OJCU, SYNOWI I DUCHOWI ŚWIĘTEMU

Artykuły i Komentarze

Czego chcą od nas biedni Niemcy? Cz.III (dokończenie)

Posted on 19.04.2013 by Ewa Polak-Pałkiewicz

„W Niemczech funkcjonuje stereotyp Polaka antysemity”, obwieszcza w jednym z tygodników opinii wydawanych w Polsce prof. Hans Henning Hahn,  historyk z uniwersytetu w Oldenburgu. „Nie dotyczy on wyłącznie polskiego ruchu oporu, tylko wszystkich Polaków i jest popularny również w innych krajach”.

Profesor Hahn dodaje, że jest on „oczywiście nieprawdziwy”, ale zarazem „dość silnie ugruntowany”.

Dalszy wywód rozmówcy tygodnika upewnia, że źródła i dzieje tego stereotypu są czymś na kształt niezbadanego żywiołu, który po prostu rodzi się i trwa, nie podlegając w zasadzie modyfikacjom. I nie ma na niego rady. Nauka jest wobec niego bezsilna, „stereotypy są nieracjonalne”. Czytaj dalej

Logika zwycięzców, logika pokonanych

Po niemieckim serialu telewizyjnym ”Matki i ojcowie”

W czasie ostatniej wojny byliśmy jedynym krajem okupowanym przez Niemców, w którym Polaków za ukrywanie Żydów karano śmiercią.

Czy ten fakt nie mówi wszystkiego o intencjach tych, którzy rozpętali tę wojnę?

A jednak kara śmierci nie okazała się wystarczającym zabezpieczeniem.Polacy uratowali tysiące Żydów.Ratowanie Żydów pod groźbą utraty życia – bez możliwości apelacji, bo niemieckie wyroki były wykonywane natychmiast - zjawisko o skali nie mającej odpowiedników w świecie, to największe świadectwo o tym, że Chrystus Ukrzyżowany jest dla Polaków Bogiem.Realizatorzy serialu „Matki i ojcowie” z tymi faktami sprzed zaledwie siedemdziesięciu lat mają duży problem.Dlaczego? Czyźby za mało było źródeł historycznych?

Siostra Teresa Benedykta od Krzyża, przed wstąpieniem do Karmelu znana w świecie akademickim Wrocławia jako Edyta Stein, była wybijającą się uczoną, zajmowała się filozofią. Niemcy uśmiercili ją w 1942 roku w obozie Auschwitz – II Birkenau wraz z jej siostrą Różą, także karmelitanką i bratem Wolfgangiem, franciszkaninem. W miarę rozwoju wydarzeń w Niemczech hitlerowskich, będąc pewna rychłej swojej śmierci, przyszła święta karmelitanka napisała w duchowym testamencie:

Artur Grottger - Chrystus w Koronie cierniowej

Już teraz przyjmuję z radością śmierć, którą Bóg dla mnie przeznaczył, z całkowitym poddaniem się Jego najświętszej woli. Proszę Pana, żeby zechciał przyjąć moje cierpienie i umieranie ku swej chwale i uwielbieniu, w intencjach Najświętszego Serca Jezusowego i Niepokalanego Serca Maryi oraz w intencjach Kościoła świętego, jako zadośćuczynienie za niedowiarstwo narodu żydowskiego, aby Pan został przyjęty przez swoich, aby Jego królestwo przyszło w pełnej chwale, za zbawienie Niemiec i pokój na świecie, wreszcie za moich bliskich, żywych i umarłych, i za wszystkich, którzy ofiarowali mi Boga, aby nikt spośród nich nie doznał zguby. Czytaj dalej

CAŁUN Z MANOPELLO Czy tak wyglądał Jezus?

 

Strona 1 z 3

 Pośród wzgórz Abruzji w pięciotysięcznym Manopello  w malutkim kościółku kapucynów na 400 lat został ukryty niesamowity obraz.Obraz  Świętego Oblicza. Tkanina z wizerunkiem Jezusa, która – w opinii wielu ekspertów – jest płótnem pogrzebowym Chrystusa z jerozolimskiego grobu. Czy tak wyglądał Jezus?

 

 

Najstarsze pisane świadectwa o tym cudownym obrazie pochodzą z VI w. Nazywany był różnie: „Mandylionem z Edessy”, „pierwszą ikoną”, ale najczęściej „chustą Weroniki”. To oficjalna nazwa relikwii w Watykanie. W średniowieczu powstało opowiadanie o św. Weronice, ocierającej chustą twarz Chrystusowi podczas drogi krzyżowej. W rzeczywistości nie było żadnej kobiety o tym imieniu, „weronika” jest zbitką słowną „vera eikon”, znaczącą „prawdziwy obraz”.

