OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Artykuły i Komentarze

Działo pedofilii – Współcześni uczniowie Hitlera


27 grudnia 2013 naszdziennik

 Jedyna w dziejach encyklika papieska napisana po niemiecku – „Mit brennender Sorge” („Z palącą troską”) – została wydana przez Papieża Piusa XI z datą 14 marca 1937 roku. Dotyczyła sytuacji Kościoła w III Rzeszy, rozwiewając raz na zawsze podejrzenia o popieranie przez Watykan nazistowskich Niemiec.

 

Pius XI poddał krytyce politykę prowadzoną przez Hitlera, radykalnie odcinając się od narodowego socjalizmu, potępiając jego pogańskie korzenie oraz ideę wyższości rasy i państwa nad nauką Kościoła, a także wzywając niemieckich katolików do oporu wobec hitlerowskiej ideologii.

 

Encyklikę odczytano w Niedzielę Palmową 21 marca 1937 r. w 11 500 katolickich kościołach w Niemczech, co wywołało represje policyjne, jak również poważne reperkusje polityczne. Z początku władze przyjęły taktykę milczenia. „Jedynie w Monachium policja zarekwirowała 4000 egzemplarzy encykliki, co nie przeszkodziło w odczytaniu jej w kościołach” – pisze ks. Waldemar Kulbat. Czytaj dalej

Rozumowe dowody na istnienie Boga – ks. Jan Jenkins, FSSPX

 

Wstęp

Captatio benevolentiae

Drodzy wierni, drodzy słuchacze,

Na początek chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że tytuł niniejszej konferencji składa się w istocie z dwóch twierdzeń, które współczesne społeczeństwo w coraz większym stopniu neguje. Po pierwsze, przynajmniej w praktyce, ignorowany jest sam fakt istnienia Boga. Po drugie, negowana jest zdolność ludzkiego intelektu do udowodnienia tego faktu.

Religia, zwłaszcza w czasach obecnych, jest często traktowana jako coś czysto emocjonalnego, czysto metafizycznego, równie odległego od intelektu, jak uczucie. Jest to w znacznej mierze wpływ współczesnego, fałszywego ekumenizmu. Ślepe dążenie do jedności wszystkich religii oraz redukowanie i pomniejszanie wszelkich różnic pomiędzy nimi w sposób konieczny doprowadzić musiało do pozbawienia każdej religii tego, co w niej było racjonalnego.

Idee religijne redukowane są do poziomu „wiary” czy subiektywnego przekonania, których przesłanki – o ile w ogóle istnieją – są bardzo słabe – a to ze względu na fakt, że dogmat ma ze swej natury charakter dzielący. Intelekt, z samej swej natury, dzieli opinie na prawdziwe i fałszywe. W inspirowanym przez modernistów „poszukiwaniu jedności w różnorodności tradycji religijnych” nie istnieje podział idei pod względem ich stosunku do prawdy, ideą przewodnią staje się mglista i nieokreślona jedność, bazująca na rzekomego wrodzonej u człowieka potrzebie boskości. Owa ekumeniczna „jedność” nie ma więc nic wspólnego z jednością prawdziwą, będącą wynikiem posiadania tej samej prawdy. Zazwyczaj, gdy mówimy o jedności, mamy na myśli jedność we wierze w te same rzeczy. Kiedy religia pozbawiona zostaje elementu racjonalnego, staje się jedynie zbiorem pustych słów, czymś niegodnym rozumnej istoty ludzkiej. Dlatego, by przywrócić należne miejsce religii, musimy wpierw rehabilitować sam intelekt, podstawowe prawa logiki oraz zdolność człowieka do poznawania świata naturalnego.

