OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Różne

Życie jest chwilą.

Jeszcze maleńka chwila -
A stary rok skryje się za widnokręgiem
I stanie się jedynie wspomnieniem.
Odejdzie na zawsze i nigdy już nie wróci
Zostawiając wolne miejsce dla nowego,
Nieznanego, promieniejącego energią.
My zostaniemy sami, wytężając jedynie wzrok
W otchłań nadchodzącego, nowego roku,
W niewiadomą.
Ktoś to kiedyś policzy, nazwie przemijaniem,
Zamieni w reguły historii, znajdzie pierwiastki,
Zasady, które określił Stwórca, jako znaki
Na naszej drodze, wytyczonej rytmem mijanego czasu…
Tu jesteśmy wszyscy sobie równi,
Od poczęcia aż do śmierci,
To tu musimy baczyć, aby znać swój cel
I do niego dążyć, z wiarą i nadzieją,
Uczciwie, aby na końcu czasu
Spełniło się nasze zadanie, które
Nie potrzebuje lat, bo będzie wiecznością !

Z życzeniami szczęścia i wielu łask Bożych w 2019 roku -
Marian Retelski
Warszawa, Sylwester 2018/2019

ŻYCIE JEST CHWILĄ
Jeszcze maleńka chwila -
A stary rok skryje się za widnokręgiem,
I stanie się jedynie wspomnieniem.
Odejdzie na zawsze i nigdy już nie wróci
Zostawiając wolne miejsce dla nowego,
Nieznanego, promieniejącego energią.
My zostaniemy jedynie sami, wytężając wzrok
W otchłań nadchodzącego, nowego roku.
Ktoś to kiedyś policzy, zamieni w reguły
Historii, znajdzie pierwiastki, zasady,
Które określił Stwórca, jako znaki
Na naszej drodze, wytyczonej
Rytmem mijanego czasu…
Tu jesteśmy wszyscy sobie równi,
Od poczęcia aż do śmierci.
To tu musimy baczyć, aby znać swój cel
I do niego dążyć, z wiarą i nadzieją,
Uczciwie, aby na końcu czasu
Spełniło się nasze zadanie, które
Nie potrzebuje lat, bo stanie się
Wiecznością !

Marian Retelski
Warszawa, Sylwester 2018/2019

Czy Pan Bóg uzdrawia na stadionach?

Pełne stadiony i hale sportowe na seansach prowadzonych przez pseudo uzdrawiaczy – fałszywych proroków, wskazują na to, jak całe narody są chore. I to zarówno na ciele, jak i na duszy.

Niestety, wykorzystują to i bezczelnie żerują na tym ludzie nieuczciwi, podający się za różnorakich proroków, czy różnej maści uzdrowicieli.

Jest to o tyle groźne, że nierzadko za tymi hochsztaplerami stoją niektórzy nieodpowiedzialni księża a nawet biskupi, którzy z jednej strony firmują niejako swoim autorytetem ten cały proceder, a z drugiej podkopują w ten sposób autorytet Kościoła Chrystusowego.

A już skrajnym draństwem, jest to, że ta cała grupa wzajemnej adoracji, doprowadza niektórych ludzi do inicjacji satanistycznych.

Obejrzyjmy filmik zrobiony specjalnie, by pokazać takie właśnie inicjacje. (Demoniczny chichot na Stadionie Narodowym?!. Obejrzymy ten film do końca, bo w dalszej części pokazane są już bardzo drastyczne przypadki opętania) :

www.youtube.com/watch

Od razu zachęcam do obejrzenia filmu demaskującego tego akurat „proroka” (Marcin Zieliński – Fałszywy charyzmatyk zdemaskowany! (cz.1)) :

www.youtube.com/watch

Matka Boska przestrzega nas jednak przed bezpośrednim krytykowaniem kapłanów Jezusa Chrystusa, bardzo nas jednak zachęca, by modlić się za nich.

W Swoich Orędziach podyktowała nam nawet specjalną modlitwę, która zamieszczam poniżej :

Modlitwa za kapłanów

(podyktowana 03.10.2014)

Ojcze Niebieski, który powołałeś kapłanów do składania

wiecznej Ofiary Twojego Syna dla uświęcenia Ziemi,

obdarz ich Twoim błogosławieństwem

i ochroń od zgubnych pokus.

