OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Styczeń 2015

- Nie lękaj się -

Słucham audycji Radia Maryja poświęconej  imperatywowi boskiemu – NIE LĘKAJ SIĘ , lansowanemu szeroko przez Św.Jana Pawła II i teraz upowszechnianemu w naszym Kościele.W tej kwestii często przywołuje się historię nawrócenia Szawła /późniejszego św.Pawła/, która go spotkała  na drodze do Damaszku, kiedy został napomniany przez Pana Boga, który przestrzegł go przed jego wrogim działaniem i  zażądał, aby nie lękał się, aby sprzeciwił się szatanowi, który go opętał. Scena ta wielokrotnie opisywana i analizowana, ma nas utwierdzać w tym – tak jak ja ją rozumiem – że pomimo, iż jesteśmy grzeszni, mamy nie ulegać pokusom, mamy stawić im czoła, bo z nami jest Jezus, który za nas cierpiał na krzyżu. Jego potęga, Zmartwychwstałego Pana jest silniejsza, a ja, będąc jego wyznawcą, do niego należę, korzystam z tej miłości, która objawiła się na krzyżu.

I dalej, prowadzący audycję, próbuje mnie przekonać, że trzeba odrzucić bojaźń i strach, który jest starobiblijny /cokolwiek to oznacza/ i zaufać Bogu, bogatemu w miłosierdzie. Bo grzech nie jest przeszkodą w miłości Boga, natomiast lęk jest siłą, która może być zabójcza dla człowieka. Zwrot ten obecnie jest rzucany w przestrzeń /tutaj też radiową/ bezosobowo, bez podstawowej odpowiedzi na pytanie – kogo, czego się mam nie lekać.Dotychczas wiedziałem, że lęk mnie mobilizuje, uzbraja, jest nawet moim sprzeciwem i chroni przed złem… a teraz? Mam się nie lękać, mam sie rozbroić i czekać zmiłowania, bo Bóg mnie kocha? A kim ja jestem dla Niego, żeby stawiać takie wymagania, nie dając przy tym nic w zamian, bo lubie życie wesołe i radosne /to ostatnie jest w naszym Kościele teraz nawet swego rodzaju priorytetem/.
Przyznam szczerze, niewiele z tego zrozumiałem, może dlatego, że nieostre jest dla mnie rozróżnienie miedzy „bać się” a „lękać”…
a w tym konkretnym przypadku – naszej wiary, jeśli bierzemy pod uwagę źródło bądź motyw grzechu, to wszystko, co oddala mnie  od Boga, musi wywoływać lęk lub strach, którego należy się bać, wystrzegać ect. I  dlaczego  w takim razie mam się nie lękać? Co tu jest moją busolą, która mnie poprowadzi do Boga a nie do szatana? Czy zawsze mam liczyć tylko na miłosierdzie, które zakładam, że przyjdzie ex post, choć wcale nie na pewno, bo tylko zależy od woli Boga. A może lepiej być „mądrym przed szkodą”?
I lękać się Jego gniewu, Jego kary???
W  tych rozważaniach, jak w soczewce, skupiają się doświadczenia mojego długiego  życia oraz drogi, jaką przemierza Kościół. Rozpoczynałem naukę wiary mojego Kościoła od potocznego zwrotu np. „Bój się Boga, co ty robisz?”,”Bój się Boga, nie rób tego, bo pójdziesz do piekła” itp. To było dla mnie proste i zrozumiałe, był to pewien kodeks postępowania, regulowany przykazaniami z odniesieniem do Boga, jako ostatecznej instancji,we  wszystkim, co się z nami tutaj dzieje, od poczęcia aż do śmierci. A teraz, na końcu tej drogi, w sukurs tym opresjom  przywołuje się z wielkim rozmachem pewną beztroskę, która za podstawę bierze Boże Miłosierdzie, które już dzisiaj przywołuje się na każdą okazję, która każdemu jest wygodna, żeby było wesoło i radośnie. Tak, zgodnie z życzeniem naszych hierarchów, nie musimy bardzo się stresować, życie powinniśmy  sobie ułatwiać, nawet jeśli zasady naszej wiary stoją temu na przeszkodzie.Wymownym tego przykładem /i nie jedynym, niestety/, jest ostatni synod biskupów, którzy zupełnie serio z Papieżem Franciszkiem na czele,zastanawiają się, jak nam to życie doczesne umilić i ułatwić, modyfikując przestarzałe, nie pasujące do tzw.współczesności, wymagania dekalogu.

