OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Miesięczne archiwum: Luty 2019

Po co Polsce Izrael? – prof. Anna Raźny

Po co Polsce Izrael? To pytanie, które zadaje sobie w ostatnich dniach każdy rozumny i uczciwy Polak. Towarzyszy mu równie istotne drugie: czy Izrael zrobił kiedykolwiek coś dla Polski i dla polskich wartości cywilizacyjnych – czyli chrześcijańskich? Odpowiedź na drugie pytanie w świetle faktów jest negatywna i daje podstawę do negatywnej odpowiedzi na pierwsze. Jeśli Izrael – w przeciwieństwie do Polski, która realizuje jego interesy na forum międzynarodowym i w polityce wewnętrznej – nigdy niczego nie uczynił dla nas i dla naszych wartości cywilizacyjnych – to do czego jest nam potrzebny? Przecież wieki całe Polska istniała i rozwijała się pomyślnie bez Izraela. Tylko dlatego mamy popierać jego politykę, że egzotyczny i szkodliwy dla nas „strategiczny sojusz” z tym państewkiem bliskowschodnim zawarł Lech Kaczyński? Pora więc zrewidować jego sens na gruncie polskich interesów. Pora także przyjrzeć się potężnemu lobby żydowskiemu w Polsce, realizującemu interesy Izraela sprzeczne z polskimi. Być może w lobby tym jest więcej Polaków niż przypuszczamy, ponadto – nie obejmuje ono wszystkich polskich Żydów, wśród których są także lojalni wobec państwa polskiego i Polaków. „Strategicznego sojuszu” z Izraelem nie usprawiedliwia jeszcze bardziej „strategiczny sojusz” z USA. Wystarczy przypomnieć w tym miejscu samodzielną politykę Turcji należącej do NATO czy innych członków tego bloku i jednocześnie członków UE, popierających wbrew tandemowi USA-Izrael walkę Palestyńczyków o własne państwo, a także sprzeciwiających się zerwaniu paktu nuklearnego z Iranem. To, że w ramach „polsko-amerykańskiego sojuszu” nie ma miejsca na polską politykę wobec Izraela, Iranu i całego Bliskiego Wschodu – podobnie jak wobec Rosji i Ukrainy – jest winą wymienionego lobby, łączącego się w swych działaniach z lobby amerykańskim.

Trzeba zatem w różnych środowiskach dokonać odważnego rachunku zysków i strat w relacjach z Izraelem i uzależnić je wyłącznie od polskich korzyści i polskich wartości cywilizacyjnych. W tym miejscu rodzi się jednak pytanie fundamentalne: czy są możliwe jakiekolwiek polskie korzyści we współpracy z państwem terrorystycznym, okupującym cudze ziemie, obarczonym winą ludobójstwa dokonanego na Palestyńczykach, odpowiadającym wraz z USA i ich sojusznikami arabskimi za zniszczenie chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie (nade wszystko w Iraku i Syrii), posiadającym niekontrolowaną przez żadną instytucję międzynarodową broń nuklearną, łamiącym prawo międzynarodowe?” Czy jest możliwe osiągnięcie polskich korzyści z państwem, które uprawia w swojej polityce antypolonizm, zamanifestowany ostatnio przez jego najwyższe władze na – i po – antyirańskiej konferencji w Warszawie? Służalczy sojusz Polski z Izraelem jest potrzebny lobby izraelsko-żydowskiemu i amerykańskiemu w naszym kraju i poza nim. Te dwa środowiska czerpią bowiem z niego korzyści, nie zaś Polska. One też starają się utrzymywać polskie społeczeństwo w posłuszeństwie i strachu wobec swojej polityki, wykorzystując w dyscyplinowaniu Polaków trzy maczugi, opatrzone hasłami: 1. walka z antysemityzmem, 2. pamięć o II wojnie światowej to wyłącznie pamięć o holokauście oraz jego sprawcach głównych (Niemcy) i pomocniczych (Polska), 3. Zagrożeniem dla Polski jest Rosja, która przygotowuje się do wojny z nami.

Obecny kryzys na linii Polska-Izrael jest sprawdzianem siły tych dwóch lobby. Albo zwycięży ich interes, albo Polski. I tu wystarczy na wstępie odważne myślenie w świetle prawdy oraz rozumne działanie, aby Polska zachowała swoją godność i wypracowała suwerenność w polityce nie tylko bliskowschodniej, ale również wschodniej i unijnej. Nasza historia po 1989 roku mówi jednak, że elit rządzących naszym krajem nie stać ani na odważne myślenie w prawdzie, ani na rozumne działanie. Jest im całkowicie obca dewiza sapere auso. Jedynie zatem suweren może je wymienić przy urnie. Musi jednak podjąć trud samodzielnego myślenia według wartości, a co za tym idzie – odrzucenia paradygmatu amerykańsko-izraelskiego w polityce jako bezalternatywnego.

