OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Październik 2019

Mocny list biskupa Schneidera o „Pachamamie” w Watykanie

1. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” mówi Pan Bóg, dając te słowa jako pierwsze spośród przykazań (Wj 20,3). Nakaz ten, skierowany pierwotnie do Mojżesza i narodu żydowskiego, pozostaje ważny dla wszystkich ludzi i wszystkich czasów, jak mówi nam Bóg: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył” (Wj 20,4-5). Nasz Pan Jezus Chrystus dochował tego przykazania w sposób doskonały. Gdy zaoferowano Mu królestwa tego świata pod warunkiem, że odda pokłon diabłu, Jezus odpowiedział: „Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz” (Mt 4,10; Pwt 6,13-14). Dlatego przykład, jaki dał nam Chrystus, ma najwyższe znaczenie dla wszystkich ludzi, którzy pragną „prawdziwego Boga i życia wiecznego”; jak napomina nas św. Jan Apostoł: „Dzieci, strzeżcie się fałszywych bogów!” (1 J 5, 20-21).

W naszych czasach przesłanie to nabiera szczególnego znaczenia, ponieważ synkretyzm i pogaństwo są niczym trucizna wdzierająca się do żył Mistycznego Ciała Chrystusa, Kościoła. Jako następca Apostołów, któremu powierzono troskę o Bożą owczarnię, nie mogę milczeć w obliczu jawnego pogwałcenia świętej woli Boga i wobec katastrofalnych skutków, jakie będzie ono miało na pojedyncze dusze, na Kościół jako całość i, w istocie, na cały rodzaj ludzki. Dlatego, przepełniony wielką miłością do dusz moich braci i sióstr, piszę te słowa.

2. 4 października 2019 r., w wigilię rozpoczęcia Synodu Amazońskiego, w Ogrodach Watykańskich, w obecności papieża Franciszka oraz niektórych biskupów i kardynałów, miała miejsce ceremonia religijna, której częściowo przewodniczyli szamani i podczas której zostały użyte symboliczne przedmioty, a w szczególności drewniana rzeźba nagiej, ciężarnej kobiety. Takie podobizny są znane i należą do rdzennych rytuałów plemion amazońskich, konkretnie służąc kultowi tak zwanej Matki Ziemi, Pachamamy. W kolejnych dniach drewniane, nagie figurki kobiece czczone były również w Bazylice św. Piotra, przed grobem świętego Piotra. Papież Franciszek powitał również dwóch biskupów niosących na ramionach figurę Pachamamy i udających się z procesją do Sali Synodalnej, gdzie owa figura została ustawiona na honorowym miejscu. Figurki Pachamamy zostały również wystawione na widok publiczny w kościele Santa Maria in Traspontina.

W odpowiedzi na głośne protesty wiernych katolickich wobec tych rytuałów oraz użycia tych figurek, rzecznicy Watykanu i członkowie komitetów Synodu Amazońskiego bagatelizowali lub zaprzeczali ewidentnie religijnemu, synkretycznemu charakterowi tych rzeźb. Jednakże ich odpowiedzi były wymijające i sprzeczne; były one aktami intelektualnej akrobatyki oraz negacją oczywistych dowodów.

Amerykańska agencja mediów wizualnych „Getty Images” wykonała oficjalną fotografię prasową tego rytuału i opatrzyła ją następującym podpisem: „Papież Franciszek i kardynał Cláudio Hummes, arcybiskup senior diecezji São Paulo, przewodniczący Panamazońskiej Sieci Kościelnej (REPAM), stoją przed statuą przedstawiającą Pachamamę (Matkę Ziemię)”. Ks. Paulo Suess, uczestnik Synodu Amazońskiego, nie pozostawił cienia wątpliwości w kwestii pogańskiego charakteru ceremonii z udziałem drewnianych podobizn w Ogrodach Watykańskich i śmiał wręcz powitać z zadowoleniem pogańskie rytuały, mówiąc: „Nawet jeśli był to obrządek pogański, jest to jednak pogański kult Boga. Nie można odrzucać pogaństwa, jak gdyby było ono niczym” (17 października, wywiad dla Vatican News). W swoim oficjalnym oświadczeniu z 21 października, Panamazońska Sieć Kościelna (REPAM) potępiła bohaterski czyn mężczyzn, którzy wyrzucili drewniane podobizny do Tybru, nazywając go aktem „religijnej nietolerancji”. W ten sposób obnażyli swe kłamstwa i wykręty, za pomocą których zaprzeczali religijnemu charakterowi otaczanych kultem drewnianych figur. Wolontariusze karmelitańskiego kościoła Santa Maria in Traspontina, w którym ustawione były te figurki, potwierdzili to oświadczenie, mówiąc: „[Rzeźbiona] matka, którą przywiozłam z Brazylii… była niesiona w procesji, przywieźliśmy ją z Brazylii. Wykonał ją lokalny artysta i poprosiliśmy go o dzieło sztuki, które symbolizowałoby wszystko, co wiąże się z Matką Ziemią, z kobietami, z kobiecym aspektem Boga, z tym, że to Bóg chroni i podtrzymuje życie” – powiedziała [wolontariuszka], nazywając rzeźbę symbolem „Matki Ziemi” i „Pachamamy”.

Obiektywne źródła podkreślają, że Pachamama jest obiektem kultu, boginią, której niektórzy Boliwijczycy składają w ofierze lamy; jest ziemskim bóstwem czczonym przez niektórych Peruwiańczyków, zakorzenionym w pogańskich inkaskich wierzeniach i praktykach.

3. Katolicy nie mogą akceptować żadnego kultu pogańskiego ani jakiegokolwiek synkretyzmu między praktykami i wierzeniami pogańskimi a praktykami i wiarą Kościoła katolickiego. Akty kultu polegające na zapalaniu światła, kłanianiu się, upadaniu na twarz lub głębokich ukłonach aż do ziemi oraz tańcach przed nagą figurą kobiecą, nieprzedstawiającą ani Najświętszej Maryi Panny, ani żadnej kanonizowanej świętej Kościoła, są pogwałceniem pierwszego przykazania Bożego: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”; są pogwałceniem wyraźnego zakazu Boga, który upomina: „Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i gwiazdy, i wszystkie zastępy niebios, obyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłonu i nie służył, bo Pan, Bóg twój, przydzielił je wszystkim narodom pod niebem” (Pwt 4, 19) oraz „Nie będziecie sobie czynili bożków, nie będziecie sobie stawiali posągów ani stel. Nie będziecie umieszczać w waszym kraju kamieni rzeźbionych, aby im oddawać pokłon, bo Ja jestem Pan, Bóg wasz” (Kpł 26,1).

Apostołowie zakazywali nawet najdrobniejszych aluzji lub dwuznaczności w odniesieniu do aktów kultu bożków: „Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami?” (2 Kor 6, 16) oraz „Dlatego też, najmilsi moi, strzeżcie się bałwochwalstwa! (…)Ależ właśnie to, co ofiarują poganie, demonom składają w ofierze, a nie Bogu. Nie chciałbym, byście mieli coś wspólnego z demonami. Nie możecie pić z kielicha Pana i z kielicha demonów; nie możecie zasiadać przy stole Pana i przy stole demonów. Czyż będziemy pobudzali Pana do zazdrości? Czyż jesteśmy mocniejsi od Niego?” (1 Kor 10,14, 20-22).

Do wszystkich, którzy aktywnie uczestniczyli w aktach kultu figurek Pachamamy, symbolizujących rzeczy materialne lub mające postać stworzenia, święty Paweł bez wątpienia skierowałby następujące słowa: „Teraz jednak, gdyście Boga poznali i, co więcej, Bóg was poznał, jakże możecie powracać do tych bezsilnych i nędznych żywiołów, pod których niewolę znowu chcecie się poddać?” (Gal 4, 9). W istocie, poganie czcili żywioły, jak gdyby były one czymś żyjącym. A obserwując synkretyczne lub co najmniej wysoce niejednoznaczne akty religijne w Ogrodach Watykańskich, św. Paweł powiedziałby: „[S]tworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki” (Rz 1, 25).

Wszyscy prawdziwi katolicy, którzy wciąż posiadają ducha Apostołów i męczenników chrześcijańskich, powinni zapłakać nad pogańskimi ceremoniami, które miały miejsce w Wiecznym Mieście – Rzymie – i powiedzieć, parafrazując słowa psalmu 79:1: „Boże, poganie przyszli do Twego dziedzictwa, zbezcześcili Twój święty przybytek, Rzym obrócili w ruiny”.

4. Nieprzerwana tradycja Kościoła unikała najdrobniejszych niejednoznaczności lub kolaboracji z aktami bałwochwalczymi. Wyjaśnienia, których udzielili rzecznicy watykańscy lub osoby powiązane z Synodem Amazońskim, by usprawiedliwić religijną cześć oddawaną figurze ciężarnej nagiej kobiety, bardzo przypominały argumenty, które podawane były przez pogan w czasach Ojców Kościoła, jak pisze św. Atanazy. Ten ostatni odparł pseudoargumenty pogan, a jego słowa w pełni można odnieść do wyjaśnień podawanych przez władze Watykanu. Św. Atanazy powiedział: „Będą się chełpić tym, że oddają cześć i służą nie tylko pniom i kamieniom oraz postaciom ludzi oraz dziwnym ptakom i pełzającym rzeczom i zwierzętom, lecz także słońcu, księżycowi i wszelkiemu niebieskiemu wszechświatowi oraz ziemi, w ten sposób ubóstwiając stworzenie” (Contra Gentiles, 21, 1-3) oraz „Wszystko ze sobą połączą, niczym w jedno ciało, i powiedzą, że ta całość jest Bogiem” (Contra Gentiles, 28,2). „Zamiast [ubóstwiać] rzeczywistego, prawdziwego Boga, ubóstwili rzeczy, które Nim nie są, służąc stworzeniu, a nie Stwórcy (por. Rz 1, 25), popadając w ten sposób w głupotę i bezbożność” (Contra Gentiles, 47, 2).

Atenagoras, apologeta żyjący w II wieku, skomentował kult materialnych żywiołów przez pogan następującymi słowy: „Ubóstwiają żywioły i niektóre ich części, stosując wobec nich różne nazwy w różnych epokach. Mówią, że Kronos jest czasem, a Rea ziemią, i że staje się ona brzemienna dzięki Kronosowi i wydaje potomstwo, przez co uważana jest za matkę wszechrzeczy. Nie odkrywszy wielkości Boga i nie będąc w stanie wspiąć się na wyżyny za pomocą własnego rozumu (albowiem nie łączy ich z niebem żadna więź duchowa), marnieją pośród różnych form materii i – zrośnięci z ziemią – ubóstwiają zmiany pierwiastków materialnych” (Apol. 22).

Następujące słowa Drugiego Soboru Nicejskiego znajdują pełne zastosowanie do wszystkich ludzi Kościoła, którzy popierali wspomniane powyżej, synkretyczne akty religijne mające miejsce w Rzymie: „Wielu pasterzy zniszczyło moje wino i zdeptało mój dział. Albowiem naśladowali ludzi nieświętych i pogrążając się we własnych szaleństwach, znieważyli Kościół święty, który został poślubiony przez Chrystusa, naszego Boga, i nie potrafili rozróżnić tego, co święte, od tego, co bluźniercze, twierdząc, że wizerunki naszego Pana i Jego świętych nie różnią się niczym od drewnianych obrazów szatańskich bożków”.

Jak ustanowił Drugi Sobór Nicejski, Kościół nie pozwala na oddawanie kultu przy pomocy zewnętrznych gestów czci, takich jak ukłony, pocałunki oraz błogosławieństwo, żadnym symbolom, obrazom i figurom oprócz „wizerunków naszego Pana Boga i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, Matki Bożej, Bogurodzicy, czcigodnych aniołów i wszystkich świętych ludzi. Gdziekolwiek ma miejsce kontemplacja tych wizerunków, sprawi ona, że ci, którzy na nie spoglądają, będą wspominać i miłować ich pierwowzory”.

5. Ci, którzy wierzą w Jedynego Prawdziwego Boga, zawsze starali się wyeliminować kult fałszywych bożków i usunąć ich wizerunki spośród świętego narodu Boga. Gdy Hebrajczycy kłaniali się figurze złotego cielca – zachęcani i podjudzani przez wysokich kapłanów – Bóg potępił ich czyny. Jego sługa Mojżesz również potępił te akty „powitania i tolerancji” wobec lokalnych rdzennych bóstw tamtych czasów i starł figurę cielca na proch, rozsypując go w wodzie (zob. Wj 32,20). Podobnie synowie Lewiego zostali pochwaleni za to, że powstrzymali wszystkich, którzy czcili złotego cielca (Wj 32,20,29). Poprzez wieki, prawdziwi katolicy działali na rzecz obalenia „rządc[ów] świata tych ciemności” (Ef 6, 12) i zlikwidowania kultu ich wizerunków.

Pośród konsternacji i szoku w obliczu ohydy, jakiej dopuszczono się w Watykanie poprzez synkretyczne akty religijne, cały Kościół i świat były świadkami wysoce chwalebnego, odważnego i chlubnego czynu pewnych dzielnych chrześcijańskich mężczyzn, którzy 21 października usunęli drewniane figurki bożków z kościoła Santa Maria in Traspontina w Rzymie i wrzucili je do Tybru. Niczym nowi „Machabeusze”, panowie ci działali w duchu świętego gniewu naszego Pana, który przy pomocy bicza wygonił kupców ze świątyni w Jerozolimie. Czyny tych chrześcijańskich mężczyzn zostaną zapisane w annałach historii Kościoła jako heroiczny akt, który przyniósł chwałę mianu chrześcijanina, podczas gdy czyny wysokich rangą ludzi Kościoła, którzy zdeptali miano chrześcijanina w Rzymie – przeciwnie – zostaną zapamiętane przez historię jako tchórzliwe i zdradzieckie akty dwuznaczności i synkretyzmu.

Papież Grzegorz Wielki w liście do św. Ethelberta, pierwszego chrześcijańskiego króla Anglii, wzywa go do zniszczenia bałwochwalczych wizerunków: „Zmiażdż kult bożków; zniszcz ich budynki i świątynie” (Bede, Ecclesiastical History, Book I).

Św. Bonifacy, apostoł Niemiec, własnoręcznie ściął dąb poświęcony bożkowi Thorowi lub Donarowi, który był nie tylko symbolem religijnym, lecz także symbolem ochrony żołnierzy, wegetacji, a nawet płodności w rdzennej kulturze plemion germańskich.

Św. Włodzimierz, pierwszy chrześcijański książę Kijowa, obalił i rozrąbał na kawałki drewniane bożki, które uprzednio wzniósł. Wrzucił do Dniepru drewnianą figurę głównego bożka pogańskiego, Peruna. Ten czyn św. Włodzimierza bardzo przypomina heroiczny akt owych chrześcijańskich mężczyzn, którzy 21 października 2019 r. wyrzucili do Tybru drewniane figury wywodzące się z pogańskiej, rdzennej kultury plemion amazońskich.

Gdyby czyny Mojżesza, naszego Pana Jezusa Chrystusa brutalnie wyrzucającego kupców ze Świątyni, czyny św. Bonifacego i św. Włodzimierza miały miejsce w naszych czasach, rzecznicy Watykanu z pewnością potępiliby je jako akty religijnej i kulturalnej nietolerancji i jako akty kradzieży.