Jezu, który powołałeś apostołów, aby w Twoim imieniu

głosili Ewangelię na wszystkich krańcach Ziemi,

obdarz ich łaską pokory i wiernego naśladowania Twojej drogi.

Duchu Święty Pocieszycielu, który zstąpiłeś na przelęknionych uczniów

zgromadzonych w Wieczerniku, zstąp dziś na kapłanów całej Ziemi,

aby napełnieni duchem pobożności i męstwa z mocą działali

pośród powierzonego im ludu.

Trójco Przenajświętsza, która oświecasz umysły kapłanów,

napełnij ich serca wiarą, nadzieją i miłością i spraw,

aby wiernie służyli świętemu Kościołowi

i Papieżowi, jako jego głowie. Amen.

Żródło : Reguła Mariańska – Grzechyna 2014

Redakcja : Ks. dr hab. Piotr Maria Natanek

WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA

WESOŁYCH  ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIAthumbnailCzekamy na Ciebie Jezu, czekamy,
Z wiarą i nadzieją, jak ludzie,
Którzy z radością otwierają bramy
Swych serc, przepełnionych miłością.

Zrodzonym a nie stworzonym, człowiekiem,
Współistotnym Ojcu,narażonym na trudy
Ziemskiego bytowania,tak by wypełniło się pismo,
I spełniła obietnica naszego Zbawienia.

Czekamy, czekamy na Ciebie Jezu,
W tą grudniową noc,choć ciemną i zimną,
Jednakże rozświetloną i pełną naszej radości
Wypełniającej każdy zakątek, aż po krańce ziemi.

Przybywaj zatem i obudź w nas wiarę i nadzieję,
Pomóż w walce ze złem, oddal zwątpienia,
Byśmy mogli potem razem z Tobą radować się
W wieczności,tak jak dzisiaj to robimy.

Niech święto Bożego Narodzenia,
Stanie się początkiem naszego odrodzenia -
Tak nam dopomóż Bóg!

Z najserdeczniejszymi życzeniami:
Marian Retelski – Warszawa, grudzień 2018r.

Na Dzień Zaduszny

Mało mówi Pismo święte o umarłych. Ale to co nam o nich powiada jest jasne i dobitne i nie pozostawia żadnej wątpliwości. Święta to myśl i zbawienna, modlić się za zmarłych. Oni potrzebują zatem naszej pomocy.

Wyraźnie i stanowczo uczy nas wiara święta, że koniec każdego człowieka to jedno wielkie albo – albo; albo życie wieczne, pełne szczęścia i radości w Niebie, albo wieczne odrzucenie do ognia wiecznego, gdzie ogień nie gaśnie i robak nie umiera.

Niedwuznacznie uczy nas też wiara święta, że do wielkiego dnia, na końcu czasów, w którym sądzić nas będzie Sędzia Odwieczny, jest jeszcze pośrednia droga między niebem a piekłem. Nie jest to droga, która powoli prowadzi na wieczną zgubę, ale droga, która prowadzi do życia i szczęścia wiecznego.

Kto grzechem ciężkim obarczony świat ten żegna, na wieki pozostanie dzieckiem zatracenia i wyrok na niego zapadnie już w chwili jego nieszczęsnej śmierci. Kto zaś w stanie łaski umiera, ten duszę swoją uratował na wszystkie wieki.

Od wolności od grzechu ciężkiego jednakowoż do wolności od najmniejszej skazy daleka jeszcze droga! Kto drogi tej tu na ziemi żyjąc nie przebył, po śmierci odbyć ją musi, zanim wejdzie do radości Pana; bo „nic nieczystego nie może wnijść do Nieba”.

Jaki więc jest los dusz nie zupełnie jeszcze czystych? Jedna rzecz jest pewna. Czas dobrowolnej pokuty a zatem i czas zasługi z śmiercią się kończy. Dusze, całkowicie jeszcze nie oczyszczone nie mogą stanąć przed obliczem Boga. Musi zatem istnieć jakieś miejsce, gdzie dusze te przygotować się mogą na wejście swoje do Nieba. Dusza taka nie może sama oczyścić się z błędów i uchybień, bo czas zasługi dla niej się już skończył. Cierpiąc może się tylko dać oczyścić przez łaskawą rękę Boga sprawiedliwego, i to tak długo, dopóki wszelki dług wobec Boga zaciągnięty zapłacony nie zostanie.