Najważniejsze nie dać się zastraszyć kłamstwom, intrygom, pogróżkom. Nie dać się na nowo zniewolić mitom o wybraniu przez ducha dziejów w historii ludzkości jednego narodu ponad inne narody i jednego państwa ponad inne państwa. Trzeba nieodmiennie powtarzać, że idea narodu wybranego ma znaczenie wyłącznie teologiczne, ale nawet na gruncie teologii nie jest zrozumiała wobec faktu, iż naród ten skazał Boga-Człowieka na śmierć krzyżową. Na każdym innym poziomie wszystkie narody są jednakowo równe w statusie swojego istnienia. Nie ma narodów złych i dobrych. Są jedynie narody, które – jak podkreślał prymas tysiąclecia Stefan Wyszyński – wciąż na nowo stają się w swym działaniu złe bądź dobre. Jeśli naród wybrany ma znaczenie wyłącznie teologiczne, to tym bardziej nie można mówić o analogicznym dla jego istoty „państwie wybranym”. Izrael powstał na gruncie prawa międzynarodowego i tylko w kategoriach tego prawa powinien być traktowany.

Oddzielny problem dla zastraszanego przez obcą propagandę polskiego społeczeństwa stanowi fałszywa – wymyślona przez wrogie chrześcijaństwu środowiska – koncepcja cywilizacji judeochrześcijańskiej, jakoby bliskiej Izraelowi. Wystarczy pobieżna wiedza z zakresu historii i teorii cywilizacji, aby odrzucić tę koncepcję. Nie było bowiem i nie ma takiej formy cywilizacyjnej i nie można jej stworzyć, gdyż nie pozwalają na to czynniki kształtujące cywilizację – całkowicie różne na gruncie judaizmu i chrześcijaństwa, wynikające z odmiennej filozofii człowieka i filozofii wartości. Poświadcza to choćby quincunx – pięciomian bytu zdefiniowany przez Feliksa Konecznego – łączący wartości podstawowe zarówno dla życia jednostki, jak i społeczeństwa: prawdę, dobro, piękno oraz zdrowie i dobrobyt. Każda z tych wartości na gruncie chrześcijaństwa ma chrystocentryczny wymiar, odrzucany przez judaizm. I to wystarczy, aby przestać mówić o cywilizacji judeochrześcijańskiej.

Aby nadać partnerski, oparty na prawie międzynarodowym, charakter stosunkom Polski z Izraelem należy zweryfikować polską dyplomację i szukać dróg naszego umocnienia na forum międzynarodowym. Nasza samotność w konflikcie z Izraelem to czerwona kartka dla elit rządzących Polską w imię obcych interesów. Nawet osławiona Grupa Wyszehradzka porzuciła Polskę, oskarżaną przez Izrael i USA o współudział w holokauście. Jej premierzy pojechali bez Polski do Jerozolimy – nieuznawanej przez ONZ stolicy Izraela – aby w prowokujący sposób załatwiać z nim swe drobne interesy. Tu nie wystarcz sama świadomość cynizmu jerozolimskich rozmówców, faktu, iż gospodarz spotkania bezpodstawnie oskarża Polskę o współudział w holokauście, a jego goście reprezentują państwa współpracujące z hitlerowskimi Niemcami. Tu jest konieczna dobrze przemyślana reakcja Warszawy. Możliwości mamy znikome, ale trzeba wziąć pod uwagę każdą. Najpoważniejszą i pozytywną dla nas w skutkach byłoby nawiązanie współpracy z Rosją. W sposób spektakularny należałoby wycofać się z antyrosyjskich pozycji. W zakresie minimum oznaczałoby to wykonalne w najbliższym czasie przyjęcie wobec Moskwy postawy Węgier czy Włoch. Współpraca Polski z Rosją byłaby dla nas kartą przetargową w relacjach nie tylko z USA i Izraelem, ale jednocześnie z Niemcami i Francją. Do tego trzeba jednak męża stanu na czele Polski, a nie prezesa jednej partii, który skoncentrował się ostatnio na budowie bliźniaczych wież w stolicy Polski ku czci swojego rodu – równolegle do postawienia w centrum Warszawy pomnika swojego brata, przyćmiewającego pomniki św. Jana Pawła II i Józefa Piłsudskiego. Do tego trzeba nade wszystko radykalnej wymiany składu polskiego parlamentu. Czy Polacy zdadzą historyczny egzamin przy urnie wyborczej? To pytanie wciąż otwarte.

Anna Raźny

Żydowscy mordercy gen. Fieldorfa „Nila” – Zamordowali i uciekli do Izraela

Generał August Emil Fieldorf „Nil” został aresztowany przez funkcjonariuszy UB 10 listopada 1950 r.

Dopiero 11 dni później Naczelna Prokuratura Wojskowa wydała formalny nakaz aresztowania Generała, podpisa ny przez prokurator ppłk. Heleną Wolińską.

15 lutego 1951 r.Wolińska – również bezprawnie – przedłużyła areszt gen. Fieldorfowi. Do jej wniosku w tej sprawie przychylili się sędziowie Wojskowe- go Sądu Rejonowego w Warszawie: płk Aleksander Warecki, mjr Mieczysław Widaj i mjr Zygmunt Wizelberg.

