OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Kabala

Dzisiejsi wrogowie Kościoła

Dzisiejsi wrogowie Kościoła

Oryg.: rkps AN. Jedenaście kart jednostr. zapis.
[Kraków, przed 22 X 1922] [1]

Nie mam zamiaru w tym krótkim referacie mówić o wrogach Kościoła wewnętrznych, ale pragnąłbym tylko zwrócić uwagę na nieprzyjaciół z zewnątrz.

Jesteśmy świadkami gorączkowej akcji zwróconej przeciw Kościołowi Bożemu i to, niestety, nie bezowocnej. Apostołów bez liku.

W rejestrze [a] Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zapisano aż 15 ich grup: badacze Pisma św., baptyści [b], zwolennicy nauki pierwszych chrześcijan, adwentyści, adwentyści siódmego dnia, joannici, metodyści, Kościół Boży, Wolny Kościół ewangelicki, ewangeliczni chrześcijanie, sztundyści karaimi, duchoborcy, mesjaniści, staroobrzędowcy (starowiercy-starokatolicy) i czesko-bracki Kościół. Nie ograniczają się oni do głoszenia fałszu słowem, ale też, i to bardzo obficie, zasypują nasze miasta i wnioski najróżnorodniejszymi drukami w postaci czasopism, broszur, kartek ulotnych, a nawet książek. Różne „Ameryka-Echo”, „Strażnice”, „Nowe Drogi”, „Ewangelie Myśli”, „Zwiastuny Ewangeliczne”, „Polski Odrodzone” itp. przechodzą z rąk do rąk i zatruwają serca wiernych.

Cała ta robota jednak to tylko wstęp.

Za tymi strażami przednimi idzie dopiero gros armii nieprzyjaciela. Kto nim jest? Może na pierwszy rzut oka zda się przesadzone, jeżeli powiem, że pierwszorzędnym, największym i najpotężniejszym wrogiem Kościoła to – masoneria.

Że powódź sekt protestanckich jest rzeczywiście awangardą [c] masonerii, to wyraźnie wyznaje organ masoński „Wolna Myśl”. Mówi on: „Zastrzegając sobie całkowitą niezależność sądu o wewnętrznej wartości nauki kościoła narodowego, możemy jednak poprzeć jego walkę jak i każdej innej sekty protestanckiej z supremacją Kościoła rzymskiego”.

Kto to są masoni?

Ocenę ich podali już papieże, a najpierw w r. 1738 dnia 27 kwietnia Ojciec św. Klemens XII bullą In eminenti, zarzuca im, że „pod zmyślonym jakimś poczciwości naturalnej pozorem i pod ścisłym, jak tajemnym przymierzem” działają. Potępia też masonerię i zabrania styczności z masonami pod karą ekskomuniki ipso facto [2], zarezerwowanej papieżowi.

A w 13 lat potem Benedykt XIV bullą z dnia 18 marca [1751] „Providas Romanorum Pontificum” ponawia potępienie Klemensa XII i jako powody podaje między innymi, że do masonerii „przypuszczani bywają ludzie wszystkich religii i sekt i że, wedle opinii ludzi rozumnych i uczciwych, sekta ta jest zła i zepsuta”.

Papież Pius VII [wydał] dwie bulle, w roku 1813 (dnia 13 sierpnia) i 1821 (dnia 13 września), w których mówi: „Nikomu nie tajno, co za mnóstwo złośliwych ludzi spiknęło [d] się w tych trudnych czasach naprzeciw Bogu i Jego Namiestnikowi, którzy do tego szczególniej zmierzają celu, ażeby pod płaszczem filozofii, przez czcze omamianie uwiódłszy wiernych i od nauki Kościoła ich oderwawszy, sam Kościół, choć nadaremny usmiłowaniem, osłabili i obalili. Co ażeby tym łacniej osiągnęli, natworzyli zgromadzeń tajnych i sekt ukrytych, za których pomocą spodziewali się łatwiej pociągnąć wielu do swych towarzystw spiskowych i zbrodniczych”. I dążą do tego, „aby każdemu nadać rozległą wolność według własnego wymysłu i fantazji sądzenia o religii, którą wyznaje, obojętność zaś zaprowadziwszy względem religii, nad co nie ma nic zgubniejszego, ażeby Jezusa Chrystusa mękę niegodziwymi jakimiś obrzędami zbezcześcili i znieważyli, żeby kościelnymi sakramentami i samymi religii katolickiej tajemnicami gardzili i obalili tę św. Stolicę Apostolską, przeciw której, jako dzierżącej zawsze apostolskiej katedry prymat, osobliwszą jakąś pałają nienawiścią i zdradliwym sposobem [e] zgubę jej knują. Zbrodnicze są ich moralności zasady. Sprzyja ona rozkoszom lubieżności, pozwala zabić każdego, kto nie dochował sekretu, naucza, że wolno jest podniósłszy rokosz, wyzuć z władzy królów i wszystkich władców, których z wielką ich zniewagą zowią pospolicie tyranami”.

To jednak nie przeszkadzało im bynajmniej zjednywać dla siebie władców. Dlatego też papież Leon XII w bulii „Quo graviora” z dnia 13 marca 1825 r., ponawiając dawniejsze potępienia papieży, dodaje słowa przestrogi dla władców: „To jest ich najchytrzejsza zdrada, że gdy zdają się być zajęci rozszerzaniem waszej władzy, wtenczas najbardziej do obalenia jej dążą. Bardzo się starają wmówić panującym, aby i innych biskupów władzę ścieśniali i osłabiali i powoli przywłaszczali sobie prawa papieskie i biskupie. Czynią to nie tylko z nienawiści do papieża, ale ażeby i ludy podległe berłu panujących książąt po obaleniu kościelnej władzy, do odmiany i obalenia politycznej formy rządu przywieść mogli”.

Podobnie potępili masonerię papieże Pius VIII bullą „Traditi” (24 maja 1829 r.), Grzegorz XVI bullą „Mirari” (15 sierpnia 1832) i kilkakrotnie Pius IX (9 listop[ada] 1846 r., 20 kwiet[nia] 1849, 9 grudnia 1854 r., 8 grudnia 1864, 25 września 1865 i 21 list[opada] 1873 r.).

Wreszcie papież Leon XIII obszernie omawia sprawę masonerii i potępia ją bullą „Humanum genus” 20 kwietnia 1884 r. W niej też papież konstatuje, że „od półtora wieku masoneria stała się niezmiernie liczną, a posługując się zuchwalstwem i chytrością, opanowała wszystkie stopnie hierarchii społecznej i zajęła w łonie państw nowoczesnych władzę prawie równą monarszej”.

I nie przesadzali papieże!

Masoneria, zorganizowana przez wolnomyślicieli angielskich w Londynie w r. 1717, już w 6 lat potem w Konstytucjach Generalnych wytknęła sobie jasno cel, którego [f] nikomu zmienić nie wolno [3]. „Każda z wielkich lóż – mówi ona – ma prawo ulepszać starsze przepisy i ustanawiać nowe, lecz nigdy [nie] zmieniać punktów zasadniczych [g], które mają pozostać na zawsze i gorliwie być wypełniane”. Jakież są te punkty zasadnicze? Oto zupełne przekreślenie świata nadnaturalnego. Oczywiście, że wtedy nie ma mowy o religii ani o moralności.

Dążenie do tego celu widzimy na każdym kroku. Sztuka, literatura i prasa periodyczna, teatry, kina, wychowanie młodzieży i ustawodawstwo szybkim krokiem zdążają do usunięcia świata nadnaturalnego i dogodzenia ciału.

Nic dziwnego, bo też i masoneria rozgałęziła się bardzo; wedle spisu z roku 1907 stan masonerii w tym roku był następujący: [4]

* * *

W Polsce już w roku 1810 znanych było 12 lóż:

1) Wielka loża matka, Gwiazda wschodnia na wschodzie Warszawy

2) Loża Świątynia Irys na wschodzie Warszawy

3) Loża Bogini Eleuzis na wschodzie Warszawy

4) Loża Tarcza północna na wschodzie Warszawy

5) Loża Świątynia stałości na wschodzie Warszawy

6) Loża Braci Polaków zjednoczonych na wschodzie Warszawy

7) Loża Przesąd zwyciężony na wschodzie Krakowa

8) Loża Braci Francuzów i Polaków połączonych na wschodzie Poznania

9)Loża Hesperus na wschodzie Płocka

10) Loża Wolność odzyskam na wschodzie Lublina

11) Loża Krzyż rycerski na wschodzie Bydgoszczy

12) Loża Jutrzenka wschodząca na wschodzie Radomia

Na liście członków widnieją ministrowie, generałowie [h] i inni dygnitarze tak wojskowi jak i cywilni w państwie.

Uwzględniając naszą połać kraju podam kilka nazwisk z tych stron: i tam między latami 1820-1821 członkami masonerii byli między innymi: [...] [5]

Wszyscy ci należą wprawdzie do masonerii i dużo szkodzą, ale nie są częścią jej prawdziwej głowy. Są to tzw. masoni niebiescy, podczas gdy tzw. czerwona masoneria zacieśnia się do niewielkiej liczby [i] osób, przeważnie Żydów, którzy w pełni [j] świadomi swych celów kierują całą liczną rzeszą mniej więcej „oświeconych” w sprawach organizacji masonów. Głowa ta jest nieznana i działa zawsze w ukryciu, by uniemożliwić przeciwdziałanie. Oni to układają plany roboty. Z ich warsztatu wyszła rewolucja francuszka, szereg rewolucji w 1789 do 1815 roku, a także… wojna światowa. Wedle ich wskazania pracował Voltaire, d”Alembert, Rousseau, Diderot, Choiseul, Pombal, Aranda, Tanucci, Hangwitz, Byron, Mazzini, Palmerston, Garibaldi i inni. – Nazwisk obecnych członków nie znamy [6], ale na pewno do masonerii należy u nas Piłsudski. Oto dowód: Na dziesięć dni przed obaleniem gabinetu Ponikowskiego rozeszła się po Rzymie pogłoska, że ten gabinet upadnie, bo tak masoneria rozkazała Piłsudskiemu. Słyszałem o tym z ust wiarogodnych, bo sekretarza ks. biskupa Teodorowicza, [tj.] ks. Bogdanowicza, który właśnie wtedy (o ile pamiętam) nawet był w Rzymie.

Masoneria wynosi na piedestał [k] osoby, które chce, i strąca, kiedy one zapragną działać na własną rękę. Tego bardzo dotkliwie doświadczył na sobie Napoleon.

Jak możemy przeciwdziałać tej zarazie, tej armii antychrysta?

Niepokalana, Pośredniczka wszelkich łask, może i chce dopomóc. Bo na cóż objawienie w Lourdes, objawienie Cudownego Medalika, przez które tylu i tylu się już nawróciło. Dusza, przejęta miłością ku Niej, na pewno stawi opór demoralizacji, tej walnej broni masońskiej. „My rozumowaniem Kościoła nie zwyciężymy – decydowali oni na jednym ze zjazdów – ale korupcją obyczajów”.

Zastanowienia też godne są przepowiednie Wandy Malczewskiej spisane przez ks. Grzegorza Augustynika [7], który ją osobiście znał, a które w części rzeczywiście się wypełniły. W nich Pan Jezus poleca: „Niech się potworzą stowarzyszenia niewiast – a osobne mężczyzn – różnych stanów, ale jednego ducha, pod opieką Matki mojej Niepokalanie Poczętej w celu tępienia rozpusty, a krzewienia cnoty czystości i bronienia jej. Kto Boga i ojczyznę kocha, zaklinam go na moje okrutne biczowanie i cierniem koronowanie, niech się stanie członkiem tego stowarzyszenia – niech sam strzeże cnoty czystości, a tępi rozpustę i drugich do tego zachęca”.

A o. Urban w numerze grudniowym poświęconym Niepokalanemu Poczęciu [8], wyraża przekonanie, iż na szerzące się dziś w świecie panowanie szatana jedynym ratunkiem jest gorąca cześć i naśladowanie Niepokalanej [l].

[O. Maksymilian M-a Kolbe]

[Kraków, przed 22 X 1922] [1]

Przypisy

„1″ Artykuł napisany – jak się wydaje – przed wyjazdem z Krakowa do Grodna, co nastąpiło 22 X 1922.

„2″ Karę tę zaciąga się na mocy samego przepisu prawa, bez interwencji sędziego, po popełnieniu czynu. Jeżeli jakaś ekskomunika zarezerwowana jest papieżowi, to tylko on może z niej uwolnić. Ekskomunika wyłącza ze współuczestnictwa z wiernymi i sprowadza prawem określone skutki.

„3″ Lekcja niejednoznaczna.

„4″ Wykaz, opracowany na osobnej kartce, się nie zachował.

„5″ Wykaz nazwisk, który był na kolejnej osobnej kartce, również się nie zachował.

„6″ Więcej wiadomości na temat masonerii w Polsce podaje RN 2 (1923) 89, 96 i RN 4 (1925) 124.

„7″ Zob. G. Augustynik, Miłość Boga i ojczyzny okazana w czynach, czyli żywot świątobliwej Polki panny Wandy Justyny Nepomuceny Malczewskiej. Jej objawienia i przepowiednie dotyczące Kościoła i Polski, Częstochowa 1922; w 1939 r. wyszło 4. wydanie tej książki.

