Chwała Bogu

OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

7 ważnych wypowiedzi Franciszka

 

Konrad Sawicki

Co jest miarą wielkości społeczeństw? Ich PKB, liczba zdobytych medali olimpijskich lub nagród nobla, liczba nowoczesnych autostrad i stadionów? A może wskaźnik siły nabywczej czy inne parametry konsumpcji? Nie. Miarą wielkości społeczeństwa jest sposób, w jaki traktuje ono najbardziej potrzebujących, tych którzy nie mają nic poza swoją biedą – mówi papież z Argentyny.

Światowe Dni Młodzieży w Rio de Janeiro stały się świetną okazją dla Franciszka, by wyartykułować swój autorski pomysł na sprawowanie urzędu i kierowanie Kościołem. Wiele ważnych wypowiedzi już poszło w świat. Warto jednak wypunktować kilka innych, wiele mówiących o następcy św. Piotra.
1. Ta pierwsza podróż ma na celu odnalezienie młodych. Ale nie w izolacji od ich życia, lecz w społeczeństwie. Kiedy bowiem izolujemy młodych, dopuszczamy się niesprawiedliwości, odbieramy im przynależność do rodziny, ojczyzny, kultury, wiary (w samolocie do Brazylii).

 

Papież od razu daje do zrozumienia, że interesuje go cały człowiek a nie tylko jego wymiar duchowy. Nie chce z młodymi rozmawiać jedynie o sprawach stricte religijnych. Dla niego żywa wiara obejmuje wszystkie dziedziny życia, łącznie z nauką, pracą, warunkami rozwoju i perspektywami na przyszłość. Klasyczny dla Starego Kontynentu jurydyczny podział na wiarę i uczynki wypływające z wiary u Franciszka ulega zatarciu. Niektórzy krytycy zarzucają mu, że więcej mówi o sprawiedliwości społecznej niż kwestiach wiary i moralności. To nieporozumienie świadczące o niezrozumieniu papieskiego punktu widzenia. Dla niego praca na rzecz zlikwidowania ubóstwa jest sprawą ściśle religijną, wynikającą wprost z chrześcijańskiego powołania.

 

2. Idźcie i nauczajcie! Wychodźcie poza granice tego, co po ludzku możliwe i twórzcie świat braterski (ceremonia powitalna na lotnisku).

 

Nie, to nie są słowa skierowane do księży. Słowami Jezusa – który tak właśnie posyłał na świat apostołów - Franciszek naznacza ludzi młodych przybyłych do Rio de Janeiro na Światowe Dni Młodzieży. Tradycyjna optyka (duchowni nauczają, świeccy słuchają) zostaje zaburzona. W nowej optyce głosić Dobrą Nowinę mają wszyscy: kler i laikat, starzy i młodzi, wszyscy ci, którzy usłyszeli głos Mistrza. Jedni i drudzy oprócz świadczenia o Jezusie i troski o zbawienie mają dodatkowo inną, bardzo konkretną misję: przemieniania tego świata w miejsce bardziej braterskie.
3. Nie ma prawdziwej promocji dobra wspólnego ani prawdziwego rozwoju człowieka, gdy nie uwzględnia się podstawowych filarów, na których opiera się państwo – jego dóbr niematerialnych: życia, które jest darem Bożym, wartością, którą zawsze należy chronić i promować; rodziny, będącej podstawą współistnienia społecznego i środkiem zapobiegającym dezintegracji społeczeństwa; integralnej edukacji, która nie sprowadza się jedynie do przekazywania informacji w celu osiągnięcia zysku; zdrowia, które musi oznaczać integralny dobrobyt osoby, obejmujący wymiar duchowy, niezbędny do równowagi człowieka i zdrowego współistnienia; bezpieczeństwa, w przekonaniu, że przemoc można pokonać jedynie zaczynając od przemiany ludzkiego serca (w faweli Varginha).
Te 5 filarów, na których powinno opierać się państwo (życie, rodzina, edukacja, zdrowie, bezpieczeństwo) to papieska alternatywa dla współczesnych paradygmatów ekonomii i demokracji liberalnej.

 

4. Przyszłość wymaga dzisiaj dzieła rehabilitacji polityki. Rehabilitacji polityki, która jest jedną z najwyższych form miłości (do przedstawicieli rządu Brazylii).