Helena Wolińska – Brus (Felicja (Fajga Mindla) Danielak), ps. Lena, ur. 28 lutego 1919 r. w Warszawie, zm. 26 listopada 2008 w Oksfordzie

– polska działaczka komunistyczna pochodzenia żydowskiego, prokurator, polityk, nauczyciel akademicki, oskarżająca w procesach politycznych okresu stalinizmu w Polsce Ludowej, w tym w tzw. mordach sądowych. Przedwojenna komunistka, w latach okupacji sowieckiej szefowa biura Sztabu Głównego Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, zaraz po woj nie kierująca Wydziałem Ogólnym Komendy Głównej MO.

Do pracy w prokuraturze wojskowej przeszła zaraz po ukończeniu studiów prawniczych na UW w 1949 r. W ciągu 5 lat pracy w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej (do 1954 r.) była kolejno szefową kilku wydziałów tej instytucji, w tym Wydziału Kadr i Wyszkolenia.

Następnie przeszła do Prokuratury Generalnej, a później przez wiele lat wykładała w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR. Pierwszy komendant główny MO Franciszek Jóźwiak był jej ówczesnym mężem.

Po 1968 r. wyjechała z Polski wraz z kolejnym mężem, znanym żydowskim ekonomistą prof. Włodzimierzem Brusem, w jej pierwszym i trzecim związku małżeńskim.

Wolińska zmarła w Oksfordzie. Nie była sądzona w Polsce, Wielka Bry- tania odmówiła jej ekstradycji.

Prof. Włodzimierze Brus ( Beniamin Zylberberg) ur. 23 sierpnia 1921 w Płocku, zm. 31 sierpnia 2007 w Oksfordzie)

– ekonomista żydowskiego pochodzenia, wykładowca Oksfordu. Głównym dziełem Brusa jest książka „Od Marksa do rynku” (ang. „From Marx to the Market” 1989, wydanie polskie 1992) opracowana wspólnie z profesorem ekonomii Kazimierzem Łaskim,

Prof. Kazimierz Łaski urodził się w rodzinie żydowskiej jako Hendel Cygler.

— W okresie wojennym należał do Gwardii Ludowej. W latach 1945 – 19- 50 pracował w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego, w którym od stanowiska referenta doszedł do funkcji naczelnika wydziału w Departamencie IV MBP. Służbę zakończył w stopniu majora.

W 1950 r. został oddelegowany do dyspozycji KC PZPR i skierowany do Instytutu Kształcenia Kadr Naukowych.

Sędzia Aleksander Warecki ( Warenhaupt),

— przedwojenny aplikant adwokacki w Krakowie, pochodzenia żydowskiego. W latach 1944-1945 był członkiem Sądu Polowego 4. Dywizji Piechoty Ludowego Wojska Polskiego, następnie kierował sądami wojskowymi w Katowicach i Wrocławiu, a w latach 1948 – 1952 był szefem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie. Zmarł w 1986 roku.

„Życie Warszawy” w nekrologu podało: „…odszedł płk A. Warecki, prawy, ofiarny i skromny…”.

Sędzia Mieczysław Widaj służył w Ludowym Wojsku Polskim.

— W latach 1949- 1952 był wiceszefem, następnie szefem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, zaś w latach 1954-1956 wiceprezesem Na czelnego Sądu Wojskowego.

mjr Zygmunt Wizelberg urodzony 10.11.1914 r. w Krakowie.

— Absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie (1935 r.). Do wybuchu wojny (1939 r.) pracował jako aplikant adwokacki. Od 1941 r. w Armii Czerwonej pracował w Kazachstanie. Od maja 1944 r. w Ludowym Wojsku Polskim zajmował stanowiska w aparacie oświatowym i polityczno-wychowawczym.

Od 1946 r. w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej na stanowiskach: asesora, oficera śledczego, podprokuratora i wiceprokuratora. Od 1951 r. w sądownictwie wojskowym na stanowisku sędziego w Wojskowym Sądzie Rejo nowym w Warszawie. W latach 1952 – 1957 pracował w Najwyższym Sądzie Wojskowym oraz Izbie Wojskowej Sądu Najwyższego w Warszawie.

Sędzia Wizelberg chcąc wykonać wcześniej przewidzianą „normę”, po sprawdzeniu danych personalnych podsądnego, zaczynał pisać uzasadnienie wyroku. Nie słuchał wyjaśnień oskarżonych ani mowy prokuratora i obrońcy, jeżeli tacy brali udział w procesie. Przez rok pracy jako sędzia zdążył skazać na śmierć co najmniej kilka osób, oraz wielu ludzi na pobyt w więzieniu.

13 grudnia 1950 r., na rozkaz dyrektora Departamentu Śledczego MBP płk . Józefa Różańskiego (Józefa Goldberga), gen. Fieldorf został osadzony w więzieniu przy ul. Rakowieckiej.

płk. Józef Różański (Józef Goldberg)

— oficer NKWD I Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP), członek nielegalnej Komunistycznej Partii Polski (KPP), gdzie pracował w Centralnym Biurze Żydowskim.

