OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Różne

Boże Narodzenie 2017

Cicha noc
Zagrzmiała kolędą,
Ciemna noc
Zajaśniała gwiazdą,
Moc struchlała na wieść
O narodzeniu Jezusa,
Syna Boga.
I już nic od tej pory
Nie było takie same,
Zmienił się nasz świat -
Mamy jego Króla!
Bez tronu, bez korony,
Bez wojska i sług
A jedynym Jego orężem
Jest prawda i miłość,
Do człowieka
Za którego odda życie
Zapewniając mu zbawienie…
Witaj nam Jezu !
Synu Jednorodzony
Witaj !
Warszawa 24 grudnia 2017r.
Marian Retelski

I   L I S T O P A D A

Chodź, pójdziemy na cmentarz,

Dawno tam nie byliśmy.

Może właśnie tam, uda nam się

Spojrzeć na siebie z innej strony

I uświadomić sobie ten moment,

W którym klepsydra przesypie

Ostatnie ziarenko naszego życia.

I stanie się rzecz najważniejsza!

Zrozumiemy, że wtedy

Nic już nie będzie ważne,

Ani to co mamy,

Ani kto nas żegna.

Tak, jak przyszliśmy sami,

Sami odejdziemy z pustymi rękami

Dołączając do tego korowodu,

Który kroczy przed nami.

I znów przyjdzie ktoś,

Zapali znicz, położy kwiaty,

Wyprostuje pochylony krzyż,

Mając przed sobą drogę,

Którą my przeszliśmy, a która będzie

Dla niego nowa i nieznana…

Czy nasz milczący grób będzie

Dla niego dostateczną wskazówką?

Czy nasze prochy będą coś więcej znaczyć?

Nigdy już nie poznamy

Odpowiedzi na te pytania.

Więc chodźmy na cmentarz

Nie bojąc się miejsc,

Gdzie nastąpiły ostateczne rozstania.

 

New York-1999

Marian Retelski

Żydowski słoń, a sprawa polska

Wśród narodów świata Żydzi chyba najbardziej opanowali sztukę prezentowania się światu w charakterze ofiar, no i oczywiście – sztukę odcinania od tego wizerunku kuponów. Rzeczywiście, nie da się ukryć, doznali rozmaitych tragedii, ale sami też nieźle dokazywali, kiedy tylko mogli. Weźmy choćby taki kultowy obraz, jak słynny exodus z egipskiego „domu niewoli”. Zanim ten exodus nastąpił, najpierw Żydzi musieli się w Egipcie znaleźć. A w jaki sposób? Ano, w Starym Testamencie czytamy o wyrodnych braciach, którzy sprzedali swego brata Józefa wędrownym handlarzom niewolników. W ten sposób Józef znalazł się w Egipcie, gdzie po rozmaitych perypetiach, został pierwszym ministrem faraona. Na tym stanowisku zapoczątkował serię przedsięwzięć, które dzisiaj nazwano by „politykami interwencyjnymi”. Na początek nałożył nowy podatek w postaci 20 procent zbiorów od każdego chłopa. Zakładając, że podatek ten pobierany był rzetelnie, wymagało to ogromnego aparatu biurokratycznego, który oszacowałby zbiory u każdego chłopa, a następnie wymierzył podatek. Zebrane w ten sposób zboże trzeba było magazynować, a biorąc pod uwagę ówczesne możliwości komunikacyjne, wymagało to wybudowania gęstej sieci magazynów. Te magazyny musiały być pilnowane przez żołnierzy, bo w przeciwnym razie nie uchowałoby się tam nawet ziarenko. Dla tych żołnierzy trzeba było wybudować koszary. Ten ambitny program budowlany wymagał transportu materiałów, do którego trzeba było wielu zwierząt pociągowych, no i robotników, którzy by to wszystko wybudowali. Zwierzęta pociągowe i robotnicy musieli być odciągnięci z rolnictwa, które było główną gałęzią gospodarki egipskiej. Tamtejsze rolnictwo wymagało bardzo dużego udziału pracy ręcznej również przy utrzymywaniu kanałów irygacyjnych. Kiedy jednak zwierzęta i ludzie zostali odciągnięci do programu budowlanego, prace w rolnictwie siłą rzeczy musiały wskutek tego ucierpieć. Wystarczyło 7 lat takiej gospodarki, by w Egipcie nastał głód. I co wtedy zrobił Józef? Zaczął sprzedawać zboże uprzednio odebrane chłopom w ramach podatku. Jak czytamy w Starym Testamencie, w pierwszym roku zgromadził w skarbcu faraona pieniądze z całej ziemi egipskiej. W drugim roku chłopi musieli wyprzedać inwentarz w zamian za zboże odebrane od nich w ramach Józefowego podatku. W następnym roku mogli kupić zboże już tylko za ziemię, która w ten sposób została upaństwowiona. Wreszcie w zamian za możliwość przeżycia musieli sprzedać w niewolę siebie samych. Przestali być wolnymi chłopami, stając się niewolnikami państwowymi w utworzonych przez Józefa kołchozach.