Do zanegowania zdolności poznawczej ludzkiego intelektu prowadzi jednak również negowanie prawdy nadprzyrodzonej. Sceptycyzm i agnostycyzm są w swej najbardziej prymitywnej formie po prostu zaprzeczeniem zdolności ludzkiego intelektu do poznania otaczającego nas świata, a zwłaszcza poznania czegokolwiek co dotyczy Boga. Te dwie rzeczy są jednak ze sobą ściśle powiązane: z twierdzenia, że nie można poznać, czy Bóg istnieje, wyciąga się w sposób naturalny wniosek, że religia jako taka nie jest oparta na przesłankach racjonalnych, ale jest czymś w  rodzaju ślepego przekonania. Jeśli intelekt ludzki nie jest w stanie stwierdzić niczego pewnego w dziedzinie religii, traktowanej przez wielu jako najważniejszy i najbardziej elementarny aspekt  życia człowieka, wówczas również wiedza dotycząca faktów z wszelkich innych dziedzin staje się wątpliwa. Jeśli cel ostateczny człowieka określa nie intelekt, a emocje, wkrótce również wszystkie inne rzeczy utracą sens istnienia i staną się  kwestią emocjonalnego przekonania. Sam rozum, błądzący w kwestii ostatecznego celu człowieka i jego ostatecznej szczęśliwości, szybko staje się bezużyteczny nawet w odniesieniu do tych rzeczy, które powinny prowadzić nas do szczęścia, innymi słowy do rzeczy tego świata. Czytaj dalej

Stanisław Michalkiewicz: Demokratyczna wersja totalniactwa

 

Głównymi narzędziami duraczenia stała się piekielna triada w postaci państwowego monopolu edukacyjnego, dzięki któremu jeden „wariat na swobodzie” może za jednym pociągnięciem pióra duraczyć całe pokolenia, które nawet nie przeczuwają, że ktoś bez znieczulenia operuje im mózgi – niezależnych mediów głównego nurtu, w których zoperowane uprzednio karne kadry deprawują intelektualnie telewidzów, radiosłuchaczy i czytelników, przesłaniając rzeczywistość potiomkinowską rzeczywistością podstawioną, no i wreszcie – przemysłu rozrywkowego, który dostarcza swoim klientom prefabrykowanych marzeń i wzorców do naśladowania.  Czytaj dalej

Rio de Janeiro czyli jak zostać bohaterem

 

Posted on 08.08.2013 by Ewa Polak-Pałkiewicz in Ona zmiażdży głowę węża, Porządkowanie pojęć

 

Papież Franciszek podczas Światowych Dni Młodzieży ogłosił, że młodzi ludzie zebrani na plaży Copacabana w Rio de Janeiro są „prawdziwymi bohaterami”. Że przybycie na tę plażę – akurat w czasie slabej pogody, deszczu i chłodu – jest „świadectwem wiary wobec świata” oraz, że wiara ta „jest mocniejsza od chłodu i deszczu”.

 

Warszawa 1944

Warszawa 1944

 

Słowa te budzą zastanowienie.

 

Żeby zasłużyć dziś na miłość papieża i na pochlebstwa wielu medialnych sław nie trzeba wiele wysiłku. Właściwie nie trzeba żadnego wysiłku.

 

Wystarczy być młodym i przyjechać do Rio de Janeiro.

 

Czasem – nie należy rzecz jasna uogólniać – wystarczy mieć nieco szczęścia, znajomości wśród księży. Zdobyć fundusz na bilet do Rio i zostać dopisanym do listy.

 

Zostaje się wówczas bohaterem.

 

Od czasu Soboru watykańskiego II jesteśmy przyzwyczajani do nadużywania przez hierarchów Kościoła wielkich słów. Gdy mowa jest o młodzieży zjawisko jest uderzające. Papieże ostatnich dziesięcioleci w zetknięciu z młodzieżą zdają się tracić umiar, gubią precyzję wypowiedzi przynależną ich urzędowi. Wypowiadają się z dużą dozą emocji. Odpowiedzią są krzyki, wycia, gwizdy, oklaski, wskakiwanie na balustrady. Młodzież pokazuje, że traktuje osobę papieża jako kogoś upragnionego – czy jednak z uwagi na jego urząd, czy może z powodu deklaracji przyjaźni z jego strony?