Wysłuchałem tej audycji, zamyśliłem się i postanowiłem, że nadal będę się lękał, bo  wymogi naszej wiary, to nie jest chęć dokuczenia nam, tylko pewien porządek, ustanowiony przez Boga dla nas, właśnie z  miłości do nas, dla naszego dobra.
Marian 44

Święty Tomasz z Akwinu — geniusz nad geniuszami – Frederick Wilhelmsen

Był człowiekiem postawnym, korpulentnym, na pewno nie przypominał jednak grubego cherubina z legendy. Miał jasne oczy – mówiło się, że jego wzrok zdawał się przenikać w głąb ludzkiej duszy. Ojciec Tomasz z Akwinu był spokojnym i cichym zakonnikiem, którego głos kontrastował z jego posturą.

Urodzony 22 listopada 1224 roku w Rocasecca w południowo-wschodniej Italii, w krainie która do końca XIX wieku znana była jako Królestwo Obojga Sycylii, Akwinata mógłby pomieścić na swej tarczy rycerskiej połowę znaków herbowych Europy. Biorąc pod uwagę fakt, iż spokrewniony był z Fryderykiem II, władcą Świętego Cesarstwa Rzymskiego, samo jego urodzenie predestynowało go do zostania rycerzem lub opatem benedyktyńskim. Widoczne od wczesnego dzieciństwa zamiłowanie do modlitwy wskazywało jednak, iż jego przeznaczeniem nie jest życie średniowiecznego rycerza i wielkiego władcy. Wysłany przez rodzinę jako chłopiec na naukę do słynnego klasztoru na Monte Cassino, stanowczo opierał się planom uczynienia z niego mnicha benedyktyńskiego, a następnie wyniesienia do rangi opata, co wydawało się odpowiadać zarówno jego powołaniu zakonnemu, jak i wysokiemu urodzeniu. Czytaj dalej

Posłuszeństwo czyli odmowa – Ewa Polak-Pałkiewicz

„…mamy więc nierzeczywistych mędrców oraz nierzeczywistych artystów i nierzeczywistych literatów pouczających nas, że nierzeczywistość jest rzeczywistością”, mówił w jednym z wywiadów w 2011 roku pisarz J. M. Rymkiewicz, próbując zanalizować zjawisko, które określił mianem likwidowania w naszym kraju polskości.*) Wypowiedź papieża Franciszka w samolocie lecącym z Filipin do Rzymu, w której odpowiednikiem człowieka – ludzkiego aktu przekazywania życia – jest królik i jego przysłowiowa zdolność rozrodcza, wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce. Stała się też nieuniknionym źródłem wyjątkowej ilości dziennikarskich bon motów.

Zbyt wielu jednak ludzi wierzących poczuło się zdezorientowanych, by nie należało dostrzec wreszcie wielkiego niewypowiedzianego pytania, które unosi się nad tym wszystkim: czy nie mamy do czynienia z likwidowaniem katolicyzmu? Czytaj dalej

Trzeba ujawniać przewrotność masonerii! – abp Marcel Lefebvre FSSPX

Bez analizy dokumentów papieskich nie można zrozumieć bardzo poważnej sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Kościół i wszystkie nasze tak zwane cywilizowane społeczeństwa, korzystające przedtem, przez całe wieki, z chrześcijańskiej cywilizacji z jej zasadami oraz z chrześcijańskiej moralności. Wolnomularstwo nigdy nie było tak silne, a jego wpływ równie szeroki, jak w chwili obecnej. Liczba wolnomularzy i ich bezczelność rosną w sposób nieprawdopodobny.

Papieżowi Leonowi XIII zawdzięczamy encyklikę Humanum genus, najważniejszą, najbardziej kompletną w opisie wolnomularstwa oraz przewrotności jego planów. Jak bardzo trafnie mówi papież Leon XIII, celem wolnomularzy jest zniszczenie wszystkich chrześcijańskich instytucji, położenie kresu temu, co zostało stworzone i ustanowione przez Kościół w przeciągu dziesięciu czy dwunastu wieków, doszczętne tego unicestwienie. Moralność, zasady, dogmaty Kościoła – wszystko to należy zniszczyć! W sposób uzasadniony można wyjaśnić ów rozkład jedynie oddziaływaniem jakiejś niezwykle skutecznej organizacji, ponieważ w ciągu stuleci udało się jej dokonać tego, co przewidziała i co zapowiedziała: „Jeśli trzeba będzie, zużyjemy wieki, lecz osiągniemy to”.