Cierpienia zaś duszy pokutującej są tak wielkie i straszne, że przewyższają wszelkie cierpienia ziemskie czy to cielesne czy też duchowe. Nie wiemy wprawdzie jakiego rodzaju są te cierpienia. Święty Paweł jednakowoż wyraźnie powiada, że „będą oczyszczeni jakby przez ogień”.

Wielu bardzo sprawiedliwych tą drogą oczyszczenia pójdzie. Jeżeli nie wszyscy aniołowie byli godni oglądać oblicze Boga; jeżeli święci drżeli na samą myśl o Sędzi przedwiecznym — jakżeby mógł zwykły człowiek stanąć przed Boskim Majestatem nie przeszedłszy ognia czyśćcowego!

Nauka o czyśćcu, to nauka bardzo poważna; ale mimo to wiele zawiera dla nas pociechy. Jeżeli nic nieczystego do Nieba wejść nie może, jakże moglibyśmy jeszcze cieszyć się nadzieją szczęścia wiecznego, gdyby po śmierci nie było dla nas miejsca oczyszczenia! Nauka o czyśćcu dla niejednego niedowiarka była przyczyną jego nawrócenia się, bo zrozumiał dobrze, że żaden chrześcijanin, chociażby najmniejszą plamą grzechową skażony, nie może stanąć przed obliczem Boga Najświętszego.

Poważna nauka Kościoła o czyśćcu wymaga też zastanowienia się, wyciągnięcia z niej dla nas korzyści. Chociaż dusze nieszczęśliwe same sobie pomóc nie mogą, to ty wiele dla nich uczynić możesz! Nie znajdziesz więcej uszczęśliwiającego sposobu, by wyświadczyć miłosierdzie, jak modlić się za dusze cierpiące. Nic nie zdoła większej ci sprawić radości jak świadomość, że przez twoje modlitwy, posty i zyskanie odpustów ulżyłeś w cierpieniach duszom i Niebo im otworzyłeś. Największa bowiem tęsknota tu na ziemi niczym jest w porównaniu z tęsknotą za Bogiem duszy w czyśćcu cierpiącej. A ty tak łatwo pomóc jej możesz!

Połącz dlatego swoją wiarę z miłością bliźniego i zastanów się nad mocą, jaką ci daje wiara święta. Dołącz do tego całą swoją miłość Boga! Bogu samemu przysługę uczynić możesz. Umożliwiasz mu prędzej dusze wybrane do siebie przyciągnąć, jakby tego dozwoliła odwieczna Jego sprawiedliwość.

Jaka błoga to myśl! Bóg twoim dłużnikiem! Szczęśliwy człowiek, który Boga sobie zobowiązuje! Bądź przekonany, że w swoim nieprzebranym miłosierdziu, z boską swoją szczodrobliwością wiele więcej ci Bóg odda aniżeli zasłużyłeś!

Jak wielka będzie wdzięczność dusz z czyśćca wybawionych! Z Nieba otaczać cię będą opieką. A kiedy ty w więzieniu czyśćcowym jęczeć będziesz, kiedy tam odpłacać będziesz dług swój wobec Boga zaciągnięty, prosić za ciebie będą Boga, abyś jak najprędzej był uczestnikiem szczęśliwości wiecznej. Nie możesz sobie wdzięczniejszych przyjaciół pozyskać nad dusze czyśćcowe, którym przez modlitwę pomożesz zapłacić dług Boskiej sprawiedliwości.

Szkoła Seraficka, z. 11, listopad 1934

(Pisownię uwspółcześniono)

Papież Franciszek- foto

Mój śp.Ojciec mówił dawno temu – „jak cię widzą tak cię piszą”.
I pewnie miał rację,kiedy widzę Papieża z takim pogniecionym nakryciem głowy.Zastanawiam się tylko,czy to jest przypadek, czy jednak Papież swoim wyglądem chce nam coś powiedzieć?
Marian 44