Po dziś dzień nikt nie potrafi wyjaśnić, w jaki sposób wizerunek ten powstał, co więcej: nie umiemy wytworzyć podobnego wizerunku na bisiorze. Dlatego nazywany był również „acheiropoietos” – obrazem nie ręką ludzką uczynionym.

Czym jest całun z Manopello ?Obrazem. Portretem, co nie jest ani fotografią, ani rysunkiem, ani malowidłem? Jest wszystkim tym na raz. Do tego jakby hologramem. Jezus patrzy z poprzez cieniutką, prześwitującą tkaninę zamknięta w dwie szyby .Tkanina to bisior, morski jedwab, cienki jak nić pajęcza, lecz wytrzymały jak azbest. Może przetrwać pięć tysięcy lat.

Gdy Jezus umarł, owinięto Go w lniane chusty pogrzebowe, a na wierzch nałożono chustę z bisioru.
„Piotr wszedł do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na głowie Jezusa, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu” – opisuje Jan wnętrze opuszczonego grobu Jezusa. Przedstawiony przez niego opis od dawna uchodzi za najwierniejszą relację wielkanocną.

Według jezuity prof. Heinricha Pfeiffera z Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie (badacza chust pogrzebowych Jezusa), relikwia z grobu pańskiego trafiła do rąk Maryi, matki Jezusa. Po jej śmierci najprawdopodobniej chustę przejął św. Juda Tadeusz, nie tylko apostoł, ale i bratanek św. Józefa. Zatem jeden z najbliższych krewnych Jezusa.
Św. Juda Tadeusz ewangelizował na terenach historycznej Armenii, Edessy. I to tam w VI wieku odnaleziono w miejskich murach tkaninę. Trzydzieści lat później stała się największą relikwią Konstantynopola. O obrazie wspominali kardynałowie podczas II Soboru Nicejskiego w 787 r. podkreślali, że jest on dowodem na wcielenie Chrystusa. W VIII w. obraz znikł z pism bizantyjskich. Pojawił się natomiast w Bazylice św. Piotra w Rzymie. Od tego czasu stał się magnesem przyciągającym do Watykanu pielgrzymów z całego chrześcijańskiego świata.

Kopie tego  Świętego Oblicza można było zamawiać u największych malarzy tamtych czasów, m.in. Rafaela, Tycjana, Belliniego, El Greco. To na ich, średniowiecznych dziełach przedstawiających Jezusa, widzimy twarz tego samego człowieka. Malowali Jego oblicze z włosami i oczami w kolorze orzechowym, lokami na skroniach, kosmykiem włosów na środku wysokiego czoła, długim i wąskim nosem, rozdzieloną na dwoje, rzadką brodą.
Od pierwszego spojrzenia widać w niej znaną z wielu ikon Twarz Chrystusa.

W 1628 r. papież Urban VIII wydaje pod groźbą ekskomuniki zakaz wykonywania jakichkolwiek kopii świętego obrazu, a wszystkie reprodukcje znajdujące się w Watykanie każe spalić. Przestaje też pokazywać obraz wiernym. Ponadto, na początku XVII w. nastąpiło gwałtowne odejście od rozpowszechnionego dotąd wzorca – tak jakby gdzieś zniknął. Od VIII w. do XVI w. na portretach Jezus zawsze miał oczy otwarte. Potem zamiast twarzy mężczyzny żywego na kopiach pojawiło się oblicze martwego. Wspomniany wyżej jezuita, profesor historii sztuki Heinrich Pfeiffer zaczął podejrzewać, że ktoś ukradł Chustę, a na jej miejsce podłożył kiepską kopię. Profesor twierdzi, że musiało to nastąpić w 1618 r., podczas przenoszenia relikwii do skarbca w nowo wybudowanej Bazylice Św. Piotra.

W średniowieczu Chusta musiała być wystawiana na widok publiczny często, bowiem zachowało się wiele średniowiecznych przekazów dokładnie ją opisujących. Dziś, wystawiana jest tylko raz w roku. Podczas nieszporów piątej niedzieli Wielkiego Postu. Pokazywana jest jedynie przez chwilę, i to z bardzo daleka – z wysokiej loggi filaru św. Weroniki, wewnątrz której jest przechowywana, tam bowiem znajduje się skarbiec Bazyliki.

Paul Badde, korespondent w Watykanie niemieckiego dziennika: „Die Welt”, zainspirowany podejrzeniami profesora Pfeiffera, w 2004 roku rozpoczął swoje dziennikarskie śledztwo. Jego zadziwiające i dość sensacyjne wnioski opisał w książce: „Boskie Oblicze”. –Wiele pytań nie dawało mi spokoju: Dlaczego Chusty nie można zobaczyć z bliska? Dlaczego nie istnieje żadna jej znana fotografia? I dlaczego o takiej relikwii nie wspomina żaden przewodnik po Rzymie? No i dlaczego Kościół do zaginięcia Chusty nie chce się przyznać?  – tłumaczył Badde.