 

Dla Franciszka nawet tak bardzo skompromitowana dziedzina życia jak polityka może mieć wymiar religijny. Ale tylko wtedy, gdy odkryjemy ją na nowo jako służbę dobru wspólnemu wypływającą z miłości bliźniego. Takiej samej rehabilitacji biskup Rzymu domaga się również od gospodarki. Wobec jednej i drugiej oczekuje powrotu wymiaru humanistycznego, ukierunkowanego na unikanie elitaryzmów i eliminację ubóstwa. Proponowana droga jest jasna: niech nikt nie będzie pozbawiony tego, co konieczne i niech każdemu będzie zapewniona godność, braterstwo oraz solidarność.
5. Drodzy przyjaciele, z pewnością trzeba dać chleb głodnym. Jest to akt sprawiedliwości. Ale istnieje także głębszy głód – głód szczęścia, który może zaspokoić tylko Bóg (w faweli Varginha)

 

Choć papież tak silnie akcentuje potrzebę pracy na rzecz ubogich oraz likwidowania nierówności społecznych, to co jakiś czas przypomina, że jest coś jeszcze większego. Tak, walka o godne warunki dla rozwoju człowieka oraz o likwidowanie źródeł cierpienia to są priorytety Franciszka. Ale jest on jednocześnie piewcą integralnej wizji osoby ludzkiej. Gdzie obok wymiaru fizycznego i społecznego, istotne miejsce zajmuje wymiar transcendencji, wymiar religijny. Bez niego, bez jego rozwoju, człowiek nie osiągnie pełni.

 

6. Pilną potrzebą Brazylii są edukacja, zdrowie i pokój społeczny. Kościół ma coś do powiedzenia w tych kwestiach, ponieważ aby odpowiednio odpowiedzieć na te wyzwania nie wystarczą jedynie rozwiązania techniczne, ale trzeba mieć podstawową wizję człowieka, jego wolności, jego wartości, jego otwartości na transcendencję (do biskupów Brazylii).
Tak silne akcentowanie społecznego wymiaru misji Kościoła, przesuwa dotychczasowe akcenty w nauczaniu. Widzimy to wyraźnie w Polsce, że lwią część kościelnego nauczania stanowią sprawy ściśle związane z religijnością i moralnością. O tym papież też mówi, ale zdecydowanie mniej niż jego poprzednicy. Wypowiedziami takimi jak ta otwiera nowe, niezwykle szerokie pole zaangażowania Kościoła. Franciszek ewidentnie pragnie, by lokalne episkopaty (to przecież są słowa skierowane do miejscowych biskupów) angażowały się w pozytywne zmiany społeczne swoich krajów, nawet jeśli nie dotyczą one wprost religii.

7. Biskupi powinni być pasterzami, bliskimi ludziom, ojcami i braćmi, z wielką łagodnością, cierpliwi i miłosierni. Mają być ludźmi miłującymi ubóstwo, zarówno ubóstwo wewnętrzne jako wolność przed Panem, jak i ubóstwo zewnętrzne, prostotę i surowość życia. Ludźmi, którzy nie mają „psychologii książąt” (do biskupów Ameryki Łacińskiej).

Klękanie podczas komunii – dokumenty, wnioski

List apostolski Mane nobiscum Domine Ojca Świętego Jana Pawła II do biskupów, duchowieństwa i wiernych na Rok Eucharystii październik 2004 r. – październik 2005 r.
Cytuj

18. W szczególności trzeba pielęgnować, zarówno podczas celebrowania Mszy św., jak i w kulcie eucharystycznym poza Mszą św., żywą świadomość rzeczywistej obecności Chrystusa, dbając o to, by dawać jej świadectwo tonem głosu, gestami, sposobem poruszania się, całym zachowaniem. W związku z tym normy przypominają – i ja sam miałem ostatnio okazję to potwierdzić 15 – wagę, jaką należy przyznać chwilom milczenia czy to w celebracji, czy w czasie adoracji eucharystycznej. Jednym słowem, konieczne jest, aby całej postawie względem Eucharystii, zarówno szafarzy jak i wiernych towarzyszył najwyższy szacunek 16. Obecność Jezusa w tabernakulum winna stanowić jakby biegun przyciągania dla coraz większej liczby dusz w Nim zakochanych, zdolnych przez długi czas słuchać Jego głosu i niemal odczuwać bicie Jego serca. >Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan!< (Ps 34 [33], 9). Czytaj dalej