6. Zdanie z dokumentu z Abu Dhabi, które brzmi: „Pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, rasy i języka są rzeczami, których Bóg chce w swojej mądrości”, znajduje swe praktyczne zastosowanie w watykańskich ceremoniach oddawania czci drewnianym figurom, przedstawiającym bóstwa pogańskie lub rdzenne kulturalne symbole płodności. Jest to logiczny skutek praktyczny stwierdzenia z Abu Dhabi.

7. W obliczu wymogu autentycznego kultu i adoracji Jedynego Prawdziwego Boga, Trójcy Przenajświętszej i Chrystusa, naszego Zbawiciela, w cnocie moich święceń biskupa katolickiego i następcy Apostołów oraz w prawdziwej wierności i miłości wobec Biskupa Rzymu, Następcy świętego Piotra oraz wobec jego zadania przewodniczenia „Katedrze Prawdy” (cathedra veritatis), potępiam kult pogańskiego symbolu Pachamamy w Ogrodach Watykańskich, w Bazylice św. Piotra i w rzymskim kościele Santa Maria in Traspontina.

Byłoby dobrze, gdyby wszyscy prawdziwi katolicy, w szczególności biskupi, a następnie również kapłani i wierni świeccy, utworzyli na całym świecie łańcuch modlitwy i aktów wynagrodzających za ohydę kultu drewnianych bożków, której dopuszczono się w Rzymie podczas Synodu Amazońskiego. W obliczu tak ewidentnego skandalu, niemożliwością jest, aby katolicki biskup zachował milczenie; byłoby to niegodne następcy Apostołów. Pierwszym w Kościele, który powinien potępić takie akty i wynagrodzić za nie, jest papież Franciszek.

Szczera i chrześcijańska reakcja na watykański taniec wokół Pachamamy, nowego złotego cielca, powinna polegać na pełnym godności proteście, korekcie tego błędu, a przede wszystkim na aktach wynagrodzenia.

Ze łzami w oczach i ze szczerym bólem w sercu, powinniśmy ofiarować Bogu modlitwy wstawiennicze i wynagradzające w intencji wiecznego zbawienia duszy papieża Franciszka, Wikariusza Chrystusowego, i za zbawienie tych katolickich kapłanów i wiernych, którzy dopuścili się takich aktów kultu, zabronionych przez Objawienie Boże. W tym celu można by zaproponować następującą modlitwę:

Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, przyjmij od naszego skruszonego serca, poprzez dłonie Niepokalanej Matki Boga, Maryi Zawsze Dziewicy, szczery akt wynagrodzenia za akty kultu drewnianych bożków i symboli, jakie miały miejsce w Rzymie, Wiecznym Mieście i sercu katolickiego świata, podczas Synodu Amazońskiego. Wylej w serce naszego Ojca Świętego, Papieża Franciszka, w serca kardynałów, biskupów, kapłanów i wiernych świeckich Twego Ducha, który rozproszy ciemność umysłów, aby mogli zrozumieć bezbożność tych czynów, które obraziły Twój Boski majestat, i aby ofiarowali Ci publiczne i prywatne akty wynagrodzenia.

Rozlej na wszystkich członków Kościoła światło pełni i piękności wiary katolickiej. Roznieć w nich płonącą gorliwość niesienia zbawienia Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka, wszystkim ludziom, w szczególności narodom regionu amazońskiego, które wciąż są zniewolone w służbie rzeczy ułomnych, materialnych i przemijających, gdyż są one głuchymi i niemymi symbolami i bożkami „Matki Ziemi”; wszystkim ludziom, w szczególności ludziom plemion amazońskich, którzy nie mają wolności dzieci Bożych, i którzy nie dostąpili niewypowiedzianego szczęścia poznania Jezusa Chrystusa i posiadania w Nim udziału w życiu Twojej Boskiej natury.

Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu i Duchu Święty, która jesteś jedynym prawdziwym Bogiem, poza którym nie ma żadnego innego boga i zbawienia, zmiłuj się nad swoim Kościołem. Wejrzyj szczególnie na łzy i skruszone, pokorne westchnienia maluczkich Kościoła, wejrzyj na łzy i modlitwy małych dzieci, nastolatków, młodych mężczyzn i kobiet, ojców i matek rodzin oraz owych prawdziwych bohaterów chrześcijańskich, którzy w swej gorliwości dla Twojej chwały i w miłości dla Matki Kościoła wyrzucili do wody symbole ohydy, które znieważyły Kościół. Zmiłuj się nad nami: odpuść nam, Panie, parce Domine, parce Domine! Zmiłuj się nad nami: Kyrie eleison!”

Bp Athanasius Schneider, biskup pomocniczny w Astanie

Tłum. Izabella Parowicz
Źródło: LifeSiteNews.com

Brudna prawda o Oldze Tokarczuk. Laureatka literackiej Nagrody Nobla służyła antypolskiej propagandzie

Olga Tokarczuk to rzeczywiście świetna pisarka. W latach 90. pisała na przykład donosy na polskich antysemitów na zlecenie obcej ambasady – komentuje przyznanie literackiej Nagrody Nobla Oldze Tokarczuk redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!”, Tomasz Sommer.

Fetowana obecnie pisarka Olga Tokarczuk znana jest głównie z nienawiści do Polski i skrajnego filosemityzmu.

– Zaczynam myśleć, że my śniliśmy własną historię. Wymyśliliśmy sobie historię Polski, jako kraju niezwykle tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości – mówiła w 2015 roku na antenie TVP Info Tokarczuk.

Następnie podkreśliła, że temat pogromów z okresu II wojny światowej i późniejszego, jako Polacy zamietliśmy pod dywan, a zaczęliśmy sobie wyobrażać, że jesteśmy narodem, który walczy o „wolność waszą i naszą”.

Postuluje wręcz napisanie historii Polski od nowa.

…Pani Tokarczuk nie daje się w konkurencji antypolonizmu i stworzenia z Polski żerowiska dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, nikomu wyprzedzić…

– Myślę, że trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów.

Już wtedy Stanisław Michalkiewicz przewidział, że za swoją działalność Tokarczuk zostanie przyznana nagroda. – Tokarczuk najwyraźniej rychtowana jest na laureatkę literackiego Nobla” o czym świadczy jej powieść „Księgi Jakubowe” o XVIII wiecznym Żydzie Jakubie Franku, który stworzył w Rzeczpospolitej swoja sektę – mówił Michalkiewicz.

I kontynuował: – Wykorzystuje tę awanturniczą historię w charakterze pretekstu do (…) odrażającego wizerunku mniej wartościowego tubylczego narodu polskiego, który nie tylko „kolonizował”, ale w dodatku straszliwie uciskał „mniejszości”, a zwłaszcza – tę najważniejszą. Polacy jako „mordercy Żydów”. W ten sposób pani Olga Tokarczuk znakomicie wpisuje się w „pedagogikę wstydu”, w ramach której już od początku 1990 roku, kiedy to, wraz z „upadkiem komunizmu” pojawiły się widoki na uczynienie z Polski żerowiska dla żydowskich organizacji przemysłu holokaustu, rozmaici ochotnicy nieubłaganym palcem kłują Polaków w chore z nienawiści oczy.

– Pani Tokarczuk nie daje się w tej konkurencji nikomu wyprzedzić, no, może z wyjątkiem nieboszczyka Jerzego Kosińskiego, co to przypisał polskim chłopom z Podkarpacia takie wyrafinowanie w seksualnych perwersjach, że aż zadziwił awangardę Manhattanu – nawiązywał do powieści „Malowany ptak” Michalkiewicz.

Wątpliwości, że nagrody Szwedzkiej Akademii wpisują się w lewicowe narracje nie ma również Tomasz Sommer.

– Olga Tokarczuk to rzeczywiście świetna pisarka. W latach 90. pisała na przykład donosy na polskich antysemitów na zlecenie obcej ambasady. Jednym z nich został nawet Kataw Zar z „Najwyższego CZAS!-u”. Cóż z tego, że dziecko getta warszawskiego. Nagroda się więc należała na bank – komentuje najnowsze wieści ze Sztokholmu.

– Swoją drogą, jak ktoś chciał potwierdzenia, że literacka nagroda Nobla została przejęta przez skrajnych lewaków to otrzymał je chyba po raz milionowy. Sienkiewicz, który w odróżnieniu od swego prawnuka od ruskich budek, był prawicowcem, się w grobie pewnie przewraca – dodaje.

źródło: Twitter

Za: Najwyższy Czas! (10/10/2019)

Olga Tokarczuk z Literacką Nagrodą Nobla. Zobacz, co pisarka myśli o Polakach

Pisarka Olga Tokarczuk, autorka m.in. „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, czy „Ksiąg Jakubowych” została uhonorowana Literacką Nagrodą Nobla za rok 2018. Jest 15. kobietą w historii wyróżnioną przez przedstawicieli Akademii Szwedzkiej.

Olga Tokarczuk laureatką literackiej Nagrody Nobla za 2018 rok, laureatem z 2019 roku został Peter Handke – austriacki pisarz i tłumacz.

Jak podaje serwis rmf24.pl Tokarczuk miała „wysokie notowania u bukmacherów, a jej książki cieszyły się ostatnio dużym powodzeniem wśród korzystających z zasobów biblioteki Szwedzkiej Akademii”. Jurorzy mieli przyznać nagrodę polskiej pisarce za „narracyjną wyobraźnię, która wraz z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic, jako formę życia”.

Warto przy tej okazji przypomnieć najsłynniejsze wypowiedzi tegorocznej laureatki Literackiej Nagrody Nobla, która niejednokrotnie podkreślała w swej twórczości i publicznych wypowiedziach, że Polacy zafałszowali własną historię. Ponadto jej zdaniem Polacy byli kolonizatorami, „większością, która tłumiła mniejszość”, właścicielami niewolników i mordercami Żydów.

Jedna z najsłynniejszych powieści Tokarczuk, czyli „Księgi Jakubowe” opowiada o losach Jakuba Franka, żyjącego w XVIII wieku polskiego Żyda z Podola, twórcy judaistycznej sekty frankistów. Taka tematyka stała się doskonałą okazją dla pani Tokarczuk, by wygarnąć Polakom. Istnieje także dodatkowy kontekst – sceptycyzm wobec przyjmowania imigrantów.

– Zaczynam myśleć, że my śniliśmy własną historię. Wymyśliliśmy sobie historię Polski, jako kraju niezwykle tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. (…) Ale kiedy przyszedł test, okazuje się, że nie jesteśmy w stanie zdać tego egzaminu – powiedziała Tokarczuk w programie „Minęła dwudziesta” TVP Info.

– Trzeba będzie stanąć z własną historią twarzą w twarz i spróbować napisać ją trochę od nowa, nie ukrywając tych wszystkich strasznych rzeczy, które robiliśmy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów – stwierdziła pisarka.

„Populiści używają języka, który jest bardziej agresywny i bardziej nienawistny. Sięgają po kozła ofiarnego. W Polsce kozłami ofiarnymi są tzw. zwariowani lewicowcy, miłośnicy queer, Niemcy, Żydzi, marionetki Unii Europejskiej, feministki, liberałowie i każdy, kto wspiera imigrantów.

Dodajmy do tego ciszę i cynizm kleru, niezdarną, agresywną propagandę telewizji państwowej, zgodę policji na ekscesy antysemickie, publiczne demonstracje dehumanizujące “wrogów narodu”, oczernianie władzy sądowniczej i niewybaczalne zniszczenie środowiska…

(…)

Władze polskie jednak uczyniły podział Polaków swoim głównym zadaniem. Agresja wisi w powietrzu”, pisała z kolei Tokarczuk na łamach „New York Times”.

Tokarczuk zdradzała fascynacje ezoteryką. Od zawsze deklarowała się jako feministka. Sprzyja także ekologom.

Źródło: rmf24.pl, PCh24.pl, tysol.pl

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-10-10)

Tokarczuk, czyli fałszywy alarm – Tomasz A. Żak

Jadę autobusem i słyszę, że Olga Tokarczuk dostała nagrodę literacką… Jak to? – dziwię się i denerwuję jednocześnie – jak ktoś taki mógłby dostać Nagrodę Mackiewicza? To jakiś obłęd, koniec świata! Słucham dalej i… oddycham z ulgą: dostała Nobla. To tylko Nobel – takich wyróżnień Polacy nie dostają od lat.

Pierwszym, jednoznacznie wyznającym marksizm-leninizm pisarzem, którego obdarowano Noblem, był w roku 1965 Michaił Szołochow. Był to czas, kiedy tzw. opinia światowa jeszcze się oburzała na legitymizowanie totalitarnego państwa, jakim była Rosja Sowiecka, bo laureat był przecież klasycznym partyjnym aparatczykiem, jako członek KC KPZR. Noblista po powrocie do Moskwy wziął udział w zjeździe programowym swej partii komunistycznej i całą mocą – teraz już światowego autorytetu – wyraził żal, że dwóch Rosjan, którzy ośmieli się w tym czasie publikować za granicą, wywinęło się od kary śmierci.

Dlaczego pisząc o autorce książki, na podstawie której powstał film „Pokot”, przypominam sowieckiego pisarza? Jakoś tak mi się skojarzyło z definiowaniem Polaków przez noblistkę Tokarczuk, jako „właścicieli niewolników” i „morderców Żydów”. Ona powiedziała to w języku polskim, Szołochow swoje gadał w rosyjskim… Dzisiaj opinia światowa już się na nie oburza, a za nią, „jak za panią matką” idzie ta krajowa, liberalna. Ale to tylko nagroda Szwedzkiej Akademii Nauk, zwanej dla zmylenia „Królewską”.

Ciekawe, kto zostanie wyróżniony w tym roku Literacką Nagrodą im. Józefa Mackiewicza?

Tomasz A. Żak

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-10-10) – [Org. tytuł: «Tomasz A. Żak: Tokarczuk, czyli fałszywy alarm [OPINIA]»]

Synod poprosił papieża o możliwość wyświęcania żonatych

Synod biskupów ds. Amazonii, zakończony w sobotę, opowiedział się za możliwością wyświęcania na księży żonatych stałych diakonów. W sobotę ogłoszono dokument podsumowujący obrady

Jak pisze Krystian Kratiuk na portalu PCh24.pl, w dokumencie końcowym zwrócono również uwagę, że „wiele wspólnot kościelnych na terytorium Amazonii boryka się z ogromnymi trudnościami, aby uzyskać dostęp do Eucharystii. Czasami trwa nie tylko miesiące, ale nawet kilka lat zanim ksiądz może powrócić do wspólnoty by celebrować Eucharystię, ofiarować sakrament pojednania lub namaścić chorych”.

W związku z tym ojcowie synodalni zaproponowali „ustanowienie kryteriów i przepisów ze strony właściwego organu”, aby „umożliwić wyświęcanie na kapłanów odpowiednich i sprawdzonych żonatych mężczyzn – członków ludu Bożego z danej wspólnoty”, oczywiście zapewniwszy im uprzednio odpowiednią formację. Chodzi zatem o tak zwanych viri probati (wypróbowanych mężów), o których dyskusja w Kościele toczyła się przez ostatni rok.

W dokumencie znalazło się zdanie, iż „niektórzy [ojcowie synodalni – przyp. PCh24.pl] opowiadali się za uniwersalnym podejściem do tego tematu”. Chodzi zatem o możliwość wyświęcania żonatych mężczyzn na kapłanów nie tylko w Amazonii, ale i w innych miejscach Kościoła powszechnego.

