzymać mają także pewien autorytet doktrynalny.

To niezwykle, wręcz skrajnie kontrowersyjny punkt. „Idea posiadania autentycznego autorytetu doktrynalnego przez konferencje episkopatu jest bardzo niebezpieczna. Widzieliśmy już mnóstwo zamieszania wokół sprawy Komunii dla rozwodników w nowych związkach. I co teraz powiemy? Niemcy mogą decydować jak chcą poprzez głosowanie i to będzie autentycznym autorytetem nauczycielskim?” – mówi anonimowo cytowany przez CNA urzędnik kurialny.

„Jeżeli chcesz zobaczyć jedno autentyczne nauczanie w Niemczech, a drugie w Polsce, to tak to się właśnie osiągnie” – powiedział z kolei jeden z kurialnych arcybiskupów.

Aktualna wersja dokumentu została przesłana przewodniczącym episkopatów z całego świata, wyższym przełożonym zakonnym i innym czołowym katolickim przywódcom. W czerwcu papież spotkał się z sześcioosobową Radą Kardynałów, by omówić otrzymane ze świata odpowiedzi na projekt dokumentu. Jego ostateczna wersja może więc jeszcze ulec pewnym zmianom.

A zatem: w kwestiach „najważniejszych” (czym są – tego się nie precyzuje!) wielka centralizacja; w kwestiach „mniej ważnych” – decentralizacja. Praedicate Evangelium wciąż budzi wielkie wątpliwości. Jedno jest pewne: zmiany będą naprawdę duże. I trzeba się na przygotować, bo dotkną także Polski. Nie przez przypadek biskupi i kardynałowie komentujący praktyczne skutki reform podają ciągle ten sam przykład: różnic między Niemcami a Polską. Bo bitwa toczy się właśnie o model katolicyzmu – polskie przywiązanie do Tradycji i prawdy przeciw niemieckiemu idealizmowi i parciu ku protestantyzmowi.

fronda.pl/cna