OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Listopad 2019

ONZ wzywa by w odpowiedzi na zmiany klimatu przeprowadzić depopulację Ziemi.

Zespół ONZ-owskich naukowców zajmujących się klimatem wzywa do zmniejszenia populacji Ziemi w celu powstrzymania globalnego ocieplenia.

W badaniu opublikowanym we wtorek w czasopiśmie BioScience Międzyrządowy Panel ONZ ds. Zmian Klimatu wezwał do globalnej kontroli populacji, twierdząc, że jeśli nie przeprowadzi się drastycznego zmniejszenia ludzkiej populacji to poważne katastrofy są tuż za rogiem.

„Naukowcy mają moralny obowiązek wyraźnego ostrzeżenia ludzkości przed każdym katastrofalnym zagrożeniem i „powiedzenia, jak to wygląda”, ostrzegł zespół alarmistów klimatycznych. „W związku z tym obowiązkiem i przedstawionymi poniżej wskaźnikami deklarujemy, wraz z ponad 11000 sygnatariuszami naukowymi z całego świata, jasno i jednoznacznie, że planeta Ziemia stoi w obliczu klimatycznego zagrożenia”.

IPCC twierdzi, że oprócz stopniowego wycofywania paliw kopalnych i „jedzenia żywności głównie pochodzenia roślinnego przy jednoczesnym ograniczeniu globalnego spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego”, populacja musi zostać ustabilizowana – a najlepiej stopniowo zredukowana – w ramach zapewniających integralność społeczną.”

Istnieją sprawdzone i skuteczne polityki, które wzmacniają prawa człowieka, jednocześnie obniżając wskaźniki dzietności i zmniejszają wpływ wzrostu populacji na emisje GHG i utratę różnorodności biologicznej. Dzięki tym politykom usługi planowania rodziny są dostępne dla wszystkich ludzi, usuwane są bariery w dostępie do nich i osiągana jest pełna równość płci, w tym szkolnictwo podstawowe i średnie jako ogólna norma dla wszystkich, zwłaszcza dziewcząt i młodych kobiet. [ Wszystkie z wymienionych polityk przyczyniają się do depopulacji. - przypis prisonplanet.pl ]

Zobacz czym jest Ecoscience – systemowy proces kontroli globalnej populacji:

W przerażająco orwellowskim dwójmyśleniu IPCC konkluduje, że polityka mająca na celu depopulację będzie faktycznie „działać na rzecz utrzymania życia” na Ziemi.

Po tym jak ONZ został „zachęcony niedawnymi niepokojącymi informacjami” organizacja próbuje zmienić wizerunek swojej trwającej dekady depopulacyjnej kampanii w której optuje za 80% redukcją ludzkości. Ten program jest podstawową agendą Organizacji Narodów Zjednoczonych i został szczegółowo opisany w filmie dokumentalnym Alexa Jonesa „EndGame: Blueprint for Global Enslavement”.
W filmie Jones obnaża globalistyczny spisek mający na celu kontrolowanie populacji Ziemi, w tym jawne ostrzeżenie zapisane na Monumencie z Georgii optujące za masową depopulacją Ziemi do 500 milionów osób oraz plany byłego sekretarza stanu Henry Kissingera, by powstrzymać wzrost populacji.

| Eksperci przewidują globalną politykę jednego dziecka i pandemie by rozwiązać problem przeludnienia. | ONZ promuje aborcję jako kluczowy element w walce z emisjami CO2. | Depopulacja: Biskupi świata wzywają do „całkowitej dekarbonizacji” do roku 2050. | Paul R. Erhlich będący za depopulacją globu jest „zachwycony” kierunkiem jaki obrał Kościół pod kierunkiem Franciszka. | Do 2050 Klub Rzymski planuje konwersję Chrześcijaństwa w zieloną religię. | Papież realizuje cele Klubu Rzymskiego tworząc nową zieloną globalną religię. | Zmniejszyć populację świata i redystrybuować zasoby, doradza ekspert. | Papież Franciszek i Szimon Peres rozmawiają na temat stworzenia „religijnego ONZ”. | Zieloni z Kanady naciskają na wdrożenie eugeniki by ograniczyć populację ziemi. | Globalny głód w imię ratowania Ziemi: Brytyjscy naukowcy chcą opodatkować żywność by ograniczyć zmiany klimatyczne. | Zielone szaleństwo owładnęło Watykanem. Papież wzywa do utworzenia Nowego Porządku Świata. | Klub Rzymski: Naszedł czas na raptowną zmianę systemową. | Instrumenty pochodne śmierci. | Miliarderzy biorą populację na celownik. | Naukowy doradca Obamy mówi, że rozpylanie smug chemicznych uratuje planetę. | Film: Ecoscience – plan globalnej eksterminacji ujawniony. | Ted Turner wzywa do wdrożenia polityki jednego dziecka na całym świecie. | Profesor bioetyki: podajmy ludności środki farmakologiczne by przyjęła „Zielony Porządek Świata”. | Al Gore promuje teorię kontroli populacji. | Eutanazja: „Karta końca życia” rusza w Anglii. | Śmierć na kołach: Holandia uruchomi mobilne kliniki eutanazji, aby uśmiercać ludzi w ich własnych domach. | Wielka Brytania pomaga finansować przymusową sterylizację ubogich w Indiach. | Eksperci DEMOS mówią, że wspierane samobójstwo jest możliwe w ramach ścisłych kryteriów. | ONZ promuje aborcję jako kluczowy element w walce z emisjami CO2. | IMF: Starzejące się społeczeństwa mogą być mniej skłonne do spłaty długów państwowych. |