W jaki sposób, o ile u jego podłoża nie ma jakiegoś stałego pierwiastka, można tłumaczyć tego typu zamiar? Otóż owym stałym pierwiastkiem jest szatan – papież mówi to otwarcie. Nie można wytłumaczyć tej złości, tej wrogości, jaką żywi wolnomularstwo w stosunku do Kościoła, w końcu wobec naszego Pana Jezusa Chrystusa niczym innym, jak nienawiścią szatana. Inne wytłumaczenie jest niemożliwe. Zresztą, skoro pozna się podczas tajnych ceremonii prawdziwe powiązania miedzy wolnomularstwem a szatanem we wszystkim, co dokonuje się pod osłoną tajemnicy, pojmuje się tę wytrwałość, a ponadto ową inteligencję, tę niezwykłą finezję, z jaką kierowany jest cały plan. Może to być jedynie dzieło wyjątkowej i przewrotnej inteligencji. Czytaj dalej

Jorge Bergoglio – Od modernizmu do apostazji

JORGE BERGOGLIO

Od modernizmu do apostazji

Bergoglio nie wierzy w katolickiego Boga (a)

 (Artykuł z października 2013)

BP DONALD J. SANBORN

–––––

 

Drodzy katolicy,

 

Musimy niestety po raz kolejny zwrócić uwagę na człowieka z Watykanu, który podaje się za katolickiego papieża i który przez przynajmniej 99% ludzi uważających się za katolików za takiego jest uznawany. Używam określenia „uważających się za katolików”, ponieważ tak samo jak herezja modernizmu sprawia, że Bergoglio jest fałszywym papieżem, to ta sama herezja wyklucza z Kościoła tych, którzy wciąż nazywają się katolikami. Wskutek pięćdziesięciu lat Vaticanum II setki milionów ludzi utraciło katolicką wiarę. Przestali już wierzyć w to, czego uczy Kościół, dając w miejsce tego posłuch doktrynom potępionym przez Kościół rzymskokatolicki. Moim zdaniem, większość wyznawców Novus Ordo działa w złej wierze, lubując się w nowych metodach i pogardzając starymi. Bergoglio jest doskonałym przykładem „katolika” soborowego (Vaticanum II).

 

W niemal każdym sondażu pojawia się „stara gwardia” wyznawców Novus Ordo – być może 20% – którzy trzymając się kurczowo, robią wszystko by pogodzić historyczny katolicyzm przedsoborowej ery z tym, co wynikło z Vaticanum II i jego zmian. Jest to oczywiście niemożliwe, ale próbują ze wszystkich sił tego dokonać.

 

Powodem, dla którego tak zawzięcie to czynią jest to, że Bergoglio został wybrany na papieża. Błędnie uważają, że ze względu na wybór, automatycznie otrzymał on władzę nauczania, rządzenia i uświęcania Kościoła. Chociaż jest prawdą, że w prawie wszystkich elekcjach papieży w historii Kościoła zwycięzca wyborów natychmiast otrzymywał tę władzę, to jednocześnie pozostaje prawdą, że wszyscy zwycięzcy tychże wyborów wyznawali katolicką Wiarę.

 

Gdy elekt katolickiej Wiary nie wyznaje albo, co jest jeszcze o wiele gorsze, kiedy istnieją dowody występowania intencji narzucenia katolikom i katolickim instytucjom herezji modernizmu, sytuacja zmienia się zasadniczo. Konieczne jest, aby ten, kto obejmuje władzę miał na celu obiektywne dobro instytucji, którą rządzi. Jeśli nie ma tej intencji, władzy objąć nie może. Z tego powodu, od prezydentów, senatorów, żołnierzy, policjantów i innych władz cywilnych oraz urzędników odbiera się przysięgę, aby sprawdzić czy rzeczywiście mają na celu obiektywne dobro instytucji, nad którą sprawują władzę, albo w której służą na jakimś stanowisku.