Niemca w przekonaniu, że Chusty podmieniono, utwierdziła wizyta w skarbcu Bazyliki Św. Piotra. Po roku usilnych starań dostał pozwolenie by wejść do środka kolumny św. Weroniki i na własne oczy ujrzeć słynną relikwię. Gdy ją zobaczył, pojął dlaczego Watykan wzbrania się przed pokazywaniem światu tego obrazu. – On nie tylko wyblakł, ale na obrazie nie można dopatrzeć się czegokolwiek – stwierdził dziennikarz.

Badde odwiedził  również watykański skarbiec, pośród wielu relikwii, znalazł pustą ramę po Chuście Weroniki z napisem: „do XVII wieku pomiędzy dwiema szybami z kryształu przechowywano sławną relikwię”. Zauważył, że obraz znajdował się między dwoma szybami, a więc musiał umożliwiać oglądanie z dwóch stron. A szkło w ramie było popękane na pięć części i kawałka kryształu brakowało.
Zatem, prawdziwa Weronika powinna pasować do tej ramy i być dwustronna. A to, co ujrzał w skarbcu Bazyliki w żaden sposób do ramy nie pasowało. Ponadto, obraz miał tylko jedną stronę do oglądania.

Oblicze z Manoppello

 

Po roku dziennikarskiego śledztwa Badde miał w posiadaniu nie tylko dowody na zamianę relikwii, ale udało mu się także, 170 km na wschód od Rzymu w górach Abruzji, odnaleźć ją. Chusta od 400 lat znajdowała się w Manoppello. Jej historię przypomina tablica, umieszczona na opuszczonych drzwiczkach relikwiarza. Któregoś niedzielnego popołudnia, latem 1506 roku, przybył do Manopello tajemniczy pielgrzym, przynosząc w darze cienki jak pajęczyna welon, na którym widniało oblicze Pana. Tak narodziła się tradycja, która mówi, że całun znalazł się w Manopello za sprawą „cudownej interwencji Niebios”. Słowa te pochodzą z najstarszego dokumentu potwierdzającego obecność bezcennej Chusty w Manopello. Dokument powstał w 1645 roku. Nie ma jednak żadnych dowodów na to, że wizerunek znajdował się w miasteczku już w XVI wieku. Obraz aż do roku 1923 przechowywany był w bocznej kaplicy, gdzie niemal nie docierało światło dzienne, przez co wierni mogli dostrzec jedynie szary odcień materiału. Dopiero w 1960 roku obraz przeniesiono nad główny ołtarz. W tym samym czasie charyzmatyczny kapucyn, ojciec Pio, z odległego o 245 km. San Giovanni Rotondo, głosił wiernym, że Święte Oblicze z Manoppello, to największy cud jaki mamy.

Świadkowie Oblicza

 

Rozmiar odnalezionego obrazu pasował do rozmiaru ramy znajdującego się w skarbcu Watykanu. Razem z wizerunkiem znajdował się kawałek potłuczonego kryształu. Obraz zaś był przezroczysty i dało się go oglądać z dwóch stron.

Twarz Jezusa zmienia się w zależności od oświetlenia. Kiedy na Chustę pada światło, wizerunek mężczyzny znika, a tkanina robi się nagle przezroczysta. Prawie nic nie widać.
Wystarczy jednak spojrzeć na ten sam obraz nie pod światło, ale na ciemniejszym tle, i od razu z jasności wyłoni się męskie oblicze.

Dwa całuny, jedno Oblicze

 

s. Blandina Paschalis Schlömer. za pomocą żmudnego porównywania najdrobniejszych fragmentów obrazu z odbiciem twarzy zmarłego Chrystusa na Całunie Turyńskim, odkryła, że twarz mężczyzny utrwalona na bisiorze, o którym pisze Badde odpowiada dokładnie proporcjom i wymiarom portretu odbitego na Całunie.

Zgadzały się nie tylko wszystkie szczegóły anatomiczne, lecz nawet rozmieszczenie ran. Jedyna różnica polegała na tym, że na Całunie Turyńskim rany były otwarte i krwawiące, na Chuście z Manoppello zasklepione i zabliźnione. Efekty badań zamieściła w niedawno wydanej publikacji: „Jezus Chrystus. Świadectwo jego całunów”. To swoisty atlas, przedstawiający „mapy” ran twarzy Chrystusa poprzez nałożenie na siebie chust pogrzebowych. Z wynikami jej badań zapoznał się wybitny niemiecki syndonolog, wspomniany już wcześniej ks. prof. Heinrich Pfeiffer.