„8″ Artykułu o. Jana Urbana TJ na temat Niepokalanego Poczęcia w czasopismach OO. Jezuitów nie udało się odnaleźć

Judaizm przeciwko Mojżeszowi. Gnostycki mesjanizm Sabataja Cewi – Hugon Hajducki

Trwa duchowa wojna pomiędzy Bogiem a Lucyferem. W trakcie tych zmagań książę ciemności niejednokrotnie zło nazywa dobrem, a nienawiść ukrywa w słowach głoszących miłość, tolerancję i pokój.

Zapowiedziane przez św. Jana zbiorowe nawrócenie Żydów jest od dawna wypatrywanym znakiem, potwierdzającym nadejście czasów ostatecznych i rychłą paruzję Chrystusa. Jest to jedna z wielkich tajemnic dotyczących losów całego świata. W jakich jednak okolicznościach nastąpi nawrócenie Żydów? W którym momencie porzucą oni swoje zgubne poglądy o nadejściu narodowego mesjasza, który przyjdzie tylko po to, by stworzyć kolejne ziemskie imperium? Czy będzie to związane z pojawieniem się kolejnego fałszywego mesjasza żydowskiego? Pytania, na które trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, można by mnożyć. Czytaj dalej

Hańba Smoleńska

Już VI lat przyszło nam żyć z myślą, że może uda się wyjaśnić przebieg tej straszliwej zbrodni, którą dla celów, jakie tej tragedii  stawiano, umiejscowiono na lotnisku w Smoleńsku.

Próbował zmierzyć się z tym problemem Zespół Parlamentarny, pod przewodnictwem obecnego Ministra Obrony Narodowej, Pana Antoniego Macierewicza, który pewnie nie zdaje sobie sprawy, że zmałpowany po czasach PRL-u tytuł – narodowej- zobowiązuje do czegoś więcej, niż zapraszanie obcych wojsk na terytorium Polski. Już to wielokrotnie przerabialiśmy, z wiadomym skutkiem. Zespół ten, chyba nieprzypadkowo, nie otrzymał odpowiednich uprawnień śledczych, a więc marnował czas i bałamucił propagandowo Polaków, udając, że coś bada i wyjaśnia.Efekty tego są raczej mizerne, żeby nie powiedzieć  żadne. Zaświtała jednak  nadzieja na „zmianę” tej sytuacji, kiedy znękany Naród, oddał władzę większościową  w ręce PiS – u, który obiecywał, na comiesięcznych manifestacjach, że tę zbrodnię, zwaną wcześniej katastrofą, następnie po kilkuletnim namyśle, zamachem,ale nadal koniecznie „Smoleńskim”. J.Kaczyński, używał  określenia, że prawda może, czy jest, porażająca. Ale jaka to prawda, Panie Prezesie? Czy my nie powinniśmy jej znać, a choćby rodziny zamordowanych?

Minęły miesiące, kiedy wiarygodność i uczciwość PiS-u została  poddana próbie, bo przecież powołanie jakiejś „podkomisji” nie spełnia tego zadania, jakie choćby mogłaby spełnić komisja parlamentarna, ze wszystkimi uprawnieniami procesowymi. Co stoi temu na przeszkodzie- nie wiadomo, kogo teraz o to pytać, kiedy nikt nie myśli poważnie o wyjaśnieniu tej tragedii i ukaraniu winnych.

Znów przetoczą się przez Polskę rocznicowe obchody, msze,marsze, i inne uroczystości ponownie zniewolonego Narodu, któremu tą zbrodnią wypowiedziano wojnę.Pozostaje pytanie – kto? Widać, że jeszcze na odpowiedź  przyjdzie nam długo czekać, niestety.A kiedy się już pojawi,  będzie  dla nas za późno, i pewnie właśnie o to chodzi.

Wydawać by się mogło, ze sprawa jest dziecinnie prosta, wystarczy uważnie przyjrzeć się jednemu z wielu zdjęć. Widać wyraźnie, że jest to tylny statecznik, uprzednio rozczłonkowany i rzucony z góry w krzaki.Przy odrobinie wyobraźni można założyć, zdaniem inscenizatorów, że ten ciężki kawałek metalu pędził z prędkością ponad 200 km/godz, upadł w krzaki /nie uszkadzając żadnego/i jeszcze zdążył, tak jak wiele innych elementów samolotu,

pokropić się dość równomiernie błotem. To dopiero trzeba być naiwnym, żeby tak niechlujnie wykonaną inscenizację uznać za zdarzenie realne. To właśnie jest hańba, że dajemy sobie wmówić coś, czego tam nie było, i powtarzanie tego choćby tysiące razy, nic tu nie zmieni, obraz nie kłamie, w odróżnieniu od wszystkich komisji i ekspertów.

Pozostaje nam jedynie modlić się za dusze pomordowanych, i prosić Boga, aby był dla nas miłosierny i oszczędził nam takich tragedii, a naszym wrogom, dzieciom szatana, pokrzyżował  zbrodnicze plany.

 

aa

Shoah, czli zagłada – największy holocaust w historii świata…

Shoah, Szoa (hebr. שואה – całkowita zagłada, zniszczenie) jest przez większość uważana jako synonim pojęcia holocaust. Sam holocaust zaś – jako wywyższony do pojęcia własnego i pisany wobec tego wielką literą – przez większość współczesnych rozumiany jest niesłusznie jednoznacznie jako termin określający zagładę Żydów dokonaną przez niemieckich nazistów, marksistowskich narodowych socjalistów, czyli III Rzeszę i jej koalicjantów podczas II Wojny Światowej.  W rzeczywistości zaś termin holocaust pochodzi z kościelnej łaciny (jako adaptacja greckiego holókauston – rodzaju nijakiego imiesłowu holókaustos oznaczającego „spalonego w całości”, a pochodzącego od czasownika holo-kautóo określającego „spalanie ofiary w całości”) i oznacza dosłownie „całopalenie”. Odnosi się pierwotnie do religijnej ofiary całopalnej (spalonej doszczętnie), którą Żydzi składali na ołtarzu w czasach Starożytności.

Ja osobiście jestem przeciwny jednoznacznemu utożsamianiu obydwu terminów jako synonimów oraz jako określających współcześnie  li tylko zagładę Żydów w czasie II Wojny Światowej.

Podobnie jak twierdzi wielu ludzi (w tym też wielu Żydów) uważam, że termin shoah jest stosowniejszy do określenia masowego ludobójstwa  zmierzającego do całkowitej zagłady lub zniszczenia, niż termin holocaust mający dla wielu pozytywne, religijne konotacje biblijne.

Warto zauważyć, że używając terminu holocaust np. tylko w odniesieniu do zagłady Żydów w czasie II WŚ, musielibyśmy zawęzić obszarem znaczeniowym ich zagładę tylko do samej ich śmierci w komorach gazowych i późniejszym „całospaleniu” w krematoriach. W takim znaczeniu morderstwa i zagładę dokonywaną bez późniejszego „całospalenia” nie możemy nazywać częścią holocaustu, jako pierwotnie znaczącego właśnie całospalenie.

Ponadto interesująca może tez być ocena i interpretacja sensu stricto samego faktu „palenia w krematoriach”… Gdybyśmy spojrzeli na to działanie z punktu widzenia daleko posuniętego  i graniczącego z chorobą  fanatyzmu religijnego, czyż nie moglibyśmy uznać a raczej czy Hitler nie mógłby uznać, że w ten sposób składa całopalna ofiarę religijną? Taka konkluzja jest oczywiście niemalże bluźnierstwem, ale wszyscy wiemy, że ktoś taki jak Hitler musiał mieć zaburzenia osobowości z pewnością związane z mitomaństwem, poczuciem wyższości i pogardą dla innych „nie swoich” narodów. Dla niego przecież – jako zapewne chorego psychicznie a przynajmniej zaburzonego psychicznie człowieka – inni (nie swoi) byli gorsi, byli podludźmi… Więc czy czasem niszcząc część Żydów nie robił tego w poczuciu jakiegoś fanatycznego posłannictwa, niemalże religijnego, tym bardziej, że przecież całe NSDAP i wielu jego aktywistów było kontynuacją w prostej linii Towarzystwa Thule (Thule Gesellschaft) (link is external), które „było tajną rasistowską i quasi-masońską organizacją, która powstała w Monachium w końcowej fazie I wojny światowej (…)” i opierało się na ariozofii (link is external), czyli rasistowskiej i okultystycznej doktrynie stworzonej wewnątrz Ruchu Ludowego w Niemczech przez Guido von Lista (link is external)i przedstawionej przez Jörga Lanza von Liebenfelsa (link is external) a opowiadającej się za dominacją rasy aryjskiej oraz głoszącej jej panowanie nad światem…

Zadziwiające – w odniesieniu do powyższego rozważania – ale i symptomatyczne jest też, że wielu Żydów służyło w nazistowskiej narodowo-socjalistycznej armii niemieckiej oraz było członkami NSDAP (o czym pisze m.in. prof. Marek Jan Chodkiewicz (link is external)) i nieraz zaskakująco znajdowali się w najwyższych ich kręgach… o czym pisze m.in. w swojej książce pt.: „Bevor Hitler Kame” – „(Bronder – Before Hitler Came – A Historical Study -English Translation – 1975)” (link is external) historyk żydowskiego pochodzenia, Dietrich Bronder. Trudno wprost uwierzyć, ale zalicza on (również w innych swoich pracach) do ludzi pochodzenia żydowskiego (w różnej części określonej całości i różnym prawowitym zabarwieniu poprawności etnicznego żydowskiego pochodzenia: po matce, czy po ojcu) m.in.: Adolfa Hitlera (po ojcu i dziadku), Rudolfa Hessa (po matce), Hermanna Goeringa, Gregora Strassera, Josefa Goebbelsa, Alfreda Rosenberga, Hansa Franka, Heinricha Himmlera (po matce i babce ze strony matki), Ullricha Friedricha Willy’ego Joachima von Ribbentropa, Reinharda Heydricha (po ojcu), Ericha von dem Bach-Zelewskiego (po matce),   Adolfa Eichmanna (po matce) czy też Generała Franko…

Nie mogę się też oczywiście zgodzić na używanie terminu shoah jako określającego współcześnie  li tylko zagładę Żydów w czasie II Wojny Światowej.

Jest to niestety ten sam rodzaj manipulacji  dokonywanej notorycznie  przez syjonistów rabiniczno-talmudycznych, z jakim mamy do czynienia w przypadku określenia: „anysemityzm”. Manipulacja ta – ogólnie mówiąc – polega na zawłaszczaniu przez nich pewnych ogólnych negatywnych zjawisk i ich określeń i zawężaniu ich znaczenia tylko do pewnej części Żydów i ich martyrologii dziejowej.   Przecież określenie „antysemita” oznacza niechęć do wszystkich narodów semickich posługujących się językami semickimi, czyli współcześnie najczęściej językiem: amharskim, arabskim, hebrajskim, maltańskim lub tigrinijskim. Takich narodów jest bardzo wiele – oprócz Żydów (Hebrajczyków)  są to np. Arabowie, czy też niektóre ludy o czarnym kolorze skóry (np. wujek Pani M. O’Bamy jest naczelnym rabinem czarnych syjonistów w USA). Tak więc określenie antysemita sugeruje niechęć zarówno do Żydów jak i np. Arabów (sic!).  O ileż łatwiej byłoby po prostu o kimś, kto w jakimś obszarze jest niechętny Żydom, zwyczajnie powiedzieć: antyjudaista (niechętny wobec wiary i religii judaistycznej), antysyjonista (niechętny wobec m.in. żydowskich syjonistów w zakresie talmudyczno-rabinicznego rozumienia przez nich świata i ludzi w nim żyjących) a jeżeli już kogoś chcemy określić jako rasistę to może warto byłoby użyć określenia „antyżyd” lub „antyizraelita”?

Niestety właśnie podobnie jak w przypadku „antysemityzmu”, czy holkaustu… talmudyczno-rabiniczni syjoniści zawłaszczyli tylko dla części Żydów pojęcie „shoah”. Ono przecież oznacza całkowita zagładę i zniszczenie… ale nie ogranicza się bynajmniej tylko do „działań zmierzających do całkowitej zagłady Żydów i ich zniszczenia”! Przecież marksistowski narodowy-socjalizm, czyli nasizm w równej mierze chciał doprowadzić do zniszczenia Słowian (w tym Polaków) czy Cyganów… a także homoseksualistów, chorych psychicznie, niedołężnych… Czy masowe mordowanie i wyniszczanie chorych psychicznie w III Rzeszy nie można nazwać również „shoah chorych psychicznie”? Czyż wywołanie samej wojny oraz dążenie do zdobycia jakiegoś kraju za wszelką cenę, nawet ludobójstwa… nie można nazwać też terminem „shoah”?