Myślałem, że nie doczekam…

foto_duda

To nie jest śmieszne, to dzieje się naprawdę, do tego z całą pewnością nieprzypadkowo.
Polski prezydent zostaje w świetle jupiterów, na oczach świata, sprowadzony do roli podrzędnego urzędnika wasalnego państwa, który nie ma miejsca przy stole, dla podpisania wspólnej deklaracji.
W Białym Domu zabrakło dla niego krzesła !!!
Zdjęcie w zasadzie mówi wszystko, wystarcza za tysiąc słów komentarza, który mógłby opisywać nasze odczucia przykrości i żalu, że tak potraktowano naszego prezydenta, który o zgrozo !!!,wdzięczy się i uśmiecha do gospodarza,odkładając na bok swój majestat i wymagane w tym momencie uszanowanie.
Trudno mi zrozumieć to zachowanie,które według mnie, nie było przypadkowe.Wydaje mi się,że prawda jest bardziej dotkliwa,a brak uszanowania jest jedynie tylko ilustracją naszej beznadziejnej sytuacji, do której przez lata nieudolnych i zdradzieckich rządów doprowadzono.
Starannie pomijany w wypowiedziach i deklaracji, problem roszczeń żydowskich świadczy o tym,że negocjacje, zgodnie z ustawą 447, weszły w decydującą fazę.Że Polska,zniszczona przez dwa totalitaryzmy,będzie musiała wypłacić 300 mld$ odszkodowań dla żydowskiego przemysłu holokaustu!
I już dzisiaj, co widać na zdjęciu,jest traktowana jako winowajca,który musi wypłacić ogromne sumy odszkodowań.Nie będzie zmiłuj się,a nasze żebranie o bazy amerykańskie jest jedynie pewną groteską,bo kiedy oni uznają to za konieczne,to sami je zainstalują,żeby pilnować swoich interesów.
Przypuszczam,jaki musi wywoływać śmiech u naszego „strategicznego partnera” propozycja Dudy,że możemy im za to zapłacić 2 mld$ rocznie,lub więcej, jak przytomnie zauważa /doskonały biznesmen/ Tramp.Możemy być spokojni,jeśli zajdzie taka potrzeba,takich baz jego imieniem utworzą więcej,i wcale nie w charakterze firmy ochroniarskiej. .Będzie to zależało tylko od tego, jak bardzo pokornym wasalem będziemy i czy w ustalonym czasie będziemy się wywiązywali z ustalonych warunków,o których my nie mamy prawa wiedzieć.
A nam nie potrzeba wiedzieć,wystarczy patrzeć i widzieć,niestety,jak tragiczna już jest nasza sytuacja.
Bóg dał nam tak dużo,ale nie można oczekiwać zbyt wiele,bo może wreszcie jest pora najwyższa skończyć z naszą gnuśnością i pomyśleć o sobie, a przynajmniej o przyszłości naszych dzieci i wnuków,by mogły żyć nadal w swoim, jakże pięknym kraju.
Marian 44

Rosnące zapotrzebowanie na prowokację

Niezależnie od tego, jak układać się ma dramaturgia zdarzeń wedle planów ewentualnościowych aktualizowanych dziś w sztabach kryzysowych, najważniejsze zadanie dla polskich patriotów niezmiennie brzmi: nie dać się pozabijać, nie dać się rozegrać w charakterze pionka i blotki w cudzej rozgrywce, nie dać się obsadzić w rolach prowokatorów mimo woli, przetrwać.

Na wpadek gdyby Sz. Czytelnik wcześniej nie zauważył: suwerenne rządzenie nie jest najwyraźniej celem elity władzy III ani IV RP. Niepodległość realna – a nie tylko jako rocznicowy frazes – prawdopodobnie nie należy nawet do sfery najskrytszych marzeń ludzi, którzy zajmują eksponowane miejsca w politycznej fasadzie nadwiślańskiego kondominium. Zaś skryty za tą fasadą „zarząd powierniczy” nie dba już nawet specjalnie o dyskrecję w swoim postępowaniu. Oto bowiem dokonał się akt abdykacji warszawskiego parlamentu, rządu i belwederskiego prezydenta, którzy oficjalnie uznali nadrzędną władzę żydowskich kuratorów. Tym ostatnim udało się w sposób jawny, a wręcz manifestacyjny wyegzekwować przywilej arbitrażu w polskim procesie legislacyjnym. I niechaj nikt naiwnie nie zakłada, że tak nabyte prerogatywy wykorzystywać będą wyłącznie w sprawach polityki historycznej. Nie, sprawa ustawy o IPN była tylko skromną wprawką, po której czas przyjdzie na kwestie grubszego kalibru – wymierne w grubszej gotówce. Zatem jeśli idzie o stan prawny, Żydom udało się bardzo sprawnie zredukować sprawę polską do kolejnego, niższego jeszcze poziomu upadku – bliższego raczej Generalnemu Gubernatorstwu niż Królestwu Kongresowemu.

