OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Listopad 2017

Historia wymyślona przy kawie

Polska się przyda jako teren pod drogi i ich umocnienia. Polska to dobry teren – szkoda tak dobrego terenu pod tarczę i bazy wojskowe, skończyć się powinno na asfalcie i czymś w rodzaju płytkiego rowu melioracyjnego, poboczy drogi, która musi być gładka i równa jak stół. Dla szybkich pojazdów na trasie Moskwa – Berlin. Czy nie tak, pani kanclerz?

Siedemdziesiąt lat po wojnie, w której przegraną stroną były Niemcy, a my padliśmy ofiarą ich agresji, nie zasłużyliśmy, zdaniem pani kanclerz Niemiec, na bazy NATO na naszym terytorium. Ani na tarczę antyrakietową. Jakie są plany pani kanclerz wobec naszego kraju? Czym miałaby być Polska, w wizji Niemiec, niedawnego agresora?

Rosjanie mieli swoją wizję, nazywała się: kraj prywislański. Mówiło się też: kraj przyfrontowy.

Zapytać więc można, czy kraj naszych zachodnich sąsiadów, który ma taką wizję graniczącego z nim państwa, należy jeszcze duchowo i mentalnie do Europy? Kontynentu chrześcijańskiego, którego patronami są święci: Benedykt z Nursji, Katarzyna ze Sjeny, Brygida Szwedzka, Cyryl i Metody.

Przed kolejnym 1 września, siedemdziesiątą piątą rocznicą napaści Niemiec na Polskę, warto też przypomnieć, że czołowi XX-wieczni intelektualiści europejscy, Paul Claudel, G.K. Chesterton i H. Belloc, uważali, że Polska jest bastionem naszej cywilizacji. I że bez Polski Europy po prostu nie będzie.

Jan Matejko - Sobieski pod Wiedniem

Jan Matejko – Sobieski pod Wiedniem Czytaj dalej

O rzeczach, które nie pasują do siebie

 

Jest wokół nas coraz więcej rzeczy, które do siebie nie pasują. Wpychają się one nawet do naszego wnętrza, łącząc się w egzotyczne pary lub tercety. Burząc porządek, wywołując niepokój.

Nie, nie to jest problemem, że rzeczy, które do siebie nie pasują istnieją. Niech sobie będą. Istotne jest, że łączy się je ze sobą i każe nam się przyjmować je jako całość. A jednak nie są one i nie mogą być całością. Połączenie ich jest czymś sztucznym, nieprawdziwym. Sprzeczności nie da się połączyć.

Taką źle dobraną i zupełnie nieprawdziwą parą są wznoszone do góry polskie flagi, radość i duma młodych ludzi z powodu niepodległości Polski, pieśni patriotyczne, modlitwa podczas osławionego Marszu w Warszawie – a wraz z nimi okrzyki jakby z zupełnie innej opowieści. Wykrzyczane chrapliwym, nienaturalnym głosem, brutalne, prymitywne hasła, w których kogoś się nienawidzi, komuś źle się życzy. A jeśli do tego ci, którzy wznoszą te okrzyki głupawo uśmiechają się do kamer, całość jest do kwadratu źle sklejoną tandetą, żałosnym falsyfikatem. To nie „faszyzm”, jak upiera się podrajcowana brukselska gawiedź,wystrojona w drogie garnitury, i doczepieni do niej zdrajcy naszego państwa, to podróbka udająca oryginał.

Nie pasuje do siebie w żadnym wypadku radość i duma z wolnej Polski i manifestacja złych uczuć wobec innych ludzi. Całość taka przygnębia, nuży, męczy, zniechęca – tak jest zawsze, gdy ma się do czynienia z połączeniem grubą fastrygą obcych, nie pasujących do siebie elementów. Chce się ziewać, chce się odejść – pomimo tylu efektów specjalnych.

 

Wojciech Kossak - Kościuszko pod Racławicami

Wojciech Kossak – Kościuszko pod Racławicami

 

Nie pasuje do sobie także, bo jest smutnym przykładem kiczowatego patchworka, połączenie uroczystej Mszy św. w katedrze gnieźnieńskiej z okazji odzyskania niepodległości – w jednej z najstarszych i najpiękniejszych w Polsce świątyń – i powtykane w kazanie (wygłoszone przez jednego z najważniejszych polskich hierarchów) przytyki, że my, Polacy mało mamy zrozumienia dla ludzi z odległej części świata. Ludzi, których czyjś projekt polityczny, oparty o utopijną wizję globalnego społeczeństwa, wpycha na siłę do Europy. Używa się do tego celu całego wachlarza zastępczych argumentów – od sentymentalnych, „humanitarnych”, po gospodarcze i religijne. Rzekomo nie umiemy „kochać”, rzekomo jesteśmy „zamknięci”, rzekomo nasza wiara jest „słaba”. Plątanina wątków, jak niechlujny splot grubych i cienkich nici, oraz rosochatych gałęzi i zapiaszczonych korzeni, które upleść mają jedną materię, tworzy osobliwy produkt. Rozłazi się to w oczach, rwie i strzępi przy najlichszym powiewie.

Nie pasują główne uroczystości religijne z okazji Święta Niepodległości w Warszawie i wybór na nie – wcale nie któregoś z pięknych starych warszawskich kościołów czy dostojnych katedr – ale architektonicznego potworka, jakim jest Świątynia Opatrzności. Budynek, który mógłby być wszystkim: bunkrem, magazynem zboża albo nawozów sztucznych, obiektem  wojskowej technologii, czapką monstrualnego krasnala – tylko nie świątynią katolicką. Uderzający przykład pretensjonalnej brzydoty, pomnik zniszczenia przez modernistyczną ideologię całego piękna, dostojeństwa, harmonii i proporcji w sztuce. Casus całkowicie zdesakralizowanego budownictwa, które nie sposób nazwać inaczej jak „opakowanie na lud boży”, który odbywa tu swoje pompatyczne i megalomańskie „akademie ku czci” (własnej), a nie miejsce, gdzie oddaje się cześć prawdziwemu Bogu. Zniweczenie i porzucenie wszystkich symboli, których obecność wyznaczała i porządkowała przestrzeń sakralną w chrześcijańskiej kulturze przez prawie tysiąc lat, znalazło tu jaskrawe, wręcz podręcznikowe odzwierciedlenie.