Papież Franciszek na ŚDM 2013

 

 

Aktualizacja: 2013-07-30 7:14 am

Nie śledzę nazbyt dokładnie relacyj z brazylijskich Światowych Dni Młodzieży. Obejrzane w internecie migawki skutecznie zniechęcają do tego, z uwagi na wszechobecne liturgiczne dziadostwo. Jeśli deformy posoborowe było robione w celu narzucenia Kościołowi “szlachetnej prostoty”, to u Franciszka prostoty jest tyle, że nawet dla szlachetności miejsca brakuje.

Ciekawsze już mogą być wypowiedzi Papieża kierowane w Brazylii do starszaków. Oto np. przebił się w mediach nius “Papież krytykuje Kościół za to, że traci wiernych na rzecz protestantów”. Temat wypowiedzi atrakcyjny dla tradycjonalistów, ale po bliższej analizie wygląda raczej na gieremkowski “fakt prasowy”. Wypowiedź Franciszka lepiej oddaje cytat zamieszczony w GWnie: “Czasami tracimy ludzi, ponieważ nie rozumieją, o czym mówimy, ponieważ zapomnieliśmy prostego języka”. Czytaj dalej

Obowiązek sprzeciwu – Atila Sinke Guimarães

Obecnie Święty Kościół Katolicki, na nieszczęście, przechodzi przez trudny okres. Około 150 lat temu przeżywał jeden z bardziej chwalebnych okresów. Po ogłoszeniu dogmatu o nieomylności papieża (1870), wpływ papiestwa osiągnął nowy szczytowy punkt w historii. Mimo że nieomylność papieską stosowano wyłącznie do niezwykłych nauk papieskich, ale to zrozumiale przechodziło na inne dziedziny papieskiej działalności.

Do powszechnych nauk papieża podchodzono z dużo większym szacunkiem. Wydawane przez niego  uchwały rządowe przybierały cechy wieloletnich ustaw. Jego decyzje liturgiczne, egzegetyczne i kanoniczne zaczęto uważać za niemal doskonałe i święte. Od tego czasu deklaracja o nieomylności papieża rozsiewała rodzaj złotej aury papiestwa.

gr

Złota aura papieskiej nieomylności promieniowała na wszystkie urzędy Kościoła

To wywoływało radość wśród katolików, szczególnie zaangażowanych w walkę przeciwko rewolucjom, czyli tych którzy rozumieją, że istnieje odwieczny spisek, rewolucja, niszczenie Kościoła i chrześcijaństwa, oraz tych którzy poświęcili swoje życie by bronić się przed tą rewolucją Czytaj dalej

Pytel odpowiada Patynowskiej: Stadiony nie nadają się na liturgię

20130706_jns_mz_15Powstaje pytanie, dlaczego historyk sztuki dokonuje tego rodzaju manipulacji, po co dopuszcza się fałszu?

7 lipca br. w portalu Fronda.pl ukazał się tekst pióra pani red. Marii Patynowskiej zatytułowany „Rekolekcje na stadionie jako realizacja Soboru Watykańskiego II”. Nie sposób pozostawić go bez komentarza, tym więcej, że autorka stara się dodać wiarygodności zawartym w nim tezom powołując się na swoje wykształcenie jako historyka sztuki.

Na początku czytelnik dowiaduje się, że pani red. Patynowska, po długim i zapewne bolesnym procesie dojrzewania w niej pewnych przekonań, doszła do wniosku – oczywiście „jako historyk sztuki” – „że stadiony bardzo nadają się na kościoły”, a ostatnim aktem tego procesu przemiany świadomości był udział w rekolekcjach ks. Johna Bashobory. Czytaj dalej

Nowa ewangelizacja to nie spektakl, a ciche ofiarowanie – Arkadiusz Robaczewski

 

Ojciec John Basobora na Stadionie Narodowym, przyznam, nie rozpalił moich emocji, ani przed spotkaniem, ani w jego trakcie (przebywałem w tym czasie w domu), ani też nie wywołuje emocji po całym zdarzeniu. Z okazji ewangelizacji stadionowej przez jednych byłem zachęcany do gestów oburzenia, które mogłyby uchodzić za święte przez innych do takich samych usilnie prowokowany. Nie powiodło się ani jednym, ani drugim. Do stadionowej ewangelizacji mam odniesienie obojętne.