Czyż tym terminem nie można nazwać ludobójstwa jakiego dopuścił się marksista, klasowy socjalista i komunista J. Stalin skazując na śmierć głodową przeszło 7 milionów Ukraińców (w latach 1932-1933)? Czymże to okrucieństwo było jak nie „shoah Ukraińców”?, chęć całkowitego ich zniszczenia… A czymże było komunistyczne ludobójstwo katyńskie jak nie celową eksterminacją tej części Polaków, którzy stanowili podstawę przyszłości całego narodu… Czyż takie działanie nie można nazwać „shoah Polaków”. I tylko symptomatyczne jest, że większość najważniejszych marksistów a później komunistów było akurat pochodzenia żydowskiego: Karol Marks (Karl Heinrich Marx – Hirschel  Marx), Władimir Iljicz Lenin (po matce żydówce – Blank), Lew Trocki (Lew Dawidowicz Bronstein ), Róża Luksemburg ( Rozalia Luxenburg – córka Eliasza Luxenburga i Liny z domu Loewenstein), Julij  Martow (Cederbaum), Fedor Iljicz Dan (Gurwicz), Maksim Maksimowicz Litwinow (Meir Henoch Mojszewicz Wallach-Finkelstein), Łazar Moisiejewicz Kaganowicz i wielu, wielu innych…

Dwa totalitaryzmy: marksistowski narodowy socjalizm (robotniczy), czyli nazizm oraz marksistowski klasowy socjalizm (robotniczy), czyli komunizm… doprowadziły do ogólnoludzkiego „shoah”, największego Holocaustu w historii świata… A wszystko zrodziło się w chorych głowach ludzi, którzy uważali, iż reprezentują „Rasę Panów”, bądź też „Klasę Panów”, czyli niejako „wybrańców” czyniących sobie innych ludzi (podludzi?) poddanymi…

Na szczęście historia świata dowiodła i dowodzić będzie zawsze, że nie ma ani rasy panów, ani klasy panów, ani narodów wybranych stworzonych do rządzenia innymi narodami (podludźmi?)… Wszyscy ludzie są równi wobec Boga i wszyscy są równie dla niego ważni…

I tylko aż dziwne jest, że ten sam chory totalitarny marksizm oparty na gnostyckiej i antykatolickiej filozofii Georga Wilhelma Friedricha Hegla, który – poprzez rewolucje francuską – był źródłem powstania nazizmu i komunizmu… jest gloryfikowany obecnie przez bezpaństwowych syjonistyczno-globalistycznych-unionistów, nie tylko europejskich…

 

 

————————————————————————

Źródło: Sowiecka Historia – FILM  (link is external)(początek fragmentu II)

 

„Klasy i rasy, które są zbyt słabe, żeby opanować nowe warunki życia, muszą zniknąć (…) Muszą zginąć w rewolucyjnym holocauście” - Karol Marks

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad… http://krzysztofjaw.blogspot.com/ (link is external) kjahog@gmail.com (link sends e-mail)

Źródło: http://niepoprawni.pl/blog/814/shoah-czli-zaglada-najwiekszy-holocaust-w-historii-swiata

Olga Tokarczuk – o kabale

Na czym polega ta kabała, co to wszyscy o niej mówią?” – zagaduje Katarzyna Kossakowska księdza Pikulskiego w najnowszej książce Olgi Tokarczuk [1]. No i dobrze, że zagaduje, bo Księgi Jakubowe opowiadają przeważnie o sprawach żydowskich, więc czemu nie miałoby być w nich i o kabale. Ksiądz Pikulski też się z tym zgadza, odkłada na talerz spory kęs wołowiny i uprzejmie wyjaśnia Katarzynie Kossakowskiej:

- Wierzą, że świat został stworzony ze słowa – odpowiada ten, przełykając głośno, i odkłada na swój talerz spory kęs wołowiny, który właśnie wędrował do jego ust.
- No tak, każdy w to wierzy: na początku było Słowo. To tak jak i my. Cóż to więc za herezja?
- Tak, waszmość pani, ale my na tym zdaniu poprzestajemy, a oni je stosują do każdej najmniejszej rzeczy.
[...]
- Każda litera ma swój równoważnik liczbowy. Alef ma jeden, bet ma dwa, gimel – trzy, i tak to idzie dalej. To znaczy, że każde słowo złożone z liter ma swoją liczbę. – Patrzy na nich pytająco, czy rozumieją. – Słowa, których liczby są takie same, są ze sobą połączone głębokim znaczeniem, mimo że po wierzchu wydaje się, iż nie ma między nimi związku. Można na słowach liczyć, kombinować i wtedy dzieją się bardzo ciekawe rzeczy.
Ksiądz Pikulski nie wie, czy na tym skończyć, czy to wystarczy, ale nie, nie może się powstrzymać:
- Weźmy przykład następujący – mówi. – Ojciec to po hebrajsku „aw”. Piszemy to tak: alef, bet, od prawej strony. Matka to „em”, czyli alef-mem. Ale słowo „matka” – „em”, można odczytać też jako „im”. „Aw”, ojciec, ma wartość liczbową 3, bo alef ma 1, a bet 2. „Matka” ma wartość 41, bo alef to 1, a mem to 40. I teraz: jeżeli dodamy do siebie oba słowa, „matka” i „ojciec”, to wyjdzie nam 44, a to liczba słowa „jeled”, czyli dziecko!
Kossakowska, pochylona nad księdzem, odskakuje od stołu, klaszcząc.
- Jakie to sprytne! – woła.
- Jod-lamet-dalet – pisze ksiądz Pikulski na papierze biskupa i patrzy na niego tryumfalnie [2].

Sprowadzenie kabały do gematrii, a gematrii do jednej z jej metod, jest, rzecz jasna, olbrzymim uproszczeniem. Ale widocznie ksiądz Pikulski uznał, że tyle na początek wystarczy. Mógłby jednak dodać starogenderowo, że jeled to dziecko płci męskiej, chłopczyk (ילד). Dziecko-dziewczynka to jalda (ילדה). Ale to głupstwo. Już gorzej, że z lamed, ל, zrobiło się lamet. Ale to też głupstwo. Najbardziej bowiem zgrzyta mi w tej scenie sam język, sprawa w powieści historycznej przecież niebłaha. Prawdziwy ksiądz Pikulski (bo to postać historyczna) nigdy nie użyłby wyrażeń „równoważnik liczbowy” czy „wartość liczbowa”, choć z pewnością potrafiłby oddać ich znaczenie w swojej osiemnastowiecznej polszczyźnie, z której Olga Tokarczuk zostawiła mu na pociechę jeno „waszmość panią” [3].

Być może właśnie ten zgrzyt coś tam obudził w mojej pamięci, a kiedy jeszcze po cichu wymówiłem kilka kabalistycznych formuł, spłynęło na mnie zrozumienie.

Starożytni Żydzi używali hebrajskiego do zapisu liczb. Każda litera jest liczbą. Weźmy hebrajskie a, alef, to 1. B, bet, to 2. Rozumiesz? A teraz spójrz. Liczby są ze sobą powiązane. Weźmy hebrajskie słowo ‚ojciec’, „aw”. Alef, bet. 1 i 2 równa się 3. Zgadza się? Hebrajskie słowo ‚matka’, „em”. Alef, mem. 1, 40 równa się 41. Suma 3 i 41… 44. Zgadza się? Teraz hebrajskie słowo ‚dziecko’. Matka, ojciec, dziecko, „jeled”. To 10, 30 i 4… 44.

Prawda, że brzmi to podobnie do objaśnień uczonego księdza Pikulskiego? I nawet przykład ten sam. Tym razem jednak jest to monolog z filmu Pi Darrena Aronofsky’ego, a wygłasza go do głównego bohatera, genialnego (ale też zwariowanego) matematyka Maxa Cohena, jego znajomy kabalista, Lenny Meyer [4].

W „Nocie bibliograficznej” autorka nie wspomina o tej pożyczce, choć wymienia tam (aczkolwiek niezbyt starannie [5]) trochę cudzych dzieł wykorzystanych podczas pisania Ksiąg Jakubowych. Ponieważ to jednak tylko powieść, w dodatku już w podtytule przypominająca, że została „wspomożona imaginacją, która to jest największym naturalnym darem człowieka”, podaję ten drobiazg wyłącznie jako ciekawostkę oraz świadectwo, z jak różnorodnych źródeł potrafi czerpać imaginacja Olgi Tokarczuk [6].

[1] Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe albo Wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych [...], Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014. Korzystałem z wersji elektronicznej w formacie MOBI przygotowanej na zlecenie wydawcy przez eLiterę.

[2] Księgi Jakubowe, III Księga drogi, część 16, rozdział „O tym, jak ksiądz Pikulski tłumaczy wysoko urodzonym zasady gematrii”.

[3] A oto próbka stylu księdza Pikulskiego, wyjęta z dzieła jego własną ręką pisanego, z rozdziału V O Kabali w poſpolitości y w ſzczegulności otey ktora ſię niedawnemi czaſy ziawiła w Polſzcze:

„Z Okoliczności Kabaliſtow Zydow zdaie mi ſię rzecz ſprawiedliwa niektore dać przeſtrogi Katolikom o Kabali, ktora ſię temi czasy ziawiła w Kroleſtwie Polſkim, ażeby znać przez niewiadomość za grzech ſobie niemieli wyrazney obrazy Pana Boga, y pod płaszczykiem ciekawości niezaszli aż do piekła, według przeſtrogi Auguſtyna S. Curioſitas eſt primus gradus ad Infernum. Trzeba wiedzieć, że Kabala ieſt ſłowo Hebrayſkie, ktore znaczy po łacinie receptio, a po polſku przyięcie. [...] Ta nauka Kabali ieszcze za czasow Jana S. Apoſtoła była w używaniu u wschodnich Narodow. Co ſię daie ztąd poznać, że Jan S. [...] za miaſt liter imienia Antychryſta położył liczbę. Przez co zadał trudność Tłumaczom Piſma S. do poznania z liczby 666, iakie Antychryſt ma mieć swoje własne nazwiſko. [...] Tak y o imieniu Antychryſta radzi S. Ireneusz niebydź zbyt ciekawym, ponieważ ſię łatwo omylić może, ato dlatego że przeciwne ſłowa mieć mogą tę liczbę. Przy tym co ięzyk, to inne litery inszą liczbę znaczące, tak naprzykład u Grekow y Zydow litera L. znaczy 20. C. 3. D. 4. U Łacinników zaś L 50. D. 500. C. 100″ (X. Gaudenty Pikulski, Złość żydowska Przeciwko Bogu y blizniemu Prawdzie y Sumnieniu Na obiaśnienie Talmudystow. Na dowod ich zaślepienia y Religii dalekiey od prawa Bofkiego przez Moyżeſza danego rozdzielona na trzy części, s. 81-84; starałem się zachować pisownię oryginału).

Przytaczana przez księdza Pikulskiego przestroga św. Augustyna Curiositas est primus gradus ad Infernum to naturalnie nasze swojskie „Ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. I zdaje się, że w tym wypadku ksiądz Gaudenty w istocie przełożył to polskie porzekadło na łacinę i obdarował nim świętego, bo jako żywo w pismach Doktora Łaski niczego podobnego nie udało mi się znaleźć. Najpodobniejsza myśl znajduje się w traktacie świętego Bernarda z Clairvaux O stopniach pokory i pychy na początku rozdziału X (paragraf 28): Primus itaque superbiae gradus est curiositas. Mowa tam wprawdzie o pysze, ale skoro ciekawość jest pierwszym stopniem pychy, pycha zaś jest pierwszym z siedmiu grzechów głównych, słusznie można stąd wywodzić, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Cytował potem św. Bernarda między innymi dominikanin Wilhelm Perault w swoim traktacie o pysze (De superbia) z dzieła Summa de virtutibus et vitiis na początku rozdziału XXXV „De duodecim gradibus superbiae secundum Bernardum”: Primus gradus est curiositas, quae secundum Bernardum his indiciis deprehenditur… (także tutaj, 12 wers od dołu pierwszej kolumny).

Nb. nie należy mylić curiositas, apetytu na ciekawostki, świerzbienia uszu, o którym pisał św. Paweł w drugim liście do Tymoteusza (4,3), ze studiositas – poszukiwaniem prawdy przy użyciu zdrowej nauki, jako i my tutaj właśnie czynimy.

[4] Pi (1998), reżyseria i scenariusz Darren Aronofsky. Scena w kawiarni, mniej więcej w 14-15 minucie. Tłumaczenie swobodne na podstawie tekstu, który spisałem ze ścieżki dźwiękowej:

„The ancient Jews used Hebrew as a numerical system. Each letter is a number. Like a Hebrew A, Alef, is 1. B, Bet, it’s 2. You understand? And look at this. The numbers are interrelated. Like take the Hebrew word for father, „av”. Alef, Bet. 1, 2 equals 3. Alright? Hebrew word for mother, „am”. Alef, Mem. 1, 40 equals 41. Sum of 3 and 41… 44. Alright? Now, Hebrew word for child. Alright, mother, father, child, „yeled”. That’s 10, 30 and 4… 44″.

Trochę zamieszania sprawia różnica między pisownią a wymową. Słowo ‚ojciec’, אב (z punktacją אָב) zapisuje się (od lewej do prawej) literami alef i bet, ale czyta się aw (bet czyta się b, gdy ma dagesz, kropeczkę w środku, בּ. Słowo ‚matka’, אם (z punktacją אֵם) zapisuje się literami alef i mem, ale wymawia się em (Lenny Meyer wymawia je ejm), gdyż w zapisie punktowanym pod literą alef są dwie kropeczki, cere. Natomiast z dzieckiem nie ma problemu: pisze się je ילד(z punktacją יֶלֶד), czyli jod, lamed, dalet, a segol, trzy kropki pod jod i lamed wskazują, że po tych literach czyta się samogłoskę e (w wyliczeniach gematrycznych nie uwzględnianą).

Nieco inny zapis monologu Lenny Meyera można znaleźć w pożytecznej książce Math Goes to the Movies:

„The ancient Jews used Hebrew as their numerical system. Each letter is a number. Like the Hebrew A, Aleph is one. B, Bet, is two, understand? Look at this. The numbers are interrelated. Like take the Hebrew word for father Ab, Aleph, Bet, one [plus] two equals three, all right. Hebrew word for mother Am, Aleph, Mam, one [plus] forty equals forty-one. Sum of three and forty-one, forty-four, right? Hebrew word for child, mother, father, child, (ye)(le)d, that’s ten [plus] thirty and four, forty-four” (Burkard Polster, Marty Ross, Math Goes to the Movies, The Johns Hopkins University Press, Baltimore 2012, s. 57-58; Filmowi Pi poświęcony jest cały rozdział czwarty „The Annotated Pi Files”).