 

Z najwyższej ambony, wśród nauk ewangelicznych, pada dziś wiele słów mile łechczących jej własną próżność. Czytaj dalej

Absurd i destrukcja istotą nowoczesnej sztuki

Rewolucja francuska dokonała ogromnego przewrotu w dziejach ludzkości. Zniszczenia nie ominęły również sztuki. Rezygnacja z pojmowania człowieka jako bytu stworzonego na podobieństwo Boże, zaprowadziła szybko do zaniku samego piękna, ponieważ istnieje ono tylko tam, gdzie jest forma, nadająca kształt materii. A właśnie z tej formy, czyli pojmowania człowieka jako obrazu Boga, rezygnuje nowoczesna sztuka. Czytaj dalej

Boże Igrzysko: 966-1944

 

 

kto chce zachować swoje życie, straci je… (Łk 9, 24)

Publicystów, którzy dziś dyskutują o Powstaniu Warszawskim niepokoi wymiar metafizyczny tego wydarzenia. Nie znajdują miejsca w swoich umysłach na przyjęcie czegoś tak osobliwego. Moralny sprzeciw wobec brutalnego najeźdźcy  i obrona godności uciskanego narodu, jako motywy Powstania? Można to przyjąć za wystarczające racje, ale obrona własnej duszy? Obrona Boga i Jego praw? To niemożliwe. Dlaczego? Ta kategoria nie pasuje do obrazu świata, który ma jeden tylko wymiar – wertykalny.

Niektórzy z tych, którzy chwycili za pióra starają się udowodnić, że Powstanie Warszawskie było „pomyłką tysiąclecia”. Przywołują wszystkie możliwe argumenty na rzecz politycznego pragmatyzmu, który został przez podejmujących decyzję o Powstaniu odrzucony. Sądzą, że stało się to przyczyną największego nieszczęścia Polski, okupacji komunistycznej przez pięćdziesiąt prawie lat.

Nie tylko utraciliśmy Warszawę – taką, jaka była przed wojną, perłę Europy – a zyskaliśmy nad Wisłą wielki obszar chaotycznej socjalistycznej zabudowy. Ponure połacie bunkrów i baraków udające domy – wszystko spowite w szarość i nędzę, jakby zakurzone mongolskie jurty przeniesiono z pustynnego stepu w blask promiennej środkowej Europy.

„Ten rów, w którym płynie mętna rzeka nazywam Wisłą”, pisał z rozpaczą Zbigniew Herbert, oszołomiony wystudiowaną w każdym szczególe brzydotą i pustką miasta popiołów. „Ciężko wyznać: na taką miłość nas skazali/ taką przebodli nas Ojczyzną” (Prolog).

Straciliśmy też szansę, by żyć sobie wygodnie i wesoło po wojnie, nie wygrzebując latami z ruin grobów najbliższych, nie przesiewając z piaszczystych dołów drogocennych kości. Tak jak na przykład - nie nazbyt przepracowani w latach 1939 – 45 – Anglicy, Francuzi, Duńczycy… Poprawiacze historii, tak dobrze znani w PRL- u (począwszy od lat 50. ub. wieku), odezwali się znowu – z nowymi pomysłami. Pragną rozprawić się z mitem,  pomóc nam rozstać się z legendą. Naruszyć cokoły zmurszałych pomników. Ucharakteryzowani na wrażliwych estetów denerwują się dziś na łamach tygodników na przywódców i żołnierzy Polski Walczącej. Szarpią ich, że chwycili za broń, zamiast przyczaić się w sierpniu 1944 roku i czekać. Czekać, aż pancerna armia Hitlera krocząca przez nasze ziemie z Zachodu rozwali śliski zaułek nędzy i brudu – komunistyczne imperium Wschodu. Czytaj dalej

Czego chcą od nas biedni Niemcy? Cz.I

 Jeżeli ktoś ze swoich sukcesów – ze swojej historii, ze swojego dorobku cywilizacyjnego, ze swojej polityki  – jest  zadowolony, potrafi dawać temu wyraz.  Emanuje spokojem i pogodą ducha, która udziela się także innym. Nie zazdrości. Potrafi mówić o swoich błędach bez skrępowania.  Przeprasza za swoje dawne zbrodnie, o ile je popełnił, bez obłudy przyznając się do nich. Jest wielkoduszny. Chce żeby inni cieszyli się razem z nim z jego osiągnięć. Jest pełen wdzięku. Czytaj dalej