Wspólne oświadczenie premierów Moraniachu i Netanieckiego (czy inaczej, mniejsza o to w tej opłakanej sytuacji) dało asumpt do niewiarygodnych wprost popisów ekwilibrystyki – aby tę sromotną kapitulację przedstawić jako nieprzeciętny sukces, a całą zimowo-wiosenną kampanię antypolską jako rosyjską prowokację. Jeśli to była prowokacja, to gdzie są ci prowokatorzy, autorzy nowelizacji ustawy o IPN, którą pół roku temu tak pilnie procedowano, by teraz jeszcze pilniej odszczekiwać? Nietrudno ich znaleźć w Ministerstwie Sprawiedliwości – i to warszawskim, nie moskiewskim bynajmniej. A jeśli to wszystko taki wielki „sukces”, „przełom” i „zwycięstwo Polski” – to gdzież są autorzy, anonimowi negocjatorzy, tak skromni najwyraźniej, że rząd jak niepodległości strzec będzie dostępu do mysich dziur, w których się pochowali? Niech zgadnę: Bielan, Dziedziczak czy Gliński? Wildstein senior czy junior? A może inni jeszcze bywalcy kolacji szabasowych u starszego sierżanta sztabowego Danielsa? Jakiekolwiek są nazwiska autorów „dziejowego sukcesu” – na resztę swego nędznego żywota pozostaną zakładnikami tej sytuacji. Bo to do uznania żydowskich partnerów pozostanie wybór chwili, w której warszawskich spec-emisariuszy zechcą ujawnić.

Zauważmy, że ledwie wspomniał pan prez. prem. nacz. Kaczyński, że rozmowy z Żydami w tej sprawie prowadzono już od miesięcy „na gruncie neutralnym” – co samo w sobie jest już dostatecznie kompromitujące, bo jawnie niekonstytucyjne, a przy okazji sprzeczne z wcześniejszymi zapewnieniami – a tu na dokładkę ujawnia izraelska telewizja, że ów „grunt neutralny” to m.in. ustronny ośrodek Mosadu w Glilot pod Tel Awiwem. Jak to starzy kiedyś powiadali: „Kto z chłopem pije, ten z nim potem pod płotem leży” – komu się zdaje, że się z Żydami na coś poufnie umówił, tego prędzej czy później czeka przykry proces trzeźwienia z tych urojeń. „Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć” (Mt 10, 26). Co uczynią Polacy skonfrontowani z przykrą rzeczywistością wyzucia z suwerenności na własnym terytorium? Zawsze zdążą jeszcze poszukać winnego – i to może nie w Glilot, tylko zacznie bliżej, np. na Żoliborzu? Ale i to może być wpisane w scenariusz nowej transformacji – zewnętrzni operatorzy naszej sceny politycznej zapewne przewidzieli w dawkowanej dramaturgii wydarzeń również taki moment „gniewu ludu”. Być może mądrość nadchodzącego etapu przewiduje nawet spuszczenie do zsypu na śmieci całej „dobrej zmiany” – aby dopuściwszy do fasady władzy pryncypialnych patriotów, pokazywać ich światu jako „faszystów”, których odsunąć mogą tylko połączone siły „Rzeczpospolitej przyjaciół”, tj. interwencja zewnętrzna i jej chętni kolaboranci?

Ci ostatni zresztą zgłaszają się jeden przez drugiego – w ramach otwartego kastingu na kandydatów do „Polenratów” (przez smutną analogię do Judenratów czasów II w. s.). Wśród faworytów, obok wyżej wymienionych, widzimy także warszawskich ministrów od nauki i kultury: Gowina, Sellina i Gowinową, którzy już od dawna zachowują się tak, jakby przeszli do finału. Minister Sellin do tego stopnia ulega nastrojowi chwili dziejowej, że udzielił mu się chyba nawet dar języków – co wynika z prasowego doniesienia niestrudzonego (w obróbce propagandowej na odcinku polskich podludzi) prof. Szewacha Weissa, który w relacji z wzruszającej uroczystości obrzezania najmłodszego potomka Szaloma Ber Stamblera (rabina rasistowskiej sekty chasydzkiej Chabad w Warszawie) tak pisze: Cała rodzina pięknie śpiewa, bo są nie tylko rabinami, lecz tak ze kantorami, a do tego śpiewu przyłączył się zaproszony na tę uroczystość minister Jarosław Sellin, który – mam nadzieję, że się nie mylę – czuł się między nami jak między swoimi, a i my tak czuliśmy się w jego towarzystwie.