W dalszej części czytamy, jak to Józef sprowadził do Egiptu swoją rodzinę, której oczywiście przebaczył, no a ona pewnie skwapliwie wykorzystała możliwości, jakie dawało jej jego stanowisko. Minęło wiele lat i społeczność żydowska w Egipcie niezwykle się rozrosła, co zaczęło budzić niepokój faraona. Wtedy pojawił się Mojżesz, któremu Stwórca Wszechświata polecił wyprowadzić Żydów z Egiptu, żeby wzięli sobie w posiadanie ziemię „mlekiem i miodem płynącą”. Żeby przekonać do tego pomysłu niechętnego mu faraona, Stwórca Wszechświata, w ramach odpowiedzialności zbiorowej, zsyłał na Egipt kolejne plagi, z których ostatnia polegała na uśmierceniu wszystkich pierworodnych w ziemi egipskiej. Ciekawe, że aby ułatwić zadanie Aniołowi-Niszczycielowi, Żydzi musieli oznaczyć drzwi swoich domów baranią juchą. Anioł pewnie mógłby się obejść bez takiego oznakowania, natomiast dla komanda nocnych morderców było ono wskazówką konieczną – gdzie nie wchodzić. Toteż kiedy nastał ranek, Żydzi zrozumieli, że jedyny ratunek w natychmiastowej ucieczce gdzie oczy poniosą, bo zanim faraon przekona się, że te nocne morderstwa były dziełem Anioła Niszczyciela, to niejedna głowa spadnie z karku, więc lepiej takiego eksperymentu nie ryzykować tym bardziej, że wcześniej wypożyczyli od egipskich sąsiadów kosztowności, z których potem ulali nawet złotego cielca. Najwyraźniej opinie o panującym wówczas w Egipcie antysemityzmie musiały być mocno przesadzone, skoro egipscy sąsiedzi zaufali Żydom swoje precjoza. Potem, to znaczy, po ucieczce, te nastroje mogły rzeczywiście się zmienić na gorsze, ale Żydzi chyba do dnia dzisiejszego nie mogą tego zrozumieć. Najwyraźniej muszą wyznawać zasadę, że czysty typ nordycki i bez mydła jest czysty, czyli, że jeśli ktoś jest ofiarą cudzej irytacji, no to jest, nawet wtedy, gdy ta irytacja została wywołana prowokacyjnym zachowaniem ofiary. Dodatkową poszlaką która na to wskazuje, jest obchodzone wśród Żydów do dnia dzisiejszego radosne święto Purim, będące pamiątką udanego ludobójstwa, jakiego Żydzi dokonali w Persji, mordując co najmniej 75 tysięcy ludzi.