Czego chcą od nas biedni Niemcy? cz.II

Mamy powody, by protestować. Ostatnia produkcja telewizyjna naszych zachodnich sąsiadów „Matki i ojcowie” jest filmem antypolskim. Reakcją oficjalną powinny zająć się władze polityczne. Świat naukowy powinien robić wszystko, by prawda o udziale Polaków w ratowaniu nie tylko własnej Ojczyzny, ale obywateli pochodzenia żydowskiego, była ukazana jak najpełniej. Opinia publiczna na szczęście mobilizuje się do odpierania kłamstw.

Czytaj dalej

Czego chcą od nas biedni Niemcy? Cz.III (dokończenie)

Posted on 19.04.2013 by Ewa Polak-Pałkiewicz

„W Niemczech funkcjonuje stereotyp Polaka antysemity”, obwieszcza w jednym z tygodników opinii wydawanych w Polsce prof. Hans Henning Hahn,  historyk z uniwersytetu w Oldenburgu. „Nie dotyczy on wyłącznie polskiego ruchu oporu, tylko wszystkich Polaków i jest popularny również w innych krajach”.

Profesor Hahn dodaje, że jest on „oczywiście nieprawdziwy”, ale zarazem „dość silnie ugruntowany”.

Dalszy wywód rozmówcy tygodnika upewnia, że źródła i dzieje tego stereotypu są czymś na kształt niezbadanego żywiołu, który po prostu rodzi się i trwa, nie podlegając w zasadzie modyfikacjom. I nie ma na niego rady. Nauka jest wobec niego bezsilna, „stereotypy są nieracjonalne”. Czytaj dalej

Logika zwycięzców, logika pokonanych

Po niemieckim serialu telewizyjnym ”Matki i ojcowie”

W czasie ostatniej wojny byliśmy jedynym krajem okupowanym przez Niemców, w którym Polaków za ukrywanie Żydów karano śmiercią.

Czy ten fakt nie mówi wszystkiego o intencjach tych, którzy rozpętali tę wojnę?

A jednak kara śmierci nie okazała się wystarczającym zabezpieczeniem.Polacy uratowali tysiące Żydów.Ratowanie Żydów pod groźbą utraty życia – bez możliwości apelacji, bo niemieckie wyroki były wykonywane natychmiast - zjawisko o skali nie mającej odpowiedników w świecie, to największe świadectwo o tym, że Chrystus Ukrzyżowany jest dla Polaków Bogiem.Realizatorzy serialu „Matki i ojcowie” z tymi faktami sprzed zaledwie siedemdziesięciu lat mają duży problem.Dlaczego? Czyźby za mało było źródeł historycznych?

Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, przed wstąpieniem do Karmelu znana w świecie akademickim Wrocławia jako Edyta Stein, była wybijającą się uczoną, zajmowała się filozofią. Niemcy uśmiercili ją w 1942 roku w obozie Auschwitz – II Birkenau wraz z jej siostrą Różą, także karmelitanką i bratem Wolfgangiem, franciszkaninem. W miarę rozwoju wydarzeń w Niemczech hitlerowskich, będąc pewna rychłej swojej śmierci, przyszła święta karmelitanka napisała w duchowym testamencie:

Artur Grottger - Chrystus w Koronie cierniowej

Już teraz przyjmuję z radością śmierć, którą Bóg dla mnie przeznaczył, z całkowitym poddaniem się Jego najświętszej woli. Proszę Pana, żeby zechciał przyjąć moje cierpienie i umieranie ku swej chwale i uwielbieniu, w intencjach Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Maryi oraz w intencjach Kościoła świętego, jako zadośćuczynienie za niedowiarstwo narodu żydowskiego, aby Pan został przyjęty przez swoich, aby Jego królestwo przyszło w pełnej chwale, za zbawienie Niemiec i pokój na świecie, wreszcie za moich bliskich, żywych i umarłych, i za wszystkich, którzy ofiarowali mi Boga, aby nikt spośród nich nie doznał zguby. Czytaj dalej