Już w czasie studiów rozpoczął współpracę z NKWD. Sam we własnoręcznym życiorysie podał swoje stanowisko w NKWD:

pracownik „gosudarstwiennoj biezopasnosti”.

W 1940 r. został wezwany do Lwowa, gdzie rozpoczął pracę w Oddziale Po litycznym NKWD dla polskich jeńców wojennych.

W 1939 r. – pełnił funkcję oficera polityczno-wychowawczego oraz służył za tłumacza. Słynął z donosicielstwa do NKWD na wszystkich, w tym tak- że swoich towarzyszy, za różne odchylenia. W tym czasie zaskarbił sobie względy późniejszego założyciela bezpieki – gen. NKWD Iwana Sierowa. 22 czerwca 1941 r. dobrowolnie wstąpił do Armii Czerwonej, a 27 czerwca został rozkazem Berii odwołany z powrotem do NKWD.

Po ataku Niemiec na ZSRR udał się wraz z lwowskim NKWD do obozu jeńców w Starobielsku, a następnie do Sarańska i Samarkandy. Latem 1941 r. w czasie ewakuacji więzień, jako funkcjonariusz NKWD brał udział w rozstrzeliwaniu więźniów, również Żydów, w kaźniach NKWD.

Łącznie NKWD zamordowało ok. 35 tys. uwięzionych. Np. w lwowskich kaźniach NKWD – Brygidki (więzienie), więzienie śledcze NKWD – Zamarystynów, więzienie na ulicy Łąckiego we Lwowie wymordowano ok 7 tys. więźniów,w Łucku ofiarą masakry padło około 2 tys. więźniów, w Wilnie około 2 tys., w Złoczowie około 700, w Dubnie około 1000, w Prawieniszkach 500 więźniów, oprócz tego w Drohobyczu, w Borysławiu, w Czortkowie, w Berezweczu, w Samborze, w Oleszycach, w Nadwórnej, w Brzeżanach.

W ciągu tygodnia, w czerwcu 1941 roku NKWD wymordowało w więzieniach co najmniej 14700 więźniów, na szlakach ewakuacyjnych zostało zamordowanych przeszło 20 tysięcy.

Różański później zbiegł w głąb ZSRR, gdzie aż do 1943 r. pracował w NKWD. Szybki awans w strukturach Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zawdzięczał temu, iż będąc dyspozycyjny wobec Bolesława Bieruta i Iwana Sierowa wykonywał posłusznie ich polecenia.

Ponurą sławę zdobyły metody śledcze Różańskiego – sprowadzały się one do dopasowywania materiału śledczego do wcześniej opracowanych tez oskarżenia. Zeznania były wydobywane za pomocą tortur, które Różański stosował powszechnie. Zyskał sobie miano człowieka bezwzględnego i nie- zwykle brutalnego – osoby przez niego przesłuchiwane mówiły, że był sadystą.

Jest absolutnie bezsporne, że Różański sam bił do krwi, tolerował bicie i podżegał do niego podwładnych mu funkcjonariuszy, bijąc w ich obecności. Jego istotną umiejętnością „zawodową” było psychiczne dręczenie ludzi w śledztwie i wydostawanie od nich tą drogą informacji, często fałszywych, których wcześniej nie podaliby nawet podczas tortur w katowniach gestapowskich.

Setki osób, przesłuchiwanych przez Różańskiego lub jego podwładnych, straciło życie lub zostało kalekami. Jego ofiarami byli również więźniowie Żydzi.

Różański osobiście nadzorował śledztwo w sprawie Witolda Pileckiego i jest faktycznym sprawcą skazania go na karę śmierci.

Swoimi „metodami śledczymi” (również torturami) Różański objął członków partii, których postanowiła wyeliminować ekipa Bieruta.

Jego ofiarami w tej wewnętrznej rozgrywce w PZPR stali się m.in. Marian Spychalski, Włodzimierz Lechowicz (sowiecki agent w aparacie Delegatury Rządu na Kraj, aresztowany 13 października 1948 roku na osobiste polecenie Bolesława Bieruta), Piotr Jaroszewicz.

Od jego nazwiska powstał termin „różańszczyzna” – stalinowskie metody śledczych, preparowania dowodów i fingowania procesów sądowych.

Zmarł 21 sierpnia 1981 roku w wyniku choroby nowotworowej, pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.

Śledztwo w sprawie gen. Fieldorfa, za zgodą naczelnika Wydziału Śledcze go Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ppłk. Ludwika Serkowskie- go, przejął ppor. Kazimierz Górski.

Ludwik Serkowski (ur. 13 sierpnia 1919 w Kłodnem, zm. 13 września 1990 w Warszawie)

– podpułkownik UB, oficer śledczy, zastępca szefa WUBP w Katowicach w latach 1952-1954.