Do tych propozycji ojców synodalnych w ciągu kilku tygodni ma odnieść się papież Franciszek. Watykan zapowiedział bowiem, że jeszcze przed końcem tego roku Ojciec Święty opublikuje posynodalną adhortację apostolską.

/pch24.pl/

Wszystko co powinieneś wiedzieć o synodzie amazońskim – raport PCh24.pl

W Watykanie trwa synod amazoński. Portal PCh24 już od ogłoszenia planów zorganizowania spotkania biskupów poświęconego takiej tematyce podawał doniesienia dotyczące sprawy. Teraz zapraszamy do zapoznania się z raportem zawierającym wybrane informacje sprzed synodu oraz jego trwania.

Szamańskie rytuały, rozważania o ekologii, inwokacja Matki Ziemi. Amazońska Droga Krzyżowa w Rzymie

Ulicami Watykanu przeszła Amazońska Droga Krzyżowa. Znacznie różniła się od tradycyjnej formy tego nabożeństwa pasyjnego. Obrzęd wchodził w skład „półoficjalnych” wydarzeń zorganizowanych podczas trwającego od 6 października synodu biskupów.

„Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat!”. Oświadczenie „złodziei” amazońskich figurek

„Nie zamierzamy już więcej milczeć! Zaczynamy działać teraz! Kochamy ludzkość i dlatego nie możemy znieść, że nie pozwala się na chrzczenie ludzi z pewnych regionów i odmawia im przez to dostępu do Nieba (…) Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat” – brzmi oświadczenie osób, które wyrzuciły amazońskie podobizny nagich ciężarnych kobiet do Tybru. Znaczenie użytych podczas ceremonii otwarcia synodu figurek od samego początku budziło wielkie kontrowersje.

Drewniane figurki przedstawiające ciężarne kobiety, których użyto podczas ceremonii otwarcia synodu amazońskiego, a których symbolika do dzisiaj pozostaje tajemnicą, nieznani sprawcy wrzucili w nurty Tybru. Całość została zarejestrowana telefonem i opublikowana w serwisie YouTube.

Klimat, ekumenizm, synodalność, rola kobiet w Kościele. Oto nowy „Pakt z katakumb”

Uczestnicy Synodu Biskupów dla Amazonii odnowili tzw. „Pakt z katakumb” dla ubogiego Kościoła. W taki sposób zaktualizowali gest uczestników II Soboru Watykańskiego, którzy w 1965 roku sygnowali dokument, w którym zobowiązali się do umieszczenia ubogich w centrum ich posługi. Odnowienie paktu odbyło się w miejscu, gdzie pierwotnie został on podpisany, czyli w rzymskich Katakumbach św. Domitylli. Jednak nowy dokument nie mówi tylko o ubóstwie. Znalazły się w nim bowiem odwołania do m.in. ekologii czy ekumenizmu.

Drugi Tydzień Synodu. Stabilizacja kursu „na zmiany”?

Drugi tydzień Synodu Biskupów ds. Amazonii upłynął pod znakiem dyskusji o przyszłości kapłaństwa. Bardzo wiele uwagi ojcowie synodalni poświęcali także ekologii oraz problemowi edukacji ludów amazońskich. Papież powołał ponadto grupę, która stworzy dokument finalny zgromadzenia.

Synod: ryt amazoński i święcenia żonatych mężczyzn wśród propozycji roboczych grup językowych

Coraz jaśniej wyłaniają się główne idee Synodu Biskupów dla Amazonii. Widać to w relacjach z roboczych grup językowych, które zostały zaprezentowane w watykańskim Biurze Prasowym ­ informuje portal Vatican News.

Kard. Brandmüller: na synodzie amazońskim „gra” toczy się o najwyższą stawkę!

W nowym oświadczeniu na temat trwającego w Rzymie synodu amazońskiego kardynał Walter Brandmüller – uznany historyk Kościoła i jeden z dwóch żyjących hierarchów, którzy sformułowali Dubia odnoszące się do adhortacji Amoris laetitia – ostrzega przed zastąpieniem wiary katolickiej „panteistyczną religią naturalną człowieka”.

Kard. Marc Ouellet: Amazonia potrzebuje celibatu

– Celibat ma w sobie niezrównany potencjał ewangelizacyjny, którego najbardziej dziś potrzebują tubylcze kultury Amazonii, aby odkryć Chrystusa i Jego Kościół jako tajemnicę miłości i radości – przypomina kard. Marc Ouellet. Prefekt watykańskiej Kongregacji ds. Biskupów, a zarazem przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Ameryki Łacińskiej po raz kolejny studzi zapały w synodalnej dyskusji o wyświęcaniu żonatych mężczyzn.

Synod amazoński: problemem nie jest celibat, ale brak spójności ewangelicznej

Nie wierzę, że Jezus utracił moc pociągania do siebie nowych uczniów. To raczej my zbyt często byliśmy przeszkodą, z naszym brakiem świadectwa i konsekwentnego życia wynikającego z Ewangelii. W auli synodalnej mówił o tym brazylijski biskup Wellington Tadeu de Queiroz Vieira. Podkreślił on, że nie ma przeszkód doktrynalnych, by święcić żonatych mężczyzn, wskazał jednak, że to nie celibat jest głównym problemem, by mieć więcej księży, także w Europie. Problemem jest brak wiarygodnego świadectwa.

Prof. de Mattei w mocnych słowach o kryzysie, synodzie i wierności. Musisz to przeczytać!

– Kościół triumfuje, gdy jego wierni członkowie walczą o Niego – mówił prof. Roberto de Mattei podczas prezentacji wywiadu-rzeki z bp. Athanasiusem Schneiderem.

Mieszkańcy Amazonii nie rozumieją celibatu? To nieprawda! – zauważa brazylijski biskup

Emerytowany biskup z Brazylii José Luis Azcona wyraził zdecydowany sprzeciw wobec słów emerytowanego ordynariusza diecezji Xingu bpa Erwina Kräutlera. Austriacki hierarcha zasugerował, że rdzenni mieszkańcy Amazonii nie mogą zrozumieć idei celibatu. Zdaniem Brazylijczyka rozwiązaniem problemu powołań nie będzie „abolicja celibatu”, lecz głęboka, pozbawiona zniekształceń inkulturacja przesłania Ewangelii.

Synod amazoński: ekologia integralna, posługa kobiet i walka z pedofilią tematami obrad biskupów

Podczas kilku ostatnich dni Synodu Amazońskiego poruszano kwestie dotyczące ponownego przemyślenia posługi w Kościele zgodnie z „parametrami synodalności”. Mówiono także o inkulturacji, migracji, ekologii integralnej, walce z pedofilią i powołaniu nowych instytucji, które chroniłyby „prawa człowieka”.

Synod Amazoński: Franciszek podał nazwiska osób odpowiedzialnych za kształt posynodalnego dokumentu
Papież Franciszek ogłosił listę osób odpowiedzialnych za kształt tekstu podsumowującego synod amazoński. Wśród redagujących znalazły się takie nazwiska jak kard. Christoph Schönborn z Austrii czy Argentyńczyk Marcelo Sánchez Sorondo. Nazwiska podano podczas konferencji odbywającej się 15 października.

„Chwila duchowości amazońskiej”. Ta towarzysząca synodowi inicjatywa budzi poważny niepokój

Sieć instytucji kościelnych i charytatywnych, współpracujących w celu promowania spotkań poświęconych duchowości i kulturze rdzennej ludności Amazonii, organizuje w kościołach rzymskich liczne wydarzenia, budzące kontrowersje. W dużej mierze finansuje je episkopat niemiecki.

Ludy Amazonii są niezdolne do zachowania celibatu? Wnuk nawróconego szamana: to obraźliwe!
Właśnie usłyszałem, co bp Kräutler sądzi o plemionach Amazonii, które jego zdaniem nie rozumieją celibatu. Jako rdzenny mieszkaniec uważam to za bardzo obraźliwe i po części rasistowskie – mówił reporterowi LifeSite News Rexcrisanto Delson – wnuk nawróconego szamana z jednego z filipińskich plemion.

Kapłaństwo kobiet na synodzie? Szokujące stanowisko biskupa

Brazylijsko-austriacki biskup Erwin Kräutler przyznał, że wielu biskupów popiera święcenia kobiet na diakonów. Wyraził także swoje poparcie dla święceń kobiet na kapłanów i przyznał, że synod może stanowić krok w tym kierunku.

Pierwszy tydzień Synodu Biskupów. Czarne chmury nad Watykanem

Pierwszy tydzień Synodu Amazońskiego potwierdził wszystkie obawy krytyków niesławnego Instrumentum laboris. Na zgromadzeniu dyskutuje się już nie tyle, czy liberalizować celibat, a jedynie jak dokładnie to zrobić. Rozmawia się otwarcie o diakonacie i kapłaństwie kobiet, a pogańskie rytuały amazońskich ludów przedstawia się jako możliwą inspirację do opracowania nowego rytu Mszy świętej. Według jednego z głównych progresistów synodalnych, bp. Erwina Kräutlera, opcja na rzecz zmian ma większość.

Nowa forma Mszy dla Amazonii! Taka propozycja pojawiła się już pierwszego dnia synodu

„Podczas dwuletniego przygotowania do synodu amazońskiego oczekiwano, że papież Franciszek zbuduje silny „konsensus ekologiczny” a także wzmocni poparcie dla rdzennych kultur i ludów oraz propozycji wyświęcania żonatych mężczyzn w Amazonii. Pierwsza sesja robocza szczytu w poniedziałkowe popołudnie z pewnością spełniła swoje zadania, zasadniczo na każdym z tych frontów” – komentuje serwis cruxnow.com.

Kard. Burke przed synodem: „Atak na panowanie Chrystusa i apostazja!”

Pięćset lat po reformacji Niemcy ponownie sprawiają kłopoty Kościołowi rzymsko-katolickiemu. Tym razem katoliccy biskupi Niemiec rozpoczęli przerabianie Kościoła na swój własny liberalny obraz.

Kard. Gerhard Müller: Święcenia kapłańskie tylko dla mężczyzn

Jeśli synod amazoński ma okazać się błogosławieństwem dla całego Kościoła i wzmocnić jego jedność w prawdzie, zamiast ją osłabić, musi ustać myślenie w zgodzie z linią partii i ideologii. Kiedy w walce każdy mówi coś innego i uzasadnia to stwierdzając: „Ja jestem od Pawła, a ja od Apollosa; ja jestem Kefasa; a ja Chrystusa”, wówczas usprawiedliwiona jest riposta Apostoła: „Czyż Chrystus jest podzielony? (…) Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?” (1 Kor 1,12-13). „Zresztą nawet muszą być wśród was rozdarcia, żeby się okazało, którzy są wypróbowani” (1 Kor 11,19) – ale „biada światu z powodu zgorszeń!” (Mt 18,7) – pisze kardynał Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Pełna treść stanowiska w języku polskim dostępna tylko na PCh24.pl.

Ekologia, ubóstwo i ocieplenie klimatu. To tematy do dyskusji podczas Synodu Amazońskiego

Podczas czwartkowej konferencji poprzedzającej Synod Amazoński, jego organizatorzy wskazali, że decyzje uczestników Synodu – prawo głosowania mają także świeccy mężczyźni – odnoszące się do regionu Amazonii będą miały konsekwencje dla całego Kościoła powszechnego. Kluczowe mają być kwestie, ekologii integralnej, walki z ubóstwem i ociepleniem klimatu.

Kościół reformowany czy deformowany?

Tuż przed rozpoczęciem synodu panamazońskiego przedstawiciele organizacji konserwatywnych katolików z całego świata zebrali się w Rzymie, by podzielić się obawami dotyczącymi tegoż synodu. W bardzo zdecydowanych słowach rozprawili się z błędami i herezjami zawartymi w Instrumentum laboris. Surowo ocenili również papieża Franciszka.

Franciszek i amazońskie „nabożeństwo”. Co wydarzyło się w Ogrodach Watykańskich?

Papież wziął udział w dość niecodziennym „zgromadzeniu modlitewnym” z udziałem amazońskich uczestników rozpoczynającego się synodu. Wedle relacji, Franciszek uczestniczył w modlitwie za ziemię – przewodniczyła jej szamanka…

Synod amazoński. Dni, które zmienią Kościół

Rozpoczyna się synod amazoński – spotkanie, które może całkowicie zmienić Kościół katolicki. Niektórzy twierdzą nawet, że nie tyle zmienić, co… podmienić. Skąd takie sugestie? Otóż to, co zaplanowali organizatorzy synodu, jest na tyle wstrząsające, że w zaistnienie niektórych postulatów ciężko w ogóle uwierzyć. Większość katolików nie chce zaś przyjąć do wiadomości, że ustalenia tegoż synodu – mimo iż formalnie dotyczy on Amazonii – dotknąć mogą całego Kościoła powszechnego, również nasze swojskie, polskie parafie.

Synod amazoński oficjalnie rozpoczęty! Papież zaapelował o „przyjęcie śmiałej roztropności Ducha Świętego”

Eucharystia sprawowana w watykańskiej bazylice zainaugurowała Zgromadzenie Specjalne Synodu Biskupów dla Amazonii. Będzie ono obradowało w Watykanie przez trzy tygodnie – od 6 do 27 października.

Propozycja wyświęcania żonatych mężczyzn już w pierwszym dniu obrad synodu. Mówił o tym kard. Hummes

Relator synodu amazońskiego, kard. Claudio Hummes, już w pierwszym dniu obrad poruszył jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii dyskutowanych w ramach tego zgromadzenia biskupów. Brazylijski hierarcha opowiedział się za dopuszczeniem „sprawdzonych, doświadczonych mężczyzn” (łac. viri probati) do sakramentu kapłaństwa oraz zaznaczył chęć „uznania przewodniczej roli kobiet w amazońskich wspólnotach i skonsolidowania z urzędom im przysługującym”. Słowa kardynała nagrodzono brawami.

Synod amazoński: wezwano do określenia katalogu „grzechów ekologicznych”

Podczas dyskusji w grupach roboczych drugiego dnia Synodu Amazońskiego pojawiła się idea opracowania bogatej literatury na temat tzw. grzechów ekologicznych. Uczestnicy sięgnęli do koncepcji z lat 60. i 70.tzw. eko-teologii.

Poruszający wpis hierarchy: módlmy się, by biskupi na synodzie strzegli Depozytu Wiary. To obowiązek!

Ordynariusz diecezji Tyler w Teksasie wezwał na Twitterze do modlitwy w intencji zgromadzonych na synodzie amazońskim. Bp Joseph Strickland przypomniał, że strzeżenie Depozytu Wiary to święty obowiązek biskupów.

Nowa forma Mszy dla Amazonii! Taka propozycja pojawiła się już pierwszego dnia synodu

„Podczas dwuletniego przygotowania do synodu amazońskiego oczekiwano, że papież Franciszek zbuduje silny „konsensus ekologiczny” a także wzmocni poparcie dla rdzennych kultur i ludów oraz propozycji wyświęcania żonatych mężczyzn w Amazonii. Pierwsza sesja robocza szczytu w poniedziałkowe popołudnie z pewnością spełniła swoje zadania, zasadniczo na każdym z tych frontów” – komentuje serwis cruxnow.com.