na podstawie – infowars.com
USA

Banki dla „faszystów” – Stanisław Michalkiewicz

Apetyt wzrasta w miarę jedzenia, a chleb bodzie. Kiedyś lichwiarze po prostu pożyczali głupim gojom na procent, zgodnie z poleceniem, jakiego jeszcze w głębokiej starożytności udzielił im Stwórca Wszechświata: „będziesz pożyczał innym narodom, a sam od nikogo nie będziesz pożyczał. Będziesz panował nad innymi narodami, a one nad tobą nie zapanują”. Ciekawe, jaki interes miał Stwórca Wszechświata w tym, żeby lichwiarze zapanowali nad „innymi narodami”? Jakiś jednak musiał mieć, skoro udzielił lichwiarzom takiej rady – o ile oczywiście nie jest to fantazja jakiegoś lichwiarskiego szowinisty. Tak czy owak – tajemnica to wielka, a w każdym razie taka była do niedawna. Wydawało się bowiem, że lichwiarze, co to robią w finansach, nie mają innych ambicji, jak ciułać srebrnik do srebrnika, by pożyczać jeszcze więcej na jeszcze większy procent, dzięki czemu mogliby mieć jeszcze więcej srebrników, które mogliby pożyczać większej liczbie głupich gojów na jeszcze większy procent, aż wreszcie doprowadziliby do sytuacji, w których głupie goje tak by się zadłużyły, że na podstawie wyroków niezawisłych sądów można by ich zlicytować i w ten sposób uchwycić panowanie nad światem. Oczywiście taka tendencja budzi reakcje odwrotne, czemu jeszcze w Średniowieczu dał wyraz pewien niemiecki książę mówiąc, że „Żydzi są jak gąbka. Jak już dobrze nasiąkną, to my ich wyciskamy”. Oczywiście ten książę się mylił, przypisując taką skłonność tylko Żydom, chociaż niepodobna im jej odmówić – ale widocznie ich przykład podziałał zaraźliwie, w związku z czym lichwiarstwem zaczęły zajmować się też głupie goje. A goje – jak to goje; samo lichwiarstwo szybko przestało im wystarczać i zapragnęły zmieniać świat.

Dlaczego ludzie chcą zmieniać świat? Tajemnica to wielka, ale najwyraźniej wydaje im się, że urządziliby go lepiej, niż uczynił to Stwórca Wszechświata. Wprawdzie jak dotąd żaden człowiek żadnego Wszechświata nie stworzył, ale to wcale nie powstrzymuje rozmaitych ambicjonerów od podejmowania prób. Nic dobrego z tego nie wynika i taka na przykład próba ulepszenia świata poprzez wprowadzenie komunizmu doprowadziła do zagłady co najmniej 100 milionów ludzi. Jest to liczba, wobec której rytualne 6 milionów ofiar holokaustu wydaje się jakimś chałupnictwem. Inna sprawa, że – jak zauważyli starożytni Rzymianie – omnia principia parva sunt, co się wykłada, że wszelkie początki są skromne, więc następna próba poprawiania świata z pewnością doprowadzi do jeszcze bardziej imponujących rezultatów. Zwracam na to uwagę głupim gojom, że socjalizm nawet Żydom się nie udał, bo w końcu zaczęli być wyciskani, a w takim razie co może czekać współczesnych amatorów poprawiania świata, jak już ich pragnienia zostaną spełnione?