 

Sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej (fot. blog Wycieczki po Polsce)

Sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej (fot. blog Wycieczki po Polsce)

Idąc ulicami mojego miasta natknęłam się na olbrzymi plakat reklamujący Akademię Tańca. Zdjęcie na plakacie przedstawia półnagiego, opalonego mężczyznę dźwigającego na plecach półnagą kobietę o równie brązowej skórze. Mężczyzna był przygięty, jakby wchodził do jakiejś jaskini. Oboje mieli dziki i przerażony wzrok. Czy ktoś mógłby wyjaśnić dzieciom i młodzieży, którzy dziś tak chętnie zapisują się do wszelkiego rodzaju szkół, na kursy i warsztaty tańca, że ten dziwaczny montaż składa się z elementów, które kompletnie do siebie nie pasują? Nie pasują do tego, co w naszej kulturze oznacza „taniec” oraz „akademia”. Są cytatem z „kultury” całkowicie nam Polakom, obcej, pierwotnej, prehistorycznej. To wtedy – tak przynajmniej twierdzą ewolucjoniści oraz ilustracje w atlasach, które mają ukazać „pochodzenie człowieka od małpy” – chodziliśmy półnadzy, przygarbieni; kobiety były łupem mężczyzn i noszone były na plecach jak upolowana zwierzyna.

Nie pasujących do siebie rzeczy jest w naszym otoczeniu rzecz jasna więcej. Wszystkie te niedobrane pary, niewłaściwe skojarzenia, błędne i fałszywe połączenia, wewnętrznie sprzeczne sojusze, oparte o arbitralne przeświadczenia ludzi, na których myśleniu zaciążyła pycha, chcą zawładnąć naszą wyobraźnią i naszym myśleniem, narzucić nam przekonanie, że wyrastamy z rzeczywistości zupełnie innej niż potwierdza to cała nasza kulturowa i religijna tradycja, cała nasza historia. Że naszym domem, fundamentem naszej kultury jest jakaś spreparowana mieszanina pogaństwa, barbarzyństwa, pierwotności, dzikości i brzydoty. Cały nasz dorobek cywilizacyjny – piękno, dostojeństwo, harmonia, szacunek dla sacrum, poświęcenie, logika, a także dobre maniery, rewerencja wobec kobiet, elegancja, umiar – wzięte zostaje w ten sposób w wielki, pokraczny nawias rzekomej nowoczesności.

 

Józef Brandt - Bogurodzica

Józef Brandt – Bogurodzica

Nie peszmy się tymi wszystkimi wysiłkami, które wchodzą najwyraźniej w ostrą fazę. Pozostańmy sobą, katolikami, Polakami, Europejczykami. Nasza przeszłość, choć pełna ludzkich błędów, jest powodem do uzasadnionej dumy; cywilizacja łacińska, której jesteśmy spadkobiercami, jest szczytem, na jaki wzniósł się ludzki umysł. Nasza wiara, nasza religia jest prawdą objawioną przez Boga. Nasza kultura, przede wszystkim architektura i sztuka sakralna, jest niedościgłym wzorcem piękna. Nie ma i nie będzie innej prawdy, innego piękna, innej harmonii, innej historii.

Gdy przestaje się pojmować człowieka jako stworzonego przez Boga i winnego oddawać Bogu to, co boskie, a więc należną mu cześć i posłuszeństwo, a traktuje się go jako produkt ewolucji, trudno się dziwić, że zanika nieuchronnie samo piękno. Piękno, którego źródło znajduje się poza nami, a my, w naszych duszach, nosimy jedynie jego daleki odblask.

Gdy człowiek opiera się tylko na sobie, gdy odblask ten usiłuje zgasić, gdy staje się dobrowolnie elementem czyichś projektów socjotechnicznych, jest w stanie zamiast sztuki tworzyć tylko krzyczący, nagi, kompromitujący go kicz

Ewa Polak-Pałkiewicz.

 

 

 

500 lat protestantyzmu: 35 absurdalnych cytatów z Marcina Lutra

Nie sposób zrozumieć godnych pożałowania owoców reformacji, jeśli nie zbadamy wpierw korzeni drzewa, które zrodziło tak zgniłe owoce.

Zatem zacznijmy od samego początku, a więc od tego co działo się w głowie Marcina Lutra. Ojciec protestantyzmu mówił i pisał bowiem rzeczy, w które do dziś wprost trudno uwierzyć.

Marcin Luter o godności i majestacie Boga

1. „Nie ma znaczenia, jak zachowywał się Chrystus – liczy się tylko to, czego nauczał” (źródło: Erlangen, tom. 29, s. 126).

Marcin Luter o Dekalogu

2. „Jedyny cel [Dekalogu] to pokazanie człowiekowi niemożności czynienia przez niego dobra i nauczenie go rozpaczania nad sobą” (źródło: Henri Denifle, Luther et Lutheranisme. Etude Faite d’apres les sources, tłum. J. Paquier, A. Picard, Paris 1912-13, tom. III, s. 364).

3. „Musimy usunąć Dekalog z oczu i z serca” (źródło: De Wette 4, 188).

4. „Jeśli dopuścimy, by on – Dekalog – miał jakikolwiek wpływ na nasze sumienie, stanie się on przykrywką całego zła, herezji i bluźnierstw” (źródło: Comm. ad Galat, s. 310).

5. „Ważniejsze jest strzec się przed dobrymi uczynkami niż przed grzechem” (źródło: Tischreden, wyd. wittenberdzkie, tom. VI, s. 160).