Kardynał Sarah: nacisk na ideologię podczas Synodu Amazońskiego to „zniewaga Boga”

Nacisk niektórych mieszkańców Zachodu na wykorzystanie watykańskiego Synodu Amazońskiego do realizacji osobistych planów jest obrazą Boga i jego planu dla Kościoła – powiedział kardynał Robert Sarah.

Współorganizator synodu: Najpierw żeński diakonat, potem… kapłaństwo kobiet

Według biskupa Erwina Kräutlera, głównego autora dokumentu roboczego trwającego w Watykanie Synodu Amazońskiego, postulowany tam diakonat żeński byłby wstępem do… wyświęcania kobiet na kapłanów Kościoła katolickiego.

Wódz amazońskiego plemienia: teologia wyzwolenia zmusza ludzi do pozostania w biedzie i nędzy

Jonas Marcolino Macuxí, wódz amazońskiego plemienia Macuxi w rozmowie z Diane Montagna (LifeSite News) przekonywał, że teologia wyzwolenia tak naprawdę nie pozwala ludziom wyjść z biedy i nędzy – zarówno materialnej jak i umysłowej. Macuxí skomentował także ceremonię otwarcia Synodu Amazońskiego, która – w jego opinii – bez wątpienia zawierała elementy pogańskie.

Specjalny gość Synodu: Kościół musi zyskać amazońską twarz

Kościół musi zyskać amazońską twarz – przekonuje jeden ze specjalnych gościu Synodu Amazońskiego, niemiecki werbista Michael Heinz, przewodniczący wpływowej organizacji charytatywnej. Jak mówi, to twarz dialogu z kosmologią i wierzeniami pogan.

Dzieciobójstwo. Prawda o ludach Amazonii niewygodna dla uczestników synodu?

Kard. Pedro Ricardo Barreto Jimeno podczas konferencji prasowej odmówił przyznania, że niektóre plemiona amazońskie do dzisiaj praktykują zabijanie chorych noworodków. Członek Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka oraz wiceprezydent synodu amazońskiego podkreślił, że wysuwając tak radykalne oskarżenia należy posługiwać się odpowiednimi dowodami. Problem w tym, że dowodów na występowanie zbrodniczego procederu jest aż nadto.

Kardynał Marx: krytycy poza synodem, a my w auli synodalnej

Słyszałem, że dokument roboczy synodu jest krytykowany w Kościele katolickim, że jest krytykowany poza synodem. Dyskusje synodalne mają jednak miejsce w auli w Watykanie – stwierdził kard. Reinhard Marx podczas osobistego spotkania z dziennikarzami.

Diakonat kobiet kolejnym rewolucyjnym tematem na forum synodu

Kościół w Amazonii musi bardziej docenić posługę ludzi świeckich. Ich rola powinna być bardziej zauważona i doceniona – przekonywali ojcowie synodalni podczas trzeciej kongregacji generalnej Synodu Biskupów poświęconego nowym drogom dla Kościoła w Amazonii i ekologii integralnej. Pojawiła się propozycja święceń kapłańskich dla żonatych mężczyzn oraz diakonatu kobiet.

Brazylijski biskup: Indianie potrzebują Ewangelii. Żadna kultura nie stoi ponad Chrystusem

Misją Kościoła jest nieść Ewangelię wszędzie, również do rdzennych plemion, które muszą ją poznać. Żadna kultura nie stoi ponad Chrystusem, żadna koncepcja filozoficzna nie zastąpi tajemnicy Odkupienia – przekonywał biskup Adair Guimarães z Brazylii, w kontekście pomysłów inkulturacji i połączenia wierzeń indiańskich z wiarą katolicką, podnoszonych podczas trwającego synodu amazońskiego.

Krystian Kratiuk w „Warto Rozmawiać”: problemy Amazonii odzwierciedlają problemy świata zachodniego

Będąc w Rzymie zobaczyłem drogi synodalności Kościoła, o której papież Franciszek mówi od rozpoczęcia swojego pontyfikatu. Zobaczyłem też niesłychaną do tej pory uroczystość zasadzenia drzewa przez Indian w ogrodach watykańskich i trochę zdziwionego tą sprawą Ojca Świętego. Usłyszałem też na konferencji świeckich liderów konserwatywnych katolików o tym, że możemy mieć na tym synodzie do czynienia z rzeczami, które można nazwać heretyckimi – powiedział w poniedziałek w programie „Warto Rozmawiać” Krystian Kratiuk, redaktor naczelny portalu PCh24.pl.

Bp Franz-Josef Overbeck: żonaci księża na całym świecie… to byłby cud!

Niemiecki biskup Franz-Josef Overbeck uważa, że na Synodzie Amazońskim papież może dopuścić żonatych księży w Amazonii. Jeżeli to rozwiązanie zostałoby potem przeniesione na cały świat, to byłby w ocenie hierarchy prawdziwy cud.

Ekosynod nie da ucierpieć planecie. „Nie” dla plastiku, hektary nowych lasów

Uczestnicy synodu dla Amazonii posadzą w tym regionie świata 50 hektarów lasu. W tym celu zostaną wykupione tytuły w firmach zajmujących się zalesianiem wykarczowanych regionów puszczy. Poinformował o tym kardynał Lorenzo Baldisseri podkreślając, że w ten sposób synodalne spotkanie odbędzie się bez obciążania klimatu.

Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat!”. Oświadczenie „złodziei” amazońskich figurek

„Nie zamierzamy już więcej milczeć! Zaczynamy działać teraz! Kochamy ludzkość i dlatego nie możemy znieść, że nie pozwala się na chrzczenie ludzi z pewnych regionów i odmawia im przez to dostępu do Nieba (…) Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat” – brzmi oświadczenie osób, które wyrzuciły amazońskie podobizny nagich ciężarnych kobiet do Tybru. Znaczenie użytych podczas ceremonii otwarcia synodu figurek od samego początku budziło wielkie
kontrowersje.

„Zrobiliśmy to z jednej przyczyny: nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus, Jego Błogosławiona Matka i wszyscy naśladujący Chrystusa są atakowani przez członków naszego Kościoła. Nie zgadzamy się na to! Nie zamierzamy już więcej milczeć! Zaczynamy działać teraz! Kochamy ludzkość i dlatego nie możemy znieść, że nie pozwala się na chrzczenie ludzi z pewnych regionów i odmawia im przez to dostępu do Nieba. Naszym obowiązkiem jest podążanie za Bożymi przykazaniami, na wzór Matki Bożej. Nie ma innej drogi do zbawienia. Christus vincit, Christus regnat, Christus imperat!” – brzmi oświadczenie, do którego dotarł amerykański portal Church Militant.

W poniedziałek (21.10.2019) kilka osób w godzinach porannych weszło do kościoła Santa Maria Transpontina, zabrało umieszczone tam figurki i wrzuciło je w odmęty Tybru. Inicjatorzy akcji nie mieli wątpliwości, że były to pogańskie podobizny Pachamamy – amazońskiego bóstwa utożsamianego z Matką Ziemią.

Między innymi tym podobiznom (oraz młodemu drzewku) grupa Indian wraz z misjonarzami składała głęboki pokłon podczas ceremonii otwarcia synodu amazońskiego odbywającego się w ogrodach watykańskich. Podczas uroczystości obecny był Franciszek wraz ze współpracownikami.

Głos w sprawie zabrał prefekt dykasterii ds. komunikacji Paolo Ruffini. Jego zdaniem była to zwyczajna kradzież. – Figurki reprezentują Matkę Ziemię, płodność, życie (…) to gest w mojej opinii będący w sprzeczności z duchem dialogu. To kradzież niewymagająca dalszego komentarza – podkreślił.

Do komentarza prefekta odniósł się Michael Voris, redaktor naczelny Church Militant: „To tylko pokazuje, jak oderwany od rzeczywistości jest obecny pontyfikat. Słowa Ruffiniego pokazują, że oni nie rozumieją, o co chodzi (…) Matka Ziemia to bóstwo w pogańskiej kulturze. To spersonifikowana istota boska; Wicca czci Matkę Ziemię, nazywaną przez new age’owskich hippisów Gają. To nie jest jakaś nic nieznacząca statuetka, ona reprezentuje odmienny i całkowicie przeciwny Kościołowi światopogląd. To ohydne, że w ogóle się tam znalazła”.

Źródło: Facebook.com / Temlum Christi / YouTube/Church Militant

Ukryta prawda o “Ustawie 447”

Każdy, kto choć trochę interesował się historią ruchu syjonistycznego i jego zdywersyfikowanej aktywności ukierunkowanej na budowę żydowskiego państwa w Palestynie, musi docenić jego niezwykłą skuteczność. Wielu mówi wręcz o wirtuozerii radzenia sobie z sytuacjami na pozór beznadziejnymi. Wśród nich za prawdziwy majstersztyk uważam namówienie Turcji do przyłączenia się do I wojny światowej po stronie – przegranych już – państw centralnych. Skutkiem tego była utrata osmańskiego panowania nad Palestyną i objęcie brytyjskiego nad nią zwierzchnictwa. Tak, to była koronkowa robota.

Dlaczego teraz o tym piszę? Ano dlatego, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że ta historia może się powtórzyć z Polską, zamiast Palestyny, w roli głównej. Właśnie wchodzimy w etap najważniejszy: usankcjonowania żydowskiego statusu w kraju nad Wisłą. Oczywiście Żydzi nie muszą martwić się o akceptację swoich “praw” przez Wielkich Tego Świata i tzw. międzynarodową opinię publiczną. To mają zagwarantowane zawsze i wszędzie. Jedynym twardym orzechem do zgryzienia jest uzyskanie takiej akceptacji od… Polaków. To zadanie karkołomne, ale – jak wykazałem wyżej – do udźwignięcia przez sprytną i bezwzględną strategię żydowską. Powiem więcej: oni przeszli właśnie do ostatniego etapu realizacji tego zadania. Nie ma tu miejsca na analizę wszystkich działań podejmowanych przez nich na przestrzeni setek lat. Zatrzymam się tylko na krótko przy słynnej amerykańskiej “Ustawie 447”.

W Polsce wokół tej ustawy dominuje narracja o przysłowiowej żydowskiej pazerności. Jestem przekonany, że jest to narracja bardzo korzystna dla Żydów i być może nawet przez nich samych generowana jako swoista zasłona dymna. Co mnie skłania do takich podejrzeń? Nie byłoby powodu do wielkiego niepokoju, gdyby roszczenia dotyczące tzw. mienia bezspadkowego formułowane były z pozycji osób prywatnych (nawet wspartych całą machiną żydowskiej propagandy). W takim przypadku sam dołączyłbym do tej “pazernej” narracji. Jest jednak zgoła inaczej. Te roszczenia mają wymiar polityczno-cywilizacyjny i są tylko jednym z wielu elementów spektakularnej obecności żywiołu żydowskiego w Polsce, jego denerwującego rozpychania się w naszych włościach. Bez wątpienia jest to proces centralnie sterowany przez całą potęgę Izraela i żydowskiej diaspory, a ta nie potrzebuje naszych miliardów posiadając przecież monopol na swobodne drukowanie banknotów z podobizną prezydentów USA. O co więc naprawdę chodzi w “Ustawie 447”?

Rąbka tajemnicy uchyliło niedawne oświadczenie tzw. Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Jego sygnatariusze w pełni zgadzają się z postanowieniami “Ustawy 447”. Są jednak wspaniałomyślni i wyrozumiali. Wiedzą, “że pełne rekompensaty byłyby zbytnim obciążeniem dla Polski”. Po chwili jednak powoli wyłazi szydło z worka. “Niemniej jednak jakieś rozwiązanie powinno zostać wypracowane przez wszystkie zainteresowane strony. Wyobrażalne są rozstrzygnięcia kompromisowe, np. rekompensata symboliczna. Wymaga to dobrej woli obu stron”. A więc nie chodzi tu o pieniądze? A o co? “Jako polscy chrześcijanie i Żydzi wierzymy we wspólnotę, która wynika i ze wspólnych korzeni biblijnych i ze wspólnego życia w naszym kraju”. I teraz już wszystko jasne. Roszczenia to tylko finansowa marchewka na kiju, bat na ogłupionych Polaków. Żydzi zrezygnują ze swoich żądań w zamian za ogłoszenie “Rzeczypospolitej Przyjaciół”, za prawne usankcjonowanie ich współgospodarowania krajem nad Wisłą.

Polska Rada Chrześcijan i Żydów została delegowana, by jako pierwsza skonfrontować Polaków z brutalną dla nich rzeczywistością. Teraz bez wątpienia w jej ślady pójdą tzw. moralne autorytety z kościelnymi włącznie (wybór momentu wybuchu afery pedofilskiej w Kościele nie był przypadkowy), a po nich jednym głosem przemówi elita polityczna. Machina ruszyła całkiem na serio. Czym my możemy się jej przeciwstawić?

Krzysztof Zagozda

źródlo i foto: fb

#wrealu24#polskaiswiat#polska

Powrót „pańskiej Polski” – po czterech latach

Przed tak ważną decyzją, jaką przyjdzie nam jako Polakom podjąć już jutro, warto poświęcić chwilę, by spojrzeć na to, co za nami, z pewnej perspektywy. Przypominam tekst, który powstał krótko przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi, by uprzytomnić – sobie i Czytelnikom – jaką drogę pokonaliśmy przez ostatnie cztery lata. Naprawdę niezwykłe lata naszej historii. Wspaniała była to przygoda… I gdzie jesteśmy dziś, patrząc na nasze nadzieje i oczekiwania z tamtego czasu.

_____

Jesteśmy szczęśliwym krajem. W naszym kraju trzydzieści procent Polaków od kilkunastu lat głosuje zawsze na ludzi, którzy mówią publicznie, głośno i wyraźnie, że wolność jest piękna. Że niewolnictwo – sprzedawanie się za pieniądze, za posady, za obietnice, życie bez prawdy – czyni nieszczęśliwymi, upadla. Przyobleka duszę w ohydny brudny łachman.

Dlatego jesteśmy krajem naprawdę szczęśliwym. Trzydzieści procent to dużo. [Choć dziś – byłoby zdecydowanie za mało – dop. 11. X. 2019]. Zwłaszcza, gdy tylu wynajętych pajaców gdacze bez przerwy, że ci, którzy są za wolnością, za Polską silną, za mądrym rządem, to ludzie niepoważni. Nieudacznicy, jacyś pomyleńcy. Ale prawdy o nas, Polakach, nie da się unicestwić. Nawet, gdy nikt jej nie zasieje jesienią, a pole się zaorze – odrośnie, jak trawa na wiosnę.

Nie da się Polski w sercach polskich znieważyć. Jej prawdziwe życie jest właśnie tam. Nie da się jej zniszczyć. Im bardziej lżona, tym goręcej kochana. Im bardziej wmawiają nam, że jesteśmy głupcami, tym jesteśmy mądrzejsi. Im bardziej przypisują nam szaleństwo, tym bardziej okazujemy się rozważni i dalekowzroczni. Mamy dar spokoju. Wszystko wychodzi bowiem na dobre człowiekowi, który kocha Boga. Każde doświadczenie, każdy cios.

Tak samo jest z narodem, który kocha Boga. Wolne słowo, wolna opinia publiczna to potęga Polski. Gdy patrzy się na opinię publiczną w krajach Zachodu, albo Wschodu – cóż… Tak, możemy być dumni!