 

Jeśli tego nie potwierdzą przysięgą, nie obejmują władzy. Ponadto, konieczne jest, aby ich ślubowanie było szczere. Jeśliby się miało w oczywisty sposób okazać, że byli nieszczerzy, ich władza znika. Wyobraźcie sobie oficera armii przyłapanego na wspieraniu i udzielaniu pomocy wrogowi. Pomimo przysięgi, że w służbie wojskowej będzie stał na straży interesów narodu jego czyny dowiodły nieszczerości ślubowania. W rezultacie, utraci swą władzę kierowniczą i to jeszcze zanim zostanie skazany przez sąd.

 

Ponieważ jednak konserwatyści Novus Ordo – powiedzmy że jest ich 20% – uważają, że elekcja siłą rzeczy wiąże się z władzą, to zdają sobie sprawę, że muszą jakoś chronić modernistycznych „papieży” przed oskarżeniami o herezję lub o narzucanie herezji Kościołowi. W przeciwnym razie cały ich system się rozpada, ponieważ dostrzegają, że jeśli ci ludzie są naprawdę winni wypaczania katolickiej Wiary swoimi herezjami, to trzeba by dojść do wniosku, że Chrystus nie jest wierny swej obietnicy pozostawania z Kościołem po wszystkie dni aż do skończenia świata. Innymi słowy, niezawodny (wolny od błędu) katolicki Kościół znalazłby się w stanie odstępstwa.

 

Dlatego też dla tychże 20% stawką jest ich własna wiara katolicka. Skutkiem tego wymyślają różne rodzaje dziwacznej teologii dla ochrony nagiego cesarza. Ich intelekt odrzuca jego nagość z tym większą siłą im bardziej obstają przy prawdach katolickiej Wiary. Innymi słowy, w swych umysłach dokonują aktu wiary w istnienie szat cesarza, nawet mimo tego, że ich oczom jawi się on kompletnie nagi.

 

Odkąd Bergoglio został wybrany ta nagość stała się jeszcze bardziej alarmująco widoczną. Pojawienie się tego człowieka można by porównać z nagłym podmuchem wichury, która gwałtownie szarpie wiszącym mostem w górę i w dół. W miarę jak most jest poddawany ekstremalnym naprężeniom, rwą się podtrzymujące go liny i stopniowo się rozpada. Tak więc, podczas gdy za Ratzingera struktura łącząca przedsoborowie z posoborowiem była w ich umysłach stabilna, Bergoglio stał się dla nich nazwą teologicznego huraganu wyrządzającego ich systemowi poważne szkody i grożącego jego zupełnym zniszczeniem.

 

Wszystko to prowadzi nas do cytatu, który widzicie na stronie tytułowej naszego biuletynu (1). Aby ktoś nie powiedział, że został wyrwany z kontekstu – oto jego pełne brzmienie: Wierzę w Boga, nie w katolickiego Boga, nie istnieje Bóg katolicki, istnieje Bóg i ja wierzę w Jezusa Chrystusa, jego wcielenie. Jezus jest moim nauczycielem i moim pasterzem, ale Bóg, Ojciec, Abba, jest światłem i stwórcą. To jest moja Istota„.

 

Jedyny sposób, w jaki można to rozumieć, to taki, że Bóg, który jest określony w katolickim Credo nie istnieje. Jak można rozumieć termin „katolicki Bóg” w jakimś innym sensie jak tylko Bóg rzymskiego katolicyzmu? Jest to jeden Bóg w Trzech Osobach Boskich, Ojciec, Syn i Duch Święty. Druga Osoba Trójcy Świętej stała się człowiekiem, założyła Kościół katolicki, umarła za nasze grzechy i jest czczona jako prawdziwy Bóg i Niewidzialna Głowa Kościoła katolickiego. Pytam się zatem, jakże termin katolicki może nie odnosić się do Jezusa Chrystusa będącego Głową katolickiego Kościoła? Zaprawdę, słowo katolicki stosuje się do Niego bardziej niż do kogokolwiek innego, ponieważ jest nazwą Kościoła, który On założył i którego On jest Głową. Ale Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem, Drugą Osobą Trójcy Świętej. Jakże można nie nazwać się katolikiem, jeśli jest się Głową Kościoła katolickiego?

 

Oświadczenie Bergoglio to nie herezja, lecz apostazja. Jest to całkowite wyrzeczenie się religii chrześcijańskiej, co jest definicją apostazji.