Marcin Luter i materialna konieczność dobrych uczynków

6. „Dobre uczynki są złe i są grzechem, jak pozostałe” (źródło: Henri Denifle, Luther et Lutheranisme. Etude Faite d’apres les sources, tłum. J. Paquier, A. Picard, Paris 1912-13, tom. III, s. 47).

7. „Nie ma zgorszenia większego, bardziej niebezpiecznego, bardziej jadowitego niż dobre życie zewnętrzne, objawiające się dobrymi uczynkami i pobożnym sposobem życia. Jest to wspaniała brama, droga, która wiedzie do potępienia” (źródło: Henri Denifle, Luther et Lutheranisme. Etude Faite d’apres les sources, tłum. J. Paquier, A. Picard, Paris 1912-13, tom. II, s. 128).

Marcin Luter o znaczeniu wolnej woli

8. „(…) jeśli chodzi o Boga i o wszystko, co wywiera wpływ na zbawienie lub potępienie, [człowiek] nie ma wolnej woli, ale jest jeńcem, więźniem i niewolnikiem pańszczyźnianym albo woli Boga, albo woli szatana” (źródło: esej Bondage of the Will, [w:] Martin Luther: Selections From His Writings, red. John Dillenberger, Anchor Books, 1962, s. 190).

9. „Człowiek jest jak koń. Bóg wskakuje w siodło? Koń jest posłuszny i dostosowuje się do każdego ruchu Jeźdźca i idzie tam, gdzie On chce. Bóg rzuca wodze? Wówczas szatan wskazuje na grzbiet zwierzęcia, które pochyla się, idzie i poddaje ostrogom i kaprysom swojego nowego jeźdźca. (…) Zatem konieczność, a nie wolna wola, jest kontrolującą zasadą naszego postępowania. Bóg jest autorem tego, co złe, jak również tego, co dobre; a jak obdarza szczęściem tych, którzy na to nie zasługują, tak również faktycznie potępia tych, którzy nie zasługują na swój los” (źródło: De Servo Arbitrio, 7, 113 seq., cyt. P.F. O’Hare, [w:] Facts About Luther, TAN Books, 1987, s. 266-267).

10. „Jego [Judasza] wola była dziełem Boga; Bóg swoją wszechmocą poruszał jego wolą, tak jak wszystkim, co jest na tym świecie” (źródło: De servo Arbitrio, przeciwko wolnej woli człowieka)

11. „Żaden dobry uczynek nie jest wynikiem czyjejś własnej mądrości, ale wszystko musi się dziać w otępieniu. (…) Rozum należy odrzucić, gdyż jest on wrogiem wiary” (źródło: Tischreden, Weimar, VI, 143, 25-35).

Marcin Luter o życiu chrześcijańskim

12. „Bądź grzesznikiem i niech twoje grzechy będą ogromne, ale niech twoja ufność w Chrystusa będzie silniejsza i raduj się w Chrystusie, który jest zwycięzcą nad grzechem, śmiercią i światem. Będziemy grzeszyć przebywając tutaj, gdyż to życie nie jest miejscem, gdzie mieszka sprawiedliwość. (…) Żaden grzech nie może nas od Niego odłączyć, nawet gdybyśmy mieli tysiące razy każdego dnia zabić czy popełnić cudzołóstwo” (źródło: Let Your Sins Be Strong, [w:] The Wittenberg Project, The Wartburg Segment, tłum. Erika Flores, [w:] Dr. Martin Luther, Sämmtliche Schriften, list nr 99, 1 VIII 1521. – por. także Henri Denifle, Luther et Lutheranisme. Etude Faite d’apres les sources, tłum. J. Paquier, A. Picard, Paris 1912-13, t. II, s. 404).

13. „Nie pytaj o nic swojego sumienia, a jeśli przemówi, nie słuchaj go; jeśli będzie nalegać, zdław je, zabawiaj się; jeśli to konieczne, popełnij jakiś dobry duży grzech, aby je odpędzić. Sumienie to głos szatana, a koniecznie należy zawsze robić coś wprost przeciwnego do tego, czego chce szatan” (źródło: J. Dollinger, La Reforme et les resultants qu’elle a produits, tłum. E. Perrot, Gaume, Paris 1848-49, tom. III, s. 248).

Marcin Luter o karze śmierci i miłosierdziu

14. „Jeśli ktoś uczyłby doktryn sprzecznych z artykułami wiary wyraźnie ugruntowanymi w Piśmie Świętym i w które wierzy cały świat chrześcijański, takimi jak artykuły, których uczymy dzieci w credo – na przykład, gdyby ktoś nauczał, że Chrystus nie jest Bogiem, ale zwykłym człowiekiem i podobnym innym prorokom, jak utrzymują Turcy i anabaptyści – takich nauczycieli nie należy tolerować, ale karać jako bluźnierców. (…) Według tej procedury nikogo nie zmusza się do wierzenia, gdyż może wierzyć w to, co chce; ale nie wolno mu nauczać i bluźnić” (źródło: Luther’s Works, tom. XIII, 61-62).

15. „To, że wywrotowe artykuły doktryny powinno się karać mieczem, nie wymaga dalszych dowodów. Jeśli chodzi o resztę, anabaptyści utrzymują zasady odnoszące się do chrztu niemowląt, grzechu pierworodnego i natchnienia, które nie mają związku ze Słowem Bożym i są w istocie mu przeciwne. (…) Władze świeckie są także zobowiązane powstrzymać i otwarcie karać fałszywe doktryny. (…) Pomyślmy bowiem: jaka klęska by nastąpiła, gdyby dzieci nie były chrzczone? (…) Poza tym anabaptyści oddzielają się od kościołów (…) i ustanawiają posługę i zgromadzenia własne, co jest także przeciwne przykazaniu Boga. Biorąc to wszystko pod uwagę, jasne się staje, że władze świeckie są zobowiązane wymierzać przestępcom karę cielesną. (…) Także, kiedy jest to przypadek utrzymywania jakiejś duchowej zasady, takiej jak chrzest niemowląt, grzech pierworodny i niekonieczna separacja, wówczas (…) konkludujemy, że (…) upartych sektarian należy uśmiercać” (źródło: pamflet z roku 1536, [w:] Johannes Janssen, History of the German People From the Close of the Middle Ages, 16 tomów, tłum. A.M. Christie, B. Herder, St. Louis 1910 [orgy. 1891], t. X, s. 222-223).