Dziś wynajęci pajace gdakaniem o tym, że samolot pod Smoleńskiem sam się roztrzaskał, jakby był suchym kawałkiem drewna nadzianym na ostrze, usiłują wepchnąć innych Polaków w przepaść głupoty, niedorzeczności, zdziecinnienia.

Chcą także, żeby już bardzo małe, ledwo z pieluch wyjęte dzieci uczyły się w szkołach, które są sporządzone na modłę rosyjskich szkół dla Polaków w czasach zaborów. Wszystko tam stawiano na głowie; do umysłów dzieci i młodych ludzi usiłowano wepchnąć istny śmietnik – posługując się dwoma chwytami: presją fałszywych autorytetów i terrorem, zastraszaniem.

Ale w Polsce po prostu nie da się rozpleść tych nici, tak ściśle ze sobą zespolonych, które tworzą jeden wzór: wiara i polskość, kultura i mądrość, zdrowy rozsądek i zdolność do ofiar, fantazja, polot, umiejętność śmiania się z samych siebie i pracowitość. Nie odwracanie się nigdy plecami do ludzkiego nieszczęścia. Gościnność i tolerancja, pogodna rezerwa wobec innych narodów. Nie przyjmowanie tego, co byle jakie, co polskości zaprzecza, ale szacunek wobec ludzi. To wszystko w Polakach było zawsze i jest nadal obecne. Nic nie da się wydestylować. Tu właśnie kryje się ów pański dystans wobec innych – bez nadmiernej poufałości, ale z rewerencją i szacunkiem dla drugiego człowieka. Dystans, który nie przeczy wcale ciekawości, otwartości, ciepłu, przyjaźni; dystans, który tak intrygował i pociągał cudzoziemców. Sprawiał, że Polakami w czasach I Rzeczypospolitej chcieli być Tatarzy, Białorusini, Litwini, Ukraińcy. Że Polakiem stał się u progu XX w. Austriak prof. Oskar Halecki, znawca i miłośnik polskiej historii.

Polskość była atrakcyjna. Na dworze carów w XVII, XVIII wieku mówiło się po polsku. Polskość czarowała. Była i jest atrakcyjna, o czym zaświadczają na przykład przyjaciele z Majdanu.

Polska jest dziwnym krajem. Dziwnym, kłującym w oczy – nawet w Europie dzisiejszej., na jej tle. Bo w Polsce, to niewiarygodne, nadal jest polskość! Choćby wybito niemal wszystkich przedstawicieli polskich elit, pamięć o nich pozostanie wśród Polaków, żywa jak płomień. I będzie się wciąż odradzać. Polskości wydrzeć się z dusz mieszkańców Polski nie da. Nasi wrogowie tego nie rozumieją. Bo dla nich istnieje tylko to, co materialne.
Trzeba wierzyć w dogmat Świętych obcowania, żeby zrozumieć coś z Polski. Oni nie wierzą.

A Polacy wciąż ze sobą potrafią rozmawiać. Rozmawiają także z tymi, których już nie ma tu, na ziemi.

Polacy się lubią. Sięgają po gazety, które nie judzą i nie nudzą. Które dają oddech, bo ich autorzy mają poczucie humoru. Prawda podana ze zmarszczką na czole, z potępiającym okrzykiem i grożącym palcem, z wykrzywieniem ust, z oskarżeniem wobec wszystkich wokół – bo tylko moja gazeta, moja rozgłośnia, moja prawda są słuszne – to nie żadna prawda, a słuszniactwo. Słuszniactwo próbowali zainstalować tu bolszewicy, a wcześniej Prusacy i Moskale. Zostali wyśmiani. Słuszniactwo to myślenie pod sznurek. Na rozkaz i pod presją. Wykorzystuje się w tej presji fałszywy autorytet. Robi się z ludzi posłuszne kukły. Słuszniactwo w Polsce jest zawsze czymś żałosnym.

Jesteśmy szczęśliwym krajem. Mamy przed sobą szalone perspektywy. Bo mamy Ojca i Matkę, o których wiemy, że kochają. Dzieci, które nie mają rodziców, którzy je kochają, nie są szczęśliwe. Wciąż chcą udawać kogoś innego. Źle czują się we własnej skórze, usiłują wciąż udowadniać, że zasługują na miłość. Czasem robią tysiące głupstw, żeby tylko ktoś, kogo mają za ojca i matkę, ich pokochał… Lub choćby zwrócił na nich uwagę. Zauważył, że istnieją. Jaki to okropny ból, gdy rodzice nie kochają dzieci, lub kiedy nie potrafią im tego okazać i one sądzą, że nie są kochane!

Z Polakami jest inaczej. Oni co do miłości mają pewność. Ich Ojciec to Bóg. Ich Matka to Matka Boga. Czy dlatego, że Polacy są lepszymi katolikami? Nie, nie są lepszymi. Ale nie dali w sobie zabić wiary w Boga, który jest Trójcą, trzema Osobami Boskimi, które łączy miłość. Wiara w Boga osobowego uskrzydla. Wiara w boga bezosobowego, boga tożsamego z kosmosem, naturą, wiara w absolut, który nie ma twarzy, nie ma serca, który nie potrafi kochać, to nieszczęście. Przytrafia się różnym pobożnym mędrkom.

Pełne kościoły podczas rekolekcji przed Świętami Wielkanocnymi, kilometrowe kolejki przed konfesjonałami, ludzie na kolanach przed Bogiem, to wszystko mówi wyraźnie: Tak, mamy Ojca. Mamy Matkę. Jesteśmy kochani. Nasz Ojciec jest Bogiem. Nasz Bóg jest Zbawicielem świata. Nasz Zbawiciel jest prawdziwym Królem. Ten, którego nie chcieli, którego wyszydzili, zdradzili, opluli i ukrzyżowali.

Polacy jednak wiedzą, że On jest Królem. Jak to zwięźle ujęli w staropolszczyźnie: Próżno, straże, grób strzeżecie! Już Go tutaj nie znajdziecie: Wstał, przeniknął skalne mury, Bóg natury…

Nawet, kiedy ostatni król polskiego państwa zostaje zdrajcą, gdy tchórzy, gdy upokarza naród, Polacy nie stają się sierotami. Mają Króla, którego Serce pała miłością bez chwili wytchnienia. I oni o tym wiedzą.

Wszystkie polskie pieśni wielkopostne, Gorzkie Żale, Drogi Krzyżowe odprawiane w Polsce przez cały Wielki Post o tym mówią. Nie ma wątpliwości. W Jego ranach nasze ukojenie. W Jego bólu nasze pocieszenie. W Jego Krzyżu nasze zwycięstwo.

Mamy Matkę, która jest Królową.

Zapominamy o tym w chwilach wielkiej udręki, wielkiej boleści, ale potem budzimy się z odrętwienia. Mało kto być może dziś przypomina sobie, że osiem lat temu hołd tej Królowej, w Katedrze Lwowskiej, przed ołtarzem, gdzie modlił się Jan Kazimierz i przyjmował Ją uroczyście jako Królową Polski – dzielił się z Nią swym królestwem – złożył prezydent Polski, Lech Kaczyński. Odnowił wówczas śluby Jana Kazimierza wobec kardynała Mariana Jaworskiego. Było to 1 kwietnia 2006 roku, w 350. rocznicę Ślubów Lwowskich króla Jana Kazimierza w tej samej katedrze.

Kiedy się ma Ojca i Matkę, gdy Oni są Królem i Królową, i gdy się o tym wie – jest się szczęśliwym narodem.

Tego narodu nie da się oszukać

Jesteśmy szczęśliwym narodem, bo dobrze wiemy, co się wydarzyło 1o kwietnia 2010 roku !!!.

To fakt, coraz więcej ludzi o najpobożniej złożonych dłoniach wykrzykuje, że nic, dosłownie nic nie zdarzyło się tego dnia. No, nic takiego, dajcie spokój! Albo: Zamknijcie się wreszcie, słyszycie! NIC! Im głośniej krzyczą, tym bardziej głuchy jest ten krzyk.

Struny głosowe już wysiadają, a oni krzyczą. Drą się na całe gardło I cisza, która zapada potem jest straszna. Przerażająca dla nich samych. Wreszcie słyszą, co wykrzyczeli.

Także ci, którzy próbują tę datę po prostu wykreślić z zestawu historycznych dat, ominąć ją wielkim łukiem, ogłaszając hałaśliwie na przykład, że tego właśnie dnia zatriumfowali w Parlamencie Europejskim obrońcy życia i dlatego dzień ten będzie pamiętny i wielki na pokolenia, dają tylko dowód, że boją się okropnie i nie chcą, by ktokolwiek o tym wiedział.

Że nie chcą kłamać wprost, ale próbują przykryć, czym się da tę datę, która pojawia się wciąż i wciąż rośnie przed oczyma oniemiałego świata, który, biedny, nie wie – choć tak naprawdę wie doskonale – jak i z czym ją powiązać. Pojawia się niczym MANE TEKEL FARES, i nie znika, choć ściera ją pracowicie niewidzialna gumka i zamalowuje pod osłoną nocy pędzel: Dziesiąty kwietnia, Smoleńsk.

Jesteśmy szczęśliwym narodem, bo czujemy wciąż i rozumiemy naszą historię. Potrafimy powiązać ze sobą w jedną całość daty, miejsca i ludzi. Pojmujemy – to, co wcale nie łatwo jest pojąć: historia państw i narodów jest mową Boga.

Wiemy, że nie da się niczym wydrapać tych kwietniowych dat: 1940…, 2010…. Odrodzą się znów, pojawią się na murach, wykwitną jak kwiaty na drzewach wiosną, wyrosną jak aksamitny mech spod ziemi – przed oczyma Polaków, którzy się na tej ziemi urodzą.

Gdy Polacy nie słyszą w kościołach podczas kazań nawiązań do tej daty, czują po prostu palący wstyd.

Oszukiwać się długo nie da nawet tych ludzi, którzy bardzo by chcieli zapomnieć – bo mają za dużo spraw, zbyt wiele interesów, projektów, zobowiązań, za wiele do stracenia – żeby dla nich nic, poza zwykłym wypadkiem, takim, jakich wiele, nie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 roku.

Dlatego, że tak jest, do Polski zawsze będą przyjeżdżać cudzoziemcy. I odjeżdżać stąd z dziwnym uczuciem, że Polska jest w Europie rajem. Choć drogi nie takie, koleje przestarzałe, bruki krzywe, kawa niesmaczna, hotele byle jakie. Jest rajem, bo jest Ojczyzną ludzi, których łączą ze sobą prawdziwe relacje. Tylko niezachwiana pewność, że Bóg jest, pozwala nawiązać prawdziwe, wolne do pozy, relacje między ludźmi.

Chcą nawet osiedlać się tu, w tym kraju, tak ubogim. Jak ujął to pewien Szwajcar, który z żoną – dziewczyną po filozofii, jak i on – robi sery pod Suwałkami: Wszyscy, którzy nie są bardzo chorzy chcieliby tu przyjechać i żyć. Dlaczego? Niebogata Polska jest rajem, do którego z niejasnych dla siebie powodów tęsknią ludzie z Zachodu. I rajem, który budzi okrutne wyrzuty sumienia – starannie ukryte, ale przecież ujawniające się, nie jeden raz – u wielu z nich. U wielu także tych ze Wschodu.
Tutaj ludzie mają gest

Kupowałam niedawno mleko od starszej kobiety, która stała na chodniku. W koszyku miała jajka, w plastikowych butelkach po wodzie mineralnej mleko. Czy to od pani krów?, zapytałam z głupia frant.

Bez obrazy, od mojej krowy, odparła staruszka, prostując się z godnością.

Tutaj ludzie potrafią zachować się z godnością. Nie mówię, że wszyscy. Ale ta umiejętność, czy talent, nie wygasła Nawet kiedy sprzedają tylko grzyby i borówki czy czarne jagody stojąc na poboczu dróg szybkiego ruchu. I wiedzą, że poczucie godności u przejeżdżających szosą kierowców każe im się w końcu zatrzymać i wysiąść. Może żeby kupić te grzyby, których nie znajdą w osiedlowym supermarkecie, może żeby pogadać o tym, jak jest z grzybami w tym roku.

W zeszłym roku w lecie widziałam na wschodzie Polski kobiety – młode, stare i w średnim wieku – które wychodziły przed domy i wykładały w skrzynkach i koszach owoce i warzywa ze swoich ogródków. Niektóre sprzedawały za grosze, inne po prostu je rozdawały. To, co im tak pięknie w ogródku rozkwitło, a potem wyrosło i zaokrągliło się, przybierając odcień ciepły, rumiany: pomidory, dynie, kabaczki, cebule, jabłka, śliwki… Bo przecież, czy można powiedzieć, że dobra te są ich własnością? Czy to, co od Boga jest własnością… Więc one wynosząc te dary przed swoje domy, zawsze były chętne, by pogadać z kimś, kto by się zatrzymał. Stać je było na to. Miały czas, miały chęć. Chciały się czymś tak pięknym podzielić. Miały wielkopański gest. Bo były to nie kobiety, a panie. Choć ich domki nie były wcale okazałe, a ogródki małe nieraz jak prześcieradło.

Ludzie w Polsce zachowują się z godnością każdego dziesiątego dnia miesiąca. Stać ich na to, by złożyć kwiaty, zapalić znicz. Żeby przyjechać do Warszawy, czy innego miasta, nawet z daleka. Przejść z modlitwą ulicami razem z innymi Polakami. A przecież nic z tego nie będą mieli !

Bo w Polsce płynie Rzeka Podziemna. Wody suną powoli, niepowstrzymane, pracowicie drążąc podziemne korytarze. Nie ma struktury, nie ma brzegów umocnionych i obwałowanych. Jest rzeką zupełnie wolną, dziką i swobodną, która rozlewa swe potężne wody, gdzie chce.

Jest rzeka, płyną wody, bo jest miłość. Jedyne lekarstwo na nienawiść.

W Polsce o wielu rzeczach decydują relacje między nami. Bo one zawsze ukazują, czy ktoś jeszcze żyje życiem duchowym, czy nie. One mówią wszystko: jeżeli jesteś wobec innych szczery, prawdomówny, uczynny, bezinteresowny, gościnny, wspaniałomyślny, hojny – masz Boga. Wierzysz. Jesteś wolny, żyjesz naprawdę. Tak jak żyli naprawdę ci, co zginęli.

Tych wód nic nie powstrzyma.
Z ludźmi takiego animuszu

Zabić można też informacją, wiedzieli to znawcy wojennych strategii z Dalekiego Wschodu. Wojny informacyjne to ich wynalazek. I to właśnie niektórzy próbują dziś robić: zabijać duchowo powtarzanym wciąż negatywnym komunikatem: nic się nie zrobić. W Polsce nic się nie da zrobić. Polskę można tylko sprzedać. Jesteśmy skazani – rzekomo. Bo jesteśmy niepoważni, lekkomyślni, słabi, zatomizowani, chorzy, nienormalni, zakompleksieni. Skłóceni… To jednak nic nie ma wspólnego z nami. Nic z naszą historią i tradycją. Nic z prawdą o współczesnych Polakach. Ludzie, których serca nie stwardniały, nie stały się harde – ale też ci, których serca nie zniewieściały, nie uległy rozpaczy, nie rozpłynęły się w słabości – nigdy się nie załamią. Nigdy nie uwierzą złotoustemu kłamcy.

„Widzicie panowie, jak trudno władać Rzeczpospolitą złożoną z ludzi takiego animuszu” – to znowu Adam Mickiewicz, podczas wykładu w Paryżu w 1841 roku, który poświęcił prawie w całości Pamiętnikom Paska, obficie je cytując:

„»Skoro się trochę rozwidniło,…ruszyło się wojsko, żebyśmy, Pana Boga wziąwszy na pomoc, wcześnie zaczęli tę igraszkę«. – Tak Pasek nazywa bitwę. – »Idąc tedy, każdy odprawował swoje nabożeństwo; śpiewano godzinki; kapelani, na swych koniach jadąc, słuchali spowiedzi; każdy się dysponował, żeby był jak najgotowszy na śmierć. Przeszedłszy tedy o pół mili od Połonki, stanęło wojsko do szyku bojowego«”.

Przestańmy własną poić się boleścią; /Przestańmy ciągłym lamentem się poić, /Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią; / Mężom przystoi w milczeniu się zbroić…, przestrzegał Adam Asnyk, przeczuwając, u schyłku XIX wieku, wraz z postępami rusyfikacji, nadciągającą ze wschodu epidemię bierności i gnuśności, a wraz z nią stałą gotowość, by prześcigać się w narzekaniu. Mentalność drobnomieszczańska usiłowała zdominować, wypchnąć tę szlachecką. Do narzekania dołączyła złość wobec obcych, pomstowanie na Żydów, czemu patronowały organizacje nacjonalistyczne. Było to nadzwyczaj korzystne dla Rosji.

Tak jak niepolskie jest narzekanie, tak niepolski jest antysemityzm. Antysemityzm równa się niepolskość.

Dlatego właśnie hierarchowie Kościoła w Polsce porzucą nieuchronnie – w niedalekiej już przyszłości, to pewne – wszelkie ideologie, które przyplątały się w ostatnich czasach. To znaczy – odeprą pokusę filozoficznego idealizmu. Muszą rozliczyć się zarówno z ideologicznym potworkiem praw człowieka, jak i z potworkiem nacjonalizmu, skrywającym upodobanie w tradycji bez Boga. W pierwotnym sacrum – bez Boga. Rozgłośnie katolickie w końcu przestaną straszyć i zanudzać słuchaczy tym, że wokół panuje zgnilizna, i jest tak źle, tak beznadziejnie, że już nigdy dobrze być nie może. (Inteligencja zdradziła, politycy zdradzili…)

Te zaklęcia są nam podrzucane z zewnątrz. W Polsce brzmią fałszywą nutą. Polska jest zdolna do czynu. Polacy są dumni w sposób zdrowy, bo mają Chrystusa. Jedyną Drogę, jedyną Prawdę. Chrystus jest Królem. Choćby Go nie chcieli jako Króla ci po lewej stronie, intelektualiści zapatrzeni w swój własny pępek, w swojego idola, Teilharda de Chardin, i ci daleko po prawej, mocno pobożni, a tak często wobec swoich bliźnich okrutni, to Polacy właśnie Jego, swojego Króla mają w sercu. Kościół polski wcześniej czy później to odkryje – i będzie musiał za Królem iść.

Jak trafnie ujął to w Paryżu Mickiewicz: „Naród świadom był, że jego powołaniem walka z niewierzącymi i schizmą… za Jagiellonów od razu przejrzał niebezpieczeństwa, jakie na świat chrześcijański spaść miały po wtargnięciu Turków, i uderzył na nich. Polaków popchnął do tego ów instynkty moralny, który ludowi pozwala natychmiast odgadnąć nieprzyjaciół jego idei religijnych i społecznych….”

Natychmiast odgadnąć… Ta specyficznie polska zdolność do nieomylnego rozpoznawania kłamstwa musi niektórych niepokoić. Zbijać z pantałyku. Mieszać szyki. Tu kłamstwo nigdy się nie rozpleni. Nawet, gdy je co rok wystawiają na słońce i każą podziwiać; pracowicie podlewają, przycinają i nawożą. Chuchają, dmuchają i zaklinają – a ono nic. Tylko marnieje, więdnie i gnije.

Polskości nie da się ani zakazać, ani wykorzenić. Ma ona swobodę, lekkość i wdzięk, rodem z kultury zachodniej, łacińskiej, a zarazem jest przeniknięta w całości duchem słowiańskim. Niepowtarzalna mieszanka. Nie do podrobienia styl.

Polskość w całej urodzie uosabiał Pasek, średniozamożny szlachcic z Małopolski, autor Pamiętników, które z takim upodobaniem w Paryżu cytował Adam Mickiewicz. Poetę zachwycał także jego styl życia i nie bez przyjemności przedstawiał go paryskiej publiczności:

„Dwór Paska był to istny zwierzyniec. Kiedy jechał na polowanie, leciał przed nim oswojony kruk, wskazując mu drogę. Otaczały go i prowadziły jastrzębie i sokoły. Pomiędzy psami biegły liszki [lisy] oswojone, a nawet zające podskakiwały za pachołkami. Pysznił się tym swoim »myślistwem«, na które chłopi patrzyli jak na sprawę jakiegoś czarnoksiężnika. Ale najciekawszym stworzeniem w jego zwierzyńcu była oswojona wydra, którą w czasie postu posługiwał się do jedynego w swoim rodzaju polowania, do rybołówstwa. Musiał to cudo, nie bez obfitych łez, odstąpić królowi”.
Obowiązek rozpędzania obłoków

Jak odkrył to w prelekcjach paryskich Adam Mickiewicz: wiara w bezpośredni wpływ świata nadprzyrodzonego jest moralną i polityczną siłą Polski.

„W Polsce cios zadany religii katolickiej był śmiertelny dla Rzeczypospolitej, wszystkie bowiem zwyczaje wojskowe i polityczne opierały się na mocnej wierze w świat nadprzyrodzony, w cuda”.

Jako jeden z przykładów przytacza Mickiewicz z Pamiętników – już nie Paska, a o. Augustyna Kordeckiego – pewien epizod z oblężenia przez Szwedów Jasnej Góry:

„Co rana podnosiły się wokół warowni mgły i pod ich osłoną Szwedzi mogli podsuwać się pod same mury. Zakonnicy, nie znajdując innego sposobu przeciw temu zjawisku atmosferycznemu, polecili jednemu ze świątobliwych ojców zakonnych rozpędzać obłoki modlitwami, co też się powiodło.

W ustępie o obowiązkach każdego dowódcy oddziału czytamy, że ten a ten ojciec miał poruczony sobie obowiązek rozpędzania obłoków. Przeor uważał to po prostu za czynność zwyczajną”.

Przeciwnicy ideowi Polski, nawet nieraz chrześcijanie, ale sprotestantyzowani mentalnie i duchowo (zwłaszcza Niemcy), uważają, że idea Boga, który jest Mistrzem Miłości, jest do zakwestionowania, bo zagraża porządkowi społecznemu; musi być bowiem najpierw ściśle zorganizowana, uporządkowana, niejako okiełznana.*) Wszystko ma mieć swoje miejsce, ścieżeczki żwirkiem wysypane równiutko, system ma być doskonały. Polacy takich problemów nie mieli nigdy i nie mają. Ten typ myślenia jest im obcy, bo jest „katolicyzmem” tylko zewnętrznym, ateistycznym – jest spoganieniem chrześcijaństwa. Zakorzenionym w pysze, która uruchamia chorą wyobraźnię. Wszystko jest w niej wydzielone i określone. Myśleniu logicznemu w katolicyzmie nie można nigdy przeciwstawiać wiary związanej z gorącą miłością, płomienną nadzieją, wielką tęsknotą i pragnieniem Boga. Obie te właściwości idą razem, bo Bóg nie jest „czystym rozumem”. Jego Imieniem nie jest logiczność. Imieniem Boga jest obecność: Ja Jestem. Kochać kogoś to być przy nim. Być obecnym, nie udawać, nie deklarować. Miłość Boga jest prawdziwa, dlatego nie zniewala. Pozwala na wiele.

Polacy pozwalali sobie, przez wszystkie wieki wolności Rzeczypospolitej na wiele, potrafili pięknie i bujnie żyć, czuli się swobodni i pewni. Pewni wobec Boga, pewni Jego miłości. To musiało budzić zazdrość, a nawet – zupełny popłoch i przerażenie u niektórych przedstawicieli tych społeczeństw i państw, gdzie miłość prawdziwa była prześladowana, gdzie rozwijały się gwałtownie religijne choroby. Chorobą była reformacja Lutra i wyskoki jego następców; ciężką chorobą była schizma wschodnia. Tyko w miłości i prawdzie można dokonać rzeczy wielkich. Wielkich czynów dokonuje się dzięki wolnemu wyborowi dobra. Dlatego jedynymi ograniczeniami wolności, jakie akceptują Polacy – we wszystkich wiekach swojej historii – są ograniczenia dobrowolne.

To sprawa kluczowa. Między człowiekiem a Bogiem, między narodem a Bogiem istnieje miłość, prawdziwa miłość – z woli Boga – tylko wtedy, gdy jest tu obecna i wolność. Na tym polega szaleństwo Boga.

„Skoro Bóg nie może nas zmusić do tego, byśmy Go kochali, skoro zgadza się grać z nami w tę jakże niebezpieczną grę naszej dobrej woli i dobrowolnej miłości, dawanej lub odmawianej, trzeba, by jakieś ludzkie serce, nietknięte naszymi upadkami – ale takie, które doświadczyło naszej nędzy i cierpiało w swoim, czyli naszym ciele, tragedię grzechu – uniosło dla nas do nieba akt dobrowolnej i nieomylnej miłości, tak mocnej, żeby z naddatkiem wynagrodzić pierwszą zniewagę: trzeba będzie, żeby Bóg stał się człowiekiem.

Gdyby Bóg nie zamierzał tego drugiego szaleństwa swojej miłości, nie dopuściłby do pierwszej zniewagi, a nawet w ogóle nie stworzyłby rodzaju ludzkiego i całego wszechświata rzeczy widzialnych”.**)

(2014 r.)

11 października 2019 by Ewa Polak-Pałkiewicz________

*) Por. Marian Zdziechowski, Chateaubriand i Napoleon, Wilno 1932

**) Charles Journet, La Rédemption, drame de l`Amour de Dieu, Genève 1972, s.27 (za: Dom Yves Chauveau, Jak będzie w niebie, wyd. Promic)

LIST OTWARTY DO P. OLGI TOKARCZUK

LIST OTWARTY DO P. OLGI TOKARCZUK

Proszę mi powiedzieć, ilu Żydów zabiła Pani i Jej rodzina, jakimi metodami, dlaczego prokurator nic o tym nie wie – i dlaczego Pani uważa że wszyscy Polacy za to odpowiadają? (poniżej jest skrót listu) Tekst jest na wolnej licencji – proszę o udostępnianie: jest marzeniem, doprowadzić do sytuacji, w której pani Tokarczuk składa konkretne wyjaśnienia – albo nas przeprasza.
LIST OTWARTY DO P. OLGI TOKARCZUK
źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Olga-Tokarczuk-robilismy-straszne-rzeczy-jako-mordercy-Zydow,wid,17895476,wiadomosc.html
Szanowna Pani,

wczoraj przeczytałam, iż w programie „Minęła dwudziesta” w TVP, powiedziała Pani tak: „Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju tolerancyjnego, otwartego, jako kraju, który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości. Tymczasem robiliśmy straszne rzeczy jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów”.

Mam nadzieję, że to prawda. Gdyż bardzo mnie ucieszyła ta Pani wypowiedź.

Jest, tradycyjnym, zadaniem polskiego pisarza leczenie społecznych stosunków. Rozdzieranie ran – oraz ich opatrywanie. Aby doprowadzić zbiorowość do rachunku sumienia, odpokutowania win oraz naprawy zaburzonych relacji. A także wydźwignąć tę zbiorowość na wyższy poziom moralnej samoświadomości, przydając jej zarazem poczucia godności, woli i mocy sprawczej oraz mądrości na przyszłość.

Najgorsze czyny – przekuć w dobroć i światło, taka jest rola pisarza w Polsce.
Cieszę się, że rozumie Pani to posłannictwo.

(…) Tak więc, cieszę się, że wstąpiła Pani w szranki publicznej dyskusji. Ponieważ oczywiste że teraz musi Pani przeprowadzić porządny, logiczny i faktograficzny – dowód swoich tez.
Albo, jak mawiają w filmach z Hollywood „zamilknąć na zawsze”.

(…) Zakładam więc, że dysponuje Pani wiedzą tajemną, hermetyczną, ogólnie niedostępną na temat polskiej historii – i żądam, aby Pani teraz się nią z Polakami podzieliła.

Cieszę się, że będę mogła Pani pomóc w tym zadaniu, przedstawiając swoje stanowisko, ponieważ Polakom – oraz Europie – jest potrzebny krótki kurs prawdziwej historii Polski.

Dobrej czy złej, ale prawdziwej.
A tej trzeba dopiero poszukać. Gdyż ani Pani jej nie zna ani ja, znana jest tylko wersja zwycięzców. Natomiast działając razem – jesteśmy w stanie do tej prawdy się jakoś zbliżyć.

Najwyższy więc czas na poważną rozmowę m. in. o wzajemnych nieprzyjemnych zaszłościach w stosunkach Polaków z mniejszościami narodowymi – naturalnie na szerokim tle, historycznym oraz współczesnym tzn. warto uwzględnić też pozycję Polaków jako mniejszości w innych państwach, ze szczególnym uwzględnieniem Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Litwy. (A przy okazji jeszcze sprawdźmy, jak sobie z zagadnieniem radzą inne państwa np. USA, Izrael, Rosja, Chiny, żeby znaleźć jakieś konstruktywne tradycje czy wzory).

Czas na rozmowę o faktycznej narodowości znanych przestępców wojennych, którzy w oczach światowej opinii – uchodzą za Polaków, chociaż to nieprawda, bo akurat byli dziećmi przedwojennych mniejszości narodowych.

I w ogóle, czas na rozmowę o przestępcach wojennych, których Państwo Podziemne wyrzuciło poza nawias społeczny, ledwo powstało – których eliminowało, ile miało sił – to samo Polskie Państwo (bo mniejszości się tam dość słabo udzielały), które bezskutecznie usiłowało powstrzymać Holocaust za pomocą raportu Karskiego.

Czas na rozmowę o przestępcach wojennych, których po wojnie ukarała PRL – i których nie ukarała, gdyż komuniści zauważyli ich służebność – możliwość ich zastosowania do własnych celów, tak samo jak to zrobiły USA, Niemcy i inne kraje.

Ta dyskusja ma jeszcze jeden walor: aktualność. Obecne władze – wbrew stanowisku ponad 90% Polaków – usiłują teraz implantować do Polski mniejszość narodową. Obcą kulturowo, niewykształconą, nie asymilującą (z zasady religijnej), ubogą.

Generalnie sprawy idą w kierunku wygenerowania arabskich gett czy wsi w Polsce. Zatem pozwolę sobie na wtręt: analogia ze sztetlami i dzielnicami żydowskimi nasuwa się, niestety, automatycznie. Jest więc okazja przypomnieć, na marginesie naszej rozmowy, że II Rzeczpospolita nie radziła sobie z polityką wobec mniejszości – a także powód, dla którego większość polskich Żydów nie miała praktycznie szansy na uratowanie życia podczas niemieckiej okupacji.
Bo nie znali polskiego języka ani obyczaju, chociaż od pokoleń mieszkali w Polsce.
Bo żyli we własnych skupiskach – i nie mieli polskich krewnych oraz serdecznych przyjaciół.
Bo byli niezdolni wtopić się w tłum, nawet jeżeli dysponowali urodą fizyczną, odległą od niemieckich wyobrażeń na temat „wyglądu typowego Żyda”

Tak więc, dziękuję, że Pani wywołała wiele istotnych tematów.

I – wzywam Panią, aby krok po kroku udowodniła Pani swoje tezy.

(…) Oczekuję nazwisk tych, co wymyślili tę nieskazitelną historię Polski – oraz tytułów ich wiekopomnych dzieł, a także informacji o nakładach.

Oczekuję informacji, gdzie byliśmy kolonizatorami – i gdzie mieliśmy niewolników.

Oczekuję szczegółowego wykazu tych „strasznych rzeczy”, które robiliśmy jako większość narodowa oraz mordercy Żydów. Powinien być solidny – bardzo długi, obszerny i szczegółowy, ponieważ użyła Pani formy „my”.

W tej sytuacji akt oskarżenia musi być – potężny, chociaż Pani ujęła problem w lapidarnym skrócie.
Proszę więc o nazwiska, daty, miejscowości, komplet znanych okoliczności.
Ma Pani tysiąc lat historii Polski do dyspozycji, czas start.

Miesiąc Pani wystarczy na jakąś odpowiedź? – czy potrzebny kwartał? A może rok?
Możemy to zrobić korzystając ze swoich stron oraz Facebooka?

Tymczasem przygotuję swoje wykazy i przygotuję się do przedstawienia swojego stanowiska. Proponuję, żebyśmy się potem nawzajem – krytycznie pochyliły na całym materiałem
(…) Kulturalnie. Elegancko. Na piśmie.

***
Jeżeli Pani pozwoli, wyłożę swoje obserwacje.

Otóż, po pierwsze, wypowiadając się w imieniu wszystkich Polaków – i to ponad czasem oraz przestrzenią – weszła Pani w rolę wszechwiedzącego narratora.

Bardzo śmieszne i pisarzom się zdarza, ale życie to nie powieść, proszę Pani.
Nie jesteśmy na kartkach Pani kolejnej genialnej powieści.

Zastosowała Pani generalizację.
To poważna intelektualna nieuczciwość.

Wypowiedziała Pani jawną oraz brutalną nieprawdę, innymi słowy. Nie ma podstaw do stwierdzenia, iż „Wymyśliliśmy historię Polski jako kraju (….) który nie splamił się niczym złym w stosunku do swoich mniejszości”.

(…) Poruszyła Pani jeszcze kwestię „kraju” czyli państwa, zarządzanego przez naród mający liczebną większość – i jego niewłaściwego stosunku do mniejszości. To znaczy, że odróżnia Pani grzechy państwa od grzechów Narodu (i wierzę, mniejszych społeczności).

(…) W mojej opinii popełnia Pani pewien błąd w rozumowaniu. To znaczy dawne wydarzenia wyrywa Pani z ich tkanki społecznej, lokalnej oraz międzynarodowej – z łańcucha następstw i skutków – po czym je mierzy współczesnymi kategoriami.

To doktrynerskie, proszę Pani.
To dyskwalifikujące w poważnym towarzystwie. Tym bardziej, że pisarze mają szczególną rangę w świecie intelektualistów – więc podobne wypowiedzi mają reperkusje. De facto, nie wiem czy Pani jest tego świadoma, Jej dyskusyjne niezręczności posłużą do szkalowania naszego narodu.

Napisałam „naszego”- czyli wspólnego, a Pani zastosowała pluralis maiestatis („wymyśliliśmy historię, robiliśmy straszne rzeczy jako właściciele niewolników, mordercy Żydów”).
I jeszcze wypowiedziała się Pani z perspektywy siły sprawczej – winnego – sprawcy: właściciela niewolników (czyżby miała Pani na myśli chłopów pańszczyźnianych? ilu ich posiadała Pani rodzina? – bo się troszkę zatraciłam), kolonizatora (bardzo ciekawe, co w ogóle Pani ma na myśli), oprawcy Żydów.

Gdyby wejść na Pani poziom erystyczny, można napisać tak:
Może i Pani mordowała Żydów, nie wiem. Ale, jeżeli sumienie Panią dręczy, może warto iść do prokuratora – i zeznać mu, z kim Pani mordowała, zamiast bić się w moje piersi – i spowiadać się w telewizji?

Być może to Pani rodzina robiła te straszne rzeczy, też nie wiem.
Ale proszę mówić za siebie oraz swoich przodków. Z doświadczeń mojej rodziny wynikają diametralne wnioski. Np. że wielu Żydów mordowało Polaków.
Innymi słowy, jak to w życiu, jak to w małżeństwie czy pod jednym dachem: stosunki nie były najlepsze z winy obu stron.

A teraz powiedzmy coś serio:
Martwi mnie, że Pani cierpi za miliony. 200 lat temu uchodziło to za wyznacznik talentu, ale dzisiaj stanowi powód do leczenia psychiatrycznego.
Nie wolno, naprawdę, zatracać miary zdrowego rozsądku – a do tego wchodzić w skórę nie tylko właścicielki Polski Ludowej, lecz także obecnego rządcy dusz.

Nie zgadzam się na to, żeby Pani wypowiadała się w moim imieniu, gdyż umiem mówić własnym głosem – a do tego mam pełnię praw cywilnych i obywatelskich. No i jestem wolna od kilku pokoleń, gdyż w tych wioskach, z których pochodzą moje rodziny po mieczu i kądzieli, wyzwolili chłopów już w 1864 r.

Mam wprawdzie pochodzenie inteligenckie, ale moi przodkowie to włościanie. Bardzo więc proszę teraz nie wypowiadać w moim imieniu tekstów na temat win kolonizatorów oraz złego traktowania niewolników. Nie ma Pani żadnego prawa, nawet jeżeli pochodzi Pani z Radziwiłłów.
Zwłaszcza, jeżeli pochodzi Pani z Radziwiłłów.

(…) Czy Pani zdaje sobie sprawę, że w miejsce prawdy o naszej historii – od kilkudziesięciu lat są montowane półprawdy, fałsze i jawne kłamstwa?

(…) Ale prawdziwym rozmachem popisali się dopiero komuniści, którzy regularnie stwarzali też wydarzenia, potrzebne aby udowodnić różne tezy.

Np. słynny pogrom kielecki był jedna z zaplanowanych prowokacji UB, zrealizowaną siłami tej instytucji. Czy Pani o tym wie? – czy przebił się do Pani materiał badawczy na ten temat zrobiony po transformacji? Wątpię. A jednak.
A to tylko jeden z przykładów takich „rewelacji”, które weszły do naszej oficjalnej historii na prawach faktu historycznego – oraz prawdy o naszym narodzie: jego usposobieniu czy charakterze.

A przecież, patrząc realnie: jeżeli UB musiało montować prowokacje – to znaczy, że w naturalnej przyrodzie nie było dostatecznie nasilonego, agresywnego antysemityzmu. Trzeba więc było „zdobywać” spektakularne „dowody” na antysemityzm rzesz zwykłych ludzi.

Tak, jest naszą winą, że dawaliśmy się sprowokować. Ale coś Pani powiem: za pogrom kielecki ludzie zapłacili głowami – pluton egzekucyjny przyjechał zresztą do Kielc razem z sędziami. Uważam rachunek za zamknięty oraz zasypany piaskiem: za głupotę drogo się nieraz płaci.

Poza tym można też prowokować dobre wydarzenia – skłaniające ludzi do refleksji i dobroci. Z tej możliwości UB jakoś nie korzystał, chociaż miał władze nad życiem oraz śmiercią – tudzież prawie nieograniczone możliwości wywierania wpływu.

A 1968 rok? – a cóż my – zwykli ludzie – mamy wspólnego z wypędzeniem Żydów z Polski oraz fachowo zorganizowaną antysemicką nagonką? Czy to my byliśmy przy władzy? (…)

Biegamy za antysemitów na całym świecie wskutek wydarzeń z okresu komunizmu, zorganizowanych przez rodziny resortowych dzieci – czyli dzieci i wnuki tych, którzy wtedy wyrzucali z Polski z paszportem w jedną stronę obywateli PRL, pochodzenia żydowskiego – (…) a dzisiaj przypisują Polakom czyny swoich własnych przodków, jakbyśmy byli jakimś durnym ofiarnym kozłem, do obarczania cudzymi grzechami i wyganiania na Wyspy Brytyjskie. (…)

Obecnie te resortowe dzieci powielają Pani niebaczną wypowiedź o Polakach – jak prawdę objawioną o naszej historii oraz narodowej naturze.

To znaczy, że Pani nazwisko wpisuje się w bardzo nieprzyjemna akcję zakłamywania naszej historii w biały dzień.
Pani nazwisko firmuje coś wyjątkowo obrzydliwego.

Nie wiem, czy Pani wzięła w tym procederze udział z głupoty i niewiedzy – ot, coś Pani chlapnęła bez zastanowienia – czy dla nagród i kariery, uznania salonów.
Jest mi to obojętne.

Domagam się, aby na piśmie – publicznie – udowodniła Pani swoje tezy. Albo nas wszystkich – publicznie – przeprosiła.

Dość, proszę Pani. Naprawdę dość tych kłamstw, tych oszustw, pogrywania ludzkimi emocjami – a także dość fałszowania historii Holocaustu. Powtarzam, dość.

Razem poszukajmy prawdy. Prawda wyzwala i konsoliduje, prawda stwarza szanse.
(całość: http://konieczna.eu/list-otwarty-do-pani-olgi-tokarczuk )
Data: 10.10.2015, 10:16
Kategoria: Polska
Tagi: #Tokarczuk #żydożercy #Polacy #Ukraińcy #żydzi

Polub nas na Facebooku

Avatar
Iwona Konieczna
Iwona L. Konieczna – https://www.mpolska24.pl/blog/iwona-l-konieczna1

Blog na temat fałszerstw historycznych.

Komu na rękę jest robienie z księży pedofilów?

Pedofilia jest jednym z najbardziej ohydnych przestępstw, jakie można popełnić. Jest to bowiem czyn nie tylko sprzeczny z ludzką naturą, ale także robiący wielką krzywdę najbardziej niewinnym i bezbronnym, czyli dzieciom.

[Ale nie według Talmudu, drogi autorze. – admin]

Nigdy nie wolno usprawiedliwiać pedofili. Antykatolickim mitem jest jednak twierdzenie, że w Kościele katolickim pedofilia jest czymś częstym. Dziennikarze w Stanach Zjednoczonych i w Europie używają wprost sformułowania „księża-pedofile” (ang. paedophile priests), które sugeruje, że wszyscy kapłani mają takie skłonności.

Obserwując, jak media i politycy mówią o przypadkach pedofilii w Kościele trudno nie nabrać przekonania, że nie chodzi im wcale o dobro dzieci. Gdyby tak bowiem było, nagłaśniano by wszelkie przypadki pedofilii, publikowano wiarygodne statystyki, które ukazywałaby z jakich grup społecznych pedofile najczęściej się wywodzą, proponowano by środki zaradcze itd.

Rzeczywistość jest jednak taka, że mówi się przede wszystkim o przypadkach księży-pedofili, które się nagłaśnia, wielokrotnie komentuje, sugerując przy tym, że jest to problem tylko Kościoła katolickiego i istnienia celibatu.

Wszystkie uczciwe statystyki mówią natomiast, że zjawisko pedofilii w Kościele jest czymś marginalnym. Warto jest zapoznać się z nimi, aby zobaczyć, jak wielkim kłamstwem i manipulacją jest tworzenie obrazu księdza-pedofila. Przykładowo rządowy raport Children’s Bureau podaje, że w całych Stanach Zjednoczonych w 2011 r. wykryto ponad 60 tys. przestępstw seksualnych przeciwko dzieciom. W tym samym roku ośrodek CARA opublikował statystyki, z których wynikało, że w tym czasie liczba doniesień do władz kościelnych przeciwko księżom popełniającym czyny seksualne wobec dzieci wyniosła 21, z których zresztą nie wszystkie były wiarygodne. Jest to ułamek procenta.

Inne statystyki również potwierdzają, że księża nie należą do tych grup społecznych, w których jest najwięcej przypadków pedofilii. Polska policja opublikowała statystyki za 2013 r., z których wynika, że na prawie 500 osób skazanych za pedofilię w Polsce, przypada jeden ksiądz. W grupie tej liczny odsetek stanowili rolnicy i murarze. Czy ktoś jednak słyszał, aby z tego powodu zainteresowano się tymi grupami?

Ewidentnie sposób podejścia do oskarżeń księży o pedofilię (z których wiele się nie potwierdza) wskazuje na to, że wielu ludziom chodzi jedynie o szkalowanie Kościoła.

Katechizm Kościoła Katolickiego w sposób jednoznaczny potępia pedofilię.

Ci, którym udowodniono przestępstwa seksualne wobec dzieci zostają usuwani z kapłaństwa. Takie osoby są osądzane przez cywilne sądy, jak wszyscy inni obywatele. Pojawiają się jednak oskarżenia, że reakcja hierarchów Kościoła była spóźniona. Miały zdarzać się przypadki tuszowania takich spraw, lekceważenia ich, czy nakładanie zbyt małych kar na tych, którzy popełnili przestępstwa seksualne wobec dzieci.

Tego rodzaju nadużycia mogły się zdarzać i są one godne ubolewania. Nie można ich usprawiedliwiać. Trzeba jednak zachować odpowiednie proporcje. Kapłani są oczywiście ludźmi, od których wymaga się więcej. Są jednak wciąż ludźmi i także wśród nich zdarzają się wszelkiego rodzaju przestępstwa, chociaż powinny się one wśród nich zdarzać znacznie rzadziej. Statystyki potwierdzają, że tak jest.

Powstaje więc pytanie dlaczego to właśnie Kościół stał się przedmiotem olbrzymiej krytyki i wielu ataków związanych z oskarżeniami o pedofilię. Można na to odpowiedzieć, że Kościół zawsze był atakowany przez wiele środowisk, którym nie podobała się jego nauka. To właśnie oskarżenie jest zaś na rękę tym, którzy się nim posługują. Władza świecka buduje swoją siłę na całym aparacie przemocy, którym dysponuje.

Władza Kościoła zaś, patrząc po ludzku, opiera się na wiarygodności. Samo oskarżenie o pedofilię, chociażby zupełnie bezpodstawne odbiera tę wiarygodność, niszcząc zaufanie wiernych i odbierając znaczenie Kościołowi. Wielu ludzi nie powierzy swoich dzieci pod opiekę sąsiada, o którym ktoś „życzliwy” powiedział, że jest pedofilem. Podobnie wielu rodziców zastanowi się zanim pośle swoje pociechy na ministrantów, czy wyśle je na obóz z duszpasterzem młodzieży.

Jest to przerażający skutek kampanii nienawiści jaką rozpętano. W ten sposób także odwraca się uwagę od faktu,
że pedofilia jest często powiązana z homoseksualizmem. Chociażby według badań W. D. Ericksona aż
86% pedofilów deklaruje się jako homoseksualiści. Kościół, w sposób jednoznaczny potępia czyny homoseksualne, uznając je za sprzeczne z naturą i zalicza je do czynów „wołających o pomstę do nieba”.

Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że w momencie, kiedy przekracza się pewną granicę inne przestają mieć znaczenie. Jeżeli mężczyzna może współżyć z innym mężczyzną to powstaje pytanie dlaczego nie może tego robić z dzieckiem, członkiem własnej rodziny, czy ze zwierzęciem.

W Starożytnej Grecji, gdzie aprobowano homoseksualizm, popularna była też pederastia, czyli miłość do chłopców. Dorośli mężczyźni czynili swoimi kochankami już 12 letnich chłopców. Była to naturalna konsekwencja akceptacji homoseksualizmu. Czytając blogi współczesnych gejów także można natknąć się na sympatię dla pedofilii. Na Zachodzie Europy, gdzie przyjęto homoseksualizm za normę, zaczęły pojawiać się ruchy domagające się legalizacji pedofilii.

W tolerancyjnej Holandii przez wiele lat legalnie działało stowarzyszenie pedofilów zanim zostało
zdelegalizowane. Gdyby dziennikarzom i politykom naprawdę zależało na dzieciach to pokazywaliby związek
homoseksualizmu z pedofilią. Tak naprawdę jednak walczą oni z Kościołem, który pokazując prawdę o
homoseksualizmie i ludzkiej naturze najbardziej przyczynia się do walki z pedofilią.

Michał Krajski

https://prawy.pl/

Synod amazoński. Dni, które zmienią Kościół

Rozpoczyna się synod amazoński – spotkanie, które może całkowicie zmienić Kościół katolicki. Niektórzy twierdzą nawet, że nie tyle zmienić, co… podmienić. Skąd takie sugestie? Otóż to, co zaplanowali organizatorzy synodu, jest na tyle wstrząsające, że w zaistnienie niektórych postulatów ciężko w ogóle uwierzyć. Większość katolików nie chce zaś przyjąć do wiadomości, że ustalenia tegoż synodu – mimo iż formalnie dotyczy on Amazonii – dotknąć mogą całego Kościoła powszechnego, również nasze swojskie, polskie parafie.

Amazoński synod, wbrew swej nazwie, odbędzie się w Rzymie. Biskupi pragnący pochylać się nad ubóstwem oraz – jak deklarują – pięknem ludów zamieszkujących dżunglę, nie wybrali się rozbić namiotów u dorzeczy najsłynniejszej rzeki na świecie, ale debatować będą nad przyszłością Kościoła w wygodnych włoskich warunkach.

Zaskakujące tematy
Co zaś ma być przedmiotem ich obrad? Dlaczego spośród wszystkich regionów świata wzięto pod lupę właśnie Amazonię? I wreszcie z jakiego w ogóle powodu Kościół – ze swej natury przecież powszechny, a więc uniwersalny – ma pochylać się nad sprawami jakiegoś konkretnego terytorium geograficznego?

Na wszystkie te pytania znamy odpowiedzi, choć nie wszystkie wydają się satysfakcjonujące.

Otóż – jak wynika z lektury dokumentu roboczego synodu (Instrumentum laboris) – biskupi wiele miejsca poświęcą zagrożeniom środowiska naturalnego: będą perorować o wycince lasów i ratowaniu zagrożonych gatunków (sic!). Sporo uwagi poświęcą „inkulturacji” pierwotnych religii i kultur Amazonii, nazywanej w dokumencie „szczególnym miejscem Bożego Objawienia”. Znaczna część uczestników synodu podniesie temat dekonstrukcji kapłaństwa – choć oczywiście ubiorą to w inne słowa; mówić będą o zniesieniu celibatu i „wyrównaniu miejsca kobiet i mężczyzn w posłudze Kościoła”, a także o stworzeniu nowego rodzaju posługi w Kościele, mającej być quasi-kapłaństwem wymyślonym specjalnie na potrzeby ludów znad Amazonki.

Zachwyt pogaństwem
Nie sposób też nie zauważyć, że mamy do czynienia z promocją pogańskich praktyk religijnych, za którymi kryje się panteizm – ubóstwienie ziemi i przyrody. Doskonale obrazowała to zdumiewająca wręcz uroczystość zorganizowana w ogrodach watykańskich tuż przed rozpoczęciem synodu – we wspomnienie świętego Franciszka z Asyżu. Oto Ojciec Święty brał udział w ceremonii zasadzenia drzewa, wokół którego – w bliżej nieokreślonym szamańskim tańcu – wili się rdzenni mieszkańcy Amazonii. Kamery wychwyciły również towarzyszące uczestnikom spotkania figurki, znane ze… sklepów z egzotycznymi artefaktami. Co przedstawiały? Otóż jedna z nich zdawała się być swoistą indiańską opowieścią o spotkaniu Matki Bożej ze swą kuzynką Elżbietą – szkopuł w tym, że obie wyrzeźbione z drewna ciężarne kobiety były całkiem nagie. A tuż obok leżała figurka nagiego mężczyzny – najpewniej mająca w jakiś sposób symbolizować płodność. Państwa wyobraźni pozostawiam powód, dzięki któremu obserwujący wideo z watykańskich ogrodów mogli w tej niewielkiej figurce bezbłędnie odczytać symbol niezwykle płodnego mężczyzny…

Dodatkowo, jak można przeczytać w Instrumentum laboris, Kościół podczas synodu odkrywać ma „wcieloną aktywność Boga w duchowości ludów pierwotnych”, gdyż rzekomo „Duch Stwórca karmił duchowość tych ludów przez stulecia, nawet przed głoszeniem Ewangelii, nauczając ich wiary w Boga Ojca-Matkę Stwórcę i żywej relacji z naturą i Matką Ziemią oraz z przodkami”. Warto dodać, że zupełnie obce pojęcie „Boga Ojca-Matki Stwórcy”, jest żywcem wyjęte z wielokrotnie krytykowanej choćby przez Benedykta XVI teologii indiańskiej, mającej swe korzenie w wywodzącej się z marksizmu teologii wyzwolenia.

Organizatorom synodu tak bardzo podoba się duchowość ludów Amazonii, że wprost deklarują oni, iż nie zamierzają zachęcać tubylców do przyjęcia Chrystusa, ale chcą z nimi dialogować. Oto Kościół ma teraz stanowić „wspólnotę wyruszającą w drogę” unikającą „ryzyka oferowania rozwiązania o wartości uniwersalnej” lub zastosowania „doktrynalnego monolitu strzeżonego przez wszystkich”. W zamian mamy preferować międzykulturowość, to znaczy „wzajemne ubogacenie kultur w dialogu”, ponieważ „aktywnymi podmiotami inkulturacji są same rdzenne ludy”.

Dekonstrukcja kapłaństwa?
W myśl niektórych ideologów postępu, skoro działający wśród ludów pogańskich (mających być tak bardzo ważnym wzorcem dla „starego Kościoła”) szamani i inni „duchowni” nie żyją w celibacie, podobnie może być i wśród księży rzymskokatolickich. W kontekście instytucji kapłaństwa zagrożony jest nie tylko jego widzialny wymiar dotyczący słynnego już tematu ewentualnego wyświęcania viri probati – a więc „sprawdzonych mężów” – ale również duchowa koncepcja kapłaństwa. Oto według Instrumentum laboris, skoro w kulturach Amazonii „władza podlega rotacjom”, byłoby rzeczą wskazaną, by „na nowo zastanowić się nad tym, że sprawowanie jurysdykcji (władzy rządzenia) musi być powiązane we wszystkich obszarach (sakramentalnym, sądowniczym i administracyjnym) oraz w sposób trwały z sakramentem święceń kapłańskich”.

Jakby tego było mało, autorzy dokumentu namawiają, by Kościół na nowo „zidentyfikował rodzaj oficjalnej posługi, która może być powierzona kobietom”!

Wszystko to w kontekście jakiejś „kosmicznej pomocy” (sic!), gdyż w Instrumemntum laboris czytamy, że należy uznać „rdzenne rytuały i ceremonie”, które „tworzą harmonię i balans między istotami ludzkimi a kosmosem” (nr 87) oraz „tradycyjne elementy, które są częścią procesów uzdrowienia” dokonywanych przez „starszych uzdrowicieli” (nr 88), których „rytuały, symbole i style celebracji” powinny być włączone w „rytuały liturgiczne i sakramentalne”.

Wielu z nas dzisiaj martwi się, że tak niewielu księży odprawia Mszę w tradycyjnym rycie rzymskim, martwimy się również, że tak niewielu kapłanów odprawiających „nową” Mszę zwraca uwagę na konieczność zachowania nadzwyczajnej czci dla Najświętszego Sakramentu, a tymczasem w Rzymie szykują nam Msze święte połączone z przyzwyczajeniami pogańskich szamanów!

Ekologia integralna i kolektywizm plemienny
Wszystko to ma być wdrożone do praktyki Kościoła w imię uznania dla pierwotnych ludów Amazonii oraz dla otaczającej ich przyrody. Ekologia bowiem stała się głównym motorem napędowym pontyfikatu papieża Franciszka – nie bez powodu to właśnie jej poświęcona jest jego najważniejsza encyklika Laudato si.

To zapewne z tego powodu autorzy dokumentu roboczego synodu uznali, że „fundamentalnym aspektem korzeni ludzkiego grzechu jest oderwanie się od natury i nieuznawanie jej jako części człowieka oraz eksploatowanie natury bez ograniczeń”. A także, że „nowy paradygmat ekologii integralnej” (nr 56) powinien opierać się na „mądrości rdzennych ludów” i ich codziennego życia, które „uczy nas, żeby uznawać siebie za część biomu” (nr 102), „część ekosystemów” (nr 48), „część natury” (nr 17).

To oczywiste odwrócenie dotychczasowej nauki chrześcijańskiej wprost wynikającej z Objawienia, według której to my, ludzie, mamy „czynić sobie ziemię poddaną”. Oto miejsce Boga w duszach wielu duchownych zajmuje natura – według wierzeń amazońskich bowiem Bóg jest wszystkim: drzewem, wodą, i zającem. My, katolicy, od dwóch tysięcy lat wierzymy w co innego – że Bóg wszystko to stworzył i – w rozumieniu metafizycznym – może być obecny we wszystkim i wszędzie. Ale nie, że „jest wszystkim fizycznie”. W co wierzą biskupi organizujący synod?

Wydaje się, że również w jakąś formę plemiennego kolektywizmu, skoro wychwalają – wbrew dwóm tysiącom lat nauki chrześcijańskiej – „zintegrowane i zjednoczone z terytorium życie w Amazonii”, gdzie „poszczególne części nie są od siebie odseparowane ani podzielone. Ta jedność obejmuje wszelkie istnienie: pracę, odpoczynek, stosunki międzyludzkie, rytuały i celebracje. Wszystko jest współdzielone; przestrzeń prywatna, tak charakterystyczna dla nowoczesności, jest minimalna. Życie toczy się na ścieżce wspólnotowej, na której zadania i obowiązki są rozdzielane i współdzielone dla dobra wspólnego. Nie ma miejsca na koncepcję jednostki oddzielonej od wspólnoty lub jej terytorium”.

Oto manifest nowego Kościoła – Kościoła, w którym nie ma miejsca na koncepcję jednostki. Cała chrześcijańska nauka o osobie zdaje się zatem lądować w koszu na śmieci.

Co dalej?
Jako redakcja PCh24.pl będziemy dla Państwa, dla polskich katolików, obserwować synod i – w miarę możliwości – relacjonować go. Z całą pewnością do tej pory opublikowaliśmy najwięcej tekstów na ten temat, niemal jako jedyni wśród mediów dla katolików zwracając uwagę na skrajne niebezpieczeństwa, jakie zakradły się do naszej wspólnoty i zaczynają w niej triumfować.

Opublikowaliśmy dla Państwa w języku polskim manifest kardynała Brandmüllera, dwa manifesty kardynała Müllera, oraz dwa bardzo ważne oświadczenia kardynała Burke’a i biskupa Schneidera. Opublikowalibyśmy również teksty innych biskupów, gdyby tylko odważne stanowiska broniące katolickiej wiary pojawiały się częściej. Jednak – na ponad sześciu tysięcy biskupów chodzących po ziemi – zdecydowało się na to zaledwie tych kilku, policzalnych na palcach jednej ręki. Ta konstatacja z pewnością obrazuje stan Kościoła.

Ale biskupi ci mówili z mocą i ich słowa mają olbrzymie znaczenie. Zarzucili autorom dokumentu synodalnego błędy, herezje, a nawet apostazję. Nawoływali do modlitwy za Kościół i – co szczególnie istotne – do wierności papiestwu w dobie wielkiego kryzysu tej instytucji.

Świeccy mogą jednak nie tylko się modlić – choć to przecież nasze modlitwy sprawiają prawdopodobnie, że Boża kara jeszcze na ten świat nie przyszła. Świeccy mogą również gromadzić się, studiować wiarę, historię naszej jedynej prawdziwej religii oraz historię kryzysów w Kościele. Po to, by nawzajem umacniać się w wierze i głosić sobie nawzajem orędzie nadziei – zarówno przestrzegające przed karą jak i obiecujące niewątpliwy przyszły triumf Chrystusa, a wcześniej Jego Niepokalanej Matki!

Dlatego też nasza kamera była w Rzymie na konferencji świeckich liderów międzynarodowej opinii publicznej – koalicji, w której PCh24.pl i „Polonia Christiana” trwają nie od dziś. Wkrótce opublikujemy dla Państwa materiały video z tej konferencji, na razie udostępniając relację pisemną. To właśnie na tym spotkaniu, jeden z najodważniejszych świeckich wiernych naszych czasów, niezłomny profesor Roberto de Mattei, powiedział: Zachowując wielki szacunek dla władz Kościoła muszę powiedzieć wprost – oskarżam wszystkich biskupów i kardynałów, którzy potwierdzają tezy zawarte w Instrumentum laboris, o politeizm albo nawet polidemonizm! Wzywam tych kardynałów, którzy wciąż są katolikami, do interwencji. Wiemy, że aniołowie są z nami, wzywamy ich i czekamy na ich pomoc.

To bardzo mocne słowa, wypowiedziane wszak nie przez jakiegoś internetowego szaleńca, ale przez bardzo poważną i poważaną osobistość w Kościele. I my, polscy katolicy, nazywajmy sprawy po imieniu – nie bójmy się tego i apelujmy o to do naszych kapłanów, biskupów i redaktorów katolickich mediów.

I ratujmy Kościół, którego przecież nie mogą w całości przemóc bramy piekielne – mamy to przyobiecane. Uratujemy Kościół wyłącznie wtedy, gdy nie poddamy się rozpaczy i beznadziei, ale będziemy trwać w prawdziwej wierze Chrystusowej, nawet wówczas, gdy wydaje się, że ważniejsi od nas mają zupełnie inne plany.

Pan Bóg zainterweniuje kiedy zechce i w taki sposób, jaki sam wybierze. Na razie dopuszcza, byśmy oglądali synod rozpoczęty zasadzeniem drzewa przez papieża i szamanów, w dniu, w którym podczas wieczornej Mszy Świętej sprawowanej przez Franciszka w Bazylice świętego Piotra z sufitu spadły kawałki tynku, zmuszając służby do ewakuacji części ludzi ze świątyni…

Krystian Kratiuk, Rzym

Polecamy również 77. numer „PCh24 Co Tydzień”.
Aby pobrać nasz e-tygodnik wystarczy kliknąć TUTAJ.

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2019-10-06)