Zrodziło tylko owo wydarzenie  kilka refleksji:

Wiem, że Bóg i Jego działanie jest Tajemnicą. Wiem też, że działa zawsze w sposób szczególny w czasie każdej Mszy św., także podczas tych, sprawowanych z dala od stadionów i innych wielkich wydarzeń. Podczas Mszy, które nigdzie nie są reklamowane, dokonuje się również największy Cud – urzeczywistnia się Ofiara naszego Odkupienia. Jeśli ktoś szuka innych cudów i znaków, może rzeczywiście ich potrzebować, bo traci albo już niepostrzeżenie stracił wiarę w Cud Mszy św; stracił też zaufanie Bogu, o obie te straty nietrudno przecież w dzisiejszym świecie. Rozumiem, że ktoś taki, mniej lub bardziej świadomy swego stanu, potrzebuje niezwykłości, dawki niecodziennych emocji, by swą gasnącą wiarę w ten sposób podtrzymać. Rozumiem i nie protestuję. Nie przeczę też, że Pan Bóg, Jezus Chrystus i Duch Święty działają w szczególny sposób przez poszczególne osoby, w tym, być może, przez ks. Boshoraboę. Czytaj dalej

Bóg jest Ojcem!

Stan duchowej rebelii, w jakim znajdują się ludzie i całe społeczności, jest skierowany przede wszystkim przeciwko obowiązkowi posłuszeństwa wobec Boga. Ludzie, negując naturalny dla stworzeń stan zależności od Stwórcy, sprowadzają sami na siebie bałagan, chaos i nieszczęścia. Widać to zarówno w skali globalnej — w życiu społecznym, politycznym, ekonomicznym — jak i w mikroskali, w życiu indywidualnym — na poziomie intelektualnym, duchowym, rodzinnym i emocjonalnym. Czytaj dalej

Judaizacja nowego rytu Mszy – ks. prof. Michał Poradowski

Judaizacja Chrześcijaństwa polega przede wszystkim na wyeliminowaniu dogmatu Trójcy Przenajświętszej, a przynajmniej na jego interpretacji kabalistycznej, a jest to widoczne już w samych początkach Kościoła, i łatwo nam to zrozumieć, gdyż należeli do niego w pierwszych wiekach głównie nawróceni na Chrześcijaństwo żydzi (w nowej mszy mamy usunięte wszystkie odniesienia do Trójcy świętej za wyjątkiem ostatniego błogosławieństwa, które abp.H.Bugnini również pragnął zupełnie wyeliminować – red.) (…) Widzimy że już za czasów apostolskich niektórzy żydzi ochrzczeni, być może, że w dobrej wierze, usiłowali judaizować wiarę chrześcijańską- o czym wspominają teksty z Dziejów Apostolskich i z Listów Apostołów, a z biegiem czasów szerzyli najrozmaitsze herezje, z których najbardziej judaistycznymi były arianizm i protestantyzm.

Otóż ostatnio, to jest po Drugim Soborze Watykańskim, być może na skutek zbliżenia i współżycia przez ekumenizm z protestantami, niektóre dogmaty naszej wiary zostały ponownie zaatakowane przez judaizm, a wśród nich przede wszystkim samo centrum całego naszego życia religijnego, jakim jest Msza święta. Nie jest to herezja nowa, gdyż już wielokrotnie w ciągu całej historii Kościoła do niej powracano, ale obecnie stała się bardzo niebezpieczna, gdyż przenika nawet do hierarchii kościelnej, będąc jakby wskrzeszeniem błędów Lutra i Cranmera. Luter bowiem i arcybiskup anglikański Cranmer szczególniej oddawali się szerzeniu owej herezji, którą bez przesady, można i należy nazywać “herezją śmiertelną”, gdyż zabija ona najważniejszy dogmat katolickiej wiary: rzeczywistą obecność Chrystusa Pana w Eucharystii.