Nie ma żadnego powodu, by im współczuć; ostatecznie będą mieli to, czego chcieli, chociaż z drugiej strony chyba sami nie do końca wiedzą, czego naprawdę chcą. Na przykład taka pani Maria Peszek, która wyśpiewuje różne pioseneczki, dała niedawno wyraz przekonaniu, że ludzi jest za dużo. Może to prawda – ale w takim razie dlaczego się nie powiesiła? Na co jeszcze czeka, podobnie jak inni radykalni amatorzy poprawiania świata? Taki np. pan prof. Ehrlich, 80-letni starowina, też uważa, ze trzeba by ludność świata zredukować najwyżej do miliarda, ale z tym przekonaniem dożył swojego wieku i wcale nie zamierza rozpocząć tej redukcji od siebie. Widocznie wszyscy oni uważają, że redukcja powinna rozpocząć się od kogoś innego – co jednak stawia przed ludzkością pytanie – od kogo?

Wspominam o tym wszystkim, bo naprawianie świata byłoby szalenie trudne, o ile w ogóle możliwe, bez szmalcu. Tymczasem szmalec jest u szmalcowników, to znaczy – u lichwiarzy. Otóż niektórzy lichwiarze poczuli w sobie wokację do naprawiania świata. Ale – jak słusznie przestrzega Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” – „by można było ludzkość zbawić, trzeba się najpierw z nią rozprawić, bo tylko z morza krwi i męczarń narodzi się przecudna tęcza. By mogła zapanować równość, trzeba wpierw wszystkich wdeptać w gówno. By człowiek był człowieka bratem, trzeba go wpierw przećwiczyć batem”. W rezultacie, po etapie przekomarzań nastaje etap surowości, który charakteryzuje się przewagą celów nad środkami.

Toteż niektórzy amatorzy poprawiania świata, jak na przykład Daniel Schulman, który jest prezesem lichwiarskiej kompanii PayPal, postanowił okradać swoich klientów, którzy mu zaufali i mają na kontach tej kompanii swoje depozyty, jeśli tylko dojdzie do wniosku, że są oni „faszystami”. No a kto jest „faszystą”? To proste, jak budowa cepa. „Faszystą” jest ten, kto nam się nie podoba, na przykład z tego powodu, że nie chce ćwierkać z tego samego klucza, co my. Wprawdzie faszyzm polega na czym innym, co już dawno sformułował twórca tego kierunku politycznego Benito Mussolini w postaci spiżowej formuły: „wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciwko państwu” – ale „antyfaszyści”, przeważnie zapatrzeni we własne, albo i cudze genitalia – ponieważ są przekonani, że płci jest co najmniej siedem, a może nawet – 77, zgodnie z tradycją hebrajską, która tej liczbie przypisuje tajemnicze znaczenie magiczne, najwyraźniej o tym nie wiedzą – zresztą wcale nie potrzebują. Definicja, że „faszyzmem” jest wszystko to, co aktualnie nie podoba się naczelnemu redaktorowi żydowskiej gazety dla Polaków w Warszawie, jest prosta, jak budowa cepa i nie wymaga żadnego wysiłku umysłowego.

Ale idioci mają to do siebie, że bywają szczerzy, zwłaszcza gdy pycha podpowiada im, że nic nie jest w stanie im zagrozić. Toteż pan Daniel Schulman, udzielając wywiadu „Gazecie Wyborczej”, wyznał, że „można zarabiać i być dobrym. Jedno drugiego nie wyklucza”. Może nie byłoby w tym nic osobliwego, gdyby nie okoliczność, że pan Schuman postanowił „być dobry”, to znaczy – świetnie zarabiać na okradaniu swoich klientów. Poinformował bowiem, że zablokował konta „prawicowym aktywistom”. „Zablokował konta,”, to znaczy – odmówił owym „aktywistom” wypłacenia na ich żądanie ich pieniędzy, lekkomyślnie powierzonych firmie PayPal w depozyt. Mówiąc wprost, próbuje tych „aktywistów” okradać i na tym „zarabiać”. Z podobnym podejściem spotkała się pewna moja znajoma, która podjęła się nauczania języka angielskiego w „szkole biznesu”. Kiedy zgłosiła się do właściciela o umówione wynagrodzenie, usłyszała, że „tu jest szkoła biznesu i właśnie otrzymała pierwszą lekcję” – i oczywiście nie dostała ani grosza. Pan Daniel Schulman najwyraźniej kombinuje w ten sam sposób, tylko swoje pragnienie zarabiania na okradaniu klientów drapuje w patetyczny kostium naprawiania świata – że w ten sposób jeśli nawet nie uwolni go od „faszystów” – bo na radykalizm w stylu Adolfa Hitlera być może jeszcze go nie stać – to przynajmniej ich zuboży, co może być pierwszym krokiem na drodze poprawiania świata.

Wprawdzie zwierza się pani Agacie Kozak, która w tej metodzie naprawiania świata nie znajduje niczego złego, bo wszak chodzi o „faszystów”, a nie, dajmy na to, o Żydów, którzy właśnie próbują rabować całe narody pod pretekstem „własności bezdziedzicznej”, twórczo rozwijając instrukcję Stwórcy Wszechświata, który safandulsko ograniczał się tylko do „pożyczek” – że „będziemy musieli zmierzyć się w sądzie z następstwem naszych decyzji o zablokowaniu kont” – ale chyba tylko tak się przekomarza. Kto by tam wdawał się w sądowe zmagania ze złotymi cielcami, którzy każdy sąd mogą sobie kupić i to wiele razy? „Widzi, że sąd – i skarży” – tak by trzeba było skomentować postępowanie takiego desperata. Myślę, że takiego głupka nie ma nawet w Ameryce, nie mówiąc już o naszym nieszczęśliwym kraju, którego władcy na samą myśl o wytoczeniu sprawy amerykańskiemu grandziarzowi splamiliby kalesony, a jeśli nawet nie – to grozę sytuacji natychmiast uświadomiłaby im pani Żorżeta, która w swoim czasie przestrzegła tubylczych przywódców, że jeśli nie odczepią się od TVN, to popamiętają ruski miesiąc. Obawiam się, że w związku z tym nie ma co liczyć na instytucje naszego bantustanu, które – po pierwsze – mają za krótkie rączki, by dosięgnąć jakiegoś grandziarza zza oceanu, a po drugie – dyć to Nasz Najważniejszy Sojusznik, któremu lepiej się nie sprzeciwiać nawet w takich sprawach.

Co upadło, to przepadło, toteż ja natychmiast rezygnuję z usług grandziarskiej firmy PayPal, pamiętając, że jeśli ktoś pragnie przyjaźnić się ze wszystkimi, to prędzej, czy później wpadnie w złe towarzystwo, ot – choćby takiego pana Daniela Schulmana. Od takich ludzi i od takich przedsięwzięć każdy uczciwy i normalny człowiek powinien trzymać się z daleka. No dobrze – ale co w tej sytuacji mają zrobić obywatele, których żydowska gazeta dla Polaków nieubłaganym palcem wskazała panu Schumanowi jako „faszystów”? Z uczestnictwa w obrocie finansowym zrezygnować nie mogą, a zresztą nie powinni – bo przecież idiosynkrazje amerykańskich złotych cielców takim powodem być nie mogą. W tej sytuacji będą musieli skorzystać z usług innych instytucji finansowych, na przykład arabskich, albo chińskich, którym rząd naszego bantustanu powinien usunąć z drogi wszystkie kłody. Nie mówię, żeby ich futrował milionami, jak to było w przypadku banku JP Morgan, któremu premier Mateusz Morawiecki lekką ręką dał 20 milionów złotych, ale przynajmniej żeby funkcjonowały na równych prawach. Nie mówię, żeby przyznać im przywilej blokowania kont syjonistów – skoro już dopuszczone są represje za poglądy polityczne. Niech tam syjoniści śpią spokojnie bez konieczności wyjeżdżania do Syjamu – ale jakaś symetria powinna być. W przeciwnym razie „faszyści” na których parol zagnie jeśli nie „Gazeta Wyborcza”, to pani Domańska zostaną trwale ograniczeni w prawach, co niewątpliwie przysporzyłoby zgryzoty bezsilnemu w takich sytuacjach panu Adamowi Bodnarowi, piastującemu operetkową posadę „rzecznika praw obywatelskich”.

Niezależnie od tego trudno oddzielić inicjatywę pana Daniela Schulmana od przygotowań do rabunku Polski przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu. Bardzo możliwe, że pan Daniel oczyszcza im przedpole, blokując „faszystom” i „nienawistnikom” finansowe możliwości działania tak, żeby żydowska okupacja Polski nie spotkała się z żadnym głosem protestu.

Stanisław Michalkiewicz
Felieton • tygodnik „Najwyższy Czas!” • 30 października 2019

Kremacja – pożar współczesnej dechrystianizacji.

Popularyzacja kremacji następuje w miarę postępów materializmu. Przy okazji pogrzebów stopniowo ważniejsze od idei Boga stają się inne koncepcje, motywowane ekonomicznie (kremacja jest tańsza), utylitarnie (duże obszary zajęte pod cmentarze mogłyby służyć społeczności w inny sposób), pozorami higieny (by nie zanieczyszczać podglebia) lub sentymentem. Testamenty nakazują wrzucanie prochów do morza, rozsypywanie ich w górach lub na boiskach. (…) Proponuje się również rozsypywanie prochów na cmentarzach, w tak zwanych ogrodach pamięci. Jak widać pod różnymi pretekstami wprowadza się tu idee antychrześcijańskie – czytamy w tekście autorstwa Nelsona Fragelliego opublikowanym w najnowszym numerze magazynu „Krzyżowiec”.

Georges D. był dystyngowanym emerytem, uposażenie miał godziwe. Był dobrym obserwatorem, wnikliwie badającym istotę rzeczy, rozsmakowującym się w niej i umiejącym opowiadać skupiając uwagę słuchaczy. Ci zaś mieli wrażenie, jakby uczestniczyli w opowiadanym zdarzeniu

Przyjaciele rezygnowali ze spektakli teatralnych czy meczów, by niedzielne popołudnia spędzać właśnie z nim. Jako potomek starego francuskiego rodu mieszczańskiego umiał posługiwać się sztuką konwersacji z prostotą i naturalnością. Urodzony i wychowany w Lotaryngii, w pobliżu granicy z Niemcami, już jako młodzieniec, podczas drugiej wojny światowej, rozpoczął karierę inżyniera górnictwa.

Podczas tego globalnego konfliktu przeżył swoje dni próby. Trudności nauczyły go odróżniać odmienne sytuacje i poznawać różne umysłowości. Wiedza ta stanowiła esencję jego konwersacji. Choć był żonaty od ponad 50 lat, również jego żona, Jeanne, nie była wcale zmęczona słuchaniem go. Opowiadał naprawdę interesująco.

Wreszcie Georges umarł, ale pogrzebu nie było. Fakt ten zaskoczył przyjaciół, choć żaden z nich tego nie skomentował. Ciało skremowano. Podczas uroczystości odtworzono z taśmy modlitwy ekumeniczne, którym towarzyszyła muzyka New Age nadająca temu pożegnaniu nastrój tajemniczego niepokoju. Choć zarówno zmarły, jak i jego żona byli katolikami, nie odprawiono żadnego pobożnego obrzędu. Nigdy nie zostało też wyjaśnione, czy kremacja była jego decyzją, czy jej.

Jeanne złożyła prochy męża do urny w kształcie książki i „przechowywała” je w regale, nad telewizorem, w salonie. Nikt nie mógł pomodlić się nad grobem przyjaciela, przynieść kwiatów, powspominać wspólnych rozmów, wspólnych niedziel, jego wykwintnej konwersacji.

Zażyła relacja przyjaźni domagała się tego prostego aktu szacunku. Ale nie było to możliwe. Płomienie, które gwałtownie i natychmiast obróciły w proch jego ciało, zdawały się, że pochłonęły również wspomnienia o nim. O dwadzieścia centymetrów ponad prostackimi komediami czy innymi nieprzyzwoitymi opowieściami emitowanymi przez telewizor spoczywał Georges, wraz z całą swoją życzliwością i pulsującą energią. W takim otoczeniu nie można było odmówić choćby Zdrowaś Maryjo za jego duszę.

Kremacja jako rewolucyjna zmiana zwyczajów

Jak podaje A. Favole w „Corriere della Sera” z 28 lutego 2017 roku, Renato Bialetti, zmarły na początku ubiegłego roku twórca kafeterki Moka, która okazała się wielkim sukcesem, chciał, by go skremowano i złożono jego prochy w jednym z egzemplarzy jego wynalazku. Jego kafeterka stała się jego grobem. Gene Roddenberry, znakomity amerykański producent i scenarzysta telewizyjny chciał, by prochy jego i jego żony rozrzucono w przestrzeni pozaziemskiej. Istnieje nawet przedsiębiorstwo zajmujące się takimi kosmicznymi pogrzebami.

François Michaud Nérard (Une révolution rituelle, Atelier, 2012), wskazuje, że jeśli chodzi o kremację nastąpiła głęboka zmiana zwyczajów Francuzów. W ciągu niespełna 40 lat odwieczne obrzędy żałobne uległy daleko idącym przeobrażeniom. Do 1980 r. jedynie 1 proc. Francuzów opowiadał się za kremacją. Dziś około 50 proc. twierdzi, że chce ją wybrać. W krajach północnej Europy odsetek ten może sięgać 50 proc.

Popularyzacja kremacji następuje w miarę postępów materializmu. Przy okazji pogrzebów stopniowo ważniejsze od idei Boga stają się inne koncepcje, motywowane ekonomicznie (kremacja jest tańsza), utylitarnie (duże obszary zajęte pod cmentarze mogłyby służyć społeczności w inny sposób), pozorami higieny (by nie zanieczyszczać podglebia) lub sentymentem. Testamenty nakazują wrzucanie prochów do morza, rozsypywanie ich w górach lub na boiskach. Jak wspomina w tym samym artykule Favole, proponuje się również rozsypywanie prochów na cmentarzach, w tak zwanych „ogrodach pamięci”. Jak widzimy pod różnymi pretekstami wprowadza się tu idee antychrześcijańskie.