To dzięki jego publikacjom Paul Badde usłyszał o Obliczu z Manoppello. Pfeiffer jest przekonany, że Jezus był w grobie owinięty w Całun Turyński, a na wierzchu, na jego twarzy, znajdowała się Chusta z Manoppello. „To by wyjaśniało, dlaczego na Całunie Turyńskim zachował się negatyw, zaś na Chuście – zgodnie z prawami fizyki – pozytyw odbicia Chrystusa” – uważa ks. Pfeiffer. Chrystus na Całunie Turyńskim jest umęczony i uśmiercony natomiast na Chuście z Manoppello jest zmartwychwstały i zwycięski.
Paul Badde pisze w swojej książce: „Ten obraz niczego nam nie narzuca, do niczego nie zmusza. Jest bardzo powściągliwy i delikatny, tak jak sam Bóg. Jeżeli przychodzi do człowieka, to w lekkim powiewie wiatru, tak jak przyszedł do Eliasza. Pokorny, cichy i łagodny”.

Wielu duchownych ma nadzieję, że Manoppello stanie się miejscem pojednania, gdyż przybywają tutaj również wyznawcy prawosławia. W Świętym Obliczu rozpoznają Chrystusa ze swoich ikon. – Kościół wschodni zachował tradycję obrazu, tam ikona zmartwychwstania ma wielkie znaczenie. Mam nadzieję, że podobnie się stanie w Kościele rzymskim, tak jak kiedyś było: – mówi s. Blandina Paschalis Schlomer.

Według Paula Badde ponowne odkrycie Oblicza może wpłynąć pozytywnie na dialog ekumeniczny, zarówno z prawosławiem, jak i protestantyzmem, ponieważ On przemawia do wszystkich z taką samą mocą. Mówi o tym, o czym głosi chrześcijańskie Credo: Bóg stał się człowiekiem, został umęczony i zmartwychwstał. Wizerunek przedstawia bowiem Jezusa tuż po zmartwychwstaniu.

Manoppello

 

To mało znane miasteczko, zamieszkujące niespełna 6 tysięcy osób położone jest we włoskiej Abruzji, 170 km na wschód od Rzymu. Nazwa jego – Manoppello – znaczy tyle co „dłoń pełna zboża” (a Betlehem, czyli Betlejem po hebrajsku „dom chleba”).
Dzieje tego miejsca sięgają epoki cesarstwa rzymskiego. Petrarka już w średniowieczu nazywał ten górski masyw „Świętymi Górami”, a samo Manopello „Małą Jerozolimą”. Dziś jednak przewodniki turystyczne  o Manopello rzadko wspominają. Pielgrzymów póki co niewielu tu dociera,  ci co zaglądają  30 kilometrów dalej mają Lanciano, gdzie w IX stuleciu wydarzył się, potwierdzony XX-wiecznymi badaniami słynny cud eucharystyczny. Większość pielgrzymek jedzie 250 km dalej na południe do San Giovani Rotondo, gdzie pochowany ojciec Pio.
Ten sam święty, który powtarzał wiernym, że największy cud, jaki posiadamy znajduje się właśnie w Manoppello.
Jednak, jak twierdzi autor „Boskiego Oblicza”, książki, która w ostatnich latach rozsławiła to miejsce – Paul Badde, Manoppello w przyszłości może stać się jednym z pielgrzymkowych centrów chrześcijańskiego świata. To  co przyciąga w to miejsce, to tajemnicza tkanina, przechowywana w złotym relikwiarzu, w prezbiterium kościoła Ojców Kapucynów. Widnieje na niej oblicze mężczyzny, które – według najnowszych badań naukowych – jest całkowicie zgodne z wizerunkiem Chrystusa z Całunu Turyńskiego. Portret został utrwalony na tkaninie z morskiego jedwabiu (nazywanej bisiorem), na której nie można nic namalować, a więc nie może być ono dziełem człowieka.
Jak tam dojechać? – Z Warszawy do Manoppello jest  prawie 1900 km, to 21 godzin jazdy samochodem . Granicę przekraczamy w Cieszynie, trasa wiedzie przez Brno, Bratysławę, Wiedeń, Graz, Udine, Padwę, Bolonię. Należy kierować się na Anconę i tuż za Pescarą zjechać z autostrady.
W Manoppello niestety nie ma domu pielgrzyma ani jakiejkolwiek bazy turystycznej. Za to w pobliskiej Pescarze, nadmorskim mieście, wybór hoteli i restauracji jest ogromny.
Oficjalna strona Sanktuarium Świętego Oblicza: www.voltosanto.com