 

„Nie istnieje katolicki Bóg, istnieje Bóg”. Czy ten „bóg” jest bogiem muzułmańskim? Bogiem żydowskim? Hinduskim bogiem? Dla Bergoglio to żaden z nich, gdyż biorąc pod uwagę inne jego stwierdzenia, Bóg jest dla niego czymś niepoznawalnym, czymś co odnajdujecie w swym wnętrzu i co objawia się wam w doświadczeniu religijnym. Innymi słowy, bóg Bergoglio jest bogiem ogólnikowym; jest utożsamiany z ludzką podświadomością i staje się takim, jakim go sobie ludzie według osobistych doświadczeń ukształtują. Jest to czysty modernizm. Co więcej, to ateizm. Przychodzą na myśl słowa świętego Piusa X z encykliki Pascendi: [ich system] niweczy nie tylko religię katolicką, ale, jak już zaznaczyliśmy, niweczy zupełnie religię wszelką”. Po obszernych wyjaśnieniach święty Pius X stwierdza: Wystarczy to jednakże, aby wykazać aż nadto dobitnie, jak licznymi drogami teoria modernistów wiedzie do ateizmu i do zniweczenia wszelkiej religii. Na drogę tę wstąpił naprzód błąd protestancki; kroczy nią błąd modernistyczny; podąży nią niebawem ateizm” (Nr 39).

 

Wierni dobrze by zrobiliby ponownie czytając tę kluczową i proroczą encyklikę, w której zostaliśmy ostrzeżeni przed wszystkim, co się dzisiaj dzieje. „Bóg” Bergoglio jest czymś, czego nie da się opisać katolickimi dogmatami. To bóg nieokreślony, pozbawiony właściwości, atrybutów i dlatego również dogmatów.

 

Jak powiedziałem, „bóg” Bergoglio jest bogiem ogólnikowym. Lecz istnienie takiego ogólnikowego boga jest nie mniej niemożliwe niż istnienie ogólnikowego zwierzęcia. Wyobraźcie sobie pójście do zoo i poproszenie o zobaczenie ogólnikowego zwierzęcia. Dozorca zoo powiedziałby, że zwariowaliście.

 

Końcowy żart Bergoglio, „To jest moja Istota„, jest całkowicie zgodny z modernistyczną koncepcją Boga. W tym samym paragrafie 39 encykliki, święty Pius X oskarża ich o to, że są panteistami. Bergoglio wyraźnie utożsamia swą Istotę z tym ogólnikowym bogiem. To czysty panteizm.

 

Stwierdzam zatem, że Bergoglio to apostata i ateista, gdyż nie wierzy w osobowego Boga, który wykracza poza świat stworzony – katolickiego Boga – ale wierzy w ogólnikowego boga będącego nieodłączną częścią stworzonego świata.

 

Twierdzę również, że nie ma potrzeby przedstawiania kolejnych dowodów na porzucenie przez Bergoglio katolickiej Wiary oraz że konieczne jest, aby wszyscy, którzy mienią się katolikami demaskowali go jako fałszywego papieża i odmówili pozostawania z nim w kościelnej wspólnocie.

 

Jak ujął to zabawnie ksiądz Cekada we wpisie na Twitterze: „Bergoglio: «Nie ma katolickiego Boga». Bóg: «Nie ma katolickiego papieża»”.

 

Chociaż ma to komiczny wydźwięk, ksiądz Cekada trafił w sedno. Co więcej, jest to bardzo poważna sprawa, gdyż mówienie, że nie ma katolickiego Boga jest zaparciem się naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jest prawdziwym Bogiem i Głową rzymskokatolickiego Kościoła. Przychodzą na myśl uroczyste słowa naszego katolickiego Boga: „A kto by się mnie zaparł przed ludźmi, zaprę się go i ja przed Ojcem moim, który jest w niebiesiech” (Mt. X, 33).

 

I jeśli umieszczamy imię tego apostaty w Kanonie naszej Mszy i publicznie uznajemy go za Wikariusza Chrystusa, jego, który neguje istnienie prawdziwego Boga, jak unikniemy zanegowania Chrystusa? Uznawanie Bergoglio za widzialną głowę Kościoła jest zaparciem się Chrystusa jako Niewidzialnej Głowy Kościoła, ponieważ Bergoglio mówi, że katolicki Bóg – Nasz Pan Jezus Chrystus, Głowa katolickiego Kościoła – nie istnieje.