Sakralność pogrzebu vs. zwyczaje pogańskie

Po co odrzucać pogrzeb i sakralny wymiar pochówku na rzecz brutalnego, natychmiastowego zniszczenia ciała? Grzebanie umarłych zawsze stanowiło poważny obowiązek chrześcijan. Kościół przejął tę praktykę już u zarania chrześcijaństwa nie tylko ze względu na własne nauczanie, ale również ze względu na symboliczną wymowę pogrzebu. Z tego właśnie względu ciała zmarłych zawsze były otaczane szacunkiem. W przeszłości Papieże potępiali niegodne traktowanie ciał zmarłych takie jak przechowywanie ich czy przewożenie. Palenie zwłok również było uznawane za czynność niegodną, właściwą poganom.

Również w Lotaryngii, w innej niewielkiej miejscowości i nieodległej od domu Georgesa, mieszkał samotnie Antoine M. Był to bezdzietny wdowiec, miał niewielu krewnych, mieszkali oni daleko i jak zwykł mawiać swojemu proboszczowi, ks. Michelowi R, miał na świecie tylko jednego prawdziwego przyjaciela: piękne drzewo w swoim ogrodzie. Dbał o nie, podlewał je, nawoził. Był to bujny kasztanowiec.

Latem Antoine z przyjemnością spożywał obiad w jego cieniu, a zimą spalał w kominku nieliczne, przycięte wczesną jesienią z chirurgiczną precyzją gałązki. Patrzył w palenisko oczarowany nie dającym się z niczym porównać pięknem płomieni pochodzących z tych odrośli, głęboko wdychał przyjemną woń spalanego drewna. To wszystko dawał mu jego kasztanowiec.

Czując, że sił mu ubywa, Antoine spisał testament. W swej ostatniej woli zażądał, by jego ciało zostało skremowane, a prochy rozsypane wokół umiłowanego drzewa. Miał to być ostatni hołd dla istoty, która za życia dała mu tyle pociechy. Kilka lat później Antoine faktycznie zmarł. Wszystko uczyniono zgodnie z jego testamentem: była kremacja, a prochy rozsypano u stóp drzewa.

Dom – i tym samym drzewo – odziedziczył bratanek Antoine’a. Po objęciu spadku przeprowadził się do domu stryja z Marsylii, gdzie mieszkał w momencie śmierci Antoine’a. Przyzwyczajony do ciepłego, śródziemnomorskiego klimatu zauważył, że w Lotaryngii słońca jest znacznie mniej. I jeszcze tę niewielką ilość ciepła zabierało drzewo starca. Polecił je zatem ściąć. Bezwzględna mechaniczna piła obróciła jedynego przyjaciela Antoine’a w polana. Wszystko, łącznie z ziemią otaczającą piękną roślinę, wywieziono na śmietnisko. Ks. Michel, udając przerażonego, ale z przebiegłym uśmieszkiem, opowiedział o wszystkim mieszkańcom osady.

Szczątki zmarłych oczekują dnia zmartwychwstania

Z punktu widzenia religii powiada św. Paweł: Proszę was, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście dali ciała swoje na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną, jako wyraz waszej rozumnej służby Bożej. Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz 12, 1-2).

Jakże więc to ciało, o którym pisze Apostoł, uświęcone chrztem i przyjmowaniem Najświętszej Eucharystii, ożywiane przez duszę wyniesioną dzięki łasce ku życiu Bożemu, świątynię Ducha Świętego, spopielić niczym niepotrzebne odpadki?

W zwyczaju kremacji nieobecna jest idea spoczynku tego, który duszę oddał Bogu: requiescat in pace („niech odpoczywa w pokoju”). Wszystko dzieje się szybko. Pogrzeb traci swój uroczysty wymiar, obrzędy żałobne odarte są z dostojeństwa. Akt pozoruje całkowite unicestwienie w momencie, gdy płomień obraca w szary popiół rysy oglądane przez najbliższych przez wiele lat z szacunkiem i miłością.

Poprzez obrzęd złożenia ciała do grobu Kościół wyraża w sposób symboliczny wiarę w dogmat o zmartwychwstaniu ciał. Dla Kościoła grób jest dormitorium, w którym śmiertelne szczątki oczekują na zmartwychwstanie niczym ziarna rzucone w glebę, z których po Sądzie Ostatecznym wykiełkuje nieśmiertelność. W poświęconej ziemi, w cieniu krzyża ciało wiernego oczekuje na zmartwychwstanie tak jak Jezus, który zmarły i złożony do grobu powstał z martwych. Ciało to zasługuje na szacunek ze względu na to, czym było i czym będzie przez całą wieczność.