W 1944 r. przeszedł szkolenie w ośrodku NKWD w Kujbyszewie. Od 2 wrze śnia 1944 r. pracownik Sekcji Śledczej Resortu Bezpieczeństwa Publiczne- go, od grudnia 1945 kierował sekcją jednego z wydziałów MBP.

Od 1947 r. zastępca naczelnika, a od 1949 r. naczelnik Wydziału II Departamentu Śledczego MBP. W latach 1951-1952 naczelnik Wydziału III tego departamentu. W listopadzie 1952 r. przeniesiony do Katowic na zastęp- cę szefa WUBP, 1 VII 1954 r. powrócił do centrali MBP w Warszawie. W latach 1954-1956 służył w MO.

Uchwałą Prezydium KRN z 17 września 1946 r. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Kazimierz Górski

– śledczy, przesłuchiwał i torturował generała Fieldorfa i sporządził akt oskarżenia. Mieszkał do śmierci w Warszawie ani razu nie będąc wzywany na przesłuchanie w sprawie zbrodni, której się dopuścił, nie mówiąc już nawet o postawieniu go w stan oskarżenia.

Sporządził też kłamliwy akt oskarżenia, w którym zarzucił Fieldorfowi wydawanie rozkazów likwidowania, względnie rozpracowywania, przy współpracy z Niemcami, komórek PPR, oddziałów Gwardii Ludowej i Armii Ludowej oraz partyzantki radzieckiej.

Dokument ten zatwierdził wicedyrektor departamentu śledczego MBP Wiktor Leszkowicz, a podpisał 22 października 1951 r. wiceprokurator Prokuratury Generalnej PRL Benjamin Wajsblech. On też prowadził ostatnie przesłuchanie gen.Fieldorfa 25 lipca 1951 r., a kilka miesięcy później oskarżał go przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie.

Wiktor Leszkowicz (ur. 17 października 1918, Żyźniewo)

– wicedyrektor Departamentu Śledczego MBP od 15 listopada 1951 do 8kwietnia 1954, naczelnik Wydziału III Departamentu Śledczego MBP , podpułkownik bezpieki.

Beniamin Wejsblech (Beniamin Wajsblech) (ur. 22 grudnia 1908 r. zm. 13 marca 1991 r. w Warszawie)

– wiceprokurator Generalnej Prokuratury PRL, oskarżyciel w procesach politycznych w czasach stalinizmu.

Pochodził z zamożnej, żydowskiej rodziny kupieckiej. Przed wybuchem II wojny światowej sprzedał majątek, pieniądze lokując w szwajcarskich ban kach.

We wrześniu 1939 udał się do Związku Radzieckiego, stając się komunistą. Po agresji ZSRR na Polskę (17 września 1939 r.) zajął posadę prokuratora we Lwowie.

Po wojnie był stalinowskim prokuratorem w Polsce, żądał m.in. kary śmierci dla Jana Stachniuka oraz był oskarżycielem generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

Bezpodstawnie wydawał nakazy aresztowań i przetrzymywał „podejrzanych” w areszcie, pomimo braku uzasadnionych przyczyn. Usuwał z akt śledztw protokoły zeznań korzystne dla aresztowanych, bezpodstawnie rozdzielał sprawy, które powinny być rozpatrywane łącznie, psychicznie i fizycznie upokarzał i maltretował osoby przesłuchiwane, które podawały, że zachowanie Wajsblecha było gorsze niż oficerów śledczych

Uchwałą Rady Państwa z 6 lipca 1954 r. odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł w 1991 r.

16 kwietnia 1952 r. po kilkugodzinnym procesie sąd w składzie: przewodniczący Maria Gurowska oraz ławnicy Michał Szymański i Bolesław Malinowski, uznał gen.generała Augusta Emila Fieldorf „Nila” winnym czynów zarzucanych mu w akcie oskarżenia i skazał na karę śmierci.

Sędzia Maria Gurowska, do końca życia twierdziła, że wyrok na gen. Fieldorfa był słuszny.

Maria Gurowska vel Maria Górowska vel Maria Sand vel Genowefa Maria Danielak z domu Zand (ur. 1 października 1915 r., zm. 31 sierpnia 1998 r.)

– polska sędzia pochodzenia żydowskiego w okresie PRL. Urodziła się w Łodzi. Córka Moryca (Mariana) i Frajdy (Franciszki) z Eisenmanów. Oj- ciec był buchalterem, pośrednikiem handlowym (zmarł w 1941 r.)

W czasie okupacji niemieckiej używała „aryjskich” dokumentów na nazwisko Genowefa Maria Danielak. Owe dokumenty zostały wydane dla niej przez Polaków ratujących życie Żydom z organizacji „Żegota”, narażających własne życie i swoich rodzin. Posiadała wystawioną przez „Żegotę” kennkartę ( dowód osobisty) na nazwisko Genowefa Maria Danielak, jak również wydaną przez parafię rzym-kat. metrykę chrztu. Duchowni para- fii rzym-kat. również narażali swoje życie w wydawaniu metryk chrztu, ratując w ten sposób życie ukrywającym się Żydom.