Marcin Luter o sprawiedliwości społecznej

16. „Chłopi nie lepsi są od słomy. Nie usłyszą słowa i są pozbawieni rozsądku; zatem należy ich przymusić do słuchania trzaskiem bicza i świstem kul i to jedyna rzecz, na którą zasługują” (źródło: Erlangen, t. 24, s. 294).

17. „Zabić chłopa to nie morderstwo; to pomoc w gaszeniu pożaru. Niech nie będzie półśrodków! Zmiażdżyć ich! Podciąć im gardła! Przebić ich. Nie zostawiajcie kamienia na kamieniu! Zabić chłopa to zniszczyć wściekłego psa!” – „Jeśli mówią, że jestem bardzo surowy i niemiłosierny, niech szlag trafi miłosierdzie! Niech każdy, kto może, dźga ich, dusi i zabija jak wściekłe psy” (źródło: Erlangen, t. 24, s. 294).

18. „Jak poganiacze osłów, którzy muszą nieustannie okładać osły kijem i batem, gdyż inaczej nie będą posłuszne, tak władcy muszą postępować z ludem; muszą pędzić go, bić, dławić, wieszać, palić, ścinać głowy i torturować, aby budzić lęk i hamować lud” (źródło: Erlangen, t. 15, s. 276).

Adolf Hitler Marcin Luter o miłowaniu Żydów

19. „Moja rada, jak powiedziałem wcześniej, jest taka: Po pierwsze, by spalić ich synagogi, a każdy, kto może, niech rzuca siarkę i smołę; byłoby dobrze, gdyby ktoś mógł także dorzucić nieco ognia piekielnego. (…) Po drugie, żeby wszystkie ich księgi – ich modlitewniki, ich pisma talmudyczne, a także całą Biblię – im zabrać, nie zostawiając ani kartki, a zachować je dla tych, którzy mogą się nawrócić. (…) Po trzecie, by zabronić im pod karą śmierci sławienia Boga, dziękczynienia, modlitwy i publicznego nauczania wśród nas i w naszym kraju. (…) Po czwarte, by zabronić im wypowiadania imienia Boga w zasięgu naszego słuchu. Albowiem nie możemy słuchać tego w dobrej wierze ani tolerować. (…) Ten, kto usłyszy to imię [Boga] wypowiedziane przez Żyda, musi poinformować władze albo obrzucić go świńskim łajnem, gdy go zobaczy i gonić go” (źródło: Martin Luther, On the Jews and Their Lies, tłum. Martin H. Bertram, Fortress Press 1955).

20. „Spalić ich synagogi. Zabronić im wszystkiego, o czym wspomniałem wyżej. Zmusić ich do pracy i traktować ich z wszelakiego rodzaju surowością, tak jak uczynił to Mojżesz na pustyni, gdy zabił trzy tysiące. (…) Jeśli to nie zadziała, musimy gonić ich jak wściekłe psy, aby nie stać się współuczestnikami ich wstrętnego bluźnierstwa i wszystkich ich przywar i po to, abyśmy nie zasłużyli na gniew Boga i nie zostali potępieni wraz z nimi. Wykonałem swoją powinność. Niech każdy zadba o wypełnienie swojej. Ja jestem usprawiedliwiony” (źródło: About the Jews and Their Lies, cyt. P.F. O’Hare, The Facts About Luther, TAN Books 1987, s. 290).

21. „Gdybym miał ochrzcić Żyda, zabrałbym go na most nad Łabą, powiesił kamień u jego szyi i zepchnął go ze słowami: Chrzczę ciebie w imię Abrahama” (źródło: Hartmann Grisar, Luther, t. V, s. 413).

22. „Żydzi zasługują na to, by wieszać ich na szubienicy siedem razy wyżej od zwykłych złodziei” (źródło: Weimar, t. 53, s. 502).

Marcin Luter na temat świętości i godności małżeństwa

23. „Jeśli mąż nie ma ochoty, jest inny, który ma; jeśli żona nie ma ochoty, wówczas niech przyjdzie pokojówka” (źródło: Of Married Life).

24. „Przypuśćmy, że doradziłbym żonie impotenta (za jego zgodą), by oddała się innemu, powiedzmy: bratu męża, ale by zachowała ten mariaż w tajemnicy i przypisała dzieci tzw. domniemanemu ojcu. Rodzi się pytanie: Czy taka kobieta jest w stanie, który gwarantuje zbawienie? Moja odpowiedź: z pewnością” (źródło: On Marriage).

25. „Nie jest sprzeczne z Pismem Świętym, by mężczyzna miał kilka żon” (źródło: De Wette, t. 2, s. 459).

26. „Słowo i dzieło Boga jest całkiem jasne, to znaczy, że kobiety są stworzone po to, aby być albo żonami, albo prostytutkami” (źródło: On Married Life).

27. „Mimo całego dobra, jakie mogę powiedzieć o życiu małżeńskim, nie przyznam naturze tyle, by poświadczyć, że nie ma w nim grzechu (…), żadna powinność małżeńska nie jest nigdy pozbawiona grzechu. Powinność małżeńska nigdy nie jest wypełniana bez grzechu” (źródło: Weimar, t. 8, s. 654. Innymi słowy dla Lutra akt małżeński jest „grzechem, który niczym się nie różni od cudzołóstwa”, ibid. Jaki jest zatem, możecie się spytać, cel małżeństwa dla Lutra? Luter stwierdza, że jest nim po prostu zaspokojenie swoich żądz seksualnych: „Ciało domaga się kobiety i musi ją mieć”, albo: „Małżeństwo jest lekarstwem na cudzołóstwo” – Hartmann Grisar, Luther, t. IV, s. 145).