Nota bene: min. Sellin, podobnie jak Wildstein senior specjalizuje się również w stręczeniu skołowanym polskim patriotom „republikanizmu” – tj. w praktyce masońskiej oligarchii za fasadą oświeconej demo-dyktatury dla niepoznaki jeszcze owiniętej w sarmacki pas kontuszowy. To będzie zapewne kluczowa linia dramaturgiczna nadchodzącego etapu: „demokraci” w walce z „faszystami” wspierani przez siły międzynarodowej interwencji, której zresztą wcale już nie trzeba z daleka przyzywać, bo przecież bazy wojsk i służb obcych na naszym terytorium zainstalowane zostały już całkiem oficjalnie i w dodatku na nasz własny koszt. W tej sytuacji mediom „obozu patriotycznego” tj. kolegom i koleżankom niegdyś niezależnym i niepokornym, dziś tworzącym otulinę propagandową „dobrej zmiany” pozostaje już tylko osiągać himalaje hipokryzji (w czym przynajmniej byłby jakiś element wyrachowania, a więc racjonalności) albo też kompletnego zidiocenia (co niestety znacznie bardziej prawdopodobne) – wmawiając rodakom, że najlepszym sposobem na zabezpieczenie suwerenności jest wyrzeczenie się jej, zarówno zresztą w kwestiach militarnych, jak i finansowych.

Bo na dodatek do wprowadzania państwa w jednokierunkową uliczkę „sojuszy bezalternatywnych” – na dodatek do sprowadzania na terytorium Polski żołnierzy i funkcjonariuszy obcych państw, które na co dzień nie wahają się kwestionować prawa Polaków do samostanowienia (patrz: Akt 447) – nasi mężowie i żony stanu dokonują wobec własnego narodu kolejnych aktów ekspropriacji (wyzucia z mienia, tj. po prostu grabieży) w interesie lichwiarskiej międzynarodówki i gangów monopolistów. Oto właśnie pod doskonale wyciszającym temat przykryciem propagandowym – kiedy jedni zajęci byli już przeżywaniem nagłej korekty w ustawie o IPN, a drudzy przeżuwaniem klęski na mistrzostwach w piłce kopanej – dokonała się kolejna „zdrada gazowa”. Warszawa zobowiązała się sprowadzać gaz zza oceanu po absurdalnie zawyżonej cenie, która dopiero skłonić ma amerykańskich eksporterów do budowy infrastruktury, której jeszcze nie mają. To zupełnie jak te kontrakty na izraelskie systemy obronne, które jeszcze nie przeszły fazy prób i my właśnie mamy je sfinansować, albo te amerykańskie garnizony, które w strategicznym interesie naszego bezalternatywnego sojusznika mamy po wsze czasy utrzymywać – tyle że w wypadku wieloletniego kontraktu gazowego o jeszcze większe pieniądze chodzi. Jeśli zatem wcześniej byłem zdania, że za podpisanie moskiewskiej umowy z roku 2010 należało by rozstrzelać ówczesnego wicepremiera Waldemara Pawlaka – tak niniejszym postuluję zastosowanie analogicznej przykładnej procedury wobec Piotra G. Woźniaka (prezesa PGNiG) i Piotra Naimskiego (pełnomocnika Rządu d/s strategicznej infrastruktury energetycznej).