Do wydania niemieckiej kennkarty niezbędne były: wniosek ubiegającego się, metryka, dowód osobisty, ewentualne świadectwo ślubu. Polaków obowiązywało złożenie pod przysięgą oświadczenia o aryjskim pochodzeniu.

W lutym 1940 r. wraz z rodzicami opuściła nielegalnie Łódź. Przez rok mieszkała w Żyrardowie, następnie w Warszawie.. Od 1943 r. była w szere-gach Gwardii Ludowej i PPR.

W styczniu 1945 r. została skierowana do pracy w Zarządzie Miejskim w Częstochowie na stanowisko kierownika Wydziału Informacji i Propagandy. W marcu 1945 r. powróciła do Łodzi, gdzie została instruktorem propagandy KW PPR.

Dwa miesiące później zorganizowała tam Wojewódzką Szkołę Partyjną i została jej dyrektorką. W marcu 1946 r. otrzymała polecenie zorganizowania w Łodzi Szkoły Prawniczej Ministerstwa Sprawiedliwości i objęcia stanowiska dyrektora.

Od 4 I 1951 r. była sędzią Wydziału IV Karnego Sądu Wojewódzkiego dla województwa warszawskiego z jednoczesnym utrzymaniem w mocy delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości.

W latach 1950-1954 Gurowska zasiadała w składach sędziowskich sekcji tajnej Sądu Wojewódzkiego w Warszawie – ferującej wyroki w sprawach politycznych, zleconych do realizacji przez kierownictwo Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, w sekcjach tajnych istniejących przy Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, Sądzie Wojewódzkim w Warszawie i Sądzie Najwyższym.

Aktywnie uczestniczyła w kilku głośnych procesach politycznych okresu stalinowskiego.

M.in. na podstawie sfabrykowanych przez prokurator Helenę Wolińską dowodów skazała na karę śmierci gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”.

5 V 1992 r. Główna Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskie mu wszczęła śledztwo w sprawie zbrodni popełnionej na gen. Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu”, a po jego zakończeniu 10 VIII 1995 r. Prokuratura Wojewódzka w Warszawie postawiła Gurowskiej zarzut popełnienia przestępstwa z art. 225 § 1 kodeksu karnego.

Podczas przesłuchania w Prokuraturze Rejonowej w Szczytnie 25 VIII 1995 r. Gurowska podtrzymała zasadność wyroku wydanego na gen. Fieldorfa, uznając nadal wyrok śmierci na generała za słuszny.

W 1995 r. w piśmie do ministra sprawiedliwości napisała, że wymierzając karę, opierała się na dowodach, na podstawie obowiązującego wówczas prawa.

Proces karny przeciwko Gurowskiej rozpoczął się 22 grudnia 1997 r. w gmachu sądów przy alei Solidarności w Warszawie. W wyznaczonym terminie rozprawy, oskarżona nie stawiła się przed sądem i aż do śmierci konsekwentnie nie zgłaszała się na rozprawy.

______________________________

20 października 1952 r. sędziowie Sądu Najwyższego:

Igor Andrejew, Gustaw Auscaler i Emil Merz, podtrzymali wyrok śmierci wydany na gen Fieldorfa /;Nila”.

Gustaw Auscaler, żydowski morderca sądowy,w 1968 r. wyjechał do Izraela.

Od kilku lat jest poszukiwany przez Interpol międzynarodowym listem gończym.

Sędzia Andrejew

— przez 35 lat (do 1985 r.) był pracownikiem naukowo-dydaktycznym Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, w 1954 r. został profesorem nadzwyczajnym, a 10 lat później zwyczajnym. Współtworzył uchwalny w 1969 r. Kodeks Karny, na początku lat 70. przewodniczył Komitetowi Nauk Prawnych PAN, jego podręczniki do niedawna obowiązywały na polskich uczelniach. Zmarł w 1994 r.

Emil Merz – adwokat, żydowski morderca sądowy,

funkcjonariusz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, sędzia Sądu Najwyższego PRL.

Sędzia Emil Merz orzekał najczęściej oraz był sędzią sprawozdawcą spośród sędziów tajnej sekcji Sądu Najwyższego. Z 34 wyroków kar śmierci orzeczonych w I instancji utrzymał 14. W tym samym roku uczestniczył w utrzymaniu 10. orzeczonych wcześniej kar śmierci.

Istotną rolę pełnił między innymi w mordzie sądowym na gen. Fieldorfie.

________________________________

Nie żyją sędziowie Merz i Auscaler. Obaj po zakończeniu kariery sądowej wyjechali do Izraela, gdzie zmarli.

Emigrantką do Izraela była również wiceprokurator Generalnej Prokuratury PRL – Żydówka Paulina Kern, która oskarżała gen. Fieldorfa przed Sądem Najwyższym. Także i ona zmarła w Izraelu w 1980 r.
Wyrok na “Nilu” wykonano 24 lutego 1953 r.