Marcin Luter o równości i moralizowaniu

28. „Jakąż krzywdę mogłoby to wyrządzić, gdyby człowiek powiedział dobre, mocne kłamstwo w godnej sprawie i dla dobra kościołów chrześcijańskich?” (źródło: Lenz, Briefwechsel, t. 1, s. 373)

29. „Kłamać z konieczności albo dla wygody, albo usprawiedliwiając się – takiego kłamstwa nie będzie się traktować jako rzeczy przeciwnej Bogu; był On gotów wziąć takie kłamstwa na siebie” (źródło: Lenz, Briefwechsel, t. 1, s. 375).

Marcin Luter i pokora

30. „Św. Augustyn czy św. Ambroży nie mogą się ze mną równać” (źródło: Erlangen, t. 61, s. 422).

31. „To, czego nauczam i co piszę, pozostaje prawdą, nawet gdyby cały świat miał z tego powodu rozpaść się na kawałki” (źródło: Weimar, t. 18, s. 401).

Marcin Luter o wartości Pisma Świętego

32. „Moim zdaniem ona [księga Apokalipsy] nie nosi na sobie piętna charakteru apostolskiego ani prorockiego. (…) Każdy może ukształtować swój sąd o tej księdze; jeśli chodzi o mnie, to czuję do niej wstręt i jest to dla mnie wystarczający powód, by ją odrzucić” (źródło: Sammtliche Werke, 63, s. 169-170, [w:] P.F. O’Hare, The Facts About Luther, TAN Books, 1987, s. 203).

33. „Jeśli wasz papista drażni was tym słowem („sama” – Rz 3,28), powiedzcie mu wprost, że dr Marcin Luter tak uważa: papista i osioł to jedno i to samo. Ktokolwiek nie przyjmie mojego tłumaczenia, niech traktuje je lekceważąco: diabeł podziękuje temu, kto krytykuje je bez mojej woli i wiedzy. Luter tak to przyjmuje, a jest on doktorem przewyższającym wszystkich doktorów w całym papiestwie” (źródło: Amic. Discussion, 1, 127, [w:] P.F. O’Hare, The Facts About Luther, TAN Books 1987, s. 201. Por. także J. Dollinger, La Reforme et les resultants qu’elle a produits, tłum. E. Perrot, Gaume, Paris 1848-1849, t. III, s. 138).

34. „Historia o Jonaszu jest tak potworna, że całkowicie niewiarygodna” (źródło: P.F. O’Hare, The Facts About Luther, TAN Books 1987, s. 202).

35. „(…) list św. Jakuba jest listem pełnym słomy, gdyż nie zawiera nic ewangelicznego” (źródło: Preface to the New Testament, red. Dillenberger, s. 19. – Por. także Jean Janssen, L’Allemagne et la Reforme, tłum. E. Paris, Plon 1887-1911, t. II, s. 218.

David L. Gray

Źródło: saintdominicsmedia.com

Tłum. Jan J. Franczak

 

 

Śmierć. Błogosławiona brama do raju

Rozmyślajmy często o śmierci, nie z rozpaczą pogan czy jako o końcu naszej egzystencji, jak ateiści, ale jako o błogosławionej bramie, którą wkraczamy do raju. Ujrzymy wówczas, dlaczego św. Paweł stwierdza, że śmierć została pokonana zmartwychwstaniem Chrystusa: „Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?”.

Śmierć

Rozpatrzmy kilka znaczących przykładów dla refleksji na temat śmierci. Pomogą one nam lepiej zrozumieć ten straszliwy krok, który musimy wszyscy zrobić.

Wolter

W eleganckim pokoju pięknego osiemnastowiecznego francuskiego domu, pełnego ornamentów, delikatnych zdobień, jedwabnych zasłon i obitych tapicerką krzeseł umiera pod baldachimem olbrzymiego łoża stary człowiek. Jest chudy i wymizerowany. Bardzo inteligentny, nawet genialny, ale bezbożny i sarkastyczny. Posiadał iście diabelską zdolność ośmieszania swoich przeciwników. Wykorzystywał tę władzę zwłaszcza przeciwko Kościołowi i jego Bożemu Założycielowi, o którym mówił jedynie jako „Tym Niesławnym”, którego należy zmiażdżyć.

Ten filozof miał wszystko, co życie może ofiarować: pieniądze, przyjemności, prestiż. Był nawet przez wielu ubóstwiany. Wie, że umrze i już wizytę złożyli mu dwaj księża. Jednak odmawia wyznania swoich błędów i prosi ich o zostawienie go w spokoju.

Całe jego ciało pokrywają rany, pali go gardło, a jego dusza jest w rozpaczy. Wciąż przytomny, zdaje sobie sprawę, że Kościół jest prawdą, a Jezus Chrystus jego zbawieniem. Jednak odrzuca wszelkie łaski i utwardza swoją wolę w złu. Wie, jaki czeka go kres, a przed nim już otwiera się piekło. Gdy ów koniec nadchodzi, „umiera wściekły, bluźniąc w rozpaczy, przeklinając przyjaciół, rozdrapując ciało i jedząc własne ekskrementy”.

Święta Teresa, Mały Kwiatek Jezusa

Skierujmy się teraz ku ubogiemu, prostemu szpitalowi. To infirmeria klasztorna karmelitańskich zakonnic z Lisieux we Francji pod koniec XIX wieku. Młoda, dwudziestoczteroletnia zakonnica jest bliska śmierci. Zmagania ze śmiercią dotkniętej gruźlicą Teresy miały długi i bolesny przebieg. Z trudem łapie oddech, czuje duszności. Jej dusza pogrąża się w śmiertelnej posusze, już nie odczuwa pociech Bożego Oblubieńca, któremu poświęciła życie i którego kocha z żarliwością pochłaniającą ją bardziej niż choroba. Boży Zbawiciel zsyła tę ostateczną próbę na ową heroiczną duszę.

Zgodnie z klasztornym zwyczajem reszta zakonnic stoi wokół niej. Wśród nich są jej trzy rodzone siostry: Paulina, Maria i Celina. Paulina (matka Agnieszka od Jezusa) była jej kierowniczką, jej „małą mamą”. Maria (siostra Maria od Najświętszego Serca) była jej serdeczną matką chrzestną, która przygotowała ją do I Komunii Świętej. Celina (siostra Genowefa od Najświętszego Oblicza) była jej bliźniaczą duszą, z którą najbardziej się utożsamiała i która w szczególności była otwarta na jej doktrynę „małej drogi”, czyli „duchowego niemowlęctwa”.

Jej kuzynka, Maria Guérin (siostra Maria od Eucharystii), przełożona, matka Maria Gonzaga (która była przyczyną tak wielu jej cierpień), oraz reszta zakonnic po złożonych ślubach – są także w pobliżu jej łoża śmierci. Wszystkie żarliwie się modlą, widząc cierpienie swej umierającej siostry. W końcu, w apogeum cierpienia, Teresa unosi się nieznacznie na łóżku, spogląda w stronę nieokreślonego punktu w pokoju, uśmiecha się anielsko i w ekstazie szczęścia oddaje swą dziewiczą duszę Bogu.

Sfotografowany tuż po śmierci ów rajski uśmiech wciąż jest obecny na ustach tej zakonnicy, która chciała wieść życie kontemplacyjne, być misjonarką, wojowniczką i nową świętą Joanną d’Arc. Ten uśmiech to początek nieba.

Święty Józef

Wreszcie weźmy pod uwagę mały palestyński domek. Zbudowany jest z ułożonych warstwami kamieni i ma płaski dach, tak jak było to w stylu rejonu, gdzie tak rzadko pada deszcz. W prostym, wiejskim pokoju, nacechowanym nieokreśloną czystością i wzniosłością, na skromnym łóżku doświadczony, czcigodny starzec walczy ze śmiercią. Emanują z niego: niezrównany majestat i słodkość. Po jednej stronie łóżka jest młody Człowiek, krzepki, ale nie ordynarny, mający tak harmonijne rysy twarzy, że Dawid wykrzyknął o Nim profetycznie: „Tyś najpiękniejszy z synów ludzkich” (Ps 45,3). To oczywiście Jezus Chrystus stoi obok łóżka swojego przybranego ojca.

Z drugiej strony stoi Pani w średnim wieku, której piękno podkreśla Jej dojrzałość. To do Niej stosują się słowa Pieśni nad pieśniami (4,7): „Cała piękna jesteś, przyjaciółko moja, i nie ma w tobie skazy”. To Najświętsza Maryja Panna. Stoimy przed świętym Józefem, którego w ostatnich chwilach wspierają nasz Pan i Matka Najświętsza. Nie może być skuteczniejszego albo bardziej pocieszającego wsparcia, lub szczęśliwszej śmierci dla tego wielkiego Patriarchy, męża Maryi Panny, a zatem prawdziwego, choć nie cielesnego, ojca Bożego Zbawiciela. To dlatego Kościół nazwał go patronem dobrej śmierci.

Dlaczego śmierć nas szokuje

Zastanówmy się nad kolejną rzeczą. Naszym najsilniejszym instynktem jest instynkt samozachowawczy. Gdy pojawia się nagłe zagrożenie, całe nasze ciało jest w stanie pogotowia. Nasz oddech się zmienia, wzrok wyostrza, a wszystkie zmysły skupiają się na tym, by uprzedzić niebezpieczeństwo mogące wystawić nasze życie na ryzyko.

Pod wpływem intensywnych emocji, wywołanych niebezpieczeństwem, człowiek może dla siebie albo dla ukochanej osoby dokonać rzeczy, których normalnie by nie zrobił. Skoczy z płonącego budynku, przeskoczy nad niezwykle wysokim murem, przejdzie wezbrany i szalejący nurt, przebiegnie olbrzymi dystans albo rzuci się tuż przed samochód, by ocalić ukochaną osobę.

To wszystko jest instynktowne. Poprzedza myślenie i prowadzi do nagłych, skutecznych i piorunujących działań. Taka intensywność pokazuje, na poziomie przyrodzonym, że człowiek postrzega życie jako największe z wszystkich dóbr. Ponadto jest tak przywiązany do życia, że jest skłonny do największych poświęceń i ustępstw, by je ocalić, czasami nadając mu najwyższą wartość. To dlatego, kiedy ponad własne życie człowiek stawia obronę kraju, szlachetną sprawę, zasady, cnotę czy – w szczególności – wiarę, jest to wyraz wysokiej moralnej bezinteresowności i heroizmu. Kiedy ponad swe życie stawia miłość Boga, staje się męczennikiem, świętym.

Stąd na poziomie czysto przyrodzonym, bez brania pod uwagę łaski czy Bożej pomocy, człowiek lęka się śmierci bardziej niż czegokolwiek innego i czuje rozpacz nawet w obliczu jej odległej perspektywy. Kiedy jednak człowiek patrzy na śmierć w nadprzyrodzonym duchu, wie – mimo brutalności oddzielenia duszy od ciała – że śmierć to brama wiodąca do życia przyszłego i chwały błogosławionych. Postrzega wówczas śmierć oczami pełnymi wiary i nadziei.

Śmierć, zapłata za grzech

Święty Paweł uczy nas: „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana – to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6,23). „Dlatego też, jak przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi, ponieważ zgrzeszyli” (Rz 5,12).

Śmierć ma w sobie wydźwięk kary. To dlatego budzi taki postrach i wywołuje tak wiele cierpienia. Z naturalnego punktu widzenia człowiek nie powinien żyć bez końca. Jest on bytem złożonym, składającym się z duchowej duszy – która jest nieśmiertelna – i organicznego ciała – które się psuje. Dusza ożywia złożony ludzki byt. Kiedy ciało popada w ruinę – w wyniku choroby, zużycia czy wypadku – traci swą zdolność do jedności z duszą. Te dwa elementy złożonego ludzkiego bytu rozdzielają się; dusza wkracza do wieczności, a ciało zaczyna się psuć, zamieniając w proch, z którego zostało stworzone (por. Rdz 2,7), aż do chwili ostatecznego zmartwychwstania, kiedy ponownie zjednoczy się z duszą.

Konsekwencja grzechu pierworodnego

Bóg stworzył naszych pierwszych rodziców, Adama i Ewę, i dał im ziemski raj na miejsce zamieszkania. Sam Stwórca, który rozmawiał z Adamem „w porze powiewu wiatru” (Rdz 3,8), wyniósł ich do porządku nadprzyrodzonego, udzielając im daru łaski uświęcającej, dzięki której uczestniczą w samym życiu Boga. Oprócz tego dał im wiele darmowych darów, zwanych charyzmatami, będącymi poza ludzką naturą. W ten sposób otrzymali oni dar natchnionej wiedzy, dzięki której rozumieli wszystko, i dar harmonii, dzięki któremu oszczędzone były im choroby i śmierć.

Gdyby nie grzech, życie człowieka na ziemi byłoby życiem niebiańskim, w przyjaźni z Bogiem pośród uroków i słodkości Edenu. Człowiek był królem stworzenia; same zwierzęta były mu posłuszne, a natura uginała się przed jego wolą. Po dopełnieniu tego czasu, gdy jego świętość osiągnęłaby pewien poziom, aniołowie poprowadziliby go ku radości, jaką jest pełnia szczęścia w niebie. Jednak Bóg, który jest pełnią sprawiedliwości, ustanowił próbę, aby w praktykowaniu cnoty były też zasługi. Pragnąc, by człowiek w pełni poddał się Jego woli, Bóg poddał Adama i Ewę próbie, zabraniając im spożywania owoców z drzewa pośrodku raju, zwanego drzewem poznania dobrego i złego.

Kuszona przez diabła Ewa pozwoliła się uwieść; sama z kolei skusiła swojego męża. Nieposłuszni Bożemu nakazowi oboje spożyli z zakazanego owocu. Przyszła kara: utracili swoją pierwotną niewinność, otwierając oczy na zło; „poznali, że są nadzy” (Rdz 3,7) i wezbrała w nich pożądliwość. Wygnani z raju musieli pracować i zarabiać na swój chleb w pocie czoła. Doświadczyli po raz pierwszy ciężaru zmęczenia. Kobieta miała rodzić w bólach, ziemia napełnić się cierniami, a zwierzęta zbuntować przeciw swoim byłym panom. Ze względu na swój grzech, nazwany pierworodnym, gdyż został popełniony przez ludzkość jako pierwszy, Adam i Ewa utracili nie tylko łaskę uświęcającą, która sprawiała, że byli przyjaciółmi Boga, ale także niektóre z nadzwyczajnych darów, w szczególności dar harmonii, przez co stali się podatni na chorobę i śmierć (por. Rdz 2 i 3).

Boleści śmierci a dobra śmierć

Śmierć znaczy koniec naszych nieszczęść na tej ziemi. Uniemożliwia nam zyskanie większej ilości zasług, skruchę za grzechy i otrzymanie dodatkowych łask. Człowiek umierając wkracza do wieczność, „a jeśli drzewo upadnie na południe czy też na północ – na miejscu, gdzie upadnie, tam leży” (Koh 11,3). Dobra śmierć zależy od specjalnej łaski, udzielanej przez Boga wiodącym dobre życie, tym, którzy odpokutowali swoje grzechy, czy – rzadziej – każdemu, komu zdecyduje się udzielić jej z czystej hojności, zgodnie ze swoimi świętymi zamiarami. Łaska dobrej śmierci i ostateczna wytrwałość to jedna z łask, o które powinniśmy prosić z ogromną uporczywością.

Śmierć naturalna, nie będąca wynikiem śmiertelnego wypadku, przychodzi normalnie poprzedzona agonią, różniącą się co do długości trwania. Słowo agonia pochodzi z języka greckiego i oznacza walkę. W rzeczywistości w tej tragicznej chwili bierzemy udział w ostatecznej bitwie, która rozstrzygnie o naszym ostatecznym losie – zbawieniu albo potępieniu. Za Bożym pozwoleniem w trakcie końcowej agonii diabeł przypuści największy atak, usiłując doprowadzić umierającą osobę do rozpaczy. Choć nie powinniśmy dać się przerazić tą perspektywą, musimy potraktować perspektywę agonii bardzo poważnie, mając z ufnością nadzieję na miłosierdzie Boże i wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny.

Ktokolwiek wiódł życie cnotliwe, a w szczególności modlił się dużo o łaskę dobrej śmierci, może być pewny, że w chwili agonii pomogą mu Matka Boża, św. Józef i święci aniołowie. Jest to ostateczna chwila heroicznej ufności w miłosierdzie Boże.

Powinności wobec umierającego

Chodź zasadnicza odpowiedzialność za dobrą śmierć spoczywa na poszczególnej osobie, to poważnym obowiązkiem miłosierdzia jest pomóc innym umrzeć dobrze, szczególnie jeśli są to przyjaciele, członkowie rodziny czy ktoś, czyjej śmierci jesteśmy przypadkiem świadkami.

Obowiązek miłosierdzia polega na zapewnieniu umierającej osobie księdza, by mogła się wyspowiadać i przyjąć ostatnie namaszczenie, pomagając jej w ten sposób w akcie wiary, nadziei i miłości i wspierając ją swoimi modlitwami.

Niewezwanie księdza z obawy przestraszenia pacjenta – co jest niestety dość powszechną postawą – to pogański i naturalistyczny sposób postępowania. Może to być prawdziwe przestępstwo wobec umierającej osoby, gdyż od tego może zależeć jej wieczne zbawienie. Jej strach będzie dużo większy, kiedy stanie twarzą w twarz wobec sądu Boga, nie otrzymawszy sakramentów przygotowujących do życia wiecznego. Przy prawdziwej skrusze spowiedź odpuszcza grzechy. Namaszczenie chorych, czyli ostatnie namaszczenie, także zyskuje przebaczenie, szczególnie w przypadku utraty przytomności i – kiedy taka jest wola Boża – nawet poprawia albo przywraca zdrowie danej osoby.

W swoim liście św. Jakub nawołuje:

Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie” (Jk 5,14-16).

Namaszczenie chorych ma kilka skutków:

1) Zwiększa łaskę uświęcającą w duszy, niszczy to, co pozostało z grzechu (słabość, złe skłonności itd.), oraz umacnia duszę przed minionym, obecnym i przyszłym złem.

2) Odpuszcza grzechy śmiertelne w przypadkach, w których dana osoba z nie swojej winy nie może się wyspowiadać, pod warunkiem skruchy, to znaczy nadprzyrodzonego żalu za grzechy z lęku przed Bogiem.

3) Zależnie od poziomu wewnętrznej skłonności danej osoby, usuwa – przynajmniej częściowo – doczesną karę z powodu grzechów już odpuszczonych.

4) Przywraca zdrowie ciału i jest pomocne duszy. Chociaż jest to skutek drugorzędny, jest on niezawodny, jeśli chodzi o dobro duchowe chorego.

W przypadkach braku przytomności namaszczenie chorych jest ważniejsze niż sama spowiedź, ponieważ sakrament pokuty wymaga dla swej ważności przynajmniej nadprzyrodzonej skruchy grzesznika przejawiającej się w jakiś sposób zewnętrznie. Z drugiej strony zwykła skrucha wystarczy dla ważności namaszczenia, nawet jeśli nie zostanie ona w jakiś sposób okazana zewnętrznie.

Po spowiedzi i namaszczeniu chorych, jeśli umierająca osoba jest przytomna, powinna przyjąć Komunię Świętą, to znaczy wiatyk, który jest pokarmem umożliwiającym przejście ścieżek śmierci, wzmocnieniem chlebem aniołów – samym Jezusem Chrystusem w formie sakramentalnej.

W obliczu śmierci nigdy nie powinniśmy panikować ani pozostawać w obojętności

Jeśli chodzi o śmierć, powinniśmy unikać nerwowej paniki i rozpaczy, jak również obojętności wobec życia wiecznego i zakładania, że zostaniemy zbawieni bez zasług. Taka postawa jest odmienna od pokornej i błagalnej ufności tego, który z nadzieją oczekuje wszystkiego ze strony Bożego Miłosierdzia, ale czyni wszystko, co w jego mocy, by dobrze się przygotować na rozstrzygające spotkanie ze Stwórcą. Swoją własną śmierć albo śmierć osoby nam drogiej należy przyjąć z pogodzeniem. Oczywiście śmierć ukochanej osoby powinna nas smucić. Sam nasz Pan dał tego dowód płacząc nad śmiercią Łazarza (J 11,3 i nn.).

Chociaż śmierć jest nieuchronna i ma wydźwięk kary, to staje się chwalebna, kiedy przyjmujemy ją z pogodzeniem albo jako cierpienie za swoje grzechy.

Święty Pius X szczególnie zalecał, by wierni modlili się następującym aktem poddania się woli Boga. Nawet wzbogacił go odpustem zupełnym w chwili śmierci dla każdego, kto odmawia go pobożnie każdego dnia:

Panie Boże mój, już teraz przyjmuję z ręki Twojej z poddaniem się i ochotą każdy rodzaj śmierci, jaki Ci się będzie podobało zesłać na mnie wraz ze wszystkimi jego troskami, cierpieniami i bólami. Amen.

Rozmyślajmy często o śmierci, nie z rozpaczą pogan czy jako o końcu naszej egzystencji, jak ateiści, ale jako o błogosławionej bramie, którą wkraczamy do raju. Ujrzymy wówczas, dlaczego św. Paweł stwierdza, że śmierć została pokonana zmartwychwstaniem Chrystusa: „Zwycięstwo pochłonęło śmierć. Gdzież jest, o śmierci, twoje zwycięstwo? Gdzież jest, o śmierci, twój oścień?” (1 Kor 15,54-55).

Luiz Sérgio Solimeo

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2017-10-31)

 

 

I   L I S T O P A D A

Chodź, pójdziemy na cmentarz,

Dawno tam nie byliśmy.

Może właśnie tam, uda nam się

Spojrzeć na siebie z innej strony

I uświadomić sobie ten moment,

W którym klepsydra przesypie

Ostatnie ziarenko naszego życia.

I stanie się rzecz najważniejsza!

Zrozumiemy, że wtedy

Nic już nie będzie ważne,

Ani to co mamy,

Ani kto nas żegna.

Tak, jak przyszliśmy sami,

Sami odejdziemy z pustymi rękami

Dołączając do tego korowodu,

Który kroczy przed nami.

I znów przyjdzie ktoś,

Zapali znicz, położy kwiaty,

Wyprostuje pochylony krzyż,

Mając przed sobą drogę,

Którą my przeszliśmy, a która będzie

Dla niego nowa i nieznana…

Czy nasz milczący grób będzie

Dla niego dostateczną wskazówką?

Czy nasze prochy będą coś więcej znaczyć?

Nigdy już nie poznamy

Odpowiedzi na te pytania.

Więc chodźmy na cmentarz

Nie bojąc się miejsc,

Gdzie nastąpiły ostateczne rozstania.

 

New York-1999

Marian Retelski