Wolałem jednak sam sprawdzić, co mówi (i robi) Lenny Meyer zapisujący na marginesie gazety z notowaniami giełdowymi hebrajskie słowa i odpowiadające im liczby, ponieważ autorzy Math Goes… śledzili jego wyliczenia niezbyt uważnie i nawet pomawiają go o pomyłkę w dodawaniu, gdy Lenny przechodzi potem do słowa ‚kadem’, równoważnego liczbie 144: „At this point, Lenny scribbles the numbers 4, 30, and 10, which do not sum to 144″ (s. 58). Autorzy nie zauważyli, że liczby 4, 30 i 10 odnoszą się do poprzedniego przykładu ze słowem ‚jeled’. W wypadku ‚kadem’ Lenny od razu zapisuje wartość liczbową całego wyrazu, bez sumowania wartości poszczególnych liter.

Swoją drogą Lenny rzeczywiście w tym miejscu popełnia błąd (czy też naciąga swoją kabalistyczną interpretację), gdyż ‚kadem’ (קדם) nie jest – jak twierdzi Lenny – słowem oznaczającym ogród Eden („The word for the Garden of Eden, Kadem”), rajski ogród z drzewem wiadomości dobrego i złego. W biblijnej hebrajszczyźnie używano ‚kadem’ na określenie wschodu. Nb. z tego samego rdzenia wywodzi się greckie Kadmos (Κάδμος), imię przybyłego ze wschodu króla Tyru, który założył Teby i dał Grekom alfabet fenicki, z hebrajskim mocno spokrewniony. Dlatego alef, bet, gimel, dalet… żyją również w naszym języku jako greckie alfa, beta, gamma, delta…

[5] Wielki polski historyk nazywał się Szymon Askenazy, nie Aszkenazy. W podtytule angielskiej książki Pawła Maciejki jest Jacob Frank, nie Jakub. Nie istnieje książka zatytułowana R. Jonathan Eibeschütz’s And I Came this Day unto the Fountain. Powinno być: R.[abbi] Jonathan Eibeschütz, And I Came this Day unto the Fountain. Pisze też Olga Tokarczuk: „Wszystkim zainteresowanym polecam lekturę dzieła [księdza Benedykta Chmielowskiego] Nowe Ateny albo Akademia Wszelkiej sciencyi pełna wydanego w świetnym wyborze i opracowaniu Marii i Jana Józefa Lipskich w 1968 roku. Prawdę powiedziawszy, należałoby się tej wspaniałej książce wznowienie”. Ale wydanie z roku 1968 było właśnie wznowieniem, wydaniem drugim, gdyż pierwsze ukazało się dwa lata wcześniej. Z czego naturalnie nie wynika, że Nowym Atenom nie przydałoby się kolejne wznowienie, choć amatorzy tej księgi Benedyktowej mogą dziś bez problemu znaleźć w internecie jej oryginalne wydanie z roku 1745.

[6] Jest to, ma się rozumieć, jedynie hipoteza, gdyż „kabalistyczne równanie” ojciec + matka = dziecko, to niemal locus communis, gdy mowa o liczbowych tajnikach języka hebrajskiego. Pojawia się na przykład w niedawno wydanym Kodzie Estery (Bernard Benyamin, Yohan Perez, Kod Estery, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2013). I to łącznie z pisownią jod-lamet-dalet! Wolałem jednak życzliwie przyjąć ciekawsze źródło inspiracji. Nie jest zresztą wykluczone, że panowie Benyamin i Perez również zapamiętali elokwentnego kabalistę Lenny Meyera z Pi Aronofsky’ego.

Nb. na podstawie tego samego przykładu z ojcem, matką i dzieckiem Agnieszka Zielińska spekuluje, czy aby liczba dziecka, 44, nie jest dobrym wyjaśnieniem najsłynniejszej polskiej czterdziestki czwórki, czyli tajemniczego imienia wskrzesiciela narodu z Mickiewiczowskich Dziadów (zob. Agnieszka Zielińska, Ortodoksyjny heretyk. Myśl społeczno-religijna Andrzeja Towiańskiego, Wydawnictwo Pandit, Kraków 2010, s. 106). Miał bowiem Mickiewicz podobno szczególnie cenić ewangeliczną dziecięcość, dającą „radosną chęć życia, wiarę, że wszystko jest możliwe” (s. 105). Cokolwiek karkołomna to interpretacja, jeśli zważyć, że wskrzesiciel narodu z Widzenia księdza Piotra odmalowany został jako „mąż straszny” o trzech obliczach, a „trzy końce świata drżą, gdy on woła”. Zaprawdę, osobliwa dziecina! Co więcej, sam ksiądz Piotr mówi o nim „był dzieckiem” – w czasie przeszłym, bezapelacyjnie minionym.

 

Marian44 – zamieszczam ten artykuł, żeby pokazać, jak bardzo Żydom jest potrzebna tajemnicza liczba 40 i 4 w Dziadach cz.III A.Mickiewicza. Pomimo, że ponad 10 lat temu tygodnik Wprost opublikował w numerze z dn.13 lutego 2005r.artykuł / Adam 44/ w którym podaje, proponowaną przez Mariana Retelskiego, bardzo prawdopodobną historię tej liczby, nadal jest ona traktowana jako zagadka! Dlaczego???

Widać z tego, że ona MUSI być zagadką, bo inaczej nie byłoby argumentów, które by  uzasadniały propagowanie kabały czy gematrii.

Pomimo wielu publikacji, że w czasach współczesnych A.Mickiewicza wszyscy wiedzieli z historii, że Polska miała 43 monarchów, i ten „Wskrzesiciel” będzie jej  44-tym  monarchą, nadal, jak widać, ta oczywistość nie może się przebić, ustępując miejsca kabale. Taką mamy dzisiaj naukę i taką historię, którą piszą nam inni, mając w tym swoje interesy.

 

Judaizm przeciwko Mojżeszowi. Gnostycki mesjanizm Sabbataja Cwi – Hugon Hajducki

Trwa duchowa wojna pomiędzy Bogiem a Lucyferem. W trakcie tych zmagań książę ciemności niejednokrotnie zło nazywa dobrem, a nienawiść ukrywa w słowach głoszących miłość, tolerancję i pokój.

Zapowiedziane przez św. Jana zbiorowe nawrócenie Żydów jest od dawna wypatrywanym znakiem, potwierdzającym nadejście czasów ostatecznych i rychłą paruzję Chrystusa. Jest to jedna z wielkich tajemnic dotyczących losów całego świata. W jakich jednak okolicznościach nastąpi nawrócenie Żydów? W którym momencie porzucą oni swoje zgubne poglądy o nadejściu narodowego mesjasza, który przyjdzie tylko po to, by stworzyć kolejne ziemskie imperium? Czy będzie to związane z pojawieniem się kolejnego fałszywego mesjasza żydowskiego? Pytania, na które trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, można by mnożyć.

Historia narodu żydowskiego po odrzuceniu i przelaniu krwi Zbawiciela jest historią pogrążania się w religijnych błędach i samouwielbieniu. Wbrew obiegowym poglądom, Żydzi nie pozostali wierni zasadom ortodoksyjnego judaizmu, dzieląc się na liczne i zwalczające się sekty. Do dziś sam judaizm jest zjawiskiem zróżnicowanym, a jego podział na żydowskich ortodoksów i zsekularyzowanych Żydów reformowanych jest bardzo dużym uproszczeniem. Jednym z odłamów dzisiejszego judaizmu (choć część samych Żydów traktuje ten ruch religijny jako heretycką sektę) jest wpływowy i działający do dziś w konspiracji sabbataizm. Warto zapoznać się z poglądami głoszonymi w łonie tej sekty, tym bardziej że zostały one przyjęte przez niektóre dzisiejsze odłamy judaizmu, jak również sekty (najczęściej protestanckie) o charakterze judeochrześcijańskim. Warto z jeszcze jednego powodu: ponieważ sabbataizm jest koncepcją religijną odpowiedzialną za liczne, fatalne w skutkach wydarzenia społeczne i polityczne na świecie dziejące się w ciągu ostatnich 200 lat, a które od XIX wieku przypisywano bez różnicy wszystkim Żydom. Niejednokrotnie sami sabbatajczycy gorliwie pomagali w szerzeniu antyżydowskiej propagandy, aby w ten sposób, łamiąc Prawo, przyśpieszyć osiągnięcie mesjańskiego czasu. Czytaj dalej

Judaizm przeciwko Mojżeszowi. Gnostycki mesjanizm Sabbataja Cwi – Hugon Hajducki

 Trwa duchowa wojna pomiędzy Bogiem a Lucyferem. W trakcie tych zmagań książę ciemności niejednokrotnie zło nazywa dobrem, a nienawiść ukrywa w słowach głoszących miłość, tolerancję i pokój.

Zapowiedziane przez św. Jana zbiorowe nawrócenie Żydów jest od dawna wypatrywanym znakiem, potwierdzającym nadejście czasów ostatecznych i rychłą paruzję Chrystusa. Jest to jedna z wielkich tajemnic dotyczących losów całego świata. W jakich jednak okolicznościach nastąpi nawrócenie Żydów? W którym momencie porzucą oni swoje zgubne poglądy o nadejściu narodowego mesjasza, który przyjdzie tylko po to, by stworzyć kolejne ziemskie imperium? Czy będzie to związane z pojawieniem się kolejnego fałszywego mesjasza żydowskiego? Pytania, na które trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi, można by mnożyć.

Historia narodu żydowskiego po odrzuceniu i przelaniu krwi Zbawiciela jest historią pogrążania się w religijnych błędach i samouwielbieniu. Wbrew obiegowym poglądom, Żydzi nie pozostali wierni zasadom ortodoksyjnego judaizmu, dzieląc się na liczne i zwalczające się sekty. Do dziś sam judaizm jest zjawiskiem zróżnicowanym, a jego podział na żydowskich ortodoksów i zsekularyzowanych Żydów reformowanych jest bardzo dużym uproszczeniem. Jednym z odłamów dzisiejszego judaizmu (choć część samych Żydów traktuje ten ruch religijny jako heretycką sektę) jest wpływowy i działający do dziś w konspiracji sabbataizm. Warto zapoznać się z poglądami głoszonymi w łonie tej sekty, tym bardziej że zostały one przyjęte przez niektóre dzisiejsze odłamy judaizmu, jak również sekty (najczęściej protestanckie) o charakterze judeochrześcijańskim. Warto z jeszcze jednego powodu: ponieważ sabbataizm jest koncepcją religijną odpowiedzialną za liczne, fatalne w skutkach wydarzenia społeczne i polityczne na świecie dziejące się w ciągu ostatnich 200 lat, a które od XIX wieku przypisywano bez różnicy wszystkim Żydom. Niejednokrotnie sami sabbatajczycy gorliwie pomagali w szerzeniu antyżydowskiej propagandy, aby w ten sposób, łamiąc Prawo, przyśpieszyć osiągnięcie mesjańskiego czasu. Czytaj dalej

Skąd się wzięli «starsi bracia»? – Paweł Zahradnik

 

Wśród wielu popularnych frazezów przedziwnej formacji religijnej, którą nazywamy «katolicyzmem posoborowym», ważne miejsce zajmuje ten, który współczesnych wyznawców judaizmu talmudycznego określa «starszymi (?!) braćmi» chrześcijan.

Nie chcemy tu polemi­zować z dziwacznym konceptem, który ewidentnie talmudyczny judaizm, to wyznanie bez świątyni, bez kapłanów i bez ofiary, powstałe — tak samo jak islam — w reakcji na chrześcijaństwo, zamie­nia miejscami ze staroza­konnym żydostwem; jego nonsensowność jest oczywi­sta dla każdego katolika. Możemy tylko pokrótce odwołać się do trafnych słów szwajcarskiego teolo­ga Karola Journeta, wybit­nego dwudziestowiecznego tomisty, później mianowa­nego kardynałem, który pisał: „Żydowski błąd jest pomyłką łodygi, która w chwili, gdy zakwitnie, nie poznaje samej siebie, skon­sternowana odrzuca kwiat i zwraca się ku korzeniom. Oto powstaje nowa formacja reli­gijna. Jest nią obecne żydo­stwo. Ma dwa tysiące lat”‘. 1Journet dodaje dalej, że judaizm wraz z islamem to dwaj skłóceni bracia, nawzajem do siebie podobni, którzy „wza­jemnie głoszą Bożą transcen­dencję, wykluczając Trójcę i Wcielenie” i którzy „Bożemu objawieniu o duchowym zbawieniu świata stawiają na drodze doczesne losy wła­snego narodu”2. Czytaj dalej

Filozofia Hoene-Wrońskiego oparta jest na Kabale

Od redakcji [OMP]: Poniżej publikujemy pierwszą część artykułu poświęconego kabalistycznym inspiracjom pseudofilozofii Józefa Hoene-Wrońskiego. Artykuł ten ukazał się przed II wojną światową na łamach wydawanego przez oo. Marianów czasopisma “Pro Christo”.