Msza święta bowiem – według tradycyjnej nauki Kościoła -jest ustanowiona przez samego Chrystusa Pana, podczas Ostatniej Wieczerzy, a na jej istotę składają się różne elementy, gdyż będąc Niekrwawą Ofiarą Eucharystyczną i “wielką tajemnicą wiary”, jest powtarzaniem Ofiary Krzyżowej, łącznie z Eucharystyczną Ofiarą Ostatniej Wieczerzy. Chrystus Pan bowiem wybrał dla swej Męki, przez którą odkupił cały rodzaj ludzki i cały “świat”, dni, które w historii Izraela, przypominały jej najważniejsze wydarzenie, a więc tzw. Paschę, czyli ostatnią wieczerzę-biesiadę przed wyjściem żydów z Egiptu, “ziemi niewoli”. To przez ten fakt, Ostatnia Wieczerza także była ową wieczerzą-biesiadą, zwłaszcza dla uczestniczących w niej dwunastu Apostołów, stając się przez to jednym ze składników późniejszej Mszy świętej, ale tylko jednym z wielu i to najmniej ważnym w porównaniu z dwoma innymi, a mianowicie z Ofiarą Krwawą na Krzyżu i z Ofiarą Niekrwawą w wieczerniku, czyli z ustanowieniem Eucharystii.

Otóż wspomniana współczesna judaizacja Mszy świętej polega na tym, że uważa się Mszę świętą tylko i jedynie za powtarzanie owej uczty-biesiady paschalnej z czasów Mojżesza, całkowicie pomijając wszelkie wspomnienie Ofiary Krzyżowej i Ostatniej Wieczerzy, jako aktu ustanowienia Eucharystii przez Chrystusa Pana, czyli przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa Chrystusa.

I tak, na przykład, w Chile, już od wielu lat jeden za znanych sędziów, członek sądu najwyższego, z okazji Wielkiego Tygodnia, z uporem pisze w prasie, że Ostatnia Wieczerza jest tylko i wyłącznie spełnieniem obowiązku Jezusa i Jego uczniów celebrowania historycznej Paschy żydowskiej, czyli wydarzenia historycznego wyjścia żydów z niewoli egipskiej, argumentując, że wszystko inne – a więc Przeistoczenie i Męka na Krzyżu, czyli akt Od-kupienia i ustanowienia Eucharystii – nie ma żadnego znaczenia, ani uzasadnienia, gdyż są to tylko wymysły autorów Ewangelii.

Że takie stanowisko zajmuje ortodoksyjny żyd chilijski, jest czymś zrozumiałym, ale że takie samo stanowisko zajmują niektórzy chrześcijanie, uważający się za katolików i to prawie we wszystkich krajach tradycyjnie katolickich, to jut zupełnie inna sprawa. Taką judaistyczną postawę zajął Luter i jego zwolennik arcybiskup Cranmer. Bo to właśnie Luter zniszczył w protestantyzmie Mszę świętą, jako akt istotnie związany razem z Ostatnią Wieczerzą (a więc z ustanowieniem Eucharystii przez Chrystusa Pana) i z Ofiarą na Krzyżu, uważając, że Ostatnia Wieczerza, celebrowana przez Chrystusa Pana, była tylko i wyłącznie zwykłym i tradycyjnym spełnieniem starych zwyczajów obchodzenia Paschy z czasów Mojżesza i niczym więcej. (Luter twierdził, że w Mszy św. od momentu Offertorium “wszystko już śmierdzi ofiarą”. W nowej Mszy zupełnie usunieto wspaniałe modlitwy Ofertorium, pełne woni katolickiej teologii ofiary, wprowadzając w ich miejsce modlitwę pochodzącą z żydowskich ksiąg liturgicznych na okoliczność błogosławieństwa pokarmu: błogosławiony jesteś Panie Boże, bo dzięki Twej hojności – przyp.red.) Natomiast Cranmer, idąc śladami Lutra i będąc konsekwentnym, ale jednocześnie przebiegłym, pozostawia cały ceremoniał Kościoła katolickiego, aby przekonać swych zwolenników i utrzymać ich w złudzeniu, że owe msze anglikańskie są takie same jak katolickie, a więc że się nic nie zmieniło. Aby jednak podkreślić, że owe msze anglikańskie nie są ofiarami składanymi Bogu, a tylko owym wspomnieniem Paschy Mojżesza, zniósł ołtarze i zastąpił je stołami. Wywołało to jednak protesty ze strony wiernych, więc, po pewnym czasie powrócono do ołtarzy i dzisiejsze “msze” anglikańskie bardziej przypominają dawne Msze Katolickie, niż obecny NOM, gdyż niestety, niedawne reformy liturgiczne w Kościele katolickim, przyjęły zwyczaj protestancki “stołu”, a nie “ołtarza”, co pozwala zwolennikom judaizmu podkreślać składnik “wieczerzy-biesiady”, bo dla biesiady i jedzenia wystarczy stół, ale dla “ofiary” potrzebny jest “ołtarz”, a fakt, że ten dzisiejszy “stół-ołtarz” zawiera relikwie świętych nie wpływa na mentalność uczestników, którzy pod wpływem judaizmu skłonni są uważać Mszę świętą tylko za “wieczerzę-biesiadę”. Stąd też logiczny nacisk, aby wszyscy uczestnicy przystępowali do Komunii świętej, gdyż tylko w ten sposób mogą brać udział w “wieczerzy-biesiadzie”, a skoro nie ma Przeistoczenia, to Eucharystia nabiera charakteru tylko polskiego opłatka, wypiekanego z okazji świąt Bożego Narodzenia.