Toteż nie można się dziwić, że i teraz żydowska gazeta dla Polaków retuszuje historię, starannie wymazując udział Żydów w ludobójstwie. Właśnie panu redaktoru Wacławu Radziwinowiczu redakcyjny Judenrat z Czerskiej wydrukował artykuł o operacji polskiej NKWD w 1937 roku. Pan redaktor Radziwinowicz twierdzi, że korzystał z materiałów archiwalnych rosyjskiego stowarzyszenia Memoriał, ale to albo gówno prawda, albo też sam autor lub redakcyjny Judenrat niektóre informacje starannie mu powyskrobywał. Opisuje tam rozmaite okolicznosci i wymienia osoby w to ludobójstwo na Polakach zaangażowane, a nawet opisuje, jak to Jeżow biegał po korytarzach lefortowskiego więzienia, a nawet – jak nazywał się NKWD-dzista, który zszywał albumy ze skazanymi Polakami – ale ani słowem nie odważył się wspomnieć, jak nazywała się „dwójka”, która te albumy dla Wyszyńskiego i Jeżowa przygotowywała. Nic dziwnego – bo byli to dwaj odescy Żydowinowie, z których jeden nazywał się Aleksander Minajew-Cykanowski, a drugi – Włodzimierz Cesarski. Jak tam się nazywali naprawdę – czort z nimi – bo ważniejsze jest to, że w książce dra Tomasza Sommera, o której pan redaktor Radziwinowicz pewnie miał surowo zakazane słyszeć – jest nawet fotografia tego Minajewa-Cykanowskiego i to zaczerpnięta z archiwum tego samego Memoriału, z którego korzystać miał niby pan redaktor Wacław Radziwinowicz. Tego słonia w menażerii miał widać zakazane zauważyć. Widać, że w żydowskiej gazecie dla Polaków panuje iście stalinowska dyscyplina, podobnie jak orwelowskie obyczaje, kiedy to w Ministerstwie Prawdy przygotowywane były skorygowane zgodnie z potrzebami „etapu” wersje historii dla mikrocefalów. Najwyraźniej jakiś Sanhedryn musiał surowo przykazać („NU!”) wszystkim autorytetom moralnym, by starannie usuwali wszelkie wzmianki o udziale Żydów w ludobójstwie XX wieku. Nietrudno się domyślić dlaczego – bo ujawnienie tego, dodajmy – masowego udziału Żydów w tym ludobójstwie i to nie w charakterze ofiar, ale katów i organizatorów tej zbrodni – zniszczyłoby martyrologiczny wizerunek tego narodu.

Stanisław Michalkiewicz

Wakacyjne wspomnienie

WIOSNA NA CMENTARZU

Wiosna na cmentarzu
Kpi sobie, przedrzeźnia się z nami,
Budzi do życia, pięknieje,
Kiedy my w zamyśleniu, zadumaniu,
Ze ściśniętym sercem
Stąpamy po alejkach,
Wśród grobów naszych bliskich,
Którzy spoczęli tu na wieki.
Prawo natury, życia i śmierci,
Które pozostawia nam
Tylko pamięć i wspomnienie,
I groźne memento mori…
Dwa światy, a my w środku bytu,
Życia i śmierci, powolnego odchodzenia,
Wiosna, kwiaty i radosne śpiewy ptaków,
Kamienne płyty grobowców,
Na których kwiaty próbują nam przypomnieć
Że życie toczy się nadal, dla nas,
Ale już nie naszych bliskich.
Stąd nie można uciec,
Można tylko schować się pod kamienną płytą,
I tylko wiosna pamięta
Przychodząc sama, aby rozweselić
Ten ponury grobowy sen.
Sen zmarłych trwa wiecznie,
A my w tym czasie -
Tymczasem chcemy się cieszyć,
Naturalnym życiem, zawsze za krótkim,
Według odwiecznego rytmu natury,
Który pomaga nam zrozumieć
Istotę, życia i śmierci,
Bycia i odchodzenia na wieki
W zimie, w lecie, na jesieni,
I wiosennym rozkwicie do życia
TU – dla życia – TAM.
Marian Retelski
Warszawa,kwiecień 2017

Polska pochwała podłości

Przyjazd żołnierzy amerykańskich 3 Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z Fort Carson w stanie Kolorado uznany został przez polski establishment polityczny i wspierające go media – nie wyłączając katolickich, z „Naszym Dziennikiem” na czele – za największy od wejścia w struktury NATO sukces w polityce obronnej Polski. Wprawdzie wcześniej ogłoszono, iż takim sukcesem jest rozpoczęcie budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Redzikowie, ale widocznie rolą obecnego rządu jest osiąganie kolejnych „największych” sukcesów w uzależnianiu polskiego bezpieczeństwa od interesów USA.