Lekceważąca czynność palenia zwłok w piecu krematoryjnym niszczy ten wizerunek w oczach świadków takiej procedury. Zgodnie z tym, co Kościół mówi śmiertelnikom memento homo, quia pulvis es et in pulverem reverteris, ciało winno powoli, w sposób naturalny, rozłożyć się na proch ziemi, z którego wzięło początek. Ma to być proces naturalny, zgodny z rytmem organicznym, nie zaś sztuczne zniszczenie.

Kościół, współczująca Matka, bierze pod uwagę szacunek, jaki żywią wobec siebie kochające się istoty. Miłość rodzicielska czy miłość dziecka, każde uczucie ludzkie doznaje w momencie śmierci uwznioślenia. Wyobrażanie sobie ukochanych jako powykręcanych przez płomienie jest przykre dla osób żywiących te uczucia. Pociechą jest natomiast dla wszystkich świadomość, że w poświęconej ziemi to ciało stopniowo zniknie zgodnie z ustalonym przez Boga porządkiem naturalnym: in pulverem reverteris – w proch się obrócisz.

Chrześcijański zwyczaj grzebania ciał wiernych

Czynność kremacji ma również wymiar symboliczny. Ma ona przysłonić istnienie dogmatu o zmartwychwstaniu ciał. Nadzieja zmartwychwstania jest z kolei jasno wyrażona w powierzeniu duszy Bogu. Pierwsi zwolennicy kremacji mieli na celu wyeliminowanie religii z czynności związanych ze śmiercią.

We Francji ideę kremacji jako pierwsza wprowadziła Rewolucja 1789 r. Na fali tego antychrześcijańskiego trendu przeprowadzono w sposób zorganizowany kampanię promocji kremacji. W latach następujących po Rewolucji Francuskiej, na początku XIX w., propaganda materialistyczna i ateistyczna jeszcze się wzmogła, z korzyścią dla popularyzacji kremacji. Wreszcie na początku XX w. zaczęto pod różnymi pretekstami budować w Europie piece krematoryjne.

Kościół był zdecydowanie przeciwny kremacji. W 1886 r. Święte Oficjum wydało dokumenty wykazujące fałszywość doktryn zwolenników palenia zwłok. Wskazano, że „kłamliwe podstępy i sofizmaty niepostrzeżenie pomniejszają cześć i szacunek dla chrześcijańskiego zwyczaju chowania ciał zmarłych do ziemi, który to zwyczaj jest stale zachowywany i uświęcony uroczystymi obrzędami Kościoła”.

Wówczas to wiernym, którzy by z własnej woli zadecydowali o kremacji, nie tylko odmówiono kościelnego pogrzebu, ale także odprawiania Mszy publicznych w ich intencji. Zwolenników tych błędów uznano również za niegodnych ostatnich sakramentów. W ten sposób Kościół ze względów dogmatycznych chronił kult i obyczaje wiernych (Dictionnaire Apologétique de la Foi Chrétienne, “Incinération”, Beauchesne éditeurs, Paris 1911).

Związany z Soborem Watykańskim II pęd ku reformom sprawił, że 5 lipca 1963 r. Święte Oficjum promulgowało instrukcję „Piam et Constantem”, która otwierała możliwość kremacji. „Kremacja nie ma wpływu na duszę, nie uniemożliwia Bogu Wszechmogącemu odtworzenia ciała, nie oznacza także sama w sobie obiektywnego zaprzeczenia wspomnianych dogmatów. Kościół nie sprzeciwiał się tej praktyce ani się jej nie sprzeciwia, jeśli wypływa ona ze sprawiedliwej motywacji opartej na rozsądnych przesłankach”. Nie jest łatwo zrozumieć, w jaki sposób instrukcja ta ma nie sprzeciwiać się cytowanym wyżej słowom św. Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata”.

Szczególne modlitwy za zmarłych

Kościół ustanowił dzień 2 listopada Dniem Zadusznym (wspomnieniem wszystkich wiernych zmarłych). Tego dnia niemal na całym obszarze chrześcijaństwa cmentarze zapełniają się nawiedzającymi. Na cmentarzach tych groby przodków ozdobione są ich fotografiami, utrwalającymi ich ukochane rysy, wizerunkami świętych i aniołów czuwających nad zmarłym.