Egzekucję nadzorowali prokurator Witold Gatner i wicedyrektor Departamentu Sądowego Prokuratury Generalnej Alicja Graff. Oboje jeszcze żyją, podobnie jak śledczy UB Kazimierz Górski. W przeciwieństwie do Wolińskiej, nie są jednak objęci żadnym śledztwem w sprawie mordu na gen. Fieldorfie.
Generał August Emil Fieldorf “Nil” (ur.20 marca 1895 r. – zamordowany przez stalinowskich oprawców 24 lutego 1953 r.) był jedną z najwspanialszych postaci polskiej konspiracji: Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej i Nie.
NIE

– kadrowa organizacja wojskowa, której zadaniem było kontynuowanie walki o niepodległość Polski po wkroczeniu Armii Czerwonej. Nazwa może być tłumaczona na dwa sposoby

– NIE jako skrót od słowa „Niepodległość” lub jako symbol sprzeciwu wobec ZSRR. Komendantem Głównym NIE został generał Leopold Okulicki przyjmując pseudonim „Nowak”.

Na mocy wyroku sądów PRL opartych na monstrualnym oskarżeniu o współpracę z okupantem, Generał „Nil” skazany został na śmierć, a wyrok wykonano 24 lutego 1953.

Generał „Nil” był najwyższym stopniem i autorytetem dowódcą Armii Krajowej i po akowskiej konspiracji, który znalazł się w rękach powojennego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i który za swoją wierność wolnej Polsce zapłacił życiem.
“Męczeństwo Generała Augusta Emila Fieldorfa „Nila” jest symbolem losów całego pokolenia”.

_____________________________________

Dokumenty, źródła, cytaty:

http://wzzw.wordpress.com/2013/02/28/mordercy-gen-fieldorfa-nila/

http://alexdegrejt.salon24.pl/489268,rocznica-smierci-gen-nila-czyli-mordercy-wciaz-bezkarni

http://www.wykop.pl/ramka/562439/zydowscy-mordercy-generala-nila/

Za:http://www.blogopinia24.pl/polityka/1007-ydowscy-mordercy-gen-fieldorfa-qnila

Za; http://wolna-polska.pl/wiadomosci/zydowscy-mordercy-gen-fieldorfa-nila-2013-11

Dzieje gospodarczej głupoty w Polsce

Dzieje gospodarczej głupoty w Polsce

Jeśli coś złego dzieje się z Polską – już kiedyś z pewnością się wydarzyło. A skoro tak – to zostało opisane przez Aleksandra Bocheńskiego.

W jednej ze swych najważniejszych, chociaż najrzadziej komentowanych prac, „Przemyśle polskim w dawnych wiekach” – mój świętej pamięci Mistrz opisał m.in. mechanizm, który wypchnął Polskę poza główny nurt rozwoju gospodarczego czasów nowożytnych.

Leseferyzm zabijał Polskę

Myśląc o zapóźnieniu ekonomicznym ziem polskich – ludzi powierzchowni i głupi lubią zadowalać się opowieściami o „dziedzictwie komunizmu” i co najwyżej wszechwiecznym „Kryzysie”.

Nie dość głębocy, choć nie tak głupi – gotowi są uznawać dłuższą jeszcze niezmienność położenia Polski i uważać ją za taki sam margines Europy w wieku, powiedzmy, X – co u szczytu jagiellońskiej potęgi w stuleciu XVI, gdy nasze społeczeństwo należało do najbogatszych w świecie, bez żadnych jednak długofalowych skutków gospodarczych.

Bocheński, jak to miał w zwyczaju – pisał do tych chcących sięgać głębiej i widzieć więcej – a także czynić coś ze zdobytą wiedzą. Każdą zaś poprawna analiza zacząć się winna od opisu i oceny postępków własnych (w tym przypadku, rzecz jasna, narodowych, a ściślej narodowej klasy rządzącej dotyczących).

Po pierwsze więc, uznając zresztą błąd ten za wymuszony obiektywnymi warunkami – za jedną z pierwszych przyczyn gospodarczego upadku I Rzeczypospolitej Bocheński uważał szlachecki leseferyzm, zabójczy mix odrzucania samej idei podatków z nieograniczoną niechęcią do inwestowania nadwyżek kapitałowych – ale przede wszystkim przy miażdżącym założeniu, że jakikolwiek przemysł własny jest po prostu zbędny, skoro wszystko, co klasie rządzącej potrzebne i miłe – wygodniej można sprowadzić z zagranicy. A działo się to już wówczas, kiedy państwa wcale nie bogatsze od Rzeczypospolitej – kładły podwaliny pod przyszłe potęgi przemysłowe inwestycjami państwowymi i bezwzględną ochroną celną…

Dalej – nieszczęściem drugim był towarzyszący pro – liberalizmowi szlacheckiemu – nadmierny fiskalizm obciążający wieś polską. Nie pańszczyzna bowiem, wbrew utartym schematom, choć faktycznie upokarzająca, uciążliwa i niegodna – ale podatki gotówkowe i ekwiwalentne wysysały wieś, niegdyś bogatą i napędzającą wymianę handlową tak z pieniądza, jak i produktów.