To gromadne przyjmowanie Komunii świętej, bez uprzedniej spowiedzi, stało się już nagminnym zwyczajem w wielu krajach, który jeszcze bardziej podkreśla charakter Mszy świętej jako tylko “wieczerzy-biesiady”, ale jednocześnie właśnie przez to przyczynia się do judaizacji Mszy świętej, czyli do urobienia poglądu, że jest ona tylko i wyłącznie wspomnieniem Ostatniej Wieczerzy już pozbawionej swej istoty, a więc już bez łączności z Ofiarą na Krzyżu i bez Przeistoczenia, a więc ta judaizacja Mszy świętej pozbawia ją de facto swej istoty, sprowadzając j ą wyłącznie tylko do pamiątki Paschy z czasów Mojżesza. Tak to, główny dogmat wiary katolickiej, przez tę judaizację, został poważnie zagrożony. (…) “Stoły” nadają Mszy świętej charakter jakiegoś świeckiego “zgromadzenia wiernych”, podobnego do jakiegokolwiek zgromadzenia świeckich, gdyż, wobec ołtarza ludzie zachowują postawę religijną, a wobec stołu całkiem świecką, bezreligijną. Zachowanie się tych osób na owych zgromadzeniach wiernych więcej przypomina synagogę niż świątynię, bo wszyscy rozmawiają, witają się swobodnie i zachowują się tak, jakby nie było w Tabernaculum Eucharystii, jako rzeczywistej obecności Chrystusa Pana, skoro Msza święta już jest dla nich tylko wspomnieniem Paschy Mojżesza, a nie Ostatniej Wieczerzy. Sama Msza święta przestaje być “świętą”, skoro jest tylko wspomnieniem jakiegoś wydarzenia z życia Izraela, a nie z życia Chrystusa Pana. Już sam fakt, że Eucharystia materialnie przestała być centrum świątyni, gdyż ją przeniesiono w jakiś kącik na boku, a jeśli czasami jeszcze pozostała w centrum, to kapłan celebruje tyłem do Tabernaculum, co także sprawia wrażenie lekceważenia rzeczywistej obecności Chrystusa Pana w Eucharystii. Tylko więc powrót do dawnych zwyczajów odprawiania Mszy świętej twarzą do ołtarza, w którym przebywa Chrystus Pan w Tabernaculum, może położyć kres tej judaizacji Mszy świętej.

Przecież samo słowo “Pascha” ma zupełnie inne znaczenie w tradycjach żydowskich, a inne w chrześcijańskich. Dla żydów jest to tylko “wieczerza-biesiada” przed wyjściem z Egiptu, w czasach Mojżesza, a dla chrześcijan jest to przede wszystkim Ofiara na Krzyżu, odkupią] ąca całą ludzkość i wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, w czasie której Chrystus Pan ustanawia Eucharystię, a więc Mszę świętą, a także i wspomnienie Zmartwychwstania, a wspomnienie Paschy żydowskiej jest tylko marginesowe i pośrednie, bo tylko poprzez Ostatnią Wieczerzę, a nie wprost jako wydarzenie historyczne w życiu Izraela.

ks. prof. Michał Poradowski

 

ZOB. TAKŻE: