OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Pamięć – Ewa Polak – Pałkiewicz

Jak każde wielkie wydarzenie, to, co zdarzyło się pod Smoleńskiem osiem lat temu posiada treść podwójną: konkretną, „widzialną”, nagłe unicestwienie dziewięćdziesięciu sześciu Polaków, którzy wyruszyli w podróż ku prochom swoich braci, zamordowanym i pochowanych w katyńskim lesie – i treść głębszą, symboliczną, ukazującą coś ważnego i wyjątkowego w historii.

Polacy, którzy przez te osiem lat dochowali wierności pamięci polskich bohaterów, ofiar nie „ślepego losu”, ale czyjegoś zbrodniczego planu, rozumieją i czują tę podwójność wymowy smoleńskiej tragedii. Wiedzą, że niesie ona ważny komunikat. Jest przekazem dla nas, żyjących. Mówi o tym, że skrajnie niebezpieczna jest dla kogoś, dla jakichś ciemnych sił działających w świecie polska pamięć historii, więź z przodkami, polska wspólnota etyczna i duchowa. Ona jest prawdziwą potęgą, ona tak naprawdę rozbija jakiś mroczny plan, dla którego realizacji owe siły nie wahają się użyć okrutnych, unicestwiających życie ludzkie metod.

Jesteśmy więc o tę katastrofę historyczną w sensie doczesnym, politycznym, osłabieni, ale i wzmocnieni, w sensie moralnym, duchowym. Nasza świadomość „samych siebie” jako wspólnoty i wzajemna duchowa więź uległa zacieśnieniu, pogłębieniu, stała się bogatsza.

Jest też trzeci element, który jest opatrznościowym rezultatem tego tragicznego wydarzenia: widzimy, co stało się z ludźmi, innymi Polakami, którzy negują i wyśmiewają pamięć Smoleńska. Jaki osiągnęli duchowy stan. Słysząc i widząc to wszystko, co produkują ich umysły w związku z żałobą po naszych rodakach, jacy zostali strąceni tego kwietniowego ranka na „nieludzką ziemię”, otrzymujemy jedyny w swoim rodzaju materiał do przemyśleń, w jakim miejscu znajduje się człowiek pozbawiony wiary, a wraz z tą stratą – elementarnych ludzkich uczuć współczucia i solidarności, patriotyzmu i więzi z kulturą naszego kraju i naszej cywilizacji. Nie jest to obraz budujący. Jest to przestroga. To oni runęli w otchłań, nieznaną dotąd naszym pokoleniom, w której szydzenie z czyjejś śmierci spotyka się nie z potępieniem innych, ale z aprobatą, uznaniem, komplementami całego środowiska. Jest to coś w naszej kulturze nowego, nieobecnego nigdy wcześniej. Geneza tego zjawiska powinna być przedmiotem uważnej refleksji zwłaszcza katolików i ludzi Kościoła.

Na polskiej ziemi odbywa się bowiem oto konfrontacja między cywilizacją chrześcijańską a agresywnym pogaństwem. Smoleńsk ‚2o10 był swego rodzaju katalizatorem tego zjawiska, ujawnił je oczom opinii publicznej, wydobył z cienia.

Już w latach trzydziestych XX wieku katoliccy myśliciele byli jednak świadomi, że ono nadciąga, że staje się czymś wyczuwalnym w świecie. Hilaire Belloc pisał: „Sądząc po wszystkich podobieństwach historycznych oraz według ogólnych praw, jakie rządzą powstawaniem i rozkładem organizmów, można dojść do wniosku, że aktywna rola katolicyzmu w sprawach tego świata się skończyła, że w przyszłości, być może w najbliższej przyszłości, katolicyzm zginie. Obserwator katolicki zaprzeczyłby możliwości całkowitego wymarcia Kościoła. Jednak musi także śledzić historyczne paralele, musi także akceptować ogólne prawa rządzące wzrostem i rozpadem organizmów i musi skłaniać się – biorąc pod uwagę wszystkie zmiany, jakie zaszły w umysłowości człowieka – ku wyciągnięciu tragicznego wniosku, że nasza cywilizacja, która już przestała w głównej mierze być chrześcijańska, utraci całkowicie swój ogólny chrześcijański wydźwięk. Przewidywana przyszłość jest przyszłością pogańską i to przyszłością pogańską z nową i odpychającą formą pogaństwa, tym niemniej potężną i wszechobecną, mimo całej swej ohydy”.

W dalszej części wywodu autor nie wyklucza jednak, że w historii świata, w historii Europy wydarzy się coś, co pozwoli słabnącemu katolicyzmowi zebrać siły i dokonać nowego odrodzenia się, zachowując i odradzając naszą ginącą cywilizację.

Nasi bracia polegli w polskim samolocie rankiem 10 kwietnia 2010 roku wiedzą już, jaki będzie finał. My zaś musimy wytrać w tej walce i z Bożą pomocą nie dać się pokonać. Pamiętając, że skarbem najcenniejszym na tej ziemi, jakim zostaliśmy obdarowani – dziś zagrożonym, atakowanym, wyśmiewanym jak nigdy – jest nasza wiara w nadprzyrodzoną Bożą moc, w Jego opatrznościowy plan dla świata, w Jego miłość do nas, ludzi.

Wspomnienie

Dzień był chłodny, wietrzny, nijaki,

resztki śniegu leżały wśród pól,

gdy raptownie zamilkły ptaki,

gdy zatrzymał się oddech i puls.

I stalowe niebo upadło

na codzienność bezpieczną i sytą,

coś w nas wtedy nagle umarło,

coś w nas wtedy bezkarnie zabito.

Gdy półślepi w czasie ponurym

krążyliśmy strwożeni i niemi –

kiełkowały flagami mury

i wschodziły znicze spod ziemi.

Powracała znów solidarność,

a z nią wiara, nadzieja i miłość.

Coś w nas wtedy, w kwietniu umarło,

ale coś się także zbudziło.

Marcin Wolski

(za: Nowe Państwo, kwiecień/2018)