W podobny sposób, w dodatku także handlarstwem szlacheckim i żydowskim zniszczono i miasta, cierpiące nie tylko od tegoż nierównego fiskalizmu, dotykającego słabszych, a pozostawiającego nietkniętymi bogatych i nadmiernie wręcz płynnych.

Ciążyło również i to, że wszelki kapitał polski – czy to szlachecki, czy nawet (do czasu…) mieszczański, miast inwestować – uciekał we własność ziemską, bezpieczną, prestiżową i długo (do początków XVIII wieku, do pojawienia się konkurencji rosyjskiej i obniżenia kosztów produkcji rolnej Zachodu) dającą niewyobrażalnie szybką i wysoką stopę zwrotu.

Z kolei zaś bodajże jeszcze większy, całkiem już wolny kapitał żydowski – był wyprowadzany wprost na Zachód, do kantorów Amsterdamu i Londynu.

„Co raz było – ciągle się powtarza…”

Czy zaczynacie już państwo wyłapywać powtarzalność procesu? Jak okrutnie wyliczył Aleksander Bocheński – aż 80 proc. społeczeństwa I Rzeczypospolitej… w ogóle nie stanowiło rynku, rynku wewnętrznego, najważniejszego dla rozwoju gospodarczego kraju.

Przecież to już zupełnie jak dzisiaj! Nie miejmy złudzeń – również i dziś nie może być mowy o żadnym otworzeniu masowej produkcji przemysłowej w Polsce, bynajmniej nie (tylko) ze względu na globalizację i uwarunkowania cywilizacyjne. Nie będzie w Polsce przemysłu (mniejsza, rodzimego czy obcego – BO NIE MA RYNKU! Nie ma podatków od konsumpcjonistycznych pożeraczy, wysyłających tym sposobem kolejne nadwyżki finansowe zagranicę – a ogół, faktyczna biedota, dusi się od ucisku fiskalnego i kosztów, od niedoboru pieniądza. Kapitały zaś – swobodnie odpływają…

Tymczasem wiedząc, że bogactwo bierze się z handlu – musimy też rozumieć, że nie z każdego i nie zawsze w takim samym stopniu. Bo też choćby dla państw ościennych, pozbawionych handicapu kolonii – mechanizm wygenerowania własnego bogactwa opierał się na dwóch podstawowych krokach: zamknięciu granic cłami i budowy własnego przemysłu ze środków państwowych. I niczego lepszego przez następne stulecia (nawet rzekomo leseferystyczne, a w istocie nader bariero-celne XIX) nie wymyślono.

Bądźmy zresztą szczerzy – czy względny skok PRL-u, przedsięwzięta wówczas forsowna industrializacja – nie dały efektów właśnie dzięki politycznej, ale i ekonomicznej izolacji Bloku Wschodniego? Czy nie tak rodziła się nie tylko w XIX stuleciu potęga USA, ale i XXI-wieczna wielkość Chin?

Tak pisał nie tylko w pierwszej połowie XIX wieku wielki Niemiec, Fryderyk List, ale i 100 lat przed nim Szkot, James Stueart, a przed nimi dwoma… Polak, Stefan Garczyński… Wszyscy oni trzej widzieli korzyści z handlu, w tym oczywiście z dodatniego bilansu handlowego – ale też rozumieli, że nie tylko zyski, ale zdrowie ekonomiczne i potencjał gospodarczy wynikają przede wszystkim z rozwiniętego rynku wewnętrznego. Ideałem miałoby więc być „społeczeństwo ludzi produkujących dużo i dużo zarabiających by dużo kupować [i]” – podsumowywał Bocheński, trafnie zauważając, że musiały minąć stulecia, by nauka ekonomii powtórnie odkryła coś, co ochrzczono mnożnikiem inwestycyjnym Keynesa i Kaleckiego…

Pułapka (anty)rozwojowa, którą sami sobie wybudowaliśmy – miała, rzecz jasna, więcej jeszcze sideł, z chronicznym… niedoborem rezerw ludzkich, w stosunku do wielkości państwa. To także czynnik znany – Fryderyk Wielki nie musi już bowiem porywać w Polsce chłopów, sami wyjeżdżają, m.in. na ziemie jego dawnych poddanych.

Przede wszystkim jednak, obok powtarzaniem tych samych mechanizmów antyrynkowych (czasem zresztą udrapowanych na „liberalizm”) – przez wieki ciążył nam i ciąży jeden element, który Bocheński (śledząc swym zwyczajem wiele jednostek wybitnych, pomysłowych, a nawet w pewnej skali skutecznych) – podsumował krótko:

„Wyniszczenie gospodarcze – pogłębiła martwota intelektualna”[ ii].

I to też się do dziś, niestety, w Polsce nie zmieniło.

Konrad Rękas

[i] Aleksander Bocheński, Przemysł polski w dawnych wiekach, Warszawa, 1984, str. 261
[ii] Op. cit. str. 248