Przybliżenie naszym Czytelnikom tego zagadnienia wydaje się nader ważne, gdyż w ostatnim czasie w pewnych kręgach pragnących uchodzić za katolickie i konserwatywne podjęto – wedle zasady “w mętnej wodzie zwykł diabeł ryby łowić” – subtelne i dwuznaczne próby gloryfikowania duchowej zgnilizny Hoene-Wrońskiego, a także wybielania postaci i działalności jednego z najzagorzalszych zwolenników jego nauki – Jerzego Brauna.

 

1. Co to jest Kabała żydowska?

Kabała (po hebrajsku znaczy “to, co otrzymano przez tradycję”) jest tajną wiedzą żydowską. Zawiera ona wszystkie ezoteryczne1 i mistyczne ruchy w żydostwie od czasów najdawniejszych 2.

“Kabała obejmuje początkowo tajną naukę w sensie gnozy i antycznego okultyzmu, która nie była wyłącznie ściśle mistyczna, ale w wielkiej części obejmowała także nauki kosmologiczne, angelologiczne i magiczne. Dopiero stosunkowo późno i w zetknięciu z filozofią średniowieczną stała się Kabała, mniej lub więcej systematycznie zbudowaną, “mistyczną teologią” żydostwa. Ten proces przyniósł ze sobą rozdział, w pewnych okresach stosunkowo silny, nigdy jednak zupełny, spekulatywnych i mistycznych części Kabały od okultystycznych w ściślejszym tego słowa znaczeniu i zwłaszcza magicznych, który zaznaczył się około 1250 r. w podziale na Kabałę “teoretyczną” albo “spekulatywną” i “praktyczną” albo “teurgiczną”. W kołach wtajemniczonych (In inneren Zirken) zachowała ona jednak długo, a prawdopodobnie po dziś dzień, w pewnej mierze charakter wiedzy tajemnej (Mysterienweisheit), która łączy w sobie obydwa elementy [tj. spekulatywne i teurgiczne]3 i może być osiągnięta przez wtajemniczenie”4.

Posiada więc Kabała obok części mistycznych, okultystycznych i magicznych także część ściśle spekulatywną.

“Filozofia kabalistyczna próbuje uzgodnić religijną treść swoiście zinterpretowanego Starego Testamentu z nauką o emanacjach, wiarą w wędrówkę dusz i z pitagorejską mistyką liczb… [Stąd] liczby… grały [w Kabale] wielką rolę” 5.

Kabała, w swym głównym zarysie, została spisana ezoterycznie w dwóch księgach: Sefer Jecyrah (‘Księga Stworzenia’) i Zohar (‘Blask’, ‘światło’).

“W ruchu kabalistycznym i w ruchach poprzedzających go skrystalizowały się w znacznej części produktywne siły, które po ukształtowaniu się żydostwa w jego rabinicznej postaci zostały rozbudzone przez nowe religijne impulsy – tak dalece, jak one nie chciały lub nie były w stanie zmienić zewnętrznej formy żydostwa, ustalonej przez Halachę6. W ogólności działały te siły do wewnątrz, w kierunku głębszego przeniknięcia i ujęcia przekazanej nauki i życia żydowskiego, których tendencja już wcześnie się uwidacznia: rozszerzanie opartych na prawie religijnym [żydowskim] stosunków do coraz szerszych rozmiarów, kulminujących ostatecznie w przeobrażeniu Tory na prawo świata, a pobożności żydowskiej w regulator stworzenia i kosmosu 7. Ta tendencja wyjaśnia zarazem wielki wpływ Kabały jako jednej z sił historycznych przez wieki kształtujących żydostwo, jako też niebezpieczeństwa i dwuznaczności, które przyniosła ze sobą jej realizacja w swoim działaniu na żydostwo do wewnątrz i na zewnątrz”  8.

Kabała ma dużą wartość dla żydostwa. Forsuje – z jednej strony – zasadniczą tendencję wszystkich żydowskich dążeń i nauk, tendencję – powiedzmy wyraźnie – opanowania przez żydów świata we wszystkich dziedzinach materialnych i niematerialnych, – tzw. spaczony mesjanizm żydowski. Z drugiej znowuż strony – przedstawia sobą pewne niebezpieczeństwo dla słabszych umysłów, studiujących ją i w nią wtajemniczanych, niebezpieczeństwo całkowitego zagubienia się, otumanienia umysłu i zmarnowania w jałowych nad nią studiach wszystkich swoich sił:

“Trochę Kabały robi dobrze i ozdabia człowieka; za dużo z niej – obciąża; kto się w nią zbyt głęboko wdaje – pozostaje w tyle w innych ważniejszych umiejętnościach” – twierdzi żydowski kabalista, Józef Salomon Delmedigo9.

Wyzyskując tę jej właściwość, żydzi niejednokrotnie używali Kabały jako pewnego rodzaju narzędzia walki z otoczeniem, np. w masońskim “Zakonie Braci Azjatyckich” albo “Rycerzy i Braci Jana Ewangelisty z Azji w Europie” w końcu XVIII w. i w innych stowarzyszeniach tajnych. 10

Współcześni kabaliści, nie-żydzi z pochodzenia, określają i nazywają Kabałę “rdzeniem geniuszu żydowskiego”, “syntezą ich ducha”. Czytaj dalej

Kabalistyczne inspiracje polskich mesjanistów – prof. Feliks Koneczny

 

Izrael ma w ręku wielki atut, mianowicie Biblię, Pismo św. Starego Zakonu. Przy nie dość krytycznym spojrzeniu na rzeczy wydaje się, jak gdyby księgi te stanowiły coś identycznego z żydostwem wszystkich czasów, a z tego snuje się wnioski sięgające daleko. Cała niemal inteligencja żydowska mniema, że u Żydów nie byłoby w historii miejsca na naszą cywilizację. O genezie jej sądzi się powszechnie tak, jak to wyraził jeden z najpopularniejszych uczonych francuskich, mówiąc o misji dziejowej Francji: jako jest nią “opieka nad cywilizacją, powstałą z trzech przyczynków, intelektualnego Grecji, politycznego Rzymu i religijnego Judei”, a w innym miejscu powtarza to jeszcze dobitniej, podnosząc “cywilizację, ducha, moralność, sztukę i naukę, przekazane przez Grecję, Judeę i Rzym . To samo sądzi Ferrero w całym toku historii powszechnej.

Jeżeli taka jest cześć dla Judei w wieku XX, o ileż bardziej zakorzenioną być musiała w wiekach dawniejszych. Nie można się tedy dziwić, że tak często, gdy dyletantom teologizującym nasuwały się religijne wątpliwości, zwracano się do Starego Testamentu, jako do źródła myśli religijnej. Tak np. świętowała w sobotę sekta pasagierów, których po łacinie zwano wprost circumcisi, rozpowszechniona w południowej Francji i (bardziej) we Włoszech . Albigensi sympatyzowali z Żydami. Protektor ich, Rajmund z Tuluzy, nadawał Żydom urzędy . Katarowie południowej Francji odrzucali jednak Stary Testament . Ten punkt zdaje się świadczyć przeciw łączeniu genetycznemu Katarów z Albigensami. Arianów zwano “iudaisantes” . Dzieła naukowe o arianizmie polskim zawierają niemało materiału na usprawiedliwienie tego przydomka.

Wieki, które nie uznawały nauki bez podkładu teologicznego, kierowały umysły ku studiom hebrajskim właśnie ze względów teologicznych. Potem dopiero powstały studia wyłącznie filologiczne, historyczne itp. Wszedłszy w hebrajszczyznę, nie ograniczano się już do Starego Testamentu, sięgano do Talmudu, nawet do Kabały. Kabalistą był Pico della Mirandola, od niego zaś przejął te studia Reuchlin (1455-1522). Ulubione studia Żydów, zwłaszcza kabalistów, magia i astrologia, rozpowszechniały się wraz z emigracjami Żydów. W ogniskach humanizmu spotykamy, również astrologię i magię. W tym powód, dlaczego przy zawiązkach humanizmu spotyka się tak często Żydów; całkiem niesłusznie atoli dopatrywano się jakiegoś wewnętrznego, istotnego związku między jednym i drugim. Równoczesność nie stanowi jeszcze przyczynowości.

Zachodzi natomiast związek głębszy pomiędzy żydostwem a tzw. Reformacją. Nie byłoby protestantyzmu, gdyby nie traktowanie pism Starego Testament na równi z Nowym, z czego wytworzyła się szybko przewaga Starego. Stwierdzić zaś należy fakt szczególny, że pomostem stawała się Kabała. Chrześcijanie studiujący kabałę dali mianowicie wmówić w siebie, jako Kabała zgodna jest z dogmatami Kościoła. Z Reuchlinem właśnie i innymi zaszło to sam co potem głosili u nas Frankiści w materii Trójcy św. (o czym w Rozdziale XXX).

Kwitnęła na nowo Kabała z końcem XV wieku, a rozprawy kabalistyczne bywały nawet tłumaczone na łacinę, stanowiąc rewelację dla uczonych chrześcijańskich. Niejeden spodziewał się ogólnego nawrócenia Żydów w konsekwencji studiów kabalistycznych, a Reuchlin słynne nazwisko swe rzucił na szalę żydowską, bo uważał, że trzeba ułatwiać im nawrócenie, które już już się zbliża! W tym sensie podjął kampanię o Talmud i Kabałę, narażał się sam na prześladowania, lecz walcząc wytrwale, został ostatecznie w Rzymie uniewinniony ze stawianych mu zarzutów judaizowania. Działał w dobrej wierze, spodziewając się wiele dobra dla Kościoła. Tylko w ten sposób da się zrozumieć Reuchlina.

Sympatie wielkiego bądź co bądź uczonego znaczyły niemało w początkach ruchu luterańskiego, a że reformacji towarzyszyły sympatie Żydów, to rzecz prosta, bo sympatyzują zawsze ze wszystkim, co zwraca się przeciw Kościołowi Nie wymyślił też Luter i inni “nowinkarze” nic nowego, gdy szukał oświecenia w Starym Testamencie, boć tej metody trzymano się niemal zawsze we wszystkich niemal ruchach sekciarskich (i czyż nie jest tak samo do dnia dzisiejszego?). Można o Lutrze śmiało powiedzieć, że pobłądził w tym, iż zbyt głęboko zarył się w Stary Zakon. Inni reformatorzy prześcignęli go atoli w tym jeszcze bardziej. Toteż nad całą reformacją unosi się duch żydowski.

Jak wiadomo z rozdziału I protestantyzm przyjął Stary Testament na oślep, co do litery, jako obowiązujący chrześcijan dyktat Ducha św. w każdym wierszu, w każdym wyrazie. Słusznie też wyraził się Zieliński Tadeusz: “Za nowych czasów teolodzy protestanckiego obozu znajdowali się często pod presją rejudaizacji Lutra” .

Czyż nie ze Starego Zakonu wziął Luter ten pogląd, jako uczynki “zatwardziałego serca będą wybaczone, byle Jehowie oddawana była należna cześć”; że tedy uczynki w sprawie zbawienia nic nie mają do rzeczy, byle wiara była silna Czyż nie ze Starego Zakonu nauki i starozakonny pogląd ujął w swym brutalnym haśle: “Sündige fest, glaube noch fester”!

Czy Luter lekkie odnoszenie się do instytucji małżeństwa katolickiego nie przejął ze starozakonnej poligamii? Czyż nie stamtąd czerpał motywy, usprawiedliwiając bigamię landrafa haskiego i króla angielskiego? I czyż nie stamtąd lekkie traktowanie nałożnictwa. Słynne jest dictum: “Wenn die Frau nicht mag, muss die Magd herhalten”, ufundowane jest na jakżeż licznych wersetach Starego Testamentu? W jednej kwestii szedł jednak torem przeciwnym. Podczas gdy u starożytnych już Żydów zakazano małżeństw mieszanych, Luter propagował je:

“Darum wisse, dass die Ehe ein äusserlich leiblich Ding ist, wie andere weltliche Hanthierung. Wie ich nun mag mit einem Heiden, Juden, Türken, Ketzer essen, trinken, schlafen, gehen, reiten, kaufen, reden und handeln, also mag ich auch mit dem ehelich werden und bleiben”. Swoją drogą “nawet epoka Lutra nie dała pochopu do gromadnego zawierania mieszanych związków” pomiędzy chrześcijanami a Żydami , ale nie protestantyzm im przeszkadzał, lecz Żydzi, którzy w tej materii jeszcze z początkiem XIX wieku sprzeciwili się ostro samemu Napoleonowi.

Protestantyzm coraz bardziej naginał się ku żydostwu. Kalwińska predestynacja robiła ze swych wyznawców nowy ekskluzywny lud wybrany, a istnieją też inne punkty styczne. W roku 1608 wyszło w Niemczech dzieło polemiczne “Der Judenspiegel” zarzucając tę zbieżność .

W nabożeństwie protestanckim dochował się ciekawy szczegół: Pastorowie wygłaszają po kazaniu ten sam tekst , który cohenim odśpiewują w bóżnicy w dnie świąteczne, jako błogosławieństwo gminy . Oczywiście nie przyjęli tego Żydzi z protestantyzmu!

ślady ściślejszego związku rewolucji religijnej niemieckiej z judaizmem pozostały do naszych czasów, przynajmniej do dnia wczorajszego. W gimnazjach niemieckich państw protestanckich do niedawna obowiązujące były początki języka hebrajskiego (egzaminowano z tego przy maturze). A w psychologii pastorów i najpoważniejszych owieczek ileż pierwiastka starozakonnego! Konsul Buddenbrook w Lubece zapisuje (u Tomasza Manna) w księdze rodzinnej, gdy mu żona powiła córeczkę: “Ach, gdzież jest Bóg, równy Tobie Jedynemu, który wspomagasz nas we wszystkich troskach, niebezpieczeństwach i dajesz nam pojmować swą świętą wolę, abyśmy się lękali Twojej woli i spełniali przykazanie Twoje!” Jakżeż to żydowskie, to: “Ach gdzież Bóg równy Tobie Jedynemu” – przeżytek ech Starego Zakonu i contradictio in adiecto, przyczepiona do chrześcijaństwa niezręcznie, boć przecież protestantyzm nie upadł do monolatryczności (to bywało dopiero podczas wielkiej powszechnej wojny), a pobożne westchnienie lubeckiego patrycjusza miałoby sens tylko przy wyborze Boga spośród innych bogów. Czyż katolik mógłby wołać do Boga: “Gdzież jest Bóg równy Tobie”?! Przeżytek, nad którym oczywiście nikt nie filozofuje, bo to formułka zwyczajowa, ale geneza formułki przy drogowskazie żydowskim. To samo tyczy się wyrażenia “abyśmy się lękali Twojej woli …” .

Dotychczas też przyjęte jest w niektórych wyznaniach niekatolickich nadawać dzieciom imiona żydowskie. Obecnie najczęściej zdarza się to w Anglii; był czas, że lubowano się w tym w Polsce.

Nasi Arianie bywali w znacznej części “iudaisantes”. Ich “najwybitniejszym reprezentantem był Szymon Budny, uważający Chrystusa tylko za zwykłego człowieka i przestrzegający przepisów Starego Testamentu”. Tenże Budny należał atoli w kwestiach społecznych do obozu konserwatywnego .

Łączne szczegóły badań historycznych wskazują, jako z ducha żydowskiego a przynajmniej judaizującego, wypłynął anabaptyzm i chiliastyzm, ów mesjanizm tysiąclecia rzekomo Chrystusowego. Tomasz Münzer odczytywał z ambony same tylko ustępy ze Starego Testamentu na poparcie swych działań. W Monastyrze urządzono radę dwunastu starszych na podobieństwo “starszych dwunastu pokoleń Izraela”, a Jan z Leyden tytułował się “królem w Izraelu”. W imię starozakonnej poligamii wydano nakaz, żeby niezamężne niewiasty poszły na “drugie żony”. Szczególniejszą zaś predylekcją wszelkich rewolucji komunistyczno-religijnych cieszyła się księga Daniela, gdzie szukano natchnienia arcyradykalnego.

Kiedy nastąpił rozłam anabaptystów, część chiliastyczna utworzyła sektę menonitów (ok. 1570 r. od Mennona Simonsa), której cechą w przeciwieństwie do dawniejszych dziejów sekty spokój, zrezygnowane wyczekiwanie (rozpadli się zresztą na cały dziesiątek drobniejszych sekt) – część zaś radykalniejsza przeniosła się do Anglii i tam opowiedziała się przy Cromwellu.

W Anglii rejudaizacja umysłów najwyższej inteligencji wytwarzała się od początków reformacji. Niemały był wpływ cywilizacji żydowskiej na sprawy Henryka VIII; purytanizm stanowił pod niejednym względem jakby osobną kulturę żydowską, angielski odłam żydowskiej cywilizacji; imigracja radykalnego skrzydła anabaptystów dokonała reszty. Jednym z aktorów rewolucji Cromwella był Manasse ben Izrael (1604-1657) z Amsterdamu, potomek sefardim portugalskich, autor memoriału, który wywarł znaczny wpływ na przyszłego “protektora” . Następnie z inicjatywy Cromwella Tomasz Collier napisał apologię Żydów, a raczej pochwałę, przechodzącą w uwielbienie. Oni mają stać się “głową narodów” i niebawem nastaną czasy, iż “każdy będzie się czuł szczęśliwym, jeżeli będzie mógł dotknąć szaty Żyda. Od nich nadchodzi nasze zbawienie”.

Purytanie w ogóle otaczali Żydów “fanatycznym szacunkiem, a Cromwell marzył wprost o religijnym połączeniu z Żydami (ciąg dalszy marzeń Reuchlina!). Badacze tej sprawy wyliczają cały szereg podobieństw pomiędzy purytanizmem a żydostwem (także “zracjonalizowanie” stosunków płciowych .

“Znany jest wprost fanatyczny szacunek, którym purytanie w wieku XVII w Anglii otaczali Żydów. Religijne poglądy wybitnych ludzi w rodzaju Olivera Cromwella opierały się w zupełności na Starym Testamencie. Cromwell marzył o pojednaniu Starego i Nowego Testamentu, o wewnętrznym szczerym połączeniu żydowskiego ludu bożego i angielskiej purytańskiej gminy bożej. Purytański kaznodzieja, Natanael Holmes (Homesius) niczego nie pragnął tak gorąco, jak stać się sługą Izraela według pism niektórych proroków i służyć mu na kolanach. Życie publiczne i kazania posiadały wprost żydowskie zabarwienie. Gdy mówcy parlamentarni mówili po aramejsku, można by przypuścić, że się jest w Palestynie. Lewellerowie nazywali się wprost “Żydami” i żądali, by prawa państwowe uznały przepisy Tory za obowiązujące dla Anglii. Oficerowie Cromwella proponują mu utworzenie rady państwowej, złożonej z 70 członków podług liczby synhedrystów żydowskich; w parlamencie z roku 1653 zasiada generał Thomas Harrison, anabaptysta, który chciał wraz ze swą partią wprowadzić prawo Mojżeszowe do Anglii; w 1649 roku przedkładają oni parlamentowi wniosek przeniesienia niedzieli na sobotę; “Lew Izraela”, wypisano na sztandarze zwycięskich purytanów .

Już Heine powiedział, że “purytanizm jest judaizmem z wieprzowiną” .

W najnowszych czasach Max Weber zgromadził poszlaki, jako purytanizm przejął się żydowskimi zapatrywaniami na kapitalizm, a Sombart wywodzi, jako “dokładne zbadanie dowodzeń Webera wykazało, że wszystkie składniki dogmatów purytańskich, które posiadały podług mnie znaczenie zasadnicze dla ukształtowania ducha kapitalizmu, są zapożyczone ze świata ideałów religijnych żydowskich” .

To wszystko skłoniło Sombarta, iż sformułował pytanie: “Czy to wszystko, co nazywamy purytanizmem, nie jest właściwie w swych rysach zasadniczych judaizmem?” .

Nie ulega wątpliwości, że wytworzyła się osobna kultura angielsko-żydowska. Historia jej (aż do dni dzisiejszych) wymaga osobnej książki. Problem ten pozostaje w związku z Kościołem “niskim” i walką o samorządy. Niejedna zagadka z polityki angielskiej (zwłaszcza w czasach najnowszych) wyjaśnia się wpływami uwielbianego Izraela.

W tymże wieku XVII uczeni prawnicy sprzeczali się o zakres władzy królewskiej z pentateuchem w ręku .

A potem filozofia Saint-Simona, nosi znów w szerokim zakresie “piętno ducha żydowskiego .

Dziś zdumieni jesteśmy, dowiadując się, jako w Anglii XVII wieku można było domagać się wprowadzenia prawa żydowskiego dla Anglików; a jednak nasi antytrynitarze także bliscy byli tym ideałom. Co więcej, Szwecja, która nigdy nie posiadała liczniejszego zaludnienia żydowskiego, otarła się również o prawo żydowskie.

Od najlepszego biblisty protestanckich Niemiec z połowy XVII w. Michaelisa, dowiadujemy się, jako prawo Mojżeszowe cywilne aż do niedawna (“bis auf ganz neue Zeiten”) przed rokiem 1769 stanowiło w Szwecji ius subsidiarum, z czego ślad pozostał jeszcze w przysiędze sędziowskiej aż do “dnia dzisiejszego” (pisano w roku 1769). Obecnie (1769) sądy nie powołują się już wprawdzie w Szwecji na prawo mojżeszowe, ale czy nie ma śladów poprzedniego stanu rzeczy w szwedzkim prawie krajowym?” – zapytuje Michaelis profesora z Upsali, Rabeniusa, któremu Stany szwedzkie poleciły układ nowego zbioru praw.

Informuje zarazem Michaelis Rabeniusa, jako wielu uczonych niemieckich twierdzi, że “bei uns”, tj. w Niemczech protestanckich, prawo mojżeszowe posiada taką właśnie moc obowiązującą .

Co za ciekawy temat dla historyków prawa, poniekąd i dla filozofii prawa! Mnie tu wystarcza samo stwierdzenie tych okoliczności, jako dowód, że powtarzało się ciągle uwielbienie Izraela. Jakżeż miało nie trwać, skoro wierzono, jako każda litera Tory stanowi przykazanie boskie! Uczeni chrześcijańscy na wyścigi sadzili się na to, żeby wykazać, że w prawodawstwie pięcioksięgu nie ma najmniejszej usterki; uczeni zaś protestanccy długo pędzili w pierwszym szeregu wyścigów.

Typowym bałwochwalcą prawa żydowskiego jest Michaelis, przy czym okazuje zacięcie karaimskie, bo nie uznaje interpretacji Talmudu, rad gdy może coś zganić na Talmud. Tak np. przeczy jakoby w Palestynie przepadały były w siódmym roku, sabatowym, wszelkie długi. To tylko Talmud, mianowicie Miszna w traktacie Szebit, imputuje coś tak absurdalnego, ale “talmudyści są złymi komentatorami prawa mojżeszowego”; a naprawdę zakazywano tylko egzekwowania długów w siódmym roku. Nie ma też nic złego w tym, że w takim roku nie wolno się było upominać o długi u Żyda, lecz wolno u obcego. Nie było bowiem żniwa u Żydów (przynajmniej w myśl prawa), więc Żyd nie ma z czego płacić, ale obcych wolno upominać, boć oni nie posiadają roli w Palestynie .

Ileż argumentacji u Michaelisa, żeby tylko zwolnić pięcioksiąg od zarzutu, że Żydom nie wolno było walczyć w soboty – i że ulegli skutkiem tego zakazu tak absurdalnego na wojnie. Wprawdzie sami Żydzi to twierdzą i lubią się na to powoływać, żeby nie służyć wojskowo – ale to szacherka, która nie ma nic do rzeczy. Zawsze walczono w soboty obronnie, a tylko nie zaczepnie, i to nieprzyjaciele wyzyskiwali! Ale nie brak świadectw, że staczali boje w sabat. Rejestruje je Michaelis starannie. Zresztą, jego zdaniem wątpliwości powstały dopiero w 1.300 lat po Mojżeszu, podczas prześladowania syryjskiego, kiedy na pustyni wymordowano w sabat grono Żydów bezbronnych .

Żartownisie znajdowali zawsze wdzięczny temat z powodu zdejmowania i wręczania bucika przy przenoszeniu własności. Michaelis wywodzi, jako już za Dawida czasów przytoczone to jest w księdze Ruth, jako … przeżytek. Zaręcza, że nigdzie nie znalazł tego zwyczaju . Wierzymy tedy, jako w połowie VIII wieku utrzymał się ten symbol w Niemczech już tylko przy “chalicy” (wiam), ustępując poza tym miejsca wymienianemu u Mendelsohna “Mantelgriff” (zob. w następnym rozdziale), ale żeby miał być przeżytkiem za Dawida! Skądżeż tedy zawitał do Polski?

Wszystko wytłumaczy, wszystko usprawiedliwi! Np. w sprawie o kradzież naczyń srebrnych i złotych, wyłudzonych od Egipcjanek na odchodnem. Było to tak: Naczynia były wypożyczone do uczty, aż tu nagle od uczty kazano im wstawać i tej chwili udać się w drogę; wzięli więc naczynia z sobą, żeby to nie poginęło, a że w kilka dni potem nastał stan wojenny pomiędzy Izraelem a Egiptem, więc majątek egipski, wiadomo, prawem wojennym itd. .

Wszystko wytłumaczy! Trzeba bowiem wiedzieć, jako Mojżesz pozwalał na niejedno, czego nie pochwalał, a to “um der Herzenshärtigkeit willen”, dla zatwardziałości serca Izraela, na co też księgi Starego Testamentu istotnie nieraz się powołują, jako na okoliczność … łagodzącą, i to wielce łagodząca. Dlatego – między innymi – dozwolona była poligamia. Nałożnice zaś dozwolone są z powodu … gorącego klimatu. A jakżeż wyrzeka, że chrześcijańskie prawodawstwa nie naśladują prawa mojżeszowego w kontrolowaniu panieństwa! Jakoż popada nieraz aż w dziwactwa, byle wykazać, że prawo żydowskie miało zawsze słuszność i było doskonałością jako prawo … boskie.

Uwielbienie Izraela za jego prawo, zachwyt wprost serdeczny, podziw i żal, że się samemu takich praw niezrównanych nie posiada, przemawiają też z broszury zawierającej odczyt profesora wileńskiego, ks. Gdańskiego, wygłoszony “na publicznej sesji imperatorskiego uniwersytetu 15 września 1804 roku”, ale drukiem ogłoszony aż dopiero w roku 1815, a spisany językiem poważnym a pięknym.

Pierwsza do uwielbienia Izraela podnieta, jak zwykle, w podziwie jego trwałości, niezniszczalności: “Lud, którego dzieje ciągle i nieprzerwanie do najstarożytniejszych ponad wszystkie zgołą starożytności, bo do najpierwszych początków rodzaju ludzkiego należą. Wielki to zaiste jest obraz i wielce zastanawiający” … “nie ginie dotąd i żyje” .

(A czyż mało i teraz takich, którym się zdaje, jako Adam z Ewą takimi samymi byli Żydami, jak potem Jakub i Rachela?) Następuje istny wylew uczuć z powodu doskonałości prawodastwa. Toć z góry wiadomo, że tam wszystko samą doskonałością, skoro genezy jest boskiej! Ksiądz Gdański posiada jednak obok argumentacji powszechnej także własną: Mojżesz “z jednego źródła czerpał ustawy religijne i społeczne. Co późniejsze legalizacje nazbyt od siebie oddzielały i oddzielają. Przez co najtęższa sprężyna rządom odjęta” . Ma słuszność, że ustawodawstwo nazbyt oddaliło się od religii, ale gdyby prawo kanoniczne zastosować na nowo, czyż zbliżylibyśmy się do prawa mojżeszowego? I czy prawo kościelne wiodło kiedykolwiek do uwielbienia Żydów? Oto niekonsekwencja, której wileński ksiądz profesor nie dostrzegał; znać bowiem na całym jego referacie, że dobrze był obznajomiony z ówczesną biblistyką, lecz nie znał dziejów prawa kanonicznego i zapatrywań Kościoła na kwestię żydowską.

Wysławiając po kolei wszystkie działy prawa mojżeszowego, podoba sobie nasz autor w palestyńskim prawie agrarnym, tudzież w polityce handlowej, żeby popierać handel wewnętrzny, lecz zewnętrznego nie i nie ściągać pieniędzy z obcych krajów; a bez rzemiosł też się widocznie można obejść, skoro rzemieślnicy palestyńscy pospolicie bywali cudzoziemcami. A priori uznaje, że wszystko, co tylko znajdzie się w starym prawie żydowskim, będzie przykładem dla wszystkich innych. Często oprze się jednostronnie na tekstach sobie dogodnych, opuszczając inne. W taki sposób umotywuje, że prawo wojenne starożydowskie było szlachetne, wyniesie wysoko całe prawo cywilne i karne . Przykazanie o miłości bliźniego nie tylko weźmie ściśle w rozumieniu chrześcijańskim, ale doda uwagę, jak to nawet pożądać nie wolno, choćby o grzesznym czynie nie było zgoła mowy .

Również doskonałością jest stosunek między społeczeństwem a rządem, albowiem nie ma tam “samowoli w rządzie, bo wszędzie są rady ze znaczniejszych mężów” … i “nigdy żaden rząd nad izraelski większej ufności nie zyskał, bo się nadeń żaden bardziej do naturalnego tj. do rodzicielskiego rządu nie zbliżył”. “Wskazuje też na brak fiskalizmu, jako na pierwszorzędną zaletę rządu według prawa mojżeszowego .

Jak widzimy, chodzi tu o roztrząsanie zakresu władzy państwowej z pentateuchem w ręku, kiedy metoda ta przebrzmiała już dawno na Zachodzie. W wieku XVII nie braliśmy jednak udziału w tych dysputach i polemikach! Co za spóźnienie znamienne!

Wielbiciele Izraela opuściwszy teren państwowości, dopatrywali się tymczasem innych rzeczy, budzących w nich zachwyt. Pochwałę zyskał sobie nawet ubój rytualny, kwestia tref i koszer. Albowiem Mojżesz odkrył był trychniny i tuberkulozę, a nauka medycyny jest już na dobrym torze, żeby stwierdzić, że mięso z pewnych części ciała zwierzęcego wywołuje u ludzi choroby skórne, inne zaś choroby udzielają się przez krew, której Żydowi spożywać nie wolno, itd. Nawet obrzezkę wychwalano tak gorąco, iż aż dziwno, że nie wystąpiono z projektem zaprowadzenia tego zabiegu w państwach europejskich! Co wszystko znajdziemy zebrane i u wielkiego chwalcy Izraela, który w przedmowie do swego dzieła zastrzegł się, jako pisze je “Francuz i chrześcijanin” .

Tenże autor francuski nadaje się doskonale na trzeciego do towarzystwa Michaelisa i naszego ks. Gdańskiego. Wszystko tłumaczy, wyjaśni, wykomentuje na dobre. Mieliśmy już jego próbki, ale punktem zapewne kulminacyjnym jest ustęp następujący:

“Judaizm jest religią zapewne najmniej wyłączną ze wszystkich. Nie zmienia tego stanu rzeczy duch ekskluzywności narodowej, którym zdają się tchnąć niektóre stronice Biblii. Należy tu rozróżniać prawa polityczne od religijnych, co jest sprawą państwa żydowskiego, a co religii żydowskiej”. W przypisku dodano jeszcze: “;,Takie rozróżnianie pomiędzy zarządzeniami politycznymi, z natury swojej czasowymi i zmiennymi, a prawami religijnymi, nadanymi Izraelowi na wszystkie kraje i na wszystkie czasy, stwierdzone jest solennie przez wielki sanhedryn, złożony pod Napoleonem” . O tym “sanhedrynie” była już mowa; jesteśmy pełni podziwu dla naiwności autora, który w ogóle wierzył wszystkiemu, co usłyszał od Żydów, sam zaś nie poczynił żadnych a żadnych studiów judeologicznych. Ale sława jego imienia (zasłużona skądinąd) działała …

Grubą księgę można by spisać o uwielbieniu Izraela, a bez zbytniego trudu, bo źródła są znane i stoją otworem. Jak w niejednym miejscu tej książki podobnież i tu otwiera się wdzięczne pole do studiów monograficznych. Ja muszę poprzestać jakby na rejestrowaniu problemów i objawów, wkazując drogi przyszłym pracom młodszych badaczy. Rozdział niniejszy jest tylko spisaniem wiadomych dotychczas rodzajów uwielbiania Izraela.

Przyczynia się wielce do wynoszenia Izraela ta okoliczność, że się nie odróżnia (i po większej części odróżniać się nie chce) monoteizmu od monolatrii, łącząc z monoteizmem wiele objawów, które bynajmniej do niego nie należą. Nieświadomie wprowadza się przez to w umysły nasze niejeden pierwiastek cywilizacji żydowskiej.

Szczytem uwielbienia jest oczywiście samo przyjęcie religii żydowskiej. Co było za czasów państwa palestyńskiego, to stanowi kwestię oddzielną, nie wiążącą się zgoła z zagadnieniem cywilizacji żydowskiej. W tym polu obserwacyjnym rzecz zaczyna się dopiero od czasów hellenistycznych. O naturze prozelityzmu w owym okresie była już mowa; było to największe “nieporozumienie”. Rzymianie w nie nie popadli: nigdy też może nigdzie nie gardzono Żydami bardziej, jak u Rzymian. W całej arabskiej cywilizacji nie słychać nigdzie o przyjęciu judaizmu, ani nawet na pirenejskim półwyspie nie. Łacińska cywilizacja najmniej do tego jest sposobna, ale – jakżeż znamienne – zjawia się prozelityzm żydowski na jej obszarach, skoro tylko cywilizacja ta sama u siebie poczęła kuleć; skoro tylko akcja przeciw Kościołowi stała się systematyczną i nabrała sił, zjawia się żydowski prozelityzm.

Jakżeżby przed pojawieniem się nowowierstwa (stary polski termin, używany w wiekach XVI i XVII), można było wyobrazić sobie w Krakowie taką Katarzynę Melcherową, idącą na stos za wiarę żydowską? A kronika Marcina Bielskiego opowiada, jako takich było więcej, nie w Koronie, lecz w granicach Wielkiego Księstwa; chociaż donosi zarazem o takich okolicznościach, które budzą podejrzenie, że leżało w interesie pewnych urzędów i urzędników, żeby prozelitów wykazywać i mieć dochód ze ścigania ich. Potem nie słychać już o tego rodzaju zmianach wiary, aż dopiero w wieku XVIII i to na Litwie (lecz tym razem wśród rodów najwielmożniejszych). I znów cisza, aż dopiero w Polsce na nowo niepodległej częstsze zdarzają się wypadki. A nie jesteśmy pod tym względem sami: Rabin francuski, M. Lir, obwieścił w lipcu 1939 r., jako we Francji zdarzają się obecnie także takie żydowskie powołania .

Od uwielbiania Izraela odróżniać należy judofilstwo, samo sprzyjanie Izraelowi, z pobudek rozmaitych, często jak najszlachetniejszych. Szlachetni doktrynerzy skłonni bywają do judofilstwa. Czasy sejmu czteroletniego wytworzyły najstarszą ich drużynę u nas, a tradycję ich kontynuował i umacniał nawet nie byle kto, gdyż Tadeusz Czacki. Właściwie stanął on już na granicy przyjaźni względem Izraela a uwielbieniem dla niego. Byłoby to zajmującym przedsięwzięciem naukowym, gdyby stanowisko Czackiego względem Żydów opracować szczegółowo dzisiejszą metodą historyczną i w stosunku do dzisiejszego stanu wiedzy. Najwydatniejszą będzie oczywiście jego “Rozprawa o Żydach” (1807). Wierzy on w asymilację, pali się do niej, a wyobraźni nie krępuje, gdy mu się wydaje, że natrafił na poczucie “wspólnej Żydom i Polakom ojczyzny”. Jakżeż charakterystyczne, co pisze o panowaniu Kazimierza Wielkiego:

“Kupiec chrześcijańska nie sarkał na Izraelitów, a kiedy handel kwitnął pod cieniem wolności, chrześcijanin w kościele a Żyd w szkole błogosławił niebu za jedną Ojczyznę i za równą sprawiedliwość”. Trafnie dodał do tego Kazimierz Bartoszewicz: “Istna sielanka – jakże daleka od rzeczywistości” .

Nie byle kto, Tadeusz Czacki! Ależ należy tu imię jeszcze bez porównania większe. Ażeby w skrócie ustawić niejako graniczniki, przejdźmy od Czackiego do Mickiewicza.

Tłumaczy się to … Kabałą. Trzeba się przyjrzeć niektórym stronom jej dziejów w okresie nowożytnym, po Reuchlinie.

Jeszcze za czasów Reuchlina wyszła drukiem książka Bergera pt. “Cabbalismus judaico – Christianus” (Antwerpia, 1530), a w następnym pokoleniu pojawia ale już “Apologia pro defensione Cabalae” (Bosson 1564). Wyrasta nowa gałąź kabały, pragnąca uchodzić za wyższy (ezoteryczny) szczebel chrześcijaństwa, zmierzająca jakoby do syntezy żydostwa z chrześcijaństwem. Niektórzy mogli jeszcze w to wierzyć, ale rezultat był ten sam u kabalistów dobrej woli, czy złej: podważanie chrześcijaństwa od wewnątrz.

Kierunek ten przechodził przez rozmaite fazy, a zawsze oparte na judaizmie.

Z kabały rozchodziły się zabobony o duchach, demonach, “geniuszach” i zaklinaniu ich; całe “czarnoksięstwo” w Europie chrześcijańskiej pochodzi z kabalistyki. W szeregi kabalistów wszedł największy uczony francuski okresu humanizmu, Bodin, który znaczną część życia poświęcił na napisanie swej “Demonologii”.

W XIX wieku przyłączyły się wpływy tzw. teozofii hinduskiej. Pasowano kabałę na jakąś prastarą “wiedzę tajemną”, której kolebka w świątyniach starożytnego Egiptu, okres dojrzewania w Indiach, a owoce w dziełach europejskich kabalistów, hermetystów, ezoteryków, okultystów, mistrzów “wiedzy tajemnej”. Im bliżej naszych czasów, tym więcej kabalistów, którzy mienią się być dobroczyńcami chrześcijaństwa.

Eliphas Leyi wystąpił w roku 1891 z twierdzeniem, że “znajomość kabały wyklucza powątpiewanie o religii, gdyż tylko kabała zawiera pojednanie rozumu z wiarą” . Jaką miał na myśli religię? Żadnej pozytywnej! Równocześnie Encausse i cała jego szkoła wciągali coraz częściej chrześcijaństwo w swą doktrynę. Wreszcie sam Encausse (Papus) zamieścił wśród rad dla początkującego okultysty następującą (czwartą):

“Pamiętać, że wszelka potęga niewidzialna pochodzi od Chrystusa, Boga wcielonego, który dotarł do nas poprzez wszystkie plany i unikać wszelkich stosunków z istotami astralnymi lub duchowymi, które by tej zasady nie wyznawały” .

Ma z tego wynikać, że kabała nie uwłacza chrześcijaństwu.

W innym miejscu czytamy u tegoż Encausse’a: Kabała “podaje syntezę materializmu, panteizmu i teizmu w jednej jednostce i analizuje ich części, chociaż nie mogąc określić ich całości inaczej, jak mistyczną formułą Wrońskiego” .

Wroński wliczony jest pomiędzy największych kabalistów: “Wroński, Fabre d’O1ivet i Eliphas Levi zawdzięczają kabale to, co jest najgłębszego w ich nauce poznania i sami chętnie to przyznają”. Powołuje się na “Messianisme on reforme absolute du Savoir humain” .

Stwierdzając, że “podstawą niewzruszoną nauczania ezoterycznego jest doktryna trzech pierwiastków”, dodaje Encausse następującą uwagę:

,Prawo tych wszystkich podziałów sformułowane zostało pod względem matematycznym przez Hoene-Wrońskiego w roku 1800 pod nazwą prawa tworzenia (przetłumaczono tak słusznie “loi de création”; następnie tłumacze tłumaczą to absurdalnie, jako prawo stworzenia”). Wskazawszy, jako “podstawą teozofii” jest poznanie “siedmiu składników, wynikających z pierwszej analizy”, pisze dalej:

“Lecz Wroński idzie dalej i wyprowadza trzy nowe składniki, pochodzące z działania pierwiastków pozytywnych na negatywne i odwrotnie, co podnosi do dziesięciu liczbę składników analizy dziesięć sefirotów kabały). Syntetyzując je w jedności, otrzymujemy kompletną serię Wrońskiego, który osiągnął najwyższą syntezę, jaką zna wiek XIX” .

Najwyższą syntezę w czym? W kabalistyce! Tym się wyjaśnia, dlaczego narzuca się Polsce Wrońskiego na wielkiego “filozofa narodowego”.

Z kabały i okultyzmu wywodzi się reforma nauk, między innymi “reforma historiozofii, stworzenie polityki syntetycznej” . Robi to Wroński, posyłał w tych materiach memoriały do papieża, do Napoleona III i do Mikołaja I. Twierdził, że tych dwóch monarchów wybrała Opatrzność do wcielenia jego “idei mesjanistycznej”.

Równocześnie wieścił Mickiewicz swój “mesjanizm polski”. Byli współcześni, chociaż Wroński starszym był o całe 20 lat (1778-1853 i 1798-1855). Nie znali się osobiście (Wroński mieszkał w Marsylii), a nawet jest wątpliwym, czy Mickiewicz wiedział o istnieniu Wrońskiego. Natomiast Wroński znał Mickiewicza, a nienawidził go – można powiedzieć – ze wszystkich sił swoich. Lżył go w sposób prostacki o to, że śmiał używać wyrazu mesjanizm; bo on go użył wcześniej i w innym znaczeniu – o czym Mickiewicz zgoła nie wiedział.

Nie wiedział również o tym, że go z Wrońskim łączy … kabała. Mickiewicz zajmował się mistyką i padł ofiarą pomieszania kabalistyki z mistycyzmem. W kabale nie ma nic mistycyzmu. Jest to jedna z najdotkliwszych pomyłek intelektu! Z tej przyczyny Böhme i St.Martin należą również do kabalistyki a Towiański jest stanowczo kabalistą.

Cześć i sympatie wielkiego poety dla Izraela – o ile przedmiot ten jest dziś jasny – nie szły drogą od Starego Testamentu, lecz od kabały. Mickiewicz należy do tych licznych, uważających kabałę za gałąź mistyki. Kabalistyczny mistycyzm był za jego czasów pospolitym zjawiskiem w Europie, a kabała i wszystko co z niej się wywodzi, wiedzie do uwielbienia Izraela. Wielbił go więc St. Martin, wielbił Towiański, Do prawdy, wolno zadać pytanie, czy towianizm był sektą chrześcijańską, czy żydowską? Zważywszy “chmury duchów” (angelologia żydowska), igry “mistyczne” z liczbami, nadzwyczajne (jak na chrześcijaństwo) pojmowanie kwestii kobiecej, tudzież niemało oznak drobniejszych. Czy Towiański nie podległ potem naciskowi katolickiego otoczenia emigracji w Paryżu? A czy Mickiewicz nie marzył, że przez towianizm łatwiej będzie o nawrócenie Izraela? Pośród materiałów, wydobytych w ostatnim dwudziestoleciu, a opracowanych nieraz znakomicie, znaczą się tu i ówdzie ścieżki, naprowadzające na podobne myśli . Miejmy otuchę, że pióro kompetentne da nam monografię o stosunkach Mickiewicza z kabalistami i Żydami w ogóle, o jego pojęciach co do żydostwa itd., a wszystko na tle ówczesnej literatury bezpośredniej i pośredniej tych przedmiotów. To pewna, że wiersz o dziecinie kłutej przez Żydów szpilkami (odnoszący się do mordu rytualnego; nie inaczej!) świadczy, że bywał wielbicielem Izraela tylko w pewnej koncepcji. Bądź co bądź faktem jest, że miał kazanie w bóżnicy i potem ogłosił “starszemu bratu Izraelowi szacunek, braterstwo, pomoc na drodze do wiecznego i czasowego dobra, równouprawnienie polityczne ł obywatelskie”. Co za ironia losu, że powstało przypuszczenie, jako padł ofiarą trucizny żydowskiej – jak wynikać to może z okoliczności podniesionych przez samychże Żydów, a przedyskutowanych na wszystkie strony w r. 1933 .

Stanowi przeto Mickiewicz (a raczej kawałek Mickiewicza) daleki pośredni owoc kabały i stąd jego miejsce przy Towiańskim w obrazie uwielbienia Izraela przez nie-Żydów. Owoc nie dojrzał, nasion nie wydał, nie odrastał żadnymi młodymi pędy. Gdyby nie wielkość Mickiewicza – wielkość zgoła w czym innym, niż w mistyce lub judeologii – nie byłoby o czym tak dalece mówić.

We dwa pokolenia potem zjawił się w Polsce poeta, będący aktywnym kabalistą. Przybyszewskiemu zeszło (jak sam powiada) “z górą ćwierć wieku” na studiach wywodzących się z kabały. Zachwycony był księgą kabały (Zoharem?), niewypowiedzianych tajemnic boskich pełną, jedną z najgłębszych ksiąg, jaką ludzkość posiada”. Zaciekawiła go i pociągnęła “tajemnica androgynizmu”, która jakoby wyjaśnia się w kabale, itp. Poszedł śladami Bodina: Przez przeszło 25 lat studiował czary, czarownice i czarnoksięstwo. Wierzył w transcedentalną materię, “astrosomy”, znaną od wieków całych pod mnóstwem rozmaitych nazw: akasa w hinduskim języku” . Kroczył śladami kabały, nieświadomie zażydzony.

Czy Przybyszewski wiedział o nowej sekcie ruchu kabalistyczno-teozoficznego, o antroposofii Rudolfa Steinera (szerzonej następnie wśród oficerów piłsudczyzny)? Wybitna rola “szechiny” świadczy o wpływie kabały na system Steinera. O związku zaś (zapewne nieświadomym) zaświadcza “akasa” z astrosomy, z pseudo-astronomicznych rojeń o czasach przed-ziemskich; u Steinera plaże się ją: “akasza” (jest nawet “Kronika akaszy”, tłumaczona na polskie).

Główny w Polsce chorąży antroposofii, M.K. Wołowski (potomek frankistów) twierdzi, że “metoda antroposofii jest dalszym etapem tego, co niegdyś teologowie podawali wiernym do praktykowania”. Tworzy się pewna “synteza” (zupełnie jak Encausse!). Największym teologiem chrześcijańskim był św. Tomasz z Akwinu, a po nim najwyższe miejsce należy się Wrońskiemu. Jest to “niby drugi Arystoteles” … “Po Hoene-Wrońskim, tym, by tak rzec, szczytowym zjawisku, ostatecznym dorobku filozofii, dalszej filozofii w znaczeniu rozwojowym być nie może” .

Czyżby zachęta do stagnacji?

Takie miewała kabała ścieżki, wiodące (nie tylko w Polsce) aż do szczytów piśmiennictwa; ale to wszystko tylko ścieżki. Główny gościniec był gdzie indziej.

Od początku XVIII wieku rozrosła się kabała wielce, rozrzucając swe nasiona na cały świat, pławiąc się w bezliku odrośli. To masoneria! Prawdziwa “kabała praktyczna”, a skuteczna w tym, iż Żydom daje, co zdoła odebrać cywilizacji łacińskiej.

Byłoby to wyłamywaniem otwartych na oścież drzwi, gdybym ja tutaj stracić miał choćby jeden wiersz na wykazywanie związku masonerii z żydostwem. Kabaliści sami to głoszą. Przy obecnym stanie badań można już przyjąć za pewnik, jako wolnomularstwo naszych czasów stanowi ekspozyturę żydostwa, a stosunek ten polega wprost na uwielbieniu Izraela. Są przecież “poszukiwaczami zaginionego słowa”, mają w swych rytach odbudowę świątyni Salomona wraz z Hiramem, mają drabinę Jakubową itd. Niemal wszyscy historycy masonerii uważają Różokrzyżowców za jej dział, związany ściśle z kabałą, a wielu wywodzi propagandę teozofii “hinduskiej” z masonerii. Nie brak po temu oznak wyrazistych! “Może to służyć przyczynkiem do wykazania ścisłej łączności masonerii, żydostwa i teozofii” . A wszystko rodem jest z kabały.

Masoneria stanowi kulturę cywilizacja żydowskiej; toteż łatwo zrozumieć, dlaczego najbardziej jest rozpowszechniona w Anglii, w kraju, gdzie się Żyda uwielbia.

Nie ma za to najmniejszego związku z kabałą inny prąd, genezy również żydowskiej i również uwielbiający Izraela: socjalizm. Wypowiedziawszy wojnę państwu religijnemu pod hasłem, jakoby religia była rzeczą prywatną, nie zwrócił się ni razu przeciw religii żydowskiej; przeciwnie, broni jej zawsze gorliwie przeciw wszelkim zaczepkom, sam wojując dzień w dzień z katolicyzmem. Cały marksizm jest wybitnie aprioryczny, a księdze Marxa przypisuje się znaczenie niemal sakralne, ażeby zastosować do niej życie całe. Czegoż-bo marksizm nie przewidzi, nie ureguluje z góry, nie ujmie w zakazy i nakazy, lubując się w eksperymentowaniu?

Cały socjalizm mieści się w cywilizacji żydowskiej. Żyd a socjalista, to cywilizacyjnie jedno! Teoria i praktyka zawierają w sobie mnóstwo żydowskich metod. Czyż mógłby ten prąd istnieć bez ustawicznego dopływu mózgów żydowskich? Sam aprioryzm, jego namiętne pragnienie, żeby społeczeństwo przystosować do obmyślonych z góry przepisów, wymyślonych “z głowy”, przypomina ustawodawstwo agrarne, układane na pustyni przez koczowników. Cały świat zmieniają na fabrykę homunculusów. A socjalista, biegły w swej kulturze, wie wszystko a wszystko, i to na prędce; od czegóż hydra wykształcenia broszurkowego?

Według Arnolda Zweiga “w mesjańskiej idei żydowskiej znajduje się taki wzór socjalizmu, jak nigdzie indzięj” .

Pozostaje to wszystko w związku z kwestiami religijnymi, żydowska religia posiada pewne właściwości, dzięki którym myśliciele żydowscy sami uznali ją za “polityczną”. Longum esset enumerare te sprawy. Zwrócę tylko uwagę, jako myśl żydowska dotarła do tej prawdy jeszcze w XVIII wieku. Oto słowa Salomona Majmona:

“Polityka, jako taka, nie potrzebuje dbać ani o prawdziwą religię, ani o prawdziwą moralność. Szkodzie z tego powstającej da się zapobiec przez inne środki, działające równocześnie na ludzi i w taki sposób utrzymać wszystko w równowadze. Każda religia polityczna jest zarazem pozytywna, lecz nie każda pozytywna także polityczną” .

Czy nadzieja, że religia żydowska odegra rolę rozstrzygającą w kłębach i wirach powszechnego zawikłania ludzi i rzeczy, w co wierzy wielu Żydów, a co nie-Żydom jasno sprecyzował rabin M. Liber , nie polega właśnie na tym, że to jest religia “polityczna”?

Dość, bo by się rozdział rozdął na tom! Trzeba jednak jeszcze jedno wyjaśnić. Czemu olbrzymia większość mieszkańców Europy jest tak bardzo nakłoniona ku judaizmowi myślą, mową i uczynkiem? Antysemitów niby nie brak, ale lubują się po żydowsku w eksperymentatorstwie, są apriorystami, za objaw mądrości uważają elephantiasis ustawodawczą, nie chcą historyzmu, moralność mają za coś prawniczego itp., słowem grzęzną w judaizmie! Nasze życie zbiorowe przepojone jest wprost uwielbieniem Izraela, zdaniem się na jego rozum.

Skąd powszechna wiara w to, że jednak Izraelowi należy się uznanie i przyznanie stanowiska uprzywilejowanego w rozwoju powszechno-dziejowym? Z czego prosty już wniosek, że w ważnych momentach życia zbiorowego nie od rzeczy będzie sięgnąć do Starego Zakonu i … komentarzy “oryginalnych”, tj. żydowskich? Skąd wiara w zasadniczą wyższość Izraela?

Uczono nas tego w szkołach i to na lekcjach religii katolickiej; katecheci nam tłumaczyli, jak to Izrael pierwszy pośród narodów nie tylko z wybraństwa Bożego (co zmarnował), ale z racji swego naczelnego miejsca w historii “ludzkości”. Uznawanie powagi Izraela wszczepiono w dziatwę szkolną, jakby jakiś warunek prawowierności katolickiej. Tak przynajmniej było za moich lat szkolnych – a czy się dużo zmieniło w katechetyce biblijnej?

Przyznanie Żydom centralnego stanowiska w historii pochodzi od Orosima, presbytera przy św. Augustynie, który napisał po r. 410 (po zdobyciu Rzymu przez Alaryka) dzieło: Historiarum libri VII, a w nim pierwszy nadał Żydom największą wagę w toku dziejów powszechnych, jako poprzednikom chrześcijaństwa . Zachodziłby w takim razie nieprzerwalny wątek religijny rozstrzygający o okresach dziejów. W 1250 lat potem znajdujemy ten sam pomysł u Bossueta. Od niego przyjęło się to, spopularyzowało, aż doszło do izb szkolnych. Jest to tzw. judeocentryzm historyczny.