Wbrew temu odwiecznemu zwyczajowi brak ceremonii i „przechowywanie” niewielkich urn zawierających spalone szczątki na półkach zabija szacunek wobec zmarłych. Taki widok sprawia, że zaczynamy nabierać błędnego przekonania, iż wszystko się kończy na tym świecie. Przesłania świadomość życia po śmierci. Tłumi również ludzkie i naturalne uczucie uznania wobec zmarłych.

W Dzień Zaduszny krewni i przyjaciele przynoszą na groby swoich ukochanych kwiaty i znicze. Za dusze wiernych zmarłych odprawiane są Msze, odmawia się w ich intencji różańce. Jest to macierzyńskie i potężne wsparcie dla dusz cierpiących, które jęczą w Miejscu Oczyszczenia. Kościół Walczący przy grobach zmarłych prosi Boga, by dusze czyśćcowe mogły rychło wstąpić do Nieba, by zjednoczyć się z Kościołem Triumfującym i oglądać Boga twarzą w twarz

„Uwolnij, Panie, dusze wszystkich wiernych zmarłych od wszelkich więzów grzechowych” – prosimy w liturgii za zmarłych. Odprawiane są również modlitwy na chwałę tych, którzy są już w Niebie i których prosimy o wstawiennictwo w intencji uświęcenia tych, którzy toczą jeszcze ciężki bój na tej Ziemi. Już w XI w. św. Odylon, opat z Cluny, polecił swoim mnichom odprawiać 2 listopada Mszę za zmarłych. W Rzymie najstarsze nawiązania do tego święta pojawiają się w XIV w.

Zaduszki w Krakowie

Głęboko chrześcijański charakter ludu polskiego nadaje wspomnieniu zmarłych ton bolesnej wzniosłości. Ludność licznie nawiedza cmentarze. Listopad to już pełnia europejskiej jesieni. Jeszcze w godzinach popołudniowych nad miastem zapada noc, której towarzyszy drobna mżawka. Poświęconą ziemię okryłaby głęboka ciemność, gdyby nie tysiące zniczy, głównie czerwonych, nabożnie zapalanych zmarłym przez ich krewnych. Ci, skruszeni, przesuwają się niby cienie między nagrobkami i grobowcami z powagą akolitów niosąc rozżarzone latarenki.

Na grobach, nad którymi rodziny odmawiały wspólne modlitwy, te małe pochodnie pobłyskują w mroku niczym konstelacje świec na czuwaniu modlitewnym. Bo są to modlitwy żywych za tych, którzy odeszli już do Wieczności. Kropelki dżdżu opadające na znicze natychmiast odparowują niczym małe obłoczki, wydając się duszami, które opuszczają ten świat.

Czasem ktoś coś do kogoś szepnie. Dzieci pytają o przodków. Ze złożonymi rączkami naśladują modlitwę i uczucia rodziców. Na progu życia niewinność staje w zachwycie wobec misterium zaświatów. W ciszy przysuwają się do rodziców, jakby chciały być bliżej życia.

Tylko Kościół umie z łagodnością pogodzić tak przeciwne odczucia: czas i wieczność, śmierć jako nasienie życia wiecznego. W tej scenerii niczym krople deszczu opadające na płonące znicze, ulatnia się smutek i wzajemne przenikanie pełne nadziei i rezygnacji. Te cienie poruszające się w czasie poszukują tego, co niewidzialne w Wieczności, zaś z tego spotkania wyrasta afirmacja Wiary.

Gdyby Kraków przyjął zwyczaj kremacji, redukując swe cmentarze do pustki „ogrodów pamięci” – bez nagrobków, pomników czy grobowców – wierni nie przeżywaliby już podczas Dnia Zadusznego tych chwil religijnej refleksji. Kremacja poprzez likwidację pogrzebów i cmentarzy zmierza do usunięcia religii z obrzędów pogrzebowych i usunięcia prawdy o cierpieniu przodków, którzy „nas poprzedzili ze znakiem wiary”.

Nelson Fragelli

Catolicismo, nr 799, lipiec 2017 r.

tłum. Krzysztof Jasiński

Artykuł został opublikowany w najnowszym numerze magazynu „Krzyżowiec”

Zwyczaje pogrzebowe ewoluują. Pojawiły się nawet postulaty, by w polskim prawie uregulować iście pogańskie praktyki wymykające się dziś obowiązującym przepisom prawa. Dyskusja nie toczy się już wokół problemu: kremacja „tak” czy „nie”. Zalegalizowane bowiem mogą zostać „ogrody pamięci”, służące do rozsypywania prochów, a nawet pochówki morskie. A Kościół takie praktyki ocenia jednoznacznie.

Najnowsze komentarze
    031236