Proces autokompromitacji aktualnego układu władzy postępuje w takim tempie, że brać trzeba pod uwagę rozpaczliwe reakcje ludzi tegoż układu – kiedy widmo niespłacalności kredytów pobranych co najmniej na dwie kadencje parlamentarne zamajaczy jeszcze przed końcem tej pierwszej. I otóż ci zrozpaczeni dłużnicy układu będą skłonni licytować sprawę polską w dół – bez żadnych ograniczeń. Zresztą nie traktujmy całego obozu „dobrej zmiany” jako bandy wyrachowanych koniunkturalistów – o nie, z pewnością nie brak wśród nich ideowców. I otóż ci właśnie – w poczuciu własnej misji dziejowej, czy to na froncie „walki z zagrożeniem rosyjskim” (á la Macierewicz), czy „sprawiedliwej redystrybucji dóbr” (á la Morawiecki) – będą zawsze najlepszymi kooperantami zewnętrznych moderatorów naszego życia publicznego. Pod sztandarem patriotyzmu i modernizacji uczynią wszystko, czego wcześniej nie ważyły się dokonać kolejne rządy i prezydentury otwartego zaprzaństwa i jawnej zdrady stanu. I być może właśnie oni stają się dziś mniej lub bardziej świadomymi podwykonawcami scenariusza krwawej prowokacji.

Komu i czemu miałaby dziś służyć? Już o tym była mowa: przedstawieniu przeciwników politycznych jako niebezpiecznych fanatyków, groźnych wywrotowców, oczywiście antysemitów. Tak być może widać to z perspektywy gabinetu ministra Brudzińskiego, który wszak już ćwiczy podległe sobie służby, a jednocześnie testuje opinię publiczną w pacyfikowaniu „nacjonalizmu” (na razie przez delegalizowanie demonstracji patriotycznej młodzieży na Śląsku). W roli pożytecznych żyrantów tej polityki występują, o zgrozo, hierarchowie katoliccy – dokonujący rytualnego „odcinania się”, a nawet „potępiania” w specjalnych proklamacjach „nacjonalizmu”, a więc tego de facto, co Żydzi wskazują im palcem jako niekoszerne. To jednak nie koniec –„Hołd Polski” złożony Żydom nie zamyka bynajmniej, ale właśnie szeroko otwiera to okno możliwości, w którym prędzej czy później pojawi się pełnoskalowa prowokacja realizująca model kielecki (1946), aby cały świat ze zgrozą zaakceptował pilną konieczność poddania Polski zewnętrznej kurateli. Że rozwiązania bynajmniej niedyplomatyczne stoją dziś wysoko na giełdzie bezpieki – tego całkiem poważnym wbrew pozorom symptomem jest m.in. bełkotliwa tromtadracja Lecha Wałęsy, który w ostatnich dniach uaktywnił się i jako weteran wśród agentów-prowokatorów zgłasza akces do najbliższej akcji.

Nota bene: bezpieczniackiej prowokacji typu „Kielce 2” towarzyszyć może prowokacja wojenna typu „odsiecz Lwowa 2” lub „powstanie suwalskie 2” – choć teraz już nie do Lwowa, a nieco bliżej, np. do Przemyśla wysłane zostaną nasze „orlęta” z Brygad Obrony Terytorialnej (których kontrakty wcale przecież nie wykluczają ekspediowania tego młodego mięsa armatniego nawet za najdalsze góry i lasy). Niezależnie od tego, jak układać się ma dramaturgia zdarzeń wedle planów ewentualnościowych aktualizowanych dziś w sztabach kryzysowych, najważniejsze zadanie dla polskich patriotów niezmiennie brzmi: nie dać się pozabijać, nie dać się rozegrać w charakterze pionka i blotki w cudzej rozgrywce, nie dać się obsadzić w rolach prowokatorów mimo woli, przetrwać. Jak długo? Dobra wiadomość: na punkt zwrotny w tej skądinąd mrożącej krew w żyłach fabule nie trzeba będzie długo czekać – bo wszak już za kilka dni nasz los na następne pokolenie przypieczętować ma dwóch cesarzy: Trump z Putinem. Nie ułatwiajmy im sprawy przez zbyt ochocze wpisywanie się w cudze scenariusze – pisane w jakimś Glilot pod Tel-Awiwem czy może w Joint Base Anacostia–Bolling pod Waszyngtonem (gdzie swą centralę mają „zielone ludziki” z DIA) – konsultowane na bieżąco z Londynem, Berlinem i… Moskwą. Wszak wizyty prominentnych przedstawicieli państwa i diaspory żydowskiej na Kremlu przybrały tej wiosny charakter tak intensywny i ostentacyjnie kordialny, że chyba można mówić wręcz o zasiedzeniu – Benjamina Netanjahu na kolanach u Włodzimierza Putina.

Grzegorz Braun /przedruk „Bibuła”/