 

Innymi słowy, między Chrystusem a Bergoglio występuje zasadnicza i radykalna sprzeczność. Opowiedzenie się za jednym oznacza zaparcie się drugiego. Święty Paweł powiedział w II Liście do Koryntian VI, 15: Albo co za zgoda Chrystusowi z Belialem? Albo co za udział wiernemu z niewiernym?”.

 

Wasz szczerze oddany w Chrystusie,

 

Bp Donald J. Sanborn

 

Rektor

 

 

Artykuł z: „Most Holy Trinity Seminary Newsletter”, October 2013. (b)

 

Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa

 

Narodziny „bergoglianizmu” – Christopher A. Ferrara

Niezaprzeczalnym faktem który niepokoić powinien każdego świadomego katolika, jest to, iż Franciszek, jako pierwszy papież w historii Kościoła, jest powszechnie wychwalany przez “władców świata tych ciemności, duchy nieprawości w przestworzach” (Ef 6,12). Pod “silnym wrażeniem” jego osobowości pozostaje nawet sam Barack Obama, prawdziwy zwiastun Antychrysta.

Nie ma potrzeby przytaczać tu po raz kolejny wyrazów bezprecedensowego zachwytu świata nad osobą obecnego biskupa Rzymu. O tym jak postrzegany jest jego “romans” ze światem współczesnym świadczą dobit­nie wyniki, jakie otrzymujemy po wpisaniu w dowolną wyszukiwarkę internetową wy­razów “papież Franciszek” oraz “rewolucja”.

“Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czy­nili fałszywym prorokom”.

Ekwilibrystyka neokatolików, usiłujących przypisać ten fakt powszechnemu brakowi zrozumienia dla “tradycyjnego w istocie” pa­pieża budzić może jedynie śmiech. W swej książce Spustoszona winnica (1973) Dietrich von Hildebrand ostrzegał, że “trucizna naszej epoki powoli przenika do samego Kościoła i wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z apo­kaliptycznego charakteru naszych czasów”.

Późniejszy papież Benedykt XVI pisał nie­gdyś: “Jestem osobiście przekonany, że kiedy w przyszłości napisana zostanie intelektualna historia Kościoła katolickiego w XX wieku” osoba Dietricha von Hildebranda uznana zostanie za jedną z najwybitniejszych postaci naszych czasów” (Soul of a Lion, s. 12). Postawa obecnych neokatolickich komentatorów pozostaje jednak w rażącej sprzeczności z intelektualną uczciwością von Hildebranda: będąc świadkami programowego zatruwania Kościoła ideami światowymi, z determinacją serwują oni swym odbiorcom środek znie­czulający w postaci fałszywego optymizmu posuwając się do blokowania komentarzy na prowadzonych przez siebie blogach, aby nie mogły przeniknąć tam żadne prawdziwe in­formacje, mogące rozwiać tworzone przez nich iluzje. Czytaj dalej

Za, a nawet przeciw Herodowi

Ćwiczenia z cyklu: dynamika grupowa, co to takiego? W grupie łatwiej wyćwiczyć pożądane społeczne zachowania. Zachowania najbardziej dziś cenne, pożądane, to takie, w których grupa społeczna ignoruje rzeczywistość. Bierze za coś realnego sytuację wykreowaną, sztuczną. Sztuczną sytuacją są widowiska, spektakle, także może nią być coś, co określa się mianem jasełek ulicznych. Do zachowań pożądanych – np. z punktu widzenia władzy politycznej – należy ignorowanie prawdy. Przede wszystkim Prawdy objawionej. W to miejsce wciska się podróbkę, fałszerstwo. Wreszcie – ignorowanie zasad moralnych. Żeby ułatwić ludziom ignorowanie rzeczywistości, prawdy i zasad moralnych, wymyśla się dziś możliwie atrakcyjne scenariusze. Dużej grupie osób – w której są zarówno osoby spolegliwe i bierne, jak i pełne temperamentu i bezkompromisowe – łatwiej jest narzucić pewne postawy, sądy i opinie niż poszczególnym osobom, bowiem grupa zawsze wpływa „uśredniająco”, modyfikująco na sądy, opinie, przekonania i postawy ludzkie. Taka jest jej specyfika. Czytaj dalej