Tak więc odpowiednio do rangi ostatniego sukcesu grupę niespełna 4 tysięcy żołnierzy amerykańskich z Fort Carson witała 14 stycznia b.r. sama pani premier B. Szydło i minister A. Macierewicz. Tego samego dnia odbyły się w szesnastu miastach Polski „pikniki z sojusznikami”, na których witano i odpowiednio honorowano delegatów „najwspanialszej armii świata”. Specjalizujący się w amerykańsko-natowskiej propagandzie „Nasz Dziennik” [nr 11-5764] podał nawet program z godziną i miejscem tych szesnastu pikników, wychodząc naprzeciw swym czytelnikom, zainfekowanym na dobre wirusem nie tyle zwykłej amerykanofilii, ile fałszywego mitu Ameryki. Całość jak z filmu o epoce kolonialnej z Polską w roli odkrywanego przez „cywilizowany” Zachód afrykańskiego – zacofanego i słabego – kraiku, któremu wystarczą za jego terytorium na „sojusznicze ćwiczenia” przysłowiowe koraliki.

W takim stylu satyryczno-groteskowym można byłoby też zinterpretować przemówienia szefowej polskiego rządu i ministra obrony narodowej. Jednakże nie pozwala na to majestat Rzeczypospolitej oraz waga problemu: przyszłość  Polski i jej narodu. Pani premier wygłosiła hymn na cześć amerykańskiej armii, życząc jej żołnierzom, aby „czuli się w Polsce jak w domu”. To życzenie można bardzo szeroko interpretować: m.in. jako zapowiedź nieokreślonego czasowo pobytu i kasację statusu gości/intruzów.

To także zaproszenie do takiego zachowania uzbrojonych osobników, które przysługuje tylko domownikom: nade wszystko w  kwestii decydowania o losach domu. O wiele bardziej kontrowersyjna okazała się jednak pochwała, jaką wygłosiła polska premier pod adresem siejącej w świecie śmierć i zniszczenie amerykańskiej armii:

„dzisiaj to wielki dzień, kiedy możemy na polskiej ziemi, tutaj w Żaganiu przywitać żołnierzy amerykańskich – reprezentantów najlepszej, najsilniejszej, najwspanialszej armii świata”[1].

Tej apoteozie towarzyszyło przeczące prawdzie cyniczne  stwierdzenie, że stacjonowanie amerykańskich wojsk w Polsce to strategia pokoju, podjęta na szczycie NATO w Warszawie: „To jest ta strategia-strategia wzmacniania bezpieczeństwa Polski i bezpieczeństwa regionu; myślenia w kategoriach pokoju, budowania pokoju na świecie”.

Trzeba dużo złej woli i złej siły, aby zbrodniczej armii amerykańskiej przypisać działanie na rzecz pokoju. Aby zapomnieć o jej milionach ofiar w Wietnamie, Serbii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii, Jemenie. Aby zapomnieć o ludobójstwie chrześcijan na Bliskim Wschodzie objętym działaniami „najwspanialszej armii świata”, o milionach uchodźców z  państw, którym przyniosła ona wyłącznie krwawą rewolucję bądź permanentną wojnę.  Aby  zapomnieć o setkach tysięcy sierot, kalek, nędzarzy, których działania tej armii pozbawiły dorobku życia. Aby zapomnieć o barbarzyńskim zniszczeniu prawosławnych cerkwi w Serbii, chrześcijańskich świątyń i klasztorów na Bliskim Wschodzie, starożytnych zabytków w Babilonie.

Trudno też uwierzyć w to, aby premier polskiego rządu uważała za najwspanialsze osiągniecie tej armii jej technikę prowadzenia wojen w państwach dalekich od granic USA – „collateral damage” czyli  mordowanie ich ludności na odległość, przy pomocy sił powietrznych[2].

W wymiarze moralnym nie są ważne żadne podteksty i motywacje, którymi niektórzy patrioci usiłują usprawiedliwiać panią premier. W wymiarze moralnym mówimy o wartościach i antywartościach. W tym wymiarze była to pochwała podłości. Tej pochwały nic i nikt nie jest w stanie usprawiedliwić, nawet usłużny „Nasz Dziennik”, który promuje od kilku tygodni amerykańską brygadę jako umocnienie bezpieczeństwa Polski i w ramach tej promocji już w trzy dni po sławetnym powitaniu [Nr 12 – 5765] ogłosił Żagań „pancerną stolicą”.

Przemówienie A. Macierewicza było jedynie powtórzeniem ideowej i aksjologicznej treści wystąpienia pani premier. Wyróżniała je tylko  forma inwokacji i paradygmat myślowy z czasów zimnej wojny,  przeciwstawiający Związkowi Radzieckiemu jako imperium zła Stany Zjednoczone jako imperium dobra. Pan minister popisał się też archaiczną wiedzą korowca o Rosji z epoki antykomunizmu, twierdząc, że Polska pragnie z żołnierzami amerykańskimi bronić „cywilizacji przed zagrożeniami ze Wschodu”. Jednym słowem pragnie bronić cywilizacji genderowej przed wartościami chrześcijańskimi, na których od ćwierćwiecza Rosja buduje swoją tożsamość, stając się ostoją konserwatyzmu. Kompletny brak wiedzy na ten temat  – taki, że trudno z nim dyskutować.

Natomiast niech nikt nie mówi, że w wygłoszonych mowach w Żaganiu przemawiano językiem dyplomacji.  Jest to język wasali, którzy wmawiają światu, że antywartości „najwspanialszej armii świata” są pozytywne i mówią głośno, że je podzielają. Co gorsza, chcą ich realizacji na terenie Polski. W tym wszystkim dziwi dodatkowo kobiecy aspekt wygłoszonego przez polską premier powitania.

Zgodnie z klasyczną etyką, w osobową godność człowieka wpisane są bowiem inklinacje – naturalne skłonności – na które powinny być uwrażliwione szczególnie kobiety. Owe skłonności to: inklinacja do zachowani życia, do przekazywania życia oraz rozwoju osobowego na fundamencie wolności. Kobieta – premier winna więc nade wszystko bronić życia, promować pokój i uczynić Polskę jego liderem. Póki co, pani premier i jej partia – przy akceptacji opozycji –  czynią z Polski promotora wojny.

- – -
[1] fakty.interia.pl_14.01.2017..14.01.2017.

[2] https://en.m.wikipedia.org/wiki/Collateral_damage (link zewnętrzny)

Anna Raźny
Profesor Anna Raźny, rusycystka, politolog i polityk, dyrektor Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

DO SIEGO ROKU !!!

STARY  A  JUŻ   NOWY
Jeszcze resztki ostatniego dnia
Goni wiatr po ulicy,
Zamiata nimi jak miotła,
Której przeszkadzają zużyte strzępy
Słów, zdarzeń i niespełnionych marzeń,
Które przeskakują z małpią zwinnością
Z gałęzi na gałąź Nowego 2017 Roku,
Aby nic nie zgubić  ze „Starego”
I by coś z nich zostało
Na dobry początek świeżego roku.
Marzyć, marzyć jak najwięcej
Nie oglądając się już za siebie
Drepcząc ścieżką obok drogi
Być  tu, by jutro tam,
W rytmie poloneza
Z wybranką u boku
I uśmiechem na twarzy,
Bo dzieje się nam
Nowy dzień, Nowego 2017 Roku !!!
Szczęśliwego – DAJ  BOŻE.
Marian Retelski NY 2017